6
Gdy Wisting po raz pierwszy musiał przekazać krewnym złą nowinę, przeżył to bardziej, niż był na to przygotowany. Wówczas chodziło o matkę, której syn utonął. Kobieta nie była w stanie utrzymać się na nogach. Zrozpaczona osunęła się na podłogę. Leżała tak, wijąc się z bólu po stracie dziecka, a komisarz nie mógł nic zrobić, by ulżyć jej w cierpieniu.
Wiadomości o śmierci nie dało się przekazać bezboleśnie. Słowa były okrutne niezależnie od tego, z jak dużą empatią zostały wypowiedziane. I właśnie dlatego, że to zadanie było tak trudne, komisarz nigdy nie powierzał go innym funkcjonariuszom.
Gunn Hilde Wendel stała boso z wężem ogrodowym w dłoni i podlewała rabatę. Miała na sobie spódnicę, bezrękawnik i słomkowy kapelusz. Chwilę trwało, zanim się zorientowała, że nie jest sama. Wisting musiał wejść na brązowy trawnik i stanąć tuż obok niej. Gdy go zobaczyła, strumień wody padł na suchą trawę.
Komisarz skinął głową i posłał jej uspokajające spojrzenie. Woda zdążyła utworzyć niewielką kałużę, zanim kobiecie udało się zakręcić kran.
- Dawno pana nie widziałam - powiedziała, wycierając dłonie w spódnicę. - Myślałam, że przeszedł pan na emeryturę.
- Zmienili przepisy emerytalne - odpowiedział z uśmiechem, ale zaraz spoważniał. - Przynoszę złe wieści.
- Chodzi o Mortena?
- Tak. - Komisarz rozejrzał się. - Czy Reidar jest w domu?
Kobieta wskazała drzwi.
- W środku - powiedziała i ruszyła przed nim.
W mieszkaniu panowała przyjemna temperatura. Reidar Wendel siedział przy okrągłej ławie. Przed jego stopami leżał brązowy kundel. Na ich widok mężczyzna odłożył telefon komórkowy i wstał. Na ścianie za jego plecami szumiał wentylator, który chłodził powietrze.
- Chodzi o Mortena - powiedziała jego żona.
- Znaleźliście go?
- Kilka godzin temu - przytaknął komisarz.
Stali przez chwilę i patrzyli na siebie w milczeniu, zanim gospodarz gestem ręki poprosił ich, żeby usiedli. Gdy Wisting wysunął krzesło, pies podniósł się, zrobił kilka kroków i znów się położył. Mniej więcej w tym miejscu, w którym Adine Broch-Hansen została zgwałcona.
Komisarz rozejrzał się po pokoju. Meble i reszta wystroju były niemal takie same jak na zdjęciach wykonanych przez techników kryminalistyki. Tam, gdzie córka sąsiadów siedziała przywiązana taśmą do nóg mebla, znajdował się teraz duży stół.
Komisarz odwrócił wzrok i wyciągnął notes, żeby móc przytoczyć godziny i inne fakty.
- Morten został znaleziony razem ze swoim motocyklem na dnie jeziora Farris - zaczął, ale szybko się poprawił: - Na dawnym dnie. Z powodu suszy woda opadła o niemal pięć metrów.
Małżonkowie skinęli głową.
- Wygląda na to, że na zakręcie stracił panowanie nad pojazdem - kontynuował komisarz. - To słabo uczęszczana droga po zachodniej stronie, w pobliżu Vassvik. Miejsce nazywa się Krzyki.
- Nie szukaliście go tam? - zapytała Gunn Hilde cierpkim tonem.
- Musiałbym sprawdzić w aktach, ale nic na to nie wskazuje - odrzekł Wisting.
- Dlaczego nie?
- Szukaliśmy go wzdłuż dróg i w przydrożnych rowach. Musielibyśmy ściągnąć nurków, żeby znaleźć go w jeziorze.
Zrobił krótką przerwę, sformułował następne zdanie w myślach, zanim je wyartykułował.
- Wiele przemawia za tym, że wpadł do wody celowo.
Słowa zabrzmiały nieludzko, chociaż starał się je wypowiedzieć ostrożnie i z rozwagą.
Głos kobiety zadrżał, gdy spytała:
- Jak może pan mówić coś takiego?
- Widziałem to już wcześniej, w podobnych sprawach - odrzekł spokojnym tonem. - Jedną dłoń miał przywiązaną taśmą do kierownicy, jakby był zdeterminowany. Jakby podjął decyzję.
Gunn Hilde przełknęła ślinę. Jej oczy zaszły łzami. Mąż położył rękę na jej dłoni, ale ona cofnęła swoją.
- To wy go do tego doprowadziliście - powiedziała. - Oskarżyliście go, o co tylko się dało. Usiłowaliście posłać go do więzienia.
Pies podniósł łeb.
- To ją, tę dziewczynę, powinniście aresztować, bo wszystkie oskarżenia były nieprawdziwe - kontynuowała kobieta. - Ona już wtedy miała do czynienia z narkotykami. Była niepoczytalna. Spójrzcie na nią teraz: w kółko ląduje w psychiatryku. Próbowała nawet podpalić nasz dom, zanim spaliła swój własny.
Wisting słyszał to już wcześniej i był przygotowany na taką reakcję. Niektórych szczegółów sprawy postanowił rodzicom oszczędzić. Gdy technicy kryminalistyki przeprowadzali oględziny pokoju chłopaka, znaleźli plamy spermy na ścianie przy oknie wychodzącym na ogród sąsiadów. Wysunięto wniosek, że nastolatek stawał przy oknie i się masturbował, obserwując Adine. W jego telefonie znaleziono jej zdjęcia. Najstarsze pochodziły sprzed roku. Niektóre zostały zrobione przez okno. Na jednym z nich dziewczyna szła nago korytarzem między łazienką a swoją sypialnią. Komisarz nie zamierzał opowiadać Gunn Hilde o tym, że jej syn miał obsesję na punkcie sąsiadki. Wiedział, że kobieta i tak nie zmieniłaby zdania o swoim dziecku.
- Bardzo mi przykro - powiedział.
Kobieta odsunęła się gwałtownie na krześle, jakby chciała zademonstrować, że odrzuca przeprosiny.
Wisting wiedział, że tych dwoje wkrótce ogarną wątpliwości. Że poczują się niepewnie. Nie chciał zostawiać ich w tym stanie i dlatego przedstawił kilka faktów.
- Ciało zostanie wysłane do zakładu medycyny sądowej. Mamy jego profil DNA. W ciągu czterdziestu ośmiu godzin otrzymamy ostateczne potwierdzenie.
- To znaczy, że nie macie pewności, że to on? - spytał Reidar Wendel.
- To jego motocykl, jego kask i jego ubranie - odrzekł komisarz, by nie pozostawiać żadnych złudzeń. - Znaleźliśmy portfel z jego prawem jazdy. Badanie patomorfologiczne to czysta formalność.
Ojciec ofiary skinął głową.
- Mogę się skontaktować z zakładem pogrzebowym, który później się zajmie praktycznymi sprawami - kontynuował Wisting.
- Gabrielsen - wtrąciła Gunn Hilde. - Korzystaliśmy z ich usług, gdy zmarła mama. Na szczęście nie musiała przez to wszystko przechodzić.
Wisting znał ten zakład, lecz mimo to zapisał nazwę. Głównie po to, żeby zobaczyli.
- Jeśli sobie tego życzycie, mogę was zawieźć tam, gdzie znaleziono ciało - zaproponował. - Nie dzisiaj, ale w każdy inny pasujący wam dzień.
Reidar przechylił się lekko do przodu.
- Proszę mi przypomnieć, jak się nazywa to miejsce? - poprosił.
- Zakręt niedaleko Vassvik - odparł komisarz i zaczął tłumaczyć, jak tam dotrzeć.
- Wiem, gdzie to jest - przerwał mu mężczyzna. - Tylko nie rozumiem, po co włóczył się po tamtej stronie miasta.
- Nie był wtedy sobą - stwierdziła jego żona.
Wisting nie wiedział, jak to skomentować.
- Jest coś, na co musicie się przygotować - rzekł. - Media na pewno zainteresują się tą sprawą.
Kobieta zacisnęła usta.
- Muszą się o tym dowiedzieć? - spytała.
Pies podniósł się ciężko z podłogi i zaczął im się przyglądać. Wisting wyprostował się na krześle. Trudno było w delikatny sposób wytłumaczyć, dlaczego odnalezienie zwłok na dnie wyschniętego jeziora przyciągnie uwagę dziennikarzy i czytelników.
- Wiele osób jest w to zaangażowanych - odparł. - Nie możemy zapobiec temu, że właściciel gruntów, który nas zawiadomił, przekaże tę informację dalej. To wyjątkowa sprawa. Na pewno wycieknie do mediów.
Wargi kobiety zaczęły drżeć.
- Napisali o nim tyle okropnych rzeczy - powiedziała.
- Teraz też napiszą - ostrzegł ją komisarz.
- Ale przecież nigdy go nie skazano. Morten był niewinny. Nie mogą o tym napisać?
Mina Wistinga wyrażała pełne zrozumienie. Na naiwne pytania krewnych ofiar zawsze najtrudniej było odpowiedzieć.
- To nie zależy ode mnie. Wątpię, czy dziennikarze spróbują się z państwem skontaktować, ale powinniście być przygotowani na to, że będą pisać o Mortenie. Może nie wymienią go z imienia i nazwiska, ale zrelacjonują, co się stało.
Z oczu kobiety siedzącej po drugiej stronie stołu popłynęły łzy. Pies przydreptał do nich, przecisnął się pod krzesłami i usiadł między Gunn Hilde i Reidarem.
Wisting schował notes do kieszeni na znak, że jego wizyta dobiegła końca.