Rozdział 1
Matylda
TERAZ
"Kolejny słoik, który przyjechał do Warszawy w poszukiwaniu pracy". Jestem wręcz przekonana, że tak właśnie ocenili mnie przechodnie, gdy stałam oparta o walizkę wielkości małego słonia, nie wiedząc tak naprawdę, co mam ze sobą zrobić. Nie będę ukrywać, że moja decyzja była lekkomyślna. Nie mam nic na swoją obronę... Możecie nazwać mnie durną. Proszę bardzo, droga wolna, ale najpierw zadajcie sobie pytanie, co trzeba zrobić, żeby w życiu coś się zmieniło. No co? Trzeba podejmować ryzyko. I ja się właśnie na to zdecydowałam. Być może popełniłam największy błąd swojego życia, i właśnie to nauczy mnie rozsądku, a może nareszcie coś się zmieni i za parę lat będę się cieszyć, że nie pozwoliłam sobie na stanie w miejscu. Wracając jednak do słoika. To oczywiście nie była prawda. Moja cała rodzina mieszka na warszawskiej Woli, ale szczerze powiedziawszy, wolałam tułać się po mieście z bagażem w poszukiwaniu noclegu, niż wrócić do ojca i tłumaczyć mu się z decyzji, którą podjęłam. I tak mnie nie zrozumie, a nawet nie wiem, czy miałby ochotę mnie wysłuchać. Pewnie nie usłyszałabym od niego nic oprócz tego, że jestem durna. Dlaczego zatem nie zadzwoniłam do żadnej koleżanki, kolegi lub jakiejkolwiek z osób, które z pewnością by mi pomogły? Bo zwyczajnie nie miałam na to ochoty. Chciałam pobyć sama i nie dzielić się z nikim tym, co siedziało mi w głowie.
Jak do tego w ogóle doszło? Ech... Wkurwiało mnie w nim już wszystko, nawet to, że oddycha. Miałam go dość i definitywnie postanowiłam od niego odjeść. Stojąc w naszej kuchni, trzasnęłam jego czerwonym kubkiem o podłogę, rozwalając go w drobny mak, co oczywiście rozzłościło Tomka niemiłosiernie, po czym spakowałam się w największą walizkę, jaką tylko miałam, i niewiele myśląc, wyszłam. Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że zrobiłam coś, czego robić nie powinnam, ale cóż, stało się. Tomasz w sypialni w szafie trzymał pieniądze, które zbierał na wymarzony motocykl. Ja je po prostu stamtąd zabrałam i schowałam do torebki. Właściwie to nie miałam zielonego pojęcia, co zrobię dalej i ile w ogóle jest tych pieniędzy. Nie miałam planu. Wsiadłam w pierwszy lepszy autobus i, zapłakana, ruszyłam przed siebie. Płakałam, ale to nie był płacz tęsknoty czy żalu. To były raczej łzy ulgi i strachu przed zmianą. Właśnie w taki sposób znalazłam się w centrum. Po przejechaniu jeszcze paru przystanków postanowiłam wysiąść przed jakimś wielkim szklanym budynkiem, który, jak się później okazało, był po prostu ekskluzywnym hotelem. Skoro mieszkam w mieście od dawna, to po prostu nie korzystam z takich miejsc, bo po cholerę? A zresztą, nigdy nie było mnie na to stać. Pewnie wyglądałam jak przestraszona dziewczynka, która zgubiła drogę. Nie przeszkadzało mi to jednak w tym, aby pchnąć drzwi hotelu i pierwszy raz w życiu zapłacić mnóstwo kasy za spędzenie jednej nocy w luksusie. W końcu miałam na to pieniądze. Może i nie należały one do mnie, ale co z tego... Po tym wszystkim totalnie mi się to należało! Stanęłam więc w kolejce do wysokiej pani siedzącej w recepcji. Przede mną stała grupka młodych, mocno wciętych Hiszpanów, którzy zaczęli ze mnie żartować, nie zważając na to, że przecież istnieje prawdopodobieństwo, że doskonale posługuję się hiszpańskim. Jeden z nich, dość przystojny i elegancki, spojrzał mi prosto w oczy, jakby chciał odczytać, o czym myślę. Niedoczekanie! Najpierw odrobinę mnie to przeraziło, ale... może właśnie to było coś, czego potrzebowałam? Jakiegoś szaleństwa? Może oczekiwał, że odwzajemnię uśmiech, a potem zaciągnie mnie do swojego pokoju i zerżnie, nie przestając wpatrywać się w moje oczy? Może powinnam na to pozwolić, ale nie pozwoliłam... Na odchodne pozdrowiłam panów po hiszpańsku, co wywołało ich śmiech niosący się po całej sali. Mężczyzna, który chwilę wcześniej na mnie patrzył, uśmiechnął się ponownie. Natychmiast odwróciłam wzrok, bo wreszcie nadeszła moja kolej i mogłam podejść do recepcji.
- Dzień dobry, potrzebuję pokoju na jedną noc.
- Oczywiście, poproszę o dokument. Jeśli chodzi o płatności, to wszystko zostanie naliczone: pobyt, posiłki w restauracji, bar, minibarek w pokoju. Opłaty pobieramy na koniec pobytu. Akceptujemy zarówno płatności gotówką, jak i kartą - powiedziała recepcjonistka.
Odwróciłam się do niej plecami, podczas gdy kobieta rytmicznie uderzała palcami w klawiaturę.
- Ma pani przed sobą nasz największy bar. Jeśli ma pani ochotę, zapraszam do jego odwiedzenia. W cenie noclegu przysługuje powitalny drink. Wystarczy podać kelnerowi numer pokoju.
- Dobrze. Może skorzystam. Bardzo pani dziękuję. - Gdy już miałam odejść, poczułam wibrację telefonu w kieszeni. Dzwonił Tomasz. Rzecz jasna nie odebrałam, tylko wyciszyłam telefon, po czym zabrałam z blatu kartę do swojego pokoju.
- Pani pokój znajduje się na czwartym piętrze, numer 432. Proszę skorzystać z windy po lewej stronie od baru. Życzę miłego pobytu.
- Dziękuję. - Odeszłam i dopiero wtedy przyjrzałam się zwitkowi pieniędzy, który zabrałam Tomkowi. W mojej torebce była pokaźna suma. Wydaje mi się, że nosiłam przy sobie ładnych parę tysięcy. Chciałam jak najszybciej je policzyć, ale przecież nie mogłam tego zrobić na środku hotelu, bo jeszcze ktoś by mnie okradł. Co za ironia. Ktoś miałby okraść dziewczynę, która przed chwilą okradła swojego faceta. Nie czułam się z tym zbyt dobrze. Szczerze powiedziawszy, czułam się okropnie. Jak w ogóle przyszło mi to do głowy?! Ja złodziejką? Naprawdę? Pokręciłam z niedowierzaniem głową i pobiegłam w kierunku windy, która zabrała mnie na czwarte piętro.
Przyłożyłam kawałek białego plastiku do urządzenia obok klamki i usłyszałam pikanie. Drzwi lekko się uchyliły. Zobaczyłam zwykły hotelowy pokój. Nic nadzwyczajnego. Telewizor, ciemnobordowe zasłony w oknie i mała łazienka z prysznicem. Było też łóżko z równo rozłożoną pościelą, tak jakby nikt nigdy wcześniej w nim nie spał, jakby było sterylnie czyste i jakby ktoś chciał wymazać fakt, że przewinęło się przez nie tysiące osób, a materac roi się od zacieków po płynach ustrojowych. Miałam to jednak wtedy głęboko w dupie. Rzuciłam się na nie ze wszystkich sił. Dokładnie tak, jak to robią bohaterowie amerykańskich filmów. Zatopiłam się w miękkim pierzu. W mojej głowie pojawiły się smutek i niedowierzanie, ale jednocześnie czułam się wolna, a przecież właśnie tego chciałam. Nie wiedziałam jednak, ile będzie to trwało i kiedy postanowię stawić czoła rzeczywistości. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że prędzej czy później będę zmuszona zapukać do drzwi ojca. Odwróciłam się z brzucha na plecy i wyciągnęłam z kieszeni telefon komórkowy. Na wyświetlaczu pojawiło się powiadomienie o 38 nieodebranych połączeniach od Tomasza. Usunęłam je i zaczęłam przeglądać zdjęcia znajomych w sieci. Mariola kupiła sobie nowego jamnika, którego zdjęcia wrzucała na Instagram z częstotliwością nie mniejszą niż jedno na 5 minut. Inna znajoma przynudzała sentencjami o miłości. Nareszcie natrafiłam na fotografie uśmiechniętej dziewczyny w słomkowym kapeluszu, pod którym znalazłam 22 382 lajki. OMG - pomyślałam. Jakim cudem ktoś ma taką oglądalność? Wszystko jasne... Po zagłębieniu się w jej profil zauważyłam, że była to obserwowana przeze mnie popularna blogerka, która, z tego co mi się wydaje, słynęła z okropnie drogich ubrań. Ciekawe tylko, skąd miała na to wszystko pieniądze... Dziwka! No, wiadomo... Każda, która jest ładniejsza, bogatsza i szczuplejsza ode mnie, zasługuje na miano dziwki. Dlaczego innym jest w życiu tak łatwo? Dlaczego mnie obserwują zaledwie 162 osoby, które są moimi prawdziwymi znajomymi? Chciałabym chociaż jeden dzień być taką laską, która pokaże na zdjęciu bluzkę, a tłum od razu bierze z niej przykład. Swoją drogą, jestem ciekawa, ile kasy bierze za taki sponsorowany post. Pewnie parę tysięcy, a może i więcej...
