Siedem i pół nocy - Bibi von Braut

Kup ebooka

26.99 zł
22.71 zł (22,41 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Banal­nie...

Ten wie­czór wcale nie zapo­wia­dał tego, co wyda­rzyło się już następ­nego dnia. Był czwar­tek, więc Klara wie­działa, że musi zostać po godzi­nach. Wszy­scy już wyszli, zostali tylko ona i szef. Jak zwy­kle.

Na­dal sie­dział w swoim gabi­ne­cie, ale kiedy odsło­nił żalu­zje i zga­sił świa­tło, wie­działa, co ma robić. Powoli odpi­nała jedwabną bluzkę, guzik po guziku, uda­jąc, że jest sama. Zaczęła doty­kać piersi, masu­jąc je i deli­kat­nie ugnia­ta­jąc, a potem wpraw­nym ruchem odpięła koron­kowy sta­nik. La Perla, naj­now­szy model push-upa w kolo­rze ciem­nego gra­natu. Spra­wiał, że jej cycki były jesz­cze więk­sze i bar­dziej ster­czące. Krą­żyła pal­cami wokół sut­ków, aż stward­niały i stały się wraż­liwe. Odsu­nęła się z fote­lem od biurka i roz­chy­liła nogi. Maj­tek już na sobie nie miała, zdjęła je godzinę wcze­śniej w toa­le­cie. Z gabi­netu szefa docho­dziły coraz inten­syw­niej­sze odgłosy, sły­chać było, że jesz­cze chwila i doj­dzie. Klara obli­zała palec, a potem wsu­nęła go powoli mię­dzy nogi, zmy­słowo poru­sza­jąc przy tym całym cia­łem. Zamknęła oczy i wygięła się na krze­śle.

- Kurwa, kurwa, o taaak... - szef naprawdę nie­wiele potrze­bo­wał, żeby się pod­nie­cić.

Kiedy wycho­dził, pod­szedł jesz­cze do niej i powie­dział:

- Jesteś zaje­bi­sta!

A następ­nego dnia?

Poczuła się tak, jakby ktoś wła­śnie wylał jej na głowę wia­dro lodo­wa­tej wody.

- Co to jest? - spy­tała, choć dosko­nale wie­działa, co zawiera zło­żona na cztery kartka papieru, wło­żona do pie­przo­nej koperty w kolo­rze budy­niu wani­lio­wego. Papier czer­pany, pięć euro za sztukę. Dobrze przy­naj­mniej, że na niej nie oszczę­dzał.

- Wypo­wie­dze­nie.

Nie mogła w to uwie­rzyć. Prze­cież jesz­cze wczo­raj zro­biła dokład­nie to, o co pro­sił. Prze­cież jesz­cze wczo­raj była zaje­bi­sta.

- A mogę wie­dzieć dla­czego? - spy­tała zim­nym tonem.

- Reduk­cja eta­tów, takie czasy. - Szef roz­ło­żył ręce, a potem posłał jej mało krze­piący uśmiech i usiadł za biur­kiem, dając tym samym do zro­zu­mie­nia, że ich roz­mowa wła­śnie dobie­gła końca.

Pode­szła bli­żej. Miała wielką ochotę dotknąć jego kro­cza stopą obutą w czarną szpilkę od Loubo­utina za ponad sześć­set euro i zapy­tać o wczo­raj­szy orgazm, ale osta­tecz­nie odpu­ściła. Kawał skur­wy­syna. Stała jesz­cze przez chwilę z wypo­wie­dze­niem w dłoni, a potem po pro­stu wyszła, sta­ran­nie zamy­ka­jąc za sobą drzwi. Jakoś to będzie. Nie ona pierw­sza wyla­ty­wała z pracy i na pewno nie ostat­nia. Jest młoda, zna dobrze angiel­ski, potrafi pra­co­wać z ludźmi i jest świet­nie zor­ga­ni­zo­wana. Poza tym ma świetne warunki zewnętrzne: jędrne, duże piersi, tyłek a la J.Lo i dłu­gie, smu­kłe nogi. W zasa­dzie była naj­bar­dziej sek­sowną dupą w tej fir­mie, więc tym bar­dziej to zwol­nie­nie ją zasko­czyło.

Ale spo­koj­nie.

To nie­moż­liwe, żeby nikt nie chciał jej zatrud­nić. Nawet jeśli znowu trzeba będzie nagiąć morale i zro­bić coś, co daje dodat­kowe punkty. Jeśli ktoś uważa, że sek­si­stow­skie tek­sty oraz nie­mo­ralne pro­po­zy­cje zda­rzają się tylko w sła­bych fil­mach, to jest, nie­stety, w błę­dzie. Klara na wła­snej skó­rze prze­ko­nała się, że świa­tem na­dal rzą­dzi penis, zwłasz­cza kiedy znaj­duje się w dro­gich spodniach kogoś na wyż­szym sta­no­wi­sku. Już dwa razy ule­gła namo­wom, by bar­dziej sku­tecz­nie prze­ko­nać do sie­bie pra­co­dawcę, i zro­biła coś, co póź­niej długo odbi­jało jej się czkawką.

Dała dupy.

Dosłow­nie i w prze­no­śni. Za pierw­szym razem nawet jej się to opła­ciło, bo została zatrud­niona w kan­ce­la­rii adwo­kac­kiej i miała cał­kiem nie­złą pen­sję. Trwało to dwa lata i jakieś czter­dzie­ści cztery intymne wie­czory po godzi­nach. Śred­nio dwa razy w mie­siącu, a to dla­tego, że dzie­liła to zada­nie z dwiema innymi kole­żan­kami, cho­ciaż jedna przed drugą uda­wały, że nic takiego nie ma miej­sca. Dokład­nie po dwóch latach nastą­piła wymiana sekre­ta­rek oraz asy­sten­tek i Klara dostała cał­kiem nie­złą odprawę oraz zapew­nie­nie, że zosta­nie pole­cona, gdzie tylko chce. Trudno powie­dzieć, czy był to kom­ple­ment.

Drugi raz oka­zał się mniej spek­ta­ku­larny, bo kiedy w końcu ule­gła sze­fowi, ten prze­stał się nią inte­re­so­wać i zaczął szu­kać nowego wyzwa­nia. Praca trwała zale­d­wie trzy mie­siące i Klara do dzi­siaj miała z tego powodu moral­nego kaca. Nie dla­tego, że upra­wiała seks, bar­dziej cho­dziło o to, że dała się podejść jak jakaś gów­niara i w porę nie zabez­pie­czyła tyłów.

W fir­mie, w któ­rej wła­śnie została zwol­niona, jej szef nie był zbyt wyma­ga­jący, co nie zna­czy, że obo­jętny na młode ciało i biust w roz­mia­rze D. Miał jed­nak nie­ty­powe życze­nia - nie chciał upra­wiać seksu, tylko patrzeć, jak Klara cza­sem para­duje po godzi­nach bez sta­nika lub maj­tek albo mastur­buje się, uda­jąc, że w fir­mie nikogo poza nią nie ma. Zaspo­ka­jał się wtedy sam i z dumą obwiesz­czał, że przy­naj­mniej nie zdra­dza żony.

- Jesteś abso­lut­nie dosko­nała - mru­czał na widok swo­jej pra­cow­nicy i wska­zy­wał pal­cem na jej biust. Zdej­mo­wała wtedy bluzkę, sta­nik i sia­dała za biur­kiem, uda­jąc, że wyko­nuje jakieś ważne czyn­no­ści. Cza­sem upusz­czała coś na zie­mię i wypięta szu­kała pod biur­kiem spi­na­cza lub dłu­go­pisu. Oczy­wi­ście robiła to po godzi­nach, nie­mal w każdy czwar­tek, kiedy zosta­wali sami i nie było żad­nych świad­ków tych dziw­nych usług.

Szef zamy­kał się wtedy w gabi­ne­cie, gasił świa­tło i obser­wo­wał Klarę, a potem jęcząc i wzdy­cha­jąc, naj­zwy­czaj­niej w świe­cie dawał upust swo­jemu ero­tycz­nemu napię­ciu. Tak to nazy­wał. Tak naprawdę jed­nak walił konia, co zaj­mo­wało mu zazwy­czaj jakieś dwie do trzech minut. Tro­chę ją to pod­nie­cało, bo Mar­tin był cho­ler­nie przy­stojny i miał fascy­nu­jące nie­bie­skie oczy. Szcze­rze mówiąc, chęt­nie spró­bo­wa­łaby z nim cze­goś innego, ale facet naj­wy­raź­niej miał swoje zasady.

