Renata Arendt-Dziurdzikowska
R Co to jest grzech?
Wojciech Eichelberger
W Grzech to sprzeniewierzenie się sobie,
błędne myślenie i działanie biorące się z tego, że złudzenia tworzone
przez nasz umysł uznajemy za rzeczywistość. Stąd zamieszanie i cierpienie w naszym życiu. Co gorsza, nasze próby wydostania się z tej
pułapki polegają na ogół na tworzeniu nowych złudzeń.
R Wtedy krzywdzimy siebie i innych?
W Siebie na pewno, a innych przy okazji.
Podstawowym grzechem, który rodzi nieskończoną różnorodność wszystkich
innych, jest utrzymywanie stanu umysłu oddzielającego nas od tego, co
nazywamy Bogiem, Prawdziwą Naturą, Ostateczną Rzeczywistością,
Absolutem, Najwyższym Ja. W stanie takiego podstawowego grzechu umysł
uznaje sam siebie za odrębny byt mający niezależną tożsamość przeżywaną
przez nas jako poczucie Ja.
Oddzielenie się od naszej prawdziwej istoty powoduje niezliczone błędy w postrzeganiu, myśleniu, odczuwaniu i działaniu. Jednym z nich jest
pycha: czucie się lepszym, mądrzejszym, silniejszym, kimś, kto więcej
ma, więcej znaczy, ukrywanie się w najróżniejszych przebraniach,
nadawanie sobie wielkich tytułów, uznawanie się za panów tego świata
albo jedyne dzieci Boga.
Nawet gdybyśmy przez całe życie nikogo nie skrzywdzili, i tak nie uwolni
nas to od złudzenia odrębności, które samo w sobie jest błędem
podstawowym, błędem pychy popełnianym wobec naszej prawdziwej, boskiej
istoty, doskonałej i całkowitej, która istniała, zanim się urodziliśmy i nie przestaje istnieć, gdy umieramy.
R Jeśli czuję się lepsza od innych,
grzeszę pychą?
W Samo porównanie się z innymi jest już
przejawem pychy. Ale uważanie się za lepszego i mądrzejszego od innych
jest szczególnie niebezpieczne. Stąd prosta droga do narzucania innym
własnych poglądów, zniewalania ich, ograniczania, a nawet niszczenia.
Grzeszymy pychą, sądząc, że nie musimy się zmieniać, uczyć, pracować nad
sobą, że to inni powinni coś zrobić, aby do nas dorosnąć albo ulżyć
naszemu cierpieniu.
Także ci z nas, którym udaje się czegoś dokonać w pracy nad sobą, którzy
powoli odzyskują swoją duchową tożsamość, mogą stać się dumni i pyszni.
Tak jak w dowcipie o dwóch zakonnikach. Przechadzają się długo i w milczeniu po ogrodzie, gdy nagle jeden mówi z przejęciem: "Muszę ci coś
wyznać, bracie, w największej tajemnicy". "Co takiego?" - pyta
zaniepokojony ten drugi. Na to pierwszy: "Bracie, przyszła mi do głowy
myśl, że drugiego tak skromnego jak ja nie ma na świecie!".
R Pragniemy być szczególni i wyjątkowi?
W Każdy tego pragnie. Również ci z nas,
którzy mają niskie poczucie wartości i czują się bardzo nieszczęśliwi.
Gdy przyjrzeć się bliżej, często okazuje się, że potrafimy czerpać
satysfakcję także ze swojej wyjątkowo trudnej sytuacji. Nasza pycha syci
się naszym nadzwyczajnym nieszczęściem. Jakże często stwierdzamy, że nie
ma na świecie drugiej osoby tak nieszczęśliwej jak my.
R Jestem lepsza dlatego, że jestem gorsza.
To przejaw pychy?
