Prolog
Julka
Nie tak miał wyglądać początek października. Właśnie miałam świętować rozpoczęcie nowego roku akademickiego. Drugi rok weterynarii. Studia, o których marzyłam od zawsze. Życie, które zaplanowałam, będąc małą dziewczynką, stało pod znakiem zapytania. Śmierć mojego brata mnie podłamała. Rodzice chcieli, abym wróciła w rodzinne strony, ale postanowiłam zostać w stolicy, do której tak parłam ze względu na mieszkającego tu niegdyś brata.
Wegetowałam na kanapie, jednym okiem oglądając jakiś durny program w telewizji. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Niechętnie podniosłam się ze swojej strefy komfortu, szybko ogarniając wzrokiem mieszkanie.
- Przydałoby się tu w końcu posprzątać - jęknęłam z żalem. - Cóż, najwyżej gość szybciej wyjdzie - dodałam, wzruszając ramionami.
Chwyciłam za klamkę i otworzyłam drzwi. W progu stał człowiek, którego w życiu bym się nie spodziewała. Człowiek, którego kiedyś bardzo kochałam i do którego pozostał jedynie sentyment. Wyłącznie dlatego, że był moim pierwszym.
- Czego chcesz? - rzuciłam, otulając się wełnianym swetrem.
- Przyszedłem sprawdzić, jak sobie radzisz - odparł tym swoim seksownym i ochrypłym głosem.
- Znowu? - zapytałam kpiąco.
Dwa lata temu, kiedy mój brat trafił do więzienia, też przyszedł sprawdzić, jak się trzymam.
- Jak widzisz, radzę sobie świetnie.
Wskazałam na mój brudny, poplamiony sosem, rozciągnięty dres. Moja fryzura i brak makijażu też były oznaką radzenia sobie z sytuacją.
- Jeśli to wszystko, chcę wrócić do swoich zajęć.
- Czyli do czego? - dopytał się, gdy chciałam zatrzasnąć mu drzwi przed nosem.
- A to już akurat nie jest twoja sprawa. Już nie - podkreśliłam wyraźnie.
Chwycił drzwi i uniemożliwił mi ich zamknięcie.
- Zaczekaj.
- Na co? Po co przyszedłeś?! - podniosłam głos zirytowana.
- Już mówiłem - wyjaśnił spokojnie, na co przewróciłam oczami.
- No i udzieliłam odpowiedzi. Przekonałeś się, że wyglądam jak kupka nieszczęścia, więc teraz wracaj do swojego poukładanego życia, a mnie zostaw w spokoju.
- Nie myśl, że jego śmierć mnie obeszła - ciągnął rozmowę, której ja za nic nie chciałam kontynuować.
Prychnęłam poirytowana.
- Posłuchaj, jesteś tchórzem. Cholernym tchórzem. Marcel umarł, to twoja odwaga nagle powróciła?
- Wiem, że to wtedy zjebałem. Wybacz mi.
Zaśmiałam się, jednocześnie kręcąc głową.
- Nie chcę cię znać, rozumiesz? Wynoś się i nigdy więcej nie wracaj.