ROZDZIAŁ IMASKA
Nick stanął przed lustrem, odchylił głowę i nałożył soczewkę, na moment zamknął oko, by szkiełko się dopasowało. Zamrugał kilka razy; teraz już nie wyobrażał sobie życia bez tego wynalazku Agencji. Specjalnie modyfikowane soczewki zwiększały jego skuteczność jako adepta aspirującego na Agenta trzeciej klasy. Bez nich ujawniała się słaba strona jego Talentu - nadwrażliwość na światło. A musiał być przecież w ciągłej gotowości, i to mimo zawalenia końcowego egzaminu. Ostatecznie jako jedyny adept dostał pozwolenie na branie udziału w niektórych misjach. A że ktoś z komisji dopisał drobnym druczkiem w jego aktach, że wyłącznie pod nadzorem... Nick traktował to wyłącznie jako szczegół, bo przecież już teraz mógł przysłużyć się Agencji. Ciężko trenować, przygotowywać się do roli snajpera i rozwijać swój nadludzki wzrok, a co za tym idzie - chronić ludzi i Utalentowanych.
Z salonu usłyszał nieznany mu dźwięk, który wciąż narastał. Zdziwiony podszedł do swojej komórki. Telefon wibrował, wył tak, że nie dało się tego zignorować, a cały ekran świecił się na zielono. Chłopak nacisnął wyświetlacz.
Green alert. Po raz pierwszy w życiu Nick dostał wezwanie na misję.
?
Alex stał pośrodku okrągłego gabinetu, który od dziecka wzbudzał w nim lęk. Ręce mu drżały, a myśli gnały jak szalone. Wiedział, że zmiażdżone sumienie już nigdy nie pozwoli żyć normalnie. Miał wtedy zaledwie szesnaście lat, był za młody na takie rozkazy. Znienawidził ojca, którego dotąd tak szanował. Pamiętał, jak wpatrzony w podłogę nie potrafił podnieść na niego wzroku. W takich chwilach wolałby być martwy.
- Przysięgnij, że będziesz wierny Agencji. - Piter Midnight nie odwrócił się do pierworodnego. Poświęcił Agencji nie tylko siebie, ale i swojego syna, wymuszając na nim posłuszeństwo.
- Przysięgam. - Alex nie mógł powiedzieć nic innego.
- Musisz być bezwzględnie posłuszny rozkazom Agencji. - Słowa ojca zlewały się we wspomnieniu w jeden niekończący się monolog. - Zadanie, które ci powierzono, jest dożywotnie. Bez względu na to, co będzie się działo, nie wolno ci go przerwać. Nawet gdybyś miał za to zapłacić najwyższą cenę. Oddanie życia za Agencję to największy zaszczyt. Twoje uczucia nie mają tu znaczenia, pozbądź się ich. - Podszedł do syna i ścisnął go za ramię. - Będziesz kiedyś najlepszym Agentem, jakiego widział świat. Wierzę w ciebie, nie zawiedź mnie.
Najczulszy gest, na jaki było stać jego ojca, to wiara w syna. Jedyne, czego Alex nie zniósłby w jego oczach, to pogarda.
- Nie wolno ci się wahać ani wątpić w Agencję, bo to słabość, a tobie nigdy nie wolno być słabym.
Alex uniósł na niego wzrok.
- Dlaczego ja...? Co, jeśli nie dam rady?
Mężczyzna zacisnął pięść i uderzył. Alex upadł na ziemię, wypluł krew z ust. Nigdy więcej mu się nie przeciwstawi.
- Alex, nie jesteś już dzieckiem. Nie wolno ci mieć wątpliwości. Nigdy.
?
Blondyn poderwał się z fotela; rozkojarzony, przez chwilę nie wiedział, gdzie jest.
Rudej nie było przy nim, dzięki Bogu - nie mógłby jej teraz spojrzeć w oczy.
Rozejrzał się po kabinie helikoptera, pozostali Agenci również drzemali. Zmęczeni, ranni, ale żywi. Nie wszyscy zdołali wrócić z tej misji. Pogrążony we własnych myślach mężczyzna wypiął się z pasów i zmienił miejsce na to obok pilota.
- Wyglądasz okropnie - stwierdził Ray, ściągając z uszu słuchawki.
- Dzięki. - Alex przetarł twarz dłonią, wciąż jeszcze przytłoczony wspomnieniem, które ukazało mu się we śnie. - Jak ręka?
Ray zaśmiał się pod nosem. Alex, jako dowódca, zawsze bardziej martwił się o innych niż o siebie. Prowizoryczny opatrunek na ranie postrzałowej Raya cały był przesiąknięty krwią. Nie przeszkadzało mu to jednak w sprawnym pilotowaniu. Po kilku latach w wojsku i Agencji był już zahartowany, co pozwoliło mu przezwyciężyć ból.
- Bywało gorzej - odparł, uśmiechając się mimo urazu. - Niedługo będziemy w domu. - Sprawdził parametry lotu i dodał po chwili: - Ale mam nowiny, które cię zainteresują. Twój Najmniej Lubiany Wciąż Jeszcze Adept dostał misję. Nick będzie asystował Rudej.
Alex wyjrzał za okno; to ostatnie wieści, które chciałby dziś usłyszeć. Gdyby był lepszym dowódcą, nikogo by nie stracili i szybciej wróciliby do Agencji. Ostatnio często mijał się z Gią, od dawna nie wyruszyli na akcję w duecie. A teraz sama będzie musiała niańczyć tego zadufanego w sobie gówniarza. Martwił się, wolałby być z nią na tej misji.
- No już się tak o nią nie martw. - Ray bezbłędnie odpowiedział na jego myśli. - To zadanie niskiej rangi. Nie posłaliby jej na nic poważnego z adeptem u boku.
Pilot poprawił przesiąknięty opatrunek. Taka rana będzie się jeszcze długo paprać i uprzykrzać życie.
- Zmienić cię?
- Nie trzeba, zostanę na posterunku. Pilotowanie to chyba ostatnia dziedzina, w której wciąż jestem lepszy od ciebie. - Wyprostował się teatralnie, spojrzał na Alexa i uznał, że to jedyna sytuacja, w której blondyn nie wymiga się od odpowiedzi. - Chociaż nie, jest jeszcze jedna, w której jestem wyśmienity, a ty zachowujesz się jak zagubione ciasteczko bez wróżby.
- Tą dziedziną są pewnie wyszukane metafory. - Alex uniósł brew. - Mów, o co ci chodzi.
Ray odetchnął i spytał prosto z mostu:
- Stary, zdradź mi, co jest między tobą a Rudą?
Alex udzielił machinalnej odpowiedzi, wyćwiczonej lepiej niż ciosy, których nauczał.
- Przecież znasz naszą relację. Nic się w tej kwestii nie zmieniło.
- Daj spokój. - Pilot przewrócił oczami. - Pytam, dlaczego wy się w końcu nie spikniecie?
- To nasza sprawa, nie wcinaj się. Jest dobrze tak, jak jest.
Istniały kwestie, w których Alex był uparty, milczący i nieprzewidywalny. Ray nie mógł zrozumieć przyjaciela.
- Coś to wasze durne postanowienie chyba nie działa. - Pilot pokręcił głową.
- Hm?
- Myśleliście, że jeśli nigdy nie będziecie razem, to dzięki temu będzie wam łatwiej. Że będziecie się o siebie mniej martwić. - Popatrzył na niego. Maszyna powoli zaczęła obniżać wysokość. - To tak nie działa, przyjacielu.
- Jesteśmy tylko partnerami.
- Gówno prawda, macie permanentny romans emocjonalny!
Alex w przypływie złości uderzył w aparaturę kokpitu.
Chwilę żaden z nich nie potrafił zabrać głosu. Ray nie chciał stawiać Alexa pod ścianą, ale nie mógł patrzeć, jak bliscy mu ludzie miotają się niczym dzieci we mgle.
- To, że wam na sobie zależy, to nie słabość - podjął spokojniej. - Wiem, że nie chcecie się angażować i myślicie, że w ten sposób unikniecie rozczarowań, ale... Dlaczego nigdy nawet nie daliście sobie szansy?
Alex nie odpowiedział. Było mu wystarczająco trudno i bez natrętnego zachowania przyjaciela.
- Słuchaj, myślałem, że jak zobaczysz, że Nick się za nią ugania, to w końcu zmądrzejesz - kontynuował zrezygnowany. - W końcu ją stracisz i będziesz mógł mieć pretensje tylko do siebie.
Helikopter znajdował się tuż nad pasem startowym. Ledwie kilka chwil dzieliło ich od lądowania.
- Patrz na drogę - odparł Alex, ucinając temat.
?
Japonia, kraj kontrastów. To tu na każdym kroku zderzają się tradycja z nowoczesnością, a konserwatyzm z wyzwoleniem. Miejsce, w którym przeplatają się skromność z przepychem, technologia z tradycją, gdzie dawne legendy i wartości muszą konkurować z nowoczesną wizją świata. Z jednej strony Japonia jest jak jej flaga - subtelna, zrównoważona i perfekcyjna, a z drugiej szalona i przytłaczająca. To kraj, w którym każdy musi nosić maskę, by podołać skrajnym oczekiwaniom.
Według wytycznych, które Gia i Nick otrzymali, mieli spotkać się z właścicielami firmy informatycznej w głównym oddziale w Tokio. Zdziwili się jednak, gdy w ostatniej chwili dowiedzieli się o przeniesieniu spotkania do Kioto, do prywatnej posesji założycieli biznesu - małżeństwa Futago.
Firma Futago Industry Corporation trzymała w garści cały japoński przemysł technologiczny i była niekwestionowanym liderem branży IT. Tylko największe giganty z całego świata mogły się z nią równać. Jednak aby utrzymać się na szczycie, nie wystarczała pracowitość i wiedza, równie przydatne były wykraczanie poza stereotypy, spostrzegawczość oraz przebiegłość.
- Mam nadzieję, że zdążyłeś dobrze poznać rodzimą kulturę swojej dziewczyny - rzuciła Gia, gdy samolot zaczął zmieniać kurs z lotniska w Tokio na to w Kioto.
Nick przewrócił oczami, gdy usłyszał, z jakim przekąsem wypowiedziała dwa ostatnie słowa. Od dnia nieporozumienia podczas wycieczki szkolnej, kiedy to całe starania Nicka, aby zbliżyć się do Rudej, poszły się wulgarnie kochać, ich relacje wciąż były napięte. Na pewno nie pomagały w tym godziny wspólnych treningów ani tym bardziej fakt, że po tym wszystkim Nick i Izumi zostali parą.
- Wiem co nieco... - odparł Nick, klikając w ekran telefonu. - Ale to przecież tylko zwerbowanie kolejnego Utalentowanego, a nie rozmowa kwalifikacyjna. Więc nie wiem, o co ci chodzi.
- To kraj pełen niuansów, które dla nas są zupełnie obce. - Wyjrzała za okno, wyraźnie spięta. - Możesz obrazić swojego rozmówcę, zanim jeszcze otworzysz usta. Wolałabym tego uniknąć. Ta wizyta jest już wystarczająco nietypowa.
Na te słowa Nick aż przestał pisać przesłodzoną wiadomość do Izumi. Spojrzał na Gię zdziwiony. W planach miał zachowywać się względem niej profesjonalnie i z dystansem, tak jak ona go traktowała. I choć przychodziło mu to znacznie trudniej niż jej, myślał, że podczas misji zdoła się w pełni skupić na powierzonym mu zadaniu. Ale niestety bijące od Rudej wątpliwości były czymś, czego nie potrafił zignorować.
- Myślałem, że to standardowa misja odbioru Utalentowanego - podjął, ignorując kolejne serduszka wyświetlające się na ekranie jego telefonu. - Chociaż też się zastanawiałem, dlaczego ściągają nas aż z drugiego końca świata. Przecież w Azji też jest na pewno jakaś Agencja. Czemu ona się tym nie zajmie?
- Tego właśnie nie wiem. - Ta myśl nie dawała jej spokoju. - Ale w informacjach dotyczących misji wyraźnie jest zaznaczone, że potrzebny jest ktoś właśnie z naszej Agencji.
Nick wyłączył rozpraszający go telefon i skrzyżował ręce na piersi. Myślał, że jego pierwsza oficjalna misja będzie czysto formalnym wyjazdem służbowym, których Gia odbyła już mnóstwo. Jednak ze względu na słowa dziewczyny i jej zachowanie, podobnie jak ona zrobił się podejrzliwy.
- Musi chodzić o coś więcej. - Ruda wyrwała go z rozmyślań. - Sądzę, że tutejsze służby zachowałyby Utalentowanego dla siebie, gdyby było inaczej.
- W samej Japonii przecież nie ma Agencji. - Aby zająć czymś ręce, zaczął bawić się zamknięciem rozkładanego stolika na siedzeniu przed nim.
- To nie do końca prawda. Mówi ci coś słowo yakuza?
Plastikowe zamknięcie wyślizgnęło mu się z ręki, a stolik runął w dół.
- A co ma do tego japońska mafia? - Zgłupiał.
- Yakuza to również organizacja zajmująca się kolekcjonowaniem Utalentowanych - wyjaśniła spokojnie. - I robi to znacznie dłużej niż nasza czy inna Agencja. Czytałam, że kiedyś próbowano włączyć ją do naszego systemu, ale współpraca nie była możliwa. Sami dbają tu o bezpieczeństwo tajemnicy Utalentowanych, więc póki spełniają ten warunek, Agencja nie ingeruje w ich działania. Pomyśl chwilę, właściwie dużo się od nas nie różnią. Obowiązuje ich bezwzględne przestrzeganie zasad, wykonywanie rozkazów i absolutny zakaz wyjawiania informacji o yakuzie. Tylko wykonują te obowiązki nieco inaczej niż my.
- Nieco? Przecież to zwyczajna mafia! - Ten fakt wydawał się Nickowi zbyt istotny, by go tak po prostu pomijać.
- Nie w takim znaczeniu, o którym myślisz. Świat nie jest czarno-biały. Yakuza w pewnych dziedzinach działa w Japonii legalnie i utrzymuje porządek, nie wprowadzając przy tym reżimu. To bardzo specyficzne środowisko, trudne do zrozumienia dla kogoś z zewnątrz.
Ruda nie patrzyła na towarzysza, tylko w skupieniu przyglądała się wyświetlanej na monitorze pokładowym mapie. Potrafiła znacznie lepiej niż Nick ukrywać emocje i odgrywać przypisaną jej rolę, a on był szczerym człowiekiem - mówił, co myślał, gdy było to potrzebne, i wkurzał się wtedy, kiedy było to uzasadnione. Czasem nawet mu tego zazdrościła.
- To jakaś paranoja. - Adept oparł się ciężko o siedzenie.
Nad ich głowami zaświeciła się kontrolka sygnalizująca podejście do lądowania. Za oknem kłębiły się wierzchy białych, gęstych chmur. Samolot zaczął obniżać wysokość i już po chwili zanurzył się w mlecznych obłokach.
- Wiesz, skąd wziął się zwyczaj obcinania zdrajcom palców przez yakuzę? - spytała Ruda, gdy zapięła pas.
- Nie, nie wiem, ale ich żonom musi być z tego powodu bardzo przykro. - Przymknął oczy i wziął kilka głębokich oddechów. Start i lądowanie wciąż były jego najmniej ulubionymi momentami latania.
- Około czterystu lat temu, czyli gdy yakuza powstała, uważano, że Talent każdego Utalentowanego pochodzi z jego rąk. - Gia pochyliła się i dotknęła Nicka opuszkiem w łokieć. Niewielki ładunek przemknął po ciele adepta, wywołując ciarki. - Z powodu dużej ilości zakończeń nerwowych w dłoniach, większość Talentów faktycznie najłatwiej skupić właśnie w rękach.
Nick rozmasował porażony łokieć; uczucie było identyczne z tym, które pojawia się, gdy niefortunnie się nim o coś uderzy. Ta prezentacja pozwoliła mu na chwilę zapomnieć o lądowaniu i lęku wysokości.
- Teraz już wiadomo, że to oczywiście nieprawda, ale wtedy nikt jeszcze nie prowadził na ten temat tak dogłębnych badań. - Zakryła zasłonką rozpościerający się za oknem, szybko zbliżający się ląd, aby adept poczuł się choć trochę bardziej swobodnie. - W każdym razie sądzono, że obcięcie palca spowoduje osłabienie mocy Talentu. To było ostrzeżenie. Najwyższa kara spotykała tych, którym obcinano dłonie, co miało zupełnie pozbawić ich umiejętności.
Nick pokiwał ponuro głową. I choć chciał być wdzięczny Rudej za to, że próbowała go zagadać podczas lądowania, to zupełnie nie potrafił z siebie wykrzesać pozytywnych uczuć, jakby coś go blokowało... A przecież wciąż ją uwielbiał i łaknął jej obecności, jednak z drugiej strony czuł do niej niezrozumiały żal, który niejednokrotnie przeradzał się w złość. Ten irracjonalny stan już go męczył, przez co często się kłócili. Czuł się rozdarty i nie miał pojęcia, skąd w nim taki brak równowagi.
Szum silników był coraz głośniejszy; chłopak poczuł delikatne drgania, gdy zaczęło się wysuwać podwozie.
- Ale skoro już wiadomo, że to bujda i że wśród Utalentowanych są na przykład tacy jak ja, którym Talent nie gromadzi się w dłoniach, to dlaczego do dziś odcinają sobie palce? - ciągnął dialog, byle tylko zagłuszyć męczące go myśli.
Podwozie łagodnie dotknęło płyty lotniska, maszyna powoli zaczęła hamować.
- Może dla utrzymania tradycji. To tak jak z tatuażami. Był okres, że w Japonii tylko yakuza ozdabiała nimi skórę. - Gia wzruszyła ramionami. - Albo po prostu mają sentyment.
Od miesięcy Ruda próbowała być dla Nicka wyrozumiała, ale od czasu usunięcia mu z pamięci wspomnień z misji na Karaibach znalezienie im wspólnego języka czasami graniczyło z cudem. Był opryskliwy, kłótliwy lub milczący. Buzowały w nim żywe i intensywne emocje, a on nie wiedział, skąd się brały. Ona natomiast musiała patrzeć, jak się miota, i nie mogła mu wyjawić prawdy.
Na lotnisku zostali przechwyceni przez ludzi państwa Futago. Niezwykle zimny profesjonalizm ochroniarzy sprawił, że chwilami czuli się bardziej jak więźniowie niż przedstawiciele Agencji. Tak jak Gia była podejrzliwa i spięta w samolocie, tak teraz zupełnie straciła zaufanie do czekającego ich zadania. Podstawiony samochód wywiózł ich na obrzeża Kioto i zatrzymał się dopiero pod drewnianą torii.
Żwirowa droga, zasypana cieniutką warstwą śniegu, prowadziła przez klasyczny japoński ogród wprost do drewnianej posiadłości. Budynek osadzony był na niskich palach, co nadawało konstrukcji lekkości i elegancji. Spadziste dachy pokryte były czarnymi dachówkami, a z rogów zwisały papierowe lampiony. Szeroka weranda obiegała dom, a pokoje parteru były otwarte na ogród, przez który Gia i Nick szli w towarzystwie ochroniarzy.
Mimo że japońska wiśnia powinna już kwitnąć, łyse drzewka wciąż stały zmarznięte, czekając na pojawienie się spóźnionej wiosny. Nawet tu, na drugim końcu świata, anomalie pogodowe były tak samo destrukcyjne i widoczne.
Nick był przejęty, rozentuzjazmowany i lekko pijany całym tym miejscem. Po raz pierwszy w życiu znajdował się tak daleko od domu, wszystko było dla niego nowe i egzotyczne. Pamiętał, jak rozmawiał kiedyś z Rudą o mapie, którą malowała na ścianie swojego pokoju. Tak bardzo jej wtedy zazdrościł tych wszystkich dalekich podróży, a teraz i on mógł jej wreszcie towarzyszyć. Usilnie opierał się pokusie, żeby nie wyciągnąć telefonu i nie zacząć robić zdjęć. Chciałby opowiedzieć Izumi po powrocie, że miał okazję odwiedzić jej rodzinny kraj, ale wiedział, że to niemożliwe, że znów będzie musiał nieudolnie kłamać jej w żywe oczy.
W tym małym, pozornym raju czuli na sobie spojrzenia dziesiątek oczu ochroniarzy śledzących każdy ich krok. Tak majętni i przezorni ludzie jak rodzina Futago nie mogli pozwolić sobie na swobodę nawet we własnym domu.
Gia i Nick zdjęli buty i przez rozsuwane drzwi zostali wprowadzeni do niskiego holu. Na ścianie wisiał zwój z kaligrafią, a w centralnym punkcie umieszczony był rodzinny ołtarz rodu Futago. Na kamiennej płycie wypisane zostały imiona zmarłych przodków, a także opiekuńczych bóstw rodziny. Tuż obok stał posążek Buddy, a pod nim rozpalone kadzidła o kojącym zapachu cyprysu japońskiego i czegoś słodkiego, jakby wiśni.
Nick przyglądał się temu wszystkiemu jak zahipnotyzowany i nagle poczuł tremę. Strzegący ich ochroniarze zamknęli za nimi przesuwne ścianki. Agentka i adept stanęli przed drzwiami prowadzącymi do głównego salonu, gdzie czekali na nich właściciele posiadłości. Zanim je otworzyli, Nick pociągnął Rudą za rękaw i delikatnie pochylił się do jej ucha.
- Co ja mam robić? - spytał, przytłoczony całą sytuacją.
- Ty Mulder, ja Scully. Przytakuj i zrób minę, jakbyś robił to już wcześniej. - Mrugnęła do niego i złapała za uchwyt przesuwnych drzwi.
Dwójka ludzi oczekiwała ich, siedząc na ziemi przy niskim stole. Klasyczne wnętrze pomieszczenia było proste i bardzo eleganckie, jednak uroda wpatrzonej w nich kobiety przyciągała wzrok i przyćmiła wszystko naokoło. Długie i niezwykle piękne, kruczoczarne włosy kontrastowały z wpiętym w nie kwiatem lotosu. Gospodyni ubrana była w czarne kimono zdobione roślinnymi motywami w odcieniach bordo i przepasana złotym obi. Pełne usta miała uniesione w ironicznym uśmiechu. Tuż przy niej zasiadał jej mąż. Przystojny i dobrze zbudowany mężczyzna z włosami do ramion ubrany był w ciemnozielony odpowiednik stroju swoje partnerki. Było w tej parze coś, co przyprawiało o dreszcz.
- To dla nas zaszczyt. - Gospodarze wstali i nisko ukłonili się przed gośćmi.
Gia i Nick przedstawili się i odwzajemnili powitalny gest.
- Witamy w naszym domu i dziękujemy za przybycie - podjął mężczyzna. - Ja nazywam się Samada Futago, a to moja żona Sayuri. - Ujął dłoń swojej partnerki, po czym gestem zaprosił ich do stołu.
Nick często przebywał u Izumi i dzięki temu wiedział, jak należy siedzieć na tatami przy niskim, japońskim stole. Usiadł z nogami zgiętymi wpół i stopami schowanymi pod pośladkami. Wiedział też, że zaraz zaczną drętwieć, więc bez wiercenia się długo nie usiedzi.
- Proszę nam wybaczyć tak nagłą zmianę miejsca spotkania i przydzielenie państwu towarzystwa naszych ludzi wbrew państwa woli - zaczęła kobieta. - Chodziło nam o bezpieczeństwo i zachowanie najwyższej dyskrecji, jeśli chodzi o państwa przybycie.
- Ochrona nie była konieczna - odparła Gia dość oschłym tonem.
Spojrzenia obu pań skrzyżowały się na dłuższą chwilę.
- Zapewne są państwo głodni po tak długiej podróży. - Futago przerwał ciszę. - Liczymy, że przyłączą się państwo do wspólnego posiłku podczas omawiania dalszych szczegółów.
Nikt nie czekał na ich zgodę. Gdy mężczyzna uniósł dłoń, do pokoju weszło kilka drobnych kobiet z nisko pochylonymi głowami i zaczęły podawać do stołu dziesiątki potraw. Aromatyczne dania oparte były na ryżu, owocach morza, tempurze, surowej rybie, makaronie sojowym oraz cieniutko pokrojonych plastrach wołowiny.
Nick w tym całym zamieszaniu z nadzieją poszukiwał na stole choćby jednego widelca. Niestety im bardziej chciał go zobaczyć, tym bardziej go nie było. Kątem oka widział Gię, która sprawnie radziła sobie z pałeczkami. Była to umiejętność, której Nick jeszcze nie zdążył opanować. Poczuł ulgę, gdy zobaczył, że sama pani domu używa rąk do jedzenia jednej z potraw. Już wiedział, że to będzie jedyna rzecz, którą dziś zje. Dzięki ci, łysy Buddo.
Mężczyzna zaproponował Rudej alkohol i - pomimo że odmówiła - tuż przy jej ręce zaraz pojawiła się czarka z sake. Rodzina Futago nie należała do ludzi, którym można było odmawiać. Atmosfera zaczynała się robić nieco napięta i gęstniała wraz z kolejnymi serwowanymi daniami.
Po wystawnym posiłku na stole pozostał już tylko alkohol, żeliwne czajniczki z zieloną herbatą oraz kulki ryżowe podawane na słodko z pastą z czerwonej fasoli.
- Czy znają państwo może tego człowieka? - Futago położył na stole zdjęcie mężczyzny ubranego w czarny garnitur.
Gia wzięła fotografię do ręki i przyjrzała się jej uważnie, po czym podała ją Nickowi. Miał dobrą pamięć do twarzy, niestety ta nic mu nie mówiła. Obawiał się jednak, że stwierdzenie "wszyscy Azjaci wyglądają tak samo" może być aktualnie nie na miejscu.
- Niestety nie - odparła Ruda.
- Nic dziwnego - stwierdziła kobieta i kusząco pochyliła się po zdjęcie. - Nazywa się Hayato Ishida. Milioner, filantrop, kulturoznawca, ale przede wszystkim biznesmen. Jako człowiek pieniądza sądzi, że może mieć wszystko i wszystko dostanie.
Jej mąż wyciągnął na stół kilka dodatkowych fotografii. Zdjęcia przedstawiały młode, wystraszone i spętane dziewczyny, ubrane w skąpą bieliznę lub całkiem nagie.
- Od lat jest zamieszany w handel żywym towarem - kontynuowała gospodyni. - Jest miłośnikiem kobiet dostarczanych z całego świata. Co jakiś czas na jego życzenie organizowana jest aukcja, na której on i jemu podobni licytują porwane dziewczyny. Kwoty dochodzą do niebotycznych wysokości wielu milionów jenów. Jednak dla niego nie liczy się cena, a jakość.
Nicka zalała irytacja, gdy zorientował się, że mężczyzna badawczo przyglądał się Rudej jadowicie zielonymi oczami. Niezwykle rzadka jak na Japończyka barwa tęczówek onieśmieliła nawet Gię.
- Chcielibyśmy prosić państwa o pomoc i zdemaskowanie tego człowieka - kontynuował mężczyzna, nie odrywając wzroku od Agentki.
- Dlaczego tak państwu na tym zależy? - Gia zmarszczyła brwi. - Proszę wybaczyć, ale nie podejrzewam, że to ze szlachetnych pobudek.
- I ma pani rację. Nic nas nie obchodzi los tych dziewcząt - odpowiedziała Futago z ironicznym uśmieszkiem. - W naszej branży panuje ogromna konkurencja i aby utrzymać się na szczycie, niezbędna jest eliminacja potencjalnego zagrożenia. - Mąż nalał jej ryżowego trunku, a ona wzięła niewielki łyk. - Wspomniany mężczyzna jest naszym konkurentem biznesowym i zależy nam na pozbyciu się go z rynku tak, aby nikt nie połączył nas z tą sprawą.
Gia parsknęła śmiechem i bez chwili zwłoki zaczęła wstawać od stołu.
- Przykro nam, ale nie jesteśmy do wynajęcia. Nie przyjmujemy tego typu zleceń. - Ukłoniła się, choć nie tak nisko jak podczas powitania. - Ściągnęli nas tu państwo pod pretekstem dostarczenia nam Utalentowanego. Oszustwo na pewno nie poprawi współpracy z naszą Agencją. Żegnam.
- I słowa dotrzymamy. - Kobieta nawet nie drgnęła i bez mrugnięcia okiem kontynuowała: - Oferujemy państwu w zamian coś, za co na pewno spełnicie nasza małą prośbę. - Na stole pojawiła się teczka z dokumentami.
Gia i Nick spojrzeli na siebie. Ruda chwilę biła się z myślami, po czym sięgnęła po teczkę. Zdębiała, gdy zobaczyła, kto jest kartą przetargową.
- Methew Barton... Bliźniak Rogera K. Bartona. Ścigamy go od dwóch lat. - Gia zobaczyła na zdjęciu twarz seryjnego mordercy, za którego wraz z Alexem wzięli Rogera przeszło rok temu w Bangkoku. - Skąd...? - Podniosła wzrok na swoich rozmówców.
- Panno Raider, jesteśmy po państwa stronie - zapewniła. - Również jesteśmy posiadaczami N?ryoku, czy jak go państwo nazywają, Talentu. A Methew Barton to groźny przestępca, który dopuścił się zbrodni także w naszym kraju. - Kobieta zastukała paznokciami w stół z wyrazem satysfakcji na twarzy. - Jest przetrzymywany w miejscu, w którym go nie znajdziecie, jednak wciąż jest żywy. Oddamy go wam w zamian za tę małą przysługę. Wy uratujecie te porwane dziewczyny i dostaniecie Bartona, a my pozbędziemy się przeciwnika biznesowego. Co państwo na to?
Gia przełknęła ślinę. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. To nie były decyzje, które mogła podejmować samodzielnie.
- Muszę skontaktować się z przełożonymi... - odparła.
Nick został sam na sam w pokoju z bezwzględnym małżeństwem, podczas gdy Gia wyszła porozmawiać przez telefon. Jeszcze nigdy nie czuł się tak spięty w żadnym towarzystwie, a każda minuta nieobecności Agentki dłużyła się niemiłosiernie. Spojrzał na przyglądającą mu się piękną kobietę. Jej absolutnie czarne oczy przyprawiały go o ciarki. Był ciekaw, jak Agencja ustosunkuje się do ultimatum, które zostało im postawione. Miał jednak nadzieję, że przełożeni są świadomi, iż ewentualna odmowa może być bardzo nieprzyjemna dla ich wysłanników. Odetchnął z ulgą, gdy Gia w końcu wróciła.
