2
BITWA O NIEUWMARKT
Amsterdam, 1912 rok. Rodzina Brilleslijperów prawdopodobnie by nie istniała, gdyby bitwa o Nieuwmarkt skończyła się inaczej. To tam, na tym placu w amsterdamskiej dzielnicy żydowskiej, u stóp wiekowej bramy miasta De Waag Joseph Brilleslijper walczył o rękę Fijtje Gerritse.
Ich rodziny to dwa przeciwne bieguny: Joseph wywodzi się z wędrownej rodziny cyrkowej, mówiących w języku jidysz muzykantów, i chociaż jego ojciec jest teraz importerem owoców, dom Brilleslijperów przy ulicy Jodenbreestraat nadal znany jest z hucznych piątkowych wieczorów, podczas których wszyscy krewni razem muzykują i odgrywają przedstawienia.
Fijtje Gerritse pochodzi natomiast z rodziny pobożnych fryzyjskich Żydów, postawnych i gburowatych, o rudoblond włosach, wychowujących swoich sześcioro dzieci z żelazną dyscypliną pośrodku bezbożności amsterdamskiej ulicy Zeedijk, zamieszkiwanej przez robotników portowych, dziwki i marynarzy. Już od wczesnego dzieciństwa ich córka Fijtje pracuje tam w otwieranym wieczorem sklepie rodziców, stojąc na skrzynce za kasą, z trzema braćmi w roli wykidajłów u boku. Jest zakochana na zabój w skorym do śmiechu Josephie Brilleslijperze, ale jej rodzice nie chcą nawet o nim słyszeć: ladaco bez zawodu, przy każdej okazji uciekający, żeby odwiedzić dziadka w wędrownym cyrku.
Po tym, jak Joseph już kilka razy bezlitośnie zostaje pobity przez trzech braci Gerritse, a kiedy wreszcie przychodzi do domu rodziców Fijtje prosić o jej rękę, zostaje przez nich wyrzucony z budynku i ląduje twarzą na bruku, wie już, że ma jeszcze tylko jedno wyjście. Prosi słynnych niepokonanych olbrzymów z ulicy Zeedijk, aby zeszli ze swojego tronu, by mógł raz na zawsze udowodnić rodzinie Gerritse, ile jest wart. Razem ze starszym bratem Rubenem skrzykuje kilku przyjaciół z ulicy Jodenbreestraat i z ulicy Joden Houttuinen, między innymi Głupiego Öpie, chłopaka, który jeszcze nigdy nie wypowiedział ani jednego słowa, ale który jest tak silny, że nikt nie ośmiela się głośno o tym mówić, i ze ściśniętymi pięściami i zaciśniętymi szczękami ruszają w kierunku dawnej bramy miasta. Przed Halą Rybną na Nieuwmarkt dochodzi do spektakularnej walki na pieści i po raz pierwszy w swoim życiu bracia Gerritse zostają pokonani. Joseph wyciera krew z knykci, zabiera "swoją Fietje" ze sklepu jej rodziców i wprowadza się z nią do Rubena i jego żony. Niezależnie od tego, czy była to strategiczna przenikliwość, brutalna siła czy szczęście, zwycięstwo jest początkiem czułej relacji. 1 maja 1912 roku biorą ślub, a ojciec Josepha znajduje dla młodej pary domek w najbiedniejszej części dzielnicy żydowskiej. To tam przy ulicy Joden Houttuinen, na rogu Uilenburgersteeg, 13 grudnia 1912 roku przychodzi na świat ich pierwsze dziecko Rebekka "Lientje" Brilleslijper.
Rodzina jest biedna, ale szczęśliwa. Po kilku trudnych latach udaje im się z pomocą ojca Josepha, zwanego Dziadkiem Jaapem, przejąć sklepik przy ulicy Nieuwe Kerkstraat, nad którym zamieszkują razem z małą Lien. Fietje pracuje tam dniami i nocami, podczas gdy Joseph pomaga w hurtowni Dziadka Jaapa. Miną jeszcze cztery lata, zanim państwo Gerritse z ulicy Zeedijk, oddzielonej od nich zaledwie placem Waterlooplein i Nieuwmarkt, ale należącej jakby do innego świata, poszukają ponownie kontaktu z córką. Okazją są narodziny drugiej córki Fietje, której ta nadała imię po matce: Marianne - "Janny". Pięć lat później, w lecie 1921 roku, rodzi się w końcu długo oczekiwany syn, Jacob - "Japie" - i rodzina jest w komplecie.
Podczas gdy Joseph i Fietje pracują bez przerwy, żeby jakoś dotrwać do końca miesiąca, dzieci wychowuje dzielnica żydowska. Duże rodziny mieszkają w domkach wąskich jak kiszki, z miejscami do spania pod zlewozmywakami i przy ścianach w korytarzu, więc życie dzieci toczy się przede wszystkim na ulicy. Tuż za rogiem rodzinnego domu znajduje się teatr Carré, gdzie patrzą godzinami na tłumnie napływających, pięknie wystrojonych ludzi, przychodzących na rewię. Nieco dalej przy ulicy Jodenbreestraat znajduje się teatr Tip Top, ulubione miejsce spotkań, w którym lecą nieme filmy i występują znani artyści, jak Louis i Heintje Davidsowie. Wszyscy w okolicy się znają. Bracia pomagają utrzymywać rodziny, siostry - wychowywać dzieci, a na ulicach wokół domu unosi się zapach jedzenia. Od placu Waterlooplein aż do ulicy Jodenbreestraat stoją stragany pełne pieczonych kasztanów, świeżych ryb, ostrych przypraw i kwaszonych ogórków. Fietje co piątek, jak kilka innych kobiet w okolicy, przygotowuje duży garnek zupy dla biednych. W czasie I wojny światowej, kiedy w sklepie nagle zaczęło pojawiać się wielu belgijskich uchodźców, Fietje daje zatroskanym matkom zakupy za darmo. "Zapiszę to" - mówi tylko i odprawia je z uśmiechem ze sklepu. Co piątek wieczór rodzina Fietje i Josepha, tak jak i reszta rodziny Brilleslijperów, spotyka się w domu Dziadka Jaapa przy ulicy Jodenbreestraat. Jedzą wtedy rosół i przez cały wieczór muzykują i bawią się w teatr ze wszystkimi wujkami, ciociami, kuzynami i kuzynkami. To tradycja, którą Joseph po śmierci Dziadka Jaapa kontynuuje ze swoją rodziną.
I tak wczesna młodość trójki dzieci Brilleslijperów, Lien, Janny i Japiego, upływa w niezamożnym, ale bezpiecznym środowisku amsterdamskiej dzielnicy żydowskiej, w atmosferze pełnej miłości i muzyki. W połowie lat dwudziestych życie staje się jednak trudniejsze. Rośnie liczba bezrobotnych, rodziny nie mają co jeść i kiedy któregoś piątku Fietje idzie do sąsiadki, okazuje się, że jej tradycyjny garnek zupy dla biednych to duży garnek parującej wody. Dom, w którym znajduje się ich sklep i mieszkanie nad nim, sprzedano dużej firmie i rodzina musi przeprowadzić się do mieszkania przy ulicy Rapenburgerstraat. To zaledwie parę kroków od ich dawnego domu, ale Fietje straciła sklepik i trudno jej się z tym pogodzić. Joseph zarabia zbyt mało, żeby móc płacić za wynajem, i rodzina znów się przeprowadza, tym razem do dwóch małych pokoików na rogu ulicy Marnixstraat przy granicy dzielnicy Jordaan. Fietje i Joseph opuszczają razem domek każdego ranka przed świtem, żeby zarabiać pieniądze w hurtowni owoców i warzyw.
