SJ Hooks - Absolwentka

Kup ebooka

39.90 zł
29.93 zł (14,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

Kiedy się obu­dzi­łem, ob­razy i dźwięki ze snów wciąż kłę­biły mi się w gło­wie: oczy Ju­lii, jej usta, ła­godna krzy­wi­zna bio­der, słod­kie wes­tchnie­nia, ja­kie wy­da­wała z sie­bie, kiedy ca­ło­wa­łem co­raz niż­sze par­tie jej ciała. Obu­dzi­łem się pod­nie­cony, co nie było ni­czym nie­zwy­kłym. Od­ru­chowo się­gną­łem pod koł­drę i za­czą­łem le­ni­wie po­cie­rać erek­cję przez spodnie od pi­żamy. Jęk­ną­łem ci­cho i chwy­ci­łem moc­niej. Już mia­łem wy­cią­gnąć pe­nisa ze spodni i za­cząć po­ru­szać ręką, kiedy usły­sza­łem tuż obok stłu­miony chi­chot.

Ja­sna cho­lera!

Na­tych­miast otwo­rzy­łem sze­roko oczy, a serce za­ło­mo­tało mi w piersi. W jed­nej chwili uświa­do­mi­łem so­bie, że prze­cież pierw­szy raz w ca­łym do­ro­słym ży­ciu nie bu­dzę się w pu­stym łóżku. Przy mnie le­żała Ju­lia: moja stu­dentka, dziew­czyna, która przez pierw­sze mie­siące let­niego se­me­stru wy­łącz­nie do­pro­wa­dzała mnie do szału pod­czas mo­ich za­jęć. Ale to wszystko zmie­niło się pew­nego wie­czoru, kiedy zo­ba­czy­łem ją przed ba­rem mo­jego brata, a ona za­pro­siła mnie naj­pierw do swo­jego miesz­ka­nia, a na­stęp­nie do łóżka. Na­sza zna­jo­mość za­częła się jako układ bez zo­bo­wią­zań, ale ja zdą­ży­łem przez ten czas za­an­ga­żo­wać się w na­szą zna­jo­mość. Ona o tym nie wie­działa, ale ja by­łem w niej za­ko­chany po uszy. Nie­dawno pra­wie wszystko znisz­czy­łem, kiedy przez przy­pa­dek da­łem jej złą ocenę z pracy rocz­nej, ale na szczę­ście mi wy­ba­czyła.

Przy­szła do mo­jego miesz­ka­nia wczo­raj wie­czo­rem po po­grze­bie dziadka, a ja zło­ży­łem w du­chu przy­sięgę. Po­sta­no­wi­łem, że nie tylko prze­ko­nam ją, aby zgo­dziła się wró­cić do na­szego układu, ale też ją uwiodę i po­każę, że łą­czy nas coś wię­cej niż tylko seks. Ale jak wi­dać, nie za­czą­łem tego zbyt do­brze.

Nie wie­rzę, że ona wła­śnie zo­ba­czyła, jak się ob­ma­cuję. Nie­zły ze mnie ro­man­tyk!

Spró­bo­wa­łem prze­ko­nać swoją rękę do współ­pracy i pu­ścić na­brzmia­łego pe­nisa, ale by­łem tak zszo­ko­wany, że zu­peł­nie za­mar­łem. W ca­łym ży­ciu nie by­łem rów­nie za­wsty­dzony. Wresz­cie udało mi się za­brać dłoń z kro­cza. Prze­krę­ci­łem się na brzuch. Po­liczki pa­liły mnie ży­wym ogniem, więc ukry­łem twarz w po­duszce.

Usły­sza­łem, że Ju­lia ci­cho się śmieje. Ostroż­nie pod­nio­słem głowę, żeby na nią zer­k­nąć. Le­żała na boku, a głowę miała pod­partą na łok­ciu. Uśmie­chała się do mnie słodko. W mo­jej pa­sia­stej pi­ża­mie wy­glą­dała młodo i nie­win­nie, a jej po­tar­gane włosy jesz­cze bar­dziej to pod­kre­ślały.

Ona wy­gląda jak anioł, a ja wła­śnie za­cho­wa­łem się jak dzi­kie zwie­rzę.

- Ja, eee, na­prawdę cię prze­pra­szam, nie chcia­łem. Nie je­stem przy­zwy­cza­jony do to­wa­rzy­stwa, i to się stało tylko dla­tego, że, eee, jest rano i nic na to nie mo­głem po­ra­dzić. Prze­pra­szam - wy­beł­ko­ta­łem, znów cho­wa­jąc twarz w po­ścieli.

- Ste­phen - prze­rwała mi Ju­lia ze śmie­chem - wiem, że ist­nieje coś ta­kiego jak po­ranny wzwód. Nie masz się czego wsty­dzić. Bar­dzo miło mi się na cie­bie pa­trzyło.

Słu­cham?

Znów na nią zer­k­ną­łem.

- Mó­wisz po­waż­nie?

- Mhm. Sek­sow­nie wy­glą­da­łeś, kiedy za­czą­łeś się do­ty­kać. Może chciał­byś, że­bym ci tro­chę po­mo­gła?

- Nie mu­sisz. To zna­czy... Nie mu­simy nic ro­bić. Ja... To nie dla­tego chcia­łem, że­byś u mnie zo­stała - za­pew­ni­łem prędko.

Nie chcia­łem, żeby po­my­ślała, że cze­go­kol­wiek od niej ocze­kuję. Za­pro­sze­nie jej na noc było naj­lep­szą de­cy­zją, jaką pod­ją­łem. Cho­ciaż po za­sta­no­wie­niu mu­sia­łem uznać, że naj­lep­szą de­cy­zją w moim ży­ciu było pod­wie­zie­nie Ju­lii do domu spod baru Matta na­szej pierw­szej nocy, ale to znaj­do­wało się na dru­gim miej­scu.

- Wiem - od­parła ła­god­nie. - Ale chcę.

Prze­wró­ci­łem się na bok, żeby na nią po­pa­trzeć.

Ju­lia przy­su­nęła się bli­żej.

- Je­steś pewna? - wy­szep­ta­łem.

Ona tylko ski­nęła głową i uśmiech­nęła się. Na­chy­li­łem się, żeby ją po­ca­ło­wać, ale wtedy ona nieco się ode mnie od­su­nęła.

Zmie­niła zda­nie. Za­pro­po­nuję, że tylko ją przy­tulę. Wczo­raj to jej się po­do­bało.

- Ju­lio, ja...

- Po­ranny od­dech - wy­ja­śniła ci­cho.

- Nie prze­szka­dza mi to - wy­mru­cza­łem, bio­rąc jej twarz w dło­nie i mu­ska­jąc war­gami jej usta.

Po­zwo­liła mi na po­ca­łu­nek, ale nie otwo­rzyła ust. Uśmiech­ną­łem się, wi­dząc ten mil­czący kom­pro­mis: ca­ło­wa­nie rano jest w po­rządku, ale wy­łącz­nie bez ję­zyka. Uzna­łem, że mogę z tym żyć. Za­czą­łem roz­pi­nać gu­ziki jej pi­żamy i skła­dać po­ca­łunki na uka­zu­ją­cych się ko­lejno frag­men­tach jej mięk­kiej skóry. Wcią­gną­łem jej za­pach, roz­ko­szu­jąc się nową nutą, jaką wła­śnie od­kry­wa­łem. Pach­niała cie­płem, snem i ko­bietą - moją ko­bietą, moją Ju­lią. Ten za­pach był o wiele bar­dziej po­cią­ga­jący i uwo­dzi­ciel­ski niż ja­kie­kol­wiek per­fumy. De­li­kat­nie po­li­za­łem wzgó­rek jej piersi i roz­pią­łem ko­lejny gu­zik, żeby od­sło­nić jej mały ró­żowy su­tek, na któ­rym też zło­ży­łem ła­godny po­ca­łu­nek. Okrą­ży­łem go ko­niusz­kiem ję­zyka, po czym za­czą­łem ssać. Ju­lia jęk­nęła ci­cho, a ja po­czu­łem, jak wplata palce w moje włosy. Zdją­łem z niej górę pi­żamy i po­ca­ło­wa­łem ją pro­sto w usta.

- Je­steś taka piękna - po­wie­dzia­łem z na­boż­nym za­chwy­tem.

Ona tylko się uśmiech­nęła, a ja już nie by­łem za­sko­czony uczu­ciem, które za­trze­po­tało w moim sercu na ten wi­dok. To była mi­łość do niej... Ko­cha­łem ją, a te­raz chcia­łem też ko­chać się z nią. Ują­łem jej piersi w dło­nie i za­czą­łem na prze­mian pie­ścić jej sutki ustami, aż były sztywne i ster­czące, a Ju­lia od­dy­chała ciężko pod wpły­wem mo­jego do­tyku.

- Po­wiedz, je­śli chcesz, że­bym prze­stał - wy­szep­ta­łem.

- Nie prze­sta­waj - od­parła na­tych­miast. - To cu­do­wne uczu­cie.

Da­lej draż­ni­łem jej sutki, jed­no­cze­śnie roz­wią­zu­jąc sznu­rek w spodniach jej pi­żamy, po czym prze­su­ną­łem dłońmi po jej ple­cach, scho­dząc co­raz ni­żej. Po­czu­łem nagą skórę i nic poza tym. Mój sztywny pe­nis drgnął w od­po­wie­dzi na to od­kry­cie.

- Och - jęk­ną­łem z twa­rzą tuż przy jej pier­siach. - Nie masz na so­bie bie­li­zny.

- Nie da­łeś mi wczo­raj żad­nych maj­tek - od­parła, znów wzdy­cha­jąc. - Nie chcia­łam za­kła­dać znów tych sa­mych, kiedy już się wy­ką­pa­łam. Po­my­śla­łam, że może zro­bi­łeś to spe­cjal­nie.

- Ża­łuję, że nie je­stem taki prze­bie­gły - wy­mru­cza­łem, trą­ca­jąc jej su­tek ję­zy­kiem i ugnia­ta­jąc jej na­gie po­śladki.

- Kurwa - jęk­nęła. - Za­raz tu przez cie­bie umrę, Ste­phen. Bła­gam, do­tknij mnie już.

Ni­gdy ni­czego ci nie od­mó­wię.

Ostatni raz za­ci­sną­łem dło­nie na jej po­ślad­kach, po czym ścią­gną­łem z niej spodnie od pi­żamy. Prze­su­ną­łem ręką po jej brzu­chu i uśmiech­ną­łem się z za­do­wo­le­niem, wi­dząc, jak chęt­nie pod­nosi nogę, żeby za­pew­nić mi lep­szy do­stęp. Po­czu­łem pod pal­cami jej mięk­kie, gład­kie, mo­kre wnę­trze. Aż jęk­ną­łem, wi­dząc, jak bar­dzo jest go­towa mnie przy­jąć.

- Po­trze­buję cię.

- Więc mnie weź, Ste­phen - wy­mru­czała mi do ucha. - Pra­gnę cię.

W re­kor­dowo krót­kim cza­sie zdją­łem swoją pi­żamę i prze­su­ną­łem się wy­żej - tak, że­by­śmy oboje le­żeli na boku, twa­rzami do sie­bie. Bar­dzo chcia­łem zo­stać w tej po­zy­cji, ale nie wie­dzia­łem, czy to bę­dzie moż­liwe. Ju­lia przy­su­nęła się bli­żej, za­ło­żyła nogę na moje bio­dro i się­gnęła w dół, pro­wa­dząc mo­jego pe­nisa. Wcią­gną­łem gwał­tow­nie po­wie­trze, czu­jąc na so­bie jej cie­pło.

Okej, to z całą pew­no­ścią jest moż­liwe!

Lekko prze­chy­li­łem bio­dra do przodu, aż cały mój pe­nis za­nu­rzył się w jej śli­skim, go­rą­cym wnę­trzu.

Je­stem w raju.

- O Boże - wy­dy­sza­łem. - To za­wsze jest ta­kie...

- Wiem. To nie­sa­mo­wite.

Chwy­ci­łem ją za udo i po­kry­łem jej szyję po­ca­łun­kami, jed­no­cze­śnie po­woli w nią wcho­dząc i z niej wy­cho­dząc.

- Je­steś taka cie­pła. To wspa­niałe uczu­cie.

Pod­cią­gną­łem jej nogę nieco wy­żej, co po­zwo­liło mi wejść w nią głę­biej. Ju­lia jęk­nęła gło­śno, wy­ra­ża­jąc swoją apro­batę. Ale ja po­trze­bo­wa­łem jesz­cze wię­cej. Ob­ró­ci­łem ją na plecy i za­tra­ci­łem się zu­peł­nie w uczu­ciu, ja­kie mnie ogar­nęło. Za­czą­łem po­ru­szać się co­raz szyb­ciej i co­raz moc­niej, kom­plet­nie za­mro­czony przy­jem­no­ścią. W tej chwili nie li­czyło się ab­so­lut­nie nic poza tym łóż­kiem. Tak bar­dzo za nią tę­sk­ni­łem. Pra­gną­łem, aby ta chwila trwała wiecz­nie. Ale, nie­stety, zo­rien­to­wa­łem się, że nie wy­trzy­mam zbyt długo.

- Och, Ju­lio! - wy­dy­sza­łem kilka se­kund póź­niej, przy­ci­ska­jąc ją mocno do sie­bie.

Moje ciało dy­go­tało i drżało, a bio­dra po­ru­szały się już zu­peł­nie bez mo­jej kon­troli.

Na parę chwil stra­ci­łem w ogóle zdol­ność my­śle­nia, ale kiedy tylko mój or­gazm do­biegł końca, po­czu­łem prze­ra­że­nie. Ju­lia le­żała pode mną. Mil­czała i ła­god­nie wo­dziła dłońmi w górę i w dół po mo­ich ple­cach, gła­dząc moją wil­gotną skórę. To na pewno tylko taki od­ruch. Nie za­słu­gi­wa­łem te­raz na jej słodki do­tyk po tym, jak ją za­wio­dłem. Chwy­ci­łem mocno po­duszkę pod jej głową i spró­bo­wa­łem prze­ko­nać swo­jego pe­nisa, żeby znowu stward­niał, ale oczy­wi­ście mi się to nie udało. Nie by­łem już na­sto­lat­kiem i do­brze wie­dzia­łem, że po­trze­buję te­raz wię­cej czasu na od­po­czy­nek niż daw­niej. Nie mo­głem. Nie mo­głem się z nią od razu znowu ko­chać. Po­czu­łem się tak, jakby ktoś ude­rzył mnie pię­ścią pro­sto w brzuch.

- Tak strasz­nie cię prze­pra­szam - wy­szep­ta­łem.

Czoło wciąż mia­łem oparte na jej ra­mie­niu.

Ju­lia po­ru­szyła się nieco pode mną.

- Za co? - Prze­cze­sała moje włosy pal­cami. - O czym ty mó­wisz?

Z ocią­ga­niem pod­nio­słem głowę. Mi­nęło do­bre kilka se­kund, za­nim wy­krze­sa­łem z sie­bie dość od­wagi, żeby po­pa­trzeć jej w oczy. Tak po­nęt­nie wy­glą­dała z po­tar­ga­nymi wło­sami, skórą cie­płą od snu i bez śladu ma­ki­jażu na twa­rzy.

- Prze­cież... - Prze­łkną­łem su­peł w gar­dle. - Ty... nie do­szłaś.

- No i co z tego?