Przeglądałam jej zdjęcia, piekląc się coraz bardziej, gdy nagle usłyszałam szmer dobiegający zza drzwi. Po chwili ktoś zaczął się do nich bardzo głośno dobijać i pukać. Podskoczyłam ze strachu i ruszyłam w ich kierunku.
- Kto tam? - zapytałam niepewnie.
- Matylda, otwieraj natychmiast!
- Tomek?
- A kto, kurwa, inny? Otwieraj te cholerne drzwi!
Zrobiłam to, o co prosił. Przyznam szczerze, że nigdy nie widziałam go w takim stanie. Wyglądał jeszcze gorzej niż parę godzin wcześniej, gdy wychodziłam z naszego jeszcze wspólnego mieszkania.
- Co ty tu robisz? I skąd wiedziałeś, gdzie jestem? - zapytałam zdziwiona.
- Tak się składa, że sama mi zainstalowałaś aplikację, która miała mnie śledzić i sprawdzać, czy aby na pewno cię nie zdradzam.
No tak, lokalizator w iPhonie. Dlaczego go nie usunęłam?! Ależ jestem durna - pomyślałam.
- Gdzie to masz? - Tomasz złapał mnie mocno za rękę i krzyknął mi prosto w twarz.
- O co ci chodzi?
- Matylda... to, że jesteś kretynką, nie znaczy, że ja również. Gdzie są moje pieniądze? Ciesz się, że jeszcze nie wezwałem policji!
- Ja nie... - Natychmiast mi przerwał, nie pozwalając mi dokończyć wypowiedzi:
- Przestań! Po prostu mi je oddaj i temat zamknięty. - Zamurowało mnie. Po pierwsze to jego podejście, a po drugie to, że nawet nie był na mnie jakoś wybitnie wściekły. Po prostu przyszedł, jak gdyby nigdy nic, do pokoju w hotelu i chciał zabrać swoje. Rzecz jasna, tym czymś nie byłam ja, a pieniądze, które mu zwyczajnie zwinęłam. To chyba najbardziej mnie rozwaliło. Poczułam się okropnie. Nie dlatego, że o mnie nie walczył, a dlatego, że wstydziłam się tego, co zrobiłam. To było do mnie niepodobne, tak jak i nagłe odejście. Zwykle nie podejmowałam tak pochopnych i decyzji. A jednak...
- Są w torebce. Przepraszam... Nie wiem, co mnie napadło - wyszeptałam.
- W dupie mam twoje przeprosiny. Dzwoniłem do ciebie tyle razy, a ty nawet nie raczyłaś nacisnąć tej pieprzonej słuchawki. Zobacz, co robisz! Zachowujesz się jak psychopatka. Ale wiesz co, to akurat mam już w dupie. Nie jestem twoim ojcem, żeby mówić ci, jak masz żyć. Skoro nie chcesz żyć ze mną, trudno. Zapewniam cię, że jest wiele chętnych!
- Co?
- Kurwa, gówno! Powiedziałem tak, żeby ci uświadomić, że nie jesteś pępkiem świata. A skoro byłaś gotowa, żeby mi tak perfidnie zabrać pieniądze, to chociaż powinnaś wyrzucić swój telefon do kosza, aby nie pozostały po tobie żadne ślady. Może powinienem nauczyć cię, co robić, aby nie zostać złapanym?
- Przestań... - powiedziałam, zdruzgotana obrzydzeniem i zażenowaniem w jego oczach.
- Chciałem ci uświadomić, że złodziej z ciebie bardzo przeciętny albo chyba raczej tragiczny... Nieodbieranie telefonu miało mnie zwieść na manowce? Haha, jesteś naprawdę niezła...