Dopiero kiedy w 1925 roku ku ich rozpaczy umiera Dziadek Jaap, sprawy przyjmują nieco inny obrót. Joseph z pomocą swojego brata Rubena przejmuje hurtownię i rodzina Brilleslijperów przeprowadza się do budynku przy ulicy Marnixstraat zamieszkanego przez licznych bliskich krewnych, gdzie zajmują pierwsze piętro, a Janny i Lien dostają wspólny piękny pokój. Jednak dziewczynkom bezpieczna dzielnica żydowska wydaje się bardzo daleko. Brakuje im dawnej okolicy, ludzi i amsterdamskiego jidysz z sepleniącym "s". Odcięte od dzielnicy żydowskiej po raz pierwszy rozumieją, dlaczego coraz liczniej napływający żydowscy uchodźcy z Rosji i Polski tłoczą się w malutkich domkach. W obrazie ulicy wokół Nieuwe Prinsengracht, w pobliżu ich starego sklepiku, gdzie wielu Żydów ze Wschodu kupowało zawsze u Fietje świeże ryby, stanowią zwartą społeczność mężczyzn z długimi pejsami, ubranych w czarne kaftany i kobiet w chustach na głowach.
Siostry trudno rozróżnić nie tylko ze względu na wygląd, są także nierozłączne i cieszą się wolnością, którą zapewnia im zaniedbanie ze strony kochających rodziców. Kiedy Joseph i Fietje wyruszają rano w ciemnościach na targ, a Japie jeszcze śpi, wyciągają rowery z szopy i pedałują pochylone do przodu wokół Stadionu Olimpijskiego, drogą Amstelveenseweg, a potem w prawo na IJsbaanpad. Przy drewnianym mostku nad torami do Aalsmeer zsiadają z rowerów. Most jest tak stromy i wysoki, że muszą wytężyć siły, żeby z wyprostowanymi rękami pchać rowery do góry, mając przy tym prawie zamknięte oczy, by tylko nie zobaczyć torów daleko pod sobą. A tam, gdzie rzeka Schinkel wpada do Nieuwe Meer, znajduje się na wysokich palach basen Schinkelbad, zbudowany z drewna, odkryty, pełen wody miejskiej. Spocone od jazdy na rowerze i końcowej wspinaczki, wskakują szybko do zimnej wody i zawsze pływają nieco za długo, tak że muszą się potem mocno spieszyć, żeby zaprowadzić Jaapa na czas do szkoły.
Janny i Lien wyrastają na dwie przepiękne dziewczyny. Są drobne i ciemne, mają proste nosy i wysokie kości policzkowe, brwi niczym lisie ogony i związaną tuż nad karkiem burzę czarnych włosów. Ich edukacja kończy się na szkole podstawowej. Ojciec i matka nie mają pieniędzy, żeby dalej posyłać je do szkoły, a poza tym potrzebują ich pomocy. To nic strasznego: siostry chętnie się uczą i uważnie obserwują świat wokół - Amsterdam oferuje im wszystko, czego potrzebują. Pomagają Fietje w zajmowaniu się domem, pracują całymi dniami jako szwaczki i opiekują się młodszym bratem. W miarę jak dorastają, różnica wieku między nimi wydaje się zmniejszać, ale różnica charakterów staje się coraz bardziej wyraźna. Lien jest spontaniczna i ekstrawertyczna, bezpretensjonalna z natury, tak jak jej ojciec, często chodzi z głową w chmurach. Janny jest rozsądna, czasem zdystansowana, ma żelazną wolę, tak jak jej matka.
Lien odkrywa w sobie talent muzyczny. Jako mała dziewczynka śpiewa w dziecięcym chórze i stoi z przodu na wieczorkach u Dziadka Jaapa. Jako nastolatka przez kilka lat pobiera lekcje w szkole tańca Florrie Rodrigo, żydowsko-portugalskiej tancerki, która stała się sławna dzięki występom w kabarecie Jeana-Louisa Pisuisse'a, a później jako tancerka ekspresjonistyczna w Berlinie. Po ucieczce z coraz bardziej antysemickich Niemiec zaczęła prowadzić szkołę tańca w dzielnicy żydowskiej w Amsterdamie. Josephowi nie podoba się frywolne hobby córki i zakazuje jej chodzenia do Florrie. Ale uparte geny Josepha są silniejsze niż jego autorytet: dzięki Florrie Lien trafia do choreografki Lili Green i około szesnastego roku życia zaczyna się u niej potajemnie uczyć. Lili jest pionierką w świecie tańca, tancerką unowocześniającą klasyczne techniki baletu, i widzi w tym zawodzie poważną przyszłość dla Lien. Dlatego w ciągu dnia Lientje pracuje jako szwaczka, wieczorem pędzi do studia Green przy ulicy Pieter Pauwstraat na lekcję, a w nocy prezentuje swoje umiejętności taneczne w klubach przy placu Rembrandtplein. Kiedy znów o świcie wraca do domu i trafia na czekającą na nią na schodach zatroskaną matkę, ta prowadzi ją szybko do jej pokoju, zanim zobaczy to Joseph.
