Sexpert w Mieście Singli - Jarosław Paszkiewicz

-
Proszę czekać

Dzień I

Po pozytywnym zaliczeniu kolejnego przedmiotu wybiegłem ze szkoły, by złapać autobus.

Oczywiście tłok niesamowity.

Spoglądając wokoło, zauważałem sporo atrakcyjnych dziewcząt. Zastanawiałem się, kiedy i mnie spotka przyjemność z którąś z nich...

Rozważania nad sensem bytu przerwał kolejny przystanek, na którym napór pasażerów rzucił mnie gdzieś w głąb rzężącego, przegubowego Ikarusa, uchwyciłem się jakiejś poręczy, lądując mimowolnie na jakiejś kobiecie dzielnie obejmującej ten sam uchwyt co ja...

Wydawała mi się ona dziwnie znajoma, ale od tyłu wiele z niewiast wygląda podobnie. Jej rude, kręcone włosy smyrając mnie po twarzy, powodowały coraz większe ciepło obejmujące kolejne partie mojego ciała...

Ileż zakrętów, bujań i zmian biegów można wytrzymać, gdy czujesz jak dojrzała, powabna kobieta co chwilę ociera się o ciebie w rytmie falowania autobusu po miejskich ulicach...

W końcu poddałem się chwili i moja współpasażerka też...

Przytuliłem usta do jej włosów, dotknąłem dłoni i poczułem jak jędrność jej pośladków, budzi moją męskość, zaczęło jej się to podobać, sądząc po tym, jak zaczęła kołysać biodrami, pobudzając mnie jeszcze bardziej, zupełnie tak jak by chciała go ugryźć tyłkiem, gdy próbował się przebić przez spodnie, wciskając jej krótką spódniczkę w przełęcz analną, którą miałem ogromną ochotę zwiedzić, jak wielkie było moje przyrodzenie w tym momencie...

Na szynach tramwajowych poczułem, że przestaję panować nad sytuacją i lont w mej armacie zaczyna się dopalać przed wystrzałem!

Nie wiadomo skąd właśnie to wspomnienie czasów sprzed nieomal dekady, dopadło mnie właśnie teraz, wsiadającego do autokaru jednej z krajowych firm przewozowych.

Być może był to głód kobiety spowodowany dłuższą posuchą w tej dziedzinie, być może czymś innym.

Urodziwa pilotka wskazała mi miejsce w ostatnim rzędzie. Nie lubię tam jeździć w choćby najkrótszą podróż, toteż wdałem się w wymianę zdań, która zdewastowała pierwotnie zauważony urok...

Ostatecznie pod naporem argumentów, że jako singiel jestem wyrzutkiem i na końcu autokaru spotkam swoje przeznaczenie na kilkanaście najbliższych godzin, skapitulowałem, lądując w ostatnim rzędzie.

Niespodziewanie moje początkowo beznadziejne położenie, postawiło w lepszym świetle pojawienie się współpasażerki o przeszywającym spojrzeniu i puszczonych luźno na ramiona blond włosach. Z kocią wręcz zręcznością przecisnęła się między mną a przedostatnim rzędem foteli, by usiąść koło okna, momentalnie pozazdrościłem fotelowi obejmującemu jej smukłe, aczkolwiek całkiem krąglutkie, gdzie potrzeba kształty...

Pojawienie to postawiło pod znakiem zapytania sens mojej samodzielnej egzystencji, jednocześnie stawiając coraz bardziej nabrzmiewający wykrzyknik!

Kontemplując jej nadzwyczaj ponętne łydki, usłyszałem nagle pytanie:

- czego szukasz pod tym siedzeniem?

Zdekonspirowany wykryciem przez nią faktu wlepiania wzroku w jej śliczne kończyny, odparłem:

- kontempluję napięcie powierzchniowe rajstop na twych łydkach...

Uśmiechnęła się zalotnie i mrużąc oczy, zapytała, czy mi odpowiada...

Odparłem, że nie wiem bez zastosowania techniki dotykowej...

Bez słowa obnażyła stópkę, zdejmując buta i wsunęła ją w moją nogawkę, czule pieszcząc piszczel.

A teraz? - zapytała

Teraz o wiele lepiej - odpowiedziałem, kładąc dłoń na jej kolanie, czując coraz bardziej ciepło bijące delikatnie od wewnątrz ud...

Zatapiając spojrzenie w brązie jej oczu wodziłem dłonią od paluszków po kolanko dłuższą chwilę do momentu aż odważyłem się wykorzystać możliwości, jakie dawała jej kwiecista, zwiewna sukienka, posuwając się kawałek po kawałeczku dalej, zdobywając nowe podsukienkowe obszary.

Gdy byłem w połowie drogi do jej rozkosznego trójkącika, złapała mnie za dłoń. Przytuliła usta do mojego ucha i zapytała:

- Kim ty właściwie jesteś zboczuszku...?

Wsuwając dłoń w blond włosy współtowarzyszki podróży, kierując uszko, ku moim ustom rzekłem czule:

- Jestem testerem zabezpieczeń antykoncepcyjnych.

Pocałowałem okolice kolczyka i zacząłem drobnymi, ale czułymi pocałunkami spacer po szyi aż dotarłem do drugiego uszka z pytaniem:

A ty kim jesteś?

- Dróżniczką, której robi się wilgotno pod spódniczką. - Odparła, kładąc dłoń na mym kroczu.

- Ty już nieźle podniosłeś "szlaban". - wyszeptała...

I faktycznie nasz pociąg wjeżdżał właśnie na stację pożądanie!

Poczułem w końcu jej delikatne usta na moich, najpierw delikatne badawcze przytulenie, ciepło oddechu na policzku, coraz bardziej "spocone" spojrzenie i w końcu zjednoczenie w wilgotnym, gorącym pocałunku, nienachalnym, ale dogłębnym...

Czubeczkiem języczka "zapukałem" pytając o wejście do środka, zgodziła się, uchylając je najpierw jakby nieśmiało, nie wcisnąłem go od razu, a omiotłem nim lekko rozchylone wargi, po czym wsunąłem do środka gładko, spotykając z czubeczkiem jej języczka...

Spięły się razem niczym para w tańcu i zaczęły szaleć na parkiecie naszych ust...

Puściła moją dłoń, lekko rozchylając nogi, pozwoliła mi na zdobycie najczulszych okolic swej kobiecości, jednocześnie swymi zręcznymi paluszkami wypuściła na zewnątrz moją wyprężoną męskość, by się nią bawić, doprowadzając mnie do erotycznego szału, gdy ja eksplorowałem coraz głębiej i odważniej jej wilgotną, rozkoszną szparkę...

Guziki sukienki oraz stanik ustąpiły pod naporem pożądania, odsłaniając dwa całuśne cycusie z nastroszonymi bojowo podnieceniem suteczkami, które to zacząłem ochoczo obcałowywać, wodząc w koło wilgotnym i ruchliwym języczkiem, czując niezwykle podniecającą jędrność!

Dziewczyna wzięła się porządnie do dzieła, pieszcząc go, szarpiąc, drapiąc, miętosząc worek, aż nadszedł w końcu ten moment, by nałożyć gumowego przyjaciela.

Zrobiła to, pomagając sobie ustami, usiadła na mnie, nadziewając się, jak gdyby chciała swoją drapieżną cipką schrupać moja gorącą kiełbaskę, połyskującą w świetle okolicznych lamp!

Gdy zaczęła bujać się, kręcąc biodrami na wszystkie strony, byłem jej już całkowicie poddany, moje dłonie buszowały po całym ciele tej niesamowitej blondynki doprowadzającej mnie do ekstazy, całowałem, gdzie popadło każde miejsce, które dopadłem, szalejąc pod nią z rozkoszy!

W pewnym momencie złapała, mocno przyciskając mnie do siebie, łamiącym roztrzęsionym głosem wyłkała - twój wytrych przełamał wszelkie moje zabezpieczenia antykoncepcyjne, niech to będzie teraz...!

Po czym nie wytrzymałem, eksplodując w niej obficie, wzdychając, nie mogąc wykrztusić z siebie żadnego zrozumiałego słowa w ekstatycznym orgazmie...

Po pauzie w podróży, którą my wykorzystaliśmy na tak dogłębne poznanie siebie nawzajem, reszta pasażerów wróciła do autobusu, nie zauważając nic, z tego, co tutaj wydarzyło się przed chwilą...

Dzień II

Nad ranem dotarliśmy na miejsce. Bogatszy o nową znajomą-nieznajomą oraz kilka jej włosów na swetrze udałem się w swoją stronę a ona w swoją, jednak miałem wrażenie, iż nie było to nasze ostatnie spotkanie pomimo tego, że nie chciała wymienić się kontaktem.

Z wyglądu Miasto Singli nie różniło się zbytnio od innych kilkusettysięcznych miejscowości, robiąc pozytywne pierwsze wrażenie.

Jednak zagłębiając się w nim coraz bardziej, można było dostrzec pewne różnice. Objawiające się brakiem miejsc typowo rodzinnych rozrywek. W ogóle w zasadzie nie dało się spotkać niczego, co by było skierowane do par. Spowodowane to było w dużej mierze tym, że w momencie wejścia w oficjalny związek należało opuścić to miejsce. Aczkolwiek można nawiązywać niezobowiązujące relacje z innymi singlami i żyć w wolnych, otwartych związkach, przez co pojęcie zdrady nie istniało...

Idealne miejsce dla mnie, dlatego zdecydowałem się podjąć pracę właśnie tutaj. Bez terroryzowania przez codzienność wyimaginowaną potrzebą zakładania rodziny i płodzenia dzieci...

Nie to żebym miał coś przeciwko żonie i zmienianiu pieluch, ale co zrobić, gdy nie czuje się takiej potrzeby, być może jeszcze do tego nie dorosłem, a być może jestem po prostu kimś innym chcącym przeżyć życie w inny sposób niż większość ludzi...

Na razie rozstałem się z uroczą towarzyszką podróży, podążając do jednej z dzielnic, by poznać moje nowe mieszkanie. Miasto było podzielone na strefy ze względu na orientację seksualną.

Ciekawe, na jakiej zasadzie kwaterowano bitransseksualistów...

Moje mieszkanie mieściło się w kilkupiętrowym, długim, klimatycznym bloku położonym pośród parkowej zieleni. Taki oto widok urzekał z mojego balkonu na pierwszym piętrze. Z drugiej strony mogłem podziwiać ruch uliczny oraz jak okazało się już pierwszego wieczoru, wdzięki singielek z przeciwka.

W tym momencie postanowiłem jednak przyjrzeć się bliżej kuchni, ponieważ od momentu opuszczenia autokaru czułem głód, spowodowany po części wyczerpującą przygodą poprzedniej nocy...

Postanowiłem zatem odwiedzić najbliższy sklep. Zgodnie z przewidywaniami po przekroczeniu obrotowych drzwi wejściowych widok dziesiątek półek dźwigających tony różnych dupereli przytłaczał i wołał, weź mnie niczym wyuzdana niewiasta formatu XXL w pornosie.

Podchodząc do linii kas, zastanawiałem się, na jak urodziwą egzekutorkę opłat trafię. Osobiście wydaje mi się, że im droższy sklep, tym urodziwsze dziewczyny można na tej posadzie spotkać, by ich uroda działała znieczulająco na stan gotówki, której zastrzyk właśnie zasilił konto jednego z potentatów.

Sądząc po obsługującej mnie kasjerce, ten sklep musiał być naprawdę drogi...

Kari o bujnej fryzurze barwy wściekłego ognia przykuła moją uwagę.

Podczas odbierania produktów zadrapałem delikatnie niechcący jej dłoń, postanowiłem dzięki temu niewinnemu incydentowi zbliżyć się do niej trochę i zobaczyć co z tego wyniknie.

Na razie wracałem do domu wyposażony w naleśniki z serem do podgrzania i inne tego typu mało absorbujące uwagę produkty.

Postanowiłem zjeść z telewizorem, akuratnie miał zaczynać się teleturniej polegający na obracaniu figurą geometryczną dającą pieniądze i odgadywaniem haseł. Jednak oczywiście przed musi być reklama.

Gdy wtopiłem zęby w pierwszy kęs naleśnika, na ekranie pojawiła się jakaś babka w kuchni. Nagle wpada do niej jakiś koleś.

Mógłby ją tam wyruchać, to by znacząco podniosło oglądalność całego bloku reklamowego - pomyślałem.

Jednak gdzie tam...

Od progu drze się:

kochanie "szcze-kałem" - jak by to było jakieś romantyczne powitanie kobiety.

Na to ona odpowiada - zażyj gówno-scalacz mój ty pieseczku, spowoduje, że będziesz miał stolec jak bolec...

Myślę sobie, o co chodzi, czy ten świat kręci się już tylko wkoło srania?

Może niedługo będzie zamiast "jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby", to jeśli nie chcesz mojej zguby, zgrabne kupy sadź mój luby, bo już nie obejrzysz mej dupy...

No nic, koleś pewno dostał zatwardzenia od tego cementu, a ja skończyłem właśnie pierwszego naleśnika i zadumałem się w rundzie startowej. Tak mocno, że nie pamiętam zbyt wiele oprócz nóg współprowadzącej program...

To chyba jest powód, że ludzie tam tracą rozum i wymyślają niesłychane farmazony, bo kto byłby w stanie nie postradać zmysłów w takich okolicznościach.

Ostatecznie finalista trafił na kategorie pisarz i jego dzieło. Literki nawet zgrabnie się otworzyły.

Jednak czas minął i nic z tego tym razem. A hasło było proste Jarosław Paszkiewicz - Ktoś Inny.

No któż nie czytał tej książki...? Przecież każdy ją zna...

Zastanawiam się w takich chwilach czy dalej oglądać ten program. Co za psychol dobiera te hasła?

Książka jakiegoś cymbała co pewno więcej zużył prądu na jej napisanie, niż zarobił na sprzedaży. Hasłem finałowym? - jaja nawet nie jak berety, ale jaja bez fiuta normalnie...

Ja tam bym się jednak cieszył nawet z przegranej, pewno by się dziwili, uznając mnie za wariata. Zauważyłem jednak, że jak się finalista cieszy, to jest większa szansa otrzymać uścisk od niej, rozpraszaczki nieprzeciętnej urody.

Po tych emocjach zająłem się tropieniem w internecie uroczo groźnej kasjerki. Udało mi się trafić na jej profil, jednak brak odpowiedzi pobudził moją kreatywność do tego stopnia, że postanowiłem wysłać list. Na adres sklepu, w którym pracowała. Nawet dobrze się składało, gdyż poczta była naprzeciwko rzeczonego marketu.

I tak ułożyłem zgrabną treść z przeprosinami za zadrapaną rękę podczas zakupów i poszedłem spać.

A następnego dnia z rana poszedłem go nadać. Poczta generalnie listy przyjęte do godziny 14 wysyła jeszcze tego samego dnia, jednak w tym przypadku nie tylko wysłała, ale także dostarczyła, czego efektem była pierwsza wieczorna wiadomość od niej.

Pamiętam dokładnie, jak podczas kolejnego kontemplowania urody "Pani rozpraszaczki" usłyszałem dźwięk komunikatora i ujrzałem taki tekst - "witam nieznajomy drapieżny kliencie, dziękuję za troskę, z moją ręką w porządku wyjdę z tego :)".

Ucieszyłem się, czując rozchodzący po całym ciele przyjemny dreszcz...

Przejdźmy przez to razem - odparłem.

Odpisała - spróbuj i zniknęła tego wieczoru z eteru.