rozdział 1
O zdalnej szkole, kucykach i o tym, że warto wspierać się nawzajem
Ależ okropnie zaczął się ten dzień! Rano Kuba miał zdalną lekcję z panią Małgosią i całą klasą I a (zdalna lekcja to takie zajęcia online, podczas których wszyscy widzą się na ekranie i słyszą, co kto mówi) i wszystko poszło nie tak. Najpierw okazało się, że rodzice nie wydrukowali przed lekcją wszystkich przysłanych przez panią Małgosię materiałów. Przez to Kuba nie rozwiązał kilku rebusów i nie wiedział, o czym pani rozmawia z dziećmi. Och, jak się tym zdenerwował! A potem wydarzyło się coś jeszcze gorszego. Pani Małgosia zaproponowała uczniom udział w quizie matematycznym. Na początku każdy miał wpisać w okienku swoje imię. Kuba niechcący wpisał "Juba" zamiast "Kuba", nacisnął enter i potem już nie można było tego zmienić. Tak go to wytrąciło z równowagi, że nie był w stanie myśleć logicznie i na większość pytań nie zdążył odpowiedzieć. I do tego ten okropny Eryk się z niego śmiał! Pewnie teraz będzie go przezywał "Juba". Co za koszmar!
Kuba nie lubił lekcji zdalnych. To znaczy... Trochę je lubił, ale jednak bardziej nie. Jego szkoła - podobnie jak przedszkole Lenki oraz wszystkie inne szkoły i przedszkola w Polsce - była zamknięta od ponad miesiąca z powodu pandemii koronawirusa. Pandemia to sytuacja, w której na jakąś chorobę zapada jednocześnie wiele osób w różnych stronach świata. A koronawirus to taki wirus przypominający wirusa grypy, który istnieje dopiero od kilku miesięcy i dlatego ludzie nie są na niego odporni. Gdyby wszyscy naraz zachorowali, to w szpitalach mogłoby zabraknąć miejsc, sprzętu i zdrowych lekarzy, którzy leczyliby chorych. Dlatego teraz ludzie na całym świecie siedzą w domach, pracują w domach, uczą się w domach. Oczywiście nie wszyscy: na przykład taki strażak nie będzie gasił pożaru, pozostając we własnym mieszkaniu, wiadomo! Ale każdy, kto może - zostaje w domu. Na przykład mama, tata, Kuba i Lenka, jego niemal pięcioletnia siostra, która była w porządku, ale ostatnio nie da się z nią bawić, bo interesują ją tylko kucyki. A ile można bawić się kucykami zamiast na przykład klockami Lego?!
Zdalne lekcje miały tę zaletę, że mógł dzięki nim spotkać się z panią Małgosią, koleżankami i kolegami: zobaczyć ich twarze, usłyszeć głosy. A jednocześnie były dość stresujące, bo Kuba trochę nie ogarniał tego programu, przez który rozmawiali (zresztą nikt z klasy tak do końca go nie ogarniał). Okienka z twarzami pojawiały się i znikały, dźwięk czasem się urywał, czasem słychać było jakieś trzaski, ciągle ktoś zapominał włączyć mikrofon... To zupełnie nie to samo co spotkanie w szkolnej sali, w świetlicy czy na placu zabaw. Och, jak mu tego brakowało!
Tak naprawdę to nie przykry przebieg dzisiejszej zdalnej lekcji - a raczej nie tylko on - był przyczyną podłego humoru Kuby. Wszystko zaczęło się już wczoraj wieczorem, kiedy przed snem jak zwykle towarzyszył mu tata. Tata ostatnio był całymi dniami nieobecny. To znaczy: obecny w domu - w małym pokoiku nad garażem przerobionym chwilowo na gabinet - ale niedostępny dla rodziny. Tata był psychologiem i psychoterapeutą i miał pełne ręce roboty, bo mnóstwo dzieciaków i młodych ludzi, z którymi pracował, cierpiało w czasie pandemii koronawirusa na lęki i depresję. Tata przez całe dnie prowadził swoje sesje terapeutyczne online i udzielał telefonicznych konsultacji. Wyglądało to pewnie jak jego, Kuby, zdalne lekcje i lekcje zdalne mamy, która była nauczycielką, wychowawczynią klasy II b. Kubie bardzo brakowało wspólnych popołudni z obojgiem rodziców sprzed pojawienia się koronawirusa.
Ale czas przed zaśnięciem nadal należał do dzieci. Tata najpierw kładł spać Lenkę, a potem przychodził do pokoju Kuby i rozmawiali o ważnych dla nich obu sprawach. No i wczoraj Kuba spytał tatę, kiedy ta cała kwarantanna (czyli siedzenie w domu) się skończy i czy zielona szkoła odbędzie się zgodnie z planem w połowie czerwca. Tata zafrasował się i po chwili wahania powiedział, że do końca roku szkolnego raczej żadne grupowe wycieczki nie będą możliwe. Kuba aż zaniemówił. Jak to?! Przecież zieloną szkołę - czyli dwudniową klasową wycieczkę - planowano już od października! Wszyscy byli nią bardzo podekscytowani, bo żadne z dzieci jeszcze nigdy nie nocowało poza domem bez rodziców czy dziadków. Kuba trochę się obawiał tego nocowania, ale jednak chęć przeżycia czegoś nowego była silniejsza. A kiedy tata wczoraj dodał: "Wiesz, synku, bardzo możliwe, że już nie wrócisz do szkoły przed wakacjami i dopiero we wrześniu pójdziesz do drugiej klasy", Kuba poczuł się zdruzgotany, absolutnie załamany. Był dumny z tego, że już chodzi do szkoły i dostanie świadectwo na zakończenie roku szkolnego. Nie wyobrażał sobie, że jego pierwszy rok nauki w szkole mógłby się tak po prostu zakończyć - bez uroczystości, bez rozdania świadectw, bez wspólnych pamiątkowych zdjęć. I bez zielonej szkoły. A nawet bez Dnia Mamy i Taty i pikniku rodzinnego w czerwcu! To był jakiś koszmar. Nic dziwnego, że Kuba miał beznadziejny nastrój od samego rana, a sprawa z "Jubą" i Erykiem jeszcze bardziej go przygnębiła.
Teraz na Kubę czekało ważne zadanie, na które dziś zupełnie nie miał ochoty. Za chwilę mama miała zacząć swoją lekcję online z klasą II b. Na czas lekcji mama zamykała się w sypialni rodziców pełniącej też chwilowo funkcję gabinetu i nie wolno jej było przeszkadzać. Kuba to akceptował, w końcu miał już osiem lat, ale niespełna pięcioletnia Lenka ostatnio zachowywała się jak maluch. Niby wiedziała, że podczas lekcji nie może co chwila przychodzić do mamy i jej o coś pytać albo wdrapywać się jej na kolana, ale... w praktyce ciągle o tym zapominała i trzeba było jej pilnować. To właśnie była rola Kuby: towarzyszyć Lence, bawić się z nią - słowem, zajmować ją tak, żeby nie przeszkadzała mamie. Na początku tej całej kwarantanny to było łatwe i przyjemne zadanie. Lenka była naprawdę w porządku jako siostra, choć czasem rozwalała mu budowle z klocków Lego i niechętnie brała udział w ich odbudowie. Ale z czasem ten codzienny obowiązek zaczął Kubie ciążyć, bo Lenka coraz częściej próbowała się wymknąć i pobiec do mamy.
Teraz mama zamknęła się w sypialni, a chłopiec usiadł wraz z Lenką na dywanie w jej pokoju.
- Pobawisz się ze mną kucykami? - spytała Lenka. Kuba jęknął w duchu.
- A może zbudujemy miasto i pojeździmy samochodami? Albo pobawimy się ciastoliną? Albo poczytam ci coś? - spytał z nadzieją w głosie.
- Nie. Kucykami - odparła stanowczo, podając mu białego plastikowego kucyka z fioletową grzywą i różowym ogonem. - Ty będziesz tym, a ja tym. - To mówiąc, wzięła do ręki innego, w kolorach tęczy.
Kuba poczuł, jak wzbiera w nim bunt.
- Nie chcę się bawić kucykami. Możemy bawić się samochodami albo ciastoliną, albo czytać. A jak nie chcesz, to baw się sama - powiedział stanowczym głosem do siostry, wstając z dywanu.
- A ja chcę się bawić kucykami! Masz się ze mną bawić! Teraz! - krzyknęła Lenka, również zrywając się na równe nogi. - Teraz! Teraz! Teraz! - powtórzyła jeszcze głośniej, tupiąc ze złością.
- Nie będziesz mi rozkazywać! - Kuba podniósł głos. - Nie jestem twoim służącym!
- Mamooooo! - rozkrzyczała się Lenka, biegnąc do drzwi i przez nie na korytarz. - Mamo, on nie chce się ze mną bawić! Miał się mną zajmooooooować!
- Stój! - krzyknął Kuba, biegnąc za Lenką. - Lena, wracaj! Mama ma lekcję! Nie możesz jej przeszkadzać!
- A właśnie że mogę! - Lenka dopadła drzwi sypialni i zaczęła szarpać za klamkę. Kuba zaparł się o drzwi, uniemożliwiając dziewczynce ich otworzenie.
- Mamo, powiedz mu coś! Mamooooooo! - krzyczała głośno jego siostra.
- Cicho bądź! Lena, no proszę cię! - syknął Kuba, ale było już za późno. Krzyki sprawiły, że mama przerwała lekcję i podeszła do drzwi. Kuba przestał je przytrzymywać i Lenka gwałtownie je otworzyła. Mama stała w progu. Była zdenerwowana.
- Mamoooooo, on nie chce się ze mną bawić! - poskarżyła się Lenka mamie, układając usta w smutną podkówkę. Mama przyklękła i powiedziała do dzieci opanowanym, choć nie całkiem spokojnym tonem:
- Kochani, mam lekcję, potrzebuję się skupić i nie mogę teraz z wami rozmawiać. Jeśli nie możecie się dogadać, to włączcie sobie bajkę, ale tylko do końca mojej lekcji.
- A będę mogła potem jeszcze raz coś obejrzeć? - spytała z nadzieją Lenka.
- Jeśli nie będziesz za bardzo pobudzona po tej bajce, to tak. A teraz zmykajcie - powiedziała mama. Delikatnie popchnęła dzieci i zamknęła za nimi drzwi.
- Hurra, bajka! - zawołała zadowolona Lenka. - Włącz mi tę o kucykach!
Kuba westchnął i poszedł za siostrą do salonu, gdzie stał telewizor. Włączył go, wyszukał odpowiedni serial i wcisnął "Play". Lenka usiadła na kanapie i zamarła, wpatrzona w ekran.
Dalsza część rozdziału dostępna w pełnej wersji
WSTĘP
Niniejsza książka jest drugą mojego autorstwa pod tytułem "Self-Regulation", ale można ją czytać niezależnie od poprzedniej. Pierwszy zbiór opowiadań, przeznaczony dla dzieci w wieku około 4-8 lat i ich opiekunów, był poświęcony metodzie Self-Reg - jednemu z podejść do samoregulacji, opracowanemu przez kanadyjskiego eksperta, prof. Stuarta Shankera. Niniejszy tom jest skierowany do dzieci w wieku wczesnoszkolnym (około 6-10 lat) oraz ich opiekunów, a jego treść wykracza poza ramy tamtego podejścia.
Celem, który przyświecał mi podczas pracy nad tą książką, było przekazanie - w formie atrakcyjnej zarówno dla młodszych, jak i dla starszych czytelników - wiedzy na temat samoregulacji (ang. self-regulation). Sama zdobyłam tę wiedzę w czasie kształcenia i praktyki coacha oraz coacha kryzysowego wspierającego mamy zmagające się ze stresem, złością i kryzysem, a także podczas szkoleń certyfikacyjnych z metody Self-Reg i podczas samodzielnego jej zgłębiania. W pracy nad książką przydatne było też moje doświadczenie wysoko wrażliwej mamy trzech synów, w tym jednego wysoko wrażliwego.
Redakcji merytorycznej książki dokonała Jagoda Sikora, psycholog dziecięcy, doktor nauk społecznych w dyscyplinie psychologii i facylitatorka Self-Reg. Na co dzień wspiera w radzeniu sobie ze stresem rodziców i dzieci w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka, prowadzi warsztaty i szkolenia dla profesjonalistów, a także uczy przyszłych psychologów na Uniwersytecie Śląskim. Prywatnie jest żoną oraz mamą trzech synów.