W Wywyższać się można na nieskończenie
wiele sposobów. Często w naszych rodzinach toczy się gra w to, kto jest
bardziej nieszczęśliwy. Gdy ktoś w rodzinie zdobywa czas i uwagę innych,
narzucając się ze swoim nieszczęściem, wtedy pozostali jej członkowie
zaczynają z nim rywalizować, kto jest najbiedniejszy.
R Po co?
W Żeby być ważniejszym. W ten sposób
przejawia się tak zwana pycha żebracza. Mówi o tym pewna buddyjska
przypowieść. Stara żebraczka dowiedziała się, że do świątyni, przed
którą żebrała od początku swojego życia, ma przybyć Budda. Bardzo się
ucieszyła. Liczyła na to, że współczujący Budda da jej dużą jałmużnę.
Tego dnia zajęła swoje zwykłe miejsce i zmobilizowała cały żebraczy
kunszt. Gdy Budda wychodził ze świątyni, wyciągnęła dramatycznie ręce i zawołała: "O, współczujący Buddo, jestem biedną, starą żebraczką,
niczego nie mam, proszę, daj mi jałmużnę". Ku jej zaskoczeniu Budda
wcale nie sięgnął do kieszeni, tylko patrzył na nią z ciepłym uśmiechem
i milczał. Pomyślała, że nie usłyszał, więc zawołała głośniej: "O,
współczujący Buddo, jestem biedną żebraczką, moja matka była żebraczką,
moja babka była żebraczką, prababka była żebraczką, niczego nie mam,
proszę, daj mi jałmużnę!". Ale i tym razem ręka Buddy nie powędrowała w stronę kieszeni. "Czy nie słyszysz, o co cię proszę?" - zapytała
zniecierpliwiona żebraczka. "Słyszę - odpowiedział Budda - ale mam dla
ciebie inną propozycję". "Jaką?" - zapytała, tym razem zaciekawiona. "Ty
mi coś daj" - odparł Budda. Żebraczka osłupiała: "Ja mam ci coś dać?!
Przecież to ja jestem żebraczką, a ty jesteś współczującym Buddą, to ty
jesteś od dawania". "Nie, nie, ty mi coś daj" - nalegał Budda,
uśmiechając się promiennie. Żebraczka wpadła w furię: "Ja tu żebrzę od
dzieciństwa, niczego nie mam, moja matka, babka i prababka były
żebraczkami, czego ty ode mnie chcesz?! Nie mam ci nic do dania, dlatego
przecież jestem żebraczką!". Na to Budda: "Szkoda, że tak się przy tym
upierasz. Ale i tak możesz mi coś dać". "Co takiego?" - warknęła
żebraczka. "Możesz odmówić wzięcia jałmużny" - odparł Budda, po czym
szybko się oddalił.
R Wydaje nam się, że jesteśmy tak biedni,
że inni mają obowiązek nas obdarowywać? Ten rodzaj pychy, wbrew pozorom,
jest dość powszechny.
W Pracowicie podtrzymujemy iluzję, że nie
mamy nic do dania. Ci z nas, którzy nie dostali ciepła i miłości w dzieciństwie, pytają często: "Skąd mam wziąć to, czego inni ludzie ode
mnie potrzebują, skoro tego nie dostałem?". Mówią: "Nie potrafię dać
dzieciom miłości, bo mi jej nikt nie dał". Ale to tylko pozór prawdy.
Każdy z nas, nawet jeśli niczego nie dostał, gdy sięgnie głęboko w siebie, odkryje, że ma bardzo dużo do dania. Jest takie miejsce w nas,
które nazywa się sercem i można z niego czerpać do woli. Im więcej się z niego daje, tym więcej jest do dania. Tak jak w dobrej studni - im
więcej z niej czerpiemy, tym więcej świeżej wody do niej napływa.
R Wydaje się, że z grzechem pychy
największy kłopot mają wielcy i możni tego świata, znani, bogaci i posiadający władzę...
W Ich pychę tylko łatwiej zobaczyć. Rzuca
się w oczy. Ale patrząc uważniej zobaczymy, że jeśli wkładamy dużo
energii w zdobycie władzy i pozycji, w głębi duszy źle o sobie myślimy.
W dzieciństwie zaznaliśmy upokorzeń, o których chcemy za wszelką cenę
zapomnieć. Dlatego dążymy do stworzenia takich sytuacji, w których nikt
już nie zdoła nas poniżyć. Ale i tak cierpimy, gdy odkrywamy po czasie,
że otaczają nas wyłącznie pochlebcy.
R Często ktoś posiadający władzę jest
przekonany, że może wszystko, może uczynić innych szczęśliwymi lub
nieszczęśliwymi, może ich kupić, zniewolić albo wybawić.
W Wtedy jego pycha osiąga apogeum. Ogłasza
się bogiem albo wizjonerem i w imię swoich szaleńczych iluzji prowadzi
ideologiczne oraz militarne batalie. Jednak wcześniej czy później musi
ponieść klęskę. Bo działanie wynikające z pychy, tak jak każde działanie
oparte na złudzeniach, w końcu samo się skompromituje. Żeby stać się
zdolnym do pomagania innym, trzeba najpierw pozbyć się złudzeń na własny
temat.
Z pychą jest tak samo jak z innymi grzechami, łatwiej dostrzec ją u innych, szczególnie tych wpływowych i bogatych, trudniej u siebie. A przecież pycha biedy też jest pychą. Wydaje się, że ubóstwo daje nam
prawo do uważania się za jedynych sprawiedliwych i prawo do oceniania
innych, na przykład uznawania wszystkich bogatych za złodziei. Dopóki
nie przejrzymy na oczy, będą nami - zarówno bogatymi, jak i biednymi -
rządzić chciwość i zawiść.
R Czy pycha bywa pożyteczna?
W Nie ma takiej możliwości. Pycha jest
aberracją. Tak jak każdy inny grzech odcina nas od prawdy. Skazuje na
wyniosłą, a w gruncie rzeczy przerażającą samotność. Nie należy mylić
pychy z szacunkiem do siebie. Szacunek do siebie oraz poczucie własnej
godności mają źródło wewnątrz nas i nie domagają się żadnych
zewnętrznych potwierdzeń. Natomiast pycha, jako fałszywa samoświadomość,
wymaga nieustannego podtrzymywania i reperowania. Żebraczka podtrzymuje
swoją żebraczą iluzję, twierdząc, że nie ma nic do dania. Człowiek
bogaty karmi swoją iluzję wielkości, spędzając czas w luksusowych
miejscach, gdzie za pieniądze traktowany jest jak książę. Niepewni
siebie politycy muszą potwierdzać swoją iluzję mocy, organizując
nieustannie na swoją cześć parady, wiece, manifestacje poparcia i galowe
przyjęcia.
R Jak pycha przejawia się w codziennym
życiu, w relacjach z najbliższymi?
W W naszej patriarchalnej kulturze my,
mężczyźni, częściej grzeszymy pychą. Ubzduraliśmy sobie, że jesteśmy
namiestnikami Boga i panami świata. Wiele kobiet wspiera tę iluzję,
dokarmiając i tak już nieźle odżywioną pychę mężczyzn. Jeśli mężczyzna
uwierzy, że jest w stanie uszczęśliwić kobietę, a ona uzna, że skoro ma
go u boku, nie musi już nic więcej w sprawie swojego szczęścia robić -
to dla obojga tragedia. On grzeszy pychą, a ona lenistwem. W takich
związkach nie ma miejsca na prawdziwy szacunek, dojrzewanie i rozwój.
Ale pychą grzeszą też skrajne feministki, twierdząc, że Bóg jest
kobietą.
