Rozdział 1
Sen. Dla jednych jest to zbawienny czas, odpoczynek dla ciała i duszy. Bywają jednak tacy, którzy robią wszystko by, choć na sekundę nie zmrużyć oka. Tym kimś niestety jestem ja. Oglądaliście kiedyś Koszmar z ulicy Wiązów? Sądzę, że tak. Jeśli myślicie, że takie coś dzieje się tylko w głupich filmach, to jesteście w błędzie.
Nie potrafię powiedzieć, od kiedy mam problemy ze snem, ale wiem, jak długo już walczę o przetrwanie. Pięć lat. Równo pięć lat temu moje życie runęło w przepaść i nigdy nie potrafiło się z niej wydostać. Bo jak można się podnieść po śmierci dziecka i męża? Możliwe, że ludzie z silną psychiką są w stanie poradzić sobie z taką tragedią. I znowu - to nie jestem ja. Jestem osobą słabą - topiącą smutki w alkoholu i połykającą proszki, a nawet próbującą się ciąć. Bliscy, którzy mi pozostali, czyli rodzice i brat, myślą, że mam już to za sobą. Niech tak myślą. Przez dwa lata, które spędziłam w psychiatryku, stałam się znakomitą aktorką. Oni wszyscy sądzili, że mnie ratują, ale to nieprawda - oni umieścili mnie w koszmarze, który nigdy się nie kończy.
***
- Mamusiu, kiedy zrobisz obiecane naleśniki?
Rozglądam się za Aleksem, który właśnie wypowiedział te słowa. Odstawiam wypełniony wodą czajnik na gaz. Łapię mocno za blat kuchenny, aż bieleją mi knykcie, i zamykając oczy, wzdycham ciężko.
- Mamusiu, słyszysz mnie?
Przestań, po prostu przestań.
Proszę w duchu, aby on się w końcu zamknął.
Po kilku chwilach otwieram powieki i zastaję totalny spokój, ponownie mogę oddychać. Nie wiem, ile byłam w tym stanie otumanienia, ale gwiżdżący czajnik podpowiada mi, że musiało minąć przynajmniej pięć minut. Wyłączam gaz i zalewam kubek z torebką mojej ulubionej, czarnej herbaty earl grey. Robię dwa kroki w stronę lodówki i wyjmuję z niej butelkę jack daniel's. Nie cackam się, tylko dolewam sporą ilość do herbaty, muszę jakoś przetrwać ten cholerny dzień, bo nie minęła nawet ósma rano, a Aleks już daje mi w kość.
- Cholera! - krzyczę, kiedy znowu słyszę tę paskudną dziecięcą rymowankę, której nauczyli go w szkole.
Blokada, blokada. Zamknij drzwi.
Zgaś światła. Nie mów nic.
Pójdź za biurko, ukryj się. Czekaj, aż bezpiecznie stanie się.
Blokada, blokada. Wszystko skończyło się.
Teraz czas zabawić się.
Rozbijam kubek o płytki podłogi kuchennej, zostawiam ten cały bałagan i uciekam z domu.
Nie mogę tutaj dłużej przebywać i słuchać radosnego paplania mojego syna.
***
- Hej, Ed, polej to co zwykle.
Znajduję się w barze na obrzeżach miasta, który odwiedzam praktycznie codziennie od trzech lat.
- Jeszcze nie ma południa, dzisiaj wcześnie zaczynasz, coś się stało? - pyta barman.
Dzisiaj wyjątkowo pojawiłam się w barze wcześniej, dlatego wygląda na zatroskanego, kiedy polewa mi alkohol.
Taa, zazwyczaj pojawiam się w tym miejscu późnym wieczorem, kiedy w zaciemnionej uliczce mogę spotkać podejrzane typki, od których kupuję kodeinę. Ona daje mi chwilową euforię, a zarazem nadmierny spokój, którego bardzo często potrzebuję, gdy Aleks staje się zbyt uciążliwy.
- Musiałam się wyrwać z domu, odsapnąć, po prostu pobyć przez moment sama.
Wielu ludzi przypisuje barmanom funkcję terapeuty. Wiecie, przy alkoholu właśnie jemu możecie się wygadać i takie tam brednie. Ja nie potrzebuję zwierzeń i on to wie, ale i tak zawsze pyta, jak się czuję.
Nie wiem, jak dużo wypiłam, nie liczyłam. Ale kilka nieodebranych połączeń od brata każe mi wracać do domu, wziąć prysznic, doprowadzić się do porządku i udawać - na tyle, na ile to możliwe - szczęśliwą siostrę, a nie kobietę, która jest powalona, która zatapia swoje smutki w szklance alkoholu. Kieliszek jest już dla mnie za mały, wolę pić ze szklanki, więcej można do niejwlać.
Zataczam się do samochodu, nikt nawet mnie nie zatrzymuje. Kogo obchodzi zalany w trupa wrak kobiety? Nikogo. Każdy żyje swoim życiem, nie zwraca uwagi na otoczenie, a tym bardziej na mnie.
Siadam na fotelu kierowcy, zapinam pasy, wkładam kluczyk do stacyjki i uruchamiam samochód. Jeszcze patrzę we wsteczne lusterko i nie poznaję siebie. Od bardzo dawna siebie nie poznaję i chyba nigdy nie będę w stanie sobie przypomnieć, jaka byłam wcześniej.