Senty-menty - Karol Dickens

Kup ebooka

6.49 zł
5.32 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

SENTY-MENTY

Panny Crumpton, albo - aby pozostać w zgodzie z napisem, który widniał na bramie ogrodu przy Minerva-House, Hammersmith - "Panny Crumptonówny", były to dwie niezwykle wysokie, niezmiernie cienkie i wyjątkowo bezmięsne istoty, bardzo sztywne i bardzo żółte. Panna Amelja Crumpton rościła pretensje do wieku trzydziestu ośmiu lat, zaś panna Marja Crumpton przyznawała się do czterdziestki; mogłaby z równem powodzeniem twierdzić, że jest czteroletniem dzieckiem, wobec jasnego i bezprzecznego faktu, że liczyła co najmniej lat pięćdziesiąt. Ubierały się w sposób fascynujący - jak bliźnięta i wyglądały tak szczęśliwie i radośnie, jak para wysuszonych nogietków. Były punktualne do przesady, miały niezmiernie surowe poglądy, nosiły peruki i pachniały mocno lawendą. Minerva-House, prowadzony pod auspicjami dwóch sióstr, był "uzupełniającym zakładem wychowawczym dla młodych panien". Jakieś dwadzieścia dziewcząt w wieku od lat trzynastu do dziewiętnastu włącznie, otrzymywało tam powierzchowne wiadomości o wszystkiem, nie opanowując żadnej dziedziny, uczyło się francuskiego i włoskiego, pobierało lekcje tańca dwa razy na tydzień, nie zaniedbując, rzecz jasna, szeregu innych umiejętności, które mogą się kobiecie przydać w życiu. Biały gmach internatu leżał na ustroniu; dostępu od strony frontowej bronił mocny parkan. Okna pokojów sypialnych były zawsze do połowy otwarte i pozwalały dostrzec rząd niskich łóżeczek, nakrytych białą bawełnianą pościelą; był to sposób na olśnienie przechodnia zbytkami, jakie rzekomo panowały w zakładzie. Istniał również frontowy gabinet, zawieszony jaskrawie kolorowanemi mapami, na które nikt nigdy nie spoglądał, i zastawiony książkami, których nikt nigdy nie czytał, przeznaczony wyłącznie dla rodziców, aby ci, zwiedzając zakład, nie usiłowali nawet oprzeć się potężnemu wrażeniu, jakie wywierało to ze wszech miar uroczyste miejsce. - Ameljo najdroższa, - rzekła pewnego poranka panna Marja Crumpton, wchodząc do klasy. W jej peruce tkwiły papiloty, które nosiła, ilekroć się potemu nadarzyła sposobność, aby w ten sposób dać do zrozumienia uczennicom, że ma prawdziwe włosy. - Ameljo najdroższa, oto niezwykle radosna wiadomość, którą otrzymałam przed chwilą. Możesz przeczytać nagłos. Panna Amelja z miną triumfalną odczytała, co następuje: - Korneljusz Brook Dingwall, Esq., M. P., składa swe uszanowanie pannie Crumpton i będzie jej niezmiernie wdzięczny, o ile raczy złożyć mu wizytę jutro o pierwszej po południu, ponieważ Korneljusz Brook Dingwall, Esq., M. P. pragnie porozumieć się z panną Crumpton w sprawie oddania panny Brook Dingwall pod jej opiekę.

Adelphi.

Poniedziałek rano.

- Córka członka parlamentu! - zawołała Amelja w ekstazie. - Córka członka parlamentu! - powtórzyła panna Marja z uśmiechem samozadowolenia, który, rzecz jasna, sprawił, że wszystkie młode panny zarżały jednym chóralnym chichotem dzikiej radości. - To cudowne! - powiedziała panna Amelja; zaczem wszystkie młode panny ponownie objawiły swój podziw. Rzecz powszechnie znana: dworacy i pochlebnisie dworscy niczem się nie różnią od dziatwy szkolnej wszelkiego rodzaju i kalibru. Oczywiście, tak niezwykła nowina zburzyła do szczętu zwykły porządek dnia. Ogłoszono święto na pamiątkę wielkiego wydarzenia; panny Crumpton usunęły się w cień swych prywatnych apartamentów, aby obgadać całą sprawę od początku do końca; młodsze dziewczęta starały się dociec jakie obyczaje i maniery będzie miała córka członka parlamentu; a młode panny, stojące na progu osiemnastki, usiłowały odgadnąć, czy jest zaręczona, czy się kocha, czy ładna, czy ubiera się efektownie, oraz roztrząsały cały szereg innych równie poważnych kwestyj. Następnego dnia, o oznaczonej porze, panny Crumpton udały się do Adelphi; nosiły, rzecz jasna, swoje najpiękniejsze stroje i wyglądały tak wdzięcznie i tak ujmująco, jak tylko wyglądać potrafiły. Przez lokaja, który w olśniewająco jasnej liberji wyglądał jak kawałek rozpalonego żelaza, posłały gospodarzowi swe karty wizytowe i przez tegoż lokaja zostały dopuszczone przed światłe oblicze prześwietnego Dingwalla. Korneljusz Brook Dingwall, Esq., M.P., był nie zmiernie wyniosły, uroczysty i poważny. Miał nieco spazmodyczny wyraz twarzy i nie umiał go zatrzeć, jakkolwiek specjalnie w tym celu nosił nadzwyczaj sztywny kołnierzyk. Był niezmiernie dumny z inicjałów M P. (członek parlamentu), kojarzonych z jego imieniem, i nie przepuszczał najmniejszej okazji, aby przypomnieć ludziom o swej godności. Był bardzo wielkiego zdania o swych własnych talentach; niestety! niewiele ludzi zdanie to ośmielało się podzielać. Co się zaś tyczy dyplomacji na mniejszą skalę w zastosowaniu do stosunków rodzinnych, to uważał siebie za niedoścignionego. Był starostą i sprawował swe obowiązki z całą bezstronnością i z całym majestatem arystokraty. Panna Brook Dingwall należała do licznie reprezentowanego gatunku młodych panien, które, podobnie jak przysłówki, można poznać po tem, że odpowiadają na najbanalniejsze pytania i poza tem nie czynią nic produktywnego. W chwili, na którą przypada nasze opowiadanie, utalentowany członek parlamentu siedział w swej niewielkiej bibljotece przy stole, zawalonym papierami, nie robiąc nic, ale usiłując wyglądać, jak człowiek przy bardzo poważnej pracy. Akty parlamentu, i listy, na których widniał adres "Korneljusz Brook Dingwall, Esq., M.P.," leżały na widocznem miejscu; wpobliżu stołu siedziała pani Brook Dingwall, również poważnie zajęta. Jedno z egipskich nieszczęść, zepsute dziecko bawiło się w pokoju. Ubrane było według ostatniej mody, w błękitną tunikę, którą ujmował wpół czarny pas szerokości jednej czwartej jarda, spięty olbrzymią klamrą; w tym stroju chłopiec wyglądał, jak rozbójnik z melodramatu, oglądany przez szkło zmniejszające. Przez pewien czas nie można było dać sobie rady ze słodkim chłopaczkiem, który postanowił spłatać figla i, skoro tylko przed panną Marją Crumpton stawiano krzesło, natychmiast brał je w swe posiadanie i uciekał, chowając zdobycz do kryjówki - gdy więc te wstępne przyjemności się skończyły, towarzystwo zasiadło i Korneljusz Brook Dingwall, Esq., zagaił rozmowę. Mówił, że zwraca się do panny Crumpton na skutek niezmiernie pochlebnego świadectwa, jakie wystawił jej zakładowi jego przyjaciel, Sir Alfred Muggs. Panna Crumpton zdławionym szeptem wyraziła swą wdzięczność, a znakomity Korneljusz tak ciągnął dalej: - Jedną z głównych przyczyn, panno Crumpton, dla których zamierzam rozstać się ze swoją córką, jest jakiś dziwnie sentymentalny nastrój, w jaki ostatnio popadła i zgodne z tym nastrojem poglądy, które chciałbym doszczętnie wykorzenić z jej młodej duszy. - (W tem miejscu wspomniane poprzednio niewiniątko spadło z fotelu z nieprawdopodobnym łoskotem). - A to nicpoń! - rzekła mama, bardziej zdziwiona tem, że odważył na podobne wykroczenie, niż czemkolwiek innem. - Zadzwonię na James'a, aby go zabrał. - Nie karć go nazbyt surowo, moja droga, - odezwał się dyplomata, skoro tylko głos jego zdołał się przebić poprzez nieludzkie ryki, które były następstwem upadku i groźby. - Temu wszystkiemu winien jego temperament i polot ducha. - Ostatnie wyjaśnienie było zwrócone do panny Crumpton. - Oczywiście, sir, - odparła Marja; jakkolwiek trudno jej było dostrzec istotny związek pomiędzy polotem ducha a wylotem z fotelu. Kiedy wreszcie spokój został przywrócony, członek parlamentu ciągnął dalej: "Otóż sądzę panno Crumpton, że nic się tak nie przyczyni do osiągnięcia tego celu, jak ciągły kontakt z dziewczętami w tym samym wieku co ona; a że wiem, iż w prowadzonym przez panią zakładzie znajdzie towarzystwo, które z pewnością nie skazi jej młodej duszy, przeto zamierzam powierzyć ją pani opiece. Młodsza panna Crumpton wypowiedziała kilka ogólnikowych zdań na temat nieskazitelności swych wychowanek, gdy tymczasem Marja musiała milczeć. Musiała. Mały pieszczoch, odzyskawszy polot ducha, wpił się swą twardą podeszwą w jej niezmiernie delikatną nogę, aby twarzą, (która wyglądała jak duże czerwone O, wydrukowane na karcie do gry) dosięgnąć blatu biurka. - Oczywiście, Lawinja musi mieć komfort i luksusowe utrzymanie, - ciągnął dalej prześwietny ojciec; - poza tem pragnę, aby w jednej sprawie stosowano się ściśle do moich wskazówek. Chodzi o to, że przyczyną dziwnego usposobienia mojej córki jest jakaś śmieszna afera miłosna, w którą zamieszana jest osoba znacznie niższa urodzeniem i stanowiskiem od niej. Wiedząc, że pod pani nadzorem nie będzie miała sposobności porozumienia się z tą osobą, nie jestem przeciwny - nawet wolę, aby przebywała jedynie w takiem towarzystwie, z jakiem pani osobiście utrzymuje stosunki. To ważne oświadczenie przerwała ponownie odznaczająca się wysokim polotem ducha istotka, która w wybuchu radości stłukła szybę i mało co nie wypadła z okna na podwórko. Zadzwoniono na James'a; nastąpiło zamieszanie i wycie; dwie w błękit obleczone nóżki poczęły wierzgać z całych sił, nie trafiając jednak w nic, prócz powietrza, i po chwili chłopca nie było w pokoju. - Pan Brook Dingwall pragnąłby, aby panna Brook Dingwall uczyła się wszystkich przedmiotów, jakie się wykłada w klasie, - wtrąciła pani Brook Dingwall, co było cudem, ponieważ odzywała się niezmiernie rzadko. - Oczywiście, - potwierdziły jednogłośnie panny Crumpton. - A ponieważ ufam, iż plan, który powziąłem, w istocie uwolni moją córkę od tych niedorzecznych myśli, - mówił dalej znakomity prawodawca, - przeto spodziewam się, że będzie pani gotowa zadośćuczynić wszelkim życzeniom, z jakiemi się do pani zwrócę. Rzecz jasna, że panna Crumpton nie omieszkała dać swego uroczystego zapewnienia, że się do wszystkich życzeń zastosuje z jak największą ścisłością. Po długiej dyskusji, podczas której państwo Dingwall zachowali prawdziwie dyplomatyczną powagę, a panny Crumpton niemniej dyplomatyczne milczenie, postanowiono, że panna Lawinja uda się do Hammersmith następnego dnia, a z okazji jej przybycia odbędzie się w zakładzie bal, jaki miał tam zazwyczaj miejsce dwa razy na rok. Toby ją trochę rozerwało, a może nawet wpłynęło uzdrawiająco. To się nazywa dyplomatyczne postępowanie! Przedstawiono pannę Lawinję jej przyszłej zwierzchniczce. Obie panny Crumpton określiły ją, jako "czarujące dziewczę". Dziwnym zbiegiem okoliczności, powtarzały to określenie w zastosowaniu do każdej nowej wychowanki. Nastąpiły ukłony, wymiana uprzejmości, podziękowania, protekcjonalne uśmiechy i wizyta się skończyła. W Minerva House zawrzało od przygotowań do balu, który miał swą wspaniałością zakasować wszystkie dotychczasowe uroczystości, czyli, że użyjemy żargonu teatralnego, pobić wszystkie dotychczasowe "szlagiery". Największą salę w całym domu przybrano różami z niebieskiego perkalu, wełnianemi tulipanami oraz innemi równie naturalnemi kwiatami, które chlubnie świadczyły o poziomie praktycznego wykształcenia w zakładzie. Dywan zwinięto, usunięto drzwi i meble, natomiast wniesiono zwykłe rautowe krzesła. Właściciele sklepów bławatnych w Hammersmith zdumieli się niepomiernie, otrzymując nagle tak wielkie zamówienie na błękitne wstążki i białe rękawiczki. Zakupiono nieprzeliczone bukiety geranium, sprowadzono z miasta harfę i dwoje skrzypiec, a w salonie oddawna stało w pogotowiu olbrzymie pianino. Młode panny, które powinne były popisać się przy sposobności i wystawić zakładowi chlubne świadectwo, ćwiczyły się nieustannie, ku wielkiemu zadowoleniu koleżanek i zwierzchniczek, a ku zgrozie starego kulawego pana z przeciwka. Należy dodać, że panny Crumpton prowadziły stałe pertraktacje z jedynym cukiernikiem, jakim mogło się poszczycić Hammersmith. Niecierpliwie wyczekiwany wieczór nastąpił nareszcie. Sznurowano gorsety, zawiązywano sandały, czesano włosy, powodując przy tem taki zamęt, jaki w podobnych okolicznościach może mieć miejsce jedynie w internacie dla dziewcząt. Mniejsze dziewczynki były wszędzie, i zawadzały wszystkim, nic więc dziwnego, że nie obeszło się bez szturchańców. Starsze ubierały się, kokietowały lustro, pochlebiały, zazdrościły jedna drugiej z taką powagą i z takiem przejęciem, jakgdyby już istotnie "skończyły budę." - Czy ładnie wyglądam? - zwróciła się panna Emilja Smithers, premjowana piękność zakładu, do panny Karoliny Wilson, która była jej przyjaciółką od serca, ponieważ miała sławę najbrzydszego podlotka w całem Hammersmith, jak zresztą i poza obrębem tej miejscowości. - Och! Cudownie! A ja? - Bosko! Nigdy jeszcze nie wyglądałaś tak wspaniale, - odparła piękność, poprawiając suknię i nie racząc nawet rzucić okiem na nieszczęsną koleżankę. - Spodziewam się, że Hilton się nie spóźni, - głosem drżącym od zdenerwowania powiedziała inna panna do swej koleżanki. - Czułby się zaszczycony, gdyby wiedział, jak się o niego troszczysz, - odparła tamta powtarzając rolę, którą miała odtworzyć tego wieczoru. - On jest taki piękny! - rzekła ta pierwsza. - Co za figura! - potwierdziła koleżanka. - Co za dystynkcja! - dodała inna. - Żebyście wy wiedziały, żebyście wy wiedziały! - zawołała jedna z wychowanek, wpadając do pokoju jak bomba. - Panna Crumpton powiedziała, że będzie jej kuzyn. - Co! Teodozjusz Butler? - odezwało się dziewięć ekstatycznych głosów. - Czy ładny? - spytała jakaś nowicjuszka. - Nie, specjalnie ładny nie jest, - brzmiała odpowiedź, - ale taki mądry, taki mądry! Pan Teodozjusz Butler był jednym z tych nieśmiertelnych genjuszów, których przedstawiciela można spotkać niemal w każdym towarzystwie. Mają zazwyczaj grube, monotonne głosy. Są przekonani o wyjątkowości swych talentów i czują, że powinni robić nieszczęśliwych, chociaż nie wiedzą właściwie, dlaczego. Są pod każdym względem zarozumiali, a w rzeczywistości nie posiadają pojęcia o wyobrażeniu; jednakże skłonne do entuzjazmu młode panny i głupkowaci młodzi panowie poczytują ich za cuda. Znakomitość o której mowa, pan Teodozjusz, napisał w swoim czasie pamflet, w którym pewne metody postępowania zalecał, inne ganił, a czynił to wszystko z niezmąconą powagą; ponieważ zaś każde zdanie zawierało pokaźną liczbę sześciosylabowych wyrazów, wielbiciele znakomitego pamflecisty przekonani byli o ważkości wypowiadanych przez niego sądów.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.