Szkoda. Był dobrze zbu­do­wany i ład­nie pach­niał. Miał zadbane dło­nie i jeź­dził czer­wo­nym mcla­re­nem. No i obda­ro­wy­wał ją dro­gimi pre­zen­tami. Per­fumy, apaszki, tra­fiła się nawet por­ce­lana Rosen­thala - pew­nie żonie nie przy­pa­dła do gustu. Dosta­wała też pre­mie, oczy­wi­ście nie­ofi­cjal­nie i zawsze w tych dro­gich koper­tach. Szkoda, że to wszystko tak nagle tra­fił szlag. Naj­wy­raź­niej tra­fiła się inna, która miała zająć miej­sce Klary, a to nie było przy­jemne uczu­cie.

- Jesz­cze poża­łu­jesz, dupku - zamru­czała pod nosem, a potem popra­wiła spód­nicę, która ocie­rała się jej o pośladki. Maj­tek nie miała, zdjęła je dys­kret­nie w gabi­ne­cie Mar­tina, a potem, wycho­dząc, wsu­nęła w kie­szeń jego płasz­cza. Oby wpa­dły w ręce żony.

Klara zasta­na­wiała się cza­sem, czy kie­dy­kol­wiek znaj­dzie takie zaję­cie, gdzie ktoś fak­tycz­nie doceni jej pracę i umie­jęt­no­ści, a nie tylko to, że przy oka­zji można się z nią zaba­wić.

- Tym razem będzie ina­czej - obie­cała sobie.

Dwa tygo­dnie póź­niej jej opty­mizm malał z każdą kolejną odmową.

- Przy­kro mi, w tej chwili nie potrze­bu­jemy nowych pra­cow­ni­ków.

- Oferta już nie­ak­tu­alna.

- Spóź­niła się pani.

- Będziemy się kon­tak­to­wać.

- Pro­szę dać nam czas.

Pro­blem pole­gał na tym, że Klara nie miała ani czasu, ani środ­ków na kon­cie. Miała za to kre­dyt, na który pozwo­liła sobie zde­cy­do­wa­nie zbyt szybko, bo już po pół roku pracy w banku. Miała też kartę kre­dytową mocno obcią­żoną ostat­nimi zaku­pami. Choćby te szpilki od Loubo­utina. Beżowy płasz­czyk od Max Mary i kilka kom­ple­tów bie­li­zny La Perli. Do tej ostat­niej miała wyjąt­kową sła­bość, zresztą faceci, któ­rzy ją w niej widzieli - rów­nież. Szkoda tylko, że naj­tań­szy sta­nik, który kupiła, kosz­to­wał ponad sto euro. No, nic. Jakoś to będzie.

Klara miała rów­nież pię­cio­let­nią córkę Susanne, któ­rej ojciec znik­nął gdzieś bez śladu, odci­na­jąc się tym samym od koniecz­no­ści pła­ce­nia ali­men­tów. Kiedy Kla­rze cał­ko­wi­cie skoń­czyły się środki na kon­cie, popro­siła o pożyczkę matkę oraz Glo­rię - naj­lep­szą przy­ja­ciółkę.

- Nie wie­rzę, że nie potra­fisz się zakrę­cić koło jakiejś roboty. - Glo­ria spoj­rzała na nią z nie­do­wie­rza­niem.

- Znu­dziło mi się dora­bia­nie dupą. Po pro­stu. Powiedz mi, czy naprawdę wszy­scy faceci na tym świe­cie wycho­dzą z zało­że­nia, że tylko w ten spo­sób można kogoś zatrud­nić?

Glo­ria wes­tchnęła.

- Ja też dość długo wie­rzy­łam w bajki, ryce­rzy i wszyst­kie te bzdury, któ­rymi nakar­mił mnie Disney. Moż­liwe jed­nak, że facet był impo­ten­tem i bar­dziej krę­ciły go jelonki Bambi czy inne kra­sno­ludki niż praw­dziwe kobiety z krwi i kości. Rze­czy­wi­stość jest jed­nak zde­cy­do­wa­nie bar­dziej bru­talna. Jeśli głów­no­do­wo­dzą­cym jest facet, to praw­do­po­do­bień­stwo, że będziesz musiała poznać oso­bi­ście jego kutasa, jest więk­sze niż to, że po wio­śnie przy­cho­dzi lato.

