Siostry pod wschodzącym słońcem - Heather Morris

Kup ebooka

37.50 zł
30.38 zł (30,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Sin­ga­purluty 1942

- Nie chcę je­chać! No­rah, pro­szę, zo­stańmy.

Płacz­liwe bła­ga­nia Eny Mur­ray zo­stają za­głu­szone przez krzyki ko­biet i dzieci, eks­plo­zje i huk ja­poń­skich my­śliw­ców. Ko­lejny po­cisk tra­fia w cel, a sta­tek alian­tów cu­mu­jący w por­cie roz­pada się na czę­ści.

John, mąż No­rah, i Ken Mur­ray, mąż Eny, ku­cają obok żon, za­sła­nia­jąc je przed desz­czem odłam­ków. Tkwie­nie w miej­scu w ni­czym im jed­nak nie po­może. Ken po­maga ko­bie­tom się pod­nieść, a John z tru­dem ła­pie od­dech i pró­buje utrzy­mać się na no­gach.

- Ena, mu­simy wsia­dać, i to już! - No­rah nie prze­staje na­ma­wiać sio­stry do wej­ścia na po­kład bry­tyj­skiego okrętu Vy­ner Bro­oke.

Ota­cza ich chaos, z któ­rego trzeba się jak naj­szyb­ciej wy­do­stać, zna­leźć schro­nie­nie. No­rah szybko ści­ska męża. Nie po­wi­nien jesz­cze wy­cho­dzić ze szpi­tala, jest słaby i ma dusz­no­ści, ale po­świę­ciłby resztki sił, żeby ochro­nić żonę i jej sio­strę.

- Ena, pro­szę, po­słu­chaj sio­stry - mówi Ken. - Ko­cha­nie, mu­sisz wy­je­chać, a ja po­jadę do two­ich ro­dzi­ców. Obie­cuję, że się nimi zajmę.

- To nasi ro­dzice - od­po­wiada No­rah - więc to my po­win­ny­śmy się nimi za­jąć.

- No­rah, twoja córka czeka tam na cie­bie - przy­po­mina Ken. - Ty i John mu­si­cie od­na­leźć Sally. Chciał­bym też, że­byś za­opie­ko­wała się Eną w za­stęp­stwie za mnie. - Ken do­brze wie, że tylko on może zo­stać w Sin­ga­pu­rze i za­jąć się te­ściami. John jest po­waż­nie chory, po­dob­nie jak Ja­mes, oj­ciec obu ko­biet, któ­rego stan nie po­zwala na po­dróż. Mar­ga­ret, matka No­rah i Eny, nie chce zo­sta­wiać męża sa­mego.

Gdzieś w po­bliżu wy­bu­cha ko­lejna bomba, wszy­scy rzu­cają się na zie­mię. Za sobą mają pło­nący Sin­ga­pur, przed nimi roz­po­ściera się mo­rze upstrzone wra­kami stat­ków i ło­dzi po­że­ra­nymi przez ogień.

- Jedź­cie, póki mo­że­cie. Sta­tek za­raz od­pły­nie, ina­czej nie wy­do­sta­nie się z portu. Mu­si­cie być na po­kła­dzie. - Ken stara się prze­krzy­czeć ha­łas. Cmoka No­rah w po­li­czek, ści­ska Johna za ra­mię i przy­ciąga do sie­bie Enę. Tuli ją mocno i ca­łuje po raz ostatni, po czym po­py­cha w kie­runku statku.

- Ko­cham cię - woła jego żona. Głos jej się za­ła­muje.

- Ucie­kaj­cie z tego pie­kła. Znajdź­cie Sally, Bar­barę i chłop­ców. Wkrótce do was do­łą­czę - krzy­czy Ken do od­da­la­ją­cej się ro­dziny.

No­rah, John i Ena wmie­szali się już w tłum pa­sa­że­rów i idą po­woli po tra­pie w kie­runku okrętu.

- Sally, mu­simy ją od­na­leźć - mam­ro­cze John, a nogi się pod nim ugi­nają. Żona i szwa­gierka pod­trzy­mują go i cią­gną za sobą.

No­rah nie wie, co po­wie­dzieć. Po­ty­ka­jąc się, zmie­rza ku prze­zna­cze­niu, a głowę wy­peł­nia jej płacz córki. "Nie chcę wy­jeż­dżać. Ma­mu­siu, pro­szę, po­zwól mi z tobą zo­stać". Za­le­d­wie kilka dni temu wsa­dziła ośmio­latkę na inny sta­tek.

