Sen - Krzysztof Andrzejewski

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (25,75 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1: Pobudka

Tom obudził się za snu. Wstał, zjadł porządne śniadanie i ubrał swój ulubiony czarny garnitur z białą muszką.

Nie wiedział jeszcze wtedy, co czeka go na dworze.

Teraz sprawdził godzinę na ściennym zegarze, który wisiał nad drzwiami staromodnej kuchni. Właśnie wybiła ósma.

Tom poszedł jak zawsze o tej porze do swojego pokoju.

Mały, zaledwie kilkunastometrowy pokój w kształcie kwadratu, ozdobiony plakatami sławnych niegdyś gwiazd... Tu można było odszukać piosenkarzy, malarzy oraz sławnych na cały świat kompozytorów muzyki. Zielone ściany lekko obrośnięte grzybem, okna drewniane, lecz solidne... Dawały poczucie spokoju. Łóżko, na które usiadł, miało już ponad dziesięć lat, a przy łóżkowe biurko z ciemnego drewna w tym skromnym pokoiku było zbawieniem. W rogu pokoju stała jeszcze lampa naftowa.

Na biurku leżał laptop. Tom go otworzył i próbował włączyć. Niestety nic to nie dało.

Kolejne próby i dale nic.

"Co jest?" - Pomyślał spontanicznie i równie szybko sprawdził liczniki prądu.

W tej chwili zauważył, że nie wykazują cyfr- "Super! Znowu elektronika wysiadła" - Powiedział na spokojnie.

Przerwy w dostawie prądu zdarzały się mniej więcej co miesiąc. Tym jednak Tom nie martwił się zbytnio- "No cóż. Kiedyś to naprawią" - Dodał i wrócił do kuchni.

Zegar wskazywał na osi półgodziny po ósmej. Tom miał więc czas, aby się przebrać w sportowy ubiór i wyjść równo o godzinie dziewiątej na codzienny jogging.

Wszedł więc do swojej garderoby mieszczącej się w oddzielnym pomieszczeniu i z wieszaka ściągnął żółtą bluzkę, spodenki o barwie niebieskiej oraz opaskę treningową.

Szybko przebrał się i wyszedł.

Kiedy wyszedł, na dworze panował chłód, a ziemię pokrywał szary pył.

W pierwszej chwili nawet nie myślał, co się stało. Rozejrzał się wkoło, ale pobliskie drzewa, krzaki i chodnik prowadzący ku ulicy pokrywał owy pył.

Wrócił do domku.

Teraz bez prądu i światła nie mógł nawet odszukać możliwości sprawdzenia pogody.

Został mu tylko termometr, z którego nie potrafił korzystać.

Wrócił do garderoby i założył strój na zimę. Ciepłe rękawiczki, skórzana kurtka z kożuchem, spodnie z polarem oraz czapkę z pomponem.

Tak ubrany wyszedł z domu.

Po chwili jednak musiał zdjąć kurtkę i ją schować.

Wrócił do domu i zrobił to, co postanowił.

Teraz zaczął kierować się ku swojemu samochodowi. Ten przysypany pyłem nie chciał, aby go odnaleźć.

Tom wsiadł do samochodu, ale ten nie chciał odpalić.

Teraz był w kropce. Nie wiedział, co ma robić, a musiał jechać do pracy.

Wysiadł.

Z wolna zaczął kierować się ku przystankowi autobusowemu.

Kiedy dotarł tam, gdzie poniosły go nogi, zauważył, że przez ten czas nikt nie jechał. Było to niemalże dziwne, ale Tom na pierwszy rzut oka tego nie zobaczył.

Teraz kiedy był na przystanku, czekał minuty. Godziny mijały. Dochodziło późne popołudnie i żaden autobus nie jechał swoją zwyczajową trasą.

Tom w pierwszej kolejności, gdy minęła trzynasta piętnaście, spojrzał na zegarek. Do pracy nie miał już po co iść. Teraz pozostało mu rozejrzeć się po okolicy i odszukać kogoś, kto wie, co właściwie się stało.

Przechodził koło domków jednorodzinnych, bloków mieszkalnych, sklepów. Te stały zamknięte.

Po przejściu przez całe miasto nie zauważył ani żywej duszy.

Jednoznacznie postanowił, że wyjedzie z miasta. Wrócił więc do domu.

Uszykował prowiant i nim minęła dziewiętnasta, wyszedł z domku i skierował swoje kroki ku swojemu pojazdowi. Ten na całe szczęście (lub nie), odpalił.

Tom wyjechał z podjazdu i kierował się za miasto.

Kiedy zapadł zmierzch, był już o niecałą milę od swojego miasta rodzinnego.

