Serce w dobrym stylu. Jak świadomie zarządzać własnym zdrowiem - Anna Słowikowska

Kup ebooka

51.90 zł
42.04 zł (41,52 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wpro­wa­dze­nie

To była piękna, cho­ciaż zimna i wietrzna je­sień 2019 roku. Po­le­cia­łam do Fi­la­del­fii, aby za­pre­zen­to­wać moją pracę w dzie­dzi­nie me­ta­bo­lo­miki na do­rocz­nym, naj­bar­dziej pre­sti­żo­wym świa­to­wym spo­tka­niu kar­dio­lo­gów. Za­wsze mi za­le­żało, by zna­leźć się w ta­kim eli­tar­nym gro­nie. Zgła­sza­nych jest mnó­stwo prac z ca­łego świata. Nie­za­leżne ko­mi­sje, które oce­niają na­de­słane prace, nie wie­dzą, jak na­zy­wają się au­to­rzy ani z ja­kich kra­jów po­cho­dzą, więc li­czy się tylko me­ry­to­ryka. Ko­le­żanki i ko­le­dzy z Kli­niki Kar­dio­lo­gii i Kar­dio­chi­rur­gii WUM na wieść o moim udziale w Ame­ri­can He­art As­so­cia­tion Scien­ti­fic Ses­sions bar­dzo mi gra­tu­lo­wali i po­wta­rzali, że po­win­nam być z sie­bie dumna.

Dla­czego me­ta­bo­lo­mika?

Aby wnieść coś no­wego do da­nej dzie­dziny, warto za­jąć się ta­kim pro­ble­mem na­uko­wym, któ­rym nikt wcze­śniej się nie in­te­re­so­wał. Na tym po­lega cała sztuka. Ame­ry­ka­nie po­dobno mó­wią: "Make a dif­fe­rence", co w bar­dzo luź­nym tłu­ma­cze­niu mo­głoby brzmieć: zaj­mij się czymś, co ma zna­cze­nie.

Me­ta­bo­lo­mika, czyli część bio­lo­gii sys­te­mo­wej, to no­wa­tor­ska dzie­dzina, bar­dzo dy­na­micz­nie roz­wi­ja­jąca się w świe­cie od 2002 roku. W Pol­sce pra­wie nikt o niej nie sły­szał. Ko­rzy­sta z ta­kich na­rzę­dzi ba­daw­czych jak spek­tro­sko­pia ma­gne­tycz­nego re­zo­nansu ją­dro­wego (NMR) oraz spek­tro­me­tria mas. Te wy­ra­fi­no­wane i za­awan­so­wane tech­no­lo­gicz­nie na­rzę­dzia po­zwa­lają na iden­ty­fi­ko­wa­nie w pły­nach ustro­jo­wych lub tkan­kach związ­ków o ma­łej ma­sie czą­stecz­ko­wej, czyli me­ta­bo­li­tów. Po­nie­waż od dawna nur­to­wał mnie pro­blem, co zro­bić, aby za­po­biec roz­wo­jowi pod­stęp­nej i po­stę­pu­ją­cej cho­roby, jaką jest cięż­kie zwę­że­nie za­stawki aor­tal­nej, sko­rzy­sta­łam z moż­li­wo­ści uży­cia ją­dro­wego re­zo­nansu ma­gne­tycz­nego we współ­pracy z In­sty­tu­tem Bio­cy­ber­ne­tyki PAN.

Ciężka ste­noza aor­talna to pa­skudne scho­rze­nie, które na ra­zie może być le­czone tylko w spo­sób in­wa­zyjny, po­le­ga­jący na wy­mia­nie zwap­nia­łej, zwę­żo­nej za­stawki na pro­tezę za­staw­kową. Robi się to na stole ope­ra­cyj­nym przy uży­ciu krą­że­nia po­za­ustro­jo­wego. Druga me­toda to prze­zcew­ni­kowa im­plan­ta­cja pro­tezy za­stawki aor­tal­nej. Oba roz­wią­za­nia mają swoje wady i za­lety. O tym, które i kiedy po­winno być za­le­cone kon­kret­nemu pa­cjen­towi, de­cy­duje kon­sy­lium le­kar­skie. Gdyby udało się wy­na­leźć lek, by za­stawki nie wap­niały, by­łoby ide­al­nie. Nad tym pro­ble­mem gło­wią się od lat naj­lep­sze ze­społy ba­daw­cze na ca­łym świe­cie, ale do dziś ta­kiego leku nie ma. Aby go opra­co­wać, naj­pierw trzeba od­kryć, co dzieje się na po­zio­mie "mi­kro i nano" w za­staw­kach. Każdy, kto jest tym te­ma­tem za­fa­scy­no­wany, pró­buje do­ło­żyć swoją ce­giełkę do ba­dań nad za­ha­mo­wa­niem pro­ce­sów de­ge­ne­ra­cyj­nych (w tym wap­nie­nia) w tak wy­jąt­ko­wej za­stawce serca, jaką jest za­stawka aor­talna (je­śli nie mo­żesz opa­no­wać za­chwytu nad bu­dową serca, prze­skocz na chwilę do roz­działu Co to jest serce i dla­czego cho­ruje, s. 42). No i ja swoją mi­ni­ce­giełkę do­ło­ży­łam!

