Siódme: nie kradnij - Tadeusz Czerniawski

Kup ebooka

50.48 zł
41.90 zł (50,48 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Są książki, które się czyta. Są też książki, które się rozpoznaje. "Siódme: nie kradnij" należy do tej drugiej kategorii. To nie jest wyłącznie powieść. To jest precyzyjnie skonstruowane studium języka, władzy, winy i psychicznego podporządkowania. To także dzieło bardzo literackie. Gęste od znaczeń. A przy tym zaskakująco przejrzyste formalnie.

Jako psycholog i prawnik czytam tę książkę z podwójnym zainteresowaniem. Z jednej strony dostrzegam w niej znakomitą obserwację mechanizmów wpływu. Z drugiej widzę niezwykle celne użycie dyskursu prawnego. Prawo nie służy tu wymiarowi sprawiedliwości. Służy dominacji. Medycyna nie służy diagnozie. Służy podporządkowaniu. Moralność nie służy sumieniu. Służy zawstydzeniu. To jest właśnie jedna z największych sił tej książki. Pokazuje, że przemoc nie musi krzyczeć. Może mówić spokojnie. Może siedzieć w skórzanym fotelu. Może mieć kieliszek wina obok dłoni. I może posługiwać się nienaganną logiką.

Autor znakomicie rozumie, że życie domowe bywa areną procesów psychologicznych o skali dużo większej niż codzienny konkret. Przedmiot wyrzucony do kosza nie jest tu tylko przedmiotem. Staje się znakiem. Staje się pretekstem. Staje się osią konfliktu, wokół której obraca się całe małżeństwo. W tym sensie każdy z szesnastu rozdziałów działa jak osobna sprawa sądowa. Ma materiał dowodowy. Ma przesłuchanie. Ma uzasadnienie. Ma wyrok. A jednak wszystkie razem tworzą jedną, konsekwentną opowieść o osaczaniu człowieka przez interpretację.

Najbardziej poruszający jest tu kontrast. Z jednej strony mamy sielski krajobraz podbydgoskiej wsi. Dom z ogrodem. Taras. Sad. Drewutnię. Ścieżki. Pory roku. Ptaki. Śnieg. Deszcz. Bez. Czereśnie. Odwilż. Wszystko to, co w polskiej imaginacji jest znakiem spokoju i ładu. Z drugiej strony mamy narastające napięcie psychiczne. W tym świecie ciepło domu nie daje bezpieczeństwa. Porządek nie daje ulgi. Codzienność nie uspokaja. Wręcz przeciwnie. To właśnie zwyczajność staje się narzędziem opresji. I właśnie dlatego książka działa tak mocno. Bo jej groza nie przychodzi z zewnątrz. Ona mieszka w kuchni, w łazience, w garażu i w szufladzie.

Postać Jolanty została poprowadzona z dużą wrażliwością. To bohaterka wiarygodna. Przeciążona. Pracowita. Uczciwa. Rozsądna. A zarazem coraz bardziej zapędzana w pułapkę cudzych definicji. Psychologia zna ten mechanizm bardzo dobrze. Człowiek poddawany systematycznemu podważaniu własnego osądu zaczyna tracić zaufanie do własnej percepcji. Zaczyna wierzyć, że źródło problemu jest w nim samym. Właśnie to dzieje się tu krok po kroku. W sposób niemal modelowy. I właśnie dlatego "Siódme: nie kradnij" można czytać jako przejmujące studium przemocy psychicznej opartej na racjonalizacji.

Równie udana jest postać Marka. To nie jest bohater jednowymiarowy. Nie jest prostym tyranem. Jest człowiekiem inteligentnym. Oczytanym. Chłodnym. Retorycznie sprawnym. Pociąga go system. Pociąga go klasyfikowanie. Pociąga go nadawanie rzeczom ostatecznych nazw. I właśnie przez to staje się tak literacko przekonujący. Czytelnik nie obcuje tu z brutalnością prymitywną. Obcuje z brutalnością ucywilizowaną. Z przemocą ubrana w argument. Z dominacją, która chce uchodzić za troskę. To bardzo dojrzały zabieg artystyczny.

Na osobne uznanie zasługuje kompozycja książki. Szesnaście rozdziałów opiera się na podobnym szkielecie, ale nie popada w monotonię. Przeciwnie. Powtarzalność pełni tu funkcję sensotwórczą. Każdy kolejny epizod wzmacnia w czytelniku świadomość, że nie chodzi o skarpetki, pudełka, żyletki czy paragony. Chodzi o władzę nad znaczeniem. Chodzi o prawo do określania, co jest ważne, a co nie. Chodzi o to, kto w domu ma monopol na interpretację rzeczywistości. To forma bardzo inteligentna. I bardzo konsekwentna.

Ta książka tworzy przy tym wyraźną, spójną całość z wcześniej ukazanymi na rynku tytułami: "A co byś zrobiła...", "Wyobraź sobie, że...", "A gdybyś wiedziała", "Dom kobiety", "Chcę być dobrą żoną" oraz "Ukarz mnie". Czytane osobno, książki te już budują mocny portret relacji opartych na nacisku, wyobrażeniu powinności i wewnętrznej tresurze emocji. Czytane razem, układają się w większy projekt literacki. W projekt, który bada granice posłuszeństwa. Granice kobiecej samokontroli. Granice języka, którym usprawiedliwia się nierówność. "Siódme: nie kradnij" nie jest zatem dodatkiem do tego cyklu. Jest jego logicznym i bardzo mocnym rozwinięciem.

Szczególnie cenne jest to, że autor nie poprzestaje na prostym moralizowaniu. Nie podsuwa tanich ocen. Nie upraszcza. Zamiast tego pokazuje proces. A proces, zarówno w psychologii, jak i w prawie, jest zawsze ważniejszy niż pojedynczy fakt. To, co w tej książce dzieje się między zdaniem a repliką, między oskarżeniem a samousprawiedliwieniem, między przedmiotem a jego interpretacją, stanowi jej najgłębszy wymiar. W tym sensie jest to książka wymagająca. Ale bardzo potrzebna. Bo uczy, że nie każda argumentacja jest prawdą. Nie każda konsekwencja jest sprawiedliwością. I nie każda poprawność logiczna jest moralnie niewinna.

Finał tej opowieści ma ciężar, na który czytelnik pracuje razem z bohaterką. I właśnie dlatego zostaje w pamięci. Nie zdradzając zbyt wiele, powiem tylko, że autor znakomicie rozumie dramaturgię opóźnionego przełomu. Wie, jak prowadzić napięcie. Wie, kiedy powtórzenie buduje beznadzieję. I wie, kiedy z tej beznadziei może narodzić się coś nowego. To umiejętność rzadka. I godna najwyższej uwagi.

Polecam tę książkę z pełnym przekonaniem. Jako psycholog widzę w niej ważne studium mechanizmów podporządkowania i odzyskiwania podmiotowości. Jako prawnik dostrzegam błyskotliwe, chwilami wręcz demaskatorskie użycie języka norm, obowiązków i sankcji. Jako czytelnik widzę po prostu bardzo dobrą literaturę. Uważną. Oryginalną. Konsekwentną. A zarazem głęboko niepokojącą.

"Siódme: nie kradnij" to książka, która nie daje się zredukować do fabuły. Trzeba ją czytać jako opowieść o rzeczach. O słowach. O domu. O ciele. O pamięci. O winie. I o tym, jak łatwo cudza interpretacja może stać się cudzym panowaniem. To książka ważna. I bardzo potrzebna.