Sheila - Angelika Sumera
20.19 zł
16.76 zł
(17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Zdruzgotana i osamotniona siedziałam teraz jak gdyby nigdy nic na swojej własnej ławce śmierci. Gałęzie drzew objęły mnie w tali, jakby chciały złożyć swój ostatni uścisk. Czułam łamiące się kości w moim ciele. Ból, który mi zadano, był niewyobrażalny i jedyny w swoim rodzaju. Byłam sama i zdana tylko na siebie. Bałam się. Wiedziałam, że powinnam wstać i zacząć biec przed siebie. Nie mogłam przecież tak zginąć. Ostatkiem sił wyrwałam się ze szponów ostrych jak brzytwa patyków. Udało się. Rozpoczęłam ucieczkę, mknęłam ile sił w nogach.
Las wydawał mi się bardziej odosobniony niż wszystkie inne, które do tej pory widziałam. Brakowało w nim zieleni, powietrze było czarne, widoczność zanikała z każdym kolejnym krokiem, jakby chciała mnie tutaj uwięzić. Zatrzymałam się na chwilę. Wokół mnie drzewa zaczęły wirować tak szybko, że mój oddech stawał się coraz cięższy. Nie wiedziałam, w którą stronę mam się udać, bo wszystko było takie podobne. Zaczęłam się błąkać. Każdy następny krok zdawał się oddalać mnie od rzeczywistości. Gdzie ja jestem?
W pewnym momencie ujrzałam Muhtadiego. Był ranny i nie mógł wstać - przykuty, ostrymi i dziwnymi kolcami, które wbijały mu się głęboko w skórę. Na twarzy miał wiele sińców a po jego skroni spływała krew. Człowiek, który był mi bliski, cierpiał z niewiadomej przyczyny. Patrzył na mnie spode łba i najwyraźniej nie chciał mnie widzieć. Był zły, choć nie wiedziałam dlaczego. Nie rozumiałam tego i byłam przerażona.
Podbiegłam mimowolnie do niego, starając się ostrożnie podnieść go z kolan i jak najszybciej uwolnić od tego przerażającego bólu. Wyglądał tak strasznie, że z trudem udało mi się ukryć łzy. Kto mu to zrobił?
Gdy chciałam go uwolnić, syknął na mnie, mówiąc, że to przeze mnie wszyscy zginęli. Byłam tak skupiona na uwolnieniu go, że dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, co właśnie do mnie powiedział. Znieruchomiałam, a mój oddech stał się ciężki. Nie zdawałam sobie sprawy, co się działo wokół mnie. Gdy w końcu udało mi się ruszyć, obróciłam się, słysząc trzask patyków. Przed moimi oczami stanął teraz każdy, kto był dla mnie ważny. Ludzie, dowódcy, ciocia, Fedl, wszyscy byli tak samo związani i cierpieli z bólu jak Muhtadi. Każdy z nich czuł do mnie odrazę, jakbym była najgorszą rzeczą, którą spotkali. Simon również się tam znalazł. Przechadzał się między nimi zadowolony z siebie. Śmiał mi się prosto w twarz, a następnie wskazał palcem miejsce, gdzie stało duże drewniane pudło. Chciał, abym tam podeszła. Nie wiedziałam, co mogę w nim znaleźć, ale nie miałam innego wyboru. Wstałam więc i ostrożnie zaczęłam poruszać się w tamtym kierunku. Coś mówiło mi, abym tego nie robiła, ale obawiałam się, że stan moich przyjaciół może się pogorszyć, jeśli tego nie zrobię. Delikatnie wychyliłam głowę w stronę dziwnego przedmiotu, aby w razie konieczności odskoczyć, gdyby coś chciało wciągnąć mnie do środka. Gdy dotarło do mnie, co w nim jest, wytrzeszczyłam oczy i krzyknęłam z przerażenia. Śmiało mogłabym rzec, że wyzionęłam ducha jeszcze za życia. W tajemniczej skrzyni zobaczyłam siebie, leżącą z zamkniętymi oczami i otoczoną własną krwią. Byłam martwa.