"Wiem, ko­cha­nie - od­parła przy­mil­nym to­nem. - Gdyby była ja­ka­kol­wiek moż­li­wość, że zo­sta­niemy ra­zem, na pewno by­śmy zo­stały. Bądź dzielna dla mnie, po­jedź z cio­cią Bar­barą i ku­zy­nami. Na­wet się nie zo­rien­tu­jesz, a do­łą­czymy do was z ta­tu­siem. Kiedy tylko mu się po­lep­szy".

"Ale obie­ca­łaś, że mnie nie ode­ślesz. Obie­ca­łaś".

Sally stała obok niej, a łzy spły­wały po jej po­kry­tych czer­wo­nymi pla­mami po­licz­kach.

"Wiem, ale cza­sem ma­mu­sie i ta­tu­sio­wie mu­szą zła­mać ja­kąś obiet­nicę, żeby ich có­reczki były bez­pieczne. Obie­cuję..."

"Nie mów tak. Nie obie­cuj, skoro już wiem, że nie do­trzy­mu­jesz słowa".

"Sally, mo­żesz tu po­dejść i po­trzy­mać Jimmy'ego za rękę?" - wtrą­ciła ciotka Bar­bara. Była star­szą sio­strą No­rah i Eny. Zwra­cała się do sio­strze­nicy ła­god­nym to­nem. No­rah czuła się dzięki temu le­piej, wie­działa, że Sally bę­dzie bez­pieczna z ro­dziną.

- Ani razu się nie obej­rzała - szep­cze te­raz do sie­bie, z tru­dem prze­miesz­cza­jąc się do przodu. - Po pro­stu wsia­dła na sta­tek i znik­nęła.

Pa­sa­że­ro­wie ma­jący sto­sowne do­ku­menty prze­cho­dzą na od­gro­dzoną część przy­stani i zbi­jają się w grupki. Są wśród nich prze­ra­żeni do­ro­śli i za­wo­dzące dzieci. Wszy­scy ugi­nają się pod cię­ża­rem ba­gażu, który uznali za naj­istot­niej­szy.

Kilka pie­lę­gnia­rek słu­żą­cych w au­stra­lij­skiej ar­mii po­ka­zuje pa­piery urzęd­ni­kom, któ­rzy po­spiesz­nie wpusz­czają je za ogro­dze­nie. Stają z boku i przy­glą­dają się mi­ja­ją­cym je cy­wi­lom, aż wresz­cie w bra­mie po­ja­wiają się ko­lejne ko­biety w ta­kich sa­mych mun­du­rach. Ści­skają cze­ka­jące ko­le­żanki, jakby wi­tały dawno nie­wi­dziane przy­ja­ciółki. Wśród nowo przy­by­łych prze­py­cha się drobna osóbka.

- Vi­vian, Betty, chodź­cie tu - woła.

- Cześć, Betty, to Ne­sta!

Wszyst­kie trzy ser­decz­nie się obej­mują. To sio­stry Ne­sta Ja­mes, Betty Jef­frey i Vi­vian Bul­l­win­kel. Za­przy­jaź­niły się na Ma­la­jach, gdzie przed na­jaz­dem Ja­poń­czy­ków opie­ko­wały się żoł­nie­rzami alian­tów. Jak wszy­scy tu zgro­ma­dzeni, zo­stały zmu­szone do ucieczki z Sin­ga­puru.

- Cie­szę się, że znowu się spo­tka­ły­śmy - mówi Ne­sta, ura­do­wana wi­do­kiem przy­ja­ció­łek. - Nie by­łam pewna, czy nie pły­nę­ły­ście z wczo­raj­szą grupą.

- Betty była wpi­sana na wczo­raj, ale udało jej się znik­nąć, kiedy trzeba było wy­cho­dzić. Li­czy­ły­śmy na to, że nas nie ode­ślą, tyle jest tu jesz­cze pracy - do­daje Vi­vian.

- Sio­stra prze­ło­żona pró­bo­wała ich prze­ko­nać, żeby po­zwo­lili nam zo­stać. Jesz­cze nie je­ste­śmy na statku, więc może do­wódz­two osta­tecz­nie uzna, że warto zo­sta­wić nas w Sin­ga­pu­rze z cho­rymi, któ­rzy nie są w sta­nie po­dró­żo­wać - wy­ja­śnia Ne­sta.

- Za­czy­nają wpusz­czać lu­dzi na ło­dzie, zo­stało jej mało czasu - za­uważa Betty, zer­ka­jąc na sznur męż­czyzn, ko­biet i dzieci wsia­da­ją­cych do roz­huś­ta­nych łó­dek, które prze­wiozą ich na pa­ro­wiec. Bomby wciąż spa­dają, co wy­wo­łuje fale, które roz­bi­jają się o na­brzeże.