- Jak to: "co z tego"? Prze­cież... to nie zda­rzyło się ni­gdy wcze­śniej. To zna­czy z tobą. Z tobą je­stem na­prawdę do­bry! - upie­ra­łem się. - Nie ro­zu­miem, co się wy­da­rzyło. Nie chcia­łem... A te­raz wszystko znisz­czy­łem!

Pod­nio­słem się, ze wsty­dem wy­su­wa­jąc z niej swo­jego zwiot­cza­łego członka. Ale za­nim zdą­ży­łem wyjść z łóżka, ona oplo­tła swoje smu­kłe nogi wo­kół mo­jej ta­lii, chwy­ciła mnie za ra­miona i znów przy­cią­gnęła do sie­bie, przy­ci­ska­jąc mnie mocno. Le­że­li­śmy tak, skóra przy skó­rze, a kiedy Ju­lia miała już pew­ność, że będę spo­kojny, ujęła ła­god­nie moją twarz w dło­nie.

- Ste­phen - wy­szep­tała, gła­dząc moje po­liczki ko­niusz­kami pal­ców. - Co ty ple­ciesz, do ja­snej cho­lery?

Za­mru­ga­łem.

- Nie da­łem ci or­ga­zmu, za­nim sam skoń­czy­łem. A prze­cież tak miało być. Prze­cież praw­dziwy męż­czy­zna za­wsze po­wi­nien tak zro­bić.

- Kto tak po­wie­dział?

- Wszy­scy?

Ju­lia po­trzą­snęła głową.

- Kotku, prze­cież ty je­steś praw­dzi­wym męż­czy­zną. To nie ma nic wspól­nego z tym, czy dzięki to­bie dojdę, czy nie.

- Na­prawdę?

- Na­prawdę - uśmiech­nęła się. - Nie chcę przy­pusz­czać na cie­bie fe­mi­ni­stycz­nego ataku, ale od do­brych kilku lat je­stem dość do­bra w trosz­cze­niu się o moje or­ga­zmy. Je­śli nie dojdę w trak­cie seksu, to nie zna­czy, że to była twoja wina. Okej?

Po­ki­wa­łem głową, czu­jąc, jak roz­luź­niam się w jej ob­ję­ciach.

- Ow­szem, szybko ci dzi­siaj po­szło - cią­gnęła, po­trzą­sa­jąc głową, kiedy zo­ba­czyła, że się krzy­wię. - Ale to ma prawo się cza­sami wy­da­rzyć. To nor­malne. No wiesz, mu­szę przy­znać, że na­wet tro­chę mi to schle­bia - do­dała, po czym unio­sła głowę i po­ca­ło­wała mnie w ką­cik ust. - Kiedy wi­dzę, że w two­ich oczach je­stem aż tak sek­sowna, że cał­ko­wi­cie się we mnie za­tra­casz. To cho­ler­nie pod­nie­ca­jące.

Uśmiech­nęła się do mnie sze­roko, aż wresz­cie ja też po­zwo­li­łem so­bie na uśmiech.

- Ow­szem, je­steś aż tak sek­sowna - po­twier­dzi­łem, gła­dząc dło­nią jej ciało i roz­ko­szu­jąc się wszyst­kimi krą­gło­ściami, po czym po­ło­ży­łem się na plecy i wcią­gną­łem ją na sie­bie. - I bar­dzo chciał­bym ci po­ka­zać, że na­prawdę tak uwa­żam, ale po­trze­buję tro­chę czasu, żeby, hm, na­brać sił.

- Czasu? Przy oka­zji, która go­dzina? - za­py­tała Ju­lia.

- Nie mam po­ję­cia.

- Mu­szę wyjść o dzie­sią­tej - po­wie­działa ci­cho.

Pod­nio­słem głowę i wy­cią­gną­łem szyję, żeby po­pa­trzeć na bu­dzik po dru­giej stro­nie łóżka.

- Do­piero ósma - oznaj­mi­łem z ulgą, kry­jąc twarz w jej wło­sach. - Masz jesz­cze czas. Do­kąd mu­sisz iść?

- Mam jesz­cze dużo do za­ła­twie­nia. Mu­szę spa­ko­wać całe ży­cie dziadka. Po po­łu­dniu mam spo­tka­nie z praw­ni­kiem, żeby omó­wić kwe­stię te­sta­mentu. Ale to bez sensu, bo wiem, że wszystko mi za­pi­sał.

- Wszystko?

- No - wes­tchnęła. - To te­raz chyba je­stem bo­gata. Hurra, hurra - do­dała gorzko.

Po­gła­ska­łem ją po wło­sach.

- Może mógł­bym ci w czymś po­móc? Nie mu­szę dzi­siaj pra­co­wać.

Przy­tu­liła się do mnie nieco moc­niej.

- Dzię­kuję, ale nie mo­żemy jesz­cze się ra­zem po­ka­zy­wać w miej­scach pu­blicz­nych. Gdyby ktoś nas zo­ba­czył... Le­piej, że­bym po­szła sama.

Ju­lia miała ra­cję. Prze­pisy uczelni za­ka­zy­wały spo­ufa­la­nia się wy­kła­dow­ców ze stu­den­tami. Se­mestr już pra­wie do­bie­gał końca, więc nie by­łoby zbyt mą­drym po­su­nię­ciem - nie było sensu nie­po­trzeb­nie ry­zy­ko­wać te­raz, kiedy by­li­śmy już tak bli­sko li­nii mety.

- W ta­kim ra­zie przy­naj­mniej po­zwól, że zro­bię ci śnia­da­nie, za­nim wyj­dziesz.

- Nie mu­sisz - za­pro­te­sto­wała. - Zła­pię ja­kiś owoc po dro­dze.

- Owoc to nie jest praw­dziwe śnia­da­nie. Wczo­raj le­d­wie tknę­łaś ko­la­cję. Do­brze wiem, ile ty za­zwy­czaj jesz. Mu­sisz być już nie­źle wy­gło­dzona.

Po­czu­łem, jak się uśmie­cha.

- Masz tro­chę ra­cji. Dzię­kuję.

- Nie masz za co mi dzię­ko­wać. Na­prawdę chcę to dla cie­bie zro­bić. Na co masz ochotę?

- Wszystko jedno. Zwy­kle jem ja­kieś płatki albo coś w tym ro­dzaju. - Wzru­szyła ra­mio­nami.

- Coś wy­my­ślę. Ty so­bie po­leż i od­pocz­nij. Przyjdę po cie­bie, jak śnia­da­nie bę­dzie go­towe - po­wie­dzia­łem, prze­su­wa­jąc się na brzeg łóżka.

Ści­snęła mnie moc­niej w ob­ję­ciach.

- Jesz­cze pięć mi­nut? - wy­szep­tała.

Na­wet całe ży­cie, je­śli tylko chcesz.

- W po­rządku.

Ju­lia wtu­liła się znów w moje ra­miona, a ja na zmianę ba­wi­łem się jej wło­sami i gła­dzi­łem jej na­gie plecy. Wkrótce po­czu­łem, że jej ciało staje się cięż­sze, a od­dech zwal­nia. Za­snęła.

Mu­siała być na­prawdę wy­koń­czona.

Pod­czas gdy Ju­lia spała, ja za­czą­łem roz­my­ślać o tym, co wła­śnie za­szło mię­dzy nami. Do­sze­dłem przed­wcze­śnie pod­czas sto­sunku i od­ru­chowo za­re­ago­wa­łem wsty­dem i pa­niką. Du­chy mo­jej sek­su­al­nej prze­szło­ści wciąż na­wie­dzały mnie we wspo­mnie­niach. Wpraw­dzie nie było ich zbyt wiele, ale mimo to sku­tecz­nie tkwiły w mo­jej pa­mięci, za­wzię­cie przy­po­mi­na­jąc, że w re­la­cjach z ko­bie­tami i spra­wach do­ty­czą­cych seksu je­stem cho­dzącą po­rażką.

Ale Ju­lia wcale nie pró­bo­wała spra­wić, że­bym po­czuł się źle. Wręcz prze­ciw­nie: po­wie­działa, że od­po­wie­dzial­ność za jej sa­tys­fak­cję nie leży wy­łącz­nie po mo­jej stro­nie i to nie jest nic strasz­nego. Ta wie­dza spra­wiła, że po­czu­łem, jak nie­opi­sany cię­żar spada mi z serca. Oczy­wi­ście pół ży­cia sek­su­al­nych kom­plek­sów nie można wy­le­czyć w jedną mi­nutę, ale czu­łem się ja­koś lżej, wie­dząc, że Ju­lia nie bę­dzie mnie oce­niać za moje po­tknię­cia. Ona na­prawdę była nie­sa­mo­witą ko­bietą: cie­płą, wy­ro­zu­miałą i swo­bodną. Była dla mnie ide­alna. Jak ja mo­głem tego nie do­strzec w tej sa­mej se­kun­dzie, w któ­rej po raz pierw­szy zo­ba­czy­łem ją na swo­ich za­ję­ciach?

Te­raz, kiedy trzy­ma­łem ją w ra­mio­nach, nie ro­zu­mia­łem, jak kie­dy­kol­wiek mo­głem uwa­żać ją za de­ner­wu­jącą. To, co po­strze­ga­łem jako pro­wo­ka­cję i bez­czel­ność, było w rze­czy­wi­sto­ści aser­tyw­no­ścią i en­tu­zja­zmem. Wła­śnie te ce­chy te­raz naj­bar­dziej w niej lu­bi­łem. Nie bała się kon­fron­ta­cji, a ja po­dzi­wia­łem ją za to, że po­trafi wy­ra­zić swoje zda­nie. A przy tym była tro­skliwa, czuła, za­bawna i sek­sowna. Na szczę­ście mój mózg w końcu zdo­łał po­jąć to, co serce wie­działo od sa­mego po­czątku: Ju­lia jest moją drugą po­łówką.

Ostroż­nie uwol­ni­łem się z jej ob­jęć, żeby jej nie obu­dzić, i wy­śli­zgną­łem się z łóżka. Kiedy ją zo­sta­wi­łem, wy­dała z sie­bie ci­chy po­mruk nie­za­do­wo­le­nia i sku­liła się w ma­leńki kłę­bek. Jej drobna syl­we­tka spra­wiała, że moje łóżko wy­da­wało mi się ogromne. Przy­kry­łem ją koł­drą aż po brodę, żeby nie zmar­zła. Wło­że­nie na sie­bie ubra­nia i opusz­cze­nie sy­pialni oka­zało się sza­le­nie trud­nym za­da­niem: je­dyne, na co mia­łem ochotę, to wpeł­znąć z po­wro­tem do łóżka i trzy­mać Ju­lię tuż przy so­bie, pa­trząc, jak śpi. Ale wie­dzia­łem, że czeka ją ciężki i stre­su­jący dzień, więc na­le­żało jej się po­rządne śnia­da­nie przed wyj­ściem.

Ona nie­długo stąd pój­dzie.

Ta myśl za­smu­ciła mnie bar­dziej, niż chcia­łem to przy­znać przed sobą. Wczo­raj za­pro­po­no­wa­łem, żeby zo­stała u mnie na noc, ale nie by­łem jesz­cze go­tów się z nią po­że­gnać. Może uda­łoby mi się ją prze­ko­nać, żeby spę­dziła tu ko­lejną noc. To było jedno z naj­cu­dow­niej­szych do­świad­czeń w ca­łym moim ży­ciu: trzy­mać ją w ra­mio­nach przed za­śnię­ciem. Wspa­niale było mieć ją tuż przy so­bie. Wie­dzia­łem, że je­śli zgo­dzi się wzno­wić nasz układ, już za­wsze będę zo­sta­wać z nią na noc po zbli­że­niu. Sen w jej ra­mio­nach był rów­nie sa­tys­fak­cjo­nu­jący jak seks, a może na­wet bar­dziej. Czu­łem się jak idiota, że tyle razy od­trą­ci­łem jej pro­po­zy­cję po­zo­sta­nia na noc i sze­dłem po na­szych schadz­kach do domu, do mo­jego pu­stego, zim­nego łóżka. Po­sta­no­wi­łem, że to już ni­gdy się nie po­wtó­rzy.

Ale tro­chę za bar­dzo się roz­pę­dzi­łem. Jesz­cze nic nie zo­stało po­sta­no­wione. Rów­nie do­brze Ju­lia mo­gła wyjść stąd po śnia­da­niu i już ni­gdy nie wró­cić do mo­jego łóżka ani mo­jego ży­cia. Na samą myśl ści­snęło mi się serce. Na­wet nie po­tra­fi­łem so­bie wy­obra­zić, jak bar­dzo bym cier­piał, gdyby Ju­lia na za­wsze znik­nęła z mo­jego ży­cia. Ode­pchną­łem od sie­bie tę nie­przy­jemną myśl. Te­raz ona była tu ze mną, a ja wie­dzia­łem, że mu­szę wy­ko­rzy­stać każdą chwilę. Wie­dzia­łem, że je­stem w sta­nie zdo­być jej serce. Mu­sia­łem w to wie­rzyć, bo al­ter­na­tywa była zbyt do­łu­jąca.

Prze­trzą­sną­łem lo­dówkę i wszyst­kie szafki w po­szu­ki­wa­niu in­spi­ra­cji. Na szczę­ście na­bra­łem zwy­czaju ro­bie­nia za­ku­pów na cały ty­dzień, więc kuch­nię mia­łem do­sko­nale za­opa­trzoną. Po­sta­no­wi­łem, że przy­go­tuję jej go­fry z ja­go­dami, a do tego jajka na be­ko­nie, to­sty i świeże owoce. Oczy­wi­ście zda­wa­łem so­bie sprawę, że grubo prze­sa­dzam.

Jakby szwedzki stół na śnia­da­nie mógł spra­wić, że ona cię po­ko­cha.

Ale coś prze­cież mu­sia­łem zro­bić. Może je­śli po­ka­zał­bym jej, że po­tra­fię się nią za­opie­ko­wać, to Ju­lia roz­wa­ży­łaby po­zo­sta­nie tu ze mną na nieco dłu­żej. Te­raz mia­łem ją tu­taj, więc za­mie­rza­łem spra­wić, że trudno jej bę­dzie wyjść. Poza tym chcia­łem po pro­stu zro­bić dla niej coś mi­łego. Ju­lia była przy­zwy­cza­jona do tego, że musi opie­ko­wać się swoim dziad­kiem. Za­słu­gi­wała na to, żeby te­raz to nią ktoś się za­opie­ko­wał. Ni­gdy do­tąd nie mia­łem ni­kogo, kim mógł­bym się za­jąć. Mia­łem na­dzieję, że Ju­lia po­zwoli, abym te­raz to ja po­da­ro­wał jej tro­chę cie­pła i bez­pie­czeń­stwa.

Oczy­wi­ście mu­sia­łem przy­znać, że to było też sa­mo­lubne z mo­jej strony. By­łem za­chwy­cony, że ona tu jest. To mnie uszczę­śli­wiało. Pra­gną­łem szczę­ścia, a ona mi je da­wała. Nie mo­głem tego prze­sko­czyć, ale mia­łem na­dzieję, że ja też będę w sta­nie jej to dać.

Za­sta­wi­łem stół. Zo­sta­wi­łem je­dze­nie w pie­kar­niku, żeby nie wy­sty­gło. Wśli­zgną­łem się z po­wro­tem do sy­pialni i za­pa­trzy­łem na dziew­czynę śpiącą w moim łóżku. Wie­dzia­łem, że po­wi­nie­nem ją obu­dzić, żeby zdą­żyła zjeść śnia­da­nie przed wyj­ściem. Nie mia­łem jed­nak pew­no­ści, czy jesz­cze kie­dyś trafi mi się taka szansa, więc po­ło­ży­łem się tuż przy niej i też scho­wa­łem pod koł­drą. Le­żała na boku, ple­cami do mnie. Przy­tu­li­łem się do niej, przy­ci­ska­jąc do jej cie­płego ciała. Le­że­li­śmy bli­sko sie­bie, jak dwie łyżki w szu­fla­dzie.

A więc dla­tego to się na­zywa na ły­żeczkę. Po­doba mi się!

Za­czą­łem de­li­kat­nie ca­ło­wać jej szyję i gła­dzić w górę i w dół po ra­mie­niu. Za­drżała lekko. Kiedy zaj­rza­łem jej przez ra­mię, za­uwa­ży­łem, że jej sutki za­czy­nają tward­nieć. Nie mo­głem się po­wstrzy­mać. Się­gną­łem pod jej ra­mię i ła­god­nie ob­ją­łem jej pierś. Za­czą­łem za­ta­czać kręgi wo­kół jej sztyw­nie­ją­cego sutka ko­niusz­kiem palca. Ju­lia wes­tchnęła i po­tarła jed­nym na­gim udem o dru­gie.

Czy ona robi się pod­nie­cona? Może ma ochotę, że­bym da­lej jej do­ty­kał?

Czu­łem się nieco nie­przy­zwo­icie, piesz­cząc Ju­lię, pod­czas gdy była na wpół we śnie, ale nie po­tra­fi­łem się zmu­sić, żeby prze­stać. Prze­su­ną­łem dło­nią po jej brzu­chu i udach w na­dziei, że ona na­gle nie za­cznie pro­te­sto­wać, czu­jąc mój do­tyk. Pod­nio­słem jej nogę i za­ło­ży­łem so­bie na bio­dro, po czym wzią­łem głę­boki od­dech i wsu­ną­łem palce mię­dzy jej fałdy. Jej skóra była cie­pła i śli­ska po na­szym nie­daw­nym zbli­że­niu, więc bez trudu wśli­zgną­łem się nieco głę­biej. Ju­lia wy­dała z sie­bie prze­cią­gły jęk, a ja wzią­łem to za bar­dzo do­bry znak. Wło­ży­łem wolną rękę pod jej ciało, żeby za­cząć ła­god­nie ma­so­wać jej pierś. Uszczyp­ną­łem jej su­tek, na­dal gła­dząc pal­cami jej mo­krą, wraż­liwą skórę.

- Ste­phen - jęk­nęła Ju­lia. - Mmm... Co ty wy­pra­wiasz?

- Bu­dzę cię - wy­szep­ta­łem, ca­łu­jąc jej szyję i na­dal piesz­cząc ją pal­cami.

- Bar­dzo do­brze ci idzie - wy­mru­czała. Za­czy­nała tro­chę tra­cić od­dech. - Kurwa, to ta­kie...

Jej słowa prze­kształ­ciły się w jęki, a ja się­gną­łem nieco ni­żej i wsu­ną­łem dwa palce do jej wnę­trza. Wy­gięła plecy w łuk. Za­czą­łem ssać pła­tek jej ucha. Po­woli wsu­wa­łem i wy­su­wa­łem palce, jed­no­cze­śnie po­cie­ra­jąc jej łech­taczkę kciu­kiem. Wcią­gnęła gwał­tow­nie po­wie­trze, gdy jed­no­cze­śnie uszczyp­ną­łem jej su­tek i przy­ci­sną­łem kciuk do jej wraż­li­wego ko­ra­lika.

- Po­doba ci się to? - wy­szep­ta­łem, gry­ząc ją de­li­kat­nie w ucho.

- Och, tak - jęk­nęła. - Uwiel­biam, jak mnie do­ty­kasz. Za­wsze... Och, ja­sna cho­lera. Z tobą za­wsze czuję się tak cu­dow­nie.

Na dźwięk jej słów po­czu­łem, jak ogar­nia mnie nie­opi­sane szczę­ście. Da­lej ją po­cie­ra­łem, gła­dzi­łem i szczy­pa­łem, aż za­częła ciężko dy­szeć i po­ru­szać bio­drami w rytm mo­jego do­tyku.

- P-pra­wie już - wy­dy­szała.

- Wiem. Czuję to - wy­mru­cza­łem.

Przy­glą­da­łem się, jak za­myka oczy i wciąga głę­boko po­wie­trze w płuca, a jej całe ciało na­pina się w mo­ich ra­mio­nach. Pul­so­wała i kur­czyła się wo­kół mo­ich pal­ców, a ja by­łem pe­wien, że przy­glą­dam się jej z sze­roko otwar­tymi ustami jak ja­kiś idiota. Już wcze­śniej do­pro­wa­dza­łem Ju­lię do or­ga­zmu, ale za­zwy­czaj by­łem zbyt skon­cen­tro­wany na moim nad­cho­dzą­cym szczy­to­wa­niu, żeby na­prawdę sku­pić się na niej, kiedy to miało miej­sce. Była fe­no­me­na­lna. Skóra na jej piersi i twa­rzy była za­ró­żo­wiona. Od­rzu­ciła głowę w tył w eks­ta­zie. Albo przy­naj­mniej wy­da­wało mi się, że to eks­taza. Dla mnie za­wsze tak było.

Roz­luź­niła się w mo­ich ob­ję­ciach, a ja ostroż­nie wy­su­ną­łem z niej palce, po czym przy­cią­gną­łem do sie­bie i przy­tu­li­łem mocno.

- Już się obu­dzi­łaś? - spy­ta­łem z sze­ro­kim uśmie­chem.

- Zde­cy­do­wa­nie - po­twier­dziła z chi­cho­tem.

- Świet­nie. Śnia­da­nie go­towe - oznaj­mi­łem, ca­łu­jąc ją w po­li­czek.

Od­wró­ciła się do mnie przo­dem i po­ło­żyła dłoń na moim sztyw­nym pe­ni­sie.

- A co z tobą?

- Wszystko w po­rządku - za­pew­ni­łem. - Chodźmy na śnia­da­nie.

- Skoro tak twier­dzisz - od­parła nie­pew­nie, przy­glą­da­jąc się wzgór­kowi w mo­ich spodniach.

- Tak. To było tylko dla cie­bie.

Po­mo­głem jej wyjść z łóżka. Nie by­łem jed­nak w sta­nie po­wstrzy­mać wes­tchnie­nia roz­cza­ro­wa­nia, kiedy za­częła wkła­dać su­kienkę. Wró­ci­łem do kuchni i umy­łem ręce, po czym wy­ją­łem ta­le­rze z pie­kar­nika i za­nio­słem je na stół. Koń­czy­łem wła­śnie na­le­wać kawę, kiedy Ju­lia we­szła do sa­lonu. Wi­dzia­łem, że czuje się bar­dzo nie­kom­for­towo w swo­jej kon­ser­wa­tyw­nej su­kience. Wy­raz jej twa­rzy zmie­nił się jed­nak dia­me­tral­nie, kiedy zo­ba­czyła stół za­sta­wiony je­dze­niem.

- Ja­sna cho­lera! - wy­rwało jej się, ale od razu przy­ło­żyła ręce do ust. - Ste­phen, nie trzeba było aż tyle przy­go­to­wy­wać - po­wie­działa, choć uśmiech na jej twa­rzy prze­ko­nał mnie, że z całą pew­no­ścią zro­bi­łem to wła­ści­wie.

- Wiem, ale chcia­łem - od­par­łem na­tych­miast. - Sia­daj i bierz się do je­dze­nia.

Opar­łem się chęci od­su­nię­cia dla niej krze­sła i tylko pa­trzy­łem, jak siada do stołu.

- Zro­bi­łeś go­fry! - wy­krzyk­nęła z za­chwy­tem. - Ta­kie praw­dziwe. Nie mro­żone go­towce.

Przy­tak­ną­łem i z uśmie­chem usia­dłem przy stole.

- Łał - po­wie­działa z sze­ro­kim uśmie­chem. - Seks, a do tego jesz­cze go­fry do­mo­wej ro­boty. Masz tu naj­lep­sze B&B w mie­ście. Może po­win­nam czę­ściej zo­sta­wać na noc.

Te­raz jest twoja szansa.

- Eee, hm, Ju­lio? - za­gad­ną­łem, jak­bym zbie­rał się na od­wagę, żeby za­pro­sić dziew­czynę na bal gim­na­zjalny.

- Tak, Ste­phen? - uśmiech­nęła się Ju­lia, od­kła­da­jąc wi­de­lec na ta­lerz, choć był za­ła­do­wany je­dze­niem.

- Tak my­śla­łem, że gdy­byś chciała, eee... wpaść dziś wie­czo­rem... No wiesz, masz przed sobą długi dzień i może mia­ła­byś po­tem ochotę na ko­la­cję, a po­nie­waż ty ra­czej nie go­tu­jesz, a ja go­tuję i nie mam nic do ro­boty, to może, eee, może mia­ła­byś ochotę po­tem przyjść... Może? Je­śli chcesz - wy­krztu­si­łem jed­nym tchem.

Co to miało być? Naj­go­rzej skon­stru­owane zda­nie w ca­łej hi­sto­rii ję­zyka an­giel­skiego?

Ju­lia przy­glą­dała mi się przez chwilę, za­pewne pró­bu­jąc roz­szy­fro­wać ten zle­pek słów, który wła­śnie z sie­bie wy­rzu­ci­łem.

- Za­pra­szasz mnie na ko­la­cję? - za­py­tała.

- Tak. Po­my­śla­łem po pro­stu... że może nie chcia­ła­byś być sama po spo­tka­niu z praw­ni­kiem i ca­łej resz­cie. Za­wsze mo­żesz przyjść do mnie, wiesz?

No, te­raz już tro­chę le­piej.

- To by­łoby miłe. - Ski­nęła głową. - Dzię­kuję. O któ­rej? Chcesz, że­bym coś przy­nio­sła?

Po­waż­nie? Po­wie­działa "tak"?

- Może około siód­mej? Nie mu­sisz ni­czego przy­no­sić - za­pew­ni­łem.

- Na­wet ko­szulki noc­nej? - Bły­snęła zę­bami w uśmie­chu. - Za­kła­dam, że chciał­byś, że­bym znów zo­stała u cie­bie na noc?

- Po­do­basz mi się w mo­jej pi­ża­mie - wy­pa­li­łem.

- Czyżby? No do­brze, my­ślę, że mogę się do tego do­sto­so­wać - od­parła, pusz­cza­jąc do mnie oko.

Znów się uśmiech­nęła, po czym z en­tu­zja­zmem za­częła jeść śnia­da­nie, a ja sie­dzia­łem przy stole i ga­pi­łem się na nią z kre­tyń­skim uśmie­chem.

- Co masz na dzi­siaj za­pla­no­wane? - za­py­tała po kilku mi­nu­tach mo­jego pa­trze­nia, jak wciąga śnia­da­nie.

- Nic szcze­gól­nego. Może pójdę na si­łow­nię z Mat­tem, ale ra­czej nic wię­cej. Za­wsze mam ja­kieś ar­ty­kuły do do­koń­cze­nia, ale nic, co wy­ma­ga­łoby mo­jej na­tych­mia­sto­wej uwagi. Se­mestr już pra­wie się skoń­czył.

- To musi być miłe uczu­cie - od­parła z wes­tchnie­niem. - Ja wciąż mu­szę za­ku­wać do eg­za­mi­nów.

- Świet­nie so­bie po­ra­dzisz - za­pew­ni­łem.

- Pew­nie tak. Chcę tylko, żeby to już się skoń­czyło i żeby były wa­ka­cje. Po­trze­buję od­po­czynku.

- Mia­łaś ciężki se­mestr.

- No. Ale nie wszystko w nim było ta­kie złe - po­wie­działa, po­sy­ła­jąc mi uśmiech.

- Och... Masz na my­śli mnie?

- Tak, Ste­phen, mam na my­śli cie­bie - ro­ze­śmiała się. - Zde­cy­do­wa­nie by­łeś miłą nie­spo­dzianką.

- Ty też.

W ży­ciu bym nie zdo­łał prze­wi­dzieć, jaki wpływ Ju­lia bę­dzie miała na moje ży­cie, zwłasz­cza bio­rąc pod uwagę, jak bar­dzo jej nie zno­si­łem na po­czątku tego se­me­stru. Ni­gdy do­tąd tak bar­dzo nie cie­szy­łem się ze swo­jej po­myłki.

Ju­lia znów się uśmiech­nęła i do­koń­czy­li­śmy śnia­da­nie.

- Bar­dzo ci dzię­kuję. To było naj­lep­sze śnia­da­nie, ja­kie kie­dy­kol­wiek ja­dłam - oznaj­miła, po czym zer­k­nęła na ze­gar na ścia­nie i jesz­cze raz wes­tchnęła. - Nie zno­szę wy­cho­dzić za­raz po je­dze­niu, ale mu­szę już le­cieć.

- Pod­wieźć cię gdzieś?

- Nie trzeba. Mam sa­mo­chód dziadka... To zna­czy te­raz to mój sa­mo­chód. Mu­szę naj­pierw je­chać do domu i prze­brać się. A może przy oka­zji też uda mi się spa­lić tę pie­przoną kieckę - mruk­nęła.

- Ale wró­cisz wie­czo­rem? - upew­ni­łem się.

Za­brzmiało to dość ża­ło­śnie: nie zdo­ła­łem w naj­mniej­szym stop­niu ukryć pło­ną­cej we mnie na­dziei.

- Oczy­wi­ście - po­wie­działa i wstała, żeby po­sprzą­tać na­czy­nia ze stołu.

- Zo­staw - za­pro­te­sto­wa­łem. - Nie chcę, że­byś spóź­niła się na spo­tka­nie.

Od­pro­wa­dzi­łem ją do drzwi i pa­trzy­łem, jak wkłada buty.

Wpraw­dzie na­dal była tuż przede mną, ale ja już po­czu­łem ukłu­cie tę­sk­noty.

- Dzię­kuję ci, Ste­phen. Za wszystko - po­wie­działa ci­cho.

- Nie masz za co mi dzię­ko­wać - wy­szep­ta­łem, uj­mu­jąc jej twarz w dło­nie.

Po­pa­trzy­łem jej głę­boko w oczy i uśmiech­ną­łem się, po czym na­chy­li­łem się, żeby ją po­ca­ło­wać. Za­trze­po­tała rzę­sami i za­mknęła oczy, po czym oplo­tła mnie ra­mio­nami wo­kół pasa, po­zwa­la­jąc, żeby po­ca­łu­nek się po­głę­bił.

- Ste­phen - wes­tchnęła, od­su­wa­jąc się ode mnie po­woli.

- Będę dziś tę­sk­nić za tobą - wy­mru­cza­łem bez za­sta­no­wie­nia.

O-o. Może nie po­wi­nie­nem był tego mó­wić?

- Na­prawdę? - szep­nęła.

Po­ki­wa­łem głową i po­gła­dzi­łem ją po po­liczku. Serce ło­mo­tało mi w piersi.

- Ja za tobą też - wy­znała tak ci­cho, że le­dwo ją usły­sza­łem, po czym znów mnie po­ca­ło­wała, tym ra­zem jesz­cze bar­dziej na­mięt­nie.

Kiedy wresz­cie się roz­dzie­li­li­śmy, oboje od­dy­cha­li­śmy ciężko, a ja by­łem go­tów znów za­nieść ją pro­sto do łóżka.

- Okej, te­raz już na­prawdę mu­szę le­cieć - za­chi­cho­tała. - Ale zo­ba­czymy się wie­czo­rem?