I jak tu być opanowanym, gdy wszystko cię denerwuje?
Trzy dni później.
Poranek dla niektórych to z pewnością piękna i delikatna pora wstawania. Słoneczko świeci, ludzie są uśmiechnięci i wszystko w ogóle jest cacy. Promienie dotykają twoich policzków, a powiew świeżości ostrożnie cię głaszcze, jakby bał się uszkodzić lub zranić twoją skórę. To są jedni, a drudzy? Dla tej drugiej połowy los często przygotowuje wszystko, co najgorsze i najbardziej bolesne. Pierwsza tortura się zaczyna, gdy budzik dzwoni, wtedy do nich dociera, że właśnie muszą wstać, by po raz kolejny rozpocząć swoje nieciekawe życie. Skąd to wiem? Bo jestem tą gorszą wersją.
Nie zawsze jednak taka byłam, po prostu, odkąd tu przyjechałam, non stop wstaję lewą nogą. Jestem dziewczyną, która nie lubi zrywać się za wcześnie i na nowo przeżywać każdego swojego dnia, tylko po to, aby szalony dziadek mógł mnie na nowo opluć, wykorzystać, a potem zakopać gdzieś w ogródku z dala od niezapomnianej rzeczywistości. Być może nie w dosłownym znaczeniu, ale tak się czułam, będąc tutaj. Strasznie mnie on drażnił!
Skąd ta złość? Bo codziennie rano wynajduje inną technikę budzenia mnie. Nie mówię tutaj o samopaleniu, ale o zupełnie innych możliwościach, których zwykłemu Kowalskiemu nie przyśniły się jeszcze. Do tej pory nikt na mnie nie wylał kubła lodowatej wody! No może, gdy miałam problem ze snem i dziwnym trafem zaczęłam płonąć, ale pominę ten fakt. Najgorsze jest dla mnie to, że nie mam na myśli zimnej przezroczystej cieczy z kranu, co wydaje mi się jeszcze znośne, ale taką prawdziwą. Zupełnie jakby ktoś przeniósł się w magiczny sposób na Antarktydę specjalnie po nią, aby później wylać mi ją na głowę! Gdzie tu sens i logika?
Czy nikt tutaj nie używa zegarków? Jeśli on tak traktuje swoich gości, to nie dziwię się, że poprzednie interesy mu nie wypaliły, bo kto normalny o zdrowym rozsądku jest zdolny do takich rzeczy. To nie jest jednak wszystko!
Prócz całego zamieszania ze wstawaniem jest jeszcze sezon na: "Zróbmy to samo co wczoraj!". Najpierw wbiję sobie książkę dokładnie do głowy, a potem poćwiczymy bieg do maratonu. Na końcu jednak przejdziemy do właściwego zadania, czyli poznania tajników magii. Zdaję sobie sprawę, że mam ćwiczyć to wszystko, ale czy mój rozkład dnia musi wyglądać tak samo i to każdego dnia?!
Wiem, że nie jestem nawet w połowie tych wszystkich ćwiczeń, mimo tego, że robię postępy, to w mojej głowie wciąż siedzi ktoś, kto bez przerwy wszystko blokuje. Najgorsze jest to, że nie umiem nad tym zapanować, ani tego nawet wyłączyć. Czuję się jak beznadziejna wersja samej siebie. Wszystko dookoła jest takie dziwne i pozbawione jakiegokolwiek sensu. Czasami chciałabym wyłączyć się z teraźniejszości i przenieść się we wspaniały świat bajek, dzięki którym nie musiałabym się o nic martwić ani zaprzątać sobie niczym głowy.
- Sheila! - krzyknął nagle Kan, kiedy zauważył, że jestem pochłonięta innymi rzeczami, niż powinnam.
- Mówiłeś coś? - spytałam, przyglądając się mu.
