W obronie swoich
Bardziej typowe jest niesienie pomocy dzieciom z własnego gatunku, i to nie przez rodziców, ale przez pozostałych członków grupy. Na przykład w miastach można obserwować, jak małe kawki wylatują z gniazd. Taki podrośnięty pisklak, trochę latający, siada gdzieś na niewysokim drzewku na skwerze, czasem (nie daj Boże) na chodniku lub trawniku. Często człowiek podchodzi, żeby pomóc. Próbuje wziąć ptaka, żeby go podkarmić (nie należy tego robić, bo rodzice sami go wykarmią, mały się wzmocni i odleci). Może też próbować posadzić go na gałązce drzewa albo zabrać z niebezpiecznego miejsca. W tym momencie pojawia się stado kawek i takimi dość obelżywymi, groźnymi, kraczącymi dźwiękami (zupełnie nietypowymi dla tych ptaków) zaczyna "awanturę". Kawki latają coraz niżej, starają się wroga odgonić od młodego osobnika, ryzykując, że człowiek machnie ręką i złapie któregoś z dorosłych ptaków. Jest to zbiorowa akcja pod tytułem "ratujmy jedno z naszych dzieci". W tej sytuacji każda kawka pewnie myśli: "Wprawdzie to nie mój lęg, ale jest to dziecko koleżanki". Innym przykładem mogą być dziki, które bardzo często gromadzą się w większe stada. Robią tak zwłaszcza matki z podrośniętymi warchlakami. Troszczą się one o wszystkie dzieci tak dalece, że nie tylko bronią je przed wrogami. Jeżeli jedna z matek ginie, sieroty są natychmiast przygarniane przez pierwszą lochę, która je napotka. Widuje się czasem w lesie taką lochę, która prowadzi dwanaście, czternaście różnej wielkości warchlaków. Wtedy można mieć pewność, że ulitowała się ona nad cudzymi dziećmi i przygarnęła je. W Afryce obronę własnych dzieci, dzieci przyjaciół i dzieci ze stada można dostrzec na przykład u likaonów, a także u lwów. Jednym z takich chwytających za serce obrazów, które widziałam w filmie, była scena z bawołami afrykańskimi. Te duże i silne zwierzęta, na które zespołowo polują lwy, potrafiły obronić, odbić z lwich pazurów podrośniętego, mniej więcej rocznego byczka. Stado, które się przyglądało z odległości kilkudziesięciu metrów, jak lew wisi na rozpaczliwie ryczącej ofierze, nagle uformowało ławę. Wolno, ale z nieprawdopodobną determinacją bawoły stanowczo ruszyły na lwy, właśnie mordujące ich pobratymca. W ostatnim momencie, gdy stado było już w odległości kilku metrów, lwy odskoczyły i jak niepyszne odeszły. Bawoły świadomie zdecydowały się bronić z narażeniem własnego życia członka swojego stada.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki