Senna cisza - Sandra Sagaz
10.10 zł
8.38 zł
(8,59 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Joanna budzi się ze snu i czuje w powietrzu lekki, przyjemny zapach damskich perfum.
- Jak to się stało, że Ty jeszcze żyjesz? Przecież wszystkiego dopilnowałam! - odzywa się kobiecy, nieco głośny szept.
Słysząc te słowa, Joanna jak sparaliżowana jeszcze nie otwiera oczu. Zastanawia się przez chwilę, co to za kobieta siedzi teraz przy niej. Przerażona jej obecnością ani drgnie. Joanna nie może określić, ile czasu już jest przy niej, dopiero bowiem się przebudziła.
Kiedy ona tu weszła? - zastanawia się.
Kobieta po chwili wstaje z jej łóżka, podnosi coś z krzesła, zdaje się swoją torebkę, otwiera drzwi i wychodzi.
Chodzi na szpilkach, strasznie głośno stukają, muszą być wysokie. Kim jesteś?
Po wyjściu kobiety nastaje długa cisza. Wreszcie Joanna otwiera oczy i patrzy w sufit. Stara się teraz wszystko sobie przypomnieć. Wspomnienia wracają powoli. Już wie, że ma męża, jest bezdzietna, ale szczęśliwa. Wreszcie wróciło jej czucie w kończynach i odczuwa ciężki gips na sobie. Po chwili otwierają się drzwi sali i do środka wchodzi pielęgniarka. Widok się zmienia, bo oprócz sufitu Joanna widzi teraz nad sobą twarz kobiety z burzą białych loków tonących w kołnierzu białego kitla. Pielęgniarka powoli podnosi jej łóżko do pozycji siedzącej, dzięki czemu Joanna dostrzega wkoło znacznie więcej elementów. Sala jest typowo szpitalna, dominuje w niej biel, z niewielkim umeblowaniem. Wystrój wnętrza jest skromny. Stanowią go jedynie ustawione w rzędzie na żółtej terakocie trzy nieduże szafki, jedno krzesło i jej łóżko. Kiedy Joanna rozgląda się wkoło, pielęgniarka przemawia do niej pogodnym głosem:
- Otwieraj dziubek, musisz nabrać siły, kochana, a ja przyniosłam pyszną zupę.
Joanna pod swoim nosem widzi uniesioną rękę z łyżką wypełnioną cieczą zielonożółtego koloru. Na komendę pielęgniarki stara się otworzyć usta i już wie, że może w pełni to zrobić. Posłusznie wykonuje polecenia podczas karmienia. Próbuje poruszać kończynami. Odczuwa je wszystkie, ale nie może wykonać nimi żadnego ruchu. Czuje w ustach, że ciecz jest ciepła i smaczna. Po zjedzeniu całej miseczki nie jest już głodna. Choć sama nawet nie jest świadoma, ile dokładnie zjadła. Po posiłku pielęgniarka wstaje, udaje się do drzwi. Przed ich otwarciem zwraca się do pacjentki:
- Ktoś chce się z Tobą widzieć. Będziesz zaraz, kochaniutka, miała gościa.
To pewnie mąż przyszedł? - myśli podekscytowana Joanna. Moje Kochanie - dodaje w myślach.
Tym razem widzi i słyszy odejście pielęgniarki. Drzwi zostają szeroko otworzone i w nich staje starszy mężczyzna. To pan przed siedemdziesiątką z wąsami i brodą, tęgiej postury, o stu osiemdziesięciu centymetrach wzrostu. Ma na sobie granatowy garnitur, kremową koszulę, bordowy krawat i brązowe skórzane pantofle. Joanna chwilę mierzy go wzrokiem. Wygląda znajomo. Już przypomina sobie, to najlepszy przyjaciel i prawnik jej zmarłego ojca -Aleksander Dębicki. Mężczyzna siada przy niej.
- Dziś zostaniesz wypisana do domu na żądanie męża. W domu będziesz miała dobrą całodobową opiekę medyczną, a lekarz codziennie będzie sprawdzał twój stan. Do szpitala przyjedziesz na ściągnięcie gipsu - mówi ciepłym, spokojnym głosem. - Śledztwo umorzą z braku dowodów. Stanowczo twierdzą, że to był nieszczęśliwy wypadek - dodaje.