Wszyscy wyczekiwali jej słów.
- Zgadzamy się na państwa propozycję - odpowiedziała niechętnie. Najwyraźniej sama nigdy nie zdecydowałaby się na współpracę z Futago. - Jednak na naszych warunkach.
- Słuchamy więc. - Gospodarz kiwnął głową.
Ruda wróciła na swoje miejsce przy stole i wzięła w końcu pełen łyk podanego jej trunku. Futago natychmiast uzupełnił opróżnioną czarkę.
- Po zdemaskowaniu pana Ishidy będziemy mieli do niego pełne prawo i zostanie osądzony według naszych standardów - przywołała ustalenia z przełożonymi.
- Zgadzamy się. - Nie zastanawiali się ani chwili. Los przeciwnika był im obojętny. - Muszą tylko państwo zadbać, żebyśmy w żaden sposób nie zostali powiązani z tą sprawą. Potem Ishida jest wasz.
Gia kiwnęła głową. Nietypowa współpraca została zawarta.
- Przejdźmy zatem do państwa zadania. - Mężczyzna zlustrował Rudą wzrokiem. - Jutrzejszego wieczoru ma się odbyć podobna aukcja. Najłatwiej będzie wam dotrzeć do celu, jeśli pani zostanie podstawiona jako jedna z licytowanych dziewczyn. Pan Ishida jest koneserem pięknych kobiet, na pewno zainteresuje się kimś o oryginalnej i nieazjatyckiej urodzie.
Nickowi bardzo nie spodobał się ten pomysł. Nie chciał sobie nawet wyobrażać, co może się stać, jeśli coś pójdzie nie tak.
- A jaka jest tu moja rola? - wtrącił się.
- Aukcja jest anonimowa, więc pan będzie jednym z akcjonariuszy - wyjaśnił Futago. - Będzie pan podbijał cenę panny Raider, aż w aukcji będzie brał udział już tylko jeden konkurent. On właśnie będzie waszym celem.
- Skąd pewność, że będzie licytował? Że nie przerwie aukcji?
- Widać, że nie zna się pan na biznesie, panie Smith. - Kobieta popatrzyła na niego z wyższością. - Ten mężczyzna zawsze dostaje to, czego chce, a gwarantuję, że będzie pragnął panny Raider. Koszty nie grają roli, pokryjemy wszystkie. Proszę licytować, aż będzie pan miał pewność, potem proszę dać mu wygrać aukcję. Resztę niuansów pozostawiamy waszemu profesjonalizmowi. - Machnęła ręką, jakby ludzkie życie było natrętnym komarem.
- Nie byliśmy przygotowani na tego typu przedsięwzięcie, brakuje nam sprzętu - wtrąciła Gia, analizując ich sytuację i szanse na powodzenie misji.
- Mamy bardzo duże możliwości, panno Raider. Dostarczymy wszystko, co będzie wam potrzebne. - Futago kiwnął ręką na swoich ochroniarzy. - Nasi ludzie są do pani dyspozycji.
?
Gia i Nick całą noc ślęczeli nad dopracowaniem planu. Rozstali się następnego dnia wczesnym popołudniem. Od tego czasu każde z nich było już zdane na siebie. Ponownie mieli się spotkać podczas licytacji. Byli dobrze przygotowani, a wpływy i znajomości rodziny Futago pozwoliły im swobodnie dotrzeć do podziemia Kioto.
Samochód podwiózł Nicka w okolice historycznej dzielnicy Gion. Jak na ironię, było to miejsce znane głównie z mitów i tajemnic żyjących tam gejsz i maiko, a on przybył tu na licytację więzionych kobiet. Ten sam rynek, tylko w nowoczesnym wydaniu.
Wysiadł z auta i przez leniwie sypiące, drobne płatki śniegu wyszukał wzrokiem podany adres. Odsłonił ozdobny materiał wiszący u wejścia i był pewien, że trafił jednak w niewłaściwe miejsce.
W skromnym pomieszczeniu na ziemi siedziała babulinka o absolutnie białych i cienkich włosach upiętych na czubku głowy, odziana w szare kimono, pozbawione jakichkolwiek zdobień czy wzorów. Powoli opróżniała miskę ryżu, nawet nie spoglądając na przybysza. W rogu stała tylko niska lampka i odpalone kadzidełka i nic nie wskazywało na to, że dzieje się tu coś nielegalnego. Staruszka, nie przerywając jedzenia, uniosła pomarszczoną dłoń i wskazała na ścianę za sobą.
Nick niepewnie podszedł do ścianki i przesunął ją w bok. Zobaczył schody prowadzące w dół i pomimo silnego zapachu kadzideł poczuł dławiący dym papierosowy. Zasunął za sobą wejście i pozostawił milczącą ok?san1 w samotności.
Przez podziemia prowadziła tylko jedna droga, oświetlona przez zakurzone żarówki, a na jej końcu stał wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna o nieruchomej twarzy. Nick przełknął głośno ślinę i w nerwowym geście rozluźnił węzeł krawata pod szyją. Miał nieodpartą ochotę schować wzrok za szkłami okularów przeciwsłonecznych, byle tylko nie musieć patrzeć Japończykowi w oczy. Wydawało mu się, że mężczyźnie wystarczył jeden rzut oka, by zorientować się, że Nick jest oszustem. Ochroniarz jednak nie zaatakował, tylko bez słowa pokierował adepta do loży.
W pomieszczeniu było niemal zupełnie ciemno, a na dodatek ściany wyglądały na pokryte wygłuszającym czarnym materiałem. Na samym środku stał tylko jeden skórzany fotel, a przed nim nieduży panel dotykowy. Nick usiadł na miejscu i niepewnie wyciągną dłoń w stronę urządzenia.
W tej samej sekundzie ściana przed nim się zaświeciła. Szybko cofnął rękę i dopiero po chwili zrozumiał, że patrzy na lustro weneckie. Widział, co dzieje się za szkłem, sam pozostając anonimowym. W okrągłym pomieszczeniu, od którego był oddzielony, znajdowało się jeszcze sześć takich samych luster. Wiedział, że właśnie za którymś z nich ukrywa się ich cel. Na samym środku znajdowało się podwyższenie, swoista scena, na której zaraz miały zaprezentować się obiekty licytacji.
Światła w okrągłej sali zmieniły kolor, a mechanizm podestu zaczął pracować. Platforma się rozstąpiła, z ciemności zaczęła wyłaniać się drobna postać. Nick przełknął głośno ślinę. Podłoga zrównała się ze sceną, a ich oczom ukazała się dziewczyna w całej okazałości. Ubrana była w czerwoną, koronkową bieliznę, pończochy i wysokie obcasy. Miała naszyjnik z pawich piór, a na kostkach drogą biżuterię. Długie blond włosy były zaplecione w dwa warkocze i puszczone na piersi. Przerażona dziewczyną trzęsła się i ledwo trzymała na nogach, na jej ciele było widać świeże obtarcia i siniaki. Ręce miała związane z przodu czarną liną, ale największy niepokój wzbudzała maska, która przysłaniała jej twarz. Przedstawiała oblicze japońskiego demona; niegdyś wykorzystywano takie w teatrach kabuki. Szeroki uśmiech i wąskie oczy miały imitować śmiech.
Scena zaczęła się obracać, aby każdy z licytujących mógł uważnie przyjrzeć się dziewczynie. W głośnikach rozbrzmiał męski głos. Nick nie znał japońskiego, ale przez skórę czuł, że była to charakterystyka prezentowanego towaru.
Na panelu wyświetliła się cena wywoławcza. Licytacja się rozpoczęła. Nick obserwował, jak cyfry podskakują w zastraszającym tempie i gdy doszły do ceny kilkunastu milionów jenów, powoli zaczęły zwalniać. W tym samym czasie na podeście pojawił się mężczyzna, który ściągnął z twarzy kobiety maskę. Złapał ją za policzki, prezentując buzię. Oczy wciąż miała zasłonięte czarną przepaską, spod której zaczęły wypływać łzy.
Podbicie kwoty. Większość licytujących już odpuściła, w grze zostało tylko dwóch kupujących. Kolejne podbicie. Musiała się spodobać. Ostatnie przebicie. Dziewczyna zaczęła szlochać, jej los był przesądzony. Sprzedana.
Nick nie mógł uwierzyć w to, czego był świadkiem. Opadł na oparcie i przypomniał sobie o oddychaniu. Bezsilnie obserwował, jak dziewczyna zostaje wyprowadzona z sali. Stała się już czyjąś własnością.
Po chwili mechanizm na scenie znów zaczął pracować. Sytuacja się powtórzyła, a na podwyższeniu pojawiła się kolejna kobieta. Niska, czarnowłosa, najprawdopodobniej Azjatka. Ubrana wulgarnie na biało. Usta na jej masce były wykrzywione w grymasie, a oczy skierowane w dół - reprezentowały smutek. Po krótkiej charakterystyce jej twarz również została odsłonięta. Cała dolna warga była opuchnięta, a spod opaski spływały rozmazane ślady tuszu, ale poza tym ciało miała niemal nietknięte. Musiała bronić się mniej zawzięcie niż jej poprzedniczka lub, sądząc po nieobecnym wyrazie twarzy, była czymś odurzona.
Kolejna akcja ruszyła, ale tym razem zainteresowanie było mniejsze, licytującym najwyraźniej znudziła się już japońska uroda. Dziewczyna została sprzedana za bezcen.
Nicka zmroziło, gdy na scenie pojawiła się kolejna postać. Obnażona, cała drżąca, delikatna i bezbronna. Ubrana w skąpy czarny komplet z gorsetem i długi sznur pereł, między którym majaczył srebrny wisiorek z niebieskim oczkiem. Adept wiedział, że ciasno związane sznury na nadgarstkach pozostawią bolesne obtarcia. Burza wściekle rudych włosów rozsypana była na nagich ramionach. Gia trzęsła się i szlochała. Tak dobrze wczuła się w odgrywane emocje, że Nick ledwo dawał radę usiedzieć na miejscu. Nie mógł uwierzyć, jak wiele Ruda jest w stanie znieść dla dobra misji.
Jej maska demona wściekle obnażała kły, a oczy groźnie wpatrywały się w przestrzeń. Reprezentowała nienawiść.
Na panelu pojawiła się cena wywoławcza, znacznie wyższa niż końcowa cena poprzedniej aukcji. Liczby zaczęły iść w górę, a po chwili i Nick włączył się do licytacji. Drżącymi dłońmi stukał w panel, podbijając cenę o kolejne miliony.
Na podwyższeniu kolejny raz pojawił się mężczyzna, który ściągnął z twarzy Rudej maskę. Opuściła głowę. Szarpnął ją za włosy, krzyknął coś agresywnie, a Gia załkała i wyprostowała się, by zaprezentować się kupującym. Nick trząsł się ze złości i nie mógł się skupić na licytacji. Chciał już tylko wyrwać Rudą z tego chorego miejsca. Kliknął panel na niebotycznie wysoką sumę, a zaraz po niej pojawiła się kolejna, wyższa.
Nick podbił cenę raz, drugi, trzeci, a ona wciąż rosła. Starł pot z czoła, uderzał w panel coraz mocniej, aż w końcu szybkość aukcji zaczęła zwalniać. Przyjrzał się kwocie i kliknął panel. Minęła chwila i cena znów nieznacznie podskoczyła. Jeśli miał wierzyć w słowa Futago, to już tylko on i ich cel pozostali przy licytacji. Pospieszył się i kliknął ponownie, przebijając potężnie poprzednią cenę. Czekał, ale nic się nie zmieniało. Nieubłagane sekundy mijały, ale nikt już nie próbował podbić jego kwoty. W rogu panelu pojawił się zegar odliczający pięć sekund. Gdy dojdzie do zera, Nick wygra aukcję, a misja zakończy się fiaskiem.
Złapał się za głowę i wstrzymał oddech. Zegar zaczął odliczać. Trzy... Dwa... Jeden...
Kwota została przebita o kolejną pokaźną sumę. Mieli go. O mały włos, a Nick spartoliłby tak proste zadanie. Czekał, nie musiał już dalej grać.
Na panelu pojawiła się informacja o przegranej aukcji. Towar sprzedany. Gia została zabrana ze sceny i odprowadzona do swojego nowego właściciela.
Nick odetchnął z ulgą, choć najtrudniejsza część była dopiero przed nimi. Wstał, poprawił garnitur i opuścił podziemia tą samą drogą, którą się tu dostał.
Wszystko szło zgodnie z planem. Po zakończonej aukcji Nick obserwował z samochodu, jak ich cel wychodzi z budynku wprost do swojego wozu, a zaraz za nim prowadzona jest Ruda. Adept ruszył ich śladem. Ostrożnie jechał za nimi, nie tracąc auta z oczu.
Po kilku minutach krętej drogi stanęli na skrzyżowaniu na czerwonym świetle. Nick był spięty, nerwowo stukał palcami w kierownicę. Nie odrywał wzroku od samochodu, w którym znajdowała się jego partnerka. Jeden z sąsiednich wozów się z nim zrównał. Kątem oka zobaczył wystawioną w swoją stronę lufę. Zareagował w ostatniej sekundzie. Wrzucił wsteczny i wcisnął pedał gazu. Na milimetry jego głowa minęła się z wymierzonymi w niego pociskami. Szyby rozsypały się w drobny mak.
- Fuck! - krzyknął i próbował wycofać auto.
Uderzył w samochód stojący za nim, nie miał gdzie dalej uciekać. Światło zmieniło się na zielone, z piskiem opon ruszył przed siebie, a w pościg za nim ostrzeliwujące go wozy. Jechał zatłoczonymi ulicami Kioto, łamiąc po drodze wszystkie przepisy, jakie znał. Spojrzał w lusterko, ludzie Ishidy byli tuż za nim. Czuł się niczym na szubienicy - nie znał miasta ani nie miał wsparcia. Musiał ich zgubić jak najszybciej. Zabawy w wyścigi na starym lotnisku Agencji i niegdysiejsza profesja w końcu miały się opłacić. Wycisnął z wozu, ile tylko się dało; musiał zwiększyć dystans. Serce niemal mu stanęło, gdy tuż przed jego maskę wjechał duży samochód dostawczy. Mocno odbił kierownicą, wyminął przeszkodę i tuż za nią zaciągnął ręczny, obracając wóz o sto osiemdziesiąt stopni. Jeden ze ścigających go pojazdów nie wyhamował przed ciężarówką i wbił się prosto w przewożony towar. Drugi z piskiem opon cudem uniknął kraksy. Nick, gotowy do dalszej ucieczki, ruszył przed siebie, wyminął rozbite auta i tylko widział w lusterku, jak pościg próbuje nieporadnie zawrócić i dotrzymać mu kroku. Uśmiechnął się pod nosem.
Przyspieszył, klucząc ulicami Kioto, po czym skręcił w drogę biegnącą wzdłuż rzeki. Rozejrzał się niespokojnie i zwolnił, by nie zwracać na siebie większej uwagi. Wyglądało na to, że mu się udało, nie widział nic niepokojącego. Gdy tylko pogratulował sobie w myślach, ścigający go wóz wyjechał z wąskiej uliczki i uderzył w niego bokiem. Nick usłyszał tylko huk miażdżonej karoserii, a kątem oka dostrzegł falę iskier. Robił wszystko, by nie dać się zepchnąć z drogi. Odbił kierownicą, gdy nagle jadący z nim bok w bok pojazd ostro wyhamował. Nick stracił panowanie nad wozem. Wysoki krawężnik podbił koła, a rozpędzony samochód wjechał prosto w wystawę sklepową.
Przerażeni przechodnie niepewnie podeszli do nieszczęśliwego wypadku. Wyglądało na to, że kierowca nie przeżył zderzenia. Mężczyźni ścigający Nicka wysiedli z auta i zamierzali upewnić się, czy ich przeciwnik na pewno nie żyje. Podając się za służby porządkowe, odgonili natrętnych gapiów. Pośród wzbitego kurzu, rozsypanego szkła i walającego się wszędzie gruzu próbowali zbliżyć się do zniszczonego wozu. Gdy znaleźli się tuż za nim, samochód błyskawicznie ruszył na wstecznym. W ostatniej sekundzie odskoczyli mu z drogi, a rozpędzony wóz nie zdołał wyhamować i z hukiem przebił się przez barierki odgradzające rzekę. Przez ułamek sekundy wisiał na granicy drogi, po czym tył pojazdu przeważył i wóz zwalił się ze skarpy. Z dużą siłą samochód uderzył o lodowatą wodę i już po chwili zaczął tonąć.
Przerażony tłum zawrzał, a w oddali było już słychać wezwane karetki i wozy strażackie. Ludzie wysłani przez Ishidę stanęli nad brzegiem z wyrazem satysfakcji na twarzach. Jeden z nich uniósł telefon i rozmawiał przez chwilę. Usunęli się z drogi, gdy przyjechały służby ratunkowe. Wkoło całego wypadku zebrała się ogromna liczba gapiów, karetka ledwo mogła przejechać. Wszyscy próbowali wypatrzeć nieszczęśliwego kierowcę tonącego wozu.
Nick, ukryty na zniszczonej wystawie sklepowej, rozmasował obolały kark. Odkopał na bok resztki połamanego manekina, którymi zablokował pedały wozu. Poprawił zakurzony garnitur i niepostrzeżenie zniknął w przejętym tłumie. Wiedział, że minie trochę czasu, nim ratownicy wyłowią auto, a tamci zorientują się, że nie było go w środku. Gdy znalazł się wystarczająco daleko od całego zamieszania, wygrzebał z kieszeni telefon komórkowy. Kilkoma ruchami zaczął namierzać nadajnik Rudej. Na ekranie wyświetliła się mapa i migający na niej punkt. Bingo.
Wprawnie ukradł pierwszy napotkany samochód i ruszył śladem swojej partnerki.
Podjechał pod dużą, nowoczesną posiadłość na wschodnim obrzeżu Kioto. Światła w całym budynku były pogaszone, a wkoło nie widział żywej duszy. Ostrożnie wyszedł z auta, cisza i powiew mrozu aż zjeżyły mu włosy na głowie. Zaniepokoiło go, że bez żadnych przeszkód udało mu się dostać do środka. Złe przeczucia zaczęły się piętrzyć, gdy powoli szedł szerokim holem wykładanym białym marmurem. Na jego końcu znalazł plamy krwi i smugi prowadzące ku zamkniętym drzwiom. Czuł, jak serce zaczyna mu bić coraz szybciej, musiał wziąć się w garść i stłumić pierwotną chęć ucieczki.
Skupił w sobie Talent, uniósł pistolet i w gotowości nacisnął klamkę.
- Co tak długo? Wszystko w porządku?
Gia stała na środku przestronnego salonu. Na strój z licytacji miała narzucony długi, czarny, aksamitny szlafrok, cały zachlapany świeżą krwią. Wokół niej leżał stos ciał, a ona w skupieniu wycierała zabrudzoną lufę. Przeraziła go osoba, którą w niej teraz widział. Dziewczynę o wielu twarzach, o wielu maskach i setkach skrywanych emocji.
- Jechałem objazdem. - Przełknął ślinę i opuścił pistolet. Choć napięcie spadło, wcale nie poczuł ulgi. - Widzę, że zadanie wykonane. Gdzie nasz cel?
- Jest na górze. - Wskazała bronią na zdobione schody. - Po powrocie z aukcji padł pijany.
Nick pokiwał głową; cieszył się, że to już koniec misji, że w końcu będą mogli zakończyć to parszywe zadanie
- To co, zakuwamy go i wracamy? - spytał i podszedł do niej, ostrożnie mijając zwłoki.
Próbował nie patrzeć na zabitych, ale spoglądając na twarz Rudej, na której znajdowały się rozpryśnięte kropelki krwi, nie potrafił ignorować otaczającej ich śmierci.
- To jeszcze nie koniec. - Uśmiechnęła się niepokojąco. - Przygotowałam ci scenę pod twoje indywidualne zadanie.
Zmarszczył brwi, ale nim zdążył cokolwiek powiedzieć, do ich uszu doszedł przeraźliwy krzyk dobiegający z górnego piętra. Hayato Ishida, cały umazany krwią swoich ochroniarzy, z paniką w oczach zaczął nieporadnie zbiegać ze schodów. Strach i szumiący w głowie alkohol zepchnęły go z ostatnich stopni, przez co spadł na parter i uderzył głową o podłogę. Gia patrzyła na to z obojętnością, a Nick z niepokojem i zmieszaniem. Adept nie wiedział, jak powinien się zachować. Nerwowo spoglądał to na Rudą, to na Japończyka. Mężczyzna uniósł na nich rozmazany wzrok i widząc broń, zaczął uciekać do drzwi. Szarpał za klamkę, ale te ani drgnęły. Wpisał kod odbezpieczający wyjście. Nic.
- Gdy spałeś, nieco zmodyfikowałam twój system ochrony. - Gia zwróciła się do przerażonego mężczyzny po angielsku. Poprawiła pas szlafroka i ku zaskoczeniu Nicka zamiast aresztować Ishidę, usiadła na fortepianie. - Nie uciekniesz.
Mężczyzna nieprzerwanie szarpał klamkę.
Ruda zwróciła się do Nicka.
- Przejechanie kogoś, zatrucie chemikaliami czy nawet strzał z daleka mogą wydawać się mało realne, wręcz fikcyjne - zaczęła, ważąc słowa. - Ale gdy staniesz z kimś twarzą w twarz i pociągniesz za spust, zobaczysz uciekające z oczu życie. Zdasz sobie sprawę, jaką moc masz w garści.
- Proszę! Błagam! Zapłacę wam dwa, trzy razy tyle! - Mężczyzna otrzeźwiał i na kolanach zwrócił się w ich stronę.
- Najwyższej ceny nie płaci się pieniędzmi - odparła, nawet na niego nie spoglądając.
- Mieliśmy go tylko schwytać. - Nick spojrzał w jej lodowatobłękitne oczy. Już wiedział, czego od niego wymaga.
- Takie dostałam rozkazy. - Jej słowa były pozbawione emocji, jakby chciała mu wmówić, że cała ta sytuacja jest czymś normalnym. Jakby przygotowywała go na to, że to będzie jego codzienność. - Ten człowiek jest odpowiedzialny za ponad dwieście morderstw, ale zapewne jest tego znacznie więcej. Jeśli go nie zlikwidujemy, dzięki swoim wpływom rano wyjdzie z więzienia za kaucją.
- To pewne? Nie wygląda groźnie. - Nick spojrzał na rozdygotanego mężczyznę, słaniającego się z rozpaczy. Sam nie wiedział, dlaczego nagle zaczął go bronić.
- Tacy jak on tylko wydają wyroki, to pieniądze są spustem.
Nick przypomniał sobie o bezbronnych dziewczynach, porywanych, bitych i zabijanych tylko dla chorych fantazji. Przez takich ludzi jak Ishida. Popatrzył na Gię, na jej opuchniętą od uderzenia podczas licytacji wargę, na bolesne ślady po sznurach na nadgarstkach. Zacisnął zęby, a złość aż zaczęła kipieć pod jego skórą. Przeniósł wzrok na swój pistolet, a potem na tuzin trupów walających się po pomieszczeniu.
Gia widziała, że Nick się waha.
- Nie jesteśmy potworami. Zadamy mu szybką śmierć bez zbędnego okrucieństwa, które on by nam zafundował, jeśli tylko miałby taką okazję. - Zakręciła pistoletem w dłoni. - Godzinami torturował i zabijał ludzi, którzy przeszkadzali mu w interesach, ich rodziny, dzieci i psy. Z takim człowiekiem masz do czynienia. Zasłużył na śmierć - zapewniła go. - Agencja nigdy się nie myli, a ty masz być Agentem. Kiedy wyciągasz broń, nieważne jest, kogo zabijesz, ale kogo dzięki temu obronisz.
Nick oddychał ciężko. Chciał chronić innych, chciał ochronić ją, być dla niej partnerem, na którego może liczyć.
Mężczyzna przeczołgał się wzdłuż ściany pod drewnianą komodę. Trzęsącymi się dłońmi wyciągnął z szuflady telefon komórkowy i próbował wybrać numer.
Gia wycelowała pistolet i odstrzeliła mu telefon wraz z kawałkiem dłoni.
Ishida zawył z bólu i wykrzyczał pomiędzy przekleństwami:
- Ja was zniszczę! Moi ludzie zaraz tu będą!
- Nikogo tu nie będzie przez co najmniej osiem godzin, zadbałam o to. - Gia odkręciła tłumik i podała go Nickowi. - Bądź kulturalny i nie rób hałasu.
Nie chciał być już nieporadnym uczniem, wiedział, że stać go na więcej. Teraz dostał szansę na nieoficjalną poprawę egzaminu na Agenta.
Zamontował tłumik i podszedł do mężczyzny, który dosłownie próbował schować się w ścianie. W błagalnym geście uniósł zakrwawione dłonie. Nickowi trzęsły się ręce, a na czole pojawiły się kropelki potu. Wycelował w głowę Ishidy. Wiedział, że jeśli będzie myślał zbyt długo, to nie da rady pociągnąć za spust. Przekierował na mężczyznę całą swoją wściekłość i emocje, z którymi sobie nie radził.
Gia z kamienną miną obserwowała każdy jego ruch. Dzielił ich już tylko...
...jeden strzał. Perfekcyjny. Wyćwiczony.
I już było po wszystkim.
Drżące ciało Hayato Ishidy powoli osunęło się na ziemię, pozostawiając na ścianie gęstą, ciepłą smugę. Z niedużej rany na środku czoła pociekła cieniutka strużka krwi, zalewając twarz i rozchylone wargi. Nick widział, jak oczy, przepełnione złością i strachem, tracą świadomość, aż w końcu zgasły i stały się przeraźliwie puste.
- Co czujesz? - usłyszał za sobą cichy głos.
Opuścił broń, doceniając, że wciąż może oddychać. Odwrócił wzrok od tego, co zrobił, i natrafił na wiszące na ścianie lustro. Chociaż to irracjonalne, przepełniał go lęk, że nie jest już sobą, że morderstwo jakoś go naznaczyło. Ale nic się nie zmieniło, jego odbicie wyglądało tak samo jak przedtem, mimo że świadomie odebrał komuś życie. Wykonał zadanie.
- Nic - odparł, sam zaskoczony swoją odpowiedzią.
- Tr?s bien2. - Zmieniła magazynek w broni. - A teraz wykorzystasz to, czego się nauczyłeś. Za kilka sekund wtargną tu jego ludzie.
- Co...? - Otrząsnął się. - Mówiłaś, że nikogo tu nie będzie jeszcze przez jakieś osiem godzin.
- Kłamałam. Nie chciałam, żebyś czuł presję czasu. - Podała mu zapasowe magazynki.
Wzięła do ręki drugi pistolet. Zza drzwi było już słychać nadciągających przeciwników.
- Osłaniaj mnie. - Wycelowała.
?
Zmęczeni, siedzieli na brzegu basenu w posiadłości Ishidy, brodząc nogami w czerwonej wodzie. Jeden z rozstrzelanych przez nich trupów delikatnie się kołysał, opadając na dno. Na podłogę pełną łusek sypały się iskry ze zniszczonej instalacji elektrycznej.
- Pamiętasz swoje pierwsze zabójstwo? - Nick był lekko nieobecny, spokojny, jakby w transie. - Trudno ci było?
Chwilę nie odpowiadała, tylko kręciła palcem drobne kręgi na wodzie. Między opuszkiem a taflą przeskoczyła drobniutka iskra.
- Nie miałam z tym problemu - odpowiedziała w końcu. - Władze Agencji zadbały o to, żebym nie miała wyrzutów sumienia.
- Niby jak? - spytał, nie dowierzając. - Przecież musiałaś być wtedy jeszcze dzieckiem.
- Wystarczy udowodnić, że zabójstwo jest rzeczą słuszną.
Nick od razu zrozumiał, jaką psychologię zastosowała Ruda. Wykorzystała analogiczne metody, gwarantując mu, że ich dzisiejszy cel zasłużył na śmierć. To faktycznie pomagało.
- Wiesz, czym są filmy snuff? - spytała, nie podnosząc na niego wzroku.
Zaniepokojony tym pytaniem odwlekał odpowiedź, poprawiając podartą w ferworze walki koszulę.
- To te zboczone filmy, w których udają, że dokonują tortur, gwałtów i morderstw? - odparł w końcu.
- Tak, w większości udają. Wtedy jest to tylko pożywka dla psychopatów, ale zdarzają się i oryginalne nagrania - stwierdziła i pochyliła głowę tak, by włosy zasłoniły jej twarz. - Ludzie, a zwłaszcza dzieci, są porywane i mordowane przed obiektywem. To tak zwane filmy ostatniego tchnienia. Potem nagrania sprzedawane są na czarnym rynku. Przed moją pierwszą misją pokazano mi kilka takich autentycznych filmów, żebym nie miała wątpliwości, przeciw komu walczę. Miałam dziewięć lat i dokładnie wiedziałam, co mam robić - kontynuowała, zaciskając pięści. - Na prośbę rządu Agencja wytropiła grupę robiącą takie filmy. Podstawiono mnie jako jedną z porwanych dziewczynek. Porywacze wywieźli mnie za miasto, do starej rudery w głębi lasu, na ich "plan filmowy". Zamknęli mnie w szafie, a następnego dnia mieli kręcić film ze mną w roli głównej. Zaczekałam, aż wszyscy zasną, i gdy w środku nocy się uwolniłam, znalazłam zwłoki trzech innych dziewczynek i jednego chłopca. W moim wieku, niektórzy młodsi. Zastrzeliłam wtedy pięciu zwyrodnialców.
Nick nie potrafił dobrać słów. Nie wiedział, jak Gia po takich przeżyciach może się jeszcze uśmiechać, próbować normalnie żyć. Teraz, gdy Nick już wiedział, jak wyglądają misje, poczuł wstyd, że wytykał jej zakłamanie. W takim życiu pozostaje tylko noszenie maski bądź rozpacz i szaleństwo.
- Przepraszam cię, byłem skończonym dupkiem - przyznał.
- Fakt - nie zaprzeczyła. Odgarnęła zmierzwione włosy i uśmiechnęła się do niego. - Powoli świta, a musimy jeszcze ogarnąć to miejsce przed przyjazdem policji. Chodź.
Podczas gdy Nick kończył przygotowania, Gia wróciła do samochodu, by zmienić w końcu wyzywający i zakrwawiony strój. Z bagażnika wyciągnęła zapasowe ubrania, przebrała się i usiadła na miejscu kierowcy, by poczekać na adepta.
Usłyszała odgłosy kroków na świeżym śniegu i w tej samej chwili ktoś wskoczył na miejsce pasażera.
- Ani drgnij. Mam cię na muszce!
Uniosła ręce do góry.
Mężczyzna był jednym z rannych niedobitków Ishidy.
- Jeden fałszywy ruch i rozwalę ci głowę, jasne, laluniu? - kontynuował łamaną angielszczyzną. - Nie wiem, kim wy, kurwa, jesteście, ale masz mnie zabrać z tego parszywego miejsca! Tylko bez żadnych numerów. Gaz do dechy i jedź, gdzie ci każę.
Rozjuszony mężczyzna obserwował każdy ruch Rudej i uniemożliwiał jej sięgnięcie po broń spoczywającą w schowku. Agentka powoli zapięła pasy i położyła ręce na kierownicy.
- Się robi - odpowiedziała krótko i wcisnęła pedał gazu.
Koła zabuksowały na śliskim podłożu, po czym auto gwałtownie ruszyło. Ujechali kawałek w stylu, który był typowy dla jazdy Rudej. Mężczyzna mocno złapał się uchwytu nad głową, wciąż starając się utrzymać wycelowany w dziewczynę pistolet.
- Do serca sobie wzięłaś moje "do dechy" - przyznał niespokojnie, uciskając rozorane udo.
- Szybka jazda jeszcze nikogo nie zabiła - odpowiedziała nad wyraz przyjaźnie, przyśpieszając jeszcze bardziej.
- Czyżby?
- Natomiast szybkie zatrzymanie... owszem!
Z całej siły nacisnęła hamulec, a samochód szarpnął i po krótkim poślizgu stanął w miejscu. Nieprzypięty pasami mężczyzna przeleciał przed przednią szybę, rozbijając sobie głowę i zdzierając twarz na asfalcie.
Gia pokręciła z dezaprobatą głową i usunęła resztki szyby. Zawróciła wóz i wróciła tam, gdzie wcześniej parkowała. W samą porę, bo z budynku właśnie wybiegał Nick.
- Załatwione. - Otworzył drzwi i rozsiadł się na siedzeniu pasażera. - Chryste, gdzie jest szyba?
- Jest po prostu tak czysta, że jej nie widzisz. - Wzruszyła ramionami.
- Jesteś szurnięta...
- Zapnij pasy, proszę.
Posłuchał i ruszyli w stronę wyjazdu z posesji. Gia dla pewności przejechała po mężczyźnie, który zapomniał o zapięciu pasów.
- Stój! - krzyknął Nick.
- Co? - Zatrzymała się.
Nick otworzył drzwi, wychylił się przez nie i oddał strzał w leżące na drodze zwłoki.
- Dwa razy nie popełnię tego samego błędu.
Parsknęła śmiechem i nareszcie mogli zakończyć ich pierwszą wspólną misję.
?
Futago rzucił na stół poranne wydanie gazety.
- Znany biznesmen Hayato Ishida został znaleziony martwy dzisiejszego ranka na terenie swojej posesji w Kioto. Przyczyna tragedii pozostaje nieznana, jednak po wstępnym śledztwie policja ustaliła, że rozmach zamachu wskazuje na porachunki z kartelem narkotykowym. W domu Ishidy odnaleziono niedozwolone substancje, jak i dowody na powiązania z handlem ludźmi. W jego telefonie odkryto zaszyfrowane kontakty do osób, które brały udział w nielegalnych licytacjach. Policja uwolniła ponad czterdzieści przetrzymywanych nieletnich dziewcząt różnego pochodzenia. - Mężczyzna streścił artykuł z pierwszych stron gazet.
Gia i Nick ze spokojem słuchali słów rodziny Futago.
- Ani wzmianki o porachunkach biznesowych. - Czarnowłosa kobieta uśmiechnęła się z uznaniem. - Wspaniale.
- Dotrzymaliśmy naszej części umowy. - Gia skrzyżowała ręce na piersi. - Śpieszymy się na samolot.
- Oczywiście. - Pani domu spojrzała tylko na swoich ochroniarzy, którzy natychmiast rozsunęli drzwi.
Do pokoju wprowadzono półprzytomnego, zakutego w kajdanki mężczyznę. Gia nie miała wątpliwości, że był to poszukiwany Methew Barton, z wyglądu identyczny jak dobroczynny polityk, którego poznała w Bangkoku.
- Oto nasza część umowy. - Futago podszedł do kryminalisty. - Dostał środek odurzający, więc jego N?ryoku nie będzie jeszcze przez jakiś czas groźne.
- Nasi ludzie zawiozą was na lotnisko. - Kobieta podeszła do Rudej i podała jej dłoń.
Gia złapała ją za rękę. Rękaw pięknego kimona nieznacznie odsłonił znajdujący się na wewnętrznej stronie nadgarstka tatuaż. Ruda zamarła na chwilę i przeniosła wzrok na półprzytomnego Bartona. Dopiero teraz zauważyła, że mężczyzna ma obcięte niemal wszystkie palce.
- Było nam niezmiernie miło z państwem współpracować - dokończyła Futago z ironicznym uśmiechem. - Może jeszcze kiedyś się spotkamy.
Ani Gia, ani Nick nie mieli pojęcia, że cały ten czas współpracowali z przywódcami yakuzy.
ROZDZIAŁ IIPIERWSZY ŚNIEG
Nick otworzył portfel i przeszukał wszystkie przegródki. Nie znalazł żadnego banknotu ani wartościowego bilonu, nic prócz zniżek na kawę i mandatu za przekroczenie prędkości. Nie był tak spłukany od czasów domu dziecka, i to wtedy, gdy jeszcze nie kradł. Zastanowił się przez chwilę. Nie miał wyboru. Wyśledził na zatłoczonym korytarzu rudzielca. Załapał Gię za ramię i z błagalnym spojrzeniem odciągnął na bok.
- Zabawna sytuacja... pocieszysz mnie finansowo? - spytał z zakłopotaną miną.
- Masz dziwne poczucie humoru... - odparła, krzyżując ręce na piersi.
- Pożycz mi trochę grosza na to klasowe wyjście do kina. Mam czas na zapłacenie tylko do końca zajęć, a nie mam gotówki.
Przechodzący obok uczniowie spoglądali na nich, szepcząc coś między sobą. Pomimo że skradzione pieniądze z komitetu rodzicielskiego magicznie odnalazły się niedługo przed zakończeniem poprzedniego semestru, to wielu uczniów wciąż pamiętało oskarżenia, jakie wisiały nad rudą uczennicą. Dyrektorka zamknęła sprawę, mimo że sprawca kradzieży nie został zdemaskowany, i oficjalnie przeprosiła Gię za rzucone na nią podejrzenia.
Ruda skrzywiła się, ale i nie kazała się długo prosić. Wygrzebała z torby portfel i wręczyła mu pieniądze.
- Ehm... a masz może drugie tyle? - dopytał, pewien, że nim skończy mówić, Gia odwróci się na pięcie.
Pokręciła głową i dołożyła kolejny banknot.
- Dzięki, oddam ci wieczorem - odpowiedział z wdzięcznością, ale i napięciem w głosie.
- Nie musisz oddawać, i tak mamy wspólny budżet.
- Okazało się, że wychowawczyni nie przyjmuje kart kredytowych jako formy płatności - z zakłopotaniem ciągnął wyjaśnienia. - A rodzice Izumi mają po prostu problemy finansowe.
- Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno.
- Dlaczego wy macie ze sobą taki problem? - spytał, szczerze ciekaw odpowiedzi.
- Ja nic do niej nie mam... szacunku też nie.
Pośród tłumu uczniów wypatrzył ich Tomas i nie siląc się nawet na "dzień dobry", włączył się do rozmowy.
- Dobrze, że jesteś, bo już nie chce mi się tego taszczyć - zwrócił się do Rudej i wyszczerzył białe zęby. - Mam dla ciebie książkę, którą pożyczyłaś Neli. Wczoraj ją odebrałem.
- Dzięki...- Zaskoczona, przejęła tomisko. - Ale co ty wczoraj robiłeś u Neli? Mnie mówiła, że jest zajęta.
- No wiesz... - Uśmiechnął się lekko zakłopotany. - Nela pomaga mi w nauce. Muszę się przyłożyć, jeśli mam dobrze zdać egzaminy i dostać się na jakieś sensowne studia. Od jakiegoś czasu co wieczór się razem uczymy. Chyba już tylko ona wierzy, że będą ze mnie ludzie. Bardzo mnie wspiera. - Zabrzmiał niezwykle szczerze i dojrzale.
Gia uśmiechnęła się na te znakomite wieści. Wyglądało na to, że po latach darcia kotów ta dwójka nareszcie odnalazła siebie nawzajem. To zabawne, jak zupełnie nieświadomi ludzie wciąż szukają tej drugiej osoby, mając ją tuż pod nosem.
- Cześć wam! - Nela w końcu pojawiła się po tym, jak zniknęła na dwie godziny, by oprowadzić nowego ucznia po szkole. - Poznajcie, oto Kiwan.
Obok niej przystanął bardzo wysoki i szarmancki uczeń z wymiany. Zaprezentował powalający uśmiech i uniósł rękę w powitalnym geście. Gęste czarne włosy związane w cienkie dredy uwodzicielsko opadały mu na twarz, a biała koszula tylko podkreślała jego ciemną karnację. Kolczyk w nosie na pewno nie był częścią szkolnego uniformu i to dziwne, że Nela nie powiedziała mu tego jako pierwsza. Kiwan położył dłoń na jej ramieniu, na co ona zupełnie nie zareagowała.
Gia z zakłopotaniem patrzyła to na nią, to na Tomasa. Nie tak wyobrażała sobie początek ich szczęśliwego związku. Tomas wyglądał na równie zaskoczonego, a po chwili również na wściekłego.
- Kiwan pochodzi z Ugandy i niestety spędzi w naszej szkole tylko jeden semestr. Wciąż ma problemy z językiem, więc bądźcie wyrozumiali. - Uśmiechnęła się, bagatelizując piorunujący wzrok Tomasa. - Kiwan, these are my friends, Gia, Nick and Tomas. - Wskazała kolejno.
- Hi! - przywitał się krótko.
- Jak powiedzieć w suahili: "Twoje imię brzmi jak choroba weneryczna"? - wycedził Tomas przez zaciśnięte zęby.
- Tomas, co w ciebie wstąpiło?! - krzyknęła oburzona Nela.
- Myślałem, że my... - Nie mógł dokończyć zdania ze złości.
- You are funny guy. - Kiwan, nie rozumiejąc sytuacji, wtrącił się życzliwie w najmniej odpowiednim momencie. - I like you.
- Spieprzaj. - Tomas nie wytrzymał i odszedł, nie odwracając się za siebie.
To była dla niego bolesna lekcja. Gdy po raz pierwszy się zaangażował, został potraktowany tak, jak zawsze sam traktował swoje dziewczyny. Miało upłynąć jednak trochę czasu, nim złość minie, a lekcja przyniesie rezultaty.
Kiwan popatrzył pytająco na Nelę, ta jednak kazała mu się nie przejmować i tylko zapisała mu swój numer na kartce. Obiecał, że zadzwoni. Gdy odszedł, Nela z rozanielonym wzrokiem zwróciła się do Gii.
- Co o nim myślisz?
- Jest bardzo... rdzennie afrykański - odparła skonsternowana całą sytuacją.
- A właśnie! Wybrałam już temat pracy semestralnej z przedsiębiorczości - obwieściła i podała Rudej i Nickowi po kartce.
- Obserwacja zachowań społecznych i relacji międzyludzkich w placówce naukowej imienia Ferdynanda Magellana oraz dobór partnerów na podstawie wspólnych zainteresowań z uwzględnieniem upodobań wizualnych - przeczytała na głos Ruda i podniosła wzrok na przyjaciółkę. - Będziesz swatką?
- Nie uogólniaj. - Nela odebrała jej kartkę i teatralnie pogroziła palcem. - Przeprowadzę ankietę i za jej pomocą każdemu w szkole dobiorę partnera.
- Całkiem fajny pomysł. - Nick pokiwał głową. - Ale w szkole przecież jest więcej dziewczyn niż chłopaków. Na szczęście. Jak chcesz to zrobić?
- Wiem, to trochę skomplikowało mój genialny plan - przyznała, miętoląc chusteczkę w dłoniach. - Ale dlatego właśnie użyłam słowa "partner", a to nie to samo co kochanek. Nie gwarantuję, że każdy facet znajdzie dziewczynę ani na odwrót. - Przeniosła wzrok na uczniów odpoczywających na boisku. - Niektórzy poznają kogoś nowego, ktoś znajdzie przyjaciela, a inni drugą połówkę.
Jeden z przystojnych uczniów z wymiany z Hiszpanii przeszedł obok nich i zawadiackim wzrokiem przyjrzał się Neli. Puścił do niej oczko, a ona z uśmiechem zgrywała niedostępną.
- A nie sądzisz, że w swoich działaniach możesz być nieco nieobiektywna? - Gia uniosła brew i oparła rękę o biodro.
Znała skłonności przyjaciółki do flirtów; cały ten projekt przypominał jedną wielką rozmowę kwalifikacyjną na kolejnego faceta.
- A skąd, ankieta będzie anonimowa - wyjaśniła, rozwiewając wątpliwości. - To będzie rzetelna praca naukowa, niczego nie pozostawię przypadkowi. Całe przedsięwzięcie zależy od waszych cech charakteru.
- Naszych? - spytał podejrzliwie Nick.
- I tu moja prośba do was. - Uśmiechnęła się i chwyciła ich za ramiona. - Mimo że mój pomysł jest genialny w swej prostocie, to na początku mogę mieć problem ze ściągnięciem do mnie ludzi. Musicie mnie reklamować, a przede wszystkim robić mi sztuczny tłum. Nic tak dobrze nie ściąga konsumenta jak podążanie za modą.
Nick i Gia spojrzeli na siebie zmieszani. Ankieta dotycząca ich upodobań to niezręczny temat dla ludzi, którzy tylko grają swoje szkolne role, ale co mogli zrobić? Zgodzili się.
?
Majowe słońce wpadało do pokoju z powodu wiecznie niezasłoniętych rolet. Po długo utrzymujących się gwałtownych burzach każdy promień był jak prezent od losu. Alex poczuł ciepło na twarzy, które powoli budziło go po nocy pełnej snów. Otworzył zaspane oczy, nierozbudzone myśli wciąż jeszcze błądziły po marzeniu sennym. Otrząsnął się i powoli usiadł na łóżku. Leżała obok niego, bokiem, niemal całkiem odkryta. Wzrok powędrował na dużą bliznę nad jej lewą piersią, pamiątkę jednego z najgorszych wspomnień, jakie mieli. Srebrny wisiorek niesfornie schował się pod dekoltem cienkiej koszulki, która delikatnie opływała kobiecą sylwetkę. Przełknął ślinę. To już nie była ta mała dziewczynka, przy której kiedyś się budził zepchnięty na kraniec łóżka, tylko piękna kobieta. Pochylił się nad nią i chwilę konfrontował sen z jawą. Serce zabiło mu szybciej. Naciągnął na nią pościel po samą głowę i wstał z łóżka. Spod kołdry usłyszał jej niezadowolone mruknięcie; powoli zaczęła się budzić. Uśmiechnął się pod nosem. Potrzebny mu był zimny prysznic.
Gdy wyszedł z łazienki, już nie było jej w łóżku. Był natomiast leniwie przeciągający się czarny kocur. Popatrzył na Alexa spode łba i nie zamierzał dać się przepędzić z rozgrzanej pościeli.
- Tu nie ma miejsca dla nas dwóch - zagroził zwierzakowi.
- Zostaw go, i tak nie wygrasz tej walki.
Siedziała przy blacie z ciepłym uśmiechem i zarzuconym na plecy jego swetrem. Światło słoneczne prześwitywało przez burzę rudych włosów. Przed nią stały dwa kubki ze świeżo zaparzoną kawą.
- Dzień dobry. - Podała mu kubek, gdy podszedł i oparł się o blat.
- Dzień dobry.
- Złe sny? - Z jego szarych oczu wyczytała rozkojarzenie.
Zaśmiał się i wypił łyk.
- Byłbym nienormalny, gdybym powiedział, że były "złe". - Usiadł przy niej. - Raczej... niedostępne.
Chwilę siedzieli w milczeniu, cieszyli się swoim towarzystwem i stanem krótkiego lenistwa. Oboje chcieli, aby ta chwila mogła trwać dłużej, zawieszona między tym wszystkim, co ich otacza i tłamsi.
- Dziś wielki dzień - zaczął i dopił kawę. - Młodzi po raz pierwszy spróbują swoich sił na głównej sali treningowej.
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że nasi zwierzchnicy się na to zgodzili. - Wstała i weszła do łazienki w poszukiwaniu swoich ubrań. Zrzuciła z siebie piżamę i zaczęła się przebierać. - Nam to ułatwi pracę, ale adeptom od teraz będzie już tylko trudniej - dodała głośniej, by mógł ją słyszeć.
Przez lekko uchylone drzwi widział lustro, a w nim jej odbicie. Po chwili odwrócił od niej wzrok, a myśli od dzisiejszego snu. Niedawna rozmowa z Rayem nie dawała mu spokoju.
- Trudno jest patrzeć, jak na naszych oczach zmieniają się z normalnych nastolatków w ludzi takich jak... - Wyszła z łazienki, szukając odpowiedniego porównania.
- Takich jak my - dokończył za nią.
?
Adepci wchodzili pojedynczo, by trenerzy mogli dokładnie przyjrzeć się ich reakcji na panujące w sali warunki. Na pierwszy ogień poszła Lili. Wczytana dla niej misja była dedykowana komuś, kto powinien stanowić wsparcie medyczne zespołu. Jednak z powodu tego, że sprzymierzeńcami dziewczyny były hologramy, trening nie pozwalał w pełni wykorzystać Talentu młodej adeptki. Nawet jeśli trójwymiarowe obrazy postaci wyglądały na ranne, to Lili nie mogła ich uleczyć. Niemniej poradziła sobie naprawdę wzorowo, a umiejętności samego uzdrawiania miała okazję wykorzystywać na oddziałach szpitalnych Agencji.
Robertowi przypadła misja typowo sprawnościowa i po pewnym czasie wczuł się w nią tak bardzo, że jego transformacja w dzikiego kota osiągnęła najwyższy do tej pory zanotowany poziom. W przypadku Garreta wybrany stopień trudności misji był najwyższy ze wszystkich przygotowanych dla adeptów i ku uciesze trenerów, olbrzym poradził sobie śpiewająco. Należało jednak pamiętać, że dryblas był w Agencji znacznie dłużej niż pozostali rekruci i miał większe doświadczenie, a Talent wielkiej siły był niezwykle uniwersalny. Najbardziej nietypowa symulacja przypadła jednak Kurtowi, który musiał zmierzyć się nie tylko z wymagającymi zadaniami, lecz także z ekstremalnie niekorzystnymi warunkami klimatycznymi, co w kontekście ostatnich anomalii pogodowych wydawało się wyjątkowo przydatne, a dla adepta stanowiło dodatkowe utrudnienie. Wyszło na jaw, że w przypadku szybkich zmian temperatur czy ciśnienia Kurtowi było znacznie trudniej utrzymać iluzję w stabilnej formie.
Gdy przyszła kolej na Nicka, chłopak czuł, że ma przewagę nad pozostałymi. Od czasów jego pierwszej wizyty w tym miejscu minęły prawie dwa lata i wiedział już, czego może się spodziewać. Czekał na kolejne wyzwanie, któremu miał zamiar podołać.
Filip, główny informatyk aka haker Agencji i niekwestionowany król pizzy z podwójnym serem, załadował zadaną przez trenerów symulację. Przestrzeń w sali zaczęła się przekształcać, aż w pewnym momencie stała się łudząco podobna do...
- Gra w węża? - Nick z niedowierzaniem rozłożył ręce i spojrzał na pomieszczenie kontrolne, gdzie obserwowali go trenerzy. - Wy chyba żartujecie!