Seventeen - Suzi Ardent
40.38 zł
33.52 zł
(40,38 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Kwiecień 2017
Pola
Uporczywie patrzyłam na tańczące cienie za oknem. Wiatr wiał dzisiaj silnie, choć słońce przebijało się przez chmury. Drzewa niechętnie uginały się, liście z poprzedniej jesieni podrywane w górę, spadały kilkanaście metrów dalej.
- Pola - babcia weszła do mojego pokoju. - Ciocia Amelia już przyjechała.
Westchnęłam cicho, czując żal w sercu.
- Jasne, już do was schodzę. - oznajmiłam.
Rzuciłam okiem na rozkwitającą wiosnę po raz ostatni w tym miejscu. Mimo że był to mój tymczasowy dom, wiedziałam, że szybko nie wrócę. Będę tęskniła za Gdańskiem, dostępem do nieograniczonej wody, murków na plaży, przy których spędzałam długie godziny. Czasem miałam wrażenie, że zostałam stworzona po to, by patrzeć na statki w oddali, próbujące zacumować w porcie w Gdyni.
To dawało mi ukojenie.
W ten sposób mogłam niemo wyrazić swój ból po ogromnej stracie, jaka spotkała mnie zaledwie dwa miesiące temu.
Nie chcąc o tym myśleć, chwyciłam jeden z wielu kartonów, które miałam ze sobą zabrać. Tak wyglądało moje życie - rzeczy spakowane od wielu tygodni, nawet nieruszone. Zeszłam na dół po drewnianych schodach, nie mając zbyt entuzjastycznego nastawienia. Powinnam się cieszyć - zacznę nowy etap - ale jakoś tego nie widziałam.
- Jak dobrze cię widzieć, Polcia! - moja ciocia serdecznie mnie uściskała.
Po chwili poczułam jak jej siedmioletnia córka - Julka - robi dokładnie to samo.
- Ja też się cieszę, że was widzę. - wymamrotałam zakłopotana.
Ciocia Amelia była młodszą szwagierką mojej mamy. Mieszkała we Wrocławiu i miała swój mały sklepik w centrum miasta. To właśnie tam miała mnie zabrać.
To właśnie w tamtym mieście miałam rozpocząć nowe życie. O ile da się żyć normalnie po tym wszystkim, co mnie, co nas spotkało.
Pożegnałam się z babcią, obiecując odwiedziny w wakacje.
Ruszyłyśmy w drogę. Była zaledwie jedenasta, więc czekało nas całe popołudnie w podróży.
Trochę rozmawiałam z ciocią, trochę czytałam, spałam, ale przez większość czasu słuchałam muzyki i patrzyłam na widoki za oknem. Autostrada ciągnęła się, drzewa wydawały się takie same.
- Pola, wiem, że życie wywróciło się do góry nogami - moja ciocia popatrzyła na mnie z ukosa, gdy byłyśmy już na miejscu i wyciągałyśmy moje rzeczy z bagażnika. - Moje też nie jest usłane różami. Nie wiem, czy dam radę zastąpić ci matkę, ale zrobię wszystko, by tak było. Myślę, że to była dobra decyzja. Babcia ma już swoje lata, chciałam ją odciążyć. Mam nadzieję, że szybko się tutaj zadomowisz. - oznajmiła.
- Nie jestem zbytnio zadowolona z faktu, że musiałam zostawić całe swoje życie w Gdańsku i przenieść się do miasta, którego nawet nie lubię - powiedziałam. - Ale podobno nie zawsze dostajemy to, czego chcemy. Poradzę sobie.
- Zrobię nam coś do jedzenia i pogadamy. Trzeba ustalić kilka rzeczy. - stwierdziła.
Zabrała moją walizkę, a ja wyciągnęłam z auta sztalugę, rolkę płótna i właśnie zamykałam samochód, gdy obie usłyszałyśmy za sobą lekko zachrypnięty, męski głos.
- Dzień dobry pani Skowrońska. - odwróciłam się.
O kurczę.
- Och, witaj Franek. - rzuciła moja ciocia przez ramię.
- Pomóc wam w czymś? - zapytał, uśmiechając się do mnie.
Patrzyłam na niego. Na jego blond grzywę, ciemne, brązowe oczy i postawną sylwetkę.
- Dziękuję - moja ciocia również się odwróciła. - Doceniam twoje dobre maniery, ale już kończymy. Miłego popołudnia.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej, a potem odszedł w kierunku willi z naprzeciwka. Stałam na naszym podjeździe jeszcze przez dłuższy moment, zastanawiając się nad różnymi rzeczami. Ciekawe czy miał dziewczynę. Właściwie nie powinno mnie to interesować. Miałam ważniejsze sprawy na głowie i nie powinnam zaczynać swojego nowego życia od podrywania chłopaka z sąsiedztwa.
- Oj Polcia - mruknęła moja ciocia. - Nawet o tym nie myśl.
- Łamacz serc? - zapytałam, nieco zawiedziona.
- Niekoniecznie - stwierdziła. - Ale ta rodzina to nic dobrego.
Chciałam zapytać dlaczego tak uważa, ale zanim zdążyłam się odezwać, otworzyła drzwi i przekroczyła próg.