Siedem skór Esther Wilding - Holly Ringland

Kup ebooka

51.90 zł
42.04 zł (41,52 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Nawigacja

Spis treści

Karta redakcyjna Dedykacja Motto Skóra pierwsza: Śmierć 1

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

4 5 7 9 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20

Od autorki

Marzyłam, chodziłam, biegałam i pisałam tę powieść na ziemi ludu Yugambeh. Uznaję prawo do ziemi pierwotnych rodzin regionu Yugambeh w południowo-wschodnim Queensland, w tym rodzin Kombumerri, Mununjali, Wangerriburra i innych. Oddaję cześć ich Starszym i wszystkim Ludom Pierwszych Narodów. Australia zawsze była i zawsze będzie ziemią Aborygenów.

Miejscem akcji tej historii jest Lutruwita/Tasmania, Kopenhaga i Wyspy Owcze. W kwestiach związanych z palawa kani, językiem ludu Pakana (Aborygenów Tasmańskich) miałam zaszczyt współpracować z Zoe Rimmer i Theresą Sainty. Język palawa kani nie ma wielkich liter, mimo to, za pozwoleniem, posługiwałam się nimi w tekście dla większej przejrzystości. Jeśli chcesz zdobyć więcej informacji o palawa kani, skontaktuj się, proszę, z Tasmanian Aboriginal Centre. Zoe Rimmer i Emma Robertson pomogły mi wykorzystać postaci i rytuały ludu Pakana. Nieocenionym i ogromnym wsparciem i miłością posłużył mi także Caleb Nichols-Mansell. Dziękuję Jamiemu Grahamowi-Blairowi oraz Emmie Lee za podzielenie się ze mną wiedzą o kulturze i historiach, co uczynili podczas produkcji odcinka Back to Nature dotyczącego Lutruwity.

O pradawnej praktyce kanalaritja, nizania muszelek, dowiedziałam się po raz pierwszy na wystawie Water w Queensland Art Gallery and Gallery of Modern Art w 2020 roku. Rytuał kanalaritja jest praktykowany po dziś dzień w niezmienionym kształcie. Pierwszy okaz kanalaritja widziałam u Loli Greeno. Od tamtej chwili, również podczas pisania tej powieści, podziwiałam kanalaritja wykonane przez Vicki-Laine Green, Jeanette James, Patsy Cameron, Lillian Wheatley, Annette Day, Ashlee Murray i Emmę Robertson.

Za inspirację do pomysłu selkowego drzewa Aury posłużył mi folklor z Europy Wschodniej, którym podzieliła się ze mną Aimee Fairman - sama poznała go dzięki swojej babci.

Erin, ciocia Esther, dostała imię po Erin Montgomery, która szczodrze licytując na aukcji Authors for Fireys, zapewniła sobie prawo do utrwalenia imienia w mojej drugiej powieści. Salt Bay i Calliope nie ma na Lutruwicie, istnieją jednak takie miejsca na wschodnim i zachodnim wybrzeżu. Na mapie Lutruwity nie znajdziecie nazwy Salt Bay ani Calliope, ale na wschodnim i zachodnim wybrzeżu wyspy istnieją miejsca odpowiadające ich opisowi.

Kilka miejsc, które odwiedza Esther Wilding w Kopenhadze, również powstało w mojej wyobraźni. A dokładnie - Tattoo Stjerne wzorowałam na Tattoo Ole znajdującym się w Nyhavn. Uważa się, że to najstarsze studio tatuażu na Zachodzie.

Helena Nyblom to dziewiętnastowieczna skandynawska pisarka. Prawdziwymi artystami są także John Bauer i Charles Folkard tworzący w dziewiętnastym i dwudziestym wieku. Również Hilma af Klint jest postacią rzeczywistą. Więcej informacji na ich temat znajdziecie na mojej stronie www.hollyringland.com - są tam także trzy baśnie Heleny, które wykorzystałam w swojej powieści.

.

Kości kobiet napełniają się banieczkami powietrza, z wiekiem są coraz lżejsze, jak kości ptaków. Ta lekkość umożliwia latanie.

JULIA BAIRD, PHOSPHORESCENCE

.

Esther jechała drogą wzdłuż wybrzeża, zatrzymała się przy kępie eukaliptusów, nieopodal siedmiu głazów w zatoce. Był marzec, "złote pomiędzy". "Wtedy właśnie oddzielający światy welon staje się cieniuteńki i możliwe jest wszystko, o czym sobie zamarzysz".

Wysiadła z pikapa. Głęboko oddychała słonym popołudniowym powietrzem. Zatrzasnęła drzwi i ruszyła na plażę. Usiadła, zdjęła buty i skarpetki, zanurzyła palce w drobnym, białym piasku. Patrzyła na jaskrawopomarańczowe porosty i glony na skałach. Na turkus oceanu. Brązowe plechy brunatnic. Kolory jej historii. Sprawdziła godzinę. Ciągle miała zapas czasu. Zatarła dłonie. Próbowała się uspokoić.

Przebierała palcami w piasku. Za jej plecami eukaliptusy szeptały swoje wieczorne opowieści. Słońce rozgrzewało jej skórę.

Odsiewała połamane muszelki, kamyki, strąki eukaliptusa, kawałki pereł Neptuna, alg, szlifowanego drewna - wszystkiego, co wyrzuca morze. Zebrała kilka muszelek i ułożyła sobie na dłoni. Niebieskofioletowych, kruczoczarnych. Kolorowe stożki calliostomy. Odwróciła tę ostatnią między palcami. Kiedyś dom, schronienie żywego stworzenia, dzisiaj szczątek zdany na kaprysy fal. Podniosła muszelkę wyżej, żeby obejrzeć przetarcia - tam gdzie odsłoniły się kolory. Zielony, niebieski, różowy, fioletowy, złoty. Opalizacje.

Dłonią w rękawiczce Freya gładzi pokryty bliznami nadgarstek Esther.

- Tusz wchodzi w drugą warstwę skóry - wyjaśnia. - Wierzchnia warstwa staje się woalem, chroni to, co magiczne pod spodem.

Esther patrzy na projekt wyrysowany na ręce, podnosi wzrok na spokojną twarz matki. Cała dygocze ze zdenerwowania. Wszyscy się tu dziś zebrali - Freya, Erin, Queenie, Ciocia Ro, Nin, a w jej ramionach Mała Ro.

- Jak perłowe warstwy muszli ukryte pod wierzchnią, Starry - mówi Queenie, kiwając głową.

Ciało Esther przebiega dreszcz. Patrzy na kochające twarze zebranych kobiet. Nin się uśmiecha. Ciocia Ro trzyma dłonie na sznurach migotliwych muszelek na szyi. W oknie za nimi migocze płomień samotnej świeczki.

- Gotowa? - pyta Freya.

Odrzuciła kolorowe muszelki, otrzepała dłonie. Przesunęła kciukiem przez całą długość ramienia, po wyleczonym już tatuażu zaczynającym się na nadgarstku: brązowo-złoto-fioletowej staruszce południowej, ze skrzydełkami o barwach żywych jak wyszywany klejnotami szal i delikatnymi niebieskimi zygzakami, jak na zapisie kardiomonitora. Zygzaki zaczynały się poza obrysem ćmy, następnie przebiegały przez jej skrzydła, a potem biegły dalej. Wznosiły się i opadały, wznosiły i opadały. Rysunek migotał na skórze.

Znowu sprawdziła, która godzina. W klatce piersiowej uruchomił się nowy wiatraczek nerwów. Zaraz powinna ruszać. Powoli zaczerpnęła powietrza. Obejrzała się przez ramię. Za eukaliptusami widziała sylwetkę obserwatorium. Światło odbiło się od jego okien. Wypuściła powietrze. Na niedalekich mokradłach dokazywały łabędzie.

Podwinęła nogawki dżinsów do kolan i wstała, otrzepując się z piasku. Jeszcze jedna rzecz, zanim ruszy na lotnisko.

Brodząc w płytkiej wodzie, szła brzegiem zatoki, tam gdzie morze spotyka się z lądem. Przypomniała sobie, jak patrzyła na niewinną twarz Małej Gunver, jak zostawiła u jej stóp czarne pióro. Jak oddalała się wieczorem od Frederiksholms Kanal, a za nią, na powierzchni wody nad przedziwnymi postaciami porzuconego wodnika i dzieci Agnete, unosiło się drugie pióro. I kolejne wspomnienia. Biegnie po bazaltowej skale, by stanąć przy Kópakonan, dotknąć jej siły prosto z morza, i zostawia pióro między jej ciałem a foczą skórą. Stoi samotnie w szklarni Flósiego, wśród kwitnących nocą roślin, w jego umiłowanym nocnym ogrodzie, i zostawia pióro z małym maskonurem, niedokończonym wśród ścinków drewna. Odprowadza wzrokiem oddalającego się Sophusa i kładzie pióro na parapecie łączącym brzemienną kobietę z jej zwierciadlanym odbiciem. Wkleja pióro na kartę Manly Art of Knitting, jakby w ten sposób mogła wyrazić wszystko, na co nie znajduje słów. I ostatnie wspomnienie: wsuwa siódme pióro pomiędzy książki na mansardzie u Abelone.

Esther szła po płytkiej wodzie. W świetle zachodzącego słońca zapłonęły barwy wieczoru.

- Śmierć - powiedziała głośno. - Rozpoznanie. Zaproszenie. Próg. Odkrycie. Opór. - Przerwała na chwilę. - Powrót.

Sięgnęła do kieszeni po ósme, ostatnie pióro. Chciała podarować je morzu. Trzymając je za dutkę, patrzyła na fale.

- Co jest moją ósmą skórą? - spytała cicho. Fale połyskiwały pod zmieniającym się niebem, kołysząc się leniwie. Zmieniały się. Esther spojrzała na nadgarstek.

Jej serce. Jej skóra. Życie.

Obracała pióro w palcach. Podniosła wzrok, rozglądając się po niebie. Gdzieś tam w powietrzu Sophus leciał nad lądem i morzem. Już był prawie z nią.

Chciała coś powiedzieć, żeby podkreślić tę chwilę. Dwie siostry biegną po plaży z podniesionymi wysoko mieczami. Miliardy galaktyk w ziarnku piasku. Czarny łabędź zderza się z ziemią. Niewypowiedziane słowa wypełniają usta Esther.

Wróciło wspomnienie: gwiazdy w górze i w dole. Neonowo niebieski świat. Cały jej.

Spojrzała w dół, patrzyła na swoje nogi brodzące przez spienione, delikatne fale. Spojrzała w górę, na bezmiar złotego nieba.

Wsadziła czarne pióro do wewnętrznej kieszeni kurtki. Utkwiła wzrok w linii horyzontu.

Oddychała lekko. Linia pomiędzy morzem a niebem. Oczy napełniły się jej łzami.

Trzepot. Migotanie i ułożenie skrzydeł.

- Jestem Esther Wilding.