Wiele pychy i związanej z nią przemocy pojawia się w naszych relacjach z dziećmi. To, co dzieje się między rodzicami a dziećmi, często niczym się
nie różni od fali w wojsku. Starsi i silniejsi poniżają i biją
młodszych, czyniąc ich swoimi ofiarami. Poniżane dzieci, gdy dorosną, w swojej iluzji bycia lepszymi od innych przenoszą falę nienawiści i pogardy na słabszych od siebie i na swoje dzieci.
Wiemy lepiej, co dobre dla naszych dzieci, jaką szkołę powinny wybrać,
jakiego męża czy żonę. Wiemy, jak powinny żyć.
To przejawy rodzicielskiej pychy. Często wymagamy od dzieci tego, czemu
sami nie jesteśmy w stanie sprostać. Albo sami postępujemy w sposób,
który kłóci się z naszym sumieniem, a dzieci epatujemy pięknymi hasłami
i deklaracjami.
R Czy jest lekarstwo na pychę?
W Wystarczy pójść na cmentarz. Najlepszym
lekarstwem na pychę jest świadomość nieuchronności śmierci. Wobec
śmierci wszyscy jesteśmy równi, a tego pycha nie lubi i nie chce o tym
wiedzieć. Czasem jedynym lekarstwem na pychę jest choroba albo strata
kogoś bliskiego. Wtedy odkrywamy, że wpływy i władza, choćby największe,
nie są w stanie uchronić nas przed przemijaniem i cierpieniem. Lekcją
pokory bywają też nałogi i uzależnienia. Tysiące razy mówimy sobie:
"Nigdy więcej!". Ale nie jesteśmy w stanie dotrzymać obietnicy. Dopóki
nie spokorniejemy, nie wyjdziemy z nałogu. Musimy przyznać się przed
sobą, że straciliśmy panowanie nad swoim życiem. Pycha musi się poddać.
Nigdy więcej nie wolno nam czegoś zrobić, bo jeśli zrobimy to choć raz,
demon nałogu znów zacznie sprawować swoje straszne rządy. Pycha nie
znosi sytuacji, w których traci kontrolę nad życiem.
R Przeciwieństwem pychy jest pokora. Jaki
to stan umysłu? Taki, w którym zgadzam się, poddaję?
W Pycha zadaje się z pogardą, nienawiścią,
arogancją i strachem. Pokora przyjaźni się z miłością, wybaczaniem i spokojem. Jest zdrową rezygnacją z pozorów. Pomaga otrząsnąć się z duchowego lenistwa, powrócić do podstawowych pytań i wątpliwości. Każe
zrezygnować ze wszystkiego, co wymyśliliśmy na własny temat, z ukochanych przekonań, sądów i teorii. Z nazw, tytułów i przyzwyczajeń. A przede wszystkim z iluzorycznego przekonania, że jesteśmy w stanie
kontrolować życie i umieranie.
Spotkałem kiedyś kobietę, która nie spała wiele tygodni. Obawiała się,
że jeśli zaśnie, przestanie oddychać. Dniami i nocami pilnowała swojego
oddechu. Zwróciłem jej uwagę, że zapomniała o kilku ważnych procesach
życiowych, których nie kontroluje, a mimo to jakimś cudem żyje. Jej
serce bije, trzewia trawią, skóra oddycha, gruczoły funkcjonują, rosną
włosy i paznokcie, stare komórki umierają i rodzą się nowe. Na
przykładzie przeżyć tej kobiety widać wyraźnie, jak szczególnym
przejawem naszej wiary i pokory jest zasypianie.
R Ponieważ rezygnujemy z kontrolowania?
W We śnie wszyscy jesteśmy równi. Nie
pamiętamy, czy położyliśmy się na lnie, czy na jedwabiu. Abdykujemy i ufnie składamy nasze życie w ręce prawowitego władcy. Takiej pokory i takiego zawierzenia potrzebujemy także za dnia. W głębi duszy wszyscy za
tym tęsknimy, słusznie przeczuwając, że w ten sposób odzyskamy prawdziwy
spokój.