Gdy tuż przed Wielkanocą wierny
ekspres przelewowy Moccamaster odmówił dalszej współpracy, Wisting
z entuzjazmem przyklasnął inicjatywie zainstalowania w budynku
komendy automatu do kawy. Teraz jednak nie był już wcale taki pewny,
czy to był dobry pomysł.
Automat oferował siedem różnych
rodzajów kawy, ale przy żadnym przycisku nie było napisane po prostu
"kawa". Poza tym za każdym razem, gdy chciał się napić, musiał
zejść piętro niżej. Akurat to wyjdzie mi na zdrowie, pomyślał. Stał
przed oknem w swoim gabinecie i ogrzewał dłonie o filiżankę,
spoglądając na Larviksfjorden. Szukał wzrokiem choćby najmniejszej
szczeliny w szarej pokrywie chmur, ale w końcu dał za wygraną
i usiadł z powrotem za biurkiem.
Kanapki składały się z trzech
kawałków chrupkiego pieczywa z żółtym serem, ozdobionych
odpowiednio żółtą, zieloną i czerwoną papryką. 17 maja[2] musiał chodzić z odpiętym guzikiem spodni pod mundurem
galowym. To doświadczenie skłoniło go do przejścia na ścisłą
dietę, a to z kolei oznaczało unikanie stołówki. Zapach gofrów lub
kanapek z kotletem mielonym okazywał się zwykle zbyt wielką pokusą,
więc najprościej było trzymać się z dala od kantyny. Mimo to
wcisnął na telefonie przycisk oznaczający "wyszedłem na lunch",
by móc spokojnie zebrać myśli. Zamknął oczy i jedząc kanapki,
usiłował wyobrazić sobie, co wydarzyło się dwadzieścia pięć lat
temu. Czuł, że znalazł tylko kilka elementów układanki, i nie był
w stanie skonstruować żadnego logicznego przebiegu zdarzeń. Nie
wierzył w to, że ta młoda kobieta była zamieszana w handel
narkotykami, ale nie znalazł żadnego innego wytłumaczenia faktu,
że los obszedł się z nią tak okrutnie.
Zadrżał z zimna. Nagle zdał
sobie sprawę, że w pokoju panuje przenikliwy chłód. Ebba miała
rację. Powinien pomówić z dozorcą, ponieważ te grzejniki sterowane
termostatem na pewno nie działały tak jak powinny.
Po lunchu odebrał dwa
telefony. Jeden od mamroczącego mężczyzny, który przedstawił się
jako ufolog i twierdził, że ślady na polu golfowym mogą mieć
związek z trójkątnymi odciskami, które w 1989 roku zaobserwowano
w Gratangen[3]. Drugi telefon był od innego, ale podobnie myślącego
mężczyzny, który utrzymywał, że w latach siedemdziesiątych
został uprowadzony przez UFO i że nie mamy powodu bać się istot
pozaziemskich.
Podczas przerwy na kawę o czternastej
na środku stołu wylądowała długa blacha ciasta czekoladowego od
Torunn Borg. Policjantka położyła kawałek ciasta na papierowym talerzu
i z uśmiechem przesunęła go w stronę Wistinga razem z filiżanką
kawy. Komisarz spojrzał na ciasto i doszedł do wniosku, że może
pozwolić sobie na małe co nieco.
Odwzajemnił uśmiech. Nagle dotarło
do niego, że nie potrafił odmówić Torunn. Gdy wróciła z urlopu,
spojrzał na nią świeżym wzrokiem. Nie zwrócił uwagi na lekko
wyblakłe, niemal niewidoczne rysy twarzy, za to odkrył w niej
wyjątkową i pociągającą kobietę. Cichą, spokojną, może zbyt
ostrożną w kontaktach z innymi, a jednak niemal doskonałą. Nigdy
wcześniej nie ogarniały go podobne myśli ani uczucia i był tym
trochę przerażony.
- Coś nowego w sprawie
szkieletu? - spytał Mortensen i poczęstował się kilkoma kawałkami
ciasta. Prawdopodobnie w ten sposób próbował odwrócić uwagę od
swojego zainteresowania śledztwem, w którym nie uczestniczył.
Wisting potrząsnął głową.
- Nils wciąż siedzi na dole
w archiwum.
