Siostra diabła - Aldona Skrzypoń-Powroźnik

Kup ebooka

44.90 zł
35.92 zł (24,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Rozdział 36

Rozdział 37

Rozdział 38

Rozdział 39

Rozdział 40

Rozdział 41

Rozdział 42

Rozdział 43

Rozdział 44

Rozdział 45

Rozdział 46

Epilog

Prolog

Julka

Nie tak miał wyglądać początek października. Właśnie miałam świętować rozpoczęcie nowego roku akademickiego. Drugi rok weterynarii. Studia, o których marzyłam od zawsze. Życie, które zaplanowałam, będąc małą dziewczynką, stało pod znakiem zapytania. Śmierć mojego brata mnie podłamała. Rodzice chcieli, abym wróciła w rodzinne strony, ale postanowiłam zostać w stolicy, do której tak parłam ze względu na mieszkającego tu niegdyś brata.

Wegetowałam na kanapie, jednym okiem oglądając jakiś durny program w telewizji. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Niechętnie podniosłam się ze swojej strefy komfortu, szybko ogarniając wzrokiem mieszkanie.

- Przydałoby się tu w końcu posprzątać - jęknęłam z żalem. - Cóż, najwyżej gość szybciej wyjdzie - dodałam, wzruszając ramionami.

Chwyciłam za klamkę i otworzyłam drzwi. W progu stał człowiek, którego w życiu bym się nie spodziewała. Człowiek, którego kiedyś bardzo kochałam i do którego pozostał jedynie sentyment. Wyłącznie dlatego, że był moim pierwszym.

- Czego chcesz? - rzuciłam, otulając się wełnianym swetrem.

- Przyszedłem sprawdzić, jak sobie radzisz - odparł tym swoim seksownym i ochrypłym głosem.

- Znowu? - zapytałam kpiąco.

Dwa lata temu, kiedy mój brat trafił do więzienia, też przyszedł sprawdzić, jak się trzymam.

- Jak widzisz, radzę sobie świetnie.

Wskazałam na mój brudny, poplamiony sosem, rozciągnięty dres. Moja fryzura i brak makijażu też były oznaką radzenia sobie z sytuacją.

- Jeśli to wszystko, chcę wrócić do swoich zajęć.

- Czyli do czego? - dopytał się, gdy chciałam zatrzasnąć mu drzwi przed nosem.

- A to już akurat nie jest twoja sprawa. Już nie - podkreśliłam wyraźnie.

Chwycił drzwi i uniemożliwił mi ich zamknięcie.

- Zaczekaj.

- Na co? Po co przyszedłeś?! - podniosłam głos zirytowana.

- Już mówiłem - wyjaśnił spokojnie, na co przewróciłam oczami.

- No i udzieliłam odpowiedzi. Przekonałeś się, że wyglądam jak kupka nieszczęścia, więc teraz wracaj do swojego poukładanego życia, a mnie zostaw w spokoju.

- Nie myśl, że jego śmierć mnie obeszła - ciągnął rozmowę, której ja za nic nie chciałam kontynuować.

Prychnęłam poirytowana.

- Posłuchaj, jesteś tchórzem. Cholernym tchórzem. Marcel umarł, to twoja odwaga nagle powróciła?

- Wiem, że to wtedy zjebałem. Wybacz mi.

Zaśmiałam się, jednocześnie kręcąc głową.

- Nie chcę cię znać, rozumiesz? Wynoś się i nigdy więcej nie wracaj.