Tysiąc lat przed narodzinami naszego Pana tworzył jeden z najwspanialszych poetów świata: przesławny Homer, Grek1. Przypisuje mu się dwa wielkie eposy: Iliadę i Odyseję. Bohaterem Iliady nie jest Achilles, ale Hektor, przywódca wrogich Trojan, którego Achilles pokonał i zabił. Epos kończy się gloryfikacją nie Achillesa, lecz pokonanego Hektora.
Odyseja nie ma bohatera - Odyseusza - lecz bohaterkę: Penelopę, która dochowuje Odyseuszowi wierności przez długie lata jego tułaczki. Pod naciskiem zalotników Penelopa obiecała, że pomyśli o powtórnym zamążpójściu, kiedy ukończy kunsztowną tkaninę, nad którą pracuje przy krosnach. Co noc jednak pruje to, co za dnia utkała, i tak pozostaje wierna mężowi aż do jego powrotu. Jak mówi, zesłano jej "nad miarę cierpień [...], więcej niż wszystkim kobietom"2. Los Penelopy trafnie oddają słowa Szekspira: "Boleść zasiada w mojej duszy jak na tronie. Niechaj królowie przyjdą i złożą jej pokłon"3.
Przez tysiąc lat przed narodzinami naszego Pana pogański świat starożytny rozbrzmiewał tymi dwiema opowieściami poety, który rzucił historii niezwykłe wyzwanie: gloryfikacji pokonanego mężczyzny i pochwały zbolałej niewiasty. W jaki sposób - zastanawiano się w następnych stuleciach - można odnieść zwycięstwo w przegranej lub być wspaniałym w boleści? A odpowiedź nadeszła wraz z pojawieniem się Kogoś, kto okazał się wspaniały w porażce: Chrystusa na krzyżu, i kogoś wielkiego w boleści: Maryi pod krzyżem Syna.
To ciekawe, że nasz Pan przemówił na Kalwarii siedem razy, a Ewangelie przedstawiają siedem wypowiedzi Jego Matki. Ostatnią wypowiedź Maryi znajdujemy w opisie wesela w Kanie Galilejskiej, kiedy Jej Syn rozpoczynał publiczną działalność. Skoro wzeszło słońce, księżyc nie musiał już dłużej świecić. Skoro przemówiło Słowo, nie było już potrzeby słów.
Święty Łukasz zapisuje pięć spośród siedmiu wypowiedzi Maryi, o których mógł się dowiedzieć tylko od Niej. Święty Jan przekazuje nam pozostałe dwie. Można się zastanawiać, czy słuchając każdego z siedmiu słów wypowiadanych przez Jezusa, Matka u stóp krzyża nie myślała kolejno o swoich siedmiu słowach. I taki właśnie będzie temat naszych rozważań: siedem słów naszego Pana na krzyżu i siedem słów z życia Maryi.
Mężczyźni nie radzą sobie ze słabością. W pewnym sensie to oni są słabszą płcią. Nic tak nie wyprowadza mężczyzny z równowagi jak kobiece łzy. Dlatego mężczyźni potrzebują siły i wsparcia kobiet, które nie załamują się w kryzysowej sytuacji. Potrzebują kogoś, kto nie ugnie się pod brzemieniem nieszczęścia, ale będzie stał tak, jak stała Maryja u stóp krzyża. Jan tam był, widział stojącą Maryję i opisał to w swojej Ewangelii.
Kiedy ludzie, którzy w niczym nie zawinili, doznają niesprawiedliwości ze strony niegodziwych sędziów, ich ostatnie słowa brzmią zwykle: "Jestem niewinny" lub "Nie ma sprawiedliwości!". Tu jednak po raz pierwszy świat ma przed sobą Kogoś, kto nie prosi o wybaczenie Mu grzechów, ponieważ jest Bogiem, ani nie zapewnia o swojej niewinności, bo ludzie nie są sędziami Boga. Wstawia się natomiast za tymi, którzy Go zabijają: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23, 34).
Maryja pod krzyżem słyszała, jak Jej Syn wypowiada pierwsze słowo. Zastanawiam się, czy nie wspominała wtedy swojego pierwszego słowa, w którym użyła podobnego wyrażenia4. Było to podczas Zwiastowania, gdy na ziemię po raz pierwszy od stuleci dotarła dobra nowina. Anioł zwiastował Maryi, że stanie się Matką Boga:
Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? (Łk 1, 31 - 34).