Przy­tak­ną­łem i schy­li­łem się, żeby skraść jej jesz­cze jed­nego pręd­kiego ca­łusa, za­nim wy­szła z mo­jego miesz­ka­nia. Wsko­czyła do dro­giego sa­mo­chodu vin­tage - te­raz wie­dzia­łem, że na­le­żał wcze­śniej do jej dziadka. Uśmiech­ną­łem się, kiedy za­trą­biła na po­że­gna­nie, i od­je­chała. Czu­łem w brzu­chu mo­tylki jak na­sto­la­tek na samą myśl, że za kilka go­dzin znów ją zo­ba­czę.

Roz­dział 2

Kiedy po­sprzą­ta­łem, za­dzwo­ni­łem do Matta, żeby się do­wie­dzieć, czy chciałby się ze mną spo­tkać na si­łowni. Ku mo­jemu za­sko­cze­niu od­mó­wił, bo za­bie­rał Me­gan na brunch. Ni­gdy wcze­śniej nie wi­dzia­łem, żeby mój brat tak się wy­si­lał dla ja­kiej­kol­wiek ko­biety. Mia­łem na­dzieję, że nie zmieni na­gle zda­nia i nie wróci do swo­jego daw­nego stylu pod­ry­wa­nia ko­biet na jed­no­nocne przy­gody. Lu­bi­łem Me­gan. Sta­nęła po mo­jej stro­nie w klu­bie dla ge­jów i prze­ko­ny­wała Ju­lię, żeby dała mi jesz­cze jedną szansę.

Matt ucie­szył się na wieść, że Ju­lia spę­dziła u mnie noc i wie­czo­rem znów przyj­dzie do mnie na randkę. Za­pew­nił mnie, że te­raz mu­szę tylko sy­piać z nią tak czę­sto, jak tylko się da, a ona za­ko­cha się we mnie w mgnie­niu oka. Na­dal nie by­łem cał­kiem prze­ko­nany do jego teo­rii, że ko­biety w na­tu­ralny spo­sób za­ko­chują się w swo­ich part­ne­rach sek­su­al­nych, ale uzna­łem, że z przy­jem­no­ścią prze­pro­wa­dzę taki eks­pe­ry­ment.

Po­sze­dłem więc na si­łow­nię sam, a póź­niej, kiedy za­czą­łem my­śleć o tym, że Ju­lia przy­cho­dzi na ko­la­cję, uświa­do­mi­łem so­bie, że nie wiem, jaka jest jej ulu­biona po­trawa. Za­wsze sma­ko­wało jej wszystko, co dla niej ugo­to­wa­łem, ale chcia­łem, żeby ten wie­czór był wy­jąt­kowy. Chcia­łem przy­rzą­dzić coś, co zrobi na niej wra­że­nie.

Jej przy­ja­ciółki będą wie­działy. Me­gan jest na brun­chu z Mat­tem, ale może za­dzwo­nię do So­phii? Ona jest miła i praw­do­po­dob­nie bę­dzie w sta­nie mi po­móc.

Na szczę­ście So­phia po­dała swój nu­mer te­le­fonu w in­for­ma­cjach o so­bie na Fa­ce­bo­oku. Wzią­łem głę­boki od­dech i za­dzwo­ni­łem.

- Uczę się do eg­za­mi­nów, więc le­piej, żeby to było coś waż­nego!

Kto w ten spo­sób od­biera te­le­fon?

- So­phia? Cześć, tu Ste­phen, eee, Wor­thing­ton. Je­stem...

Boże, kim ja je­stem? Wy­kła­dowcą Ju­lii? Przy­ja­cie­lem? Ko­chan­kiem?

- O, cześć, Ste­phen - od­parła we­soło. - Sorry za ten wstęp. Nie mam two­jego nu­meru, więc my­śla­łam, że ktoś dzwoni, żeby mi coś sprze­dać.

- Och. Nie, nic nie sprze­daję. Ale po­trze­buję two­jej po­mocy.

- Da­waj.

- Ju­lia przy­cho­dzi dziś do mnie na ko­la­cję. Może wiesz, jaka jest jej ulu­biona po­trawa? Chcę jej przy­go­to­wać coś do­brego, bo czeka ją ciężki dzień.

- Boże, jaki ty je­steś słodki!

- Eee, dzię­kuję?

- Wie­dzia­łam, że bę­dziesz do­brą par­tią dla Ju­les, kiedy tylko cię po­zna­łam - wy­znała. - Uwiel­biam mieć ra­cję!

Na­gle So­phia spo­waż­niała.

- Jak ona so­bie ra­dzi? - spy­tała.

- Oczy­wi­ście jest smutna, ale my­ślę, że z tego wyj­dzie. By­łaś z nią na po­grze­bie?

- Och, do­brze. Czyli po­wie­działa ci o tym. Tak, by­ły­śmy z nią, ja i Me­gan. Na­prawdę się cie­szę, że po­szła do cie­bie wczo­raj wie­czo­rem.

- Ja też - od­par­łem.

- No, a co do two­jego py­ta­nia: nie wiem, czy to jej ulu­bione je­dze­nie, ale parę razy pró­bo­wała przy­go­to­wać la­sa­gne.

- Pró­bo­wała?

- No, ja­koś ni­gdy jej nie wy­szło - za­śmiała się So­phia. - Raz była strasz­nie mo­kra, in­nym ra­zem ma­ka­ron nie ugo­to­wał się do końca.

- Tak, Ju­lia wspo­mi­nała, że go­to­wa­nie nie jest jej naj­moc­niej­szą stroną - po­twier­dzi­łem, choć Ju­lia użyła o wiele do­sad­niej­szego stwier­dze­nia, opi­su­jąc swoje umie­jęt­no­ści ku­li­na­rne.

Ale ka­na­pkę z in­dy­kiem po­trafi zro­bić.

- To mało po­wie­dziane - za­chi­cho­tała So­phia. - Na­wet nie zli­czę, ile razy Me­gan i ja mu­sia­ły­śmy pró­bo­wać jej eks­pe­ry­men­tów, za­nim w końcu się pod­dała.

- A ty po­tra­fisz go­to­wać? - za­cie­ka­wi­łem się.

- Coś tam po­tra­fię - od­parła. - Nie je­stem na ta­kim po­zio­mie co ty, z tym twoim kur­cza­kiem po wło­sku, ale daję so­bie radę.

- Po­wie­działa ci, że to dla niej ugo­to­wa­łem?

- Ona mówi nam prak­tycz­nie wszystko - stwier­dziła So­phia. - Je­śli mam być szczera, to już mia­ły­śmy tro­chę dość wy­słu­chi­wa­nia opo­wie­ści na twój te­mat.

- N-na­prawdę?

Uśmie­cha­łem się tak sze­roko, że z pew­no­ścią wy­glą­da­łem jak wła­sna ka­ry­ka­tura.

- Tak - od­po­wie­działa po pro­stu So­phia. - Za­leży jej na to­bie.

- Mnie na niej też - od­par­łem, na­gle czu­jąc, jak­by­śmy byli na plot­kach. - Więc uwa­żasz, że la­sa­gne to do­bry po­mysł?

- Bez dwóch zdań - za­pew­niła.

- Jaką po­wi­nie­nem zro­bić? Jak my­ślisz, Ju­lia lubi kieł­basę?

So­phia za­częła się śmiać.

- Co?

- Na­prawdę jesz­cze tego nie wiesz, Ste­phen?

Skąd miał­bym wie­dzieć, czy... Och, bła­gam!

- Bar­dzo doj­rzałe - wes­tchną­łem. - Do usły­sze­nia, So­phia. Dzię­kuję za po­moc.

- Sorry, Ste­phen. Chyba się ostat­nio nie wy­sy­piam. Moje po­czu­cie hu­moru zwy­kle jest nieco bar­dziej wy­ra­fi­no­wane. Okej, może i nie. Ha! No, nie­ważne. Po­wo­dze­nia z ko­la­cją. Bę­dzie świet­nie, zo­ba­czysz. Mam co do was do­bre prze­czu­cia.

- Dzię­kuję - od­par­łem szcze­rze, po czym się roz­łą­czy­łem.

Kiedy ro­bi­łem za­kupy na ko­la­cję, za­sta­na­wia­łem się, jak mógł­bym za­pew­nić Ju­lii roz­rywkę po po­siłku. Wie­dzia­łem, że pew­nie bę­dzie smutna po ca­łym dniu sor­to­wa­nia rze­czy zmar­łego dziadka. Była też zmę­czona - źle ostat­nio sy­piała. Po­sta­no­wi­łem, że za­pro­po­nuję ja­kiś film, który mo­gli­by­śmy obej­rzeć po je­dze­niu. To re­lak­su­jące za­ję­cie. Przy­po­mnia­łem so­bie głupi żart So­phii. Czy to wła­śnie ta­kie rze­czy na­prawdę ba­wią dzi­siej­szą mło­dzież? Uzna­łem, że ko­me­dia to do­bry po­mysł na wie­czór: coś lek­kiego, żeby ode­rwać Ju­lię od zmar­twień ca­łego dnia.

Po po­wro­cie do domu za­czą­łem przy­go­to­wy­wać la­sa­gne: wy­ko­rzy­sta­łem prze­pis, który zna­la­złem ja­kiś czas temu w in­ter­ne­cie, łą­czący mięso mie­lone i wło­ską kieł­basę. Zro­bi­łem też sa­łatkę. Jesz­cze pod­czas za­ku­pów po­sta­no­wi­łem, że przy­go­tuję wło­ską ko­la­cję na ca­łego, i ku­pi­łem skład­niki na ti­ra­misu. Za­wsze lu­bi­łem go­to­wać, ale te­raz, kiedy mia­łem dla kogo to ro­bić, czer­pa­łem z tego za­ję­cia jesz­cze więk­szą przy­jem­ność.

Wsta­wi­łem la­sa­gne do pie­kar­nika, po czym wzią­łem szybki prysz­nic i prze­bra­łem się w biały T-shirt i dżinsy, które Shawn ka­zał mi ku­pić na wyj­ście do klubu, kiedy pró­bo­wa­łem od­zy­skać Ju­lię. Za­sta­wi­łem stół, za­pa­li­łem kilka świe­czek i na­sta­wi­łem płytę Le­onarda Co­hena, którą Ju­lia wy­brała ostat­nim ra­zem, gdy była u mnie na ko­la­cji.

Wtem zda­łem so­bie sprawę, że wpraw­dzie je­stem pod­eks­cy­to­wany my­ślą, że znowu ją zo­ba­czę, ale nie­spe­cjal­nie się stre­suję jej wi­zytą, jak to było w prze­szło­ści. Na­gle za­częło mi się to wy­da­wać bar­dzo na­tu­ralne. Jakby ona po pro­stu miała tu ze mną być. Wła­śnie otwie­ra­łem bu­telkę czer­wo­nego wina, kiedy roz­legł się dźwięk dzwonka, a we mnie wez­brała fala eks­cy­ta­cji.

Już tu jest! Boże, jak ja za nią tę­sk­ni­łem!

Nie­mal w pod­sko­kach po­pę­dzi­łem do drzwi i otwo­rzy­łem je sze­roko z uśmie­chem na twa­rzy. Ju­lia stała w progu i wy­glą­dała, jakby prze­szła przez pie­kło. Była blada, a ra­miona miała skur­czone.

- Hej - przy­wi­tała się ci­cho i we­szła do środka.

Po­wie­siła płaszcz i od­sta­wiła to­rebkę na pod­łogę. Po­ło­ży­łem rękę nad jej ta­lią i za­pro­wa­dzi­łem ją do sa­lonu.

- Ko­la­cja już pra­wie go­towa - po­wie­dzia­łem. - I wy­bra­łem ja­kąś ab­sur­dalną ko­me­dię na póź­niej. Może dziś po pro­stu się zre­lak­suj. Mia­łaś ciężki dzień.

Ju­lia pod­nio­sła głowę, po­pa­trzyła na mnie i wy­bu­chła łzami.

O, nie! Czy po­wie­dzia­łem coś nie tak?

- Nie mu­simy tego oglą­dać - za­pew­ni­łem prędko.

Oparła czoło na mo­jej piersi, a ja od­czy­ta­łem to jako za­chętę, że­bym ją przy­tu­lił. Oplo­tła mnie ra­mio­nami w pa­sie i szlo­chała ci­cho, po­zwa­la­jąc, abym gła­dził ją po wło­sach.

- Prze­pra­szam - ode­zwała się po kilku mi­nu­tach. - To świetny po­mysł. Na­prawdę.

- Więc dla­czego pła­czesz? - za­py­ta­łem ła­god­nie, ca­łu­jąc ją w czu­bek głowy.

- Nie po­wi­nie­neś być dla mnie taki miły - od­parła, po­cią­ga­jąc no­sem.

- Dla­czego nie?

De­li­kat­nie unio­słem jej twarz, zmu­sza­jąc ją, żeby spoj­rzała mi w oczy. Otar­łem jej łzy kciu­kami obu dłoni.

- Bo jesz­cze się przy­zwy­czaję - wy­szep­tała.

Wy­glą­dała na prze­stra­szoną, że w ogóle to mówi.

- Chcę, że­byś się przy­zwy­cza­iła. Ni­g­dzie się nie wy­bie­ram - wy­mru­cza­łem i schy­li­łem się, żeby ją po­ca­ło­wać.

Przy­warła do mnie mocno i od­wza­jem­niła po­ca­łu­nek. Jej ręce po­wę­dro­wały pod moją ko­szulkę i za­częły błą­dzić po mo­jej skó­rze. W in­nych oko­licz­no­ściach z przy­jem­no­ścią za­chę­cił­bym ją do dal­szego dzia­ła­nia, ale w jej po­ca­łun­kach była nuta de­spe­ra­cji, która mnie tro­chę za­nie­po­ko­iła. Dziś mu­sia­łem za­jąć się Ju­lią ina­czej, nie sek­su­al­nie. Tego by­łem ab­so­lut­nie pe­wien.

Te­raz nad­szedł czas, że­bym po­ka­zał jej, że mogę dać jej wię­cej niż tylko moje ciało.

Od­su­ną­łem się i ła­god­nie przy­trzy­ma­łem jej ręce.

- Prze­pra­szam - wy­szep­tała.

Po­trzą­sną­łem głową i schy­li­łem się, żeby mu­snąć jej usta war­gami. Nie chcia­łem, żeby po­my­ślała, że ją od­rzu­cam.

- Wszystko w po­rządku? - za­py­ta­łem.

- Tak - wes­tchnęła. - Prze­pra­szam, że tak się na cie­bie rzu­ci­łam. Nie bar­dzo wiem, jak... jak to ro­bić.

Nie by­łem pe­wien, do czego to miało się od­no­sić. Czy cho­dziło jej o ża­łobę po dziadku? A może - tylko może - o to, jak stwo­rzyć ze mną coś wię­cej niż tylko luźny układ? Czy dla niej to było rów­nie nowe do­świad­cze­nie jak dla mnie?

- Nie prze­pra­szaj już wię­cej - po­wie­dzia­łem z uśmie­chem. - Je­steś głodna?

- Umie­ram z głodu. Cu­dow­nie pach­nie.

Na­la­łem jej kie­li­szek czer­wo­nego wina i przy­nio­słem je­dze­nie na stół. Uśmiech­nęła się sze­roko, wi­dząc na­czy­nie z la­sa­gne.

- Łał, to wy­gląda nie­sa­mo­wi­cie. Sam ją zro­bi­łeś?

- Tak. Sia­daj i jedz.

