Wprowadzenie
To była piękna, chociaż zimna i wietrzna jesień 2019 roku. Poleciałam do Filadelfii, aby zaprezentować moją pracę w dziedzinie metabolomiki na dorocznym, najbardziej prestiżowym światowym spotkaniu kardiologów. Zawsze mi zależało, by znaleźć się w takim elitarnym gronie. Zgłaszanych jest mnóstwo prac z całego świata. Niezależne komisje, które oceniają nadesłane prace, nie wiedzą, jak nazywają się autorzy ani z jakich krajów pochodzą, więc liczy się tylko merytoryka. Koleżanki i koledzy z Kliniki Kardiologii i Kardiochirurgii WUM na wieść o moim udziale w American Heart Association Scientific Sessions bardzo mi gratulowali i powtarzali, że powinnam być z siebie dumna.
Dlaczego metabolomika?
Aby wnieść coś nowego do danej dziedziny, warto zająć się takim problemem naukowym, którym nikt wcześniej się nie interesował. Na tym polega cała sztuka. Amerykanie podobno mówią: "Make a difference", co w bardzo luźnym tłumaczeniu mogłoby brzmieć: zajmij się czymś, co ma znaczenie.
Metabolomika, czyli część biologii systemowej, to nowatorska dziedzina, bardzo dynamicznie rozwijająca się w świecie od 2002 roku. W Polsce prawie nikt o niej nie słyszał. Korzysta z takich narzędzi badawczych jak spektroskopia magnetycznego rezonansu jądrowego (NMR) oraz spektrometria mas. Te wyrafinowane i zaawansowane technologicznie narzędzia pozwalają na identyfikowanie w płynach ustrojowych lub tkankach związków o małej masie cząsteczkowej, czyli metabolitów. Ponieważ od dawna nurtował mnie problem, co zrobić, aby zapobiec rozwojowi podstępnej i postępującej choroby, jaką jest ciężkie zwężenie zastawki aortalnej, skorzystałam z możliwości użycia jądrowego rezonansu magnetycznego we współpracy z Instytutem Biocybernetyki PAN.
Ciężka stenoza aortalna to paskudne schorzenie, które na razie może być leczone tylko w sposób inwazyjny, polegający na wymianie zwapniałej, zwężonej zastawki na protezę zastawkową. Robi się to na stole operacyjnym przy użyciu krążenia pozaustrojowego. Druga metoda to przezcewnikowa implantacja protezy zastawki aortalnej. Oba rozwiązania mają swoje wady i zalety. O tym, które i kiedy powinno być zalecone konkretnemu pacjentowi, decyduje konsylium lekarskie. Gdyby udało się wynaleźć lek, by zastawki nie wapniały, byłoby idealnie. Nad tym problemem głowią się od lat najlepsze zespoły badawcze na całym świecie, ale do dziś takiego leku nie ma. Aby go opracować, najpierw trzeba odkryć, co dzieje się na poziomie "mikro i nano" w zastawkach. Każdy, kto jest tym tematem zafascynowany, próbuje dołożyć swoją cegiełkę do badań nad zahamowaniem procesów degeneracyjnych (w tym wapnienia) w tak wyjątkowej zastawce serca, jaką jest zastawka aortalna (jeśli nie możesz opanować zachwytu nad budową serca, przeskocz na chwilę do rozdziału Co to jest serce i dlaczego choruje, s. 42). No i ja swoją minicegiełkę dołożyłam!
Pijąc kawę (która jest bardzo zdrowa dla serca) i słuchając bardzo ciekawych wystąpień na kongresie w Filadelfii, obiecywałam sobie, że jak tylko wrócę do Polski, zabiorę się do finalizowania publikacji z Instytutem Biocybernetyki PAN. Obiecałam też sobie, że muszę jak najszybciej skończyć książkę, nad którą pracowałam od dawna - przewodnik po zarządzaniu własnym zdrowiem. Tak wiele razy, nawet wśród bardzo wykształconych osób, widziałam zmarnowane szanse na życie w zdrowiu i sprawności, wynikające z braku elementarnej wiedzy o procesach toczących się w organizmie człowieka. Tak wiele razy widziałam zaprzepaszczone efekty udanych operacji serca z powodu bagatelizowania otrzymanych zaleceń, że marzył mi się rodzaj ciekawego przewodnika opartego na wytycznych towarzystw naukowych, odsłaniającego "kuchnię" diagnozowania i leczenia. Przewodnik miał być adresowany do tych pacjentów, których los połączył z kardiochirurgią, kardiologią, diabetologią, chirurgią naczyniową, pulmonologią, onkologią i kardioonkologią, oraz tych wszystkich, którzy nie chcą chorować i trafić do szpitala.
SKORO 80 PROCENTOM CHORÓB SERCA I NACZYŃ MOŻNA ZAPOBIEC, TO TRZEBA DAĆ LUDZIOM DO TEGO NARZĘDZIE. NARZĘDZIE DO ZARZĄDZANIA SWOIM ZDROWIEM. BY CIESZYLI SIĘ ŻYCIEM W SPRAWNOŚCI I SZCZĘŚCIU TAK DŁUGO, JAK TYLKO SIĘ DA.
I tak postanowiłam zrealizować swój drugi, oprócz metabolomiki, ważny cel zawodowy z serii "Make a difference"
Przewodnik zaczęłam pisać dawno temu. Planowałam, że będzie gotowy w marcu 2020 roku. Ale pisząc, nie wyobrażałam sobie, że w XXI wieku dotknie nas paraliż codziennego funkcjonowania przez fruwające w powietrzu i przenoszące się z człowieka na człowieka kawałki RNA i białka. Przez coś takiego, zwanego wirusem SARS-CoV-2, wiele osób zmarło, wiele straciło pracę, wiele stanęło w obliczu nowych wyzwań zawodowych i narażało własne życie, aby uratować innych. Hiszpańskie lodowiska zmieniły się w tymczasowe kostnice, a włoskie krematoria nie nadążały z kremacją ciał zmarłych. Wyludniły się nowojorski Times Square i wenecki plac Świętego Marka. W wakacje 2020 roku niektórzy złapali nieco oddechu i zaznali złudnego poczucia, że będzie już tylko dobrze, więc po co zakładać jakieś maski. Wszyscy mieli dosyć nieustannych ostrzeżeń epidemiologów o kolejnym ataku wirusa. Niektórzy z premedytacją publikowali absurdalne twierdzenia, że pandemia to bzdura. Ale jakoś nikogo z grona koronasceptyków nie można było namówić na pracę w szpitalach czy domach pomocy społecznej.
Jeszcze w lutym 2020 roku nikt by nie pomyślał, że w sąsiedztwie malowniczych i sielskich włoskich kurortów narciarskich za chwilę rozegra się tragedia, którą dotąd znaliśmy tylko z filmów katastroficznych. Początkowo wydawało się, że epidemia będzie dotyczyć wyłącznie jednego regionu w Azji i wszyscy szybko uporają się z problemem. Wiele razy straszono nas plagami i katastrofami, ale zdarzały się one gdzieś daleko, nie u nas. Skoro niektórzy już prawie kupują działki na Marsie, to dlaczego miałby nam zaszkodzić jakiś tam wirus?
Świat zaczął błagalnie patrzeć w kierunku pracujących w laboratoriach naukowców, aby jak najszybciej dostarczyli ludziom szczepionki lub skuteczny lek. Nikt nie chciał zachorować, nikt nie chciał umrzeć, nikt nie chciał stracić pracy. Żeby żyć, trzeba zarabiać pieniądze. Ale nic się nie dzieje błyskawicznie, jak za dotknięciem magicznej różdżki. W szpitalach i instytutach naukowych pracują konkretni ludzie, nie cudotwórcy. Efekty ich działań zależą od wielu czynników. Bez wiedzy, lat studiów i badań, ale też twórczego myślenia, dobrego planowania, zaangażowania, współpracy w zespole i pieniędzy nikt nie wyprodukuje szybko ani szczepionki, ani leku. To pod każdym względem kosztowny proces.
Pod koniec 2020 roku szczepionka została zarejestrowana, ale czy rzeczywiście błyskawicznie skończyła zmagania z pandemią? Początkowo dostęp do niej ograniczały możliwości produkcyjne koncernów, a później popyt, czyli liczba osób chcących się zaszczepić.
W 2021 roku, w momencie oddawania w ręce czytelników pierwszego wydania tej książki, nikt nie wiedział, kiedy i jakim bilansem strat zakończy się pandemia SARS-CoV-2 i czy świat się po niej zmieni. Nikt też nie jest w stanie przewidzieć, czy za jakiś czas nie wybuchnie kolejna epidemia. Niestety, mimo że żyjemy w świecie planowania i wszechobecnych zaawansowanych technologii ułatwiających nam życie, musimy na nowo zacząć przyzwyczajać się do życia w niepewności.
Moja książka to próba zachęcenia do refleksji nad zdrowiem oraz wzięcia odpowiedzialności za siebie i innych (odpowiedzialność, według słownika PWN, to przyjęcie na siebie obowiązku zadbania o kogoś lub o coś). Dotyczy chorób układu sercowo-naczyniowego, które dziesiątkują ludzi na całym świecie lub powodują ich niepełnosprawność, chociaż w dużej mierze można im zapobiegać. Jak podają liczne publikacje, aż 80 procent chorób serca i naczyń da się uniknąć. Wyobrażasz sobie, że 80 procent udarów mózgu mogłoby się nie wydarzyć, gdyby przestrzegano kilku podstawowych zasad dotyczących zdrowia? Może ktoś z was odwiedzał chorych po udarze, których plany i marzenia posypały się jak domek z kart z powodu utraty sprawności? Jeśli tak, to wiecie, o czym piszę.
Procesy miażdżycowe w tętnicach toczą się przez lata, w sposób utajony, dlatego nie robią takiego wrażenia jak choroby o przebiegu nagłym i ostrym, chyba że dojdzie do zawału serca, udaru mózgu czy nagłego zgonu kogoś bliskiego lub okaże się, że operacja serca jest absolutnie konieczna.
Na konferencjach kardiologicznych lekarze od lat dyskutują, jak skuteczniej leczyć niewydolność serca, nadciśnienie tętnicze, chorobę wieńcową i cukrzycę. Postęp jest widoczny. Koncerny farmaceutyczne dostarczają nowe leki, chcąc sprostać tym potrzebom. Inżynierowie konstruują urządzenia mające poprawić lub wręcz zastąpić funkcję serca. Tylko kosztuje to gigantyczne pieniądze i w dobie starzejących się społeczeństw może nadejść taki moment, że nawet najbogatszy kraj nie będzie w stanie sfinansować wszystkich form leczenia. Pieniądze na to pochodzą z podatków, czyli z pracy ludzi. A kto chciałby płacić coraz wyższe podatki? Ekonomiści prognozują, że na barkach coraz mniejszej liczby pracujących będzie spoczywać odpowiedzialność za zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego wszystkim. To chyba nie są optymistyczne wieści.
Jeśli żyjesz w Polsce i nieustannie narzekasz na system ochrony zdrowia, zapewne masz dużo racji. Ale w żadnym kraju nie istnieje system ochrony zdrowia, z którego byliby zadowoleni wszyscy. Opieka zdrowotna to ogromne koszty: badań, nowych technologii, nowych odkryć w naukach medycznych, budowania szpitali, eksploatacji placówek medycznych. Muszą je ponieść podatnicy albo osoby ubezpieczające się w firmach ubezpieczeniowych, w zależności od organizacji ochrony zdrowia w konkretnych państwach. Wymaga to pieniędzy, bardzo dużych pieniędzy.
Nie we wszystkich regionach świata ludzie mają dostęp do bezpłatnego leczenia. W wielu krajach pacjent musi sam je sfinansować lub przez lata spłacać należność za pobyt w szpitalu i wykonane zabiegi.
W Polsce, jeśli jesteś ubezpieczony i na przykład wzywasz pogotowie z powodu bólu w klatce piersiowej, który okazuje się symptomem zawału serca, otrzymasz sprawne, nowoczesne leczenie, czyli angioplastykę wieńcową, bez płacenia w kasie szpitala. I założę się, że nawet nie wiesz, ile to kosztuje. A kosztuje dużo.
Każde państwo stoi przed wyzwaniem, jak przekonać ludzi do zmian, o których wiemy, że przyniosłyby realne korzyści w postaci poprawy jakości życia, ale też ograniczyłyby niepotrzebne wydatki. Widząc kolejnego otyłego pacjenta z niewyrównaną cukrzycą i jednocześnie nałogowego palacza tytoniu z ciężką chorobą płuc spowodowaną paleniem, bardzo mu współczuję i wykonuję swoje obowiązki lekarza, ale zarazem ogarnia mnie poczucie bezsilności, że nikt nie był w stanie przekonać go, iż zdrowie i sprawność są bezcenne i warto podjąć minimalny wysiłek, aby o siebie zadbać.
Czuję bezsilność, gdy widzę dzieci, które są oceniane na zajęciach wychowania fizycznego. Przecież każdy ma inne predyspozycje. Jeden jest świetny w bieganiu, a ktoś inny jest mistrzem gry w badmintona. Czy nie wystarczyłyby karta indywidualnych osiągnięć i zachęta do ruchu dla zdrowia, również psychicznego?
Licytujemy się, o ile zwiększyć składkę na ubezpieczenie zdrowotne, jak skrócić kolejki do lekarzy, ale czy oczekując na wizytę, ktokolwiek próbuje rzucić palenie lub ograniczyć jedzenie wysoko przetworzonej żywności? Czy wiesz, ile osób uznaje, że leczenie nadciśnienia czy cukrzycy nie ma sensu, bo "przecież nic mnie nie boli", i recepty na leki pozostają niezrealizowane? Nawet jeśli skuteczne tabletki kosztują kilkanaście złotych.
W wielu krajach istotną sprawą po pandemii jest ocena stanu zdrowia publicznego. Wiadomo, że osoby mniej obciążone chorobami współistniejącymi w większości przypadków lepiej znoszą kontakt z wirusem. W odwrotnej sytuacji leczenie jest trudniejsze, bardziej kosztowne i obarczone wyższym ryzykiem niepowodzenia. Wielu chorób się nie wybiera, ale na niektóre pracujemy całymi latami, z przymrużeniem oka traktując zalecenia, wyśmiewając liczenie kalorii i czytanie etykiet w sklepie spożywczym czy lekceważąc znaczenie czystego powietrza. A temat rzeka, czyli papierosy? No przecież palą znani i lubiani! Na coś w końcu trzeba umrzeć!
Podczas lat pracy w wielospecjalistycznym szpitalu klinicznym zawsze słyszałam: ratujcie mnie, ja nie chcę umierać! Nikt przywożony z bólem w klatce piersiowej nie oznajmiał, że trudno, trzeba na coś umrzeć...
A może warto podjąć wysiłek, aby w jakimś stopniu opanować choroby, takie jak otyłość, przewlekła obturacyjna choroba płuc, cukrzyca, nadciśnienie czy choroby sercowo-naczyniowe spowodowane miażdżycą? Bo jeśli tego nie zrobimy, nawet bardzo bogate kraje przestaną dawać radę z finansowaniem opieki nad ludźmi z niepełnosprawnością spowodowaną tymi schorzeniami. Nie wyciągajmy mylnych wniosków. Szczupły nie oznacza zdrowy. Jeżeli ktoś z obciążeniami genetycznymi dokłada sobie kolejne czynniki ryzyka, takie jak palenie papierosów (również tych elektronicznych) czy nadmierne spożywanie wysoko przetworzonego jedzenia, a na dodatek oddycha zanieczyszczonym powietrzem, też jest zagrożony.
Czy ty nie chcesz dożyć swoich dni w zdrowiu i jako takiej kondycji, będąc może sędziwym i słabszym, ale wciąż samodzielnym i w miarę sprawnym człowiekiem, niezdanym na opiekę innych ludzi? Nie wszyscy, mimo starań, unikniemy chorób, ale dzięki podjęciu odpowiednich działań można znacznie ograniczyć ryzyko wystąpienia wielu z nich lub też sprawić, że ich przebieg będzie mniej traumatyzujący i kosztowny.
Jestem kardiolożką i specjalistką chorób wewnętrznych. Kilkanaście lat pracowałam w klinice kardiochirurgii. Żartobliwie, w dużym uproszczeniu, ale nie bez racji, oddziały kardiochirurgii można by czasami nazwać warsztatami ostatniej szansy. Skoro zawiodły inne metody leczenia chorób serca, pozostaje tylko leczenie operacyjne.
Codziennie spotykałam dwie grupy ludzi: tych, którzy muszą się poddać operacji serca, oraz towarzyszących im bliskich. Wszyscy byli pełni niepokoju, obaw, wątpliwości. Tak jest na całym świecie. Niezależnie od tego, czy masz dostęp do najlepszej prywatnej kliniki świata czy jedynie do najbliższego szpitala, niezależnie od tego, czy jesteś profesorem medycyny czy rzemieślnikiem, inżynierem czy pisarzem, aktorem czy rolnikiem, czy jesteś sławny i znany, czy prowadzisz życie z dala od świateł reflektorów, zawsze się boisz.
W obliczu choroby i śmierci jesteśmy do siebie bardzo podobni.
Gdy musisz zmierzyć się z decyzją dotyczącą zdrowia, odczuwasz lęk i jest on zrozumiały. Bo tylko ty możesz wyrazić świadomą zgodę na proponowane leczenie. Nikt nie powinien wywierać na tobie presji. Przed podjęciem decyzji masz prawo pytać i się zastanawiać. Pytań jest zawsze dużo i często dotyczą one nie tylko samej operacji.
Pobyt w szpitalu kogoś bliskiego, a zwłaszcza operacja serca bywają punktem zwrotnym w życiu całej rodziny, skłaniają do osobistych i szczerych refleksji nad zdrowiem.
Nie sposób spędzić z każdym pacjentem i jego bliskimi tyle czasu, ile by oczekiwali. To niemożliwe. Stąd powstał pomysł na książkę.
Za sprawą internetu dostęp do informacji o zdrowiu jest bardzo łatwy, ale lekarze na całym świecie biją na alarm, że poziom medycznej dezinformacji jest wyjątkowo wysoki. Zdrowie to temat, który dotyczy każdego, więc łatwo można zostać internetowym "ekspertem" bez elementarnej wiedzy na temat fizjologii człowieka i zarabiać pieniądze, reklamując i sprzedając bezwartościowe produkty, oferując jedynie pustą obietnicę poprawy zdrowia. Czasami nawet nie chodzi o sprzedaż czegokolwiek, tylko o "zaistnienie" czy chęć podzielenia się "tajemną wiedzą" o zdrowiu mimo braku wykształcenia medycznego. Takie nieintencjonalne wprowadzanie w błąd też jest groźne. Jedno zdanie typu "po co ci te leki na nadciśnienie, napij się soku z jagód goji" może pozbawić kogoś życia. Nie przesadzam. Dezinformacja medyczna zabija.
Jeżeli twój samochód wymaga naprawy - udajesz się do zaufanego mechanika, jeśli chcesz zbudować dom - zlecasz wykonanie projektu sprawdzonemu architektowi. Szycia eleganckiego garnituru na miarę nie powierzysz przypadkowemu krawcowi, przecież może zmarnować drogi materiał i spartaczyć robotę! To dlaczego tak często ufasz komuś przypadkowemu, czasem po drugiej stronie komputera, jeżeli sprawa dotyczy twojego zdrowia i życia?
Każdy z nas szuka łatwych rozwiązań, a odsuwa wymagające wysiłku, więc prawie każdy jest podatny na medyczne manipulacje.
Ta książka nie zastąpi wizyty u lekarza. Nie taki jest jej cel. Została napisana, aby wyjaśnić liczne wątpliwości związane z prewencją i leczeniem chorób sercowo-naczyniowych, czyli serca i naczyń. (Co to są naczynia? Naczynia to żyły i tętnice, docierają do każdej komórki twojego ciała).
Liczę, że niniejsza publikacja pomoże ci obniżyć poziom stresu związanego z koniecznością podejmowania trudnych decyzji dotyczących twojego zdrowia.
Drugim i najważniejszym celem jest zachęcenie do refleksji, świadomego życia, zastanowienia się, co konkretnie możesz zrobić już teraz, żeby zachować sprawność, zadbać mądrze o swoich bliskich, nie tracąc radości życia.
Niech źródłem wiarygodnych informacji będzie mój przewodnik. Dzięki niemu skorzystasz z wiedzy i doświadczenia nas - lekarzy, których praca została poprzedzona rzetelnymi studiami, egzaminami, zdobywaniem wiedzy w warunkach uniwersyteckich. Książka zawiera rekomendacje europejskich i amerykańskich towarzystw naukowych, wypowiedzi ekspertów, jest oparta na źródłach naukowych.
Przed tobą już drugie, nieco zmienione wydanie. Pierwsza edycja książki i moja działalność na polu zwiększania świadomości zdrowotnej zostały nagrodzone w konkursie Zdrowa Przyszłość - Inspiracje 2022. To ważne nagrody, bo w kapitule konkursu zasiadali profesjonaliści w dziedzinie ochrony zdrowia. Nagrodzony został również mój profil na Facebooku Serce w dobrym stylu, którego zasięgi potwierdzają, że ludzie bardzo potrzebują wiedzy o zdrowiu podanej w zrozumiałej i przyjaznej formie.
Przy drugim wydaniu zdecydowałam się na współpracę z dużym wydawnictwem, aby mieć czas na leczenie pacjentów. To jest moja największa pasja. W planach mam pisanie nowych książek oraz rozwijanie start-upu wydawniczego pod zastrzeżonym znakiem towarowym ATS PUBLISHING (atspublishing.com). I opublikowanie materiału, który powstał we współpracy z Instytutem Biocybernetyki PAN.