Rozdział pierwszy
Szeroki uśmiech zdobił rozświetloną blaskiem twarz panny młodej. Pod rękę z dumnym ojcem kroczyła główną nawą kościoła w kierunku ołtarza. Na końcu krótkiej ścieżki, wyściełanej dywanem w kolorze biskupiej czerwieni, czekał wyraźnie zdenerwowany pan młody.
Na widok przyszłej małżonki mężczyzna oniemiał z wrażenia. Zgodnie z tradycją nie mógł wcześniej zobaczyć, jak narzeczona prezentuje się w sukni ślubnej. Dochowanie sekretu wiele ją kosztowało, wszak z każdej przymiarki wracała z wypiekami na twarzy, gotowa opowiedzieć ukochanemu o koronkowych rękawach, tiulowej spódnicy czy drobnych kryształkach, zdobiących dekolt. Zawsze jednak sznurowała usta dłonią, obiecując drugiej połówce, że nie pożałuje długich tygodni oczekiwania.
Miała rację. Jego zachwycone oblicze wynagrodziło każdą minutę niecierpliwości obojga. Roziskrzone oczy miłości jej życia najpełniej pokazały, jak bardzo czekali na dzień, w którym wreszcie staną się jednością.
Nieraz słyszała od koleżanek, że małżeństwo niczego nie zmienia, a wręcz przeciwnie - papierek jedynie wszystko utrudni, jeśli za kilka miesięcy albo lat para postanowi się rozstać. Zżymała się wówczas na te słowa, nie rozumiejąc, po co wypowiadać przysięgę, skoro się ma z tyłu głowy wyjście awaryjne w postaci rozwodu. Ona nie przyjmowała tego do wiadomości. Jej decyzja o zamążpójściu była ostateczna. Cokolwiek się nie zdarzy, nie zmieni zamiarów.
Na szczęście on myślał podobnie. Zgadzali się nie tylko w tej kwestii. W wielu innych również podobnie spoglądali na świat. Może właśnie to stanowiło o sile ich związku?
Nie dziś, nie jutro ani nawet za miesiąc czy za rok, ale w końcu przekonają się na własnej skórze, że miłość należy pielęgnować każdego dnia. Przysięganie sobie oddania aż po grób, kiedy ma się naście lat, gdy buzują hormony, a krew w żyłach szybciej płynie, to tylko słowa. A na nich, choćby były najpiękniejsze, nie da się zbudować fundamentów związku, który ma przetrwać do sakramentalnego "póki śmierć nas nie rozłączy". Dopiero życie weryfikuje uczucia zakochanych w sobie ludzi, codzienność rozdaje karty, monotonia mówi "sprawdzam". Nie można iść na skróty, wierzyć, że bez przyziemnej rutyny uda się stworzyć coś trwałego, co ma szansę doczekać późnej starości. Tylko naiwni ufają przeświadczeniu o pokrewieństwie dusz, zapominając przy tym o podwalinach zwyczajności. Bo za dziesięć czy piętnaście lat nie będzie ważne, czy on pamiętał, jaką ona miała sukienkę podczas ich pierwszego spotkania, nie będzie się liczyło, co on powiedział, czy patrzył jej głęboko w oczy, czy tak normalnie, bez iskier. Niektórzy zapominają, jak istotne jest poznanie się od każdej strony, bez względu na jej odcienie. Innym wydaje się, że proza tego, co tu i teraz, zabija romantyzm i nie pozwala dojść do głosu sercu, oddając władzę rozsądkowi. Tyle że miłość rodzi się w głowie, a motyle w brzuchu czasem muszą ustąpić miejsca ćmom.
?
Jagna ulokowała się w ostatniej ławce, z dala od czujnych oczu babci Jadwigi. Wprawdzie powinna zasiąść na jednym z czołowych miejsc przeznaczonych dla rodziny, ale ostatnim, na co miała ochotę, to przeparadowanie przez cały kościół, by stać się obiektem zainteresowania ciotek, wujków, kuzynów oraz kuzynek.
Janowscy i Michalakowie tłumnie zjechali do Graborówka na uroczystości ślubne Ady, najmłodszej z trojaczek. Pech chciał, że niemal wszyscy, zanim pojawili się w świątyni, zatrzymali się na ulicy Wiśniowej, aby pogratulować Marii oraz Arturowi wydania pierwszej córki za mąż. Pochodząca z Lubelszczyzny i Mazur familia ostatnim razem w pełnym składzie widziała się lata temu, dlatego dziś nadrabiała stracony czas. A przy okazji jej członkowie nie omieszkali wypytać pozostałych dziewcząt o ich matrymonialne plany.
Prym wiodła w tym babcia Jadwiga, owdowiała przed dekadą matka Artura. Jako że do synowej nie odzywała się od czasów jej sławetnej ucieczki z Kraśnika, a syn dość oszczędnie dawkował staruszce informacje na temat życia prywatnego córek, to postanowiła sama wziąć wnuczki w krzyżowy ogień pytań. I zdecydowała, że nie odpuści, póki nie otrzyma satysfakcjonujących odpowiedzi.
Sara, najbardziej asertywna z sióstr, w kilku stanowczych słowach oświadczyła, że nie będzie zdawać raportu ze spraw intymnych, czym zasłużyła sobie na pełen oburzenia komentarz staruszki. Kobieta wymówiła się obwiązkami, jakie spoczywają na niej w roli świadkowej, i w porę ewakuowała się sprzed chmurnego oblicza Jadwigi prosto w objęcia Oskara.
Niezrażona obcesowym potraktowaniem przez najstarszą z trojaczek, babcia skierowała swoją uwagę na jedyną wśród dziewcząt singielkę. Jagna nie zdążyła uciec przed wścibstwem staruszki. Zresztą, w kupionych kilka dni wcześniej szpilkach trudno byłoby jej uciec przed kimkolwiek. Przepiękne czarne buty z czerwoną podeszwą, obiekt westchnień wielu kobiet na całym świecie, nie dość, że okazały się niewygodne, to na dodatek obtarły jej kostki, czyniąc poruszanie się w nich niemal niemożliwym.
Jagna przeklinała w duchu własną niefrasobliwość, przez którą teraz cierpiała prawdziwe katusze. Popełniła bowiem podstawowe błędy, jakich obiecywała sobie unikać podczas podobnych uroczystości. Po pierwsze, zapomniała wziąć ze sobą wygodne obuwie na zmianę, choć torebka z przygotowanymi wcześniej balerinkami posłusznie czekała w korytarzu jej poznańskiego mieszkania. Po drugie, zanim dzisiejszego ranka ubrała cudnie wyglądające czółenka, wcześniej nie zrobiła w nich nawet kroku (poza tymi paroma w sklepie, kiedy zachwycona wyglądem swojej stopy w legendarnych trzewikach, z miejsca zdecydowała się na ich zakup).
Po trzecie zaś, i najważniejsze, nie zdołała się ustrzec przed mieszaniną ciekawości oraz nachalności babci Jadwigi. Przyłapana na opatrywaniu bolących nóg, Jagna została schwytana za nadgarstek przez krewką starszą panią i wprost spytana o osobę towarzyszącą.
- Dzień dobry, babciu. Ciebie też miło widzieć - rzekła, zaskoczona dziewczyna, po czym spróbowała przekierować rozmowę na temat zdrowia staruszki, nader bliski większości osób znajdujących się na zasłużonej emeryturze. Na próżno. Jadwiga Janowska postawiła sobie za punkt honoru przepytać wnuczki z ich postępów w szukaniu męża i ani myślała odpuścić którejkolwiek z nich. Wiadomo, Ada zdała egzamin śpiewająco, wszak to jej ślub zgromadził całą rodzinę. Sara spotykała się z przystojnym policjantem, co w zasadzie rozwiązywało kwestię jej nieodległego w czasie zamążpójścia. Została więc Jagna...
- Nie udawaj, dziecko, że cię to nie interesuje. Od lat nie postawiłaś nogi w moim domu - sarknęła Jadwiga.
Nie bez przyczyny, pomyślała Jagna. Od śmierci dziadka babcia zmieniła się nie do poznania. Owszem, wszyscy współczuli jej straty. Dziadkowie spędzili razem prawie czterdzieści lat i kobieta miała pełne prawo przeżyć żałobę po swojemu. Ale odejście Władysława zmieniło ją w gderliwą, wiecznie narzekającą istotę, u której wizyty przestały być przyjemnością, a stały się obowiązkiem.
- Przepraszam. Tak się złożyło. Najpierw studia, potem praca... - tłumaczyła niewprawnie wnuczka. - Postaram się przyjechać jak najszybciej.
- Już przywykłam, że wy młodzi omijacie mnie szerokim łukiem i nie pamiętacie, że istnieję.
- Co też babcia mówi. - Jagna nie chciała sprawiać nikomu przykrości, lecz słowa babci nie odbiegały od prawdy, za co Ada, Jagna i Sara solidarnie powinny się pokajać.
- Lepiej mi powiedz, kiedy planujesz wyjść za mąż. Bo o ile zdążyłam się dowiedzieć, to twoje siostry znalazły już absztyfikantów, jedynie przy twoim boku zieje pustką.
- Póki co jest mi dobrze samej - wybąkała Jagna, wyraźnie speszona.
- Tak, tak, wszystkie tak twierdzicie. Najpierw kariera, a dopiero kiedy się dorobicie, przyjdzie pora na męża i dzieci. Tymczasem wasz zegar biologiczny nie tyle tyka, co głośno bije na alarm! Nie jesteście już niewinnymi podlotkami. Ja w waszym wieku miałam już trójkę dzieci, a czwarte było w drodze, chociaż czasy były ciężkie i nierzadko nie mieliśmy co do gęby włożyć. Ale nikt nie narzekał, jeno brał się do roboty. Ojczyzna potrzebuje nowych obywateli, bo kto zapracuje na nasze emerytury?
Zatem o to chodziło! W ciągu jednej chwili okazało się, że babcią nie powodowała troska o szczęście wnuczek, a zasobność własnego portfela.
Jagna nie śmiała zaprzeczyć, iż nie rozgląda się za przyszłym małżonkiem. Bąknęła za to nieśmiało o szeroko zakrojonych poszukiwaniach właściwego mężczyzny.
- Nie wiem, czy w twojej sytuacji powinnaś wybrzydzać - stwierdziła na koniec Jadwiga, czym zamknęła usta zszokowanej dziewczynie.
Jagna mocno zacisnęła zęby. Próbowała się nie rozpłakać, żeby nie zniszczyć starannie wykonanego makijażu. Niestety, uwaga babci wciąż na nowo rozbrzmiewała w jej uszach. Na litość boską, przecież nie skończyłam jeszcze trzydziestki, pomyślała, rozżalona. Pięćdziesiąt lat wcześniej, w czasach młodości Jadwigi, mogła uchodzić za starą pannę, ale nie dziś. Granica wieku na urodzenie pierwszego dziecka mocno przesunęła się w górę. Wiele celebrytek świętowało narodziny potomka w kwiecie wieku i mało kto dziwił się późnemu macierzyństwu.
Przez całą uroczystość zaślubin Jagna roztrząsała sugestie seniorki, zamiast skupić się na najważniejszej chwili w życiu młodszej siostry. I na koniec, kiedy młodzi wyszli już z kościoła, a goście zaczęli obsypywać ich drobnymi monetami na szczęście, doszła do smutnego wniosku, że najwyraźniej jest tą w rodzeństwie, której szanse na założenie rodziny są najmniejsze.
Potwierdzili to inni członkowie licznie zgromadzonej familii. Podczas wesela Jagna co najmniej tuzin razy została zagadnięta na temat życia prywatnego, zupełnie jakby fakt, czy się z kimś spotyka, czy też nie, stanowił sprawę wartą omawiania na forum. Z godną podziwu cierpliwością starała się wyjaśniać, że odpowiedzi zachowa dla siebie, co nierzadko spotykało się z obrazą ze strony rozmówcy.
Przy kolejnej, bliźniaczo podobnej konwersacji Jagna policzyła w ciszy do dziesięciu, po czym oświadczyła, że jeśli ciocia rzeczywiście chce się czegoś dowiedzieć o jej życiu, to niech zacznie interesować się nim częściej niż jedynie przy okazji rodzinnych zjazdów. Daleka kuzynka mamy żachnęła się na te słowa i odeszła od stolika przeznaczonego dla singli jak niepyszna.
Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że zachowała się niegrzecznie i pewnie jeszcze tej nocy usłyszy z ust Marii przyganę. Niestety, nie potrafiła się pohamować. Rozglądała się wokół siebie i odnosiła wrażenie, iż wszyscy bacznie się jej przyglądają. A ona wcale nie chciała stać się sensacją dla żądnych wiadomości krewnych. Chowała się więc po kątach, próbując jak najmniej rzucać się w oczy gości. Ojciec niemal siłą wyciągnął ją na parkiet, a Adam i Oskar nieźle się natrudzili, żeby zatańczyć ze szwagierką przynajmniej jeden taniec.
Po godzinie drugiej, kiedy energia przybyłych na uroczystość dość mocno zdążyła już osłabnąć, Jagna wróciła na swoje miejsce. Czując ssanie w żołądku, nabrała sobie na talerz zimne przekąski. Kiedy podnosiła widelec do ust, dosiadła się do niej Ada.
- Nareszcie cię znalazłam - powiedziała siostra. Wyglądała uroczo z zaróżowionymi od emocji policzkami i roziskrzonymi oczami. Najwyraźniej małżeństwo służyło jej od samego początku.
- Przecież nigdzie nie uciekłam.
- Czyżby? Kiedy rzucałam welon w tłum panien, nagle postanowiłaś zabawić się w chowanego.
- Nigdy nie przepadałam za oczepinami - mruknęła Jagna, odsuwając od siebie jedzenie. Nagle straciła apetyt na pysznie wyglądającą sałatkę jarzynową. - Ale poza tym bawiłam się świetnie - rzekła, nieco zbyt entuzjastycznie, na co Ada zmarszczyła czoło.
- Nie ściemniaj. Wyglądałaś jak pięciolatek, któremu powiedziano, że Święty Mikołaj nie istnieje.
- Aż tak bardzo było to widać? - Jagna nie wybaczyłaby sobie, gdyby przez swoje negatywne nastawienie zepsuła Adzie radość z najważniejszego w życiu dnia. - Przepraszam, ja...
- Za nic nie przepraszaj - weszła jej w słowo najmłodsza z trojaczek. - Lepiej powiedz, co się stało, że wyglądałaś tak, jakbyś trafiła na stypę, a nie na wesele.
- Nic takiego. - Jagna wzruszyła ramionami.
- Odkąd podczas składania gratulacji wujek Zenek życzył mnie i Adamowi sześcioraczków, byśmy okazali się bardziej płodni od rodziców, nie słyszałam większej bzdury.
Jagna mimowolnie parsknęła śmiechem. Wuj Zenek słynął z dosadnego wyrażania opinii. Niestety, nie zawsze właściwie dobierał słowa do okoliczności.
- Powiesz wreszcie, co ci leży na sercu? - Ada złapała siostrę za dłoń, po czym delikatnie ją ścisnęła, dając w ten sposób do zrozumienia, że jest obok i nigdzie się nie wybiera.
Jagna postanowiła zatem zdobyć się na szczerość.
- Dzisiaj chyba każdy się uparł, by mnie zapytać, gdzie podziałam narzeczonego. Po usłyszeniu, że z nikim się nie spotykam, głośno wyrażali zdziwienie, bo przecież w moim wieku brak partnera jest oznaką co najmniej zdziwaczenia, o staropanieństwie nie wspominając.
- Co? - Ada nie kryła zdziwienia. - Kto naopowiadał ci takich głupot?
- Przecież mówię: każdy, z kim rozmawiałam. Za to babcia...
- Nawet mi o niej nie wspominaj. Ponoć za dziewięć miesięcy oczekuje zaproszenia na chrzciny, wyobrażasz sobie?
- Powiedziała ci to prosto z mostu?
- Nie mnie. Zaczaiła się na tatę, kiedy zmierzał do toalety. Wyciągnęła go z kolejki i nie omieszkała oświadczyć, że ze względu na zbliżający się koniec jej żywota liczy na rychłe spotkanie z prawnukiem. Najlepiej płci męskiej, bo dziewczynki nie odziedziczą nazwiska i nie przedłużą rodu.
- Zapomniała, że nie nazywasz się już Janowska, tylko Kamińska?
- Tata wolał nie wdawać się w niepotrzebne dyskusje. Zwłaszcza że nie mógł się doczekać, aż opróżni pęcherz - wyjawiła Ada. - Babcia nie odpuściła żadnej z nas. Sarę przestrzegła, żeby czym prędzej zaciągnęła Oskara przed ołtarz, bo jako wdowie po policjancie będzie jej przysługiwała pokaźna emerytura. A jak ponoć wiadomo, stróże prawa prędzej niż później schodzą z tego łez padołu, zatem należy zabezpieczyć się na przyszłość.
- Gdyby tylko babcia Jadwiga poruszyła temat mojego zegara biologicznego, puściłabym jej uwagi mimo uszu - przyznała niepocieszona Jagna. - Ale co najmniej połowa gości podzielała opinię seniorki.
- Od kiedy przejmujesz się tym, co mówią inni? Gdybym ja miała brać sobie wszystko do serca, zastanawiałabym się, co jest ze mną nie tak, skoro jeszcze nie zaszłam w ciążę. Skarbie, ludzie gadali, gadają i będą gadać, nic na to nie poradzisz. Zignoruj ich oczekiwania wobec twojego życia. Przyjdzie odpowiedni czas i znajdziesz właściwego mężczyznę. Skoro mnie i Sarze się udało, dlaczego ty miałabyś zostać sama? I nie daj sobie wmówić, że masz się spieszyć albo co gorsza związać z kimś z rozsądku.
- Łatwo wam udzielać rad. Znalazłyście drugą połówkę, jesteście szczęśliwe i możecie snuć śmiałe plany na przyszłość. Ja zaś ciągle szukam i nic.
- Przestań więc szukać i zdaj się na los. On wie, co dla ciebie dobre.
Jagna podziękowała siostrze za wsparcie. Obiecała, że do końca imprezy postara się nie gnębić przykrymi myślami. Uspokojona tym zapewnieniem, Ada wróciła do męża, za którym zdążyła porządnie się stęsknić, bo odtąd nie opuszczała go już na krok.
Tymczasem Jagna wyjęła z torebki telefon. Zalogowała się na popularny portal randkowy, odszukała Aragorna i po chwili namysłu napisała: "Gdyby rzeczywistość była odzwierciedleniem stanu naszej duszy, dzisiaj musiałabym podzielić ją na pół. Z jednej strony cieszę się tym momentem, bo wiem, jak wiele znaczy dla bliskiej mi osoby. Z drugiej jednak pragnę czegoś podobnego dla siebie. Pewnie to egoistyczne podejście. Przecież jeszcze nic straconego, a ja mam wrażenie, jakby dla mnie było to całkowicie nieosiągalne".
Nim się rozmyśliła, wysłała wiadomość do tajemniczego mężczyzny. Zastanawiała się, czy znów ulegnie jego czarowi na tyle, by przegadać z nim przez komunikator pół nocy.