Ne­sta wbija wzrok w przy­stań.

- Zdaje się, że ko­muś trzeba po­móc. Za­raz wrócę.

- Po­trze­bu­je­cie po­mocy? - Ne­sta zwraca się do No­rah i Eny, które usi­łują spro­wa­dzić Johna po stro­mych schod­kach na jedną z ło­dzi. Jest już w po­ło­wie za­peł­niona, a pa­sa­że­ro­wie wy­glą­dają na prze­ra­żo­nych. Nie­któ­rzy pła­czą, inni ska­mie­nieli ze stra­chu. No­rah czuje czy­jąś dłoń na ra­mie­niu.

Od­wraca się i wi­dzi uśmiech­niętą twarz drob­nej ko­biety w mun­du­rze pie­lę­gniarki. Ko­bieta jest tak ni­ska i szczu­pła, że nie wy­gląda na ko­goś, kto po­tra­fiłby im po­móc, zwłasz­cza że za­równo No­rah, jak i jej mąż oraz sio­stra są dość wy­socy.

- Je­stem pie­lę­gniarką w ar­mii au­stra­lij­skiej, na­zy­wam się sio­stra Ne­sta Ja­mes. Mam wię­cej sił, niż się wy­daje, umiem zaj­mo­wać się pa­cjen­tami dużo cięż­szymi ode mnie, pro­szę się nie mar­twić.

- My­ślę, że so­bie po­ra­dzimy - stwier­dza No­rah. - Ale dzię­kuję.

- Może wsią­dzie pani na łódź, a ja i pani to­wa­rzyszka po­mo­żemy panu zejść. Pani go przej­mie już na po­kła­dzie. - Ne­sta jest uprzejma, ale sta­now­cza. - Był pan w szpi­talu? - zwraca się do Johna i uj­muje go pod ra­mię.

- Tak - od­po­wiada męż­czy­zna, po­zwa­la­jąc się pro­wa­dzić. - Ty­fus.

No­rah prze­cho­dzi na łódź, a Ena i Ne­sta prze­ka­zują jej Johna.

- Nie pły­nie pani z nami? - Ena pyta pie­lę­gniarkę.

- Je­stem z przy­ja­ciół­kami, po­pły­niemy na­stęp­nym kur­sem.

Ena roz­gląda się i do­strzega sporą grupę ko­biet w mun­du­rach.

Łódź po­woli od­pływa, a do uszu No­rah, Johna i Eny do­biega chór gło­sów z przy­stani. Pie­lę­gniarki stoją w kręgu, dum­nie wy­pro­sto­wane, obej­mują się za ra­miona i gło­śno śpie­wają, za­głu­sza­jąc w ten spo­sób wy­buch zbior­nika z pa­li­wem.

Nad­szedł już ten mo­ment, czas po­że­gnać się,

Mu­sisz już wy­pły­nąć, nie wolno ci zwle­kać.

Kiedy cię nie bę­dzie, wspo­mnij pro­szę mnie,

A gdy już po­wró­cisz, będę tu­taj cze­kać.

Sio­stra prze­ło­żona Olive Pas­chke za­uważa, że Ne­sta in­ten­syw­nie się w nią wpa­truje.

- Sio­stra Drum­mond wy­sto­so­wała ostat­nią prośbę do do­wódz­twa, by po­zwo­lili nam tu zo­stać i za­jąć się na­szymi pa­cjen­tami, ale po­rucz­nik po­wie­dział jej, że nasz wnio­sek zo­stał od­rzu­cony.

- Warto było spró­bo­wać, prawda? To nie w po­rządku zo­sta­wiać lu­dzi, któ­rzy naj­praw­do­po­dob­niej będą nas po­trze­bo­wać. Jak sio­stra prze­ło­żona to przy­jęła?

- W je­dyny moż­liwy spo­sób. Spoj­rzała na niego z dez­apro­batą - od­po­wiada sio­stra Pas­chke. - Gdyby po­wie­działa, co my­śli, mia­łaby kło­poty.

- Co ozna­cza, że nie zga­dza się z tą de­cy­zją, ale nie­chęt­nie ją ak­cep­tuje. Ni­czego in­nego bym się po niej nie spo­dzie­wała. - Ne­sta kręci głową.

- Chodź, za­wo­łajmy resztę. Chyba nikt oprócz nas już nie czeka.

Na po­kła­dzie pa­rowca Vy­ner Bro­oke sio­stra Vi­vian Bul­l­win­kel za­ba­wia swoje to­wa­rzyszki, dzie­ląc się cie­ka­wost­kami na te­mat okrętu.