- Tak sobie myślę - odezwała się
Borg. Gdyby był z nimi Hammer, z pewnością otrzymałaby gratulacje,
a tak ściągnęła na siebie jedynie zaciekawione spojrzenia. -
Wydaje mi się, że nie chodzi o narkotyki.
- Masz na myśli kartkę, którą
znaleźliśmy przy niej? - spytał Haber, tak aby wszyscy inni
zrozumieli, o czym rozmawiają.
- Tak. Przyjrzałam się jej
uważnie. Jest tam napisane 6/6 i 4260 gramów, ale nie 54 000.
- Nie? A co? - zaciekawił się
Mortensen.
- 54 cm. Centymetry.
Haber wstał bez słowa
i zniknął. Chwilę później był już z powrotem z folią do
wyświetlania na rzutniku. Na białej tablicy magnetycznej pojawiła się
kopia kartki znalezionej przy szczątkach. Mrużąc oczy i pocierając
podbródek, Wisting wpatrywał się w napis. Jego zdaniem równie dobrze
mogło chodzić o skrót cm, jak i o trzy zera. Jednak im dłużej
się przyglądał, tym bardziej skłaniał się ku wersji Torunn.
- Ale czy to nam coś mówi? -
spytał w końcu.
Borg spojrzała na niego przyjaźnie
i przez chwilę milczała.
- Tobie może nie, ale mnie tak.
- W takim razie oświeć mnie -
poprosił, czując, że jego usta rozciągają się w uśmiechu.
- Ile ważyły twoje bliźniaki,
gdy się urodziły?
- 2740 i... - odparł, nie
namyślając się, ale nagle przerwał. - Myślisz, że to jest data
urodzenia, długość ciała i waga urodzeniowa?
- Tak - odparła. - Albo notatka
po kontroli w przychodni.
Zebrani zaczęli szeptać między sobą,
ale dyskusje ucichły, zanim na dobre się zaczęły.
- Nie ma już ciasta? - spytał
Hammer, który stanął nagle w drzwiach.
- Przepraszamy - powiedziała
z uśmiechem Torunn i odwróciła się w jego stronę. - Ale zostało
trochę kawy w dzbanku.
Nils miał własny kubek do kawy, który
towarzyszył mu, odkąd Wisting sięgał pamięcią. Najwyraźniej
kubek został w archiwum i Hammer musiał zadowolić się jednorazowym
plastikowym naczyniem. Nalał sobie kawy i zaklął, gdy gorący napój
chlusnął mu na palce. Strząsnął krople z dłoni i zaczął dmuchać
na kawę, zanim przystawił kubek do ust.
- Nazywa się Felicia Natholm -
oznajmił i potrząsnął głową, jakby był niezadowolony z faktu,
że nie może napić się kawy z ulubionego kubka.
- Kto? - spytał Wisting, chociaż
rozumiał, o kim mówi Hammer.
- Szkielet - odparł śledczy,
nie mogąc się powstrzymać od uśmiechu.
- Felicia Natholm - powtórzyła Borg,
jakby chciała sprawdzić, jak to smakuje. - Brzmi dość obco.
- Możliwe - zgodził się Hammer. -
Jej matka miała na imię Jeanine, a to chyba francuskie imię,
prawda? - dodał i streścił im to, co udało mu się ustalić.
Ze wszystkich kobiet zaginionych
w interesującym ich przedziale czasowym tylko jednej nie udało się
dotąd odnaleźć. Dziewiętnastoletnia Felicia Natholm zaginęła
bez śladu. Materiały archiwalne były skromne, ale z posiadanych
dokumentów wynikało, że 20 czerwca 1979 roku w godzinach wieczornych
dziewczyna wyjechała z domu na rowerze. Była w dobrym humorze. Jej
ojciec był w stanie powiedzieć tylko tyle, że miała na sobie
niebieski sweter i wikiński naszyjnik. Rower zaginionej został
odnaleziony obok torów kolejowych na Farriseidet, ale po niej samej
ślad zaginął.
Matka Felicii Natholm zmarła w czasie
porodu i dzieckiem zajął się ojciec alkoholik. Krótko przed
zaginięciem dziewczyna urodziła córkę w szpitalu w Larviku. Nazwiska
ojca dziecka nie podała. Sprawę zamknięto, ponieważ uznano,
że dziewczyna cierpiała na depresję poporodową i popełniła
samobójstwo.