Na­ło­żyła so­bie por­cję na ta­lerz, a ja uśmiech­ną­łem się do sie­bie, wi­dząc, jak ener­gicz­nie dmu­cha na wi­de­lec, żeby jak naj­szyb­ciej wziąć pierw­szy kęs do ust.

- O Boże! - jęk­nęła z za­chwy­tem, kiedy wresz­cie spró­bo­wała. - Fe­no­me­na­lne.

- Dzię­kuję. Bar­dzo się cie­szę, że jest w po­rządku.

- W po­rządku? To jest cho­ler­nie do­bre! - wy­krzyk­nęła. - Wspa­niałe.

By­łem szczę­śliwy, że sma­kuje jej moje je­dze­nie i dzięki temu tro­chę się roz­ch­mu­rzyła.

- Mogę cię kie­dyś na­uczyć, jak się robi la­sa­gne - za­pro­po­no­wa­łem.

- Po­waż­nie? - Ju­lia aż się roz­pro­mie­niła. - To by­łoby cu­do­wne. Tylko się nie za­ła­muj, je­śli się nie na­uczę. Je­steś świet­nym na­uczy­cie­lem. To ja je­stem bez­na­dziejna w go­to­wa­niu.

- Je­stem pe­wien, że so­bie po­ra­dzisz.

Zje­dli­śmy ko­la­cję, roz­ma­wia­jąc o jej eg­za­mi­nach - wciąż się nimi przej­mo­wała. By­łem dumny, że tak po­święca się stu­diom, ale mar­twiło mnie, że tyle na sie­bie bie­rze. Przy­ła­pa­łem się na my­śli, że chciał­bym jej ja­koś ulżyć.

- Do­brze, że zro­bi­łeś tak dużo. Star­czy na do­kładkę - oznaj­miła z sze­ro­kim uśmie­chem i na­ło­żyła so­bie ko­lejną por­cję na ta­lerz. - Mu­szę się po­rząd­nie na­jeść na za­pas, bo nie­długo za­cznie się sza­leń­stwo.

- Co masz na my­śli?

- Kiedy za­czną się eg­za­miny, nie będę miała czasu cho­dzić na ko­la­cje i inne ta­kie - wy­ja­śniła. Za­wa­hała się, po czym po­pa­trzyła na mnie. - Oba­wiam się, że dla cie­bie też nie będę miała wtedy czasu - do­dała.

Nie będę mógł jej w ogóle wi­dy­wać? O, nie!

- Mo­gła­byś zo­stać tu­taj! - za­wo­ła­łem.

Było oczy­wi­ste, że po­stra­da­łem ro­zum.

Ju­lia spoj­rzała na mnie, jak­bym osza­lał.

- Co? Ste­phen, nie mo­gła­bym tego zro­bić - do­dała po kilku se­kun­dach.

To nie było sta­now­cze "nie".

- Dla­czego nie? - za­py­ta­łem. Za­czy­na­łem so­bie uświa­da­miać wszyst­kie ko­rzy­ści mo­jego nie­spo­dzie­wa­nego za­pro­sze­nia. - Nie mam te­raz zbyt wiele pracy, więc mo­gła­byś ko­rzy­stać z mo­jego ga­bi­netu - wy­ja­śni­łem. - Mia­ła­byś trzy po­rządne po­siłki dzien­nie i nie mu­sia­ła­byś się mar­twić, czy le­piej tra­cić czas na je­dze­nie na mie­ście, czy może się gło­dzić. A gdy­byś po­trze­bo­wała, to mógł­bym ci po­ma­gać w na­uce.

Ju­lia na­dal pa­trzyła na mnie, jak­bym był sza­leń­cem, ale te­raz na jej war­gach tań­czył lekki uśmiech.

- A co ty bę­dziesz z tego miał? - za­py­tała w końcu.

Szansę na zdo­by­cie two­jego serca.

- No, ja... Eee... Mógł­bym cię co­dzien­nie wi­dy­wać, a ja lu­bię... cię mieć. To zna­czy mieć cię t u t a j - wy­du­ka­łem.

- Lu­bię tu prze­by­wać - od­parła z uśmie­chem. - A ty na­prawdę do­sko­nale go­tu­jesz.

- Więc... To zna­czy "tak"? - upew­ni­łem się ner­wowo.

- Tak, je­śli na­prawdę ci nie prze­szka­dza, że wtar­gnę do two­jego per­fek­cyj­nego miesz­ka­nia - od­parła, wska­zu­jąc na prze­strzeń wo­kół sie­bie. - Wiesz, że je­stem ba­ła­ga­niarą.

Po­wie­działa "tak"! Ona po­wie­działa "tak". Dla­czego się na to zgo­dziła?

Nie mo­głem w to uwie­rzyć. Ju­lia na­prawdę zgo­dziła się za­miesz­kać u mnie na czas eg­za­mi­nów. Co ta­kiego się wy­da­rzyło, że na­gle była skłonna wpu­ścić mnie do swo­jego ży­cia? Czy to była jej re­ak­cja na tę okropną stratę, którą wła­śnie prze­żyła, czy może to było coś wię­cej? Bez względu na przy­czyny by­łem za­chwy­cony per­spek­tywą jej obec­no­ści w moim domu przez dłuż­szy czas. Ju­lia pa­trzyła na mnie z uśmie­chem. Zda­łem so­bie sprawę, że nie od­po­wie­dzia­łem na jej ostat­nie py­ta­nie.

- Nie - wy­du­si­łem. - W ogóle mi to nie prze­szka­dza.

We­zmę ją z ca­łym jej ba­ła­ga­nem!

Ju­lia po­słała mi pro­mienny uśmiech i znów sku­piła się na swoim ta­le­rzu. Ona czer­pała z je­dze­nia tak wielką przy­jem­ność, że go­to­wa­nie dla niej było czy­stą ra­do­ścią. Cie­szy­łem się na samą myśl, że wkrótce będę mógł ro­bić to dla niej co­dzien­nie.

Po ko­la­cji zje­dli­śmy de­ser i wy­pi­li­śmy kawę, a po­tem obej­rze­li­śmy film, który wy­bra­łem. Zgod­nie z mo­imi prze­wi­dy­wa­niami oka­zał się głup­ko­watą ko­me­dią z mnó­stwem sek­su­al­nych pod­tek­stów i slap­stic­ko­wego hu­moru. Ale Ju­lia się śmiała, więc nie mia­łem z tym naj­mniej­szego pro­blemu. Gdy film do­bie­gał końca, za­częła zie­wać i przy­su­nęła się do mnie na ka­na­pie. Z wa­ha­niem unio­słem ra­mię i po­pa­trzy­łem na nią. Przez chwilę się nad czymś za­sta­na­wiała, po czym oparła mi głowę na ra­mie­niu, a ja ob­ją­łem ją w ta­lii. Kiedy po­czu­łem, że splata swoje palce z mo­imi, serce za­tłu­kło mi w piersi jak osza­lałe.

Boże, ko­cham ją.

Ju­lia przy­ło­żyła na chwilę ucho do mo­jej piersi, po czym pod­nio­sła głowę, żeby na mnie po­pa­trzeć.

- Serce bar­dzo szybko ci bije - wy­szep­tała.

Z tru­dem prze­łkną­łem ślinę i po­ki­wa­łem głową, od­gar­nia­jąc jej ko­smyk wło­sów za ucho. Nie po­tra­fi­łem nic wy­czy­tać z jej oczu. Unio­sła na­sze złą­czone ręce i po­ło­żyła so­bie moją dłoń na le­wej piersi. Pra­wie pod­sko­czy­łem, czu­jąc, że jej serce ga­lo­puje jak... jak moje.

Ona też coś czuje!

- To­bie też - wy­mru­cza­łem.

Po­woli po­ki­wała głową. Na­gle wy­dała mi się bar­dzo bez­bronna. Ują­łem jej twarz w wolną dłoń i przy­ło­ży­łem usta do jej warg, aż od­wza­jem­niła po­ca­łu­nek.

- Ste­phen? - szep­nęła.

- Mmm?

- Czy mo­gli­by­śmy dziś nie upra­wiać seksu?

- A pój­dziesz ze mną spać w moim łóżku? Będę mógł cię przy­tu­lić?

- Tak - od­parła nie­mal nie­sły­szal­nym szep­tem.

- W ta­kim ra­zie w ogóle mi to nie prze­szka­dza - za­pew­ni­łem, znów ją ca­łu­jąc.

Tej nocy oboje mie­li­śmy na so­bie pi­żamy, a ja trzy­ma­łem Ju­lię w ra­mio­nach i gła­dzi­łem ją po wło­sach, aż za­snęła w mo­ich ob­ję­ciach. To była naj­lep­sza noc w moim ży­ciu. Te­raz Ju­lia była tu ze mną na dłu­żej, a ja mia­łem prze­czu­cie, że czeka mnie jesz­cze wiele cu­dow­nych nocy. Może na­wet po­wi­nie­nem za­cząć li­stę dzie­się­ciu naj­lep­szych. Uśmiech­ną­łem się na tę myśl i przy­tu­li­łem ją moc­niej.

- Ste­phen - wy­mru­czała. - Nie od­chodź.

Nie by­łem pe­wien, czy mówi przez sen, ale i tak od­po­wie­dzia­łem.

- Nie odejdę, Ju­lio. Przy­rze­kam.

Roz­dział 3

By­łem w siód­mym nie­bie. Nie było nic cu­dow­niej­szego, niż obu­dzić się rano obok Ju­lii. Po kilku po­ca­łun­kach z za­mknię­tymi ustami wy­szli­śmy z łóżka, a Ju­lia po­je­chała na chwilę do swo­jego miesz­ka­nia, żeby za­brać ubra­nia i książki, któ­rych po­trze­bo­wała na czas po­bytu u mnie. Kiedy wró­ciła, po­mo­gła mi przy­go­to­wać śnia­da­nie naj­le­piej, jak po­tra­fiła - udało jej się tylko nie­znacz­nie przy­pa­lić be­kon. Ale żeby od­dać jej spra­wie­dli­wość, to była czę­ściowo moja wina, bo co chwila roz­pra­sza­łem ją po­ca­łun­kami i "przy­pad­ko­wym" do­ty­ka­niem jej piersi. I może też zda­rzyło mi się o nią otrzeć od tyłu - ale tylko kilka razy. W końcu po­wie­działa mi we wła­ściwy dla sie­bie kwie­ci­sty spo­sób, że­bym dał jej spo­kój albo prze­szedł do kon­kre­tów. Ale wi­dzia­łem, że Ju­lia umiera z głodu, więc po­sta­no­wi­łem trzy­mać ręce przy so­bie.

Nie prze­szka­dzało mi to. Cały po­ra­nek spę­dzony ra­zem z Ju­lią otwo­rzył mi drzwi do zu­peł­nie no­wego świata, do któ­rego wcze­śniej nie mia­łem do­stępu. Za­cho­wy­wa­li­śmy się jak praw­dziwa para: roz­ma­wia­li­śmy, je­dli­śmy, ca­ło­wa­li­śmy się. Na­wet prze­czy­ta­li­śmy ra­zem ga­zetę - choć do­piero po tym, jak Ju­lia skoń­czyła mi do­ku­czać, że na­dal pre­nu­me­ruję pa­pie­rową ga­zetę, za­miast czy­tać wia­do­mo­ści on­line. Sło­wem - było ide­al­nie.

Kiedy po­sprzą­ta­li­śmy po śnia­da­niu, ja za­szy­łem się w sa­lo­nie, żeby po­czy­tać, a Ju­lia usia­dła nad pracą za­li­cze­niową w moim ga­bi­ne­cie. Umó­wi­li­śmy się, że za kilka go­dzin zjemy ra­zem lunch. Już nie mo­głem się do­cze­kać. Na samą myśl, że ona jest za ścianą, czu­łem trze­po­ta­nie w żo­łądku. Ona na­prawdę zgo­dziła się u mnie zo­stać!

Za­bra­łem się do czy­ta­nia. W pew­nym mo­men­cie jed­nak drzwi się otwo­rzyły, a ja z za­sko­cze­niem zo­ba­czy­łem, że Ju­lia po­woli wcho­dzi do sa­lonu. Prze­brała się: te­raz miała na so­bie krótką spód­niczkę w szkocką kratę. Pa­mię­ta­łem, że przy­szła w niej kilka razy na moje za­ję­cia.

Ni­gdy nie zno­si­łem tej spód­niczki. A te­raz mi się po­doba.

Róż­nica po­le­gała na tym, że te­raz wolno mi było pa­trzeć na jej fe­no­me­na­lne nogi, a na­wet ich do­ty­kać. Na­gle uświa­do­mi­łem so­bie z pełną ja­sno­ścią, że nie­chęć, którą czu­łem wcze­śniej do Ju­lii, była na­pę­dzana wy­łącz­nie fru­stra­cją.

Łał. Ju­lia za­wsze mi się po­do­bała. Po pro­stu wtedy jesz­cze so­bie tego nie uświa­da­mia­łem.

To byłby ide­alny mo­ment, żeby po­dzie­lić się moim olśnie­niem z Ju­lią - gdy­bym tylko miał pew­ność, że ona czuje to samo. Wtedy mo­gli­by­śmy się po­śmiać z tego, jaki by­łem głupi, a po­tem ona by mnie po­ca­ło­wała i po­wie­działa, że ona też ko­chała mnie od sa­mego po­czątku.

To jed­nak nie było moż­liwe w obec­nej sy­tu­acji. Nie mia­łem po­ję­cia, czy w Ju­lii za­czy­nają kieł­ko­wać głęb­sze uczu­cia wo­bec mnie, czy po pro­stu na­dal cierpi po stra­cie dziadka. Nie za­mie­rza­łem jed­nak się tym mar­twić. Te­raz Ju­lia była tu ze mną. To nie był sen ani fan­ta­zja. Wie­dzia­łem, że coś do mnie czuje, bo była tu, przede mną, ubrana w sek­sowną spód­niczkę i szu­ka­jąca mo­jej uwagi.

Po pro­stu bądź cool. Albo przy­naj­mniej się po­sta­raj.

- Nie po­win­naś się uczyć? - za­py­ta­łem, opusz­cza­jąc książkę.

Ona po­słała mi nie­winny uśmiech. Za­częła cho­dzić bez celu po po­koju, pod­no­sząc przy­pad­kowe przed­mioty i od­kła­da­jąc je z po­wro­tem na miej­sce.

- No... - wes­tchnęła. - Ale czuję się tro­chę... spięta.

- Och. - Zmarsz­czy­łem brwi. Może źle zin­ter­pre­to­wa­łem całą sy­tu­ację, a Ju­lii wcale nie cho­dziło o seks. - Mogę ci zro­bić ma­saż - za­pro­po­no­wa­łem. - Nie wiem, czy je­stem w tym do­bry, ale mogę spró­bo­wać.

- Na­prawdę mógł­byś? Dzię­kuję - od­parła miękko.

Serce za­biło mi szyb­ciej, kiedy ona ścią­gnęła T-shirt przez głowę i roz­pięła sta­nik.

Uspo­kój się. Prze­cież wi­dzia­łeś jej piersi już ze sto razy. Cho­ciaż rzadko zda­rza mi się je wi­dy­wać w moim sa­lo­nie. Ona sta­now­czo po­winna czę­ściej się tu roz­bie­rać!

Ju­lia po­słała mi uśmiech, bez­ce­re­mo­nial­nie zrzu­ca­jąc ubra­nia na pod­łogę, po czym chwy­ciła mnie za rękę i po­cią­gnęła do sy­pialni. Czu­łem się bar­dzo nie­pew­nie - nie wie­dzia­łem, co ro­bimy. Czy ona chciała seksu, czy miała na­pięte mię­śnie? Ja bez prze­rwy mia­łem z tym pro­blem od gar­bie­nia się nad kom­pu­te­rem i książ­kami.

Kiedy we­szli­śmy do sy­pialni, Ju­lia uklę­kła na łóżku i po­woli prze­szła na śro­dek, wciąż na czwo­ra­kach. Oczy­wi­ście mój wzrok spo­czął na jej po­ślad­kach - aż ode­brało mi dech, kiedy zo­ba­czy­łem, że pod krótką spód­niczką nie ma na so­bie nic wię­cej. Spoj­rzała na mnie przez ra­mię i pu­ściła do mnie oko. Na­stęp­nie po­ło­żyła się na brzu­chu, roz­kła­da­jąc sze­roko nogi. Wi­dzia­łem wszystko. Wszystko.

- Ju­lio - wy­chry­pia­łem - co ty ro­bisz?

- Przy­go­to­wuję się na ma­saż, oczy­wi­ście - od­parła.

Jej słowa były nie­winne, ale sły­sza­łem w jej gło­sie uśmiech. Ona do­brze wie­działa, co robi. Ja nie bar­dzo, przy­naj­mniej nie do końca, ale po­sta­no­wi­łem, że przy­łą­czę się do jej gry. Wie­dzia­łem, że Ju­lia mi po­każe, czego ode mnie chce.

- Gdzie je­steś... spięta?

- Je­steś mą­drym chłop­cem. Do­myśl się - od­parła, tłu­miąc śmiech.

Unio­sła nieco bio­dra, żeby za­pew­nić mi jesz­cze lep­szy wi­dok.

Pod­sze­dłem po­woli do łóżka i uklą­kłem za nią.

Prze­su­ną­łem dłońmi po jej łyd­kach i wes­tchną­łem, czu­jąc jej cie­płą, miękką skórę. Za­czą­łem ła­god­nie ma­so­wać jej nogi, prze­su­wa­jąc się co­raz wy­żej, aż do­tar­łem do kra­wę­dzi jej spód­niczki.

- W-wy­żej? - spy­ta­łem.

- Mmm... O wiele wy­żej - od­parła.

Wes­tchnęła i znów unio­sła wy­soko bio­dra. Pod­cią­gną­łem jej spód­niczkę, wy­da­jąc z sie­bie nie­kon­tro­lo­wany jęk.

- Boże, je­steś taka wil­gotna - wy­szep­ta­łem.

- To przez cie­bie - po­wie­działa.

- Przeze mnie?

Ju­lia od­wró­ciła się na plecy i oparła na łok­ciach.

- Oczy­wi­ście! Tak się ze mną draż­nisz. Cały ra­nek się o mnie ocie­rasz i mnie do­ty­kasz. Nie mo­żesz tak mnie na­krę­cić, a po­tem nic z tym nie zro­bić. Po śnia­da­niu już my­śla­łam, że wy­buchnę, a ty po pro­stu ka­za­łeś mi iść się uczyć!

- Ja... - Za­bra­kło mi słów.

Ja się z nią draż­nię?

Po­woli po­ło­żyła so­bie dłoń na brzu­chu, po czym prze­su­nęła ją w górę swo­jego ciała, żeby za­cząć pie­ścić swoje na­gie piersi.

- No wiesz. Wkła­dasz te swoje sek­sowne oku­lary i pa­trzysz na mnie tak su­rowo i, nie wiem, jak in­te­lek­tu­ali­sta - oznaj­miła.

Wciąż wpa­try­wa­łem się w jej dłoń zmy­słowo do­ty­ka­jącą piersi. Na ten wi­dok za­schło mi w ustach.

- A po­tem wy­sła­łeś mnie do swo­jego ga­bi­netu, jak­byś chciał mnie uka­rać za to, że by­łam nie­grzeczna. Nie mia­łeś po­ję­cia, ja­kie to pod­nie­ca­jące, co?

- Nie - przy­zna­łem oszo­ło­miony. - I to spra­wiło, że...

Się­gną­łem mię­dzy jej roz­ło­żone uda, do­ty­ka­jąc jej tak, jak wie­dzia­łem, że lubi.

- To mnie tak cho­ler­nie pod­nie­ciło - jęk­nęła gło­śno, pod­no­sząc się nieco, żeby zwięk­szyć na­cisk mo­ich pal­ców. - Uwiel­biam, kiedy je­steś ze mną taki sta­now­czy.

- Czyżby? - wy­mru­cza­łem, za­sta­na­wia­jąc się, gdy mój głos stał się taki ni­ski i ochry­pły.

- Bła­gam, nie draż­nij się już ze mną - za­częła bła­gać. - Daj mi dojść.

Uwiel­bia­łem w niej to, jaka jest swo­bodna i pewna sie­bie - że bez trudu po­tra­fiła grać ze mną w coś ta­kiego. Nie mia­łem po­ję­cia, że moje piesz­czoty dziś rano aż tak ją pod­nie­ciły, a już na pewno nie zda­wa­łem so­bie sprawy, że jesz­cze bar­dziej ją roz­pa­li­łem, ka­żąc jej iść się uczyć. Nie by­łem pe­wien, co ro­bię, ale je­śli draż­nie­nie się z nią aż tak ją pod­nie­ciło, to może warto było po­cią­gnąć tę za­bawę jesz­cze chwilę.

- Na­prawdę nie po­wi­nie­nem - wy­mru­cza­łem, roz­pro­wa­dza­jąc jej wil­goć w górę i w dół. - Nie za­cho­wuje się pani jak do­bra stu­dentka, pani Wilde.

- O kurwa - wy­dy­szała Ju­lia. - Pro­szę, pa­nie pro­fe­so­rze.

- Cóż, skoro tak ład­nie pani prosi...

Wsu­ną­łem w nią dwa palce, nie po­sia­da­jąc się ze zdu­mie­nia. Była aż tak pod­nie­cona. Dzięki mnie!

- Tak! - Wierz­gnęła bio­drami, roz­kła­da­jąc za­pra­sza­jąco nogi. - Pieprz mnie. Pro­szę.

- Chcia­łem, żeby to było tylko dla cie­bie - za­pro­te­sto­wa­łem ła­god­nie.

Nie spo­dzie­wa­łem się, że ten mały ma­saż zmieni się w seks. Chcia­łem tylko, żeby ona po­czuła się do­brze.

- Więc zrób to dla mnie - wy­ję­czała. - Po­trze­buję cię w so­bie. Bła­gam!

Zdją­łem T-shirt, zsu­ną­łem spodnie i bok­serki, a Ju­lia w tym cza­sie prze­krę­ciła się na brzuch, roz­ło­żyła sze­roko nogi i unio­sła bio­dra. Na ten wi­dok ja też jesz­cze moc­niej się pod­nie­ci­łem, a mój pe­nis ze­sztyw­niał jesz­cze bar­dziej. Bez za­sta­no­wie­nia chwy­ci­łem ją za bio­dra i za­głę­bi­łem się w jej go­rące, mo­kre wnę­trze.

Kurwa, Jezu Chry­ste!

- Kurwa... Ju­lio... - wy­ję­cza­łem. - Wszystko do­brze?

Nie da­łem jej żad­nego ostrze­że­nia przed tym, jak w nią wsze­dłem, więc chcia­łem się upew­nić, że nic jej nie jest, za­nim zro­bię coś wię­cej.

- Cu­dow­nie! Uwiel­biam two­jego wiel­kiego fiuta!

Na te słowa prze­peł­niła mnie mę­ska duma. Za­czą­łem ener­gicz­nie wcho­dzić i wy­cho­dzić. Wiła się pode mną i ję­czała, wy­krzy­ku­jąc na zmianę różne prze­kleń­stwa i moje imię. Chwy­ci­łem ją za bio­dra i przy­spie­szy­łem tempa, a moje ru­chy stały się gwał­tow­niej­sze.

Ju­lia za­częła krzy­czeć jesz­cze gło­śniej, więc prze­rwa­łem na chwilę w oba­wie, że by­łem dla niej zbyt ostry.

- Wszystko w po­rządku? - za­py­ta­łem, od­su­wa­jąc się tro­chę.

- Tak, nie prze­sta­waj! Pro­szę! Moc­niej!

Moc­niej? Pro­szę bar­dzo!

Pchną­łem ją na łóżko i roz­chy­li­łem jej sze­roko nogi z gwał­tow­no­ścią, któ­rej nie po­zna­wa­łem, po czym przy­klą­kłem mię­dzy nimi.

- Chcesz tego? - wy­chry­pia­łem. - Po­trze­bu­jesz tego?

Ju­lia za­drżała, przy­ci­ska­jąc swoje bio­dra do mo­ich.

- Tak, Ste­phen, pro­szę, pieprz mnie!

Wzią­łem ją jak zwie­rzę, jed­no­cze­śnie trzy­ma­jąc mocno, żeby nie mo­gła się ru­szać. To było nie­sa­mo­wite. Chcia­łem, żeby była moja, i po­sia­da­nie jej w taki spo­sób było czymś nie do opi­sa­nia. Ona miała moje serce - wpraw­dzie ja nie by­łem pe­wien, ja­kie uczu­cia żywi do mnie, ale nie mia­łem wąt­pli­wo­ści, że w tej chwili to ja mam wła­dzę nad jej cia­łem. To mnie za­wdzię­czała tę przy­jem­ność, któ­rej wła­śnie do­świad­czała. Chcia­łem, żeby tak było już za­wsze.

Za­uwa­ży­łem, że Ju­lia prze­suwa dłoń w dół swo­jego ciała. Za­zwy­czaj uwiel­bia­łem, kiedy do­tyka się w mo­jej obec­no­ści, ale dziś było ina­czej. Gwał­tow­nie za­trzy­ma­łem jej rękę i bez trudu prze­wró­ci­łem Ju­lię na plecy.

- Nie! - roz­ka­za­łem.

Za­uwa­ży­łem, że na jej twa­rzy od­ma­lo­wał się szok, kiedy od­trą­ci­łem jej rękę. Przez se­kundę za­sta­na­wia­łem się, czy nie za­pę­dzi­łem się za da­leko. Ale ona tylko się uśmiech­nęła, roz­kła­da­jąc sze­roko nogi.

- Bar­dzo prze­pra­szam, pro­fe­so­rze - wy­dy­szała. - Nie chcia­łam.

- To ja mam cię do­ty­kać, prawda?

- Tak, tak - zgo­dziła się, ener­gicz­nie ki­wa­jąc głową. - Pro­szę, po­zwól mi dojść.

- Dla cie­bie wszystko - wy­szep­ta­łem.

Na­prawdę tak my­śla­łem. Chwilę póź­niej skry­łem głowę mię­dzy jej udami, na wpół słu­cha­jąc jej krzy­ków i ję­ków, i za­ją­łem się li­za­niem, przy­gry­za­niem i draż­nie­niem jej na ze­wnątrz, pod­czas gdy moje palce pie­ściły ją od środka. Do­szła prędko, wy­krzy­ku­jąc moje imię, po czym roz­luź­niła się na łóżku. Ale ja jesz­cze z nią nie skoń­czy­łem. Oplo­tłem jej nogi wo­kół swo­jej ta­lii i wzią­łem ją jesz­cze raz, roz­ko­szu­jąc się słod­kimi ję­kami, które wy­da­wała z sie­bie za każ­dym ra­zem, gdy w nią wcho­dzi­łem.

- Do­brze ci? - za­py­ta­łem. - Po­doba ci się?

Gwał­tow­nie ki­wała głową, na­pie­ra­jąc na mnie, żeby po­czuć mnie jesz­cze głę­biej w so­bie. Odro­binę zwol­ni­łem.

- Mo­żesz dojść jesz­cze raz? Chcę, że­byś miała jesz­cze je­den.

- Je­śli... Och, może je­śli za­cznę się do­ty­kać - od­parła, na wpół ze śmie­chem.

- Na­wet o tym nie myśl - wy­dy­sza­łem, wcho­dząc w nią moc­niej.

- A co zro­bisz, je­śli cię nie po­słu­cham? - za­py­tała wy­zy­wa­jąco, uno­sząc głowę.

Zło­ży­łem na jej ustach po­wolny, mo­kry po­ca­łu­nek, prze­cze­su­jąc umysł w po­szu­ki­wa­niu od­po­wie­dzi.

- A jak my­ślisz? - wy­szep­ta­łem tuż przy jej war­gach, bo sam nie mia­łem po­ję­cia.

Gra­łem na czas i pró­bo­wa­łem im­pro­wi­zo­wać. Mo­głem tylko mieć na­dzieję, że Ju­lii nie bę­dzie prze­szka­dzał mój brak do­świad­cze­nia.

- Do­stanę la­nie za to, że by­łam nie­grzeczna?

Na chwilę się za­wa­ha­łem.

Miał­bym spra­wić jej la­nie? W co ja się wła­śnie wpa­ko­wa­łem?

Po­pa­trzy­łem na tę piękną młodą ko­bietę le­żącą pode mną. Ona była taka swo­bodna i eks­cy­tu­jąca, w ogóle nie­skrę­po­wana swoją sek­su­al­no­ścią. Kie­dyś już wspo­mi­nała, że ba­wiła się w do­mi­na­cję, a na­wet za­su­ge­ro­wała, że mo­głaby ro­bić ta­kie rze­czy ze mną. Uśmiech­nęła się do mnie, aż za­bo­lało mnie serce - w naj­cu­dow­niej­szy moż­liwy spo­sób. Nie wie­dzia­łem, czy był­bym w sta­nie zro­bić to, o co mnie pro­siła, ale zda­wa­łem so­bie sprawę, że Ju­lia uwiel­bia, kiedy przej­muję kon­trolę i mó­wię do niej pod­czas seksu.

- Dla cie­bie wszystko - po­wtó­rzy­łem, chwy­ta­jąc ją za nad­garstki, żeby przy­szpi­lić ją do łóżka.

Znów za­czą­łem się w niej po­ru­szać, naj­pierw po­woli.

- Do­sta­niesz la­nie - za­po­wie­dzia­łem, tłu­miąc jej jęki głę­bo­kim po­ca­łun­kiem - a po­tem cię zwiążę.

Ju­lia za­mknęła oczy i od­rzu­ciła głowę w tył. Usta miała otwarte. Wcią­gnęła gwał­tow­nie po­wie­trze, kiedy pu­ści­łem je­den z jej nad­garst­ków, żeby do­tknąć jej łech­taczki.

- Po­doba ci się, co? - wy­dy­sza­łem.

W od­po­wie­dzi tylko jęk­nęła, po­ru­sza­jąc bio­drami ra­zem z mo­imi. Zwięk­szy­łem za­równo pręd­kość, jak i siłę pchnięć.

- Taka... nie­grzeczna stu­dentka - bre­dzi­łem. - Nie­ład­nie uwo­dzić swo­jego pro­fe­sora.

Oczy­wi­ście nie by­łem naj­lep­szy w nie­przy­zwo­itych roz­mo­wach, ale Ju­lii chyba to nie prze­szka­dzało. Jej jęki z każdą chwilą sta­wały się co­raz gło­śniej­sze, a ja trzy­ma­łem ją mocno i bra­łem w po­sia­da­nie, jakby ju­tra miało nie być.

- Je­steś taka piękna. Zro­bię dla cie­bie wszystko, dla cie­bie wszystko - po­wta­rza­łem.

- Ste­phen, Ste­phen, o kurwa! - wy­krzyk­nęła Ju­lia, wy­gi­na­jąc plecy w łuk.

Kiedy tylko po­czu­łem jej or­gazm, stra­ci­łem całą kon­trolę nad sobą. Chwy­ci­łem ją mocno, w po­goni za swoją przy­jem­no­ścią. To była dzika, nie­okieł­znana roz­kosz - naj­lep­sze uczu­cie, ja­kiego kie­dy­kol­wiek do­świad­czy­łem. Mój or­gazm aż ode­brał mi dech, a jej cu­do­wne skur­cze jesz­cze prze­dłu­żyły eks­tazę, która wy­da­wała mi się trwać całą wiecz­ność. Wy­da­wało mi się, że wy­krzyk­ną­łem jej imię, ale je­dyne, na czym by­łem skon­cen­tro­wany, to za­pie­ra­jące dech od­czu­cia wy­peł­nia­jące moje ciało.

Opa­dłem na nią. Cały dy­sza­łem i trzą­słem się, tak samo jak ona pode mną.

- O Boże - stęk­ną­łem, ocie­ra­jąc się twa­rzą o jej szyję.

- Ja­sna cho­lera - wy­dy­szała Ju­lia. - Ste­phen, co to było?

- Nie wiem. Ale to było cu­do­wne.

- Ow­szem. Zu­peł­nie prze­ją­łeś kon­trolę. To było fan­ta­styczne...

- Ste­phen? - do­biegł skądś obcy głos.

W jed­nej chwili za­mar­łem. Ktoś był w moim miesz­ka­niu!

- Kto tu jest, do cho­lery? - wy­szep­tała Ju­lia.

- Ciiii - uci­szy­łem ją, zsu­wa­jąc się.

- Wszystko w po­rządku? - usły­sze­li­śmy.

Na­gle roz­po­zna­łem głos. Aż zmro­ziło mi krew w ży­łach.

Kurwa!

- Tak, wszystko do­brze! - od­krzyk­ną­łem ogar­nięty pa­niką. - Nie wchodź tu! Już do cie­bie idę!

Ju­lia prędko przy­kryła się koł­drą.

- To moja mama - wy­szep­ta­łem.

- Co?! - pi­snęła Ju­lia, sia­da­jąc gwał­tow­nie.

- Nie bój się, nie wej­dzie tu - za­pew­ni­łem, mo­dląc się, żeby rze­czy­wi­ście tak było.

Wy­sko­czy­łem z łóżka, za­mkną­łem drzwi i za­czą­łem się po­spiesz­nie ubie­rać, pod­czas gdy Ju­lia przy­glą­dała mi się z mie­sza­niną roz­ba­wie­nia i prze­ra­że­nia na twa­rzy.

- Co ty tu ro­bisz?! - krzyk­ną­łem, pró­bu­jąc so­bie przy­po­mnieć, jak dzia­łają gu­ziki.

- Przy­szli­śmy na lunch - ode­zwał się drugi głos. - Prze­cież nas za­pro­si­łeś, pa­mię­tasz?

O Boże!

- Ri­chard też tu jest - jęk­ną­łem.

Mia­łem ochotę sam so­bie przy­ło­żyć za to, że da­łem tak gar­gan­tu­iczny po­pis idio­ty­zmu. Kom­plet­nie za­po­mnia­łem, że mieli dziś przyjść do mnie ro­dzice. By­łem tak pod­eks­cy­to­wany obec­no­ścią Ju­lii, że zu­peł­nie mi to umknęło, a przez moją głu­potę ona zo­stała te­raz po­sta­wiona pod ścianą.

- Ste­phen - wy­szep­tała. - Moje ubra­nia leżą na pod­ło­dze w sa­lo­nie. Oni wie­dzą, że masz tu dziew­czynę. Albo my­ślą, że lu­bisz się prze­bie­rać w ko­biece ciuszki - do­dała, otwie­ra­jąc sze­roko oczy.

Na­prawdę nie po­tra­fię te­raz oce­nić, która moż­li­wość jest gor­sza.

Nie wsty­dzi­łem się mo­jej re­la­cji z Ju­lią, ale by­łem kom­plet­nie spa­ra­li­żo­wany fak­tem, że moi ro­dzice nie­mal we­szli do mo­jej sy­pialni, pod­czas gdy upra­wia­łem seks. To było chyba naj­bar­dziej prze­ra­ża­jące do­świad­cze­nie w moim ży­ciu.

- O Boże - jęk­ną­łem.

Ju­lia wy­szła z łóżka i za­częła wy­cią­gać ubra­nia ze swo­jej torby.

- Co ro­bisz? - wy­szep­ta­łem.

- Ubie­ram się - od­parła na­tych­miast. - Ra­czej nie mogę wyjść od cie­bie goła.

- Wy­cho­dzisz? - De­spe­ra­cja w moim gło­sie była ewi­dentna, ale nie po­tra­fi­łem się zmu­sić, aby coś z tym zro­bić.

Ju­lia wy­glą­dała na go­tową do ucieczki, a ja nie mo­głem jej na to po­zwo­lić.

- Pro­szę, nie idź. Strasz­nie cię prze­pra­szam!

- Mu­szę - od­parła pół­szep­tem, na­cią­ga­jąc gwał­tow­nie ubra­nie. - Nie mogę tak się przed­sta­wić twoim ro­dzi­com.

Jej oczy były wiel­kie jak spodki i pełne prze­ra­że­nia.

- Ju­lio, pro­szę - bła­ga­łem.

- Ste­phen, nie mogę. Oni są dla cie­bie ważni.

- Ty też je­steś dla mnie ważna - za­pro­te­sto­wa­łem bez wa­ha­nia, chwy­ta­jąc jej dło­nie. Jej spoj­rze­nie zła­god­niało. - Po­wiem, żeby so­bie po­szli - za­pro­po­no­wa­łem.

- Nie! Po­wi­nie­neś spę­dzić z nimi tro­chę czasu. To twoja ro­dzina.

Na jej twa­rzy od­ma­lo­wał się na­gle głę­boki smu­tek, a ja przy­po­mnia­łem so­bie o tym kosz­mar­nym fak­cie, że Ju­lia nie ma już żad­nej ro­dziny.

Na­wet nie wiem, co się z nimi stało. Tak mało wiem o jej prze­szło­ści.

- Słu­chaj, mu­szę stąd iść - po­wie­działa, za­bie­ra­jąc ręce z mo­ich dłoni. - Dość już ci na­mie­sza­łam w ży­ciu.

- Nie! Pro­szę, nie idź. Nic nie na­mie­sza­łaś. Chcę, że­byś tu była.

- Ste­phen - wes­tchnęła Ju­lia - twoi ro­dzice wła­śnie sły­szeli, jak do­cho­dzę, do ja­snej cho­lery. Nie mogę te­raz z nimi usiąść do stołu. W ogóle nie ma ta­kiej moż­li­wo­ści.

- Nie mu­sisz. Ale wróć póź­niej. Pro­szę.

Przy­glą­dała mi się przez chwilę, która cią­gnęła się w nie­skoń­czo­ność. Wresz­cie ski­nęła głową. Wy­da­łem z sie­bie wes­tchnie­nie ulgi i przy­cią­gną­łem ją do piersi.

- Bar­dzo cię prze­pra­szam - wy­szep­ta­łem. - Kom­plet­nie za­po­mnia­łem, że umó­wi­łem się z nimi na lunch. Przy­się­gam, że nie chcia­łem, że­byś zna­la­zła się w ta­kim po­ło­że­niu.

- No, przy­naj­mniej nie wi­dzieli, w ja­kim po­ło­że­niu znaj­do­wa­łam się jesz­cze przed chwilą - od­parła, wska­zu­jąc brodą na łóżko z lek­kim uśmie­chem.

Po­czu­łem ogromną ulgę, wi­dząc, że jest w sta­nie żar­to­wać w ta­kiej sy­tu­acji i nie jest na mnie wście­kła, że tak spek­ta­ku­lar­nie spie­przy­łem sprawę.

- Je­steś go­towa? - za­py­ta­łem, za­sta­na­wia­jąc się, czy ja je­stem go­tów na tę kon­fron­ta­cję.

- Uwierz mi, gdy­byś miał wyj­ście ewa­ku­acyjne, to wy­ła­zi­ła­bym stąd te­raz przez okno - jęk­nęła.

- No. Chodźmy.

Po­pa­trzy­łem na nią i zro­zu­mia­łem, że to kosz­marna sy­tu­acja. Ju­lia miała na so­bie krótką spód­niczkę i T-shirt z lo­go­ty­pem ja­kie­goś ze­społu. Ca­ło­ści do­peł­niały roz­pusz­czone włosy - wy­glą­dała jak na­sto­latka. A ja po­czu­łem się jak stary zbo­cze­niec. Uświa­do­mi­łem so­bie, że kiedy moi ro­dzice zo­ba­czą ją tak ubraną, nie do­strzegą w niej sil­nej, in­te­li­gent­nej ko­biety, którą ko­cham. Zo­ba­czą na­iwną młodą dziew­czynę, która sy­pia ze swoim wy­kła­dowcą. To nie mo­gło się do­brze skoń­czyć. Ale za­nim zdą­ży­łem co­kol­wiek po­wie­dzieć, ona otwo­rzyła drzwi i wy­szła z sy­pialni ze zde­ter­mi­no­waną miną. Nie mia­łem wy­boru - mu­sia­łem iść za nią.

Moja matka i Rich roz­ma­wiali szep­tem w sa­lo­nie. Twarz Ju­lii się roz­ja­śniła. To da­wało jej szansę na nie­zau­wa­żoną ucieczkę. Ale oczy­wi­ście wtedy moi ro­dzice wy­szli z sa­lonu i pra­wie na nas wpa­dli.

Przez chwilę ga­pi­łem się na ro­dzi­ców, a oni ga­pili się na Ju­lię. Moja matka wy­glą­dała na prze­ra­żoną i zszo­ko­waną jed­no­cze­śnie. Na twa­rzy oj­czyma ma­lo­wały się szok i... duma?

Od­kaszl­ną­łem. Oboje na­tych­miast prze­nie­śli wzrok na mnie. Mama wy­glą­dała, jakby miała się prze­wró­cić, a oj­ciec przy­glą­dał mi się z le­d­wie do­strze­gal­nym uśmiesz­kiem, któ­rego nie po­tra­fi­łem roz­szy­fro­wać.

- Mamo, Rich. Chciał­bym wam przed­sta­wić Ju­lię.

- Eee, miło mi pań­stwa po­znać - bąk­nęła Ju­lia nie­pew­nie.

Żadne nie od­po­wie­działo, ale po chwili mój oj­czym otrzą­snął się na tyle, żeby przy­po­mnieć so­bie o ma­nie­rach.

- Ow­szem, nam rów­nież - po­wie­dział cie­pło, wy­cią­ga­jąc dłoń w jej stronę.

Ju­lia od­ru­chowo zro­biła to samo, ale na­tych­miast scho­wała rękę z po­wro­tem za ple­cami i wbiła wzrok w pod­łogę. Mi­nęło kilka nie­zręcz­nych se­kund, za­nim przy­po­mnia­łem so­bie, że Ju­lia nie miała kiedy umyć rąk po sek­sie. Ani ja, skoro już o tym mowa.

Niech to szlag! Trzeba było zro­bić sznur z prze­ście­ra­deł i uciec przez okno w sy­pialni!

Oj­czym dys­kret­nie trą­cił moją matkę łok­ciem, wy­bu­dza­jąc ją z transu.

- Tak, bar­dzo nam miło - wy­ce­dziła bez choćby cie­nia ser­decz­no­ści w gło­sie, ob­rzu­ca­jąc Ju­lię lo­do­wa­tym spoj­rze­niem.

Dzięki, mamo!

- Po­win­nam już le­cieć. Prze­pra­szam - wy­mam­ro­tała Ju­lia i prak­tycz­nie bie­giem ru­szyła do ko­ry­ta­rza.

- Ste­phen - po­wie­działa moja matka.

- Ju­lio, po­cze­kaj! - za­wo­ła­łem i po­sze­dłem za nią.

Trzy­mała już rękę na klamce, na no­gach miała nie­zasz­nu­ro­wane te­ni­sówki, a w rę­kach zwi­niętą kurtkę.

- Cze­kaj, cze­kaj - za­pro­te­sto­wa­łem, bio­rąc ją w ra­miona.

Ju­lia wes­tchnęła, uni­ka­jąc mo­jego wzroku.

- Prze­pra­szam - wy­szep­tała. - Po pro­stu nie je­stem w sta­nie te­raz zaj­mo­wać się żad­nymi ro­dzin­nymi spra­wami.

- Ro­zu­miem - za­pew­ni­łem ją, ca­łu­jąc w czu­bek głowy. - Ale wró­cisz póź­niej, prawda?

Pro­szę, wróć tu­taj.

- Nie mam wy­boru - od­parła ze sła­bym uśmie­chem. - Trzy­masz mój lap­top i książki jako za­kład­ni­ków, za­po­mnia­łeś?

Od­wza­jem­ni­łem uśmiech.

- Chcesz, że­bym ci je przy­niósł? Będą ci po­trzebne?

- Lap­top by mi się przy­dał - przy­znała. - Po­my­śla­łam, że pójdę do Star­bucksa i po­sie­dzę tro­chę nad pracą za­li­cze­niową.

- Już po niego idę. Po­cze­kaj tu, do­brze?

Ski­nęła głową i schy­liła się, żeby za­wią­zać buty. Ru­szy­łem z po­wro­tem w głąb miesz­ka­nia po lap­top, który Ju­lia zo­sta­wiła w moim ga­bi­ne­cie.

Moi ro­dzice znów dys­ku­to­wali po ci­chu w sa­lo­nie, a kiedy wsze­dłem, na­tych­miast za­mil­kli. Chwy­ci­łem li­sto­noszkę Ju­lii i wło­ży­łem do niej lap­top i kilka ksią­żek, z któ­rych ko­rzy­stała w moim ga­bi­ne­cie. W dro­dze po­wrot­nej na ko­ry­tarz znów mu­sia­łem przejść przez sa­lon i mi­nąć mo­ich ro­dzi­ców. Te­raz mil­czeli. To było jesz­cze bar­dziej prze­ra­ża­jące.

Po­da­łem Ju­lii torbę.

- Pro­szę. Za­trzy­ma­łem kilka two­ich ksią­żek, tak na wszelki wy­pa­dek.

Ju­lia się nie uśmiech­nęła.

- Wiesz, że tylko żar­tuję, prawda? To zna­czy nie będę cię zmu­szał, że­byś tu wró­ciła, je­śli nie masz na to ochoty.

Ona tylko po­trzą­snęła lekko głową i przy­tu­liła się do mnie, co tro­chę mnie za­sko­czyło.

- Chcia­ła­bym tu z tobą zo­stać - od­parła. - Po pro­stu czuję się tro­chę winna, że zo­sta­wiam cię tu sa­mego z try­bu­na­łem.

Sły­sząc, że Ju­lia na­dal chce u mnie po­miesz­ki­wać, po­czu­łem, że wy­peł­nia mnie uczu­cie ulgi. No i nie za­mie­rza­łem sa­dzać jej przed mo­imi ro­dzi­cami po wszyst­kim, co naj­praw­do­po­dob­niej zdą­żyli usły­szeć.

- Po­win­naś na tro­chę wyjść - za­chę­ci­łem ją, po­cie­ra­jąc jej ra­miona.

Była nie­wia­ry­god­nie spięta - do­tarło do mnie, jak nie­zręczna i stre­su­jąca jest dla niej ta cała sy­tu­acja z mo­imi ro­dzi­cami. Ale fakt, że ona nie ma ochoty zo­sta­wiać mnie sa­mego po­mimo tak sil­nego dys­kom­fortu, spra­wił, że serce za­biło mi moc­niej. Nie mo­głem tego od­czy­tać ina­czej jak tylko tak, że jej też musi na mnie za­le­żeć. Wciąż tro­chę się wa­hała, a ja po­czu­łem, jak ogar­nia mnie cie­pło.

- Ju­lio, do­brze ci zrobi, jak wyj­dziesz i tro­chę się roz­luź­nisz - po­wie­dzia­łem ła­god­nie. - Idź na kawę, może so­bie za­pal.

Po­pa­trzyła na mnie nie­uf­nie i unio­sła wy­soko brwi.

- Te­raz za­chę­casz mnie do pa­le­nia?

- To cię od­pręża - od­par­łem, wzru­sza­jąc ra­mio­nami. - Tylko pa­mię­taj po­tem o ja­kiejś gu­mie do żu­cia. Kiedy wró­cisz, będę chciał cię ca­ło­wać. Dużo.

- Czyżby? - Ju­lia się uśmiech­nęła. - Kiedy zro­bi­łeś się taki bez­po­średni i rosz­cze­niowy?

- Nie mam po­ję­cia - przy­zna­łem. - Ale po­doba mi się to.

- Mmm. Mnie też. - Wspięła się na palce i po­ca­ło­wała mnie de­li­kat­nie. Wes­tchną­łem i przy­cią­gną­łem ją do sie­bie, chcąc mieć ją jak naj­bli­żej. Po kilku se­kun­dach od­su­ną­łem się i po­ca­ło­wa­łem ją ła­god­nie trzy razy w usta.

Ko­cham. Cię. Ju­lio.

Ża­ło­wa­łem, że nie mogę jej tego po­wie­dzieć, ale by­łem pe­wien, że to tylko zmniej­szy­łoby szanse, żeby zo­stała moją dziew­czyną. Mu­sia­łem być z nią bar­dzo ostrożny, choć aż mnie roz­sa­dzało, żeby jej to wy­znać. Ale ro­bi­li­śmy ogromne po­stępy i nie chcia­łem te­raz tego znisz­czyć.

Pod­nio­słem jej torbę i otwo­rzy­łem drzwi.

- Wra­caj do mnie szybko - po­wie­dzia­łem, nie mo­gąc się po­wstrzy­mać.

- Wrócę. I przy­niosę ci ciastko - obie­cała z uśmie­chem. - My­ślę, że przyda ci się coś słod­kiego... po tym - do­dała, spo­glą­da­jąc w stronę mo­jego sa­lonu.

- Wy­star­czy, że będę mieć cię z po­wro­tem.

- Chcesz mi po­wie­dzieć, że je­stem słod­sza niż ciastko?

- Je­steś słod­sza niż co­kol­wiek i kto­kol­wiek na świe­cie - od­par­łem, trzy­ma­jąc jej twarz w dło­niach.

- Och - wy­szep­tała.

Wy­glą­dała na nieco za­nie­po­ko­joną.

O Boże, czy po­wie­dzia­łem zbyt wiele?

Spró­bo­wa­łem za­ma­sko­wać swój błąd, na­chy­la­jąc się, żeby znowu ją po­ca­ło­wać. Na­tych­miast od­wza­jem­niła po­ca­łu­nek, ję­cząc i przy­ci­ska­jąc się do mnie mocno.

- Nie­długo wrócę - obie­cała szep­tem. - Będę tę­sk­nić.

Za­nim zdą­ży­łem od­po­wie­dzieć, ucie­kła przez otwarte drzwi na ulicę. Sta­łem osłu­piały, wciąż pod wra­że­niem jej słów.

Po­wie­działa, że bę­dzie za mną tę­sk­nić.

Kiedy znik­nęła mi z oczu, za­mkną­łem drzwi i wzią­łem głę­boki od­dech. Czas zmie­rzyć się z kon­se­kwen­cjami.

Kiedy wsze­dłem do sa­lonu, moi ro­dzice stali na środku po­koju. Nie mia­łem po­ję­cia, co mam im po­wie­dzieć. Co się za­zwy­czaj mówi, kiedy zo­stało się przy­ła­pa­nym na nie­sa­mo­wi­tym, gło­śnym sek­sie przez ro­dzi­ców?

Schy­li­łem się nie­zdar­nie, żeby pod­nieść T-shirt i sta­nik Ju­lii, opie­ra­jąc się chęci ukry­cia jej gar­de­roby za ple­cami.

- A więc to dla­tego nie by­łeś za­in­te­re­so­wany Lily - stwier­dziła moja matka.

Na tym za­mie­rzasz się te­raz sku­pić? Na Lily, ko­bie­cie, z którą usta­wi­łaś mnie na randkę w ciemno?

- Tak - od­par­łem. Nie było sensu się wy­krę­cać.

- Co ty wy­pra­wiasz, Ste­phen? - za­py­tała. - Ta dziew­czyna wy­gląda na dość młodą. Mo­głaby być twoją stu­dentką.

Po­czu­łem, że się czer­wie­nię, a moja matka zmru­żyła oczy. Po se­kun­dzie otwo­rzyła sze­roko usta i zro­biła krok w tył.

- Nie, to nie­moż­liwe. Ste­phen, po­wiedz mi, że ona nie jest twoją stu­dentką.

- Nie mogę tego po­wie­dzieć - od­par­łem słabo.

- Ste­phen! - wy­krzyk­nęła. - Jak mo­głeś być tak głupi? A co z twoją ka­rierą? Co z etyką za­wo­dową? Je­śli ktoś się do­wie, to może ci zruj­no­wać ży­cie!

- My­ślisz, że nie zdaję so­bie z tego sprawy?! - od­krzyk­ną­łem. - My­ślisz, że to so­bie za­pla­no­wa­łem?!

- No, na­prawdę - prych­nęła moja matka. - Cze­goś ta­kiego spo­dzie­wa­ła­bym się po Mat­cie, ale nie po to­bie. Co ty z nią wy­pra­wiasz?

- No, nie da się za­prze­czyć, że jest bar­dzo atrak­cyjna - mruk­nął pod no­sem mój oj­czym.

Matka wy­glą­dała, jakby miała ochotę go udu­sić.

- Męż­czyźni! - wark­nęła. - Tylko o tym po­tra­fi­cie my­śleć? Ste­phen, mu­sisz z tym skoń­czyć. Na­tych­miast! Ona nie może tu z tobą miesz­kać.

- Słu­cham? - od­par­łem po­woli. - Kiedy ostat­nio spraw­dza­łem, by­łem do­ro­słym fa­ce­tem, a to było m o j e miesz­ka­nie.

- Nie mo­żesz tego te­raz bro­nić - za­pro­te­sto­wała moja matka. - Są waż­niej­sze rze­czy od... tego. - Skrzy­wiła się i wska­zała na moją sy­pial­nię. - Nie mo­żesz po­zwo­lić, żeby całe twoje ży­cie się roz­pa­dło przez ja­kąś małą...

- Uwa­żaj na słowa - wark­ną­łem.

Nie za­mie­rza­łem po­zwo­lić jej ob­ra­żać Ju­lii. Moja matka wes­tchnęła i po­tarła twarz dłońmi.

- Prze­pra­szam - po­wie­działa, pa­trząc mi w oczy. - Je­stem pewna, że to prze­miła dziew­czyna, ale nie mo­żesz po­zwo­lić, żeby tu z tobą po­miesz­ki­wała. Nie wi­dzisz tego?

- Słu­chaj! - huk­ną­łem, czu­jąc na­ra­sta­jącą wście­kłość. Za­mie­rza­łem bro­nić ko­biety, którą ko­cha­łem. - Ju­lia wła­śnie po­grze­bała swo­jego dziadka, ostat­niego członka jej ro­dziny. Sama musi się za­jąć wszyst­kimi spra­wami zwią­za­nymi z jego śmier­cią, a poza tym musi się jesz­cze mar­twić eg­za­mi­nami na uczelni. Ona mnie po­trze­buje, a ja chcę się nią za­opie­ko­wać. Ona jest naj­lep­szym, co mi się w ży­ciu przy­tra­fiło, i je­dyne, na czym mi za­leży, to, żeby jej odro­binę ulżyć. Może tu miesz­kać tak długo, jak tylko bę­dzie chciała, i to jest moje ostat­nie słowo! - Wzią­łem głę­boki od­dech. - I ow­szem, to jest prze­miła dziew­czyna. Tak, przy oka­zji jest też moją stu­dentką. Ale ju­tro mamy ostat­nie za­ję­cia, a po­tem jest już ko­niec se­me­stru. Po­tem nie bę­dzie żad­nego kon­fliktu in­te­re­sów. - Wzią­łem ko­lejny od­dech na uspo­ko­je­nie. - Wiem, że się o mnie mar­twi­cie, ale Ju­lia mnie te­raz po­trze­buje. Mamo, ona jest cał­kiem sama. Jej ro­dzice nie żyją, nie ma ro­dzeń­stwa. Przez ostat­nie kilka lat mu­siała zaj­mo­wać się swoim dziad­kiem, a te­raz on też nie żyje. Nie za­mie­rzam po­zwo­lić, żeby mu­siała mie­rzyć się z tym wszyst­kim sama.

W trak­cie tej prze­mowy wy­raz twa­rzy mo­jej matki zde­cy­do­wa­nie zła­god­niał. Zo­ba­czy­łem, że po­smut­niała.

- Ni­gdy nie ra­dzi­łem so­bie zbyt do­brze z dziew­czy­nami - przy­zna­łem, za­ci­ska­jąc dło­nie na bluzce Ju­lii. - W żad­nym aspek­cie. To było dla mnie strasz­nie trudne roz­ma­wiać z nimi, uma­wiać się na randki. Sama wiesz naj­le­piej, mamo. - Wi­dzia­łem, że chce za­pro­te­sto­wać, ale nie da­łem jej dojść do słowa. - Ow­szem, wiesz. Ni­gdy nie mia­łem dziew­czyny. Ni­gdy w ży­ciu.

Z wa­ha­niem po­ki­wała głową.

- A te­raz po­zna­łem Ju­lię i ona ma wszystko, czego mógł­bym za­pra­gnąć. Nie są­dzi­łem, że bę­dziemy do sie­bie pa­so­wać, ale jed­nak pa­su­jemy. Jej też na mnie za­leży.

- I te­raz to już nie jest dla cie­bie trudne? - za­py­tał Rich. - No wiesz, by­cie z nią?

- Ow­szem, cza­sami jest - uśmiech­ną­łem się. - Ale to jest tego warte. Ona jest tego warta. Jak mógł­bym jej nie za­pro­po­no­wać, żeby się do mnie wpro­wa­dziła na ja­kiś czas, kiedy przy­tra­fiło jej się coś tak okrop­nego?

- Biedna dziew­czyna - wes­tchnęła moja matka. - Mó­wisz, że opie­ko­wała się dziad­kiem?

Usia­dłem na ka­na­pie. Po tej gniew­nej ty­ra­dzie po­czu­łem się bar­dzo zmę­czony.

- Tak, miał al­zhe­imera. To było dla niej bar­dzo trudne.

- Ogrom­nie mi przy­kro - po­wie­dział mój oj­czym. - Pro­szę, prze­każ Ju­lii na­sze kon­do­len­cje.

- Dzię­kuję, prze­każę.

- Więc na­prawdę trak­tu­jesz ją po­waż­nie? - za­py­tał.

- Tak. Ab­so­lut­nie.

- Ile ona ma lat? - za­cie­ka­wił się Rich.

Moja matka jęk­nęła i prze­wró­ciła oczami.

- Dwa­dzie­ścia dwa.

- No, to przy­naj­mniej jest le­galna - mruk­nęła mama.

Po­sła­łem jej krzywe spoj­rze­nie.

- Do­brze, prze­pra­szam - po­wie­działa, sia­da­jąc na prze­ciw­nym końcu ka­napy. - To jest jed­nak pe­wien szok.

- Dla mnie też to był szok - przy­zna­łem. - Ni­gdy wcze­śniej nie spo­tka­łem ko­goś ta­kiego jak ona, a już na pewno nie spo­dzie­wa­łem się, że się w niej za­ko­cham.

- A ona czuje do cie­bie to samo?

- Nie wiem - przy­zna­łem. - Ju­lia jest bar­dzo... ostrożna w kwe­stii związ­ków. Sta­ram się ją prze­ko­nać.

- No, to na pewno ci dzi­siaj w tym nie po­mo­gli­śmy - wes­tchnął Rich. - Bar­dzo prze­pra­szam. Usły­sze­li­śmy, eee, ja­kieś od­głosy. To brzmiało jak...

- Do­brze, nie mu­sisz tego mó­wić! - prze­rwa­łem.

Ostat­nie, na co mia­łem ochotę, to słu­cha­nie, jak mój oj­czym zdaje mi re­la­cję z tego, jak brzmiały te "od­głosy".

- Wy­bacz.

- Je­śli rze­czy­wi­ście je­steś z nią na po­waż­nie, to chcia­ła­bym znów się z nią zo­ba­czyć - oznaj­miła moja matka z de­ter­mi­na­cją w gło­sie.

O nie.

- Ja... na­prawdę nie wiem, czy to naj­lep­szy po­mysł.

- Ste­phen, nie za­cho­wa­łam się wo­bec niej zbyt uprzej­mie. Chcia­ła­bym jej to wy­na­gro­dzić. Przyjdź z nią do nas na obiad w Święto Nie­pod­le­gło­ści.

- Ona się nie zgo­dzi - za­pro­te­sto­wa­łem na­tych­miast.

- Na pewno się zgo­dzi, je­śli ją miło po­pro­sisz - ucięła moja matka, jakby sprawa była już za­mknięta. - Albo mo­żesz mi dać jej nu­mer, to sama ją za­pro­szę.

- Nie! - wy­krzyk­ną­łem. - Sam jej to za­pro­po­nuję.

Tak zro­bię?

- No to do­brze - pod­su­mo­wała z uśmie­chem. - Bę­dziemy już le­cieć. Na obiad mo­żemy przyjść in­nym ra­zem. Je­stem pewna, że chcie­li­by­ście te­raz być sami. Ri­chard?

Moja matka wstała, a kiedy nie pa­trzyła, oj­czym po­słał mi sze­roki uśmiech. Od­pro­wa­dzi­łem ich do wyj­ścia. Mama przy­tu­liła mnie przed wyj­ściem.

- Trzy­maj się, ko­cha­nie - po­wie­działa, ca­łu­jąc mnie w po­li­czek. - I prze­każ Ju­lii moje po­zdro­wie­nia.

- Eee, do­brze - zgo­dzi­łem się zszo­ko­wany roz­wo­jem wy­pad­ków.

- Cze­kamy na was czwar­tego lipca, synu - oznaj­mił mój oj­czym z uśmiesz­kiem, wy­cho­dząc.

Pra­wie już za­mkną­łem za nimi drzwi, kiedy usły­sza­łem z od­dali śmiech Ri­charda.

- No, ko­cha­nie, mó­wi­łem ci, że chło­pak nie jest ge­jem. Te­raz płać, skar­bie!

O Boże. Moja wła­sna matka!

Za­mkną­łem drzwi i opar­łem czoło o chłodną szybkę. Jak ja mam niby za­pro­sić Ju­lię na przy­ję­cie ogro­dowe u mo­ich ro­dzi­ców i jed­no­cze­śnie jej nie od­stra­szyć na do­bre?

Mam na­dzieję, że to nie za wcze­sna pora, żeby się na­pić.