- Na­zwano go na cześć trze­ciego ra­dży Sa­ra­waku, a nie­dawno do­dano do tej na­zwy skrót HMS, czyli Okręt Jego Wy­so­ko­ści, po­nie­waż prze­jęła go ma­ry­narka bry­tyj­ska. Ma miej­sce tylko dla dwu­na­stu pa­sa­że­rów, ale aż czter­dzie­stu sied­miu człon­ków za­łogi.

- Skąd to wiesz? - pyta Betty.

- By­łam na ko­la­cji z ra­dżą, nie pa­mię­tasz? Tak, wiem. Ja, stara, mała sio­stra Vi­vian Bul­l­win­kel z Bro­ken Hill, na ko­la­cji z ra­dżą. No ale nie sama, było tam sporo lu­dzi.

- Och, Bully, to ty­powe dla cie­bie, do­dać tę ostat­nią in­for­ma­cję. My wszyst­kie po­wie­dzia­ły­by­śmy tylko, że by­ły­śmy na ko­la­cji z ra­dżą - śmieje się Betty.

Kiedy ostat­nia pie­lę­gniarka wcho­dzi na po­kład, ka­pi­tan na­ka­zuje pod­nie­sie­nie ko­twicy. Przy­po­mina o za­cho­wa­niu ostroż­no­ści. Wie, że mu­szą się prze­do­stać przez ob­szar za­mi­no­wany przez Bry­tyj­czy­ków. Rów­nie nie­bez­pieczne są krą­żące nad nimi sa­mo­loty wroga.

Słońce za­cho­dzi, a pa­sa­że­ro­wie pa­trzą, jak Sin­ga­pur pło­nie. Bom­bar­do­wa­nie i ostrzał nie ustają. No­rah, John i Ena od­wra­cają się. Nie chcą słu­chać ka­ko­fo­nii dźwię­ków umie­ra­ją­cego mia­sta, wolą sku­pić uwagę na ckli­wej pio­sence pie­lę­gnia­rek. Po chwili nie sły­szą już ni­czego wię­cej poza śpie­wem.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki
Ty­tuł ory­gi­nału Si­sters Un­der the Ri­sing Sun
Prze­kład PAU­LINA SUR­NIAK
Wy­dawca KA­TA­RZYNA RUDZKA
Re­dak­torka pro­wa­dząca KA­RO­LINA WĄ­SOW­SKA
Re­dak­cja SAN­DRA TRELA
Ko­rekta KINGA KO­SIBA
Pro­jekt okładki LISA WHITE
Ad­ap­ta­cja pro­jektu okładki, opra­co­wa­nie ty­po­gra­ficzne ANNA POL
Pro­jekt mapy JAKE COOK
Ła­ma­nie, ko­rekta ANNA HEG­MAN
Ko­or­dy­na­torka pro­duk­cji PAU­LINA KU­REK
Par­ty­tury i zdję­cia No­rah Cham­bers oraz jej ro­dziny dzięki uprzej­mo­ści Se­ána Con­waya Zdję­cie Ne­sty Ja­mes i jej męża Ale­xan­dra Noya dzięki uprzej­mo­ści Ka­th­leen Da­vies i Brendy Pe­grum Zdję­cie na s. 347 (YMS 16139) dzięki uprzej­mo­ści Au­stra­lian Ma­nu­scripts Col­lec­tion, State Li­brary Vic­to­ria Zdję­cia na s. 347 (044480 i P01701.003) dzięki uprzej­mo­ści Au­stra­lian War Me­mo­rial
Si­sters Un­der the Ri­sing Sun Text co­py­ri­ght ? He­ather Mor­ris, 2023 Ori­gi­nally pu­bli­shed in the En­glish lan­gu­age in the UK by Bon­nier Zaf­fire, an im­print of Bon­nier Bo­oks UK Li­mi­ted, Lon­don The mo­ral ri­ghts of the au­thor have been as­ser­ted Co­py­ri­ght ? for the trans­la­tion by Pau­lina Sur­niak Co­py­ri­ght ? for the Po­lish edi­tion by Wy­daw­nic­two Mar­gi­nesy, War­szawa 2024
War­szawa 2024 Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-67996-01-3
Wy­daw­nic­two Mar­gi­nesy Sp. z o.o. ul. Mie­ro­sław­skiego 11A 01-527 War­szawa tel. 48 22 663 02 75 re­dak­cja@mar­gi­nesy.com.pl
www.mar­gi­nesy.com.pl
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.