Po chwili znów się odzywa:
- Wiem, nie możesz nic mówić. Nic nie pamiętasz. Co dopiero wypadek.
Joanna zaczyna myśleć. Jaki wypadek? O czym on mówi?
I tu rozpędza się lawina wspomnień. Przypomina sobie, jak leci z okna, spada do kubła ze śmieciami. Ten kubeł na jej szczęście stał tego dnia tam na dole pod oknem i dzięki niemu żyje. Żyje, bo kubeł nie został przestawiony na swoje miejsce po porządkach ogrodowych. Ale czy oby to była prawda? Czy to tylko jej urojenia? Na sam koniec przypomina jej się ból, jaki potem po upadku odczuła. A dalej? Co było dalej? Tego już nie pamięta, bo straciła przytomność. Jeszcze coś nie daje jej spokoju.
Czułam, że pchano mnie z tyłu w kierunku okna - wspomina. No tak, a Ty jesteś najlepszym przyjacielem Taty, którego mój mąż Jacek nie miał okazji jeszcze poznać - dodaje w myślach.
Mając całkowite zaufanie do starszego pana, takie samo, jakim darzył go jej zmarły ojciec, spróbowała otworzyć usta i powiedzieć:
- A kto powiedział, że nie mogę mówić - ledwo bełkocze na wpół szeptem, ale na tyle głośno, że jest to wyraźnie słyszane przez Aleksandra.
- Ty mówisz? Ty naprawdę mówisz?! - odzywa się zadowolony mężczyzna, podrywając się z łóżka.
- Zostałam wypchnięta z okna i muszę wiedzieć, kto za tym stoi. O tym, co tu zaszło, ani słowa, to będzie taka nasza mała tajemnica - z trudnością wypowiada te słowa i wypuszcza powietrze z wielką ulgą.
Mężczyzna znów wszystko dobrze usłyszał, mimo jej powolnego i nieco cichego bełkotu. Wzruszony bierze do ręki telefon leżący na szafce przy jej łóżku, wpisuje coś, odkłada go na miejsce, a potem się odzywa:
- Zostawiam ci swój numer. Wpisałem go do twojego aparatu pod nazwą JANINA DZIĘCIOŁ. Powinnaś wprowadzić jakieś hasło zabezpieczające - dodaje, odkładając telefon na szafkę, z której go wcześniej podniósł.
Po chwili, krążąc po sali zamyślony, mówi:
- Twierdzisz, że w twoim domu doszło do przestępstwa. Policja jednak nie znalazła żadnych dowodów na to. Może wydawało Ci się tylko. - Patrzy z politowaniem na Joannę. Wątpi w to, co usłyszał, nie wierzy jej, bierze to za efekt jej urojeń. - Na razie, jak chcesz, utrzymam naszą rozmowę w tajemnicy - wypowiada te słowa, odwracając się w kierunku drzwi, i z uśmiechem na twarzy wychodzi.
Idąc na parking szpitalny, zastanawia się chwilę nad jej stanem zdrowia. Jest świadoma, komunikatywna, ale czy jest wszystko w porządku z jej głową? Wydaje jej się, że jest ofiarą przestępstwa? A może mówi prawdę? Tak czy inaczej, musi to sam sprawdzić. Wsiada do auta i odjeżdża.
W drzwiach sali ponownie ukazuje się pielęgniarka z burzą blond loków. Kieruje się do Joanny i po chwili mówi:
- Słonko, mrugnij dwa razy, jak chcesz, żebym ci łóżko opuściła. Chcesz leżeć?
Jej reakcja na pytanie jest prędka. Mruga raz, a właściwie nie chce do niej mrugać wcale.
- No to zostawiam Cię tak, kochaniutka. Za kilka minut zajrzę tu z powrotem - deklaruje pielęgniarka i zamyka za sobą drzwi.
Joanna zaczyna rozmyślać: Kto wypchnął mnie przez okno, okno w naszej sypialni, sypialni w naszym domu, dużym domu?
Zaczyna podróż w głąb siebie. Przypomina sobie, że ma firmę odziedziczoną po ojcu. Rodzice i dziadkowie nie żyją. Jest jedynaczką - a to szkoda. Nie ma dzieci - też szkoda. Kuzyni są daleko za granicą, a zatem jest tu sama. Tylko jej kochany mąż tu został. A propos męża...
A gdzie on się podziewa, u licha? Czy nie powinien być przy mnie? - zadaje sobie w myślach tak ważne dla siebie pytania.
Przypomina sobie teraz, jaki to on jest kochany. Ich związek uważa za udany. Mąż nie ma żadnych wad, mimo drobnych kłótni bardzo się kochają, tak wynika z jej wspomnień. Tak, kochają się, tylko prowadzenie firmy jest trudne, pochłania mnóstwo ich wspólnego czasu.
To przez pracę nie ma go przy mnie, jest bardzo zajęty - myśli sobie.
- Przykro mi, ale małżonka nigdy nie będzie w stanie poruszać się samodzielnie - mówi fizjoterapeuta w stronę Jacka, kierując się do drzwi wyjściowych.
Miał tak powiedzieć. Wszystko z góry zaplanowano i opłacono przez dwójkę przyjaciół.
Joanna przez całą rehabilitację bała się, że pielęgniarka i mąż odkryją prawdę o jej faktycznym stanie zdrowia. To na jej szczęście nie nastąpiło. Pielęgniarka była mocno pochłonięta swoim romansem, bardziej niż opieką nad nią. Wisiała tylko na telefonie i przez większość czasu przesiadywała w swoim pokoju. W sypialni Joanny nie było już kwiatów. Wypełniały one pomieszczenie i wymieniane były na bieżąco tylko zaledwie przez pierwsze dwa tygodnie po jej powrocie ze szpitala. Zniknęły barwne wysokie i niskie wazony. Po kwiatach już nie pozostał żaden ślad. Czyżby mąż już jej nie kochał? Często w ten sposób o tym biedna myślała. Ich miłość zakończyła się wraz z ostatnim zwiędniętym kwiatuszkiem opuszczającym pokój.
Wieczorem zostaje nakarmiona w swoim łóżku przez męża i tradycyjnie zostaje jej podany lek. Tym razem jest to jedna tabletka, której nie może połknąć. Za wszelką cenę nie chce tego zrobić. Nie może przegapić tego wieczoru. Chce znać wydarzenia z każdej minuty. Wie, że mąż szykuje się do spotkania z inną kobietą. Zapewne tą samą, której głos Joanna już dobrze zna. Chce dzisiejszej nocy być przytomna i zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Nie zawsze udaje jej się oszustwo z tabletkami. Nie oszukuje, kiedy nie sprzyja okoliczność lub odczuwa silny ból głowy. Nie wie bowiem, które lekarstwo jest, jak odkryła, tylko środkiem nasennym. Od tego poniedziałku wyniki Joanny były na tyle dobre, że lekarz już nic jej nie przepisał. Ból głowy ustąpił w ubiegłym tygodniu. Mąż wieczorem od poniedziałku podaje jej tylko jedną tabletkę, twierdząc, że jest środkiem przeciwbólowym. Joanna, znając już prawdę, dba o to, aby jej nie połknąć i do momentu uśnięcia nasłuchuje, co dzieje się w domu. Nic jednak nie wydarza się w nocy z poniedziałku na wtorek. Słyszy tylko wiatr za oknem, męża w kuchni i toalecie. A poza tym nic i spokojnie zasypia. Wtorkowej nocy podobnie wytęża swój słuch. O godzinie dwudziestej trzeciej, jak wskazuje zegarek stojący naprzeciw przy telewizorze, słyszy tuż pod oknem parkujący samochód. Silnik auta gaśnie na ich posesji, kierowca otwiera drzwi i zaraz je zamyka. Kierowcą jest kobieta w butach na obcasie. Jej głośne kroki słychać do wejściowych drzwi. Rozlega się dzwonek. Jacek otwiera i wpuszcza gościa. Jego radosne powitanie roznosi się z korytarza aż na górę.
Wyczekiwał jej jak zwykle - myśli Joanna, podciągając się na łóżku do pozycji siedzącej.
Para kochanków zniknęła w pokoju na dole. Joanna z wielkim trudem usiadła na boku łóżka, podniosła materac i wzięła tabletkę. Wstała, opierając się o ścianę. Prawie potoczyła się po niej, ledwo ciągnąc nogę za nogą, i w ten sposób podeszła powoli do parapetu. Odsłoniła firankę prawą ręką. Położyła na nim zgiętą w łokciu lewą rękę i przyjrzała się widokowi w zasięgu wzroku. Nic ciekawego z prawej strony nie dostrzegła. Posuwała się dalej, trzymając się parapetu, zachowując ciszę. Bała się, że gdy upadnie, na dole para ją usłyszy i odkryje całą prawdę. Znalazła się teraz pośrodku okna. Dostrzegła samochód zaparkowany bokiem do niej, a na nim odbijające się światło telewizora z pokoju na dole. Wytężyła swój wzrok w stronę auta. Co to za marka? Tego nie mogła odgadnąć. Dzięki latarni za ogrodzeniem z lewej strony wiedziała już, że kolor samochodu to szary metalik. Lewą rękę trzymała cały czas na parapecie. Tak uwieszona na nim dwoma palcami prawej ręki grzebała w doniczce z kwiatkiem. Do dołka w ziemi włożyła tabletkę i ją przysypała.
Zastanawia się chwilę, czy patrzeć przez okno, by zobaczyć gościa męża, czy wracać do łóżka. A co gdy ją zauważą w oknie? Mam przesunąć się bardziej w prawo i schować za firanką? Co gdy po wyjściu kobiety mąż bezpośrednio zajrzy do niej, a ona będzie stała oparta o ścianę w połowie drogi do łóżka? Co będzie, gdy nie zdąży położyć się do niego?
Wykończona staniem decyduje się na powrót. Po drodze stara się, by nie upaść.
- Panie, daj mi siły - mówi do siebie.
Przed samym łożem chwieją się jej nogi i pada zmęczona na materac. Przesuwa się ociężale po pościeli, zaciskając zęby. Jak dobrze, że po tej stronie nie ma mebli, nic nigdy nie strącę - myśli.
Układa się w wygodnej pozycji i zasypia. Śpi twardo, nie słyszy bowiem, kiedy kobieta odjeżdża. Dwa dni później w nocy Joanna porusza się powoli po pokoju o własnych siłach, bez asekuracji.
Pacjentka nerwowo dyszy we śnie. Trwa to niecałą minutę, zanim jej oddech staje się znów spokojny i stabilny. Pielęgniarka kolejną godzinę jest przy jej łóżku z rodziną. Po pokoju, w którym leży Joanna, przebiegają różne głosy: damskie, męskie i dziecięce. Kobieta nie ma kontaktu z otoczeniem. Jej świat kręci się w innym wymiarze.
- Małżonka powinna niedługo się obudzić - zwraca się w stronę mężczyzny wysoka brunetka z włosami związanymi w kok.
- Była małżonka - z głębokim naciskiem na "była" odpowiada mężczyzna, który po chwili dodaje: - To dobrze.
Pielęgniarce reakcja mężczyzny wydała się nieprzyjemna. Nie dość, że był gburem, to nie przejawiał zainteresowania tym, co dzieje się w sali. Siedzi daleko od łóżka i nie przestaje patrzeć w swój telefon. Prowadzi z nieznaną osobą korespondencję. Na szczęście telefon ma wyciszony.
Joannę z rana odwiedza doktor Mikołaj Sałatka. Tylko ona zna jego prawdziwą tożsamość. Wie, że gdyby mąż zajmował się nią bardziej, to wiedziałby, że wizyty lekarskie nie są już jej wcale potrzebne. Joanna jest w pełni sprawna fizycznie i umysłowo, nie ma wad wymowy i samodzielnie się porusza. Niby-lekarz przez cały czas utwierdza Jacka w przekonaniu, że niesprawność żony będzie trwała do końca życia. Kobiecie wiele trudu sprawia odgrywanie roli osoby lekko otępiałej, niesprawnej ruchowo. Nie raz odruchowo chce chociażby podrapać się, ale w ostatniej chwili powstrzymuje swój odruch. Obawia się, że straci w końcu nad tym kontrolę.
- Dzień dobry i smacznego - zwraca się Aleksander do osób znajdujących się przy stole w jadalni. Pani domu siedzi na wózku i jest karmiona łyżką przez pielęgniarkę.
- To ja zmykam do pracy - mówi Jacek, odchodząc od stołu. W tym samym momencie Aleksander siada przy stole na krześle. Za minutę Pan domu już opuszcza dom.
- Zabieram Panią na spacer - odzywa się Mikołaj, widząc, jak pielęgniarka wyciera buzię i ręce swojej podopiecznej.
Powietrze na zewnątrz jest przyjemne. Dzień nie jest upalny. Co jakiś czas słońce chowa się za gęstymi małymi obłoczkami. Aleksander oprowadza Joannę na wózku wkoło domu. Podziwia z nią kwitnące rośliny i cały czas ją zagaduje. Kobieta ubrana jest w długą czarną sukienkę w słoneczniki. Na głowie ma założoną pomarańczową chustę, która ma chronić ją przed słońcem. Na jej nosie znajdują się duże przeciwsłoneczne okulary, a na nogach ma pomarańczowe sandałki. W obawie przed Justyną kobieta próbuje ukryć swoje zadowolenie ze spaceru i słusznie, bo kiedy Joanna zostaje obrócona w stronę domu, oboje zauważają, że są obserwowani przez pielęgniarkę.
- Tu nie pogadamy spokojnie, musimy wracać - mówi Aleksander i kieruje się z Joanną w stronę wejścia domu. Pielęgniarka wychodzi naprzeciw nim i przejmuje wózek.
- Zaraz wracam, muszę na chwilę skoczyć do samochodu - oznajmia paniom, opuszczając na chwilę ich towarzystwo, i żwawym krokiem idzie do własnego auta.
Z tylnego siedzenia podnosi laptop i idzie z nim do willi. Jest już na górze w pokoju Joanny. Pielęgniarka zostawia ją w pozycji siedzącej, opartą o duże wygodne poduszki, i opuszcza pomieszczenie.
- Pani Justyno, poproszę na moment Panią tutaj!
Justyna posłusznie zawraca z korytarza i staje w drzwiach.
- Co potrzeba, doktorze? - rzuca zapytanie, słodko uśmiechając się do nich.
- Proszę zrobić potrzebne zakupy dla Pani. - Podaje jej listę.
Justyna posłusznie podchodzi, bierze listę do ręki i wie, że musi to zadanie wykonać. Natychmiast znika z kartką za drzwiami. Joanna i Aleksander wysyłają do siebie szczęśliwe spojrzenia. Ich rozmowa rozkręca się, kiedy słyszą odjeżdżający pojazd.
- No to mów, co u Ciebie, co odkryłaś? - pyta Aleksander.
- Do tej pory nic nowego. Romans mojego męża nadal trwa. Ta blondyna ma na imię Krystyna - wymawia imię drżącym głosem.
- Wiesz, że to wasza pracownica? - rzuca Aleksander.
- Tak, wiem - przytakuje Joanna. - Pracuje u nas od pięciu lat - dorzuca smutnym głosem.
- Mamy około pół godziny - mówi Aleksander, spoglądając na zegarek. - Co chcesz teraz zrobić? - pyta ją, siadając na łóżku.
Joanna pospiesznie wstaje, bierze i otwiera laptop Aleksandra. Przesiada się na fotel, w którym często siedzi pielęgniarka. Stoi przy oknie, w kącie, w którym kończy się regał ścienny, i okazuje się bardzo wygodnym meblem. Kobieta przegląda internet. Interesują ją mieszkania, stare auta i sklepy wysyłkowe. Minęło już trochę czasu od zniknięcia Justyny, a już teraz może zostało tylko pięć minut do jej powrotu, dlatego skupia się na sprawach najważniejszych. Już wybrała. Koniec. To już koniec. Wraca do łóżka. Jej ciemne długie blond włosy są upięte w luźny kucyk na czubku głowy i falują podczas przechadzki po pokoju. Nagle słychać kroki zbliżające się do pokoju Joanny. Pielęgniarka otwiera drzwi i zastaje lekarza masującego lewą stopę Pani domu.
- Mam już szampon i odżywki dla Pani - zwraca się w ich kierunku zadyszana pielęgniarka.
- Dobrze, to możemy umyć Panią - odpowiada jej niby-lekarz.
Joanna jest zdruzgotana. Co za "możemy"? - myśli. Będzie patrzył na moje nagie ciało podczas kąpieli? Co to za pomysł? Nigdy wcześniej tego nie proponował.
Po Joannę zajeżdża z rana doktor Mikołaj i zabiera ją na przejażdżkę samochodem do Ełku, na promenadę, nad Jezioro Ełckie. Przekonał męża, że widok ludzi, przyrody, zmiana otoczenia ma dla Joanny duże znaczenie. Jej zdrowie psychiczne jest bardzo ważne i jako lekarz zalecił częste spacery. Sam postanowił, że się będzie nią opiekował poza domem. Jako doktor musi przecież należycie dbać o swoją pacjentkę. Ich wyprawy do miasta stały się częstsze. Obojgu jednak chodzi o co innego. Aleksander odwiedza brata, a Joanna podczas przejażdżek organizuje sobie nowe życie, w większości za pomocą komputera i telefonu.
Na ełckiej promenadzie od ulicy Koszykowej o godzinie dziewiątej jest zawsze spokojnie. O tej porze przechadzają się głównie spacerowicze ze swoimi czworonogami. Od tego miejsca zaczyna się ich spacer po Ełku.
Dzisiaj jest bezchmurnie. Ranek zapowiada kolejny upalny dzień. Czuć lekki przyjemny wiatr od strony jeziora. Aleksander zatrzymuje wózek z Joanną i siada na rogu jednej z ławek. Kobieta ma na nosie duże okulary przeciwsłoneczne, a na głowie kwiaciasty kapelusz. Głęboko oddycha, patrząc w dal jeziora. Starszy pan grzebie w kieszeni marynarki i wyciąga z niej dokument.
- Masz tu swój kolejny dokument, nowy dowód. Ucz się na pamięć swojej nowej tożsamości... - Po pauzie dodaje: - Pani Klaro Paździerz, urodzona w Warszawie, gdzie studiowałaś biologię i uczyłaś w szkole. Jesteś wdową od dwóch lat. Aktualnie nie pracujesz, przeprowadzasz się, a nikt ze znajomych nie zna szczegółów. - Wręcza jej dokument. - Nie rozumiem, Joanno, po co Tobie radykalna zmiana danych? - z zaciekawieniem pyta mężczyzna i oczekuje odpowiedzi.
- Nie pytaj... I tak nie odpowiem... Nie zrozumiesz - rzeczowo kwituje kobieta.
Mężczyzna pomógł jej zdobyć nowe dokumenty. Napotkał przy tym wiele trudności. Liczył, że kobieta wcześniej czy później wyjawi mu sekret, do czego jej to potrzebne, lecz się przeliczył, bo Joanna w tej sprawie ciągle milczy. Jednego jest pewny - tego, że z braku dowodów nie wznowiono by śledztwa. Uważa, że nikt nie dałby wiary Joannie w usiłowanie jej zamordowania, a wręcz uznano by ją za niepoczytalną. Po co Aleksander pojawił się w jej życiu? Dlaczego złożył obietnicę jej ojcu, że gdyby potrzebowała pomocy...? Często mężczyzna miewa wątpliwości, czy aby dobrze postępuje, pomagając jej w ten sposób. W każdym razie dał słowo, że jej nie wyda, i starał się, by była szczęśliwa. Poznał ją już dobrze. Wiedział o niej, że ma lęki, mieszkając w domu z Jackiem, że boi się, że znów ją ktoś skrzywdzi, i dlatego pragnęła zmiany życia, z wielkim bólem pozostawiając rodzinną firmę. Porzucenia przez nią bez walki rodzinnej fortuny - tego w żaden sposób nie rozumiał.
We śnie Joanny aktualnie sympatyczny starszy pan był bardzo życzliwy i pomocny. Czuła się przy nim bezpiecznie. Nie wiedziała, że sen zmieni swój bieg i jego postać stanie się dla niej z biegiem czasu koszmarem. Ciągu dalszych wydarzeń sennych nie przewidywała, nie kontrolowała tego. Śniła w najlepsze. Otoczenie w sali szpitalnej się zmieniało. Znajomi przychodzili i wychodzili, zmienił się dyżur i pojawiały się nowe pielęgniarki.
Joanna, odbierając z rąk Aleksandra dokument, myśli o komodzie stojącej z prawej strony jej łóżka. W myślach wyciąga z niej duży kuferek z pomocami krawieckimi. Rzuca go na łóżko, a następnie zaczyna szarpać półkę. Aby ją wyciągnąć, suwa ją mocno do przodu do siebie. Wreszcie wyciąga ją z mebla. Półka ma pięć centymetrów grubości i jest bardzo ciężka. Z tyłu znajduje się szczelina, a w niej schowane nowe, ważne dokumenty. Joanna do paszportu wsadza dowód i z powrotem zaczyna mocować półkę w komodzie. Komoda zostaje zamknięta, a jej widoczna zawartość nienaruszona. Joanna jest szczęśliwa, bo ma wszystkie dokumenty skompletowane na nowe nazwisko. A kim jest ta kobieta? Obudzona z letargu spogląda na Aleksandra przyglądającego się obłokom na niebie. Pyta:
- A kim była ta kobieta? Znałeś ją?
- Nie, nie znałem jej. Za trzy dni jest jej pogrzeb w Suwałkach. Bez obaw. Po pogrzebie dane ze szpitala i cmentarza zostaną usunięte. Na jej temat wiem tylko tyle, że po śmierci męża nie radziła sobie z alkoholem. W mieszkaniu w Warszawie było zbyt wiele wspomnień. Sprzedała je, zaraz jak straciła pracę, przyłapana na piciu w pokoju nauczycielskim, i przeprowadziła się do Suwałk. Nic więcej na jej temat nie wiem.
- Chcę przyjrzeć się bliskim. Zawieziesz mnie tam jutro?
- Nie mogę, ale podwiozę Cię do domu, którego za pół godziny staniesz się właścicielką.
- Co takiego?
- Chciałaś kupić ten dom? - Pokazuje jej zdjęcie w telefonie.
- No tak... - przytaknęła.
- To jedziemy do Olecka. Nie mamy czasu. Już musimy się zbierać.
Wstaje z ławki i prowadząc przed sobą wózek, udaje się z kobietą w stronę samochodu.
Ten dzień dla Joanny był udany. Na nowe dokumenty kupiła dom pod Oleckiem w niewielkiej miejscowości w pobliżu jeziora. Pieniądze na dom pożyczył jej Aleksander. Zobowiązała się je oddać, kiedy będzie miała założone nowe konto. Wracając do domu pod Ełkiem, zajrzała pobieżnie do nabytej nieruchomości. Dom wyposażony w nowoczesne meble nie wymagał remontu. Był odświeżony, pachniał jeszcze farbą i od dwóch tygodni nie był zamieszkany. Mimo to Joanna dopatrzyła się w piwnicy nieodłączonej od prądu zamrażarki komorowej. Zajrzała z ciekawości do jej środka. Okazała się pusta. Kobieta zdała sobie sprawę, że ostatni lokatorzy wyprowadzali się w pośpiechu, a ekipa remontowa raczej z braku czasu nie zajrzała ostatnio do piwnicy. Odłączyła ją natychmiast. Zamknęła wszystkie drzwi. Klucze przekazała Aleksandrowi, oznajmiając, że zamki są do wymiany.