- Chore czasy.

Glo­ria wzru­szyła ramio­nami.

- Moim zda­niem zawsze tak było, tylko nikt o tym nie mówił. Teraz mamy jakieś ruchy #metoo, grupy woju­ją­cych femi­ni­stek i sto­wa­rzy­sze­nia prze­ciwko mizo­gi­nom, ale co z tego? Więk­szość z nas nie przy­znaje się, że musi zapła­cić sek­sem za dobre sta­no­wi­sko i moż­li­wość utrzy­ma­nia go nieco dłu­żej niż orgazm szefa. Też uwa­żam, że to chore. Ale sama chcia­łam mieć wła­sne miesz­ka­nie, nieco lep­szy samo­chód od opla i fajne ciu­chy. Kurwa, Klara, pomy­śla­ła­byś jesz­cze kilka lat temu, że możesz wejść do sklepu Diora i kupić sobie kasz­mi­rowy swe­te­rek, bo tego chcesz?

- To i tak nie uspra­wie­dli­wia tych gnoj­ków.

- Pew­nie, że nie. Nie uspra­wie­dli­wia rów­nież mnie. Ale mam to w dupie. A dopóki jest młoda i jędrna, będę z niej korzy­stać.

Klara wes­tchnęła.

- Wszystko kręci się wokół fiuta, więc faceci wyma­chują tym orę­żem, myśląc, że otwie­rają przed nami drzwi do roz­ko­szy. Tym­cza­sem więk­szość z nich nie ma o tym zie­lo­nego poję­cia. Kiedy mia­łaś ostat­nio porządny orgazm?

Glo­ria zasta­no­wiła się.

- W liceum.

- Z kum­plem z klasy?

- Z nauczy­cie­lem.

Klara ze zdu­mie­nia unio­sła brwi.

- Tej opo­wie­ści chyba nie znam.

- Jest dość banalna, ale przy­naj­mniej z ład­nym zakoń­cze­niem. Facet uczył nas histo­rii, a ponie­waż pla­no­wa­łam zda­wać z niej maturę, zapy­ta­łam go o korki.

- U niego w domu?

- Nie, w szkole, po lek­cjach. No i kie­dyś jak skoń­czy­li­śmy z poli­tyką zagra­niczną dyna­stii Hohen­zol­ler­nów, prze­szli­śmy do ćwi­czeń fizycz­nych. I nie ukry­wam, że to była moja ini­cja­tywa, bo facet nie­ziem­sko mi się podo­bał. Więc opar­łam się ławkę, wypię­łam tyłek i zaczę­łam nim krę­cić.

- Sku­sił się?

Glo­ria par­sk­nęła śmie­chem.

- Pokaż mi nauczy­ciela, który ni­gdy nie miał ochoty zerżnąć uczen­nicy. To było cał­kiem odje­chane prze­ży­cie, bo oboje nie mówi­li­śmy nic - ja sta­łam wypięta, a on po pro­stu we mnie wszedł. I zro­bił to tak dobrze, że pamię­tam do dziś.

- Tylko raz?

- Nie. Tak koń­czyły się wszyst­kie nasze kore­pe­ty­cje. Bez słowa, bez żad­nych wyja­śnień i roz­mów. Maturę zda­wa­łam u jego kole­żanki i dosta­łam mak­sy­malną notę. A on u mnie podwój­nie wysoką, za te wszyst­kie orga­zmy, które mi dorzu­cił poza wie­dzą o Hohen­zol­ler­nach. Z kolej­nymi face­tami było już tylko gorzej. Więk­szość z nich jest natu­ral­nie prze­ko­nana o swo­jej sek­su­al­nej zaje­bi­sto­ści, a jak jest - obie wiemy dosko­nale.

Klara posta­no­wiła jed­nak, że tym razem znaj­dzie zaję­cie ina­czej niż przez łóżko. Przy­naj­mniej spró­buje. I nie da się spro­wo­ko­wać, choćby miała szu­kać pracy dłu­żej niż to konieczne. Pie­nią­dze od Glo­rii i matki star­czą jej na jakiś czas, a ona zrobi wszystko, żeby wresz­cie ktoś doce­nił ją za to, jaka jest.

Banalne marze­nie.

Podob­nie jak banalne jest życie mło­dej, samot­nej kobiety w wiel­kim mie­ście.

Oferty

Klara odpro­wa­dziła Susanne do przed­szkola i jak zwy­kle poszła do ulu­bio­nej kawia­renki na Char­lot­ten­burg przej­rzeć w komórce ogło­sze­nia o pracę. Ow­szem, na wielu por­ta­lach nie­mal codzien­nie poja­wiały się nowe pro­po­zy­cje, z czego więk­szość była jed­nak rów­nie bez­na­dziejna jak dzi­siej­sza pogoda. Naj­bar­dziej roz­ba­wiła ją chyba oferta zagra­nia w fil­mie ero­tycz­nym z suro­wym mię­sem w tle. Ogło­sze­nio­dawca zapew­niał, że nie cho­dzi o film porno, tylko ero­tyczne uję­cia w kostiu­mach jasz­czu­ro­idów, które będą kopu­lo­wać. Klara aż chciała zadzwo­nić, żeby upew­nić się, czy to nie jest jakiś żart, ale osta­tecz­nie mach­nęła ręką.

- Szu­kajmy dalej, jasz­czu­ro­idem zawsze mogę być - mruk­nęła do sie­bie.

Kolejna pro­po­zy­cja brzmiała rów­nie komicz­nie i raczej nie obie­cy­wała koko­sów. Spa­ce­ro­wa­nie po mar­ke­cie w stroju banana i roz­da­wa­nie ulo­tek. Jedy­nym plu­sem tego pomy­słu było samo prze­bra­nie - przy­naj­mniej nikt nie roz­po­znałby twa­rzy Klary. Ist­niała też mini­malna szansa na to, że ktoś będzie pró­bo­wał ją prze­le­cieć. Bo już następna oferta tego nie mogła wyklu­czyć. Hostessa, dys­po­zy­cyjna od dzie­wią­tej rano do dwu­dzie­stej trze­ciej wie­czo­rem, bez nało­gów, za to lubiąca dobrą zabawę i uśmiech od rana do wie­czora.

Jasne. Szkoda, że od razu nie napi­sali, że powinna chcieć zbie­rać doświad­cze­nia życiowe, na przy­kład doust­nie. I to wszystko za dwa tysiące euro mie­sięcz­nie? Klara z nie­do­wie­rza­niem pokrę­ciła głową.

- Jesz­cze jedną? - przed jej nosem wyro­sła kel­nerka, która wska­zała ręką na pustą fili­żankę po cap­puc­cino.

Cho­lera. Nie­długo nie będzie jej stać na prze­sia­dy­wa­nie w kawiar­niach i popi­ja­nie kawy. Musi natych­miast coś zna­leźć.

- Tak, popro­szę - uśmiech­nęła się z wysił­kiem i naci­snęła kolejną stronę z ogło­sze­niami.

Fry­zjer oko­lic intym­nych.

Odpada, nie ma poję­cia o fry­zjer­stwie, a już zwłasz­cza w tych obsza­rach. Sama była ogo­lona na zero, więc nie do końca wie­działa, jakie obo­wią­zują trendy. Poza tym nie miała jakoś ochoty na far­bo­wa­nie, strzy­że­nie i pod­ci­na­nie wło­sów łono­wych.

Wywóz szamba.

Bez komen­ta­rza.

Sekre­tarka w fir­mie han­dlo­wej. Wyma­ga­nia: szczu­pła syl­wetka oraz dys­kre­cja i dys­po­zy­cyj­ność.

Klara par­sk­nęła śmie­chem. Ogło­sze­nio­dawca bez naj­mniej­szego skrę­po­wa­nia dawał do zro­zu­mie­nia, że szuka dupy za cztery tysiące euro mie­sięcz­nie. Przy­naj­mniej cena przy­zwo­ita.

Gospo­sia z moż­li­wo­ścią towa­rzy­sze­nia po godzi­nach.

Sekre­tarka otwarta na romans trak­to­wany jako doda­tek raz w mie­siącu. Cena do uzgod­nie­nia.

No cóż. Przy­naj­mniej była w tym jakaś uczci­wość. Ktoś, kto decy­do­wał się na któ­re­kol­wiek z tych zajęć, dosko­nale wie­dział, na co się pisze i nie mógł nikogo oskar­żyć o mole­sto­wa­nie lub ero­tyczny mob­bing. Wszystko stało czarno na bia­łym. Chcesz zaro­bić? Bądź ela­styczna, dys­po­zy­cyjna, dys­kretna i koniecz­nie chętna na seks. Takie były współ­cze­sne realia i Klara albo je akcep­to­wała, albo musiała pogo­dzić się z tym, że za chwilę przyj­dzie jej zli­cy­to­wać miesz­ka­nie.

- Cho­lera, nie mogę tego zro­bić Susi - zamknęła oczy. Gdyby cho­ciaż była sama. Ale miała dziecko, fajną, pię­cio­let­nią dziew­czynkę, która w żaden spo­sób nie była winna temu, że jej ojciec oka­zał się świ­nią, a świat jed­nym wiel­kim chle­wem. Chciała ją uchro­nić przed tymi spo­strze­że­niami i jak naj­dłu­żej prze­ko­ny­wać, że rze­czy­wi­stość przy­po­mina bajki Disneya.

Ale może to wła­śnie było głu­pie? Infan­tylne? Może już dziecko powinno wie­dzieć, że za każ­dego lizaka, któ­rego się dosta­nie, przyj­dzie prę­dzej czy póź­niej zapła­cić?

- Nie potrze­bu­je­cie kel­ne­rek? - spy­tała, kiedy po raz kolejny przy jej sto­liku poja­wiła się dziew­czyna, tym razem z rachun­kiem do zapła­ce­nia.

- Sorry, mamy kom­plet. Ale u brata w fir­mie szu­kają kogoś do spi­sy­wa­nia wyni­ków pomia­rów elek­trycz­nych. Wiem, że trzeba mieć powy­żej metra pięć­dzie­siąt i wzbu­dzać zaufa­nie ludzi.

Klara roze­śmiała się.

- Powy­żej metra pięć­dzie­siąt? To chyba speł­niam to kry­te­rium. Podobno jestem też miła.

Kele­nerka wzru­szyła ramio­nami i zapi­sała na kartce numer tele­fonu brata.

- Chcesz, to zadzwoń. Majątku na tym nie zbi­jesz, ale skoro szu­kasz roboty, to lep­sze to niż sie­dzieć bez­czyn­nie na dupie.

Też prawda.

Spi­sy­wacz pomia­rów elek­trycz­nych. Brzmiało debil­nie, ale przy­naj­mniej nie sek­si­stow­sko. I jak się oka­zało - kusząco rów­nież dla innych, bo kiedy Klara zadzwo­niła, oka­zało się, że ofertę wła­śnie ktoś sprząt­nął jej sprzed nosa.

- Naprawdę? - nie mogła w to uwie­rzyć.

- To dobra praca dla stu­den­tów, więc dość szybko zna­leź­li­śmy chęt­nego. Ale mam coś jesz­cze, tylko nie wiem, czy to cię zain­te­re­suje... - jej roz­mówca, brat kel­nerki, zawie­sił głos.

- Jeśli hostessa, która ma być dys­po­zy­cyjna głów­nie w nocy, to masz rację, nie jestem zain­te­re­so­wana - odpo­wie­działa natych­miast.

- Nie, aż tak to nie. Kum­pel szuka babki do foto­gra­fo­wa­nia przy­nęt węd­kar­skich.

- Po co? - zdu­miała się Klara.

- Bo do tych przy­nęt trzeba też jakoś przy­nę­cić klienta. Ogól­nie wiem tyle, że dziew­czyna ma mieć miseczkę D.

- To ide­al­nie mój roz­miar. - Klara wybuch­nęła śmie­chem.

- Wyślę namiary, co ci szko­dzi spró­bo­wać. Płacą dobrze, a to tylko zdję­cia.

No jasne. Cie­kawe, kiedy oprócz fotek pojawi się pro­po­zy­cja possa­nia wędki foto­grafa...

Spła­wik i koło­wro­tek

Czło­wie­kowi bar­dzo czę­sto wydaje się, że jego życie będzie zupeł­nie inne niż to, które wiodą rodzice lub zna­jomi nie­udacz­nicy. Będzie obfi­to­wało w przy­gody, sta­bilne finan­sowo, pełne miło­ści i dobrego samo­po­czu­cia. Żad­nych głu­pich wpa­dek, żad­nej nudy i wege­to­wa­nia w wynaj­mo­wa­nej kawa­lerce. Klara myślała podob­nie. Jej rodzice ni­gdy nie byli zbyt zamożni, a ona wście­kała się, że nie mogą kupić jej tego wszyst­kiego, co dosta­wały kole­żanki. Kiedy miała pięć lat, prze­nie­śli się do Ber­lina, ale tak naprawdę nie­wiele to zmie­niło w życiu Klary. Na­dal żyli skrom­nie. Ona tym­cza­sem chciała mieć mar­kowe buty, ciu­chy, odje­chaną torebkę od jakie­goś pro­jek­tanta i waka­cje na Majorce. Zwy­kłe, tro­chę przy­ziemne marze­nia nor­mal­nej dziew­czyny. Kiedy doro­sła, pra­gnęła przede wszyst­kim faj­nie żyć i nie musieć oszczę­dzać. Nie zno­siła tego słowa. Matka i ojciec wiecz­nie oszczę­dzali, choć tak naprawdę nie wie­działa na co.

- Na czarną godzinę - mówiła matka.

Klara wście­kała się, kiedy to sły­szała. Do czasu. Bo czarna godzina nade­szła nagle i nie­spo­dzie­wa­nie. I matka dała jej te pie­nią­dze, ratu­jąc tym samym tyłek nie tylko córce, lecz także wnuczce.

- Oddam, jak tylko znajdę coś nowego. Dam radę, w końcu znam języki i mam cał­kiem spore doświad­cze­nie - mówiła Klara, cho­ciaż z każ­dym kolej­nym tygo­dniem była co do tego mniej prze­ko­nana.

A pie­nią­dze na kon­cie top­niały.

Osta­tecz­nie zja­wiła się więc u foto­grafa przy­nęt węd­kar­skich i po przej­ściu pierw­szego i jedy­nego sita, została zatrud­niona. Z lek­kim nie­po­ko­jem roz­glą­dała się po wiel­kim stu­diu, ulo­ko­wa­nym w mało atrak­cyj­nej dziel­nicy Ber­lina - Neukölln, w któ­rej zde­cy­do­waną więk­szość sta­no­wili imi­granci. Całe szczę­ście, że to tylko chwi­lowe zaję­cie.

- Nie będę jed­nak pozo­wać nago - zastrze­gła na samym wstę­pie.

- Nie, spoko, w stroju kąpie­lo­wym, ale ską­pym. Jak klient zoba­czy twoje cycki, to od razu skusi się na całe osprzę­to­wa­nie. Tak to działa, bo jak wia­domo, węd­kują głów­nie faceci - uspo­koił ją foto­graf.

Klara nic już nie powie­działa. W fio­le­to­wym bikini, które wię­cej odsła­niało, niż zakry­wało, wiła się przez kilka godzin wokół koło­wrot­ków, spła­wi­ków, haczy­ków i cze­goś, co nazy­wało się krę­tli­kami z agrafką. Kom­plet­nie nie rozu­miała, jak coś takiego mogło być sek­sowne i zachę­cać do zaku­pów, ale foto­graf naj­wy­raź­niej miał wizję. Za dwa tygo­dnie pracy zgar­nęła ponad pięć tysięcy euro, co dawało jej chwi­lowy oddech.

- Jak będę miał coś jesz­cze, to zadzwo­nię, dobra? - Foto­graf pod­szedł do niej z kopertą w dłoni i niby nie­chcący musnął ręką jej biust.

Zgrzyt­nęła zębami i odsu­nęła się.

- Mogła­byś zaro­bić dru­gie tyle - zni­żył ton i prze­je­chał dło­nią po roz­porku.

Klara szybko narzu­ciła na sie­bie bluzę.

- Nie jestem zain­te­re­so­wana.

- Tylko oral.

Co za atrak­cyjna pro­po­zy­cja.

- Brzmi kusząco, ale jed­nak muszę odmó­wić.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki