Sformatowani - Iwona Wronkowska

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział III

Zima

Święta za pasem, czuć zapach świerku, a tłok w galeriach handlowych zniechęca do robienia zakupów. Lubię święta. Szczególnie odkąd urodziły się dzieci, to wyjątkowy czas, który mogliśmy spędzać wspólnie, a słowo "rodzina" zyskało na wartości. Anika i Aleks nie mają dziadków, niestety rodzice moi i mojego męża odeszli w młodym wieku, co sprawia, że jeszcze bardziej doceniamy swoją obecność. Lubię kupować prezenty - w przeciwieństwie do Maćka, który każdego roku każe mi się określić i niczym robot realizuje moje zamówienie. Nie mam o to pretensji, to nawet wygodne i zawsze jestem zadowolona z prezentu. Anika otrzymała swoją wyczekaną kartę graficzną, a Aleks - lustrzankę z funkcją video.

- Wszystkiego najlepszego, kochani, dużo miłości i cierpliwości - powiedziałam przy stole wigilijnym. Atmosfera świąt jest magiczna. Wszyscy dostosowani do okazji, pełni nadziei na przyszłość. Podzieliliśmy się opłatkiem i złożyliśmy życzenia. Po wieczerzy zabraliśmy się za rozpakowywanie prezentów.

- Mam dla was jeszcze coś - oznajmił Aleks i wręczył nam tygodniowy karnet narciarski do Ośrodka Narciarskiego Dąbrówka w Suwałkach.

- Dziękujemy, kochanie, naprawdę nie musiałeś - powiedziałam z udawaną radością. Myślałam, że zapomniał o tej wyprawie, jednak mój syn jest bardziej przebiegły, niż myślałam.

- Super, tylko karnet obejmuje sam stok narciarski, a gdzie będziemy nocowali? - zauważyła słusznie Anika.

- Tu zostawiłem pole do popisu mamie. - Z uśmiechem i wymownym spojrzeniem powiedział Aleks.

- Synu, ale to za miesiąc! - powiedziałam podniesionym tonem. Atmosfera świąt uleciała. Przez cały wieczór myślałam, gdzie ja teraz znajdę noclegi dla czteroosobowej rodziny. To całe Podlasie do dziura, nawet nie ma porządnych dróg. Latem można jeszcze popływać żaglami, ale zimą? Po kolacji każdy uciekł do swojej dziupli, a Maciek znowu utknął w swoim fotelu z pilotem w ręku. Jak zwykle mało go obchodził wyjazd na narty. Pojedzie albo nie pojedzie, jak mu się zachce.

- Poszukajmy jakichś kwater. W końcu to takie zadupie, może nikt tam nie jeździ zimą i znajdziemy coś sensownego - powiedziałam sama do siebie, zamykając się w swojej dziupli. Niestety, wszystkie portale noclegowe nie chciały ze mną współpracować. Chyba większość osób stwierdziła, że Podlasie o tej porze roku nie będzie oblegane i zarezerwowała tam noclegi. Pokonana prezentem Aleksa, zostawiłam to na później...

Święta szybko minęły i trzeba było wrócić do codziennej rutyny.

- Witam moją załogę. Czy na naszym okręcie zaszły jakieś zmiany? Jak minęły święta?

Prezes wparował do biura pełen energii do pracy. Od imprezy jubileuszowej nie mogę na niego patrzeć. Oczywiście zaangażowanie stażystki przełożyło się na jej awans i długoterminowa umowę. Ciekawe, ilu klientów pozyska i jak rozliczy projekty? Obawiam się, że tyłek za nią tego nie zrobi.

- Wspaniale, już nie mogę doczekać się imprezy sylwestrowej - odpowiedziała pełna entuzjazmu Laura. Ta chociaż znała swoją wartość i nie pakowała się wszystkim do łóżka. Oprócz urody miała jeszcze trochę wiedzy i doświadczenia. Nic dziwnego, że była wizytówką szefa. Zabierał ją na wszystkie ważniejsze spotkania, co niekoniecznie podobało się Anetce.

- Musimy dostarczyć pełną dokumentację tych pięciu projektów do końca roku, inaczej zostaną nałożone kary finansowe. Bardzo proszę, abyście się tym zajęły.

Prezes położył dokumenty na biurku.

- Szykuje się pracowity tydzień - mruknęła Edzia, nie odwracając wzroku od komputera.

Spojrzałam na nią kątem oka. Nie wyglądała najlepiej, chyba znowu miała jakiś problem. Podkrążone oczy, szara cera i przygaszony wzrok. Nie chciałam jej ciągnąć za język, jak będzie miała potrzebę, sama powie.

- Co dostałyście na święta? - wyświergotała Laura, która akurat się zaręczyła i dzieliła się tą wiadomością z całym światem. Nie ma co się dziwić, miał chłopak gest. Paryż, wieża Eiffla, niczym w romantycznym filmie. Niech się cieszy, po dwudziestu latach już takich ekscytacji nie będzie.

- Ja otrzymałam karnet narciarski do wykorzystania w Ośrodku Narciarskim Dąbrówka w Suwałkach - odpowiedziałam, zrezygnowana.

- To tam jest stok narciarski? - odpowiedziała Edzia, wyraźnie zaskoczona.

- Niestety jest, co gorsza mój karnet nie obejmuje noclegów i teraz muszę na ostatnią chwilę znaleźć jakąś kwaterę dla czterech dorosłych osób.

Edzia spojrzała na mnie z politowaniem i stwierdziła sarkastycznie:

- Prezent trafiony w dziesiątkę.

Pracowałyśmy dłużej niż zwykle. Koniec roku to zawsze trudny okres rozliczeniowy. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, pieniądze -rozliczone, a projekty - zatwierdzone. Szarobura pogoda nie mobilizuje do pracy.

- Przydałby się śnieg. Świat stałby się piękniejszy - powiedziała Edzia, wychodząc z budynku. Wyraźnie zżerały ją depresja i problemy domowe.

- To prawda. Ciekawe, czy ten karnet narciarski w ogóle ma sens - odpowiedziałam, dalej myśląc o tym, że mam coraz mniej czasu na znalezienie noclegu. Wracając do domu, mijałam alejki sklepowe, butiki odzieżowe, drogerie, aż natknęłam się na biuro podróży.

- Może tu znajdę jakieś kwatery noclegowe w Suwałkach? - powiedziałam pod nosem i nacisnęłam klamkę biura. W środku panował przyjemny klimat: wszędzie kolorowe zdjęcia, uśmiechnięte twarze wprawiające w wakacyjny nastrój. Niestety, wróciła myśl "nocleg w Suwałkach".

- Witam. Potrzebuję kwatery dla czterech osób w Suwałkach w ostatnim tygodniu stycznia. Czy macie państwo w sprzedaży miejsca noclegowe? - wydukałam w drzwiach, zakładając, że na pewno nic się nie znajdzie.

- Witam serdecznie w Biurze Turystycznym "Podróżnik". Miło nam panią gościć. Proszę usiąść, postaram się pani pomóc. Ogólnie zajmujemy się sprzedażą wycieczek krajowych i zagranicznych, a nie miejsc noclegowych. Ale postaram się coś znaleźć. Zapraszam bliżej - odpowiedziała pani w zbroi biurowej, z przyklejonym uśmiechem i równo upiętym kokiem. Trzeba przyznać, że swoim profesjonalizmem zdobyła moje zaufanie.

- Dziękuję, myślałam, że już nie ma dla mnie ratunku - odpowiedziałam pełna wdzięczności.

- Rzeczywiście, okres jest krótki i większość kwater jest zajęta, ale pochodzę z Podlasia i mogę dać kilka kontaktów do prywatnych przedsiębiorców. Musi się pani liczyć z tym, że w tak krótkim czasie będą dostępne tylko prywatne kwatery. Będą to bardziej standardy gospodarstwa agroturystycznego, nie czterogwiazdkowego hotelu.

Mówiła jak robot, jednocześnie badając moją reakcję na wypowiedziane słowa. Kolejna osoba "zaprogramowana na efektywną obsługę klienta". Czuć tu kunszt i doświadczenie. Zdecydowanie była "elastyczna" i asertywna jak na współczesne czasy przystało.

- Zdaję sobie z tego sprawę. Będę wdzięczna za jakąkolwiek pomoc - odpowiedziałam i cierpliwie czekałam na notatki od pani za biurkiem.

- To kwatery, które udało mi się znaleźć, proszę dzwonić, może coś się uda znaleźć.

Podała mi kartkę z nazwami i numerami telefonów.

- Dziękuję. Ile płacę? - zapytałam.

- Nic, mam nadzieję, że pomogłam. Zapraszam w przyszłości, jeżeli zechce pani wyjechać na wycieczkę zorganizowaną przez nasze biuro - odpowiedziała z miłym uśmiechem.

- Dziękuję za pomoc, na pewno skorzystamy z usług biura, planując wyjazd wakacyjny. Do widzenia.

Wyszłam z biura pośpiesznym krokiem. Już chciałam mieć z głowy problem noclegów, tym bardziej że Aleks coraz bardziej naciskał. Jego projekt nie mógł czekać. Wracając do domu, wykonałam kilka telefonów, niestety bez skutku, ale właściciel "Bobrowej Chatki" obiecał pomóc i podesłać kontakt do znajomych z Gołdapi, którzy co prawda przyjmują turystów tylko w okresie letnim, ale może pomogą. Moja cierpliwość od dawna nie była tak długo testowana. Weszłam do mieszkania i usiadłam na kanapie, zrezygnowana. Straciłam nadzieję.

- Mamo, twój telefon dzwoni - powiedziała Anika, wychylając głowę ze swojej dziupli.

- Już idę.

- Halo? - Biegnąc z salonu, ledwo zdążyłam odebrać.

- Witam, nazywam się Henryk Ruciński, dostałem numer od właściciela "Bobrowej Chatki". Słyszałem, że potrzebuje pani kwatery w ostatnim tygodniu stycznia? - powiedział dziwnie znajomy głos w słuchawce. Byłam pewna, że już go słyszałam, tylko nie wiedziałam gdzie.

- Tak. Dziękuję za telefon. Planujemy tygodniowy pobyt połączony ze zjazdami narciarskimi w Ośrodku Narciarskim Dąbrówka w Suwałkach.

- Nie wiem, czy zdaje sobie pani sprawę z tego, że nasza "Chata na końcu świata" znajduje się pięćdziesiąt kilometrów od Suwałk? - odpowiedział głos z najwyraźniej opadającym entuzjazmem. Skądś to znałam. Jakby déja vu. Miałam już dość poszukiwań, było mi wszystko jedno, ważne, że będzie gdzie przenocować. Bez namysłu odpowiedziałam:

- Nie szkodzi. Bardzo proszę o zarezerwowanie miejsc dla czterech dorosłych osób. Proszę zapisać mój e-mail: miasik.joanna@info.pl, bardzo proszę o przesłanie wyceny pobytu i podanie kwoty zaliczki.

- Dobrze, w najbliższym czasie postaram przesłać wszystkie informacje. Życzę miłego wieczoru, pani Asiu - pożegnał się głos w słuchawce i zamilkł, a ja oniemiałam. Czyżby to ten sam facet, z którym rozmawiałam w pracy? Niemożliwe, przecież takie rzeczy się nie zdarzają.

- Właśnie zarezerwowałam dla nas kwaterę na wyjazd zimowy - obwieściłam wszystkim, bardzo z siebie zadowolona, i ze spokojem udałam się do swojej dziupli, ciesząc się "świętym spokojem". Jednak nie trwało to długo, obowiązki gosposi nie poczekają. Powrót Maćka zmusił mnie do wyjścia z mojej ostoi spokoju. Zaczęło do mnie docierać, że raczej nie zadowoli go fakt, że będzie musiał nas wozić pięćdziesiąt kilometrów każdego dnia na stok narciarski. Postawiłam parujące leczo na stole i w milczeniu usiadłam naprzeciw Maćka.

- Mów. Przecież widzę, że chcesz mi coś powiedzieć.

To zadziwiające, jak mój mąż mnie doskonale znał

- Znalazłam kwaterę na nasz zimowy wyjazd - odpowiedziałam, dozując emocje.

- Świetnie. Już myślałem, że znowu coś się stało, usiadłaś z taką grobową miną.

Uśmiechnęłam się delikatnie i kontynuowałam.

- Widzisz, bo rzeczywiście jest problem.

Maciej podniósł głowę i patrzył na mnie wyczekująco.

- Jaki problem? Znowu ten mąż twojej przyjaciółki?

W ostatnim czasie całe nasze życie kręciło się wokół problemów Edzi. Nic dziwnego, że od razu pomyślał o niej.