Janny, młodsza z sióstr, wytrzymuje w szwalni zaledwie pół roku. Tak jak w czasach szkolnych, tak i teraz jest niecierpliwa i zbuntowana. Mówi o sobie, że jest wierząca, ale niereligijna. Dorastała w centrum dzielnicy żydowskiej, jednak nigdy nie była w synagodze. Pochodzi z rodziny sklepikarzy, ale zgłasza się do syjonistycznej organizacji młodzieżowej Ha-Szomer ha-Cair, do której należą przede wszystkim dzieci lekarzy i adwokatów. Gdy tylko dostrzega tam oznaki złego traktowania, buntuje się gwałtownie - zainspirowana historią jej dziadków Gerritse, którzy uznawali jej ojca za niegodnego poślubienia jej matki. Po nieudanej przygodzie w szwalni podejmuje się różnych prac i trafia do laboratorium, gdzie dzięki zarobionym pieniądzom może od czasu do czasu brać udział w różnych kursach. Janny uczy się tam trochę angielskiego, francuskiego i niemieckiego, a także kończy kurs pierwszej pomocy, co być może później uratuje życie jej i Lientje. Występuje z ruchu syjonistycznego, ponieważ uważa, że należy walczyć o lepsze życie dla wszystkich, a nie o utrzymywanie praw dla zamożnej warstwy społeczeństwa. Pochłaniają ją idee komunizmu, zagłębia się w pisma Marksa, w podstawy socjaldemokracji - ojciec i matka Brilleslijperowie czytają socjalistyczny dziennik "Het Volk" - i wdaje się w dyskusje z każdym i na każdy temat. Patrzy z ubolewaniem na wzrost liczby uciekających ze Wschodu Żydów i innych emigrantów w dzielnicy żydowskiej, chociaż mają coraz większe trudności z przekroczeniem granicy. Janny próbuje przekonać ojca o zagrożeniu, jakie niesie ze sobą brunatna ideologia: faszyzm. Joseph uważa, że nie będzie aż tak źle, ale Janny widzi realne zagrożenie w przymierzu Hitlera, Mussoliniego i Franco, i kiedy latem 1936 roku zaczyna się hiszpańska wojna domowa, jako dziewiętnastolatka zaczyna działać w podziemiu.
Janny zajmuje się przede wszystkim Międzynarodową Czerwoną Pomocą: wspiera holenderskich ochotników walczących w hiszpańskiej wojnie domowej. Jest członkinią komitetu Pomoc dla Hiszpanii i z tego powodu współpracuje z członkami komuny artystów przy Keizersgracht 522, których poznała dzięki Lien - dziennikarzem Mikiem van Gilse, fotografami Evą Besnyö i Carelem Blazerem oraz filmowcem Jorisem Ivensem. W Amsterdamie Janny zbiera pieniądze na środki opatrunkowe i inne potrzeby, szmugluje przez granicę karetkę pogotowia i pomaga w znalezieniu schronienia dla rosnącej liczby ludzi uciekających z Niemiec. Od nich słyszy opowieści o wzmożonej fali nienawiści w stosunku do Żydów i "bolszewików". Porażka Niemców w I wojnie światowej, krach na giełdzie Wall Street w 1929 roku przyczyniający się do światowego kryzysu i boleśnie uderzający w Niemcy oraz coraz bardziej otwarcie wyrażany antysemityzm - wszystko to prowadzi do przygniatającego zwycięstwa wyborczego Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników, NSDAP.
Także w Holandii sytuacja się pogarsza. Kryzys ekonomiczny wywołuje powszechne zubożenie, wzrasta bezrobocie, a premier Colijn uprawia żelazną politykę oszczędności. W domu Brilleslijperów też nie dzieje się dobrze: Joseph przeszedł kilka ciężkich operacji oczu i z trudnością wraca do zdrowia. Fietje i trójka dzieci utrzymują rodzinę do chwili, kiedy także matka zaczyna chorować i trafia do szpitala. Pod koniec tych burzliwych lat trzydziestych widać jeden jasny punkt: obie siostry spotykają mężczyzn, którzy odmieniają ich życie.
Lien mieszka już sama, przede wszystkim po to, by uniknąć gniewu ojca, któremu nie podoba się jej aktywność taneczna. Zatrzymuje się we wspólnocie artystycznej przy ulicy Bankastraat w Hadze, w barwnym towarzystwie studentów. Mają wspólną kuchnię, wspólne pieniądze na utrzymanie, a w korytarzu wisi tablica szkolna z nazwiskami mieszkańców, numerami pokoi i ogłoszeniami administracyjnymi. Kiedy Lientje leży przykuta do łóżka z powodu wstrząsu mózgu - przewróciła się w drodze na lekcję tańca - pewien nowy mieszkaniec przynosi jej bukiet samodzielnie zerwanych kwiatów. Jest oczarowana tym wysokim blondynem o niebieskich oczach i nieśmiałym uśmiechu. To Eberhard Rebling, niemiecki pianista koncertowy i muzykolog, który uciekł z kraju przed nacjonalizmem i mającym militarystyczne zapędy ojcem. Eberhard jest z kolei zafascynowany tą drobną, ciemną kobietą o ciętym języku. Teoretycznie trudno byłoby znaleźć większe przeciwieństwa, ale w rzeczywistości bardzo mocno się w sobie zakochują. Także muzycznie szybko tworzą duet: gdy tylko Lien znów staje na nogi, udziela lekcji tańca i występuje na scenie, a Eberhard akompaniuje jej na pianinie. Zaprzyjaźniają się z innymi studentami przychodzącymi do domu artystów i całymi wieczorami rozprawiają z nimi na temat niebezpiecznej sytuacji politycznej w sąsiednich krajach. Są tam młody lekarz Gerrit Kastein, grający na oboju Haakon Stotijn i jego żona Mieke oraz student ekonomii Bob Brandes z zamożnej haskiej rodziny architektów.
Kiedy latem 1938 roku Lien w związku z pracą w rewii wynajmuje tymczasowo pokój przy placu Leidseplein w Amsterdamie, jej cztery lata młodsza siostra wpada tam często po pracy, żeby coś zjeść. Pewnego wieczoru Janny przy okazji kolejnych odwiedzin poznaje u Lien Boba Brandesa, który droczy się z nią na temat jej przekonań politycznych - on jest członkiem zarządu Socjaldemokratycznego Związku Studentów i odbywa w Amsterdamie staż w komunistycznym wydawnictwie Pegasus. Podczas dyskusji Janny tak się denerwuje, że zaczyna rzucać poduszkami, żeby zamknąć usta temu mądrali. Ale kiedy kilka tygodni później dostaje klucz od pokoju Lien przy haskiej Bankastraat, bardzo szybko zaczyna z niego korzystać, żeby częściej spotykać Boba. "To chyba jakiś lewicowy burdel" - mruczy jeden ze współlokatorów, kiedy zostaje tam przypieczętowany kolejny związek.
Pani Brandes, matka Boba, zwietrzyła romans i dzwoni do Eberharda Reblinga, kulturalnego pianisty, który kiedyś dał koncert w ich pokoju frontowym, z prośbą o przemówienie do rozsądku swojemu przyjacielowi. Ta dziewczyna pochodzi z podejrzanego środowiska kupców i naprawdę nie jest odpowiednią partią dla ich syna. Eberhard wysłuchuje rozbawiony, po czym uspokaja panią Brandes, zapewniając, że rodzina Brilleslijperów wydała na świat z pewnością najmilsze, jakie można sobie wyobrazić, córki. W styczniu 1939 roku Bob zabiera Janny do kina w Hadze, po filmie idzie z nią do domu i już zostaje.
Rodzice Boba odmawiają wyrażenia zgody na ślub syna: oprócz społecznego statusu Janny także jej żydowskie pochodzenie wiąże się w tym czasie z ryzykiem. Chociaż ich postawa sprawia jej przykrość, idzie w ślady swoich przekornych rodziców: we wrześniu 1939 roku prawie dwudziestotrzyletnia Janny i dwudziestosześcioletni Bob wstępują w związek małżeński, wyruszając z domu rodzinnego Janny w Amsterdamie. Bez ojca i matki Boba, ale w obecności jego sióstr, między innymi Aleid, z którą Janny dobrze się dogaduje. Joseph przygotowuje dla wszystkich kanapki, Fietje wróciła już ze szpitala, a Janny z niedającym się nie zauważyć brzuchem staje się centrum uwagi. Z pewną przekorną radością Bob zamieszcza powiadomienie o ich ślubie w haskiej gazecie, w konsekwencji pani i pan Brandes całymi tygodniami zasypywani są życzeniami szczęścia od swojego dystyngowanego kręgu znajomych.
Miesiąc po ślubie, 10 października 1939 roku, rodzi się Robert Brandes, a Janny, Bob i niemowlę wprowadzają się do dwóch pokoi przy haskiej Bazarlaan, do panny Tonnie de Bruin sprzedającej swoje wdzięki przy ulicy Prinsenstraat - jednak to tajemnica poliszynela.
Młoda para żyje z głową w chmurach, ale tak długo się nie da. Z ostatniej pracy w hali fabrycznej przy maszynie do szycia Janny otrzymała niewielki zasiłek ciążowy, który błyskawicznie się jednak kończy. Bob przerywa studia i znajduje pracę jako urzędnik państwowy, a Janny zajmuje się małym Robbiem.
Rodzina szybko się powiększa: zimą 1939 roku przyjmują do domu pierwszego ukrywającego się. Alexander de Leeuw jest wybitnym adwokatem z Amsterdamu, członkiem zarządu Holenderskiej Partii Komunistycznej CPN i dyrektorem w wydawnictwie Pegasus, gdzie poznał Boba. De Leeuw jest znany ze swojego trudnego charakteru, ale także z zaciętej walki przeciwko faszyzmowi i cieszących się popularnością publikacji. Jako komunista i adwokat CPN stanowi cel w coraz bardziej nieprzyjaznym Amsterdamie. Trwająca latami polityka oszczędności kolejnych gabinetów premiera Colijna nie pomogła krajowi wyjść z kryzysu ekonomicznego, przeciwnie: wzrost jest prawie niewidoczny, a utrzymująca się bieda prowadzi do rosnących napięć. Setki tysięcy Żydów i socjalistów próbuje wydostać się z Niemiec i położonych dalej na wschodzie krajów, uciekając przed falą agresji, która rozpętała się po nocy kryształowej pod koniec 1938 roku, kiedy Żydzi byli linczowani na ulicy. W obawie przed Niemcami rząd holenderski zamknął granice dla uchodźców, którzy zostali uznani za "element niepożądany". Poza tym, jak rozumował Colijn, masowy napływ Żydów pogłębił tylko istniejący już w kraju antysemityzm. "Należy unikać wszystkiego, co prowadzi do wspierania stałego osiedlania się w naszym już tak gęsto zaludnionym kraju, ponieważ dalsze wkraczanie obcych elementów byłoby szkodliwe dla utrzymania charakteru niderlandzkiego rodu. Rząd zajmuje stanowisko, że zasadniczo nasze niewielkie terytorium powinno być zarezerwowane dla naszego narodu" - głosi oficjalne uzasadnienie ustawy budżetowej z 1938 roku.
Podatny grunt dla szukania kozła ofiarnego pojawia się także w Holandii, gdzie coraz bardziej otwarcie ujawnia się nienawiść. Zimą 1939 roku w różnych kinach stolicy pokazywana jest Olimpiada, film nakręcony na polecenie Hitlera przez Leni Riefenstahl i opowiadający o igrzyskach olimpijskich z 1936 roku w Berlinie - rozwlekłe egzaltowanie się wysportowanymi aryjskimi ciałami. Film przyciąga grupki wyrostków z NSB, a w mieście wybuchają bójki: członkowie NSB napadają na lewicowych i żydowskich nastolatków.
Adwokat de Leeuw nie czuje się bezpiecznie już nawet w swojej ulubionej kafejce Reynders przy placu Leidseplein i szuka miejsca, gdzie mógłby się zatrzymać. W haskim mieszkaniu Janny i Boba śpi na strychu i musi myć się cichutko w pokoiku dopiero co narodzonego Robbiego. Janny zauważa, jak bardzo zamknięty w sobie i skrępowany jest ukrywający się u nich Alexander. Kiedy jej siostra Lientje wchodzi pewnego ranka niezapowiedziana, a de Leeuw je śniadanie w salonie u Janny, gapią się na siebie wystraszeni. De Leeuw mruczy coś pod nosem, zbiera swoje rzeczy i umyka ze spuszczoną głową na strych. Lien unosi pytająco brwi, ale jej siostra wydyma demonstracyjnie usta i wzrusza ramionami, jakby nigdy wcześniej nie widziała tego mężczyzny.
Kiedy 10 maja 1940 roku o godzinie 3.55 niemieckie pociągi pancerne przekraczają holenderską granicę, a eskadry Luftwaffe wdzierają się w przestrzeń powietrzną, Janny nie jest zaskoczona. To dzień, w którym sieć się zaciska i pryska złudzenie holenderskiej neutralności. Proklamacja królowej Wilhelminy tego dnia brzmi następująco:
Po tym, jak nasz kraj przez tyle miesięcy z drobiazgową dokładnością stosował się do zachowania ścisłej neutralności i nie miał żadnych innych zamiarów, jak tylko stanowczo i konsekwentnie zachowywać takie stanowisko, minionej nocy niemieckie siły zbrojne bez jakiegokolwiek ostrzeżenia napadły nagle na nasze terytorium. Stało się to pomimo uroczystego zapewnienia, że neutralność naszego kraju będzie uszanowana tak długo, jak my będziemy jej przestrzegać.
Przez kilka pierwszych dni Janny i Bob żywią jeszcze nadzieję, że Anglicy przepędzą Niemców, ale nic takiego się nie dzieje. Z ich domku przy alei Bazarlaan mogą prawie dotknąć królewskich stajni pałacu Noordeinde, i kiedy 13 maja widzą odjeżdżający stamtąd konwój eleganckich samochodów, z całą mocą dociera do nich, że Holandia znalazła się pod okupacją. Tego wieczoru, gdy Robbi śpi, Janny i Bob omawiają sytuację. Pamiętają opowieści uchodźców ze wschodu Europy, traumy walczących w Hiszpanii i niedawny nieprzyjazny nastrój panujący w Holandii. Nie mają jednak żadnych wątpliwości: będą stawiać opór faszyzmowi. Nie mają też złudzeń, jeśli chodzi o możliwe konsekwencje, chociaż tak naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego, co ich może spotkać.
Kiedy kilka dni później podczas spaceru z synkiem w wózku Janny zostaje zaskoczona przez alarm przeciwlotniczy, pędzi haskimi ulicami w poszukiwaniu pomocy. Złowieszcze wycie wypełnia powietrze, krąży najpierw nisko i ciężko wokół niej, a następnie strzela w górę - podczas gdy strach ściska jej żołądek, a stopy biegną po płytach chodnika. Widzi znajomą fasadę, dzwoni do domu znajomych rodziny Brandesów, niejakich de Pres, i z trudem łapiąc oddech, pyta, czy mogłaby się u nich schronić. Z zawstydzeniem, ale zdecydowanie dają jej do zrozumienia, że ma sobie pójść.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki