Od Autora. Parę poważnych słów o Książce
Drogi Czytelniku,
Nie jest to opasła księga pełna: wyświechtanych frazesów; szczerych inaczej i sztucznych uśmiechów; opisów pięknych miejsc i kobiet, luksusowych samochodów i trzymających w napięciu przez dwieście stron intryg wśród bogatych reprezentantów klasy wyższej i średniej; pięknego literackiego języka i poprawności politycznej.
Jest raczej odzwierciedleniem naszych czasów - rozwarstwienia społecznego, coraz większego zamykania się na innych ludzi i zastępowania ich internetowymi avatarami i nickami, degradacji wartości, ocenienia ludzi przez pryzmat posiadania, wieku, wyglądu i statusu społecznego, myślenia racjonalnego do bólu, negującego rozwój wyobraźni i głębszych przemyśleń.
Dlatego Książka ta została napisana językiem, który drogi Czytelniku początkowo może Cię odrzucić. Jest on bardzo przerysowany (trzecia i czwarta część książki), często wulgarny i obsceniczny (pierwsza i druga), zdania i sama treść mają bardzo często chaotyczny i przypadkowy układ. Jest to zabieg celowy. Taki język drogi Czytelniku spotykasz często w Internecie, w telewizji po 22, na ulicy, a może nawet w pracy. Jest to jednak język prawdziwy, dosadny do bólu i na swój sposób potrafiący szybko przekazać uczucia nadawcy. Jest on często bardziej prawdziwy niż tekst napisany poprawną polszczyzną, poddany wielokrotnej obróbce przez korektorów.
Dodatkowo każdy tekst opisuje poważne, śmieszne, często wydawałoby się infantylne, może nawet żałosne problemy ludzi w pseudo baśniowym nastroju. Niech jednak ta konstrukcja Cię nie zwiedzie drogi Czytelniku - nawet najgłupsza i najbardziej wulgarna opowieść pełna jest metafor i innych środków stylistycznych, których wychwycenie umożliwi Ci zrozumienie przesłania wydawałoby się nielogicznej i irracjonalnej opowieści. To czy będziesz ją uważał za pusty pseudosatyryczny tekst, czy za coś co zmusza Cię do głębszego zastanowienia się nad sobą lub jakimś problemem zależy tylko i wyłącznie od Twojej wyobraźni i wrażliwości.
Nawet najpiękniejsza elewacja, najpiękniejszej kamienicy jest nic niewarta, jeśli w środku dominuje plastik i lastryko, a po korytarzach walają się butelki ze "śmierdziśpiochem". Inaczej mówiąc, największą wartością w życiu intelektualnym człowieka jest możliwość żeglowania po falach wyobraźni.. i chciałbym, aby tak było w Twoim przypadku.
Nie chcę, abyś widział świat tak samo jak ja drogi Czytelniku (czytaj: nie zastanawiaj się co autor miał na myśli), chcę abyś miał swoje zdanie i potrafił dostrzegać to co pozornie niedostrzegalne (niesamowite i nierealne), zarówno w poważnych, depresyjnych tekstach jak i w zwykłych, często wulgarnych, prostych rzeczach. Jeśli świat czasami jest nudny i bezbarwny, innym razem zabawny, a jeszcze innym przerażający, zawsze może stać się takim jakim my chcemy - naszą paletą kolorów jest wyobraźnia i tylko od niej zależy to co sobie wymyślimy!!!
Zapraszam do lektury
Witold Pobugg
pobugg@onet.pl
0. Wstępniak, czyli elmanifestacyjna niebajeczkaCzyli nieprzypadkowi ludzie w przypadkowym społeczeństwie
Rozdział ten jest na swój sposób przyczynkiem do kolejnego manifestu pokolenia obecnych 20,30, 40 latków - młodych ludzi bez perspektyw na lepsze jutro. W wielu przypadkach bez jakichkolwiek szans na osiągnięcie statusu swoich rodziców, którzy może nie zostali nigdy szefami wielkich spółek, nie założyli dobrze prosperujących przedsiębiorstw, ale swoje życie przeżyli we względnym spokoju, bez comiesięcznych zmartwień, o to: czy umowa śmieciowa zostanie im przedłużona, czy kiedykolwiek uda im się dostać etat i chociaż średnią krajową i w wieku blisko siedemdziesięciu lat przejść na upragnioną, głodową emeryturę i modlić się o to, aby starczyło im na opłacenie niewielkiego (ale dużego jeśli weźmiemy pod uwagę stan konta) mieszkania odziedziczonego po swoich rodzicach, a może są tylko i wyłącznie skazani na to, aby osiąść na mieliźnie marginesu społecznego, na opuszczenie blokowisk, które do tej pory nazywali slumsami i przeniesienie się na ulicę, albo do pseudosocjalnych osiedli kontenerowych, w których jak zwierzęta w zoo, odgrodzeni od reszty społeczeństwa, będą dogorywali w alkoholowym spaźmie do końca swoich dni.
W odróżnieniu od swoich rodziców młode pokolenie jest bez jakichkolwiek szans na założenie szczęśliwej rodziny. Jaką rodziną można zbudować żyjąc w ciągłym stresie, pracując po kilkanaście godzin dziennie i zastanawiając się co będzie jutro...?! Niby jaki przykład mają brać od rodziców dzieci, które wcześniej, czy też później pojawią się na tym świecie w wyniku planowanej lub nieplanowanej wpadki?! Co może oferować partner, partnerowi lub rodzic dziecku jeśli widzi go raz na pół roku, w związku z pracą zagranicą lub przez kilkanaście minut wieczorem i rano, kiedy albo jest tak bardzo zmęczony, że słania się po nogach lub śpieszy się, aby zdążyć do pracy na czas?! Pieniądze....?! Poza regularnym opłacaniem rachunków... nic więcej. Ludzie nie dość, że są zbyt biedni, aby cieszyć się z życia to dodatkowo jedynymi ich radościami są opłacone na czas rachunki, możliwość przeżycia bez długów do końca miesiąca i brak chorób, które mogłyby jeszcze bardziej zadłużyć dom. Partnerzy bez przerwy obwiniają się za to, że żyją na niskim poziomie, dzieci wstępują do osiedlowych gangów i tam próbują realizować swoje cele materialne.
Szybkie tempo życia wywołuje depresje, powoduje coraz to częstsze sięganie po mocne używki (alkohol, narkotyki), oducza ludzi bliskości i życia w społeczeństwie. Ludzie zaczynają żyć w wirtualnym świecie, który sami sobie tworzą - istnieją tylko znajomi ze studiów i z pracy, do tego wsparci pokaźną grupką ludzi z internetowych portali społecznościowych. Przyjaźń nie istnieje bo zawsze istnieje "cena", która może ją zakończyć, a samo wspomnienie o przyjaźni damsko - męskiej wywołuje śmiech obu płci.
Nawet związki mają charakter przelotny, bez jakiegokolwiek zaangażowania partnerzy czerpią radość z fizycznych uciech życia, zapominając dzięki nim o problemach. Z kolei jeśli są budowane z nadzieją na coś dłuższego to ograniczają się do biznesowej oceny kandydatów i kandydatek według z góry opracowanego schematu - pytań jak z agencji pośrednictwa pracy:
Gdzie pracujesz i ile zarabiasz?
Czy stać cię na własne mieszkanie, czy je wynajmujesz, a może jesteś maminsynkiem, albo córeczką tatusia i nadal mieszkasz z rodzicami?
Czy znasz języki obce, jeśli tak to ile i w jakim stopniu zaawansowania?
Czy jesteś gotowy do zmiany miejsca zamieszkania?
Jakie kierunki studiów kończyłeś i ile dzięki ich ukończeniu możesz zarobić w przyszłości?
Czy stać cię na wyjazdy zagraniczne, wyjścia do klubów, zakupy sprzętu i innych błyskotek?
Czy twoje hobby jest dochodowe, a jeśli nie to po co zawracasz sobie nim głowę?
Czy jesteś w stanie samodzielnie utrzymać się z pensji i czy w razie dojścia drugiej osoby byłbyś w stanie ją też utrzymać?
Jak oceniasz stan swojego zdrowia, czy cierpisz na jakieś przewlekłe choroby? W jakim stanie są twoje narządy rozrodcze?
To tylko niektóre pytania, z którymi spotkał się autor podczas swojego randkowego życia. Prawda... To schemat... Czy można go jednak uznać za coś normalnego?! Czy dla "schematu" jestem jeszcze człowiekiem, czy zostałem sprowadzony tylko i wyłącznie do poziomu mniej lub bardziej użytecznego przedmiotu, który przez pewien czas cieszy i bawi, aby w pewnym momencie wylądować na wysypisku ludzi - rzeczy niepotrzebnych? Odhumanizowanie przyjaźni, partnerstwa i miłości jest przerażające, w erze Internetu, pubów, klubów i innych miejsc, w których pełno ludzi, my stajemy się coraz bardziej samotni, zamieniamy się w pracujące zadaniowo, niczego nie czujące maszyny.Gdzieś musi leżeć granica głupoty ludzi, ale gdzie ona się znajduje?!
Drogi Czytelniku teraz pewnie powiesz: "Nie wszyscy tacy są" i masz oczywiście rację, ale jeśli grupa tych "niewszystkich" stanowi góra parę procent społeczeństwa, to odnalezienie partnera w świecie intelektualnej pustki, kolorowych pisemek, szybkiego i niezobowiązującego seksu i w ogóle przedmiotowego i interesownego traktowania innych ludzi prowadzi do wniosku, że łatwiej znaleźć igłę w stogu siana niż osobę, z którą chciałoby się spędzić całe życie, albo przynajmniej miło spędzać czas.
Drogi Czytelniku, pewnie teraz pukasz się w swoją głowę i myślisz sobie "co za dyrdymały on wypisuje, mnie się udało!". I fantastycznie, cieszę się, że Ci się udało, że masz dobrą pracę, piękną żonę i zdrową rodzinę, a do tego mieszkasz w mieszkaniu, a może domku jak z żurnala, masz dwa samochody i co roku poznajesz nowe regiony świata. Pamiętaj jednak drogi Czytelniku, że Ty i nawet twoi znajomi, którym możliwe, że też się udało jesteście odosobnionymi przypadkami, albo inaczej mówiąc stanowicie ułamek społeczeństwa.
Wielu ludzi równie ciężko jak wy pracowało i nie osiągnęli tego samego, a może nawet też udało im się coś osiągnąć tylko, że w pewnym momencie przestali być potrzebni i powoli zaczęli spadać po drabince społecznej. Z dnia na dzień zaczęli się od nich odsuwać dobrze sytuowani znajomi, którym udało się utrzymać w pierwszej lidze życia, a rodzina doszła do wniosku, że z patologią i nierobami nie utrzymuje kontaktu.
Jak widzisz drogi Czytelniku, zanim powiesz "mnie się udało", spójrz czy obecnie jesteś prawdziwym właścicielem czegokolwiek i czy masz jakikolwiek wpływ na cokolwiek w swoim życiu - mieszkanie, auto i sprzęty domowe są własnością banku; dzieci - prędzej czy później wylecą z domowego gniazda, aby powrócić do niego tylko i wyłącznie jeśli będą mogły osiągnąć z tego jakąś korzyść; żona, dopóki widzi męskiego, seksownego, pewnego siebie faceta, z odpowiednią zawartością konta mówi: "Kocham cię psiaczku! Idziemy pod kołderkę?". Kiedy to wszystko stracisz i nie daj Bóg do tego zachorujesz, stracisz - ją (tak samo jest w odwrotnym przypadku, jeśli facet znudzi się żoną znajdzie sobie jakąś osiemnastoletnią utrzymankę, która i tak go w pewnym momencie znudzi i wymieni ją na lepszy model).
Odpowiesz mi drogi Czytelniku, mamy kapitalizm - każdy radzi sobie sam. I w pewnym sensie masz rację... Należy jednak takiej osobie stworzyć warunki, aby mogła pomóc sobie sama. W erze daleko posuniętego "networkingu", osoba wyrzucona poza nawias społeczny, z nędznym zasiłkiem, albo nawet bez niego (śmieciówki, zbyt krótkie okresy składkowe) nie ma zbyt dużych szans powrotu na łono społeczeństwa. Dlatego czasami podanie jednego palca (nawet nie dłoni) może pomóc takiej osobie wrócić do normalnego życia.
Nazwiesz taką osobę nieudacznikiem... I też w pewnym sensie masz rację! Czy jednak można tak nazwać osobę, która przez całe życie ciężko pracowała, była dobrym specjalistą, aż w końcu usłyszała złowieszcze zdanie: "Wie pan/pani mamy kryzys... musimy się rozstać"? ! Prawdopodobnie tak..., ale to by znaczyło, że żyjemy w świecie samych nieudaczników i potencjalnych kandydatów na nich!
Powiesz, że to co wypisuję to bełkot kolejnego zakompleksieńca, który zazdrości tym, którym udało się coś osiągnąć. I też w pewnym sensie masz rację. Niczego człowiek nie zazdrości bardziej niż nawet iluzji życia, nieważne na jak glinianych fundamentach by nie stała.
Drogi Czytelniku nie będę Cię zamęczał filozoficznymi rozważaniami o tym, że w cywilizowanym świecie, każdy człowiek powinien mieć prawo do godnego życia, czas na wypoczynek i możliwość tworzenia ciepła domowego ogniska, ale także szansę na tworzenie wizji przyszłości. Zanim zostaniesz "rozerwany" przaśnym humorem kolejnych rozdziałów zapoznaj się z życiem szarego człowieka stojącego nad przepaścią w tym rozdziale, może Ty nim nie jesteś, ale może to być ktoś kogo znasz, albo mijasz na ulicy.