Line budziła się powoli. Leżąc,
wsłuchiwała się w przytłumione dźwięki dobiegające od
strony ulicy. W końcu odsunęła kołdrę i spuściła nogi
z łóżka. Podłoga była zimna. Zanim powlokła się do kuchni,
walcząc z resztkami snu, włożyła skarpety z grubej wełny.
Na bladej skórze pojawiła się
gęsia skórka. Zasłoniła piersi lewym ramieniem i podeszła do
okna, żeby zobaczyć, ile śniegu napadało w ciągu nocy. Musiało
przestać śnieżyć kilka godzin po tym, jak położyła się spać,
ale i tak spadło dobrze ponad pół metra. Ledwo mogła dostrzec swój
samochód stojący przy krawędzi chodnika. Pracujące w nocy pługi
zamieniły go w śnieżny pakunek. Jedna z mniejszych maszyn odgarniała
właśnie śnieg z chodnika. Jakiś mężczyzna z psem odsunął się
na bok, żeby ją przepuścić. Line stała przy oknie i przyglądała
się migającej lampce na dachu minipługa, która rzucała żółte
kręgi światła na ściany domów. Nawet nie zauważyła, kiedy szyba
zaparowała od jej oddechu.
Szare chmury wisiały nisko nad
ziemią. Termometr za oknem pokazywał jeden stopień mrozu. To
oznaczało, że śnieg jest ciężki i mokry. Nastawiła ekspres
do kawy. Miała nadzieję, że któryś z sąsiadów parkujących
przed jej autem lub za nim wyjedzie do pracy wcześniej niż ona. Po
namyśle doszła do wniosku, że nie ma sensu brać prysznica,
zanim nie odśnieży samochodu. Czekając na kawę, włożyła gruby
sweter. Właściwie to był sweter Tommy'ego. Zostawił go tutaj
ponad rok temu, gdy się od niej wyprowadzał. Od tamtej pory spotkali
się wiele razy, więc miała mnóstwo okazji, żeby mu go zwrócić,
ale coś ją powstrzymywało. Chociaż Tommy miał go na sobie wieki
temu, wciąż jej się wydawało, że czuje jego zapach. Gdy tęsknota
stawała się trudna do zniesienia, wkładała jego sweter, co i tak
było o wiele lepsze, niż gdyby miała do niego dzwonić. Sweter
sprawiał, że jej uczucie do niego nie gasło, ale nie miało
to wpływu na decyzję, którą podjęła: Tommy Kvanter nie był
mężczyzną, z którym chciała dzielić życie. Zależało jej na
założeniu rodziny, potrzebowała kogoś, na kim mogłaby polegać,
kogoś odpowiedzialnego i budzącego zaufanie. Tommy nie spełniał
żadnego z tych kryteriów. Był czarujący i beztroski. Wiedziała,
że nie był tym, kogo szukała. Sweter miał dla niej wartość
sentymentalną. Postanowiła, że go zatrzyma, dopóki w jej życiu
nie pojawi się ktoś inny. Dopiero wtedy się go pozbędzie.
Ekspres do kawy mruczał cicho,
wyrzucając z siebie kłęby pary. Postawiła pełną filiżankę
na stole kuchennym, usiadła na krześle i objęła ją obiema
dłońmi. W mieszkaniu było chłodno.
Otworzyła laptop i rzuciła okiem
na pierwszą stronę internetowego wydania gazety. "Dalsze opady
śniegu", brzmiał tytuł głównego artykułu. Nie była w stanie
czytać kolejny raz o pogodzie, więc zamiast tego sprawdziła
pocztę.
Otrzymała odpowiedź na pytanie,
które zadała jednemu z dziennikarzy działu faktu. Informacje uzyskane
z urzędu do spraw ewidencji ludności potwierdzały to, o czym
mówił ojciec, że Viggo Hansen nie miał żadnej rodziny. Urodził
się w Stavern w lutym 1950 roku i mieszkał na Herman Wildenveys
gate od 1964, to jest od roku, w którym wybudowano dom. W rejestrze
odnotowano, że ojciec Viggo Hansena zmarł w 1969, matka zaś zmarła,
gdy Viggo miał dwadzieścia cztery lata. Nikt inny nie był tam nigdy
zameldowany. Gdzie mieszkał przez pierwszych czternaście lat życia,
tego nie udało się ustalić. Line wiedziała, że starsze dane osobowe
nie są przechowywane w formie elektronicznej, lecz tylko w papierowej,
i dlatego jeśli chciała je zdobyć, musiała przeszukać archiwum. Ale
skoro Viggo Hansen przyszedł na świat w Stavern, można było
przypuszczać, że mieszkał w tej okolicy od urodzenia.
Z doświadczenia wiedziała, że
to ludzie są najlepszym źródłem informacji. Jedną z ostatnich
rzeczy, jakie zrobiła poprzedniego wieczoru, było przejrzenie list
podatkowych. Wyszukała mieszkańców Stavern, którzy byli w wieku
Viggo Hansena. Lista zawierała więcej znanych nazwisk, ludzi,
którzy mieszkali w Stavern od zawsze i musieli wiedzieć coś na
temat Hansena. Jednym z nich był artysta, z którym przeprowadzała
wywiad w związku z wystawą w czasach, gdy pracowała w lokalnej
gazecie. Poza tym na liście znajdowało się nazwisko adwokata Realfsena
i emerytowanej nauczycielki.
Artysta nazywał się Eivind
Aske. Wpisała nazwisko do przeglądarki i odnalazła jego stronę
internetową. Był rysownikiem, malarzem i grafikiem i posiadał
własną galerię, atelier i drukarnię w Stavern. Rozpoznała rysunki,
które pojawiły się na ekranie, charakterystyczną dla niego miękką
i delikatną kreskę. Były to głównie portrety dzieci wykonane
ciemną kredką.
U dołu strony znajdował się
numer telefonu i adres mailowy. Zadzwoniła. Odebrał niemal
natychmiast.
Line przedstawiła się i wyjaśniła,
że kilka lat temu przeprowadzała z nim wywiad, a teraz pracuje
w "VG". Eivind Aske zapewnił, że pamięta tamten wywiad,
i zapytał, w czym może jej pomóc.
- Chciałabym zadać panu kilka
pytań dotyczących Viggo Hansena.
- Kogo?
- Viggo Hansena - powtórzyła. -
On już nie żyje, ale był w pana wieku, więc zastanawiałam się,
czy przypadkiem nie chodziliście razem do szkoły.
Zapadła cisza. Mężczyzna po drugiej
stronie zamilkł. W tym czasie Line próbowała odpowiedzieć sobie
w myślach na pytanie, czy pamięta wszystkich swoich kolegów z klasy,
z którymi chodziła do szkoły podstawowej i gimnazjum przez dziewięć
lat. Było ich w klasie ponad dwadzieścioro. Gdyby poproszono ją
o sporządzenie z pamięci listy nazwisk, prawdopodobnie zapomniałaby
wymienić niektórych uczniów, ale przypomniałaby ich sobie, gdyby
usłyszała ich nazwiska. Przynajmniej większość z nich.
- Viggo Hansen - odezwał się
głos w słuchawce. Mężczyzna powtórzył to nazwisko, jakby się nim
delektował. - Tak, pamiętam go. Mały wątły chłopiec. Zdaje się,
że często chorował. W każdym razie opuszczał dużo lekcji. Obawiam
się, że to chyba wszystko, co pamiętam.
- Czy mogłabym mimo wszystko
spotkać się z panem dziś po południu? - zaproponowała Line.
- Dzisiaj aż do wieczora nie będzie
mnie w domu, ale może pani odwiedzić mnie jutro po szesnastej.
- W takim razie umówmy się na
czwartą, dobrze?
- Godzina czwarta - potwierdził
Eivind Aske. - Była tu pani już kiedyś, więc zna pani drogę.
Line zakończyła rozmowę. Chwilowo
musiała zadowolić się tym jednym umówionym spotkaniem. Miała
nadzieję, że Eivind Aske poda jej nazwiska osób, które mogły znać
Viggo Hansena lepiej niż on sam. Wolała zaczekać do jutra, niż
marnować czas na spotkania, które być może nie wniosłyby niczego
nowego do sprawy.
Wyjęła czystą kartkę i narysowała
tę część ulicy, gdzie kiedyś mieszkała. Ulica wiodła w dół
od dawnego zbiornika wodnego. Pod koniec robiła łuk i stykała
się z Tyrihansveien, która biegła równolegle do niej po stronie
północnej. Nigdy wcześniej tak o tym nie myślała, ale te dwie
ulice tworzyły coś w rodzaju wydłużonej podkowy. Do domów po
obu stronach przylegały duże zalesione działki, które graniczyły
z terenami rekreacyjnymi.
Umieściła dom ojca na Herman
Wildenveys gate pod numerem siódmym, po czym narysowała dom Viggo
Hansena nieco niżej, na łukowatym zakręcie po drugiej stronie ulicy,
pod numerem czwartym.
Następnie naszkicowała pozostałe
domy, wpisując do nich nazwiska osób, które w nich mieszkały,
potem zaś zaznaczyła strzałkami, którzy z sąsiadów wyprowadzili
się stamtąd, a którzy się tam wprowadzili.
Zacznę od tych, którzy mieszkają
najbliżej, pomyślała, i po kolei sprawdzę wszystkich.
Najbliższą sąsiadką była
Greta Tisler spod dwójki. Była wdową i nie miała dzieci. W domu
naprzeciwko wychowali się Silje Brunvall i jej brat Steinar. Steinar
chodził z Line do tej samej klasy, a Silje była o trzy lata
młodsza. Ich rodzice nazywali się Tor i Marianne. Zdaje się, że
Steinar przejął dom po rodzicach, przypomniała sobie. Sprawdziła
w książce telefonicznej. Zgadza się. Steinar mieszkał z kobietą
o imieniu Ida. Nie znalazła jednak żadnej informacji na temat jego
rodziców.
Dziwnie będzie spotkać Steinara po
tylu latach, pomyślała. W szkole byli parą, głównie dlatego, że
Steinar był jedynym chłopcem w jej wieku mieszkającym na tej samej
ulicy co ona. Był pierwszym chłopcem, z którym się całowała,
i pierwszym, który dotykał jej piersi. To się wydarzyło na górce
w pobliżu autostrady, zanim zaczęła nosić stanik. Była tam mała
chatka ukryta między drzewami, tak ciasna, że dwie osoby z trudem
mogły się w niej pomieścić. Leżeli tuż obok siebie i niby
przypadkiem musnęli się wargami. Steinar położył rękę na jej
piersi, na swetrze, a potem zaczął podciągać go do góry, aż
w końcu mógł je zobaczyć. Miała wtedy dwanaście albo trzynaście
lat i nie wiadomo, co jeszcze mogłoby się wydarzyć, gdyby nie zjawiła
się jego siostra.
Błądziła myślami dalej. Gdzie
Viggo Hansen był tamtego dnia? Czy kiedykolwiek dotykał w ten sposób
jakiejś dziewczyny albo kobiety? Trudno było wyobrazić sobie, że
można iść przez życie, nie dzieląc go z nikim w jakikolwiek
sposób.
Dopiła resztkę kawy, wstała
i podeszła z telefonem komórkowym do okna. Jeden z sąsiadów
właśnie odśnieżał samochód, który stał zaparkowany przed jej
autem.
Wybrała numer do ojca i przyłożyła
dłoń do zimnej szyby, czekając, aż odbierze telefon.
- Cześć - odpowiedział. -
Jadę właśnie na spotkanie.
Line odwróciła się, oparła plecami
o parapet i spojrzała na notatki leżące na kuchennym stole.
- Dzwonię tylko po to, żeby ci
powiedzieć, że dzisiaj przyjeżdżam - wyjaśniła. - Pomieszkam
w domu przez kilka dni.
- Tak? - zdziwił się ojciec. -
Dlaczego?
- Nie pasuje ci?
- Oczywiście, że pasuje. Po prostu
nie spodziewałem się widzieć cię przed świętami.
- Piszę artykuł o Viggo Hansenie
- wyjaśniła.
- Dla "VG"? Z jakiego
powodu?
Line nie odpowiedziała.
- Znałeś go? - spytała zamiast
tego.
- Kłanialiśmy się sobie.
- Tak, ale czy wiesz coś
o nim?
Cisza.
- Jadę na spotkanie - powtórzył
ojciec.
- Zdaje się, że tak naprawdę
nikt go nie znał - powiedziała. - I dlatego chcę o nim
napisać. O tym, jak to jest możliwe, żeby przez całe życie być
aż tak samotnym.
Znowu zapadła cisza. Wyglądało na
to, że ojciec zrozumiał, do czego zmierzała.
- To może być interesujący
temat - powiedział po namyśle. - Ale czy to nie jest zbyt osobista
sprawa?
- Jak to?
- W końcu chodzi o naszego
sąsiada. Ty też byłaś jedną z osób, które mieszkały tuż obok,
a jednak go nie znały.
Line usiadła przy stole w kuchni. Już
o tym myślała. O tym, że również przez nią Viggo Hansen był
samotny. Czuła, że może być jej trudno zachować obiektywizm, ale
nie widziała w tym nic złego. Wiedziała, że czeka ją prawdziwe
wyzwanie. Zupełnie tak, jakby znowu pracowała dla lokalnej gazety
i znała osobiście lub choćby ze słyszenia ludzi, o których
pisze.
- Zwróciłam się do Christine
Thiis z prośbą o wgląd w dokumentację sprawy - wyjaśniła
i odszukała kopię wiadomości. - Możesz ją zapytać, czy dostała
mój mail? Jak chcesz, mogę ci przesłać kopię.
- To nie jest sprawa karna -
zaprotestował ojciec. Słyszała, że rozmawia z nią, idąc.
- Wiem o tym - odparła. -
Próbuję tylko ustalić, kim był. Zapytasz ją?
- Zrobię to,
ale teraz nie mogę już dłużej z tobą rozmawiać. Do zobaczenia
wieczorem.