Pi­jąc kawę (która jest bar­dzo zdrowa dla serca) i słu­cha­jąc bar­dzo cie­ka­wych wy­stą­pień na kon­gre­sie w Fi­la­del­fii, obie­cy­wa­łam so­bie, że jak tylko wrócę do Pol­ski, za­biorę się do fi­na­li­zo­wa­nia pu­bli­ka­cji z In­sty­tu­tem Bio­cy­ber­ne­tyki PAN. Obie­ca­łam też so­bie, że mu­szę jak naj­szyb­ciej skoń­czyć książkę, nad którą pra­co­wa­łam od dawna - prze­wod­nik po za­rzą­dza­niu wła­snym zdro­wiem. Tak wiele razy, na­wet wśród bar­dzo wy­kształ­co­nych osób, wi­dzia­łam zmar­no­wane szanse na ży­cie w zdro­wiu i spraw­no­ści, wy­ni­ka­jące z braku ele­men­tar­nej wie­dzy o pro­ce­sach to­czą­cych się w or­ga­ni­zmie czło­wieka. Tak wiele razy wi­dzia­łam za­prze­pasz­czone efekty uda­nych ope­ra­cji serca z po­wodu ba­ga­te­li­zo­wa­nia otrzy­ma­nych za­le­ceń, że ma­rzył mi się ro­dzaj cie­ka­wego prze­wod­nika opar­tego na wy­tycz­nych to­wa­rzystw na­uko­wych, od­sła­nia­ją­cego "kuch­nię" dia­gno­zo­wa­nia i le­cze­nia. Prze­wod­nik miał być ad­re­so­wany do tych pa­cjen­tów, któ­rych los po­łą­czył z kar­dio­chi­rur­gią, kar­dio­lo­gią, dia­be­to­lo­gią, chi­rur­gią na­czy­niową, pul­mo­no­lo­gią, on­ko­lo­gią i kar­dio­on­ko­lo­gią, oraz tych wszyst­kich, któ­rzy nie chcą cho­ro­wać i tra­fić do szpi­tala.

SKORO 80 PRO­CEN­TOM CHO­RÓB SERCA I NA­CZYŃ MOŻNA ZA­PO­BIEC, TO TRZEBA DAĆ LU­DZIOM DO TEGO NA­RZĘ­DZIE. NA­RZĘ­DZIE DO ZA­RZĄ­DZA­NIA SWOIM ZDRO­WIEM. BY CIE­SZYLI SIĘ ŻY­CIEM W SPRAW­NO­ŚCI I SZCZĘ­ŚCIU TAK DŁUGO, JAK TYLKO SIĘ DA.

I tak po­sta­no­wi­łam zre­ali­zo­wać swój drugi, oprócz me­ta­bo­lo­miki, ważny cel za­wo­dowy z se­rii "Make a dif­fe­rence"

Prze­wod­nik za­czę­łam pi­sać dawno temu. Pla­no­wa­łam, że bę­dzie go­towy w marcu 2020 roku. Ale pi­sząc, nie wy­obra­ża­łam so­bie, że w XXI wieku do­tknie nas pa­ra­liż co­dzien­nego funk­cjo­no­wa­nia przez fru­wa­jące w po­wie­trzu i prze­no­szące się z czło­wieka na czło­wieka ka­wałki RNA i białka. Przez coś ta­kiego, zwa­nego wi­ru­sem SARS-CoV-2, wiele osób zmarło, wiele stra­ciło pracę, wiele sta­nęło w ob­li­czu no­wych wy­zwań za­wo­do­wych i na­ra­żało wła­sne ży­cie, aby ura­to­wać in­nych. Hisz­pań­skie lo­do­wi­ska zmie­niły się w tym­cza­sowe kost­nice, a wło­skie kre­ma­to­ria nie na­dą­żały z kre­ma­cją ciał zmar­łych. Wy­lud­niły się no­wo­jor­ski Ti­mes Squ­are i we­necki plac Świę­tego Marka. W wa­ka­cje 2020 roku nie­któ­rzy zła­pali nieco od­de­chu i za­znali złud­nego po­czu­cia, że bę­dzie już tylko do­brze, więc po co za­kła­dać ja­kieś ma­ski. Wszy­scy mieli do­syć nie­ustan­nych ostrze­żeń epi­de­mio­lo­gów o ko­lej­nym ataku wi­rusa. Nie­któ­rzy z pre­me­dy­ta­cją pu­bli­ko­wali ab­sur­dalne twier­dze­nia, że pan­de­mia to bzdura. Ale ja­koś ni­kogo z grona ko­ro­na­scep­ty­ków nie można było na­mó­wić na pracę w szpi­ta­lach czy do­mach po­mocy spo­łecz­nej.

Jesz­cze w lu­tym 2020 roku nikt by nie po­my­ślał, że w są­siedz­twie ma­low­ni­czych i siel­skich wło­skich ku­ror­tów nar­ciar­skich za chwilę ro­ze­gra się tra­ge­dia, którą do­tąd zna­li­śmy tylko z fil­mów ka­ta­stro­ficz­nych. Po­cząt­kowo wy­da­wało się, że epi­de­mia bę­dzie do­ty­czyć wy­łącz­nie jed­nego re­gionu w Azji i wszy­scy szybko upo­rają się z pro­ble­mem. Wiele razy stra­szono nas pla­gami i ka­ta­stro­fami, ale zda­rzały się one gdzieś da­leko, nie u nas. Skoro nie­któ­rzy już pra­wie ku­pują działki na Mar­sie, to dla­czego miałby nam za­szko­dzić ja­kiś tam wi­rus?

Świat za­czął bła­gal­nie pa­trzeć w kie­runku pra­cu­ją­cych w la­bo­ra­to­riach na­ukow­ców, aby jak naj­szyb­ciej do­star­czyli lu­dziom szcze­pionki lub sku­teczny lek. Nikt nie chciał za­cho­ro­wać, nikt nie chciał umrzeć, nikt nie chciał stra­cić pracy. Żeby żyć, trzeba za­ra­biać pie­nią­dze. Ale nic się nie dzieje bły­ska­wicz­nie, jak za do­tknię­ciem ma­gicz­nej różdżki. W szpi­ta­lach i in­sty­tu­tach na­uko­wych pra­cują kon­kretni lu­dzie, nie cu­do­twórcy. Efekty ich dzia­łań za­leżą od wielu czyn­ni­ków. Bez wie­dzy, lat stu­diów i ba­dań, ale też twór­czego my­śle­nia, do­brego pla­no­wa­nia, za­an­ga­żo­wa­nia, współ­pracy w ze­spole i pie­nię­dzy nikt nie wy­pro­du­kuje szybko ani szcze­pionki, ani leku. To pod każ­dym wzglę­dem kosz­towny pro­ces.

Pod ko­niec 2020 roku szcze­pionka zo­stała za­re­je­stro­wana, ale czy rze­czy­wi­ście bły­ska­wicz­nie skoń­czyła zma­ga­nia z pan­de­mią? Po­cząt­kowo do­stęp do niej ogra­ni­czały moż­li­wo­ści pro­duk­cyjne kon­cer­nów, a póź­niej po­pyt, czyli liczba osób chcą­cych się za­szcze­pić.

W 2021 roku, w mo­men­cie od­da­wa­nia w ręce czy­tel­ni­ków pierw­szego wy­da­nia tej książki, nikt nie wie­dział, kiedy i ja­kim bi­lan­sem strat za­koń­czy się pan­de­mia SARS-CoV-2 i czy świat się po niej zmieni. Nikt też nie jest w sta­nie prze­wi­dzieć, czy za ja­kiś czas nie wy­buch­nie ko­lejna epi­de­mia. Nie­stety, mimo że ży­jemy w świe­cie pla­no­wa­nia i wszech­obec­nych za­awan­so­wa­nych tech­no­lo­gii uła­twia­ją­cych nam ży­cie, mu­simy na nowo za­cząć przy­zwy­cza­jać się do ży­cia w nie­pew­no­ści.

Moja książka to próba za­chę­ce­nia do re­flek­sji nad zdro­wiem oraz wzię­cia od­po­wie­dzial­no­ści za sie­bie i in­nych (od­po­wie­dzial­ność, we­dług słow­nika PWN, to przy­ję­cie na sie­bie obo­wiązku za­dba­nia o ko­goś lub o coś). Do­ty­czy cho­rób układu ser­cowo-na­czy­nio­wego, które dzie­siąt­kują lu­dzi na ca­łym świe­cie lub po­wo­dują ich nie­peł­no­spraw­ność, cho­ciaż w du­żej mie­rze można im za­po­bie­gać. Jak po­dają liczne pu­bli­ka­cje, aż 80 pro­cent cho­rób serca i na­czyń da się unik­nąć. Wy­obra­żasz so­bie, że 80 pro­cent uda­rów mó­zgu mo­głoby się nie wy­da­rzyć, gdyby prze­strze­gano kilku pod­sta­wo­wych za­sad do­ty­czą­cych zdro­wia? Może ktoś z was od­wie­dzał cho­rych po uda­rze, któ­rych plany i ma­rze­nia po­sy­pały się jak do­mek z kart z po­wodu utraty spraw­no­ści? Je­śli tak, to wie­cie, o czym pi­szę.

Pro­cesy miaż­dży­cowe w tęt­ni­cach to­czą się przez lata, w spo­sób uta­jony, dla­tego nie ro­bią ta­kiego wra­że­nia jak cho­roby o prze­biegu na­głym i ostrym, chyba że doj­dzie do za­wału serca, udaru mó­zgu czy na­głego zgonu ko­goś bli­skiego lub okaże się, że ope­ra­cja serca jest ab­so­lut­nie ko­nieczna.

Na kon­fe­ren­cjach kar­dio­lo­gicz­nych le­ka­rze od lat dys­ku­tują, jak sku­tecz­niej le­czyć nie­wy­dol­ność serca, nad­ci­śnie­nie tęt­ni­cze, cho­robę wień­cową i cu­krzycę. Po­stęp jest wi­doczny. Kon­cerny far­ma­ceu­tyczne do­star­czają nowe leki, chcąc spro­stać tym po­trze­bom. In­ży­nie­ro­wie kon­stru­ują urzą­dze­nia ma­jące po­pra­wić lub wręcz za­stą­pić funk­cję serca. Tylko kosz­tuje to gi­gan­tyczne pie­nią­dze i w do­bie sta­rze­ją­cych się spo­łe­czeństw może na­dejść taki mo­ment, że na­wet naj­bo­gat­szy kraj nie bę­dzie w sta­nie sfi­nan­so­wać wszyst­kich form le­cze­nia. Pie­nią­dze na to po­cho­dzą z po­dat­ków, czyli z pracy lu­dzi. A kto chciałby pła­cić co­raz wyż­sze po­datki? Eko­no­mi­ści pro­gno­zują, że na bar­kach co­raz mniej­szej liczby pra­cu­ją­cych bę­dzie spo­czy­wać od­po­wie­dzial­ność za za­pew­nie­nie bez­pie­czeń­stwa zdro­wot­nego wszyst­kim. To chyba nie są opty­mi­styczne wie­ści.

Je­śli ży­jesz w Pol­sce i nie­ustan­nie na­rze­kasz na sys­tem ochrony zdro­wia, za­pewne masz dużo ra­cji. Ale w żad­nym kraju nie ist­nieje sys­tem ochrony zdro­wia, z któ­rego by­liby za­do­wo­leni wszy­scy. Opieka zdro­wotna to ogromne koszty: ba­dań, no­wych tech­no­lo­gii, no­wych od­kryć w na­ukach me­dycz­nych, bu­do­wa­nia szpi­tali, eks­plo­ata­cji pla­có­wek me­dycz­nych. Mu­szą je po­nieść po­dat­nicy albo osoby ubez­pie­cza­jące się w fir­mach ubez­pie­cze­nio­wych, w za­leż­no­ści od or­ga­ni­za­cji ochrony zdro­wia w kon­kret­nych pań­stwach. Wy­maga to pie­nię­dzy, bar­dzo du­żych pie­nię­dzy.

Nie we wszyst­kich re­gio­nach świata lu­dzie mają do­stęp do bez­płat­nego le­cze­nia. W wielu kra­jach pa­cjent musi sam je sfi­nan­so­wać lub przez lata spła­cać na­leż­ność za po­byt w szpi­talu i wy­ko­nane za­biegi.

W Pol­sce, je­śli je­steś ubez­pie­czony i na przy­kład wzy­wasz po­go­to­wie z po­wodu bólu w klatce pier­sio­wej, który oka­zuje się symp­to­mem za­wału serca, otrzy­masz sprawne, no­wo­cze­sne le­cze­nie, czyli an­gio­pla­stykę wień­cową, bez pła­ce­nia w ka­sie szpi­tala. I za­łożę się, że na­wet nie wiesz, ile to kosz­tuje. A kosz­tuje dużo.

Każde pań­stwo stoi przed wy­zwa­niem, jak prze­ko­nać lu­dzi do zmian, o któ­rych wiemy, że przy­nio­słyby re­alne ko­rzy­ści w po­staci po­prawy ja­ko­ści ży­cia, ale też ogra­ni­czy­łyby nie­po­trzebne wy­datki. Wi­dząc ko­lej­nego oty­łego pa­cjenta z nie­wy­rów­naną cu­krzycą i jed­no­cze­śnie na­ło­go­wego pa­la­cza ty­to­niu z ciężką cho­robą płuc spo­wo­do­waną pa­le­niem, bar­dzo mu współ­czuję i wy­ko­nuję swoje obo­wiązki le­ka­rza, ale za­ra­zem ogar­nia mnie po­czu­cie bez­sil­no­ści, że nikt nie był w sta­nie prze­ko­nać go, iż zdro­wie i spraw­ność są bez­cenne i warto pod­jąć mi­ni­malny wy­si­łek, aby o sie­bie za­dbać.

Czuję bez­sil­ność, gdy wi­dzę dzieci, które są oce­niane na za­ję­ciach wy­cho­wa­nia fi­zycz­nego. Prze­cież każdy ma inne pre­dys­po­zy­cje. Je­den jest świetny w bie­ga­niu, a ktoś inny jest mi­strzem gry w bad­min­tona. Czy nie wy­star­czy­łyby karta in­dy­wi­du­al­nych osią­gnięć i za­chęta do ru­chu dla zdro­wia, rów­nież psy­chicz­nego?

Li­cy­tu­jemy się, o ile zwięk­szyć składkę na ubez­pie­cze­nie zdro­wotne, jak skró­cić ko­lejki do le­ka­rzy, ale czy ocze­ku­jąc na wi­zytę, kto­kol­wiek pró­buje rzu­cić pa­le­nie lub ogra­ni­czyć je­dze­nie wy­soko prze­two­rzo­nej żyw­no­ści? Czy wiesz, ile osób uznaje, że le­cze­nie nad­ci­śnie­nia czy cu­krzycy nie ma sensu, bo "prze­cież nic mnie nie boli", i re­cepty na leki po­zo­stają nie­zre­ali­zo­wane? Na­wet je­śli sku­teczne ta­bletki kosz­tują kil­ka­na­ście zło­tych.

W wielu kra­jach istotną sprawą po pan­de­mii jest ocena stanu zdro­wia pu­blicz­nego. Wia­domo, że osoby mniej ob­cią­żone cho­ro­bami współ­ist­nie­ją­cymi w więk­szo­ści przy­pad­ków le­piej zno­szą kon­takt z wi­ru­sem. W od­wrot­nej sy­tu­acji le­cze­nie jest trud­niej­sze, bar­dziej kosz­towne i obar­czone wyż­szym ry­zy­kiem nie­po­wo­dze­nia. Wielu cho­rób się nie wy­biera, ale na nie­które pra­cu­jemy ca­łymi la­tami, z przy­mru­że­niem oka trak­tu­jąc za­le­ce­nia, wy­śmie­wa­jąc li­cze­nie ka­lo­rii i czy­ta­nie ety­kiet w skle­pie spo­żyw­czym czy lek­ce­wa­żąc zna­cze­nie czy­stego po­wie­trza. A te­mat rzeka, czyli pa­pie­rosy? No prze­cież palą znani i lu­biani! Na coś w końcu trzeba umrzeć!

Pod­czas lat pracy w wie­lo­spe­cja­li­stycz­nym szpi­talu kli­nicz­nym za­wsze sły­sza­łam: ra­tuj­cie mnie, ja nie chcę umie­rać! Nikt przy­wo­żony z bó­lem w klatce pier­sio­wej nie oznaj­miał, że trudno, trzeba na coś umrzeć...

A może warto pod­jąć wy­si­łek, aby w ja­kimś stop­niu opa­no­wać cho­roby, ta­kie jak oty­łość, prze­wle­kła ob­tu­ra­cyjna cho­roba płuc, cu­krzyca, nad­ci­śnie­nie czy cho­roby ser­cowo-na­czy­niowe spo­wo­do­wane miaż­dżycą? Bo je­śli tego nie zro­bimy, na­wet bar­dzo bo­gate kraje prze­staną da­wać radę z fi­nan­so­wa­niem opieki nad ludźmi z nie­peł­no­spraw­no­ścią spo­wo­do­waną tymi scho­rze­niami. Nie wy­cią­gajmy myl­nych wnio­sków. Szczu­pły nie ozna­cza zdrowy. Je­żeli ktoś z ob­cią­że­niami ge­ne­tycz­nymi do­kłada so­bie ko­lejne czyn­niki ry­zyka, ta­kie jak pa­le­nie pa­pie­ro­sów (rów­nież tych elek­tro­nicz­nych) czy nad­mierne spo­ży­wa­nie wy­soko prze­two­rzo­nego je­dze­nia, a na do­da­tek od­dy­cha za­nie­czysz­czo­nym po­wie­trzem, też jest za­gro­żony.

Czy ty nie chcesz do­żyć swo­ich dni w zdro­wiu i jako ta­kiej kon­dy­cji, bę­dąc może sę­dzi­wym i słab­szym, ale wciąż sa­mo­dziel­nym i w miarę spraw­nym czło­wie­kiem, nie­zda­nym na opiekę in­nych lu­dzi? Nie wszy­scy, mimo sta­rań, unik­niemy cho­rób, ale dzięki pod­ję­ciu od­po­wied­nich dzia­łań można znacz­nie ogra­ni­czyć ry­zyko wy­stą­pie­nia wielu z nich lub też spra­wić, że ich prze­bieg bę­dzie mniej trau­ma­ty­zu­jący i kosz­towny.

Je­stem kar­dio­lożką i spe­cja­listką cho­rób we­wnętrz­nych. Kil­ka­na­ście lat pra­co­wa­łam w kli­nice kar­dio­chi­rur­gii. Żar­to­bli­wie, w du­żym uprosz­cze­niu, ale nie bez ra­cji, od­działy kar­dio­chi­rur­gii można by cza­sami na­zwać warsz­ta­tami ostat­niej szansy. Skoro za­wio­dły inne me­tody le­cze­nia cho­rób serca, po­zo­staje tylko le­cze­nie ope­ra­cyjne.

Co­dzien­nie spo­ty­ka­łam dwie grupy lu­dzi: tych, któ­rzy mu­szą się pod­dać ope­ra­cji serca, oraz to­wa­rzy­szą­cych im bli­skich. Wszy­scy byli pełni nie­po­koju, obaw, wąt­pli­wo­ści. Tak jest na ca­łym świe­cie. Nie­za­leż­nie od tego, czy masz do­stęp do naj­lep­szej pry­wat­nej kli­niki świata czy je­dy­nie do naj­bliż­szego szpi­tala, nie­za­leż­nie od tego, czy je­steś pro­fe­so­rem me­dy­cyny czy rze­mieśl­ni­kiem, in­ży­nie­rem czy pi­sa­rzem, ak­to­rem czy rol­ni­kiem, czy je­steś sławny i znany, czy pro­wa­dzisz ży­cie z dala od świa­teł re­flek­to­rów, za­wsze się bo­isz.

W ob­li­czu cho­roby i śmierci je­ste­śmy do sie­bie bar­dzo po­dobni.

Gdy mu­sisz zmie­rzyć się z de­cy­zją do­ty­czącą zdro­wia, od­czu­wasz lęk i jest on zro­zu­miały. Bo tylko ty mo­żesz wy­ra­zić świa­domą zgodę na pro­po­no­wane le­cze­nie. Nikt nie po­wi­nien wy­wie­rać na to­bie pre­sji. Przed pod­ję­ciem de­cy­zji masz prawo py­tać i się za­sta­na­wiać. Py­tań jest za­wsze dużo i czę­sto do­ty­czą one nie tylko sa­mej ope­ra­cji.

Po­byt w szpi­talu ko­goś bli­skiego, a zwłasz­cza ope­ra­cja serca by­wają punk­tem zwrot­nym w ży­ciu ca­łej ro­dziny, skła­niają do oso­bi­stych i szcze­rych re­flek­sji nad zdro­wiem.

Nie spo­sób spę­dzić z każ­dym pa­cjen­tem i jego bli­skimi tyle czasu, ile by ocze­ki­wali. To nie­moż­liwe. Stąd po­wstał po­mysł na książkę.

Za sprawą in­ter­netu do­stęp do in­for­ma­cji o zdro­wiu jest bar­dzo ła­twy, ale le­ka­rze na ca­łym świe­cie biją na alarm, że po­ziom me­dycz­nej dez­in­for­ma­cji jest wy­jąt­kowo wy­soki. Zdro­wie to te­mat, który do­ty­czy każ­dego, więc ła­two można zo­stać in­ter­ne­to­wym "eks­per­tem" bez ele­men­tar­nej wie­dzy na te­mat fi­zjo­lo­gii czło­wieka i za­ra­biać pie­nią­dze, re­kla­mu­jąc i sprze­da­jąc bez­war­to­ściowe pro­dukty, ofe­ru­jąc je­dy­nie pu­stą obiet­nicę po­prawy zdro­wia. Cza­sami na­wet nie cho­dzi o sprze­daż cze­go­kol­wiek, tylko o "za­ist­nie­nie" czy chęć po­dzie­le­nia się "ta­jemną wie­dzą" o zdro­wiu mimo braku wy­kształ­ce­nia me­dycz­nego. Ta­kie nie­in­ten­cjo­nalne wpro­wa­dza­nie w błąd też jest groźne. Jedno zda­nie typu "po co ci te leki na nad­ci­śnie­nie, na­pij się soku z ja­gód goji" może po­zba­wić ko­goś ży­cia. Nie prze­sa­dzam. Dez­in­for­ma­cja me­dyczna za­bija.

Je­żeli twój sa­mo­chód wy­maga na­prawy - uda­jesz się do za­ufa­nego me­cha­nika, je­śli chcesz zbu­do­wać dom - zle­casz wy­ko­na­nie pro­jektu spraw­dzo­nemu ar­chi­tek­towi. Szy­cia ele­ganc­kiego gar­ni­turu na miarę nie po­wie­rzysz przy­pad­ko­wemu kraw­cowi, prze­cież może zmar­no­wać drogi ma­te­riał i spar­ta­czyć ro­botę! To dla­czego tak czę­sto ufasz ko­muś przy­pad­ko­wemu, cza­sem po dru­giej stro­nie kom­pu­tera, je­żeli sprawa do­ty­czy two­jego zdro­wia i ży­cia?

Każdy z nas szuka ła­twych roz­wią­zań, a od­suwa wy­ma­ga­jące wy­siłku, więc pra­wie każdy jest po­datny na me­dyczne ma­ni­pu­la­cje.

Ta książka nie za­stąpi wi­zyty u le­ka­rza. Nie taki jest jej cel. Zo­stała na­pi­sana, aby wy­ja­śnić liczne wąt­pli­wo­ści zwią­zane z pre­wen­cją i le­cze­niem cho­rób ser­cowo-na­czy­nio­wych, czyli serca i na­czyń. (Co to są na­czy­nia? Na­czy­nia to żyły i tęt­nice, do­cie­rają do każ­dej ko­mórki two­jego ciała).

Li­czę, że ni­niej­sza pu­bli­ka­cja po­może ci ob­ni­żyć po­ziom stresu zwią­za­nego z ko­niecz­no­ścią po­dej­mo­wa­nia trud­nych de­cy­zji do­ty­czą­cych two­jego zdro­wia.

Dru­gim i naj­waż­niej­szym ce­lem jest za­chę­ce­nie do re­flek­sji, świa­do­mego ży­cia, za­sta­no­wie­nia się, co kon­kret­nie mo­żesz zro­bić już te­raz, żeby za­cho­wać spraw­ność, za­dbać mą­drze o swo­ich bli­skich, nie tra­cąc ra­do­ści ży­cia.

Niech źró­dłem wia­ry­god­nych in­for­ma­cji bę­dzie mój prze­wod­nik. Dzięki niemu sko­rzy­stasz z wie­dzy i do­świad­cze­nia nas - le­ka­rzy, któ­rych praca zo­stała po­prze­dzona rze­tel­nymi stu­diami, eg­za­mi­nami, zdo­by­wa­niem wie­dzy w wa­run­kach uni­wer­sy­tec­kich. Książka za­wiera re­ko­men­da­cje eu­ro­pej­skich i ame­ry­kań­skich to­wa­rzystw na­uko­wych, wy­po­wie­dzi eks­per­tów, jest oparta na źró­dłach na­uko­wych.

Przed tobą już dru­gie, nieco zmie­nione wy­da­nie. Pierw­sza edy­cja książki i moja dzia­łal­ność na polu zwięk­sza­nia świa­do­mo­ści zdro­wot­nej zo­stały na­gro­dzone w kon­kur­sie Zdrowa Przy­szłość - In­spi­ra­cje 2022. To ważne na­grody, bo w ka­pi­tule kon­kursu za­sia­dali pro­fe­sjo­na­li­ści w dzie­dzi­nie ochrony zdro­wia. Na­gro­dzony zo­stał rów­nież mój pro­fil na Fa­ce­bo­oku Serce w do­brym stylu, któ­rego za­sięgi po­twier­dzają, że lu­dzie bar­dzo po­trze­bują wie­dzy o zdro­wiu po­da­nej w zro­zu­mia­łej i przy­ja­znej for­mie.

Przy dru­gim wy­da­niu zde­cy­do­wa­łam się na współ­pracę z du­żym wy­daw­nic­twem, aby mieć czas na le­cze­nie pa­cjen­tów. To jest moja naj­więk­sza pa­sja. W pla­nach mam pi­sa­nie no­wych ksią­żek oraz roz­wi­ja­nie start-upu wy­daw­ni­czego pod za­strze­żo­nym zna­kiem to­wa­ro­wym ATS PU­BLI­SHING (at­spu­bli­shing.com). I opu­bli­ko­wa­nie ma­te­riału, który po­wstał we współ­pracy z In­sty­tu­tem Bio­cy­ber­ne­tyki PAN.

1

In­te­li­gen­cja zdro­wotna

Czło­wiek po­wi­nien roz­wi­jać in­te­li­gen­cję zdro­wotną, czyli zdol­ność do ak­tyw­nego od­bie­ra­nia i prze­twa­rza­nia in­for­ma­cji o sta­nie wła­snego zdro­wia. Kiedy wiemy, że coś dzieje się nie tak, mo­żemy pod­jąć od­po­wied­nie dzia­ła­nia pre­wen­cyjne i na­praw­cze, dzięki któ­rym nasz or­ga­nizm da­lej bę­dzie funk­cjo­no­wał do­brze i spraw­nie. Ze swej mą­dro­ści ko­rzy­stamy, by spo­żyt­ko­wać zdo­by­cze cy­wi­li­za­cji dla prze­dłu­że­nia szczę­śli­wego, zdro­wego ży­cia. Re­stryk­cje ka­lo­ryczne, zdrowe od­ży­wia­nie, umiar­ko­wany wy­si­łek fi­zyczny i umy­słowy, re­laks oraz ak­tyw­ność sek­su­alna i spo­łeczna umoż­li­wiają ra­do­sne i po­ży­teczne ży­cie od mło­do­ści do okresu sta­ro­ści.

prof. Je­rzy Ve­tu­lani, wy­kład w Szkole Wyż­szej Psy­cho­lo­gii Spo­łecz­nej

Tym­cza­sem:

- Czę­stość wy­stę­po­wa­nia cu­krzycy na świe­cie na­dal wzra­sta. W kra­jach ta­kich jak Chiny lub In­die, w któ­rych upo­wszech­nia się za­chodni styl ży­cia, cho­ruje 10 pro­cent miesz­kań­ców[1].

- Sza­cuje się, że w 2017 roku na cu­krzycę typu 2 cho­ro­wało około 60 mi­lio­nów do­ro­słych Eu­ro­pej­czy­ków[2].

- Do 2045 roku cu­krzyca typu 2 roz­wi­nie się u po­nad 600 mi­lio­nów osób na ca­łym świe­cie, a u po­dob­nie licz­nej grupy zo­sta­nie roz­po­znany stan przed­cu­krzy­cowy[3].

- Osza­co­wana na pod­sta­wie ci­śnie­nia tęt­ni­czego mie­rzo­nego w ga­bi­ne­cie le­kar­skim liczba osób z nad­ci­śnie­niem tęt­ni­czym na świe­cie w 2015 roku wy­no­siła 1,13 mi­liarda, z tego po­nad 150 mi­lio­nów w cen­tral­nej i wschod­niej Eu­ro­pie[4].

- Ze względu na sta­rze­nie się spo­łe­czeń­stwa, po­wszech­ność mało ak­tyw­nego stylu ży­cia i wzrost prze­cięt­nej masy ciała czło­wieka czę­stość roz­po­zna­wa­nia nad­ci­śnie­nia tęt­ni­czego na świe­cie bę­dzie ro­snąć. Sza­cuje się, że liczba osób z nad­ci­śnie­niem tęt­ni­czym wzro­śnie o 15-20 pro­cent do 2025 roku i bę­dzie wy­no­sić około 1,5 mi­liarda[5].

- Cho­roby układu ser­cowo-na­czy­nio­wego, do któ­rych na­leżą głów­nie cho­roby spo­wo­do­wane miaż­dżycą, są od­po­wie­dzialne za po­nad 4 mi­liony zgo­nów w Eu­ro­pie każ­dego roku. Z po­wodu tych scho­rzeń umiera wię­cej ko­biet (2,2 mi­liona) niż męż­czyzn (1,8 mi­liona), cho­ciaż zgony z przy­czyn ser­cowo-na­czy­nio­wych przed 65. ro­kiem ży­cia są częst­sze u męż­czyzn[6].

- Wciąż po­trzebne są zde­cy­do­wane dzia­ła­nia w celu uwraż­li­wie­nia świad­cze­nio­daw­ców w opiece zdro­wot­nej, de­cy­den­tów oraz ca­łego spo­łe­czeń­stwa na po­trzebę bar­dziej sku­tecz­nych stra­te­gii pre­wen­cji i wcze­śniej­szego le­cze­nia cho­rób tęt­nic ob­wo­do­wych u 40 mi­lio­nów osób na kon­ty­nen­cie eu­ro­pej­skim[7].

- Pa­le­nie pa­pie­ro­sów jest jedną z głów­nych przy­czyn zgo­nów i nie­peł­no­spraw­no­ści. W 2017 roku było od­po­wie­dzialne za po­nad 8 mi­lio­nów zgo­nów na świe­cie[8].

- War­tość re­fun­da­cji świad­czeń z po­wodu nie­wy­dol­no­ści serca w 2019 roku w Pol­sce wy­nio­sła 1676 mi­lio­nów zło­tych i była o 867 mi­lio­nów zło­tych wyż­sza niż w 2014 roku (wzrost o 107 pro­cent). Cho­ro­bo­wość re­je­stro­wana dla nie­wy­dol­no­ści serca w Pol­sce wy­nio­sła w 2019 roku 1,39 mi­liona osób[9].

- Oty­łość zo­stała za­li­czona przez Świa­tową Or­ga­ni­za­cję Zdro­wia (WHO) do epi­de­mii XXI wieku. Przy­czyną epi­de­mii oty­ło­ści są zmiany stylu ży­cia, ta­kie jak brak ak­tyw­no­ści fi­zycz­nej i nad­mierne spo­ży­cie wy­soko prze­two­rzo­nej żyw­no­ści o wy­so­kiej gę­sto­ści ener­ge­tycz­nej, pro­wa­dzące do do­dat­niego bi­lansu ener­ge­tycz­nego[10].

Pro­fe­sor Je­rzy Ve­tu­lani do 81. roku ży­cia był ak­tyw­nym za­wo­dowo neu­ro­bio­lo­giem i psy­cho­far­ma­ko­lo­giem. Pu­bli­ko­wał w naj­lep­szych pe­rio­dy­kach na­uko­wych, a jed­no­cze­śnie jak nikt po­tra­fił tę trudną wie­dzę po­pu­la­ry­zo­wać.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki