1. Zanim zemdlejesz, lepiej wejdźmy do środka
Tara
Zerknęłam na siebie w lustrze.
Nie wyglądałam źle. Udało mi się zrzucić kilka zbędnych kilogramów, ale to dlatego, że czasami nie miałam kiedy zjeść, biegałam po mieszkaniu jak szalona, a do tego żyłam w stresie. Ogromnym.
Nie byłam w stanie przypomnieć sobie, kiedy musiałam tak szybko dorosnąć i z nastolatki stać się kobietą. To znaczy, być może wiedziałam, ale miałam wrażenie, że od tamtego momentu minęło dziesięć lat, a tak naprawdę były to dwa lata. Miałam dwadzieścia jeden lat i musiałam kompletnie zmienić swoje życie.
Parsknęłam do siebie i popukałam się w czoło.
Za pół godziny miałam iść się puścić z jakimś gangsterem, bo byłam biedna jak mysz kościelna. Ale to nie był jedyny powód. Po prostu chciałam żyć. Bo miałam dla kogo.
- Kochanie! Katherine podjechała! - zawołała mama, ale na szczęście nie weszła do mojego pokoju.
Raczej nie chciałaby widzieć jedynej córki w takim wydaniu.
Miałam na sobie biały komplet: biustonosz na szerokich ramiączkach oraz zwykłe majtki. Mogłam stwierdzić, że wyglądam seksownie, pomimo tego, że nie była to wyszukana bielizna, lecz po chwili przypomniało mi się, dla kogo tak się wystroiłam, i musiałam szybko uporać się z odruchem wymiotnym.
Westchnęłam ciężko, wkładając jedną z moich ukochanych sukienek, które sama przerabiałam.
Kochałam kwiaty, wyszywałam je na wszystkich ubraniach.
Zarzuciłam mały plecak na plecy, włożyłam buty i wyszłam, siląc się na promienny uśmiech, aby mama niczego się nie domyśliła.
Chciałam, aby była ze mnie dumna, lecz bycie prostytutką raczej nie było jej wymarzonym zawodem dla mnie.
- Mamuś, uciekam. Wszystko naszykowałam. I kolejny raz bardzo ci dziękuję!
Podbiegłam do niej, cmokając ją w policzek, chcąc jak najszybciej uciec, bo już czułam się wystarczająco podle.
- Nie ma za co. Poradzę sobie. Trzymam kciuki, żeby ci się podobało w tej nowej pracy! - krzyknęła, zanim zamknęłam za sobą drzwi wejściowe.
Po raz kolejny westchnęłam ciężko, czując pod powiekami piekące łzy. Szybko je odgoniłam, musiałam być twarda - nie dla siebie, ale dla najważniejszej osoby w moim życiu.
- Stara, chodź już! - zawołała Katherine, patrząc na mnie z okna samochodu.
Gdy usiadłam na miejscu pasażera, obejrzała mnie z każdej strony, aż na jej ustach wykwitł zadziorny uśmiech.
- Jest okej? - zapytałam.
- Jest zajebiście. Z tym że nie wyglądasz, jakbyś szła na dobre bzykanko, lecz jakbyś szła do swojego lubego na kolację z jego rodzicami. Po prostu wyglądasz ładnie jak zawsze. Mam nadzieję, że chociaż pod tą sukienką masz coś sexy. - Nachyliła się w moją stronę, żeby palcem odchylić materiał na biuście.
Odsunęłam jej ręce, widząc, jak się ze mnie nabija.
- Naszykowałam się - zapewniłam.
- Przestań mieć taką minę. To naprawdę bóg seksu - oznajmiła, odpalając swoje stare auto.
- Kate. - Wywróciłam oczami.
- Wiem, że jesteś cnotką, ale przestań przesadzać. Ludzie umawiają się na seks. Jak wiesz, dla mnie to nie problem. Ale jeśli ma być ci lepiej, to chociaż sobie wmawiaj, że to twój przyjaciel od bzykania - stwierdziła, wzruszając ramionami i rzucając mi uspokajające spojrzenie.
Chyba dostrzegła moje zdenerwowanie.
- Jeszcze do niedawna myślałam, że nie będę w stanie uprawiać seksu bez miłości. Nie mam nic do twojego życia, bo każdy jest, jaki jest, ale to nie mój styl - mruknęłam, skubiąc palcami materiał sukienki.
- Skarbie, znam cię od lat i wiem o tym, ale jesteś w takiej sytuacji, że musisz to zrobić. Dasz radę, spróbuj wyciągnąć z tego choć odrobinę przyjemności A uwierz mi, w jego ramionach odpłynęłam, aż przez chwilę żałowałam, że koleś nie może być mój na zawsze. Ale wiesz, że ja się w związki nie bawię - zachichotała, poprawiając swoje czarne włosy.
Katherine była moją przyjaciółką od dziecka. Różniłyśmy się dosłownie wszystkim, ja byłam biedna, a ona z bogatej rodziny, przynajmniej dopóki nie skończyła osiemnastu lat. Potem uciekła od rodziców, którzy wstąpili do jakiejś sekty i próbowali wciągnąć także ją. Ona była przebojowa, a ja ta rozważna i spokojna. Kate wpadała w kłopoty, a ja ją z nich wyciągałam. Dlatego gdy ja wpadłam w takie większe, największe, była w szoku, razem ze mną. Nikt by się tego nie spodziewał po takiej słodkiej dziewczynce. Ale cóż... nastoletnie życie rządzi się własnymi prawami.
- Troszeczkę się boję, że mnie skrzywdzi, wiesz, Kate... To gangster, a Internet, filmy, książki o takich facetach mówią, że mają swoje fantazje - wyznałam, odczuwając coraz większy stres.
- Spokojnie, skarbie, byłam z nim w łóżku, naprawdę nie będziesz narzekać, obiecuję - powiedziała, zaciskając dłoń na moim kolanie w geście pocieszenia.
Westchnęłam po raz trzeci.
Reszta drogi minęła nam bardzo szybko. Niemal nie mrugnęłam i znalazłyśmy się przed starą kamienicą, od jakiegoś czasu zamieszkiwaną przez faceta, który mnie kupił.
- Będzie dobrze, pamiętaj tylko, że musisz być kocicą, on takie lubi. Pewne siebie i drapieżne - mruknęła, zatrzymując się, bym mogła wyjść.
Pomyślałam, by uciec i nigdy nie wracać, lecz nie mogłam. Nie chodziło tylko o mnie...
- Przyjadę po ciebie o dwudziestej pierwszej - oznajmiła, jak wysiadałam. - Przestań się trząść, to namiętny facet, spodoba ci się! - Usłyszałam, zanim trzasnęłam drzwiami, wyobrażając sobie, że rozwalam jej w ten sposób nos.
Nie byłam taką kobietą i naprawdę miałam nudności. Nie byłoby dobrze, gdybym mu się rozpłakała lub co gorsza, zwymiotowała na niego podczas seksu. Zastanawiałam się, czy zabiłby mnie od razu, gdybym coś takiego zrobiła.
- Dzień dobry - powiedziałam słabo, zdając sobie sprawę, że jestem miła dla ochroniarzy, wielkich w barach i całkowicie łysych, którzy mieli strzec bezpieczeństwa swojego szefa.
Spojrzeli na mnie zaskoczeni, że jestem taka kulturalna, lecz jeden z nich, ten wyglądający groźniej, uśmiechnął się do mnie i skinął głową.
- Ja do Veina - dodałam szybko.
Wpuścili mnie od razu, więc doskonale wiedzieli, że miałam przyjść.
Westchnęłam po raz czwarty.
Wchodziłam na górę po schodach, a serce zaczęło obijać się boleśnie o żebra. Miałam miękkie kolana, byłam bliska omdlenia.
Już zamierzała zapukać, lecz drzwi nagle się otworzyły, a przed moimi oczami pojawił się facet, z którym miałam się pieprzyć bez uczuć oraz który miał mi płacić za ten seks.
O Boże...
- No dzień dobry, kochanie - powitał mnie, a ja zadrżałam.
Westchnęłam po raz piąty.
Vein
Gdy dostałem od ochroniarzy wiadomość, że dziewczyna właśnie do mnie zmierza, postanowiłem wyjść jej naprzeciw.
To było doskonałym pomysłem, ponieważ wyglądała jak słodki mały ratlerek, który przez większość swojego życia drży ze strachu. Chociaż oczywiście była o wiele atrakcyjniejsza. Nadal nie mogłem nadziwić się, jak można było mieć tak jasne włosy i tak ciemną karnacje, a do tego błękitne oczy...
Przełknęła ślinę, tylko mi się przypatrując, jakby całkowicie ją zatkało.
- Zanim zemdlejesz, lepiej wejdźmy do środka.
Niewiele myśląc, złapałem jej mokrą dłoń, najprawdopodobniej spoconą ze stresu, i pociągnąłem dziewczynę za sobą.
I tym razem miała na sobie sukienkę na szerokich ramiączkach, długości do połowy łydki. Wyszywane kwiaty potwierdzały to, że miała jakąś dziwną obsesję na ich punkcie.
Przede wszystkim była naprawdę niska. Mała i drobna. Zdecydowanie w moim guście.
- Może powinienem zaparzyć ci melisę? - zapytałem, dostrzegłszy jej zmieszanie i lęk.
Świdrowała mnie tylko wzrokiem i chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, jak mocno ściska mnie za rękę.
- Ktoś ci uciął język w nocy? - dodałem, gdy doszliśmy do salonu.
Stanąłem przed nią, opuściłem głowę, by cały czas widzieć jej oczy. Widziałem w nich oszołomienie.
- Przepraszam - mruknęła słabo.
- Jak masz na imię?
Puściłem dłoń dziewczyny tylko po to, by dotknąć jej ramion i pomóc jej się rozluźnić.
Cała sytuacja naprawdę mnie bawiła. Nawet święta nie była tak spięta jak ta laska.
- Tara. Teresa - bąknęła i pomimo jej ciemnej karnacji dostrzegłem, jak się zarumieniła.
Mimo to nie spuszczała ze mnie wzroku.
- Ja jednak będę nazywał cię Rumianek. Ilu miałaś partnerów seksualnych? - zapytałem.
Rozszerzyły jej się źrenice, a usta uchyliły, tworząc idealne "o", co sprawiło, że uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
- Jednego - odpowiedziała, a następnie westchnęła.
Tym razem już spuściła wzrok na dywan. Zdecydowanie była zawstydzona.
Laska do tej pory bzykała się z tylko z jednym facetem, a przyszła tu po to, by mi się sprzedać. Intrygowało mnie to, a jednocześnie podniecało. Dziewczyna była słodka i urocza. Drżała bez przerwy, do tego trzymała się mnie wcześniej jak kotwicy.
- Gdzie to zrobimy? - zapytała.
- Od razu chcesz przejść do rzeczy?