Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią
Brzmi to dla mnie jak zaproszenie Jezusa, skierowane do każdego człowieka, do nawiązania żywej z Nim relacji. Zbawiciel zwraca uwagę na nasze grzeszne życie. Życie pozbawione Boga, oparte na własnych pragnieniach, egoizmie i własnej sprawiedliwości. Jezus nie tylko mówi o tych, którzy stoją pod krzyżem w chwili Jego ukrzyżowania, ale mówi tu też o mnie i o tobie. Dopóki nie poznasz Go, nie zatrzymasz się, by spojrzeć na Niego, zaufać oraz oddać Mu swoje życie, krzyżujesz Go każdego dnia. On z kolei woła do Ojca, aby ci przebaczył, bo nie wiesz, co czynisz. Jak wielu ludzi wokół nas nie wie, co czyni, odrzucając Jezusa, nazywając Ewangelię bajką czy średniowieczną ideą życia?
Jezus pokazuje swoją wielką miłość. Jego słowa są wyrazem poszukiwania tych, którzy nie słyszeli jeszcze dobrej nowiny o zbawieniu. Są zaproszeniem, aby przyjść pod krzyż, uwierzyć i powtórzyć za setnikiem, który stał pod krzyżem, widział wszystko, co się wydarzyło na niebie, na ziemi, a przede wszystkim na Golgocie: "Istotnie, człowiek ten był sprawiedliwy." (Łk 23,47) oraz: "Prawdziwie, Ten był Synem Bożym." (Mt 27,54; Mk 15,39). Setnik widział twarz Jezusa oraz Jego oczy i zrozumiał, że On zaprasza nas do spotkania się z Ewangelią, z Jego przebaczeniem. To zburzyło jego dotychczasową wiarę w bóstwa, zniszczyło schematy, którymi do tej chwili operował. Słowa te spowodowały, że zapłakał nad swoim losem. Był oprawcą Jezusa, a jednak zrozumiał, co znaczy Boża miłość i przebaczenie, choć mogło się wydawać, że kto jak kto, ale właśnie on nie jest tego przebaczenia godzien. On, żołnierz, doznał objawienia. I pomimo sytuacji, w jakiej się znajdował, przyjął Jezusa.
To pokazuje mi, jak wielkie są te słowa, zapraszające nas do życia z Jezusem, który czeka, aby człowiek zaufał Mu i przyjął nowe życie.
Pewien mój znajomy z dawnych lat, z którym będąc w szkole średniej, rozmawiałem często o Bogu, ale nigdy nie zobaczyłem przemiany jego życia na skutek tych rozmów, po dziesięciu latach zadzwonił do mnie powiedzieć, że miał sen, w którym woła do mnie o ratunek. Natychmiast spotkałem się z nim, poczułem bowiem, że to jest czas na rozmowę o Ratunku. Opowiedziałem mu o tym, jak Bóg chce przebaczyć ludziom nawet najgorsze przewinienia. Dlaczego? Bo nie wiedzą, co czynią. Trudno mu było przyjąć, że jakiś łajdak - zabijający ludzi czy znieważający rodzinę - może doznać przemiany i otrzymać życie wieczne tylko dlatego, że przyjął Boże przebaczenie. Nie mieściło mu się w głowie, że ten ktoś, wyrządzający tyle zła, miałby tę samą szansę co on, dobrze postępujący. Nasza rozmowa nie zakończyła się jego nawróceniem. Stwierdził tylko, że takie postawienie sprawy będzie musiał trawić kilka dobrych lat, aby je przyjąć.
Po ludzku widzimy, że to jest niesprawiedliwe. Po ludzku Ewangelia wyglądałaby inaczej. I przez wieki chciano ją taką uczynić, wmawiając nam, że to nasze uczynki zdecydują, czy pójdziemy do nieba, czy też nie. Ale nie tak brzmi Ewangelia. Brzmi ona jakże nieludzko, odmiennie:
Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił. Jesteś-my bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (Ef 2,8-10).
Być może już jakiś czas żyjesz świadom Jezusa w twoim życiu. Może przeżyłeś to, co nazywa się Nowym Narodzeniem. Ale widzisz, Jezus zaprasza cię pod krzyż każdego dnia - abyś przypominał sobie, że jeśli przyjąłeś Jego przebaczenie, to nie jest to jednorazowa czynność, ale przebaczenie stale się w tobie odnawia. Nie pozwól się potępić za to, co zrobiłeś wczoraj. Diabeł tylko czeka na twoje potknięcie, aby przyjść do ciebie z kłamstwem - że Bóg już nie będzie chciał spotkać się z takim synem czy córką, którzy przyjęli przebaczenie i je zmarnowali. Jezus za każdym razem zaprasza cię, abyś przyszedł do Tego, który jest źródłem tego przebaczenia. Jego słowa muszą być w tobie silniejsze niż słowa diabła czy twojego własnego sumienia.
Zrozum mnie dobrze, nie piszę o tym, byś mógł czynić złe rzeczy w oczach Boga i przychodzić bez skruchy przed Jego oblicze, arogancko śmiejąc się z Jego przebaczenia. Nie! Absolutnie nie! Wierzę jednak, że kiedy zrozumiesz, czym jest Boże przebaczenie, przyjmiesz je. Nie dasz go sobie odebrać, nawet gdy popełnisz błąd. A przede wszystkim będziesz chciał przebywać w obecności Pana - a to nigdy nie zachęci cię do życia w grzechu. Sam będziesz chciał być takim, jakim Bóg chce, abyś był.
Ja także przyszedłem w swoim życiu pod krzyż i zobaczyłem, jak bardzo Jezus mnie pokochał. Przychodzę tam każdego dnia, czekając na Jego odświeżające słowa. Szczególnie kiedy popełnię błąd, muszę wtedy mieć tylko jeden cel - przyjść do Jezusa i porozmawiać z Nim o tym. Wiem, że On mnie przyjmie, przytuli, ogarnie swoją miłością i w tej miłości pokaże, jak mam naprawić swój grzech. Niejednokrotnie Jezus pokazuje w takich chwilach zupełnie inne sprawy z mojego życia, które chce razem ze mną zmienić. Czasem tego nie rozumiem. A później okazuje się, że to właśnie one były źródłem mojego upadku czy błędu.
Pamiętam, kiedy przyszedłem do Boga właśnie w takiej chwili bezradności, niemożności zapanowania nad swoim życiem. Stanąłem i zapytałem: "Boże, co mam zrobić, aby mieć czyste serce?". Jakże zdumiewające było dla mnie to, co On wtedy zrobił. Pokazał mi mnie samego - takiego ubrudzonego, zmęczonego, słabego. Gdybym miał potraktować siebie w ludzki sposób, zostałbym odrzucony lub co najmniej źle potraktowany, bo przecież... zasłużyłem sobie. Ilu ludzi ja z tego powodu odrzuciłem! I tego właśnie się spodziewałem: odrzucenia i skarcenia. Co więc mogłem zrobić? Czego chciał ode mnie Bóg? On powiedział mi: "Uwielbiaj mnie, mów do mnie, przebywaj ze mną, wtedy ten brud z ciebie spadnie i doświadczysz odświeżenia...". Zobaczyłem, jak samo przebywanie z Nim mnie oczyszcza i podnosi - tak jak żadna inna forma resocjalizacji nie potrafiłaby tego uczynić.
Co? Tylko tyle? Nasza sprawiedliwość woła: "A co z karą?!". Bóg wskazuje wówczas na Jezusa i Jego ofiarę na krzyżu. Kiedy Jego życie zostało oddane za mnie, Jego krew spowodowała, że moje oczyszczenie nie następuje dlatego, że zrobię coś naprawiającego, ale dlatego, że z Nim przebywam. To wtedy chęć zmiany postępowania jest stokrotnie mocniejsza niż zmiana podyktowana zakazami i nakazami.
Sytuacja, którą wspominam, to nie było moje nawrócenie, ale doświadczenie człowieka, który już od ponad dwudziestu lat chodzi z Bogiem. Wiem, że każdego z nas spotykają takie chwile, gdzie musimy poznać, jak wielka jest Boża miłość. On chce objawiać ją ciągle na nowo i w głębszy sposób - w naszym życiu z Nim.
Te słowa są dla ciebie, jeśli nie podjąłeś decyzji zaufania Bogu. I towarzyszą ci przez całe twoje życie, abyś mógł z nich korzystać w każdej chwili. Jezus zaprasza cię do nowego życia. Ale czy zdecydujesz się przyjąć tę ofertę? Czy odważysz się odpowiedzieć na zaproszenie, którego po ludzku nie jesteś godny? A jednak Bóg kieruje je do ciebie!