Samoregulację rozumiem w tej książce jako zdolność do radzenia sobie ze stresem. Stres z kolei to suma rozmaitych stresorów oddziałujących na organizm człowieka, tj. wszelkich bodźców, które zakłócają wewnętrzną równowagę organizmu. Stresor może manifestować się w obszarze ciała (w jego wnętrzu, np. głód czy ból, lub z zewnątrz, np. hałas czy upał), w sferze emocji (wszelkie nieprzyjemne i/lub silne emocje) i poznawczej/mentalnej (np. samokrytyczne myśli, trudność w rozwiązaniu jakiegoś zadania lub zrozumieniu sytuacji), wreszcie w obszarze społecznym (np. prowadzenie konwersacji z nowo poznaną osobą, konflikt z drugim człowiekiem). Każdy stresor powoduje napięcie - fizyczne lub umysłowe odczucie, które informuje system nerwowy, że powinien uruchomić pewne reakcje w ciele. To zaś powoduje zużycie energii, czyli zmniejsza zasoby glukozy bezpośrednio dostępnej dla wewnętrznych układów ludzkiego organizmu. To, jak silne napięcie powoduje dany stresor u konkretnej osoby i ile energii spala w efekcie jej organizm, jest kwestią indywidualną, zależną od uwarunkowań biologicznych oraz wcześniejszych doświadczeń człowieka.
Samoregulacja dotyczy zatem powracania do szeroko pojętej równowagi biofizjologicznej i umysłowej (homeostazy), kiedy ta została zakłócona oddziaływaniem stresorów. Człowiek z wysoką zdolnością do samoregulacji osiąga stany psychofizyczne adekwatne do sytuacji, np. jest odpowiednio pobudzony i skoncentrowany, kiedy ma przystąpić do egzaminu lub wystąpić publicznie, a senny i przyjemnie zrelaksowany - późnym wieczorem, przed zaśnięciem. Ma wysoko rozwiniętą samoświadomość, zatem rozumie, w jaki sposób oddziałują na niego rozmaite stresory oraz czy i w jaki sposób może je wyeliminować bądź złagodzić ich działanie. Aktywnie poszukuje indywidualnych strategii, które pozwalają mu zregenerować się, czyli odbudować zasoby energii. Jest też świadom swoich emocji, akceptuje je i potrafi się uspokajać bez ich tłumienia, wypierania bądź negowania. Buduje pełne wzajemnego zrozumienia i akceptacji relacje z innymi ludźmi i jest w stanie widzieć zarówno we własnych, jak i w cudzych trudnych zachowaniach symptomy nadmiernego obciążenia stresem. Wspiera własne i inne powierzone mu pod opiekę dzieci w nauce samoregulacji. Efektywna samoregulacja sprzyja rozwojowi i uczeniu się oraz dobrostanowi emocjonalnemu, społecznemu i fizycznemu.
Moim marzeniem jest, aby jak najwięcej ludzi znalazło się na ścieżce wiodącej do dobrej samoregulacji. Świat będzie wtedy przyjaźniejszym miejscem. Poprzez tę książkę i całą moją działalność polegającą na szerzeniu wiedzy o stresie i samoregulacji chcę krok po kroku zbliżać się do tego celu.
Pragnę w tym miejscu podziękować wszystkim osobom, które wspierały mnie w tym projekcie. Dziękuję mojej rodzinie, zwłaszcza mężowi i synom - moim pierwszym entuzjastycznym redaktorom i krytykom, oraz przyjaciołom (ze szczególnym uwzględnieniem pewnego młodego znawcy Minecrafta). Jestem wdzięczna Jagodzie Sikorze za dobrą współpracę i ogromne wsparcie, którego od niej doświadczam na co dzień. Moim redaktorkom z wydawnictwa Znak Emotikon, Elżbiecie Kot i Aleksandrze Prętkiej, dziękuję za wiarę we mnie i przyjazne, acz nieustępliwe motywowanie do wysiłku. Głównym źródłem motywacji podczas pracy byli dla mnie jednak mali i duzi czytelnicy mojej poprzedniej książki. To ich entuzjazm, uskrzydlające mnie wiadomości i moralne wsparcie w chwilach zwątpienia sprawiły, że ta książka mogła powstać pomimo rozmaitych przeszkód.
Warszawa, sierpień 2020 r.