Noc była bezlitosna. Inspektor kryminalna Maria Martinsson stała przy kąpielisku T?ngen, niespełna sto metrów od pomostu i rzędu domków rybackich. Wiatr targał jej włosami z taką zaciekłością, jakby starał się podzielić je na cieniutkie pasma i jedno po drugim powyrywać z głowy. Nieco dalej, na parkingu, świeciły się latarnie, lecz Maria stała akurat najbliżej tej, która nie działała.
Choć tak naprawdę nie miało znaczenia, czy było jasno, czy panował mrok. Maria kierowała się odgłosami wokół siebie. Morze huczało u jej stóp. Na wodzie unosił się ruchomy pomost, łączący krótki pasek plaży z wysepką Kl?vholmen, wystającą kawałek dalej z wody. Konstrukcja szarpała łańcuchami trzymającymi ją przy brzegu.
Maria mocno chwyciła zabraną z auta, ciężką latarkę i omiotła snopem światła plażę i całą drogę do pomostu. Lśnił w blasku, zmoczony deszczem i morską pianą. Przy takiej pogodzie nie odważyłaby się na niego wejść. Był nie tylko zamknięty z powodu remontu, ale przede wszystkim śliski jak lód. Fale rozbijały się o niego co kilka sekund, opryskując deski kaskadami wody.
Maria znów spojrzała na morze. W ciemności majaczyły różne kształty. Fale unosiły się i opadały w równym tempie. Jeszcze tydzień temu panowała tu istna idylla. Teraz trudno było w to uwierzyć.
Nagle uwagę Marii przykuł jakiś ruch na granicy pola widzenia.
To był Ray-Ray, kolega po fachu i jej najbliższy współpracownik. Stanął kawałek dalej.
Oboje odczuwali ten sam niepokój. Agnes Eriksson spotkało coś złego.
Roland, ich szef, zadzwonił koło dziewiątej, kiedy Maria i Paul oglądali film. W takim miejscu wylądowali po ośmiu latach małżeństwa - przed telewizorem.
- W Kungshamn zaginęła kobieta - oznajmił. - Zgłosił to jej mąż. Wysłali do niego patrol z Uddevalli i koledzy są zaniepokojeni w takim samym stopniu jak ten facet. Weź Ray-Raya i porozmawiajcie z nim, postarajcie się coś ustalić. Nie cackajcie się z nim za bardzo, jeśli uznacie, że tak trzeba.
Od tamtej chwili minęło już kilka godzin. Erikssonowie mieszkali w Fisket?ngen, dzielnicy Kungshamn, na którą lokalni mieszkańcy mówili T?ngen. Ich dom stał w sielankowym miejscu, otoczony prawie samymi domkami letniskowymi. Jednak Erikssonowie mieszkali tu na stałe i ich nieruchomość była nieco większa niż sąsiednie.
Ray-Ray wyrósł nagle tuż obok Marii.
- I co o tym myślisz? - zapytał.
- Że na razie mamy za mało danych - odparła.
Ray-Ray skierował przed siebie snop światła latarki. Błysnęły w nim rozwścieczone fale.
- To ślepy zaułek - stwierdził. - Jeśli przyszła tu, żeby sprawdzić łódź, liczba miejsc, w których może się znajdować, jest mocno ograniczona.
- Jak idzie rozpytywanie mieszkańców? - spytała Maria.
- W większości tych pieprzonych domków nie ma żywego ducha. Ale mamy świadka. Jakieś trzysta metrów stąd mieszka starsza kobieta. Zeznała, że widziała Agnes idącą chodnikiem tuż po osiemnastej. Nie wie, dokąd zmierzała, ale sądząc po kierunku, szła w stronę kąpieliska.
- Okej - rzuciła Maria w odpowiedzi.
Wiedzieli przynajmniej, że Agnes rzeczywiście wyszła z domu o godzinie, którą podał jej mąż. Wciąż jednak nie mieli pojęcia, czy udała się do przystani, jak zeznał, czy też skierowała się w jej stronę, ale później gdzieś skręciła.
Zanim sobie poszli, Maria ostatni raz spojrzała na morze. Snopy światła latarek jej kolegów tańczyły przy rzędzie domków, a nawet kawałek dalej, na wysepce Stort?ngskär, na którą, w odróżnieniu od Kl?vholmen, dało się dojść o wiele krótszym pomostem. Dostrzegła kątem oka, że policjanci kroczą po nim ostrożnie, jak po lodzie, bo i on był śliski od deszczu i morskiej wody. Agnes i Ray-Ray wezwali posiłki zaraz po rozmowie z Fredrikiem Erikssonem, mężem Agnes. Uznali, że jego niepokój jest uzasadniony, w dodatku jego wersję potwierdził równie podenerwowany syn. Niedługo po tym ruszył zwyczajowy cyrk - sprawdzono pomosty i łodzie, przeszukano również domek rybacki Erikssonów. A ponieważ niczego nie znaleziono, obszar poszukiwań został poszerzony.
Wszyscy wiedzieli jedno: w taką noc nie należało wpadać do wody. Pochłonęłaby nawet najsilniejszego z ludzi.
Helikopter policyjny, nie bacząc na niesprzyjającą pogodę, latał tam i z powrotem, przeczesując teren. Oddalał się od brzegu, a potem wracał, zataczając półkola. Psy służbowe szukały Agnes z taką samą zaciętością jak prowadzący je funkcjonariusze.
Do poszukiwań przyłączyła się nawet straż przybrzeżna. Kilka jednostek wypłynęło w morze i sprawdzało obszar położony blisko brzegu. Wspomagała ich pilotówka z urzędu żeglugi morskiej. To była ciężka robota. Reflektory rzucały na wodę ostre światło, ale fale były tak wysokie, nawet blisko brzegu, że trudno było cokolwiek dostrzec. W dodatku istniało ryzyko, że jeśli Agnes jest w wodzie, któryś ze statków może ją potrącić. O ile w ogóle byłaby w stanie przeżyć w tak wzburzonym morzu.
Maria czuła buzującą w żyłach adrenalinę. Nie mogła się doczekać świtu i dziennego światła. Pragnęła, by Agnes miała realną szansę.
Nagle zadzwonił Roland. Ray-Ray odszedł w stronę domków.
- Jakieś postępy? - zapytał szef.
- Niestety nie. Na razie - odparła Maria.
- To ciężka noc. Od razu komunikuję, że jeśli poszukiwania się przeciągną, śledztwo poprowadzisz ty z Ray-Rayem.
Maria przełknęła ślinę.
- Znajdziemy ją - rzekła.
- Nie twierdzę, że będzie inaczej - mówił dalej Roland. - Ale musimy być gotowi na scenariusz, którego sobie wcale nie życzymy. Jeśli tak się stanie, chcę, żebyście byli przygotowani. Waszą bazą będzie przyczepa, a zespołem zarządzicie wedle własnego uznania.
Maria zesztywniała.
- Przyczepa? Przecież wiesz, że to nie działa, nie możemy...
- Nie mamy nic innego - przerwał jej Roland. - Spróbuję załatwić większą.
Zakończył rozmowę.
Przyczepa. Maria wiedziała, że Ray-Ray się nie ucieszy.
Odwróciła się, gdy ktoś nagle odkaszlnął za jej plecami.
Kilka metrów dalej stał Fredrik Eriksson.
Jego twarz wyrażała rozpacz, a zarazem determinację. Nie było po nim widać zmęczenia. Niepokój o żonę trzymał go na nogach i Maria wiedziała, że przez jakiś czas to się nie zmieni. Widziała już tylu ludzi w takim stanie, że nie potrafiłaby ich zliczyć. Swoisty rausz, jaki powodował lęk o bliską osobę, był najtrudniejszy do wyciszenia.
Podeszła do mężczyzny.
- Dużo ich tutaj - rzucił, spoglądając w stronę domków rybackich. - To znaczy... policjantów.
Maria kiwnęła głową.
- Robimy, co w naszej mocy, żeby znaleźć pańską żonę - powiedziała.
Fredrik zatoczył łuk snopem światła swojej latarki. Kończyły się w niej baterie i rzucała słaby blask. Maria próbowała pochwycić jego spojrzenie, ale patrzył we wszystkie strony, tylko nie na nią.
- Agnes jest świetną pływaczką - rzekł. - Naprawdę świetną.
- Tak, już pan o tym wspomniał - odparła. - Niech mi pan opowie jeszcze raz o dzisiejszym wieczorze - dodała spontanicznie, jakby nagle wpadło jej do głowy, by ponownie go o to zapytać.
Fredrik potaknął na zgodę i zaczął mówić. Słowa płynęły z jego ust jak potok.
- Już wczoraj usłyszeliśmy, że zepsuje się pogoda, ale wie pani, jak to jest. Człowiek zawsze sobie myśli, że nie będzie tak źle. Agnes wyszła z domu, żeby sprawdzić, czy łódź jest dobrze zacumowana, było tuż po szóstej. Powiedziałem, że zrobię kolację, bo dla odmiany wróciłem z pracy trochę wcześniej. W którejś chwili zorientowałem się, że długo jej nie ma. Nie odbierała telefonu. Zdążyłem przyrządzić pieczeń, wcześniej wyjąłem mięso z lodówki na jakiś czas, żeby nie wsadzać zimnego do piekarnika. Odczekałem jeszcze godzinę, a potem zacząłem się poważnie niepokoić i powiedziałem Isakowi, że martwię się o mamę. Wyszliśmy jej poszukać, a po półtorej godziny zadzwoniłem do was.
Maria znów kiwnęła głową. Fredrik już kilka razy relacjonował wydarzenia z wieczoru i za każdym razem podawał tę samą wersję. Jeśli zmyślił jakąś jej część, musiał być wytrawnym kłamcą.
Rozejrzał się bezradnie dokoła. W jego oczach dało się dostrzec panikę.
Maria go rozumiała.
Poszukiwania ruszyły od razu pełną parą z uwagi na złą pogodę. I fakt, że Erikssonowie zaplanowali wspólną kolację. Agnes zamierzała wyjść tylko na chwilę.
Maria położyła dłoń na barku Fredrika.
- Niech pan idzie do domu - powiedziała. - Do syna. Odezwiemy się, kiedy tylko uda nam się coś ustalić.
Fredrik pokręcił głową.
- Ona gdzieś tutaj jest - odparł. - Musi gdzieś być.
Od strony kąpieliska zbliżył się jakiś cień. Wkrótce dołączył do niego drugi i po chwili do Marii i Fredrika podeszli Isak z jakimś innym chłopcem. Ten pierwszy był wysoki, miał ciemne włosy ze skośną grzywką i poważny wzrok. Obaj byli nastolatkami, lecz w spojrzeniu kolegi Isaka połyskiwała czujność i większe skupienie niż u syna Agnes. W oczach Isaka była frustracja, choć jej powodem zapewne nie był wyłącznie fakt, że zaginęła jego mama. Sprawiał wrażenie nadpobudliwego. Manifestowało się to nie tylko w jego mowie ciała, ale i w sposobie mówienia.
- Czym wy się tu zajmujecie? - wysapał. - Dlaczego działacie tak powoli?
Wyrzucał z siebie słowa w takim tempie, jakby chciał jak najszybciej wypluć je z ust.
Fredrik spróbował położyć dłoń na ramieniu syna, lecz chłopak ją odepchnął.
- Policja robi, co może - rzucił Fredrik chrapliwie.
- Gówno prawda. Opieprzają się.
Maria rozumiała jego złość. Ostatnie godziny musiały mu się ciągnąć w nieskończoność.
- Robimy, co w naszej mocy - potwierdziła.
W następnej chwili dostrzegła kolejną osobę: krótko ostrzyżoną kobietę stojącą w pewnej odległości, jakby nie chciała przeszkadzać. Mimo to wydało jej się, że nieznajoma należy do grona ludzi otaczających Marię.
Fredrik i kobieta spojrzeli na siebie i skinęli sobie głowami. Kolega Isaka podszedł do niej i wywiązała się między nimi ożywiona dyskusja.
- Gdzie ona się podziewa? - rzucił Fredrik. Za moment odezwał się znów, nieco głośniej: - Gdzie, do cholery, jest moja Agnes?
- Znajdziemy ją - zapewniła Maria.
Wiedziała, że nie powinna składać takich obietnic, ale uznała, że tak trzeba. Rzadko bywała nieszczera. Sytuacja wymagała jej pełnego zaangażowania, czy to przez jedną noc, czy przez dłuższy czas.
Nigdy nie spotkała Agnes Eriksson, widziała tylko jej zdjęcia. Fredrik miał ich w telefonie mnóstwo i prawie na każdym jego żona emanowała siłą i spokojem. Miała też piękne, klasyczne rysy.
Spoglądała z fotografii ciepłym, empatycznym wzrokiem. Rezolutnie. Maria prawie zapomniała o istnieniu tego słowa, lecz nasunęło jej się samo z siebie, kiedy ujrzała zdjęcia zaginionej kobiety.
Rezolutność.
Optymizm.
Do tego powaga i zdecydowanie.
Fredrik spojrzał na Marię. Na jego twarzy malowało się tyle uczuć: niepokój, lęk i smutek, a zarazem determinacja i coś, co przywodziło na myśl nadzieję.
Maria zrobiła głęboki wdech.
- Znajdziemy ją - powtórzyła.
Przeniosła wzrok z powrotem w stronę morza i nabrała pewności, że powiedziała prawdę. Nie spocznie, zanim nie ustali, co spotkało tę kobietę o ciepłym spojrzeniu.