Serce i pazur. Opowieści o uczuciach zwierząt - Simona Kossak

Kup ebooka

31.90 zł
25.84 zł (25,52 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

Cena wspólnoty

Inną ceną, którą zwierzęta płacą za życie w grupach, jest łatwość zarażania się chorobami. Zwierzę żyjące samotnie (na krótko spotykające się z pobratymcami) ogranicza ryzyko zarażenia się pasożytami charakterystycznymi dla swojego gatunku albo jakąś chorobą zakaźną, wirusową czy bakteryjną. Natomiast w dużym stadzie jedno chore zwierzę może zarazić w krótkim czasie większość stada, a nawet wszystkie osobniki. Życie w grupie jest trudne także z innych powodów. Towarzyszą mu pewne wyrzeczenia. Nie można za każdym razem robić tego, na co się ma ochotę, iść, gdzie się chce, zachowywać się, jak chce, ponieważ zaraz otrzyma się lekcję dobrego wychowania od silniejszych członków stada.

Oczywiście zyski ze wspólnego życia muszą przeważać nad stratami. Przyroda jest wybitnie praktyczna i nie ma w niej nigdy rozwiązań nieopłacalnych. Zwierzęta łączą się w większe grupy, rodziny (w których panuje hierarchia), rezygnując ze swojego egoizmu. Robią tak ze względu na konsekwencje, które muszą ponosić z tego powodu. Pierwszą korzyścią funkcjonowania w grupie jest skuteczniejsza obrona przed wrogami. Wielkie stado zwierząt wprawdzie jest łatwo zauważalne dla drapieżnika, jednak zamiast jednej pary oczu i uszu okolicę obserwuje kilkanaście. Efekt jest bardzo łatwy do przewidzenia. Jeżeli żeruje jedno samotne zwierzę, to zazwyczaj co kilkanaście sekund musi poderwać głowę i bacznym wzrokiem obrzucić okolicę. W dodatku cały czas nasłuchuje, wychwytując każdy najdrobniejszy szelest. Zwierzę to jest bez przerwy w stanie podwyższonej czujności i gotowości do natychmiastowej ucieczki. Natomiast gdy stado jest bardzo duże, wszystkie osobniki nie muszą być tak czujne jak osobnik pojedynczy. Wprawdzie każdy z nich co jakiś czas podnosi głowę, nasłuchuje i obserwuje okolicę, jednak robi to rzadziej niż te żerujące samotnie. W związku z tym członkowie stada mogą przeznaczać więcej czasu na jedzenie, sen i inne czynności życiowe, niezwiązane z ochroną przed wrogiem. Badacze oczywiście zastanawiają się, jak to jest, że w wielkich stadach nie pojawiają się zwierzaki cwaniaki. To znaczy okazy, które wiedząc, że inni są czujni, lekceważą obowiązek kontrolowania otoczenia, cały swój czas poświęcając na jedzenie. Trudno takie zachowanie zaobserwować, ponieważ patrząc przez lornetkę na stado na przykład antylop gnu czy zebr, prawie zawsze widzi się kilka głów w górze - śledzących otoczenie. Rozwiązanie tej zagadki jest banalnie proste (jeżeli ktoś przynajmniej trochę zna zwierzęta). Otóż zwierzę, które by wykorzystywało czujność innych, a samo nie zwracało uwagi na otoczenie, mogłoby stać się obiektem ataku drapieżnika. Przecież nie zawsze jest się w centrum stada, czasem trzeba się paść na obrzeżu. W takiej sytuacji potencjalny "cwaniak" nie zauważyłby, że tuż-tuż w trawie czai się wróg. Padłby więc ofiarą drapieżnika jako osobnik nieprzystosowany do życia w grupie.

Gnu pręgowane w rezerwacie Masai Mara

Czujna sarna

?

W obronie swoich

Bardziej typowe jest niesienie pomocy dzieciom z własnego gatunku, i to nie przez rodziców, ale przez pozostałych członków grupy. Na przykład w miastach można obserwować, jak małe kawki wylatują z gniazd. Taki podrośnięty pisklak, trochę latający, siada gdzieś na niewysokim drzewku na skwerze, czasem (nie daj Boże) na chodniku lub trawniku. Często człowiek podchodzi, żeby pomóc. Próbuje wziąć ptaka, żeby go podkarmić (nie należy tego robić, bo rodzice sami go wykarmią, mały się wzmocni i odleci). Może też próbować posadzić go na gałązce drzewa albo zabrać z niebezpiecznego miejsca. W tym momencie pojawia się stado kawek i takimi dość obelżywymi, groźnymi, kraczącymi dźwiękami (zupełnie nietypowymi dla tych ptaków) zaczyna "awanturę". Kawki latają coraz niżej, starają się wroga odgonić od młodego osobnika, ryzykując, że człowiek machnie ręką i złapie któregoś z dorosłych ptaków. Jest to zbiorowa akcja pod tytułem "ratujmy jedno z naszych dzieci". W tej sytuacji każda kawka pewnie myśli: "Wprawdzie to nie mój lęg, ale jest to dziecko koleżanki". Innym przykładem mogą być dziki, które bardzo często gromadzą się w większe stada. Robią tak zwłaszcza matki z podrośniętymi warchlakami. Troszczą się one o wszystkie dzieci tak dalece, że nie tylko bronią je przed wrogami. Jeżeli jedna z matek ginie, sieroty są natychmiast przygarniane przez pierwszą lochę, która je napotka. Widuje się czasem w lesie taką lochę, która prowadzi dwanaście, czternaście różnej wielkości warchlaków. Wtedy można mieć pewność, że ulitowała się ona nad cudzymi dziećmi i przygarnęła je. W Afryce obronę własnych dzieci, dzieci przyjaciół i dzieci ze stada można dostrzec na przykład u likaonów, a także u lwów. Jednym z takich chwytających za serce obrazów, które widziałam w filmie, była scena z bawołami afrykańskimi. Te duże i silne zwierzęta, na które zespołowo polują lwy, potrafiły obronić, odbić z lwich pazurów podrośniętego, mniej więcej rocznego byczka. Stado, które się przyglądało z odległości kilkudziesięciu metrów, jak lew wisi na rozpaczliwie ryczącej ofierze, nagle uformowało ławę. Wolno, ale z nieprawdopodobną determinacją bawoły stanowczo ruszyły na lwy, właśnie mordujące ich pobratymca. W ostatnim momencie, gdy stado było już w odległości kilku metrów, lwy odskoczyły i jak niepyszne odeszły. Bawoły świadomie zdecydowały się bronić z narażeniem własnego życia członka swojego stada.

Grupa likaonów pstrych

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki