Self-Regulation. Wyzwania w relacjach rówieśniczych - Agnieszka Stążka-Gawrysiak

-
Proszę czekać

Wstęp

Droga czytelniczko, drogi czytelniku! Oddaję w Twoje ręce szósty tom serii Self-Regulation. Jeśli nie znasz poprzednich pięciu i po przeczytaniu poprzedniego zdania masz ochotę odłożyć tę książkę na półkę w księgarni czy bibliotece, proszę, nie rób tego. Każdy tom tej serii stanowi odrębną całość i każdy możesz czytać niezależnie od pozostałych. Jeśli zaciekawił Cię fragment tytułu - Wyzwania w relacjach rówieśniczych - jest to książka dla Ciebie. Zacznij od tego tomu, a jeśli Ci się spodoba (taką mam nadzieję!), możesz sięgnąć po któryś z pozostałych.

Ta książka jest dla każdego, kto chce zanurzyć się w świat relacji między dziećmi w wieku 4-8 lat i lepiej zrozumieć, co dzieje się w małych głowach i sercach. Lektura opowiadań może okazać się wspierająca dla kilkulatków z rozmaitymi trudnościami w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji z rówieśnikami (a który kilkulatek ich nie ma?). Towarzyszenie dziecięcym bohaterom, którzy na kartach tej książki przeżywają rozterki czy wręcz dramaty, kłócą się z koleżankami i kolegami, bywają agresywni lub doświadczają agresji, zdradzają lub bywają zdradzani, powinno pomóc małym czytelnikom przetworzyć i poukładać własne stresujące doświadczenia w relacjach. Z kolei rodzice i inni opiekunowie dzięki lekturze prawdopodobnie zyskają lepszy wgląd w to, jak dzieci mogą postrzegać konfliktowe sytuacje. W opowiadaniach starałam się przedstawić dziecięcą perspektywę, która bywa dla dorosłych trudna do zrozumienia, zwłaszcza kiedy chodzi o dziecko bardzo wrażliwe i/lub neuroatypowe (na przykład autystyczne lub z ADHD).

Co ważne, tom ten stanowi poręczną skrzyneczkę z narzędziami, które pomogą dorosłym czytelnikom wspierać dzieci w relacjach rówieśniczych i odczuwać w tym obszarze mniej napięcia. Przede wszystkim rodzice i inni opiekunowie małych bohaterów opowiadań modelują (pokazują na własnym przykładzie) wspierające sposoby reagowania na dziecięce dramaty, kłótnie i przepychanki. Przez większość czasu działają w taki sposób, aby nie zaogniać konfliktu oraz pomóc dzieciom w dogadaniu się i lepszym zrozumieniu samych siebie. Warto przy tym podkreślić zwrot "przez większość czasu" - dorosłym bohaterom książki zdarza się bowiem zachować niezbyt wspierająco, ponieważ są po prostu ludźmi i nie zawsze radzą sobie z własnym napięciem.

Części przeznaczone dla dorosłego czytelnika stanowią z kolei merytoryczny komentarz do wydarzeń z każdego opowiadania. Naświetlają je przez pryzmat wiedzy o stresie i samoregulacji, czyli radzeniu sobie z nim (por. uwagi niżej). Podpowiadają też dodatkowe rozwiązania i pokazują narzędzia komunikacyjne, dzięki którym dorośli mogą wesprzeć dzieci zarówno na gorąco, w ogniu konfliktu, jak i w dłuższej perspektywie. Wreszcie: części dla dorosłych normalizują "dziwne" dziecięce zachowania, co - mam nadzieję - pozwoli zredukować wywoływany nimi czasem stres rodzica czy innego opiekuna. Dorosłych czytelników może ponadto zainteresować krótki rozdział Wprowadzenie do samoregulacji, w którym zawarłam zarys wiedzy o samoregulacji, w tym definicje pojęć takich jak: "stres", "stresor", "napięcie", "energia".

Skąd wzięło się obco brzmiące słowo self-regulation w tytule tej książki? Po angielsku oznacza ono samo­regulację, a jego użycie w kolejnych tomach serii ma źródło w historii pierwszego tomu: Self-Regulation. Opowieści dla dzieci o tym, jak działać, gdy emocje biorą górę. Był on w całości poświęcony Self-Reg, czyli podejściu do samoregulacji opracowanemu przez kanadyjskiego eksperta Stuarta Shankera1. W kolejnych książkach chciałam przez tytuł zachować łączność z tą pierwszą, choć podczas pisania ich nie ograniczałam się już do przedstawienia "metody Shankera". Wszystkie tomy serii powstały na podstawie mojej wiedzy zdobytej podczas studiów podyplomowych i setek godzin szkoleń z zakresu psychologii stresu i kryzysu, regulacji emocji, neuroróżnorodności oraz wspierania innych ludzi w zmianie. Zostały też merytorycznie zredagowane przez Jagodę Sikorę, specjalistkę psychologii klinicznej dzieci i młodzieży, psychoterapeutkę rodzin i doktora nauk społecznych w dyscyplinie psychologii. Jagoda wspiera w radzeniu sobie ze stresem rodziców i dzieci w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka, prowadzi też warsztaty i szkolenia dla profesjonalistów oraz rodziców.

Pragnę serdecznie podziękować osobom, które na różne sposoby wspierały mnie w twórczym procesie. Najgoręcej dziękuję mojej redaktorce Aleksandrze Wójcickiej, której zapał i entuzjazm połączone z subtelną, lecz odczuwalną presją sprawiły, że udało mi się ukończyć książkę w (akceptowalnym) terminie. Olu, po każdej naszej rozmowie odczuwałam wyraźny wzrost motywacji i ogromną wdzięczność, że los postawił Cię na mojej drodze!

Ogromne podziękowania należą się też Annie Teodorczyk-Twardowskiej, autorce ilustracji, która w mis­trzowski sposób umie przedstawić dylematy bohaterów i związane z tymi dylematami emocje. Aniu, jesteś utalentowaną artystką, a przy tym rzetelną osobą - współpraca z Tobą to czysta przyjemność! Jagodzie Sikorze dziękuję za trafne spostrzeżenia dotyczące psychologicznej warstwy opowiadań, celne pytania i szybkość reakcji. Jagodo, wspaniale jest mieć na gorącej linii tak życzliwą, empatyczną i szczerą osobę, jaką jesteś!

Serdecznie dziękuję też paniom Kindze Kosibie, Sylwii Stojak i Judycie Wałędze, które zadbały o warstwę językową książki. To dzięki Paniom czytelnicy mogą skupić się na jej treści, bez potykania się o niezgrabne czy niejasne fragmenty. Szczególnie dziękuję pani Judycie za uważność i wyczerpujące wyjaśnienia dotyczące sugerowanych zmian. Nasza wymiana spostrzeżeń w komentarzach do tekstu sprawiła mi ogromną przyjemność, bo podobnie jak Pani kocham precyzję i lubię zgłębiać tajniki języka polskiego.

Dziękuję też innym osobom, które mi kibicowały i pomagały radzić sobie z prokrastynacją oraz pisarską niemocą. Należą do nich w szczególności: mój mąż i synowie, którzy przypominali mi codziennie, jak ważna jest dla mnie ta książka; Natalia Dołżycka, której projekt "90 dni" w Wirtualnym Coworkingu pomógł mi pokonać twórczą blokadę; wreszcie moje dorosłe czytelniczki, które - w mailach, wiadomościach na komunikatorach lub podczas sesji coachingowych - opowiadały mi, ile dobrego wniosły do ich życia moje książki. Ponadto chcę wyrazić wdzięczność czytelniczkom mojego news­lettera, które na początku prac pomogły mi wybrać wątki pojawiające się w książce, a pod ich koniec - ustalić brzmienie tytułu. Cztery spośród nich - Ewa Jaworska, Monika Mościcka-Starosta, Magdalena Razmus i Anna Szczypczyk - trafiły w dziesiątkę, kiedy zasugerowały tytuł Wyzwania w relacjach rówieśniczych.