- Nie ma żadnych żyjących członków
rodziny, którzy mogliby powiedzieć coś więcej na temat tego, co się
stało - zakończył Hammer. Plastikowy kubek był pusty, więc śledczy
siedział i podgryzał go, odrywając od krawędzi białe płatki. -
A za pięć krótkich dni cała sprawa ulegnie przedawnieniu - dodał,
wskazując głową kalendarz wiszący na ścianie.
- Felicia Natholm - powtórzył
Wisting w zamyśleniu. Już samo imię i nazwisko miało w sobie coś
tajemniczego.
- Co się stało z dzieckiem? -
spytała Borg.
- Według notatki dołączonej do akt
ojciec zaginionej, Omar Natholm, został uznany za niezdolnego do opieki
nad wnuczką i sprawą zajął się Urząd Ochrony Praw Dziecka.
- Gdzie teraz jest córka Felicii
Natholm?
- Nie mam pojęcia, ale mogę się
dowiedzieć.
- Zrób to - poprosił Wisting. -
Kto prowadził sprawę?
- No właśnie - zaśmiał się Hammer
i posłał plastikowy kubek przez salę prosto do kosza na śmieci. -
Kolejny facet uznany za nieudacznika. Josef Wrangsund został zwolniony
z policji na długo przed moim przyjściem. Zdaje się, że słyszałem
opowieści o futrach i diamentowych pierścionkach, które zniknęły
z depozytu za jego czasów.
Wisting przytaknął. To właśnie on
został przyjęty do pracy, gdy pojawił się wakat po funkcjonariuszu
Wrangsundzie. Jeśli dać wiarę plotkom na jego temat, można by
domniemywać, że dochodzenie w sprawie zaginięcia nie zostało
przeprowadzone z należytą starannością.
- Co słychać? - odezwał się
nagle czyjś głos. Wszyscy zebrani skierowali natychmiast uwagę
na Kristoffera Nybr?thena, który stanął w drzwiach z aparatem
fotograficznym zawieszonym na szyi. - Przeszkadzam? - spytał,
gdy cisza w sali konferencyjnej stała się nieznośna.
- Właśnie skończyliśmy - odparł
komisarz i zaprowadził dziennikarza do swojego gabinetu. Nybr?then nie
mógł usłyszeć zbyt wiele, ale i tak sytuacja była niezręczna. Wielu
dziennikarzy czuło się u nich tak swobodnie, że sami znajdowali
drogę przez korytarze i klatki schodowe i nie zadawali sobie trudu,
by prosić o przepustkę. Po prostu mijali bramki tuż za pracownikami
komendy. Należało ukrócić te praktyki.
- Zidentyfikowaliście ją? - spytał
dziennikarz, siadając na krześle dla petentów.
- Nie - odparł szybko
Wisting. Uznał, że okazał mu wystarczająco dużo dobrej woli,
a poza tym identyfikacja szczątków nie była zakończona. Chwilowo
mieli jedynie kandydatkę, która spełniała kryteria. Tak czy inaczej,
najpierw musieli powiadomić jej ewentualną rodzinę, zanim jej krewni
przeczytają o tym w gazecie.
- Ale chodzi o zwłoki kobiety?
Wisting poczuł rozdrażnienie. Nie
zareagował, gdy dziennikarz w poprzednim pytaniu zasugerował płeć
i tym samym dał się złapać w klasyczną pułapkę. Potwierdził,
że chodzi o kobietę, i dodał, że biorą pod uwagę wiele
możliwości.
- Ale prowadzicie śledztwo w sprawie
zabójstwa?
- Podejrzanego zgonu - sprecyzował
komisarz zgodnie z lakonicznym oświadczeniem dla prasy, którego
treść uzgodnił z szefem komendy.
- O, tak -
uśmiechnął się Nybr?then i poprawił włosy. - Można tak
śmiało powiedzieć o starych zwłokach kobiety znalezionych pod
ziemią w szafce na ubranie.
Ciąg dalszy w wersji pełnej
[2] Święto narodowe Norwegii,
Dzień Konstytucji.
[3] Gratangen
- gmina w okręgu Troms zamieszkała przez 1130 osób.