Serce z kryształu - Frederic Lenoir

-
Proszę czekać

Klątwa

Miłość czyni nas bezbronnymi i zależnymi od innych. Ale to cudowna bezbronność, bez której prawdziwe szczęście nie byłoby możliwe.

Spośród dzieci, które mnie otaczały, zapamiętałem Elionę, córkę mojej piastunki. Urodziła się cztery dni przede mną i dzieliliśmy mleko jej matki. Byliśmy razem przez najwcześniejsze dzieciństwo, ale kiedy nieco podrosłem, wolałem bawić się z chłopcami w bardziej męskie zabawy. Elionę to bolało, ale nigdy nikomu o tym nie powiedziała. A ja, im bardziej od niej się oddalałem, tym wyraźniej widziałem, jak jej piękne czarne oczy zasnuwa smutek. Wtedy naprawdę zrozumiałem moją inność. Właśnie skończyłem siedem lat.

Poszedłem do ojca i zapytałem, dlaczego nigdy nie doznałem tego uczucia, które nazywa się miłością. Dlaczego nie cierpię, gdy moi bliscy odchodzą. Ojciec wziął mnie na kolana - wydaje mi się, że wtedy uczynił to po raz ostatni - jak gdyby tajemnica, którą miał mi wyjawić, miała położyć kres beztroskiemu światu mojego dzieciństwa.

- Mój ukochany synu, muszę powiedzieć ci coś, co do tej pory ukrywaliśmy przed tobą. Niedługo przed twoimi narodzinami uwięziłem w czarnej wieży czarownicę, która przyniosła śmierć wielu ludziom. Pod koniec procesu zagroziła, że się zemści i rzuci klątwę na moją ukochaną żonę, a twoją matkę, która siedziała przy mnie z tobą w swoim łonie. Czarownica przepowiedziała jej śmierć w połogu i jeszcze to, że dziecko, które urodzi, nigdy nie pozna najpiękniejszego ze wszystkich uczuć: miłości. Niestety, jej złowroga przepowiednia spełniła się i kiedy przyszedłeś na świat, moją radość przesłonił straszliwy cień śmierci twojej matki.

A potem, kiedy miałeś zaledwie kilka dni, ujrzeliśmy, że twoje serce promienieje łagodnym światłem przez cienką skórę niemowlęcia. Uzdrowiciel Sarman przyjrzał ci się uważnie i wytłumaczył mi, że twoje serce obejmuje kryształowa okowa, co tłumaczyło czystość jego blasku. Sarman powiedział, że kryształ zmroził twoje serce i nie dopuści do jakiegokolwiek drgnienia. Spytałem, czy można rozbić to szklane więzienie, ale on odparł, że to byłoby zbyt niebezpieczne, ponieważ najdrobniejszy odłamek kryształu mógłby je śmiertelnie zranić. Tę okowę można jedynie stopić. Ale nikt nie wiedział, jak to zrobić.

Patrząc, jak dorastasz, powoli uzmysławiałem sobie, że naprawdę jesteś inny niż wszystkie dzieci. Wydawało się, że wystarczasz sam sobie i że niezbyt cię obchodzą kontakty z innymi, nawet bliskimi. Przyjmowałeś prawie obojętnie uczucia, które ci niesiono, a których ty nigdy nikomu nie ofiarowywałeś. I to, mój synu, nadal trwa: Eliona ciebie kocha, ale ty nie kochasz jej.

- To nieprawda! - wykrzyknąłem. - Bardzo długo lubiłem się z nią bawić, ale teraz wolę w coś innego bawić się z chłopcami.

- Tak, ale to nie ją kochałeś, ale przyjemność, którą dawało ci jej towarzystwo w zabawie. Gdybyś kochał ją naprawdę, gdybyś był do niej przywiązany, nadal szukałbyś jej obecności, nawet nie po to, żeby się z nią bawić. To jest właśnie miłość, mój synu: tajemnicza więź, która łączy nas z innymi i która sprawia, że kochamy ich za to, że są, a nie za to, co nam dają. A cierpienia w miłości rodzą się z rozstań z ukochaną istotą albo z tego, że nasza miłość nie jest odwzajemniona.

- Ależ ojcze, przywiązywanie się do innych to ogromna słabość, bo oni mogą nas opuścić albo nas nie kochać! Gdybyś ty nie kochał mamy, nie byłbyś tak nieszczęśliwy po jej śmierci. To po co kochać?

- To prawda, miłość czyni nas bezbronnymi i zależnymi. Ale to cudowna bezbronność, bez której prawdziwe szczęście nie byłoby możliwe. Bo to uczucie otula nasze serce, ogrzewa je, koi i uskrzydla nas całych. Cena, którą trzeba zapłacić czasem, jest ogromna i ja tego boleśnie zaznałem, ale ten, kto posmakował miłości, już nigdy nie zechce jej się wyrzec. Życie bez miłości byłoby jak planeta bez słońca. To dlatego, mój synu, tak żarliwie pragnę, żeby klątwa, która na ciebie spadła, pewnego dnia została odwrócona i żebyś mógł odczuć radość, a czasami smutek kochania i bycia kochanym.

- Będziesz musiał uwolnić czarownicę?

- Rozkazałem ją spalić natychmiast po śmierci twojej matki. Być może tylko ty sam albo Głęboka Moc Świata moglibyście pewnego dnia wyzwolić cię od tej klątwy. Każdego dnia modlę się do Głębokiej Mocy Świata, żeby twoje zakute w chłodnym krysztale serce rozgrzało się i mogło stopić okowę, która nie pozwala mu ani drgnąć, ani kochać.

Eulysis

Nawet najzimniejsze i najtwardsze serce nie umiałoby pozostać głuche na śpiew miłości czystej.

Ta rozmowa z ojcem zasmuciła mnie, ale i podtrzymała na duchu. Teraz wiedziałem, że jestem naprawdę inny niż wszystkie dzieci, i to mnie bolało. Jednocześnie mówiłem sobie, że taki zły los spotkał mnie być może dla mojego dobra, bo uczynił mnie odpornym na cierpienia miłości. A obserwując dorosłych wokół mnie, widziałem szkody, jakie niesie.

To sprzeczne uczucie miało się pogłębić, gdy wkroczyłem w wiek młodzieńczy. Widziałem moich przyjaciół zaznających radości i krzywd miłości i nie wiedziałem, czy mam im zazdrościć, czy współczuć. Widziałem, jak mój najlepszy przyjaciel zakochał się w dziewczynie, którą zobaczył przelotnie na zabawie. Mówił tylko o niej, nie mógł ani jeść, ani spać. Kiedy ponownie zobaczył tę dziewczynę, a ona przyjęła jego zaproszenie na spacer, jego twarz promieniała szczęściem. Wtedy żałowałem, że nie znam tego uczucia. Ale kiedy mój przyjaciel podczas tego spotkania dowiedział się, że dziewczyna kocha innego, popadł w taką rozpacz, że o mało nie położył kresu swoim dniom. Wtedy poczułem się szczęśliwy, że nie znam miłości i jej udręki.

Kiedy miałem siedemnaście lat, po raz pierwszy poczułem bliskość ciała kobiety. Eulysis była córką wielkiego szambelana. Wychowywała się w królewskim pałacu i była tylko dwa lata ode mnie starsza, więc widywałem ją od najwcześniejszego dzieciństwa. Ale była dzieckiem zamkniętym i samotnym, więc tak naprawdę nigdy nie miałem okazji się z nią bawić. Spuszczała oczy, gdy ktoś na nią spojrzał, i trudno było odgadnąć, co myśli albo czuje. Zastanawiałem się nawet, czy nie dotknęła jej ta sama choroba co mnie. I to nas zbliżyło.

Na moje dziesiąte urodziny podarowała mi pudełeczko z sercem ułożonym z płatków kwiatów, które sama zebrała. Zaintrygował mnie ten prezent, tak różny od innych. Poszedłem zapytać ją, co oznacza ten podarunek. Spuściła wzrok jak zawsze, ale schwyciła mnie za rękę i poprosiła, żebym usiadł obok niej na ziemi, a potem delikatnie położyła głowę na moim ramieniu. Trwaliśmy tak przez długą chwilę w milczeniu. Czułem jej oddech na mojej szyi, jej obecność uspokajała mnie.

Od tego czasu widywaliśmy się częściej. I za każdym razem spędzaliśmy długie chwile w milczeniu, w tej samej pozycji. Wreszcie pewnego dnia zadałem jej pytanie, które mnie gnębiło:

- Ty też nie umiesz kochać?

Milczała nieprzenikniona, a potem zapytała z wahaniem:

- Co chcesz przez to powiedzieć?

- Na ciebie też rzucono klątwę? Twoje serce też jest zamknięte, tak jak moje? Dlatego masz tak mało przyjaciół?

Wysłuchała mojej historii i zasmuciła się głęboko.

- Ze mną to zupełnie co innego! - wyznała. - Moi rówieśnicy wydają mi się zbyt dziecinni, a ich zabawy mnie nie interesują. Ty jesteś inny. Teraz rozumiem dlaczego. Nie martw się, klątwa czarownicy nie jest wszechpotężna: nawet najzimniejsze i najtwardsze serce nie umiałoby pozostać głuche na śpiew miłości czystej.

Od tej chwili Eulysis postanowiła, że będzie mnie kochać najmocniej, całym swoim sercem. Kochać mnie miłością tak gorącą, że jej żar stopi kryształ, który więzi moje uczucia. Kochać mnie aż po śmierć, jeśli będzie trzeba, byleby tylko obudziło się moje serce.

Czas płynął, a jej ciało i twarz piękniały. I stała się zachwycającą, młodą kobietą. Nadal była tak samo zamknięta, a wielu chłopcom, którzy o nią zabiegali, nie udało się zasłużyć nawet na jedno jej spojrzenie. Kochała tylko mnie, i to z intensywnością, która z biegiem lat tylko się potęgowała. Byłem poruszony tą miłością, ale jej nie odwzajemniałem. Miła mi była jej obecność, a słodkie pieszczoty naszych ciał budziły we mnie pragnienie, by ją posiąść. Jednak czułem, że ten poryw nie miał nic wspólnego z tym, co ona czuła. Moje ciało pragnęło otulić jej ciało, ale serce pozostawało chłodne, a w moim spojrzeniu nie zapalił się żaden płomień. Nie chciałem jej okłamywać i mówić o miłości, której nie było. Postanowiłem, że jej więcej nie zobaczę, póki moje serce nie zabije w jednym rytmie z jej sercem. Powiedziała, że mnie rozumie, choć bardzo ją to zasmuciło, że zawsze będzie na mnie czekać, że zawsze będzie tylko mnie kochać i wie, że pewnego dnia moje serce się rozgrzeje i wyśpiewa radość i udrękę miłości.

Koniec wersji demonstracyjnej.