- Tomek... Myślałam, że będziesz chciał, żebym wróciła... Dlatego nie odbierałam.
- Oszalałaś? Nie będę nikogo zmuszać, żeby ze mną był. Nie chcesz, to nie. Mam swoją godność, w przeciwieństwie do ciebie... Jak mogłaś zabrać mi pieniądze? Co ci w ogóle strzeliło do głowy?
- Nie wiem...
Tomasz podszedł do mojej torebki wiszącej na oparciu krzesła i wyciągnął z niej gotówkę.
- Pa - rzucił szybko i odwrócił się w stronę drzwi.
- Przepraszam... - odpowiedziałam cicho, ale wiem, że usłyszał. Nawet nie spojrzał w moim kierunku, chyba znienawidził mnie już do końca. Zresztą było mi wszystko jedno.... Nie obchodziło mnie, co do mnie czuł, ani to, co ja czułam do niego. Tego czegoś już po prostu nie było.
Po tym incydencie usiadłam na skraju łóżka i objęłam głowę dłońmi. Miałam wrażenie, jakby coś mocno mnie w nią uderzyło albo jakby coś w niej wirowało, a przecież nie byłam pijana. Jeszcze nie byłam. Zaraz potem przypomniałam sobie o tym, że w barze na dole czeka na mnie powitalny drink. Ściągnęłam z siebie bluzę i wyciągnęłam z walizki sukienkę. Włożyłam ją na siebie, aby poczuć się odrobinę lepiej i zapomnieć o tym, że właśnie straciłam resztki godności. Gorzej już i tak być nie mogło. Wyszłam z pokoju i ponownie udałam się na parter. Minęłam recepcję: za ladą nie siedziała już kobieta, która mnie wcześniej obsługiwała. Pewnie skończyła swoją zmianę. Na ulicy też zrobiło się zupełnie inaczej. Wszystko tonęło w półmroku i było słychać tylko krople deszczu stukające o szklane ściany budynku. Stuk, stuk, stuk... Uwielbiałam, gdy padało, bo deszcz zazwyczaj uspokajał mnie i czułam, jakby dopasowywał się do mojego nastroju. Dźwięk kropli przenikał moje ciało, dotykając neuronów. Doznałam ulgi, jakby cały świat współodczuwał ze mną.
Wcześniej bar wydawał mi się dużo mniejszy niż w rzeczywistości. Zdaje się, że mógłby spokojnie pomieścić ponad 50 osób, a kiedy do niego weszłam, był już prawie w całości zapełniony. Po dwudziestej nad długim blatem z gładkiego marmuru zapaliły się okrągłe lampy dające przyjemne, ciepłe światło. Tym chętniej przysiadłam na skórzanym hokerze. Zaraz za barmanem, który już zmierzał w moją stronę, widać było półkę wypełnioną przeróżnymi alkoholami.
- Dobry wieczór, co podać?
- W recepcji poinformowano mnie, że mogę skorzystać z powitalnego drinka.
- Oczywiście, dziś serwujemy Cuba Libre. Czy ma pani na niego ochotę?
- Chyba nie mam wyboru. A co to takiego?
- Rzadko bywa pani w barach? - uśmiechnął się do mnie.
- Ostatnio nie miałam na to zbyt wiele czasu - powiedziałam.
- Cuba Libre to klasyczny drink z białego rumu i coca-coli. Dolewamy do niego sok z limonki oraz dodajemy kostki lodu.
- Może być.
Już po chwili drink stanął przede mną, a ja mogłam się wygodnie rozsiąść przy osobnym stoliku tuż przy oknie. Sącząc napój, wpatrywałam się w spadający na ziemię deszcz i rozmyślałam, a właściwie to pozwoliłam na to, by myśli swobodnie przepływały mi przez głowę.
- Nie zauważyłaś mojego portfela? To miejsce jest już zajęte - usłyszałam za plecami męski głos. Odwróciłam się. Tuż przy mnie stał mężczyzna. Około trzydziestki. Przystojny. Cholernie przystojny. Był ubrany w luźną koszulę wpuszczoną w eleganckie spodnie. Miał krótko ostrzyżone włosy i wypielęgnowany przez barbera zarost.
- Przepraszam, zupełnie nie zwróciłam uwagi. Mam bardzo trudny dzień i szczerze powiedziawszy, jestem mocno rozkojarzona. A czy my się już dziś przypadkiem nie widzieliśmy? - Dopiero w tamtym momencie zorientowałam się, że rozmawiam z mężczyzną, który przyglądał mi się, gdy stałam w kolejce do recepcji hotelowej.
- Owszem. Jestem Lucio. - Wyciągnął dłoń w moją stronę.
- A ja Matylda. Nie jesteś Polakiem, prawda?
- O, jak na to wpadłaś? - Zaśmiał się, po czym usiadł tuż obok mnie.
- To raczej nie jest trudne do odgadnięcia.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, że przysiądę się do własnego stolika.
- Och. Już idę, przepraszam. Poszukam innego miejsca. - Zaczęłam się podnosić. Zawiesiłam torbę na ramieniu, gdy zdałam sobie sprawę, że już zwyczajnie nie ma wolnych miejsc.
- Nie wygłupiaj się. Zostań. Właściwie i tak będę wolny jeszcze przez następne dwie godziny.
- Jak to? - zapytałam, nadal rozglądając się po całym lokalu. Miałam nadzieję, że może ktokolwiek wstanie ze swojego krzesła, jednak nic takiego się nie stało.
- Matylda, usiądź, proszę. - Kątem oka spojrzałam na Hiszpana, który lustrował mnie od stóp do głów. Był tak seksowny, że nie śmiałam mu odmówić. A może powinnam?
- OK. W takim razie opowiedz mi swoją historię, a ja opowiem ci swoją.
- Ty pierwsza. Ale najpierw zamówię ci nowego drinka, bo widzę, że już kończysz.
- Niech będzie. - Uśmiechnęłam się do niego serdecznie.
- Pijesz to samo?
- Mhm - przytaknęłam. Lucio odszedł od naszego wspólnego już stolika i po chwili wrócił z dwoma podwójnymi drinkami.
- Chyba chcesz mnie upić. - roześmiałam się.
- Zgadłaś, ale najpierw wolałbym cię trochę poznać. Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko, bo chyba nie masz? - odpowiedział, a ja poczułam się dość niezręcznie.
- Szczerze powiedziawszy, moje życie jest w tym momencie raczej mało interesujące.
- Nie wierzę.
- Nie mam mieszkania. Nie mam zbyt wielu znajomych i nie mam faceta. A, zapomniałabym dodać, nie wiem, co mam dalej robić. Jestem w totalnej dupie na swoje własne życzenie i właściwie wcale nie chcę się wycofywać ze swoich decyzji.
- I to ma być nudne życie? Nic z tego nie zrozumiałem, chyba musisz mówić odrobinę wolniej. To, że mówię po polsku, nie oznacza, że wszystko dobrze rozumiem...
- Och... Nie będę cię zanudzać tym smętnym scenariuszem. Właściwie to nie ma się czym chwalić. Jak to się stało, że znalazłeś się w Polsce, no i skąd znasz język?
- Cóż, nie zanudzasz mnie, ale skoro nie masz ochoty, nie będę cię zmuszać. Po co rozpamiętywać przeszłość... Masz rację, lepiej napisać nowy scenariusz. Może będzie ciekawszy? - Uśmiechnął się do mnie.
- Ha, ha, OK! To odpowiesz na moje pytanie?
- Jasne. Przyjechałem do Polski na studia.
- Wybacz, ale nie wyglądasz na dwudziestolatka, który właśnie zaczyna studia.
- Daj mi dokończyć... Przyjechałem na studia parę lat temu. Ukończyłem je w zeszłym roku i wróciłem do domu, do Sewilli. Oczywiście, jak możesz się domyślić, związałem się z Polką.
- Czyli masz dziewczynę? - zapytałam.
- Nie. Już nie. Sylwia nie jest już moją dziewczyną. Przyjechałem do Polski z kumplami, żeby się zabawić.
- Rozumiem, w takim razie oboje mamy za co pić. - Podniosłam szklankę z drugim drinkiem.
- Masz ochotę zapalić? - zapytał.
- Nie palę, ale jeśli masz ochotę, to proszę bardzo, tylko z tego, co mi się wydaje, musisz wyjść na dwór, bo tu nie wolno palić.
- Matylda... ja nie mówię o fajkach. Chcesz zajarać zioło?
- Ha, ha, no to trzeba było tak od razu. Właściwie... czemu nie? Kiedyś parę razy paliłam z moim byłym i całkiem mi się to podobało, ale zestawienie alkohol plus zioło może się u mnie źle skończyć.
- To znaczy?
- Ech... - Uśmiechnęłam się do niego i chyba od razu załapał, o co mi chodzi. Nagle wstał.
- Idę do pokoju. Zaczekasz tu? Zaraz wrócę.
- Jasne.
Lucio nie wracał przez jakiś czas, a ja zdążyłam wypić trzy naprawdę mocne drinki. Czułam potrzebę odreagowania emocji, które kumulowały się we mnie od samego rana. Byłam już pijana i wcale mi to nie przeszkadzało. Było mi w tym stanie wybitnie dobrze. Miałam już totalnie wywalone na to, co kto o mnie pomyśli. Doskonale wiedziałam, że jeśli w tym stanie zapalę, to prędzej czy później skończy się to seksem z obcym mężczyzną. Ale... miałam na to ochotę. Serio, miałam na to zajebistą ochotę! Aby zerżnął mnie obcy kutas. I co z tego, że nie było to zbyt przyzwoite zachowanie!? Co z tego?! W życiu nie zawsze robi się to, co jest grzeczne.
- Wychodzimy? - zapytał stojący za mną Lucio.
- Gdzie?
- Musimy wyjść na dwór, aby zapalić.
- Ach, no tak. Wybacz, trochę mi się już kręci w głowie i sprawność moich synaps jest solidnie ograniczona.
Już po chwili staliśmy za rogiem budynku. Czułam się, jakbym znów była nastolatką i chowała się przed policją. Tym razem jedynym, czego się bałam, był deszcz. Razem z moim nowo poznanym towarzyszem wciągaliśmy w płuca biały dym i czuliśmy, jak błogość rozpiera nas od środka. Tak dawno nie paliłam, że już zdążyłam zapomnieć, jak uwielbiam ten stan. Miałam dość czekania na jego ruch. Przysunęłam się do Lucia i poprosiłam, aby wdmuchał mi dym w usta. Zgodził się. Nasz pierwszy pocałunek był jak delikatne i niepewne muśnięcie, i właśnie tak go sobie wyobrażałam. Napięcie osiągnęło szczyt. Gdy nasze usta się wreszcie spotkały, nie mogłam się od niego oderwać. Jemu chyba też było trudno. Lucio przyciągnął mnie do siebie, po czym mocno przycisnął do ściany. Chociaż na dworze panował chłód, opanowało mnie gorące pożądanie. Nigdy wcześniej taka nie byłam. To uczucie było mi obce, ale nie oznacza to, że nie wiedziałam, jak się zachować. Doskonale wiedziałam. Drżałam, a on z uśmiechem odsunął się od moich ust.
- Na pewno tego chcesz? - zapytał.
- Tak.
- Pójdziemy do twojego pokoju. U mnie... cóż, będą raczej kiepskie warunki. Nie jestem tu sam, zresztą już ci to tłumaczyłem. - Nie odpowiedziałam nawet słowem, nie potrzebowałam wyjaśnień. Po prostu ruszyłam w wybranym kierunku.
Wygrzebałam z torebki kartę i przyłożyłam ją do czytnika. Lucio przycisnął mnie do drzwi na korytarzu i pchnął z całej siły, aż wpadłam do środka i upadłam na kolana.
- Aua... - syknęłam i spojrzałam na niego, ale on zasłonił mi oczy, po czym ukucnął i zbliżył usta do mojego ucha, a potem szepnął:
- Boleć to cię dopiero zacznie, maleńka...
Nie wiedziałam, czy powinno mnie to przerazić, czy raczej podniecić, ale moje ciało zadecydowało za mnie. Chwycił moją dłoń, cały czas zasłaniając mi oczy drugą ręką, i przesunął nią po swoim kroczu. Czułam, że jego penis aż błaga, by pozwolić mu się wydostać ze spodni. Czułam, że chce, bym go pieściła. Tak też zrobiłam. Ścisnęłam go i zaczęłam rytmicznie poruszać dłonią, ale Lucio odsunął się raptownie i ruszył w kierunku łóżka.
- Jeszcze nie teraz... - usłyszałam. Nie zastanawiając się zbyt długo, zdjęłam z siebie sukienkę i rzuciłam ją w miejsce, w którym przed sekundą klęczałam. Stanęłam przed nim w samej bieliźnie. Lucio najpierw przyglądał mi się swoimi ciemnymi oczami, po czym równie prędko pozbył się swoich ubrań. Podeszłam do niego, by mu pomóc, a on znów pokazał mi, że zdecydowanie chce mieć nade mną władzę. Jednym ruchem zerwał ze mnie majtki, po czym bez ostrzeżenia oblizał swój kciuk i wsunął go w moje wnętrze, obracając nim. Poczułam piekący ból: palec tępo przecisnął się przez wargi sromowe, ale to nakręcało jeszcze bardziej. Nie minęła sekunda, gdy moja pochwa zaczęła przyjmować go coraz głębiej, a jej wnętrze zaczęło się robić naprawdę wilgotne. To, jak mnie traktował, było na swój sposób ekscytujące. Na tyle, że pragnęłam ze wszystkich sił, aby wreszcie poczuć w sobie nie tylko jego palce, ale też penisa. Miałam nadzieję, że nie rozczaruję się jego wielkością.
Lucio odwrócił się, do mnie plecami i zaczął szukać czegoś w kieszeni spodni. Wyciągnął z nich prezerwatywę i rzucił ją na łóżko.
- Będziemy tego potrzebować - powiedział i szeroko się uśmiechnął, a ja, rozpalona do granic możliwości, tylko odliczałam sekundy, aby wreszcie to nastało.
Zaczął błądzić rękami po moim ciele. To było takie obce, a zarazem przyjemne doznanie. Powoli przesuwał dłoń, obejmując moją pierś, potem zaczął gładzić moje biodra, kierując się w stronę cipki. Byłam już cała mokra. Ewidentnie przejął kontrolę nad sytuacją. Oddałam się zupełnie obcemu mężczyźnie, i było mi z tym faktem zajebiście dobrze! Gorzej upodlić się już nie mogłam, więc chciałam chociaż zakończyć ten dzień, krzycząc z podniecenia. Położył mnie na łóżku i ustami podążał ścieżką wytyczoną wcześniej przez dłonie. Zaczął od delikatnego całowania, poprzez rytmicznie lizanie mojej skóry końcówką języka, po czym zbliżył się do moich piersi. Złapał je w dłonie i ścisnął. Moje sutki stanęły na baczność. Opuścił głowę na jeden z nich i delikatnie wziął go do ust. Zadrżałam, kiedy zaczął go ssać, ale było mi mało, wciąż chciałam więcej. Nareszcie doczekałam się, by Lucio zmienił swój cel. Zaczął od całowania brzucha, a skończył na delikatnym gryzieniu ud. Potem rozdzielił je i zanurzył między nimi twarz. Zaczął mnie lizać, aż jęknęłam. Nie trwało to zbyt długo: moje ciało drżało i gdybym nie odepchnęła go w ostatniej sekundzie, doszłabym pod jego językiem. Całe szczęście zrozumiał to i zsunął z siebie resztę ubrań. Widok jego sztywnego penisa o naprawdę zadowalających kształtach i rozmiarach jeszcze bardziej mnie podniecił. Pozwolił mi na siebie wsiąść i wreszcie poczułam to, czego naprawdę potrzebowałam. Błogość. Pozwolenie na przejęcie władzy nie potrwało jednak zbyt długo. Lucio już po chwili odwrócił mnie na brzuch i wszedł we mnie cały, aż poczułam jak uderza o mój pęcherz. Posuwał mnie tak, jak dawno nikt tego nie robił. Ból rozkosznie przenikał się z podnieceniem.
Krzyczałam, ale już po kilku pchnięciach Lucio skończył. Wyciągnął ze mnie swojego kutasa i zastąpił go dwoma palcami, a później trzema. Zawsze lubiłam być dominowana, ale teraz było zupełnie inaczej. Byłam po prostu rżnięta przez praktycznie nieznajomego mężczyznę. Przyjemność, którą dawała mi ta ekscytująca sytuacja, bardzo szybko doprowadziła mnie do orgazmu. Po raz pierwszy w życiu doszłam bez stymulacji łechtaczki. A to był ogromny sukces. Może właśnie kluczem był ten ból... Może właśnie ten pieprzony nieznajomy pokazał mi, że jestem na tyle zboczona, że zwykły seks nie daje mi tego, czego potrzebuję. Uśmiechnęłam się w duchu sama do siebie.
Leżeliśmy chwilę nadzy na hotelowym łóżku, ale w pewnym momencie Lucio wstał i zaczął się ubierać.
- Wychodzisz już? - zapytałam.
- Tak, Matylda, muszę wyjść. Czekają na mnie koledzy. Dziś jest mój wieczór kawalerski.
- Co? - Podniosłam się natychmiast do pozycji siedzącej.
- Było miło, dzięki.
- Ty sobie chyba żartujesz?! Ty pieprzony skurwielu! Okłamałeś mnie! Mówiłeś, że jesteś wolny.
- Nie kłamałem. Po prostu nie potrafisz słuchać albo wyciągasz z rozmowy błędne wnioski. Sylwia nie jest moją dziewczyną, bo jest już moją narzeczoną. A o to nie pytałaś.
- Ty pierdolony draniu!
- Zostawię ci pieniądze. Będę się czuł lepiej, jeśli zapłacę ci za seks. Całkiem zresztą udany. Seks z dziwką to mniejsza zdrada. Za tydzień biorę ślub. A dziś idę w miasto kontynuować zajebiście zaczęty wieczór kawalerski. - Lucio stał przed lustrem i poprawiał koszulę, którą chwilę wcześniej w pośpiechu z niego ściągałam. Podbiegłam do niego całkiem naga i z całych sił starałam się go wypchnąć z pokoju. Był silny. Bardzo silny. Ani drgnął.
- Uspokój się, mała. Jeszcze zrobisz sobie krzywdę.
- Wypierdalaj stąd! Wynoś się, bo zaraz zadzwonię po ochronę! Nie jestem żadną dziwką! - krzyczałam, ile sił w płucach.
- U nas tak się właśnie nazywa kobiety, które idą do łóżka z facetem po paru godzinach rozmowy. Nie dziw się, że tak cię traktuję, bo na to właśnie zasługujesz.
Rzuciłam się w stronę drzwi i otworzyłam je na oścież. Nie miałam wyboru. Nie byłam w stanie wypchnąć Lucia i zmusić go do opuszczenia pomieszczenia. Dalej byłam naga, ale w tamtym momencie miałam to totalnie w poważaniu. Zaczęłam krzyczeć. O dziwo, tym razem mnie posłuchał. Wyszedł bardzo powoli, jak gdyby nigdy nic. Zatrzasnęłam drzwi z całych sił i oparłam się o nie plecami. Wciąż nie wierzyłam w to, co się właśnie stało. A potem usłyszałam, jak ten drań wsuwa banknoty przez szparę pod drzwiami. Natychmiast wstałam, by je otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu naprzeciwko mnie stała jakaś starsza pani, która pytającym wzrokiem patrzyła na moje nagie ciało. Po facecie nie było ani śladu. Zamknęłam za sobą drzwi i zgniotłam pieniądze w dłoni, po czym cisnęłam nimi w stronę łóżka.
- Aaaa! Pierdolony kutas!
Żałość. Po prostu żałość. To, co właśnie się skończyło, sprawiło, że poczułam się obrzydliwie. Jak pierdolona dziwka. Faktycznie, może Lucio miał rację. Jak to się w ogóle stało?! Zbyt dużo emocji, zbyt dużo zaufania, zbyt dużo alkoholu i zbyt dużo zioła... Jestem kretynką. Jeśli mam być szczera, chyba nie była to wyłącznie wina alkoholu. Ani innych używek. Lucio mógłby mieć nawet na imię Kacper albo Wojtek. Po prostu pragnęłam dotyku ciała, które mnie okryje. Kobiety czasami potrzebują, aby ktoś zwyczajnie je przerżnął. Nie byłam dumna z tego, co się właśnie stało, ale... przede mną leżały zwinięte w kłębek dwa banknoty 500 euro.
- O Boże! - krzyknęłam z przerażenia. To były ponad cztery tysiące złotych. A dokładniej coś koło 4400. Przynajmniej już wiedziałam, skąd wezmę pieniądze na opłacenie hotelu. Teraz mogłam tu zostać jeszcze przez parę nocy. Brzydziłam się tych pieniędzy, nie chciałam ich widzieć. Sięgnęłam po torebkę, by je schować, i wtedy mnie zamurowało... W środku było coś koło ośmiu tysięcy. Tomasz musiał je zostawić specjalnie. Natychmiast do niego zadzwoniłam.
- Halo?
- Czego chcesz?
- Możesz mi wytłumaczyć, co mają znaczyć te pieniądze w mojej torebce?
- A jak myślisz?
- Myślałam, że przyszedłeś mi je zabrać.
- Nie, kretynko. Przyszedłem zobaczyć, czy z tobą wszystko w porządku. Zostawiłem ci te pieniądze, żebyś miała z czego żyć, bo się o ciebie martwię... Nie wiem, co się ostatnio z tobą dzieje, ale skoro taką podjęłaś decyzję, to droga wolna. Muszę się z tym pogodzić, ale po prostu nie pozwolę ci skończyć pod mostem.
Rozłączyłam się natychmiast. Tego już było dla mnie za wiele.