Teraz nie pozostało mu nic innego jak tylko nocleg w spokojnym miejscu.

Nie mógł jednak odnaleźć żadnej noclegowni ani hotelu.

Po dłuższym krążeniu po wsi zatrzymał się na parkingu. Tam rozłożył fotel i zasnął.

Kilka godzin później...

W nocy obudził go dziwny hałas dochodzący z lasu obok parkingu. Wyszedł to sprawdzić.

Wziął ze sobą latarkę i ruszył ku odgłosom.

W pewnej chwili zatrzymał się przed jednym człowieku, który prosił o pomoc krzykliwym głosem.

Tom podszedł do niego i ta osoba rzuciła się na niego ze wścieklizną.

Tom odepchnął ją i zaczął biec do swojego samochodu.

Co jakiś czas obracał się do tyłu, aby zobaczyć, czy nikt za nim nie biegnie.

Ku jego nieszczęściu, nie tylko ta osoba go goniła, biegnąc truchtem, ale też inni ludzie, którzy wyglądali na nadgryzionych.

Tom w końcu po dłuższej chwili dotarł do pojazdu i w pierwszej kolejności wsiadł i uruchomił silnik.

Następnie wcisnął gaz i przejechał jednego z nich. Ponadto nie zatrzymał się, aby udzielić pomocy. Jechał w ciemności dość szybko i nie obchodziło go, co za chwilę miało się stać.

I właśnie w tamtej sekundzie zatrzymał się na drzewie.

Rozdział 3: Baza wojskowa

Z samego rana ruszyli drogą nad morze.

W międzyczasie zdążyli porozmawiać szczerze i dotarli do wniosku, że gdy tylko koszmar się zakończy, zrobią coś dla przyszłości.

Tom po długiej jeździe zatrzymał samochód na stacji paliw, zatankował i wszedł do budynku po prowiant.

Ze stacji zabrał kanapki, burgery, chipsy i napoje. Wszystko spakował do bagażnika, a część z tego podzielił na kilka porcji i razem z Marią zjedli długo oczekiwany obiad.

Następnie ruszyli w dalszą drogę.

Jakieś dwie godziny później...

Około trzy mile od ostatniego postoju, samochód, którym jechali, nagle się zatrzymał. Nie brakowało mu paliwa. Tom sprawdził to dwa razy. Nie był pewny, co się mogło wydarzyć.

Maria lekko przysnęła, więc Tom został sam na polu bitwy.

Teraz zajrzał pod maskę. Wszystko wyglądało normalnie. Spróbował raz jeszcze uruchomić silnik.

Nic.

Ponowne próby dawały ten sam rezultat. Tom jeszcze raz wysiadł z pojazdu. Tym razem sprawdził akumulator. Ten... Był rozładowany.

Tom obudził Marię i założył na siebie plecak. Maria wysiadła i spytała go:

- Co się stało?

- Akumulator wysiadł. Musimy iść na pieszo.

- Jesteś pewien?

- Chyba tak. Raczej.

- To może ty pójdziesz poszukać w pobliskiej wsi, a ja poczekam.

- Na pewno?

- Tak.

- Dobrze.

Tom zostawił pistolet i trochę żywności Marii. Następnie ruszył prosto drogą.

Pod wieczór dotarł do wsi.

Ta wyglądała na opuszczoną. Tom jednak nie obchodził się tym.

Po kolejnych kilku godzinach doszedł na parking pod jakimś sklepem spożywczym.

Nagle usłyszał dziwny krzyk. Przypominał jęk bydła i jednocześnie warkot silnika morówki.

Teraz stał nieruchomo i nasłuchiwał.

Zza rogu sklepu wyłonił się martwy człowiek. Stał na nogach i wyglądał jak trup.

Tom wiedział już, że to jest niebezpieczne.

W tym momencie zaczął żałować, że nie zabrał ze sobą siekiery.

Stał cicho, oddychając ciężko.

Trup zaczął wracać za budynek.

Teraz Tom uznał, że ma chwilę czasu, aby zabrać jakiś akumulator, który pociągnąłby jeszcze kilka kilometrów.

Szybko wybił szybę z wozu policyjnego. Otworzył drzwi i... Wtedy zombie znowu pojawił się na horyzoncie.

Tom wsiadł do pojazdu.

Starał się uruchomić silnik. Po dłuższej chwili udało się.

Teraz odjechał w stronę Vipera.

Kiedy około dwie godziny później dojechał na miejsce.

Marii już nie było. Został tylko pistolet i...

Tom wysiadł z samochodu. Kiedy podszedł do Vipera, Ktoś chwycił go za nogę.

Tom schylił się po pistolet. Kiedy wziął go w dłoń, zauważył głowę Marii. Wyglądała jak... Trup.

W pewnej sekundzie, kiedy Tom zastanawiał się, co dalej zrobić, Maria ugryzła go w kostkę. Tom bez wahania ją zastrzelił.

Krew rozlewała się. Tom zaczął opatrywać ranę. Po zakończeniu, kulejąc, zaczął przemontowywać akumulator. W końcu odjechał, przejeżdżając trupa.

Jechał teraz w ciszy do tego sklepu.

Gdzieś około godziny piątej wysiadł z samochodu i z pistoletem w dłoni zaszedł do sklepu.

Ten stał zamknięty.

Tom nie wiedział, co ma zrobić. Nie opłacało mu się wybić szyby.

Teraz stał z zamkniętymi oczami.

Pył zaczął wolno opadać na ziemię. Biały pył...

Wtem nad nim przeleciał myśliwiec. Tom wiedział, że musi jechać dalej. Z pobliskich samochodów wyjął dwa akumulatory i spakował je do bagażnika.

Wsiadł i odjechał.

Teraz jechał ostrożnie. Gdzieś około południa wjechał na autostradę. Ta poprowadziła go prosto do miasta, w którym stacjonowało wojsko.

Na pierwszy rzut oka, strażnicy zaczęli w niego celować.

- Nie róbcie tego! - Krzyknął Tom i zaczął machać rękoma.

- Czemu?! Skąd mamy mieć pewność, że nie jesteś jednym z nich?!

- Kim?! - Tom nie wiedział, o co chodzi.

- Tym, który jest na przeszpiegach! Zabieraj swój tyłek, skąd przyszedłeś! Z bunkra!

- Co? Ja?!... Nie jestem!... Dobra. Zobaczymy, czy oni mi pomogą!

Tom wsiadł do samochodu i odjechał kawałek dalej.

Zaczął szukać bunkrów. Niestety zajęło mu zbyt dużo czasu. Zapadł zmrok.

W tej godzinie Tom przejechał niepostrzeżenie obok leśnej posiadłości.

Nagle zatrzymał się i cofnął.

Rozdział 4: Zadanie

Tom zatrzymał pojazd na parkingu do leśnej posiadłości. Wysiadł. Zabrał ze sobą pistolet i ruszył do budynku.

Ten stał pokryty mchem i zaroślami.

Te natomiast wyglądały jak z kosmicznego ogrodu cudów.

Tom złapał za klamkę. Nic.

Postanowił zapukać. Na szczęście dostał odzew.

- Czego?! - Warknął męski gruby głos.

- Ja... Chcę tu przenocować. Szukam bunkra.

- Kim jesteś? - Ten sam głos uchylił w tym momencie drzwi.

- Ja... Tom. Do bazy... Znaczy się...

- Nie ma co się jąkać. Ugryzł cię któryś?

- Właściwie to... Nie.

- Dobrze właź. Zamelduj się u góry.

- Mam iść na górę?

- Nie. Do szefa. Jest w kuchni.

Tom wszedł. Drzwi ponownie się zatrzasnęły.

Teraz wszedł do przestronnej kuchni o nowoczesnym wyglądzie.

- Przepraszam. Ja do szefa.

- Wiedziałem! - Krzyknął mężczyzna o brąz włosach i rudym wąsie.

- Ale... Ja...

- Te psy nie chciały Ciebie wpuścić do ich bazy. Co?

- Skąd to...

- Wiem. Nie jesteś pierwszy.

- Ja tylko...

- Bunkier? Naprawdę? Są dwa bezpieczne miejsca. Baza wojskowa i leśna posiadłość. Chociaż można nazwać ją bunkrem. Dobrze opatrzona, w żywność, wodę, prymitywne lekarstwa i... Nowych... Wiesz, ilu ludzi próbowało coś zdobyć? Antyzynę? Leki?

- Nie. Jestem tu tylko...

- Na chwilę? Tak wszyscy mówią. Słuchaj. Śpisz w garażu przerobionym na pokój. Rano zamelduj się do Rais'a. Będzie wiedział, co dalej.

- Ilu zginęło?

- Mnóstwo. Biegacze, zwykli ludzie... Oni... Ich... Zresztą idź już spać. Dobrej nocy.

Tom zrobił to, co ten mężczyzna mu powiedział.

Kilka godzin później...

Rano około godziny siódmej Tom został obudzony.

- W końcu wstałeś. Wiesz, która jest godzina? - Spytał mężczyzna z karabinem w ręce.

- Nie... - Odpowiedział Tom.

- Jestem Rais. Miałeś się u mnie zameldować rano.

- To... Która jest godzina?

- Siódma pięć. Pobudkę mamy o szóstej.

- Co mam zrobić? - Tom usiadł na łóżko.