Sheila - Angelika Sumera
30.29 zł
25.14 zł
(25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Nigdy nie przypuszczałam, że będę zmuszona stanąć na krawędzi życia. Na środku lasu bez moich przyjaciół. Zdana jedynie na potwora, który próbował mnie dopaść. Miałam ostatnie kilka sekund na ocalenie siebie, nim całkowicie zniknę z tego świata. Wyparuję lub stanę się duchem. Nicością. Bo po to zostałam stworzona, żeby umrzeć, prawda? Biegłam, choć wiedziałam, że to bez sensu. Całe moje dotychczasowe wysiłki poszły na marne. Moja egzystencja stała się nicością. Przepadłam przez własne nogi. To koniec! Nie potrafiłam biec dalej. Wiedziałam, że on wyczuł moją słabość i mnie znajdzie. Już po mnie! Miał nade mną władzę i chcąc nie chcąc, musiałam mu się pokłonić. Jakbym była jego służącą. Tego właśnie ode mnie oczekiwał. Abym oddała swoją godność i całą siebie. Przestała istnieć.
Jego słudzy nadeszli jako pierwsi. Śmiali się z mojego upadku i czekali na swojego pana, by wykonał zadanie. Dokończył to, co zaczął już dawno temu. Nie miałam dokąd biec ani gdzie się podziać. Byłam bezdomna, bez rodziny i przyjaciół. Nic mi już nie pozostało. Moja moc okazała się bezużyteczna, nie dałam rady... czułam się wykończona. Przybita. Osłabiona przez ból i wyrządzone przez niego cierpienie. Zabił każdego, kogo kochałam, kto mnie wspierał, był dla mnie ważny. Nie miał litości ani skrupułów. Zamordował wszystkich bez wyjątku. Na wspomnienie o tym chciało mi się płakać. Niektórym powyrywał serca, innym odgryzł głowy. Zostałam tylko ja. Ocalona? Czy po prostu pechowa?
Moja dusza krwawiła, a wiara chyba opuściła mnie na dobre. Zabrakło już nadziei. Byłam przerażona. Słyszałam go, nadchodził rozprawić się ze mną. Kroczył w moją stronę niczym władca świata. Długo na to wyczekiwał, aż skończył się mój czas. Historia dobiegła końca. Co teraz? Nic. Nogi odmówiły posłuszeństwa, ciało drżało ze strachu. Czułam jego triumfalny oddech, kiedy kazał mi upaść przed sobą na kolana. Złożyć mu hołd jak jakiemuś królowi. Ostatkiem sił próbowałam się jeszcze podnieść i uciec jak najdalej. Zostałam jednak zatrzymana. Podwładni szybko zorientowali się, co chciałam zrobić. Obserwowali mnie, a ja głupia myślałam, że mi się uda. Przytrzymali moje ręce i odwrócili mnie w stronę jego pyska, abym przypatrywała się swojej egzekucji. Moim ostatnim sekundom życia.
Patrzyłam na nich wszystkich: Heidi, Evę, dziewczyny, Simona, próbując znaleźć w nich ostatnią iskrę człowieczeństwa. Coś, co pozwoliłoby mi uwierzyć, że są po prostu ludźmi. Szukałam w ich mimice twarzy reakcji na to, co miało nadejść. Strach, przerażenie lub cokolwiek co pozwoli mi uwierzyć, że żałują tego, co się stało. Mogłabym im wtedy w jakimś stopniu wybaczyć. Wiem, że byłoby to ciężkie i po tych wszystkich przejściach nie powinnam tego robić. Jednak w momencie, kiedy miałam odejść na zawsze, chciałam uwolnić swoją duszę od nienawiści. Inaczej cząstka mnie mogłaby utknąć tutaj na zawsze. Musiałabym patrzeć na kolejne zło, które by wyrządzali. To byłoby dla mnie torturą. Miałam tego dosyć. Naiwnie szukałam skruchy w ich oczach. Ich serca były ze skały, nie wzruszyło ich moje cierpienie. Domagali się znacznie większego widowiska. To wciąż było dla nich mało. Jak można być tak podłym? Moja klęska, załamanie i depresja dawały im za mało satysfakcji. Chcieli więcej. A może tylko pragnęli się przypodobać swojemu władcy? Nie wiem, co siedziało w ich głowach, ale kiedy spojrzałam w oczy mojego potwora, widziałam tylko pustkę. Wilk był skory do demonstracji swojej przewagi. Czuł się bezkarny. Jakby świat należał do niego. Decydował o wszystkim i nikt nie mógł mu się przeciwstawić. Choć z drugiej strony, czy ktoś próbował?
Podszedł bliżej. Chciał się upewnić, że nie uda mi się znów uwolnić. Jakby to było w ogóle możliwe... Gdy nabrał pewności, rozdziawił szeroko swą paszczę i wbił zębiska w moje prawe ramię. Z łatwością odgryzł kawałek ciała. Krzyczałam z bólu, płacząc nad swym losem. Byłam związana i poraniona. Przepełniała mnie chęć zemsty, ale i rozpacz. Nie z powodu tego, że za chwilę mój koszmar miał dobiegnąć końca, tylko dlatego, że tyle osób pokładało we mnie nadzieję, a ja nie podołałam. To było okropne! Nigdy nie sądziłam, że doznam czegoś takiego. Moje czyny doprowadziły mnie do tej sytuacji. Czy ktoś mógłby cofnąć czas? Krew spływała po mnie i nie zamierzała przestać. Ubranie zrobiło się czerwone. Wykrwawiałam się, a oni stali i tylko mi się przyglądali. Chciałam zwyzywać swojego oprawcę ostatni raz, ale nim zdołałam cokolwiek uczynić, podeszli do mnie jego ludzie i przytrzymali mi głowę. Eve zjawiła się szybko. Wyjęła nóż z kieszeni, a potem ucięła mi język. Nie miałam siły im się przeciwstawić. Byłam zdana tylko na siebie ze świadomością, że być może szybko się wykończę i nie potrwa to długo. Modliłam się o to. Pierwszy raz pragnęłam śmierci.
Myślałam, że już więcej nie będą w stanie mnie skrzywdzić. To ich cały plan. Zaczekają, aż dusza opuści moje ciało, a oni będą tylko nad nim triumfować. Myliłam się. Nie pozwolili mi nawet na to. Nie chcieli jeszcze kończyć przedstawienia. Z oczu płynęły mi łzy. Błagalnym wzrokiem prosiłam o zakończenie tortur. Uśmiechnęli się, ale nie zamierzali przestać. Bloodwolf gwałtownie zatopił zęby w moim biodrze, by następnie ostatni raz spojrzeć mi w oczy i z pełną satysfakcją odcisnąć kły na mojej szyi. Czy to koniec? Zatrzymał się, czekając jedynie, aż rozpaczliwie nabiorę powietrza, a potem zacisnął mocniej szczękę. Nacisk był silny, zęby weszły bardzo głęboko. Czułam, jak jego kły przebijają mi wszystko w środku. Wiedziałam, że to już ostatnie sekundy. Nic już mnie nie uratuje. Nie zobaczę już tego świata. Wygrał, a ja przegrałam.
Po chwili każdy mięsień odrywał się od siebie z łatwością. Nic nie stało już na przeszkodzie. Krok po kroku zaczął mnie rozrywać, aż w końcu przestałam czuć cokolwiek. Moja głowa została wyrwana...
Czasami zastanawiasz się nad decyzjami. Jeśli jednak nie zaryzykujesz, możesz nigdy nie poznać odpowiedzi na pytanie, czy dobrze zrobiłeś.
Z daleka widać już było obozowisko. Zatrzymałam się, a reszta zrobiła to samo. Poprosiłam Sordesa, by wjechał ze mną jako pierwszy, a reszta miała chwilę zaczekać, kryjąc się za jedną z wydm. Chciałam, aby dali nam parę minut. Potrzebowałam czasu, by porozmawiać z dowódcą, zanim się na mnie zdenerwuje i całkiem możliwe, że wyrzuci z obozu. Jeśli lorgaki zjawiłyby się razem ze mną, mogłoby to zostać źle odebrane przez Muhtadiego, a tak zyskam czas na ich przygotowanie. Przynajmniej taką miałam nadzieję. O ile to w ogóle było możliwe.
Wielkim psom w pierwszej sekundzie nie za bardzo się ten pomysł spodobał, ale w końcu zrozumieli, że tak będzie lepiej dla nas wszystkich. Nie mieli wyjścia, musieli mnie słuchać. Wiedziałam, że trzeba to dobrze rozegrać, nim się pozabijamy. A do tego mogło dojść w każdej chwili.
Ruszyliśmy więc przed siebie, a gdy tylko przekroczyliśmy granicę ochronną, Bahir wyszedł nam na powitanie. Wyglądał na szczęśliwego, gdy nas zobaczył. Zaraz za nim kroczył Muhtadi. Przeraziłam się na jego widok i zrobiłam nagle krok w tył, a Sordes szturchnął mnie, abym więcej tego nie robiła. Dał mi w ten sposób do zrozumienia, że szybko się mogą zorientować, że coś jest nie tak. Spanikowałam. Dlaczego tak się zachowuję? A może się wstydzę lub boję, że teraz nie będzie mnie w stanie zaakceptować.
- Wróciłaś na dobre, czy to tylko przystanek? - Uśmiechnął się podwładny.
- Na razie zostaję - odparłam, odwzajemniając uśmiech.
- To dobrze, bo już myślałem, że będzie trzeba cię przywiązać do słupa, żebyś znowu nie uciekła - roześmiał się.
Puściłam ten komentarz mimo uszu. Skupiłam się bardziej na innym przyjacielu, który właśnie zmierzał w moją stronę, aby mnie objąć. To jego reakcji bałam się najbardziej.
- Witaj, Sheilo.
- Ciebie też dobrze widzieć - odparłam, przytulając go i ciesząc się na jego widok.
Gdy mnie już puścił, wpatrywał się we mnie przez chwilę, co spowodowało u mnie lekkie zdezorientowanie. Czyżby szukał zmian? Czy naprawdę aż tak bardzo je widać? A może zastanawia się, czy w tak krótkiej chwili mogłam stanąć na nogi, po tym, co zaszło? Cokolwiek to było, nie wróżyło niczego dobrego. Serce waliło mi jak opętane.
- Nie było cię trzy dni - powiedział. - Zdradzisz nam chociaż powód twojego wyjazdu?
- Chciałabym, ale obawiam się, że to ci się nie spodoba - poinformowałam.
- Dlaczego? - spytał zdziwiony. - Zawarłaś pakt z diabłem?
Przez moment nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć ani jak nazwać ten czyn, który zrobiłam. Zamurowało mnie i nagle straciłam zdolność wypowiedzi. Otwarłam tylko buzię, próbując wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, ale mój głos odmówił posłuszeństwa. Sordes przypatrywał się nam, a następnie wybuchnął śmiechem jak małe dziecko. Nie wiem, co było w tym śmiesznego.
- Jakbyś trafił w dziesiątkę - wtrącił.
- Oj, nie przesadzaj - skomentowałam nerwowo we własnej obronie.
- Ale to prawda.
- No... dobrze, może z jego krewnym, ale zapewniam cię, że wszystko mam przemyślane i nie ma powodów do obaw.
- Z twojego punktu widzenia na pewno.
- Sordes! Nie pomagasz - skarciłam go.
- Wybacz.
Muhtadi zmierzył nas wzrokiem i założył jedną rękę na drugą w oczekiwaniu na dalsze wyjaśnienia. Zainteresowaliśmy go. To spowodowało, że poczułam się jeszcze gorzej. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, ale nie mogłam. W głowie układałam właśnie cały plan wypowiedzi. Dlaczego wcześniej się do tego nie przygotowałam? Choć czy da się na takie coś przygotować?
- Dowiem się wreszcie, o co chodzi? - dopytywał zdezorientowany.
- Bo widzisz - zaczęłam powoli. - Pewnie zdążyłeś zauważyć, że ten wyjazd nie był zwykłym odpoczynkiem a pewną misją...
- Misją? - powtórzył lekko zdenerwowany, nadal wbijając we mnie swój wzrok.
- Tak.
- Wytłumacz, proszę.
Czułam, że ta rozmowa będzie ciężka. Miałam przechlapane. Wzięłam więc głęboki wdech, aby się opanować przed nadchodzącą burzą, którą sama wywołałam.
- Oboje wiemy, że moja moc nie mogła wykryć położenia Fedla ani mu pomóc. Twoi ludzie również byli bezsilni - ciągnęłam. - Moją jedyną nadzieją było odnalezienie kogoś, kto ma dostęp do wielu informacji i jest częścią tamtego świata. Nie wahałam się więc sięgnąć po pomoc, nawet gdy nasze relacje i przyjaźń są u kresu wytrzymałości - wyznałam ze smutkiem w głosie, kręcąc się przy tym niemiłosiernie. - Dla Fedla zrobię wszystko - powiedziałam pod nosem.
- Co zrobiłaś? - Patrzył mi prosto w oczy, próbując znaleźć w nich odpowiedź.
- Obiecaj, że dasz mi szanse i się nie wściekniesz.
- Sheilo, nie mogę ci tego zagwarantować - brzmiał całkowicie poważnie. - Świadomie wyruszyłaś w tę podróż, nie pytając mnie o zdanie. To już jest powód, by się na ciebie zdenerwować. A więc?
- Dobrze - odparłam niepewnie. - Niech się dzieje, co chce.
Po tych słowach zza pagórka piasku wyłoniły się lorgaki. Stąpały w moim kierunku, pewne siebie i z uniesioną głową, jakby szły po jakimś wybiegu. Chciały zwrócić na siebie całą uwagę i to im się udało. Gdy tylko pozostali w obozie je zauważyli, od razu chcieli chwycić za broń, uznali to za atak.
- Zabić je!
- Spokojnie! - wrzasnęłam, próbując stanąć im na drodze. - Są ze mną.
- Z tobą? - spytał z niedowierzaniem Bahir.
- Co ty wyprawiasz? - zdziwił się Muhtadi. - Dlaczego je tutaj przyprowadziłaś? Mogą zdradzić naszą pozycję!
- Nie zrobią tego.
- Skąd ta pewność?
Rzuciłam na nie okiem, a następnie powróciłam do konwersacji z głównym dowódcą. Wiedziałam, że klamka już zapadła i co się stało, to się nie odstanie. Bałam się, że mnie znienawidzi za ten czyn, ale świadomie go podjęłam. Skoro on nie chciał mi pomóc, potrzebowałam znaleźć kogoś, kto to zrobi. Dlatego posunęłam się do czegoś, co mocno się na mnie odbiło, ale nie chciałam dać tego po sobie poznać.
- Bo to moi ludzie - starałam się brzmieć jak przywódca.
Wszyscy patrzyli na mnie, co najmniej jakby zobaczyli ducha, nie wydając z siebie zupełnie żadnego dźwięku. Nie spodziewali się tego po mnie. Być może czekali, aż wyznam im, że to tylko żart, ale patrząc na moją powagę, powoli zaczynali rozumieć, że jestem szczera.
- Żeby to zrobić, musiałabyś... - próbował wydukać Bahir, spoglądając na mnie z przerażeniem.
Spojrzałam w oczy Muhtadiego. Pragnęłam w ten sposób odpowiedzieć na jego pytanie bez mówienia tego na głos. Wstydziłam się. Czułam, że go zawiodłam.
- Powiedz, że tego nie zrobiłaś - szepnął Muhtadi, a kiedy chciał się do mnie zbliżyć, Lorg wkroczył między nas, jakby się bał, że coś mi zrobi.
Brat Fedla stanął jak wryty, a jego twarz była przepełniona różnymi emocjami. Nagle świat mu się zatrzymał. Nie powiedział niczego, ale wszystko zaczynało mu się łączyć w całość. Chyba nareszcie pojął, co zrobiłam. Nie wiedziałam, czego mogłam się po nim aktualnie spodziewać. Jeśli zdecyduje, że powinnam odejść z obozu, to trudno - odejdę. Przyjmę każdą karę, jaką mi wyznaczy. Zrobię, co trzeba, byle tylko mi wybaczył. Jestem mu to winna.
- Dostałeś swoją odpowiedź.
Jeszcze przez parę sekund mierzył mnie wzrokiem, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł, nie mówiąc nic. Najwyraźniej nie zasłużyłam nawet na komentarz. Odniosłam wrażenie, że w jakimś sensie nie chciał przyjąć tego, co się stało, do wiadomości. Zrobiłam coś, czego nie podejrzewał. Nie przeszło mu to przez myśl. Obawiałam się, że niczym się nie różniłam teraz od naszego przeciwnika. Byłam bezduszna. Inni również stali nieruchomo, czekali na dalszy rozwój wypadków. Czy ich zaatakuję? Przyprowadziłam do ich bezpiecznego miejsca tyle potworów, że spokojnie mogłabym wygrać tę bitwę. Nie chciałam tego jednak. Czułam się jak odludek, ale nie oznacza to, że żałowałam swoich czynów. Gdyby nie ja, wróg pewnie szybko by je znalazł, ale to nie znaczy, że byłam też z siebie zadowolona. Nie było prostej odpowiedzi lub wytłumaczenia na to, co zrobiłam. Dobrze o tym wiedziałam.
Redaktor Mint Concept Sp. z o.o
Korektor Topolska Justyna
Fotograf Guzik Agnieszka
Projektant okładki Bianga Joanna
? Angelika Sumera, 2024
? Guzik Agnieszka, fotografie, 2024
? Bianga Joanna, projekt okładki, 2024
Odkąd jej świat stanął na głowie, wszystko nabrało większego znaczenia. Sheila jest świadoma tego, co się dzieje. Samodzielnie podejmuje decyzję, które będą miały wpływ w najbliższym nadchodzącym czasie. A Bloodwolf? Bestia tylko czeka na jej potknięcie. Ale czy tylko jego dziewczyna powinna się obawiać? I gdzie w tym wszystkim jest Fedl?
ISBN 978-83-8384-848-8
Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero