Ksawery
Ksawery wysiadł z autobusu i wsunął ręce w kieszenie kurtki. Poprawił ciepły szalik, tak by nie odstawał od szyi, i zarzucił na głowę kaptur. Powietrze było dość mroźne, a do tego na gdańskim Przymorzu zazwyczaj wiał wiatr, który potęgował uczucie chłodu. Ksawery wolał dzisiaj nie zmarznąć. Od kilku dni czuł złowieszcze drapanie w gardle i chociaż poza tym nie dostrzegał żadnych innych oznak choroby, to nie chciał, żeby przeziębienie przerodziło się w zaawansowaną infekcję. Zwłaszcza przed zbliżającymi się świętami.
Od rana sypał śnieg. Drobne, białe płatki wirowały w powietrzu i wolno opadały na dachy, chodniki i ramiona pieszych. Chyba tylko im nie udzielała się przedświąteczna bieganina. Śnieżynki były szczególnie widoczne, gdy wpadały w światło okolicznych latarni rozświetlających chodniki. Ksawery, który miał duszę romantyka, nie mógł się napatrzeć na te białe drobinki. Pod jego butami skrzypiał śnieg, a on szedł, zadzierając głowę, i napawał się pięknem tego zjawiska. Pewnie gdyby nie było tak zimno i nie zmagał się z przeziębieniem, wybrałby się na spacer. Pomimo że skończył już dwadzieścia trzy lata, Ksawery nadal miał w sobie coś z dziecka i cieszył się z opadów śniegu oraz nadejścia zimy. No bo co to za święta bez białego puchu i błyszczących w słońcu sopli lodu?
Teraz jednak miał ważne zadanie. W przeciwieństwie do innych nie zaczynał zakupów świątecznych jeszcze w listopadzie, ale zwykle zostawiał je na ostatnią chwilę. W tym roku też tak było. W dodatku naprawdę nie miał na to czasu. Studiował elektrotechnikę na Politechnice Gdańskiej i mimo że zbliżały się święta, musiał sporo się uczyć. Wykładowcy nie mieli litości i jeszcze dwudziestego drugiego grudnia rano Ksawery musiał napisać kolokwium. Był pilnym studentem. Zwykle zdawał wszystko w pierwszym terminie, przez ponad cztery lata studiów pisał zaledwie dwie poprawki. I to tylko dlatego, że raz nie zdążył się przygotować z powodu pogrzebu babci, a za drugim razem jego tata znalazł się w szpitalu i Ksawery wolał wrócić do domu, niż ślęczeć nad książkami.
Kupowanie prezentów nie było jednak dla niego wymówką i zamiast biegać po sklepach, jak większość Polaków, przez ostatnie dni Ksawery ślęczał nad książkami. Dziś też nie miał ochoty na wyprawę do centrum handlowego, ale sumiennie uczył się od rana i po szesnastej stwierdził, że potrzebuje przerwy. Szyja bolała go od ciągłego pochylania się nad biurkiem, a wzrok powoli przestawał być tak ostry, jak na początku nauki. Ksawery postanowił się więc przewietrzyć. A ponieważ naprawdę nie czuł się najlepiej, ograniczył spacer do pójścia na przystanek autobusowy, a potem z autobusu do galerii. No i połączył przyjemne z pożytecznym. Wciąż nie miał bowiem prezentów dla rodziców. Chciał dziś kupić przynajmniej biżuterię dla mamy. Tata w najgorszej sytuacji ucieszy się z ładnie zapakowanej butelki jakiegoś trunku.
Tak więc Ksawery szedł wraz z tłumem, kierując się do pobliskiego centrum handlowego, które, dzięki mnogości światełek, widoczne było już z daleka. Jednak dopiero podchodząc bliżej, dostrzegł, jak piękne są niektóre iluminacje. Szczególnie te okalające słupy, które podtrzymywały wiatę nad wejściem. Ktoś musiał się nad tym nieźle napracować.
Przeszedł przez drzwi wejściowe, na których wisiała kartka z napisem: "Uwaga, ślisko!", po czym zwolnił kroku, uważając, żeby się nie przewrócić. W tamtym roku zapomniał się któregoś razu, przez co wylądował na podłodze, najadł się wstydu i stłukł sobie kość ogonową. W dodatku jakiś małolat nagrał jego upadek na telefon i Ksawery musiał go długo błagać, żeby dzieciak nie wrzucił tego filmiku do sieci. Wolał tego nie powtarzać, więc tym razem wszedł do budynku wyjątkowo ostrożnie.
W powietrzu unosił się zapach cynamonu, przypraw korzennych, pomarańczy i pieczonych pierników. Odkąd sięgał pamięcią, na parterze galerii co roku przed świętami pojawiało się stoisko, na którym dzieci ochoczo wypiekały przysmaki, podczas gdy rodzice biegali po sklepach. Jedna z koleżanek Ksawerego ze studiów pracowała kiedyś na takim stoisku. Mówiła, że w ciągu jednego dnia potrafią się przez nie przewinąć nie dziesiątki, a setki dzieci. Pomyślał, że może to i lepiej, że rodzice fundują swoim pociechom atrakcję w postaci pieczenia ciasteczek, zamiast ciągać je ze sobą na zakupy. Osobiście nie lubił tych wszystkich małych płaczków, które domagały się nowej zabawki, a niekiedy nawet ostentacyjnie rzucały się na podłogę.
Stanął na jednym z ruchomych schodów na piętro i zapatrzył się na światełka zwisające z sufitu. Z głośników dolatywała dobrze znana, świąteczna piosenka śpiewana przez jedną z polskich wokalistek, a stojąca przed nim para nastolatków tuliła się do siebie i ściskała w dłoniach ozdobne torebeczki na prezenty. Młodzi ludzie wyglądali na bardzo zakochanych. Może to ich pierwsze wspólne święta?
Ksawery w tym roku nie kupował prezentu dla ukochanej, gdyż najzwyczajniej w świecie takiej nie posiadał. Z jednej strony cieszył się, że nie musi się głowić nad wyborem bluzki, bransoletki czy maskotki, ale z drugiej strony, patrząc na stojącą przed nim parę, poczuł żal. Był dorosłym facetem, za pół roku skończy studia. Pragnął powoli układać sobie życie. Znaleźć pracę, założyć rodzinę, mieć z kim dzielić radości i smutki. Tylko złośliwy los chciał inaczej. I nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie jego sytuacja osobista się poprawi. To było dość smutne.
Zamyślił się na chwilę nad swoim losem, ale w końcu pokręcił głową i skupił się na tym, po co tu przyszedł. Opuścił ruchome schody i skierował się do jubilera. Zamierzał kupić łańcuszek i kolczyki dla mamy. Ostatnio narzekała, że posiada tylko starą, wręcz archaiczną (tak, dokładnie tak to ujęła) biżuterię i przydałoby jej się coś nowego. Ksawery zamierzał spełnić to matczyne życzenie. Rano specjalnie zadzwonił nawet do taty, żeby upewnić się, czy nie wpadli na ten sam pomysł. Na szczęście, a może raczej nieszczęście, tata też nie miał jeszcze prezentu dla mamy. Ksawery odetchnął więc z ulgą.
U jubilera było dość gwarno. Gdy zobaczył, ile osób tłoczy się na niewielkiej przestrzeni, miał ochotę odpuścić, ale szybko uświadomił sobie, że nie ma ochoty przyjeżdżać tutaj drugi raz, skoro może poświęcić ten czas na naukę. Zebrał się więc w sobie i wkroczył do sklepu. Udało mu się nawet przecisnąć do lady i zawołać jedną z ekspedientek, która obsługiwała jednocześnie pewnego starszego pana i ładną blondynkę.
- W czym mogę pomóc? - spytała grzecznie, choć na jej twarzy malowało się zmęczenie. Ksawery pomyślał, że szczerze jej współczuje tej pracy. W dni takie jak ten musiała mieć oczy dookoła głowy, żeby żaden z klientów nie zwinął do kieszeni biżuterii.
- Chciałbym kupić łańcuszek i kolczyki na prezent - odparł Ksawery. - Myślałem o komplecie ze srebra.
- Naturalnie - ekspedientka skinęła głową. - Już prezentuję panu naszą ofertę. Przejdźmy na drugą stronę sklepu, tam znajduje się ekspozycja, która może pana zainteresować.
Ksawery niechętnie przecisnął się przez tłum i posłusznie podążył za ekspedientką.
- Proszę popatrzeć tutaj - kobieta wskazała mu właściwą gablotę. - Mamy wiele naprawdę ładnych zestawów.
Ksawery spojrzał na biżuterię.
- Na pewno coś wybiorę.
- Świetnie. Proszę się zastanowić i w razie czego mnie zawołać.
Chłopak pokiwał głową, chociaż nie sądził, żeby w panującym tu gwarze udało mu się spokojnie pomyśleć. Jakaś stojąca obok para dość głośno się sprzeczała się, a ktoś inny rozmawiał przez telefon. Ekspedientka tymczasem odeszła i zostawiła go samego. Ksawery patrzył, jak się oddala i podchodzi do obsługiwanej wcześniej staruszki. "No nic", pomyślał, przenosząc wzrok na gablotę. Trzeba coś wybrać.
Kolczyki i łańcuszki połyskiwały w jasnym świetle sklepowych lamp. Niektóre z kompletów prezentowały się naprawdę pięknie, dlatego wybór był trudny. Czy mama wolałaby kolczyki z perełkami, czy po prostu srebrne? A łańcuszek? Krótszy czy dłuższy? Z większą, czy mniejszą zawieszką? Ksawery nie przepadał za wybieraniem prezentów dla mamy. Wiedział, że nie jest typową kobietą, która ucieszy się z każdego świecidełka. Miała dość specyficzny gust. Ksawery musiał więc naprawdę się zastanowić. Nie chciał, żeby prezent trafił do kuferka na biżuterię i przeleżał tam kolejne kilka lat, podczas gdy mama będzie nadal narzekać na brak ozdób. Może powinien poprosić ekspedientkę o radę? Na pewno będzie wiedziała, co jest teraz modne.
Ksawery rozejrzał się za ekspedientką. Zamiast jednak ją zawołać, zatrzymał wzrok na stojącym nieopodal chłopaku, który trzymał w ręku złoty pierścionek i uważnie mu się przyglądał. Chłopak od razu wydał się Ksaweremu znajomy. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, natychmiast rozpoznał w nim Maćka.
- Cześć! - powiedział Ksawery i zamiast dalej wybierać biżuterię, przecisnął się w stronę znajomego.
- Ksawery? - zdziwił się Maciek. - Stary, kupę lat! - Odłożył pierścionek na wyjętą przez ekspedientkę podstawkę.
- Kiedy my się ostatnio widzieliśmy?
- A bo ja wiem? - uśmiechnął się Maciek. - Ale nic się nie zmieniłeś.
- Ty też nie! No, może trochę przytyłeś.
- Chodzę na siłownię, więc to nie tłuszcz, tylko mięśnie.
- Godne podziwu. Ja nie mam do tego motywacji. I czasu.
- Powiedz lepiej, co ty tu robisz! - ekscytował się Maciek.
- Chcę wybrać prezent dla mamy, ale nie mogę zdecydować się na coś konkretnego.
- Za duży wybór?
Ksawery pokiwał głową.
- A do tego moja mama nie jest typową kobietą i nie zadowoli się byle czym.
- Trudna sprawa.
- Jakoś sobie poradzę. A ty dla kogo kupujesz ten pierścionek? Bo raczej nie dla mamusi.
Maciek jakby się zarumienił.
- Jeszcze o tym nikomu nie mówiłem, ale... - nachylił się do kolegi - chcę się oświadczyć Małgosi.
- Wow! - wyrwało się Ksaweremu. - Zaskoczyłeś mnie.
- Jesteśmy ze sobą już tyle czasu... Wypada w końcu podjąć męską decyzję, co nie?
- Na to wygląda - Ksawery pokiwał głową i przyjrzał się pierścionkowi. Nieduży, jasny kamyczek w złotej oprawie połyskiwał w świetle.
- Co o nim myślisz? - Maciek też spojrzał na podstawkę. - Ładny? Sam wybierałem, a nie znam się za bardzo na biżuterii.
- Ja też się na tym nie znam, ale podoba mi się. I sądzę, że pasuje do Małgosi. Nadal jest taka szczupła?
- Tak, w ogóle się nie zmieniła, może nawet schudła.
- Więc wydaje mi się, że wybrałeś idealnie. Małgosia ma drobne dłonie, oczko nie może być za duże.
- No właśnie.
Ksawery pokiwał głową.
- Nie, żebym był znawcą, ale myślę, że jej się spodoba. Zresztą w zaręczynach wcale nie chodzi o pierścionek, ale o deklarację, która się z nim wiąże.
- Tak, wiem - Maciek się uśmiechnął i spojrzał na Ksawerego. - Wracasz do domu na święta?
- Dopiero za kilka dni.
- Ja jadę już dzisiaj.
- Chcesz się oświadczyć w Wigilię?
- No coś ty, to strasznie oklepane. Chcę to zrobić w urodziny Małgosi.
- Czyli?
- Dwudziestego pierwszego grudnia.
- Zostało ci mało czasu.
- Wszystko zaplanowałem. Wracam do domu już dzisiaj, więc będę miał jeszcze kilka dni na dopracowanie szczegółów.
- Zazdroszczę ci. Ja mam jeszcze zaliczenie. Pewnie wrócę do domu dzień przed Wigilią.
- Pomyśl o tym, że nikt nie będzie cię angażował w sprzątanie i nie usłyszysz milion razy: "Kochanie, podjechałbyś do sklepu, bo zapomniałam kupić mąkę, mleko, masło, rodzynki, jogurt...".
Ksawery roześmiał się głośno.
- Może i tak.
Obaj ponownie spojrzeli na pierścionek i na moment zamilkli. Maciek zastanawiał się, czy na pewno dokonał dobrego wyboru, i próbował wyobrazić sobie reakcję Małgosi, kiedy go zobaczy. Ksawery natomiast wrócił myślami do przeszłości, a dokładniej do swojego związku z Moniką. I nagle niespodziewanie usłyszał padające ze swoich ust, jakby mimowolnie, pytanie:
- A co u twojej siostry?
Maciek odwrócił się do niego i spojrzał mu w oczy.
- Wszystko dobrze. Zresztą sam możesz ją o to zapytać.
Ksawery miał ochotę wyjaśnić, że przecież nie może i Maciek dobrze o tym wie, ale nie zdążył, bo kolega beztrosko dodał, że jego siostra pracuje w drogerii zaledwie kilka metrów stąd. Ksawery zamarł i poczuł, jak jego serce zaczyna bić coraz szybciej i mocniej.