Na koniec dziękuję wszystkim regulującym i wyregulowanym dorosłym, którzy wspierali moje dzieci, kiedy nie było przy nich mnie, ich taty czy innych najbliższych. Mam na myśli w szczególności ich nauczycielki i nauczyciela: panią Agnieszkę, dwie panie Anny, panią Barbarę, panią Justynę, dwie panie Magdaleny, pana Maksyma i panią Monikę. Ich postawa znalazła odzwierciedlenie we wspierających postawach nauczycielek wychowania przedszkolnego, które pojawiają się w opowiadaniach. Myślę też ciepło o ukochanej niani moich dzieci, Paulinie, która stała się pierwowzorem pani Paulinki z rozdziału 2. Moje dzieci mają szczęście do opiekunów! Życzę wszystkim maluchom takich wspierających dorosłych: w tej książce widać jak na dłoni, jak ważną rolę odgrywają oni w życiu małego człowieka.

Warszawa, lipiec 2026 r.

1 Początkowo tytuł tamtego tomu brzmiał Self-Reg. Opowieści dla dzieci... Warto podkreślić, że książka ta nie stanowi oficjalnego "podręcznika" Self-Reg. Osobom zainteresowanym tym podejściem polecam lekturę poradnika S. Shankera i T. Barker Self-Reg. Jak pomóc dziecku (i sobie) nie dać się stresowi i żyć pełnią możliwości (tłum. N. Fedan, Warszawa 2016).

rozdział 1

O rybce w brzuchu, błocie na zjeżdżalni i o tym, jak rozpoznać wspierające relacje

Cześć, Nadia! - woła radośnie Jaś.

Chłopiec właśnie dotarł na osiedlowy plac zabaw. Są z nim mama i mały braciszek Adaś, który leży w wózku i właśnie próbuje złapać tłuściutkimi rączkami swoje stópki.

Siedząca w piaskownicy dziewczynka odwraca się w kierunku Jasia. Na jego widok rozjaśnia się w uśmiechu i macha na powitanie ręką, w której trzyma łopatkę.

- Cześć, Jaś! - odkrzykuje. - Pobawimy się?

- Tak! - odpowiada Jaś i zwraca się do swojej mamy: - Idę bawić się z Nadią.

- Dobrze - odpowiada mama. - A ja pogadam z mamą Nadii. Będziemy tu obok.

Jaś biegnie w kierunku piaskownicy, a jego mama wita się serdecznie z mamą Nadii, która spaceruje nieopodal z wózkiem dziecięcym. Tak, ona też ma ze sobą wózek z dzidziusiem! Bo Nadia, podobnie jak Jaś, ma małego braciszka, który jeszcze nie umie chodzić ani mówić, tylko leży albo jest noszony.

Podobieństw między Jasiem a Nadią jest więcej: obydwoje mają tyle samo lat i mieszkają na tym samym osiedlu, a nawet w tej samej klatce schodowej: on na trzecim piętrze, a ona na pierwszym. Lubią podobne zabawy, na przykład budowanie z klocków czy tworzenie z różnych materiałów torów i miast dla samochodzików Jasia. Często bawią się też wspólnie w dom czy przedszkole lalkami Nadii. Dzieci chodzą do różnych przedszkoli, więc mogą widywać się tylko popołudniami i w weekendy. Na szczęście ich mamy też się lubią, więc okazji do spotkań jest mnóstwo.

- Zobacz, mam te superowe foremki do robienia domków. - Nadia demonstruje koledze nowe akcesoria do zabawy w piasku.

Foremki rzeczywiście wyglądają jak małe domy. Mają nawet zarysy drzwi i okien!

- Genialne! - Jaś jest pod wrażeniem. - Możemy zbudować miasto, chcesz?

- Aha! - Nadia kiwa głową. - Właś­nie o tym myślałam. Ja mogę robić domki, a ty ulice. Okej?

- Okej!

Jaś bierze do ręki grabki i zaczyna wytyczać nimi ulice. Raz na jakiś czas ustala z Nadią, którędy ma przebiegać dana droga i czy na przecięciu ulic zrobić zwykłe skrzyżowanie, czy rondo. Z kolei Nadia ustala z nim, w którym miejscu stawiać domki z piasku, a w którym zostawić wolną przestrzeń na parking.

Praca wre i dzięki współpracy budowniczych miasto powstaje naprawdę szybko. Pomaga też to, że ostatnio regularnie padał deszcz, więc piasek jest idealny do budowania: ani nie za suchy, ani nie za mokry. Jaś będzie mógł później przynieść z domu swoje samochodziki przeznaczone specjalnie do piaskownicy i do zabaw w wodzie. Są niewielkie, gumowe i mają kółka, które nie utykają w piachu. Że też ich teraz nie zabrał!

- Fajnie, że jesteś - mówi w pewnej chwili Nadia. - Mama nie mogła się ze mną bawić. Chodzi z wózkiem, żeby Leoś szybciej zasnął.

- Moja mama tak samo... Też by się ze mną nie bawiła, bo Adaś musi zasnąć - odpowiada Jaś i przewraca oczami. - Ciągle tylko Adaś i Adaś.

- Ach, ci młodsi bracia! - mówi Nadia i też przewraca oczami, ale z ciepłym uśmiechem.

Chłopiec odwzajemnia uśmiech. Dobrze jest bawić się z kimś, kto go tak rozumie i jest tak miły jak Nadia! To jego ulubiona koleżanka na osiedlu. Jaś z nikim nie dogaduje się tak dobrze jak z nią. Nigdy się też nie pobili ani nie obrazili jedno na drugie. Czasem się spierają albo nawet kłócą, ale Nadia jest miła i przyjazna, więc zawsze szybko dochodzą do porozumienia.

W pewnym momencie na Jasia pada cień i chłopiec dostrzega obok piaskownicy czyjeś nogi. Podnosi wzrok i widzi Janka, który trzyma się pod boki i przygląda się badawczo to jemu, to Nadii, to ich wspólnemu miastu.

Dalsza część w wersji pełnej

Wprowadzeniedo samoregulacji

Samoregulacja (ang. self-regulation) jest w niniejszej książce rozumiana jako zdolność do radzenia sobie ze stresem, czyli zmianami w organizmie wywołanymi działaniem rozmaitych stresorów. Zgodnie z definicją Hansa Selyego - lekarza fizjopatologa i endokrynologa, który poświęcił wiele lat badaniom nad stresem i wprowadził to pojęcie do powszechnego użycia - stresorem jest każdy bodziec, który wywołuje pewną reakcję wewnętrznych układów człowieka. W tym ujęciu stresorami są: niska temperatura powietrza, która sprawia między innymi, że naczynia krwionośne położone bezpośrednio pod skórą zwężają się, albo nagły głośny dźwięk, na który reaguje nie tylko ucho człowieka, ale także jego "układ alarmowy" w mózgu (ciało migdałowate informujące o możliwym zagrożeniu - powoduje to szereg reakcji biochemicznych i ewentualną reakcję mięśni szkieletowych).

Stresory mogą pochodzić z rozmaitych obszarów; w podejściu Self-Reg wyróżnia się ich pięć:

biologiczny (na przykład pragnienie czy ból, ostre światło, hałas); emocji (stresorem jest każda silna i/lub nieprzyjemna emocja); poznawczy (na przykład niezrozumiałe słowa czy schematy, negatywne myśli o świecie, innych ludziach lub samym sobie); społeczny (na przykład kontakty z nowo poznanymi osobami, przebywanie w grupie, wystąpienia publiczne); prospołeczny (na przykład konflikty, bycie świadkiem przemocy, silne emocje innych osób).

Reakcja organizmu na stresor przebiega następująco: stresor wywołuje napięcie, czyli fizyczne bądź umysłowe odczucie informujące system nerwowy, że ten musi uruchomić reakcję pewnych organów i układów. Ta reakcja - a później powrót do równowagi (homeo­stazy) - zużywa energię, czyli dostępne owym organom i układom zasoby glukozy. Innymi słowy, powrót do równowagi kosztuje: im wyższe jest skumulowane napięcie, tym więcej energii zużywa organizm i tym większa jest potrzeba odbudowania jej zasobów, ­czyli regeneracji. Właśnie tego "zarządzania" napięciem i energią dotyczy samoregulacja.

Ludzie już od urodzenia różnią się pod względem reaktywności na stres, czyli tego, w jaki sposób i jak silnie reagują na konkretne stresory, a także pod względem tego, jak odbudowują zasoby energii i ile wysiłku muszą w to włożyć. Indywidualną reaktywność na stres kształtuje szereg czynników: wrodzone cechy i sposób funkcjonowania układu nerwowego (w tym ewentualna neuroodmienność, do której zalicza się między innymi spektrum autyzmu i ADHD), zaburzenia czy choroby, wiek i etap rozwojowy, a także osobiste doświadczenia1.

Efekt działania danego stresora może różnić się w zależności od sytuacji, nawet dla tej samej osoby. Wpływają na to przede wszystkim liczba i rodzaj stresorów oddziałujących na tę osobę w danym momencie, duże znaczenie mają również jej aktualne zasoby energii. Stresory wzmacniają bowiem wzajemnie swoje działanie tak, że wystąpienie jednego może nasilać reakcję człowieka na inny. Na przykład niewyspany i spieszący się rodzic odczuwa większe napięcie w reakcji na trudne zachowanie dziecka niż ten sam rodzic, kiedy jest wyspany i zrelaksowany. Świadomość istnienia owych różnic w połączeniu z wiedzą o samoregulacji pomaga dzieciom i dorosłym w radzeniu sobie ze stresem.

Warto zaznaczyć, że kilkuletnie dzieci mają dość ograniczoną umiejętność samoregulacji. W znakomitej większości przypadków potrzebują wsparcia doros­łych nie tylko w zaspokajaniu swoich podstawowych potrzeb (na przykład potrzeby bezpieczeństwa czy jedzenia), ale też w powracaniu do równowagi, kiedy zostają z niej wytrącone pod wpływem stresorów. Jest to związane z tym, że mózg rozwija się - dosłownie buduje i przebudowuje - przez całe dzieciństwo i okres nastoletni, a kora przedczołowa osiąga pewną dojrzałość dopiero u dorosłego (ponad dwudziestoletniego) człowieka.

To właśnie kora przedczołowa jest odpowiedzialna za wiele ważnych funkcji, tzw. funkcji wykonawczych, w tym za samokontrolę (powstrzymywanie się od podążania za impulsami i popędami), przyjmowanie perspektywy innych osób, branie pod uwagę dobra wspólnego (myślenie w kategoriach "my", a nie tylko "ja") czy przewidywanie skutków własnych działań. Daniel J. Siegel, amerykański pediatra i psychiatra, porównuje dziecięcy mózg do domu z nieukończonym jeszcze "myś­lącym piętrem", za to z całkiem sprawnie działającym "prymitywnym parterem", odpowiedzialnym za podstawowe funkcje życiowe, działania nakierowane na realizację własnych potrzeb, a także emocje2. Podkreśla też znaczenie bezpiecznej więzi i spokoju opiekuna dla procesu budowy owego "domu".

Dorosły oczekujący od kilkulatka, że ten będzie w pełni korzystał z wymienionych funkcji wykonawczych, jest więc w dużym stopniu skazany na frustrację. Dzieci jęczą, krzyczą, płaczą, stawiają swoje potrzeby ponad potrzeby innych, są impulsywne i trudno im czekać na swoją kolej, a w chwilach silnych emocji bywają agresywne, bo... są dziećmi. Sami dorośli też zresztą nie zawsze zachowują się właściwie, w zgodzie ze swoimi wartościami. Nie udaje im się to, kiedy ich obciążenie stresem przekracza pewien poziom, powyżej którego trudno im skorzystać z zasobów "myślącego piętra". Korzystanie z niego jest bowiem energochłonne, a w stanie wysokiego napięcia organizm człowieka stara się oszczędzać energię. To dlatego także my, dorośli, czasem krzyczymy, straszymy, szantażujemy, obrażamy się, choć jeśli pomyślimy o danej sprawie na chłodno, dochodzimy do wniosku, że wolelibyśmy się zachowywać inaczej.

Jak reagować na trudne zachowania dzieci, aby wspie­rać samoregulację najmłodszych? Na gorąco, ­czyli gdy emocje biorą górę, najlepszą reakcją jest spokojne towarzyszenie dziecku w tych emocjach i zadbanie o bezpieczeństwo osób, zwierząt oraz - ewentualnie - mienia. Można wówczas w krótkich słowach zaznaczyć granicę lub przypomnieć dziecku o dobrze znanej mu zasadzie. Nie jest to jednak właściwy moment na przekonywanie malca do zmiany zdania za pomocą logicznych argumentów czy na rozmowę o perspektywie albo emocjach innych osób. Mózg pobudzonego, roz­emocjonowanego dziecka nie jest bowiem nastawiony na przetwarzanie tego rodzaju komunikatów: ich zrozumienie i przyjęcie wymaga sprawnego funkcjonowania kory przedczołowej.

Dopiero na zimno, kiedy wszyscy są już spokojni, można porozmawiać z małym człowiekiem o sytuacji i wspólnie z nim poszukać lepszych strategii radzenia sobie. Dziecko uczy się samoregulacji w kontakcie ze spokojnym, responsywnym (reagującym na jego komunikaty oraz potrzeby) i jasno zaznaczającym granice opiekunem. Im częściej doświadcza takiego właśnie towarzyszenia zamiast surowego dyscyplinowania czy kar, tym łatwiej nauczy się samo odzyskiwać spokój i poszukiwać takich strategii zaspokajania swoich potrzeb, które nie przekraczają granic innych osób. Z kolei im trudniejsze i bardziej stresujące doświadczenia mają dane dziecko czy dorosły, tym trudniej jest im się uspokajać i tym więcej energii ich to kosztuje. Warto przy tym pamiętać, że ludzie różnią się reaktywnością na stres, a zatem dwie osoby w identycznych sytuacjach mogą zachowywać się inaczej. Porównania z innymi nie są zbyt pomocne.

Godne szczególnego podkreślenia jest to, że empatyczne towarzyszenie dziecku i wspieranie go w radzeniu sobie ze stresem kosztuje dorosłego sporo energii. Wobec nieokiełznanych dziecięcych emocji dorosły może poczuć się rozregulowany: bezradny, bezsilny, zaniepokojony, smutny, rozczarowany, zirytowany, wściekły. Dlatego zanim rzuci się "na ratunek" dzieciom, potrzebuje choćby w minimalnym stopniu wyregulować siebie, czyli popracować nad własnym spokojem. Często stosowana w tym kontekście metafora odnosi się do sytuacji, kiedy w samolocie ciś­nienie nagle spada tak, że pasażerowie muszą założyć maseczki tlenowe. Należy wówczas przestrzegać zasady, aby najpierw założyć maskę sobie, a dopiero później - dziecku lub innemu pasażerowi, jeśli potrzebują pomocy.

Poniżej wymieniono przykłady sytuacji, w których opiekun jest szczególnie obciążony stresem. W dłuższej perspektywie przyczynia się to do rozregulowania i może prowadzić do niezbyt wspierających czy wręcz agresywnych zachowań:

kiedy dziecko jest jeszcze małe (w wieku przedszkolnym lub młodsze); kiedy dziecko silniej i/lub w inny sposób niż większość jego rówieśników reaguje na wiele stresorów (na przykład w związku z tym, że rozwija się w spektrum autyzmu lub ADHD, albo z innych względów atypowo); kiedy dziecko jest aktualnie w większym niż zazwyczaj stopniu obciążone stresem, na przykład doświadcza objawów choroby albo adaptuje się do nowej sytuacji (takiej jak niedawne narodziny rodzeństwa, przeprowadzka w nowe miejsce, pobyt w przedszkolu); kiedy sam opiekun silniej i/lub w inny sposób niż większość dorosłych reaguje na wiele stresorów; kiedy sam opiekun doświadcza aktualnie silnego stresu; kiedy opiekun zajmuje się dzieckiem przez dłuższy czas bez wsparcia innych dorosłych; kiedy opiekun przez dłuższy czas zajmuje się więcej niż jednym dzieckiem.

Bardzo ważne jest, aby dorośli opiekujący się dziećmi - zwłaszcza w wymienionych powyżej okolicznościach - stosowali wszelkie dostępne strategie regeneracji oraz korzystali ze wsparcia innych dorosłych, a także redukowali własny stres i poszerzali samoświadomość. Nie da się bowiem przecenić pozytywnego wpływu, jaki na funkcjonowanie dziecka mają zdrowie psychiczne i dobrostan najważniejszych dorosłych w jego życiu. Kiedy ci dorośli dobrze radzą sobie z własnymi emocjami, umieją na bieżąco i w zdrowy sposób rozładowywać napięcie, dbają o swoje ciało i umysł, akceptują samych siebie, konstruktywnie rozwiązują konflikty - przekłada się to na większe poczucie bezpieczeństwa dziecka i sprzyja obniżaniu jego napięcia. A kiedy dziecko jest spokojne i czuje się dobrze, zachowuje się najlepiej, jak potrafi, i chętniej wkracza na nieznane sobie terytoria, czy to w obszarze kompetencji społecznych, czy jakichkolwiek innych.

Rodzice i opiekunowie niekoniecznie wynieśli wymienione umiejętności z domu rodzinnego, nierzadko potrzebują je sobie przyswoić. Pomocne w tym mogą być: szeroko pojęta psychoedukacja (czytanie książek, udział w szkoleniach czy warsztatach), otaczanie się wspierającymi ludźmi, którzy mają te umiejętności, profesjonalny coaching czy wreszcie psychoterapia.

Na koniec warto podkreślić, że samoregulacja jest umiejętnością, którą można wzmacniać - z dobrymi rezultatami - przez całe życie. Można zacząć w dowolnym momencie, nawet w bardzo zaawansowanym wieku i gdy ma się bagaż wielu trudnych doświadczeń. Można - i warto, bo dobra samoregulacja pomaga żyć spokojniej i w zgodzie ze swoimi wartościami.

1 Indywidualne różnice w reaktywności na stres, w tym te wynika­jące z neuroróżnorodności, są motywem przewodnim tomu Self-Regulation. Jak się lubić w świecie pełnym różnic.

2 Por. D.J. Siegel, T.P. Bryson, Zintegrowany mózg - zintegrowane ­dziecko. 12 rewolucyjnych strategii kształtujących umysł twojego ­dziecka, tłum. N. Radomski, Poznań 2018.