- Owszem. Powinnaś się skupiać nad zajęciami, a nie bujać w obłokach i rozmyślać o niebieskich migdałach.
No masz ci los! Mówi to człowiek, który ma mnie nauczyć panowania nad sobą, podczas gdy doprowadza mnie do białej gorączki i ostateczności. Czy on przypadkiem nie minął się z powołaniem?
- Przepraszam Kan. Mam ostatnio problem z koncentracją.
- Musisz więcej ćwiczyć - powiedział.
- Nie - zaprzeczyłam. - Muszę normalnie zacząć się budzić i wysypiać.
- Przecież wstajesz.
- Gdyby tak było, to inaczej bym się zachowywała. Nie widzisz, że to, co robisz, nie jest całkowicie w porządku? - spytałam wprost.
- A spanie do południa jest w porządku według ciebie?
- Tu nie chodzi o południe Kan. Tylko o zasady! Mogę wstać wcześniej, ale nie umiem funkcjonować, kiedy zapewniasz mi taki szok! To nie jest dobre dla mnie ani dla mojego organizmu. Nie taką pomoc obiecałeś chyba mojej mamie.
Wiedziałam, że to nie jest zbyt dobre posunięcie, mówiąc mu o tym, ale po tych trzech dniach spędzonych tutaj, już miałam naprawdę dość. Przy takim tępie działania, ja nie dożyję starości! Zresztą, gdzie tam emerytura, ja tu tygodnia nie przetrwam! On musi to w końcu zrozumieć. Nie jestem ze skały, też mam jakieś uczucia. Tak nie może być. Trzeba mu to wszystko wybić z głowy, bo jak nie to nawet Bloodwolf nie będzie już potrzebny, on jeden wystarczy.
Kan tylko popatrzył na mnie, jakby świat mu się nagle zawalił, a wszystkie jego plany legły w gruzach. Chyba nie spodziewał się takiego obrotu sprawy i mojej szczerości. Podejrzewam, że nawet nie przypuszczał, że mogę mu powiedzieć takie słowa. Co miałam robić? To było logiczne, że kiedyś wybuchnę lub powiem, co o tym myślę. Nie mam takiej anielskiej cierpliwości, jakiej on oczekuje ode mnie i nie wiem, czy z czasem się na nią zdobędę. A już z pewnością nie przez to, co robi.
- A więc sugerujesz, że źle cię uczę - oznajmił mnich, smutniejąc nagle.
- To nie tak Kan - zrobiło mi się go żal. - Nie mówię, że mnie beznadziejnie nauczasz, ale chciałabym, abyś nie budził mnie w ten sposób, jak to robisz. Dobijasz mnie tylko tym, przez co mam ochotę się poddać.
Próbowałam mu to w jak najbardziej delikatny sposób zakomunikować tak, aby postawił się w mojej sytuacji. Przecież można było tego uniknąć, to nie musiało się wcale tak dziać. Nie na tym to polega. Przynajmniej tak mi się wydawało.
- Więc czego ode mnie oczekujesz?
- Abyś mnie więcej nie wybijał ze snu w ten sposób. Posłuchaj, możemy zawrzeć rozejm. Ustalimy jedną porę dnia na wstawanie, ale to ja sama się obudzę. Bez ognia, wody i innych ciekawych rzeczy, które przyjdą ci jeszcze do głowy.
- Jak to chcesz zrobić?
- Za pomocą zwykłego normalnego budzika, który nawet stoi u mnie na szafce w pokoju.
- Nie obudzi cię - zakomunikował.
- Dlaczego tak sądzisz? Coś z nim nie tak? - byłam zaskoczona jego reakcją.
- Działa, ale ludzie często ustawiając sobie alarm, włączają drzemkę i nie mogą przez to wstać. A czas jest tu bardziej potrzebny, niż nam się wydaje.
Przez chwilę nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć oraz jak wytłumaczyć to, że czasami dzieje się tak ze zmęczenia. To, że ktoś korzysta z budzika, nie oznacza, że stawia na dogrywkę przez całe swoje życie. Na świecie są przecież ludzie, którzy nie spóźniają się do pracy i przychodzą punktualnie lub nawet wcześniej. Trzeba tylko dać im szansę.
- Kan, nie wszyscy są tacy. Wiem, że mamy ograniczony czas na przygotowanie, ale takie doświadczenia nie są ani trochę pozytywne. Uwierz mi - próbowałam wciąż brzmieć łagodnie, mimo że przez mój organizm przebijało się zdenerwowanie. - Mam pomysł.
- Jaki? - zainteresował się.
- Pozwól mi samej wstać - zaczęłam. - Obiecuję, że obudzę się o wyznaczonej porze. Jeśli nie dotrzymam słowa, to gwarantuję ci, że pozwolę się tak traktować przez cały ten pobyt, który jest nam tutaj dany. Nie powiem wtedy niczego i więcej do tego tematu nie wrócimy, ale pozwól mi jutro wstać normalnie. Zaufaj mi, a nie zawiodę cię.
Mnich spoglądał na mnie, próbując poukładać sobie w głowie to, co mu zakomunikowałam. Nie wyglądał na zadowolonego z tego, o co go poprosiłam i nie podobał mu się mój plan. Zdaję sobie nawet sprawę, że chce dla mnie jak najlepiej, ale takimi staraniami tylko mnie zniechęca. On musi to zrozumieć. Nie wiem, co mam zrobić, ani czym go przekupić, aby to do niego dotarło.
- No dobrze, niech tak będzie.
- Serio? - ucieszyłam się.
- Tak.
- Aaa! Dziękuję - powiedziałam, o mały włos nie rzucając się mu na szyję ze szczęścia.
- Dam ci szansę jutro, ale jeśli zawiedziesz, to uwierz mi, że ogień i woda to będzie najlepsze twoje wspomnienie, jakie miałaś dotychczas.
- Dobrze! Nie rozczaruję cię - potwierdziłam.
Cieszyłam się, że udało mi się go przekonać na tyle, aby mi zaufał. To naprawdę dla mnie bardzo ważne. Jestem niemal pewna, że dzięki temu lepiej będzie mi się pracować oraz polepszą się relacje między nami. On jeszcze zobaczy, będzie ze mnie dumny!
- Jutro punkt szósta widzę cię na zewnątrz - przypomniał.
- A tak od ósmej? - zaczęłam, ale patrząc na jego minę, nie można było oczekiwać cudów. - Siódmej? Nie możemy o tej godzinie zacząć? - spytałam, mając nadzieje, że i to ujdzie mi na sucho.
- Nie przeginaj. Zgodziłem się na samodzielne wstawanie, ale pora dnia jest tutaj bardzo ważna. Każda późniejsza godzina może być twoją ostatnią. Musisz być przygotowana.
- Niech ci będzie.
Redaktor Anna Wołodko
Projektant okładki Joanna Bianga
Fotograf Agnieszka Guzik
? Angelika Sumera, 2024
? Joanna Bianga, projekt okładki, 2024
? Agnieszka Guzik, fotografie, 2024
Sheila - dziewczyna, która uciekła bestii i pochowała swoją zamordowaną matkę. Teraz
musi zmierzyć się ze swoimi mocami i odzyskać
siłę, by stawić czoła komuś, kto nie ustanie,
dopóki jej nie zabije. Będzie ją ścigać w każdej
możliwej postaci. Na jej drodze staną nowe postacie, próbujące przeciągnąć ją na swoją stronę. Jednak, czy aby na pewno chcą jej pomóc?
Sheila musi zmierzyć się ze swoim strachem
i swoim dawnym znajomym z przeszłości.
Czy zdąży, nim bestia wyda ostatnie tchnienie?
ISBN 978-83-8369-355-2
Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero