Siłacze - Anka Tomczyk

Kup ebooka

6.06 zł
5.03 zł (5,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Zdobyć Nobla

Alicja już od wczesnego dzieciństwa wykazywała talent do matematyki. Jej pierwszą ulubioną zabawą było liczenie przyklejonych na suficie w pokoju, gwiazdek oraz stojących na półce obok łóżka, pluszowych misiów. Mama Alicji zapewnia, że jej córka pierwsze cyfry znała już w 2 roku życia. Oficjalnie jednak liczyć do 20 nauczyła się w wieku 3 lat, co potwierdza zachowane na pamiątkę, domowe nagranie na kasecie VHS. Na filmie maleńka słomianowłosa Ala, ubrana w różowe spodnie i biały sweterek, podchodząc do rzędu kolorowych baloników, przekuwa je szpileczką i przy akompaniamencie huku pękających ozdób oraz aplauzu zebranych wokół rodziców i dziadków, chwali się znajomością podstawowych liczb.

- Jed...eeen, dwaaa, tsziiii, ćteeeri, ..., osieeeem...naaaście, dziewięć...naaaście i dwaaaadzi... eścia - dziewczynka wyjąkawszy z trudem całą dwudziestkę, uśmiecha się słodko do kamery, po czym podbiega do filmującej ją mamy i prezentując cały garnitur swoich mleczaków, wymusza na niej koniec nagrania.

W domowym archiwum rodziców Alicji znajduje się jeszcze kilka innych kaset, które upamiętniają matematyczne upodobania oraz zdolności ich córki. Na kolejnych filmach widać 3-letnią Alę bawiącą się mini kasą fiskalną; 4-letnią Alę liczącą zielone imitacje dolarów z gry planszowej; 5-letnią Alę rozwiązującą matematyczny rebus oraz 6-letnią Alę obliczającą coś na kalkulatorze taty.

Na rok przed rozpoczęciem nauki w szkole podstawowej, Ala opanowała tabliczkę mnożenia do 100, a kiedy rozpoczęła naukę w pierwszej klasie potrafiła już wykonywać złożone działania na ułamkach. Wkrótce, bez niczyjej pomocy nauczyła się też obliczać w pamięci procenty i promile. Uczęszczając przez wiele lat na dodatkowe zajęcia z matematyki, kończąc podstawówkę znała już na wylot algebrę Boole'a oraz podstawowe pojęcia geometrii algebraicznej. Ze sprawdzianów z matematyki przez wszystkie lata szkolne dostawała wyłącznie szóstki, wygrywając w międzyczasie wszystkie szkolne konkursy oraz olimpiady poświęcone królowej nauk. Na maturze nie popełniwszy ani jednego błędu, uzyskała zaś niezwykle rzadko osiągany wynik, 100%.

Alicja lubiła liczyć i robiła to zawsze szybko, sprawnie oraz co najważniejsze, bezbłędnie. Choć nigdy nie zaniedbywała żadnego z działów matematyki, szczególnym upodobaniem darzyła sobie arytmetykę i algebrę. Nic więc dziwnego, że po ukończeniu studiów na kierunku finanse i rachunkowość, została księgową dużej i znanej, amerykańskiej firmy. Pochłonięta odtąd wypełnianiem tabelek w Excelu oraz sporządzaniem finansowych raportów dla swojego szefa, od lat powiela codzienną rutynę pracy, którą w eleganckim biznesowym stroju i nienagannym makijażu, rozpoczyna każdego dnia o godzinie ósmej i kończy równo o szesnastej.

Mało kto mógłby przewidzieć, że żyjąca od lat w świecie wielkich liczb, Alicja zechce kiedykolwiek chwycić za pióro i zajmie się literaturą. W szkole, z wypracowań na języku polskim nigdy nie dostała oceny wyższej niż naciągane 3-, a w mailach, pomimo komputerowej autokorekty, do dzisiaj zdarza się jej popełniać błędy ortograficzne. O interpunkcyjnych i stylistycznych nie wspominając. Alicja nie jest też pasjonatką czytania. Nosząc w pamięci traumatyczne wspomnienie długich godzin spędzonych nad obowiązkowymi w szkole, dziełami Sienkiewicza, Mickiewicza czy Żeromskiego, książek o objętości powyżej 200 stron unika jak ognia. Jeśli natomiast już zdecyduje się na jakąś lekturę, jej wybór pada zazwyczaj na romans albo mało wymagającą literaturę obyczajową. Niczym wzorcowy statystyczny Polak, który kupuje półtorej książki na rok, w przeciągu ostatnich 12 miesięcy Alicja zakupiła dwie pozycje. Jedną dla siebie, a drugą na prezent urodzinowy dla swojej młodszej siostry. Choć od tamtej pory minęło już kilka miesięcy, Alicja nie zdołała jeszcze doczytać, schowanej w szafce obok łóżka, powieści autorstwa popularnej polskiej pisarki. Utknęła na 52 stronie i za nic nie może ruszyć dalej. Być może powodem tego zastoju jest fakt, że mimo braku szczególnego zainteresowania czytaniem, Alicja od sześciu lat zajmuje się tworzeniem własnych powieści i to właśnie ich pisaniu poświęca swój niemal cały wolny czas.

Skąd pomysł na chwycenie za pióro? Wszystko zaczęło się od snu, który nawiedził ją pewnej gorącej, sierpniowej nocy. Za oknem apartamentu na dziesiątym piętrze nowoczesnego warszawskiego wieżowca, przetaczały się właśnie burzowe chmury. Rozjaśniające ciemne niebo, błyskawice oraz dudniące grzmoty nie budziły jednak śpiącej niczym kamień, Alicji. Targana emocjami sennych marzeń, spocona i na wpół przykryta satynową pościelą w kolorze écru, w mgle nocnych złudzeń znajdowała się bowiem na uroczystej gali rozdania Nagród Nobla. Siedząc wśród nieznanych jej znikąd, wystrojonych w wieczorowe suknie oraz fraki, przejętych i podekscytowanych osób, początkowo nie rozumiała o co chodzi. Nagle jednak, ujrzała samą siebie w gronie nagrodzonych literatów. Niczym na jawie, ubrana w powłóczystą czarną suknię, z upiętymi w wysoki kok włosami, znalazła się tuż obok uśmiechniętego od ucha do ucha Czesława Miłosza i zażenowanej nieco Wisławy Szymborskiej. Spoglądając raz po raz, to w stronę króla Szwecji, to w stronę jego małżonki, trzymała w jednej ręce wykonany z 18-karatowego złota noblowski medal, a w drugiej podpisany jej imieniem i nazwiskiem dyplom. Kiedy zaś otworzyła usta, by wygłosić mowę noblowską, piękny sen nieoczekiwanie dobiegł końca. Alicja przebudziła się i siadając na łóżku z dezorientacją w oczach, zaczęła szukać po omacku swojej nagrody, którą zdawało się, położyła na komodzie, tuż obok łóżka. Mrużąc oczy od oślepiającego błysku oddalających się powoli na północ błyskawic, na blacie komody dostrzegła jednak jedynie wolno tykający zegarek, który wskazując właśnie godzinę 3:16 szybko pozbawił ją złudzeń. W tamtej chwili, Alicja uświadomiła sobie dwie rzeczy.

Po pierwsze, nie była laureatką Nagrody Nobla.

Po drugie, sen musiał być jakimś znakiem.

- A jeśli był proroczy? - szepnęła, załamana faktem, że zawsze przekładała wartość liczb nad siłę słów. - Może to właśnie kariera literacka była mi pisana? - nurtujące pytanie zawisło w półmroku nocy. - Że też nigdy nie interesowałam się literaturą! - Alicja aż westchnęła z żalem, po czym porażona własną ignorancją w tej dziedzinie, opadła na miękkie poduszki.

Przez resztę nocy, przewracając się z boku na bok i nie mogąc już zmrużyć oczu, doczekawszy dźwięku budzika, który oznajmiał każdego dnia godzinę 6.30, wstała z łóżka i z pewnością siebie, postanowiła:

- Od dzisiaj zacznę pisać!

Jak powiedziała, tak też zrobiła.

Zaopatrzywszy się jeszcze tego samego dnia w kilka podręczników dla początkujących pisarzy, wyciągnąwszy z nieodkurzanych od dawna szuflad, stare słowniki, a także przeczytawszy internetowe porady dla zaczynających przygodę z pisaniem, Alicja zamówiła wygodne, obrotowe krzesło z wyściełanym brązową skórą, oparciem pod łokcie i otworzywszy laptopa, zaczęła wkrótce tworzyć.

Pierwszego dnia, zaraz po powrocie z pracy, napisała zaledwie pięć lichych zdań. Dwa z nich poświęciła barwnym i niezwykle rozbudowanym opisom przyrody Francji, gdzie postanowiła umieścić akcję swojej debiutanckiej powieści. Trzy kolejne stworzone pod przymusem, sentencje poświęciła zaś fizjonomii boskiej Etiennette, która ze swoimi figlarnymi oczętami w kolorze fiołków i niesfornie zawijającymi się loczkami wokół zarumienionej lekkim pąsem twarzyczki, w przyszłości miała zostać główną bohaterką całej serii powieści obyczajowych Alicji. Zanim jednak przyszła noblistka ukończyła pierwszą z nich, w wiszącym nad jej wielkim biurkiem kalendarzu upłynęły całe trzy długie lata.

Mozolne godziny, spędzane przed ekranem z migającym kursorem, wokół którego czaiła się biała otchłań pustej strony, doprowadzały Alicję do szaleństwa. Miotając się pomiędzy oknem w swym wytapetowanym na zielono gabinecie a kuchnią z optymistycznie żółtymi ścianami, w której każdego wieczora zaparzała kolejne filiżanki kawy, raczkująca pisarka uparcie, choć często bezskutecznie, szukała natchnienia oraz silnej woli. Walcząc z brakiem weny, wyraźnie znużona siadała jednak przy swym masywnym, dębowym biurku każdego dnia i systematycznie zmuszając się do napisania chociażby krótkiego akapitu, powoli przybliżała się do spełnienia swego marzenia. Bo w międzyczasie Alicja naprawdę zaczęła marzyć o karierze pisarki. Chcąc zwiększyć swoje szanse, w tym celu zaczęła nawet uczęszczać na różnego rodzaju kursy twórczego pisania oraz spotkania ze znanymi autorami bestsellerowych książek, od których miała nadzieję nauczyć się czegoś wartościowego.