Seksualne życie Polaków - Magda Mieśnik, Piotr Mieśnik

Kup ebooka

31.99 zł
26.55 zł (19,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Gra wstępna

W sypialni, pod kołdrą, przy zgaszonym świetle. Bez gry wstępnej i zdejmowania stanika. W pośpiechu; wszystko trwa raptem kilka minut. Głównie na misjonarza, czasem na jeźdźca albo od tyłu, jeśli ona akurat się zgodzi. Żadnych wyszukanych pozycji. Seks oralny? Ona nie chce. On by chciał, żeby ona chciała, ale czy on zrobiłby to samo jej? O nie. Wszystko przez Kościół, jego nakazy i zakazy. To dlatego Polacy są takimi kiepskimi kochankami - twierdzą dziennikarze w kolorowych magazynach. Wrodzony konserwatyzm wpływa na każdą sferę naszego życia, również na nasz seks.

Sami też nie uważamy się za najlepszych kochanków, ale czemu mielibyśmy, skoro wierzymy w to, co czytamy w prasie kobiecej? A co, gdybyśmy powiedzieli wam, że jest inaczej i w ostatnich latach w Polsce wydarzyła się rewolucja seksualna? Po cichu, bez medialnego szumu. Co, gdybyśmy powiedzieli wam, że jako kochankowie nie mamy już nic wspólnego z naszymi dziadkami i babkami, a nawet z naszymi ojcami i matkami, dla których seks był albo aktywnością służącą prokreacji, albo chwilowym zapomnieniem się po hucznej, zakrapianej alkoholem imprezie?

Na pomysł napisania tej książki wpadliśmy podczas zbierania materiałów do naszej poprzedniej publikacji. Praca nad Prostytutkami uświadomiła nam, jak wielkie znaczenie dla upowszechnienia się prostytucji w naszym kraju miał internet. Okazuje się, że z seksem jest podobnie. Ostatnie dwadzieścia lat ekspansji tego medium w Polsce to czas odrzucania przez nas, jej obywateli, wstydu i zahamowań. Dostęp do sieci sprawił, że w końcu możemy uatrakcyjniać nasze życie seksualne bez ograniczeń. Zaczęliśmy na potęgę eksperymentować - do tego stopnia, że czytając fragmenty tej książki, niektórzy z was mogą zacząć łapać się za głowy i pomyśleć: "To niewłaściwe, brudne, złe". Liczymy się z tym. Zdajemy też sobie sprawę z tego, że jedni z was znajdą w naszej publikacji zapis własnych doświadczeń, inni przeczytają o swoich niezrealizowanych marzeniach, jeszcze inni odrzucą ją z obrzydzeniem, uznając za tanią pornografię. Nie ma się co obrażać. Tak jak nie ma się co obrażać na to, że... właśnie tak wygląda polska alkowa. Tu nie ma właściwych rozwiązań. Naszą seksualność ograniczają tak naprawdę tylko wolność i chęci drugiego człowieka. Coś, co kilka lat temu było określane jako zboczenie, dziś traktowane jest jako normalna praktyka seksualna.

Być gwiazdą, gwiazdą, ludzi fantazją

Pokaż się

Jesteśmy nadzy, bo dawno wykrwawił się nasz wstyd.

Flary, Pro8L3M

- Mama, mama! - słychać dziecięcy głos dobiegający zza kadru. - Mama!!! - wydziera się dalej dziecko. Mama nie reaguje, jest teraz zajęta. Ma na sobie obcisły, wbijający się w krocze, seledynowy strój, prawie jakby występowała w jakimś filmie z serii o Boracie - cienki pasek ledwo zasłania sutki - i nadziewa właśnie olbrzymiego indyka, który leży w brytfance. Relację wideo śledzi siedemdziesięciu dziewięciu widzów. "Ciebie bym nadział!", "Fajne cycki, pokaż sutki", "A cipka wygolona?", "No widzisz, że gładziutka, przecież nic nie wystaje", "Lubisz być od tyłu brana?", "Spotykasz się?".

"LolliMiss", bo taki pseudonim ma występująca, nie reaguje ani na wrzaski swojego dziecka, ani na zaczepki internautów. Do krzyków kilkulatka jest pewnie przyzwyczajona, jak każdy rodzic, a na komputerze nie ma jak odpisać, bo pobrudziłaby laptopa. Dziecko drze się coraz głośniej, a "LolliMiss" zaczyna nagle się trząść. Nie porzuca jednak kulinarnego wyzwania. "No no, mamuśka z nadzieniem!" - komentują widzowie. - Co tak słabo? - prowokuje kobieta. - Patrzcie na opis: wibratory mam dwa, jeden w cipci, a drugi w dupce. Kto mnie pojedzie w obie dziurki naraz? - zachęca. Dziecko przestaje krzyczeć, być może to głos mamy je uspokaja.

*

Jaśka pracuje za ladą. Jest sklepową. Ma olbrzymi biust i tłusty brzuch. Tak właśnie siebie opisuje, mówi o swojej tuszy bez ogródek. Brzuch nie jest problemem, gdy pokazuje piersi - wtedy wszyscy mają na co się gapić. Nie w spożywczaku oczywiście, tylko na kamerkach.

"Jeśli Użytkownik lub Wykonawca korzysta z terminala komputerowego, który dostępny jest także dla osób trzecich, ma obowiązek za każdym odejściem od takiego terminala wylogować się oraz nie dopuścić, aby dana przeglądarka zarejestrowała login i hasło Użytkownika/Wykonawcy".

[Z regulaminu jednego z serwisów].

Gośkę poznała na piwie. Choć bliższe prawdy byłoby: "przy zakupie piwa". Wparowała do sklepu w ostatniej chwili, gdy Jaśka już miała zamykać drzwi, i zaświergotała słodko:

- Cztery kasztelanki tylko, złociutka. Randkę mam z mężem.

Przy kasie okazało się, że brakuje jej drobnych. Groszowe sprawy.

- Oddam, kochanieńka, na pewno oddam!

Jaśka machnęła ręką. W kolejnych tygodniach zaprzyjaźniły się - od słowa do słowa, od gestu do gestu, od jednej wypitej setki do drugiej.

Gośka też jest przy kości, choć piersi ma małe, ale za to "dupę jak kobyłka", jak mówi jej mąż. Pracuje jako księgowa. Żadne tam kreatywne podejście czy jakieś wilki z Wall Street. Trochę jednoosobowych działalności, bo jak się jest starej daty, to te excele wcale nie są takie oczywiste.

"Od Użytkownika może być wymagane przekazanie określonej ilości wynagrodzenia wyrażonego w żetonach w celu możliwości pisania przez takiego Użytkownika na czacie".

[Z regulaminu jednego z serwisów].

Jest jeszcze Mirka, przyjaciółka Gośki z najdawniejszych czasów: szkolnych, a nawet i wcześniejszych. Z całej trójki najmłodsza, najszczuplejsza; śmieją się, że w ogóle jest we wszystkim "naj". Gdy siadają do kamerek, nie zakłada pasa wyszczuplającego na brzuch ani peruki. Początkowo nie chce powiedzieć, czym zajmuje się na co dzień. "Bo jeszcze się ktoś zorientuje...".

I tak się orientują. Zawsze znajdzie się ktoś, kto próbuje zgadnąć tożsamość występującej. Jak jest nachalny albo blisko prawdy, to od razu zostaje zablokowany.

"Mira, to ty?" - zapytał kiedyś jeden z użytkowników.

"Mira, jaka Mira? Tu nie ma takiej, spierdalaj". Najpierw palce wystukały słowa, a potem poszedł ban.

"Zakazane jest umieszczanie przez Użytkowników i Wykonawców komentarzy oraz wpisów na czacie: obraźliwych lub wulgarnych, chyba że z konwencji, w jakiej dokonywana jest transmisja, wynika, iż Wykonawca wyraża zgodę na treści obraźliwe i wulgaryzmy, np. BDSM (...)".

[Z regulaminu jednego z serwisów].

[Skrót BDSM pochodzi od angielskich słów: bondage & discipline (BD), czyli związanie i dyscyplina, domination & submission (DS) - dominacja i uległość oraz sadism & masochism (SM) - sadyzm i masochizm].

Na stole leży cerata. Wygląda jak wzorzysty obrus, ale nim nie jest. Tak jest prościej, w końcu zawsze się coś przewróci, wyleje i już jest syf. Sok, wódka, oliwka. Na ceracie leżą talerze, na nich kanapeczki z serkiem, z mortadelą i z pasztetową - jak to zwykle bywa w polskich domach podczas spotkań towarzyskich. Są też oczywiście ogórki kiszone, jajka w majonezie i sałatka jarzynowa, bo bez nich nie ma dobrej imprezy. Między talerzami i salaterkami leżą, już mniej tradycyjnie, dwa dilda i jeden wibrator. Bo i imprezowiczki są trzy. Zgodnie z niepisaną zasadą transmisję zaczynają, gdy już są lekko zrobione i mogą sobie trochę popuścić. Może czasem za bardzo?

Z głośnika dobiegają dźwięki pierwszej piosenki. Dziewczyny zaczynają śpiewać: "Małgośka, idą święta, a cipka zarośnięta!" - zmieniają słowa przeboju Maryli Rodowicz. Mirka podnosi nałożoną na gołe ciało koszulkę nocną Gośki, która w międzyczasie weszła na kanapę i zaczęła tańczyć. Gośka w pierwszym odruchu zasłania miejsca intymne i odwraca się do kamerki plecami, ale po chwili znowu tańczy, śmiało kręci biodrami i obraca się dookoła, odsłaniając przy okazji owłosienie łonowe i pupę. Dołącza do niej Jaśka, która na głowie ma perukę ze zmierzwionych włosów, wciśniętą chyba tyłem do przodu, a w dłoni trzyma "dildofon". Śpiewa: "O, biełyje kutasy!", bo repertuar zdążył się już zmienić, a po chwili wykrzykuje: "Violetta Villas żyje!".

Trzy godziny później wszystko wygląda mniej więcej tak samo. Jedyne, co się zmieniło, to mniejsza liczba kanapeczek na stole, bielizny na wciąż rozbawionych kobietach też jest mniej, natomiast alkoholu we krwi dużo więcej.

- Dawać zielone, nie bądźta chamy i sknerusy! - drze się wniebogłosy Jaśka. Apele zostają wysłuchane. Wirtualni obserwatorzy (licznik wskazuje ponad trzysta) natychmiast sięgają do wirtualnych sakiewek. W głośnikach słychać dźwięk przypominający sypanie się monet.

"Dzięki BydlaczekWawa!" - kobiety natychmiast odpisują wpłacającemu na czacie.

"Ile to was lat już podziwiam, chyba z osiem" - Bydlaczkowi zbiera się na sentymenty. Tu nie ma jednak na nie czasu. Nagle słychać huk, jakby ktoś trzasnął drzwiami. Matrony uśmiechają się do siebie porozumiewawczo, po czym wskakują na starą wersalkę i zaczynają intensywnie po niej skakać, ciesząc się jak małe dziewczynki. - Hokus-pokus, czary-mary, magiczna różdżka! - Gośka wskazuje dildem na mężczyznę wchodzącego do pokoju. Jej mąż nie jest zaskoczony całą sytuacją. Przeciwnie, wydaje się być na wszystko przygotowany. Jest pod wpływem alkoholu, w ręce trzyma butelkę wódki, a męskość swobodnie zwisa mu między nogami. "Monety" sypią się coraz obficiej.

"Wykonawca otrzyma wynagrodzenie w wysokości 10 groszy za każdy jeden żeton przekazany mu przez Użytkownika. Użytkownik przyjmuje do wiadomości, iż przekazując Wykonawcy określoną liczbę żetonów, płaci tym samym Wykonawcy równowartość 10 groszy za każdy przekazany żeton".

[Z regulaminu jednego z serwisów].

Kieliszki nie są potrzebne, gdy butelka krąży z rąk do rąk. Po chwili nie ma już połowy zawartości. Powoli zaczyna zbierać się widownia, a już potem następuje nagły wzrost liczby obserwatorów. One trzy, on jeden. Po paru minutach jest już prawie pół tysiąca widzów. Obserwują wydarzenie, płacą, kibicują. "No dalej kowboju! Zruchaj wszystkie trzy!" - zachęca ktoś z nich na czacie. "W każdą dziurę, w każdą" - dopowiada inny. Tymczasem gdy kończy się wódka, zaczyna brakować chęci u występującego mężczyzny. Penis opada, żona próbuje pomóc mu w powrocie do formy, ale z marnym skutkiem. Potem próbują jej koleżanki, najpierw jedna, potem druga. Jednak nawet z Mirką nie wychodzi. Publiczność zaczyna się niecierpliwić. "Może pomóc?" - pyta ktoś i dodaje do swojej wypowiedzi śmiejącą się emotikonkę. "Osiołkowi w żłoby dano!" - dorzuca ktoś inny, przypominając sobie tekst wiersza czytanego kiedyś w szkole. "Kurwa, ale przegryw. Leć dziadek po viagrę" - dodaje ktoś inny. "Cipę pokaż" - domaga się. - Co to jest cipa? Kurwa, cipeczka, jak już - mówi do kamery jedna z występujących. Zdenerwowany mężczyzna podbiega do laptopa i zatrzaskuje jego klapę. Występ zakończony.

Za trzy dni, góra tydzień wrócą. Robią to już ósmy rok, tak łatwo się nie zniechęcą. Wracają nie tylko dla pieniędzy, lecz także dla zabawy i dla sławy.

*

Smażony boczek przyjemnie skwierczy, roznosząc cudowną woń po całym mieszkaniu. Dla takiego boczku można by zabić. Choć i on ponoć zabija, jak mówi lekarz. - Będziesz miał wysoki cholesterol, głupku! - mówi Gośka, wchodząc do kuchni i widząc, jakie śniadanie szykuje jej mąż. Jednak natychmiast czuje się rześko, choć jeszcze przed chwilą nie mogła się obudzić. Jest poniedziałek, ale żadne z nich nigdzie się nie spieszy. Ani ona do papierów, ani on do smarów. Od kilku już lat są na swoim. - Mówiłem ci, to mit. Zresztą na coś trzeba umrzeć - odpowiada mężczyzna, krojąc do jajecznicy grube pajdy białego pieczywa. - Tylko pomyśl, czy to przez te zwężone tętnice ci potem kuśka nie staje - odparowuje Gosia, nalewając gęstą kawę z ekspresu przelewowego.

Jaśka też miała leniwy poranek, bo w poniedziałki chodzi do sklepu na drugą zmianę. Chciała iść na targ, bo wiadomo, że tam jest najtaniej. Nigdy nie robi zakupów w spożywczym, w którym pracuje. Dziś musi czekać na wnusia. Obiecał przyjść i zaktualizować jej system w laptopie. "Ostatnio strasznie mulił, gdy rozmawiała przez Skype'a z koleżankami" - brzmi oficjalna wersja.

I tylko u Mirki od rana meksyk, który będzie trwał cały tydzień aż do soboty. W tygodniu musi zrywać się z samego rana. Niepisana zasada między paniami mówi, że pokazy robią tylko we trzy. Jeśli jedna zachoruje albo nie może z jakiegoś innego powodu, odwołują występ. Kamerki to ich wspólna zabawa. Tak naprawdę dyspensę od kamerkowej reguły ma tylko Mirka. No ale ona musi mieć, szczególnie w dobie koronawirusa, gdy codziennie o ósmej rano musi włączać laptopa i odpalać transmisję. Tym razem na teamsach ze swoimi niesfornymi uczniami.

Jaśka: - Dziewczyny, pamiętacie nasz pierwszy raz? Siedziałyśmy jak jakieś cnotki przy stole. Dopiero jak wódka wjechała, to jakoś poszło. Coś tam pogadałyśmy, pośmiałyśmy się. Któraś dekolcik pokazała. Ale i tak było zainteresowanie. Zachęcali, żebyśmy coś więcej pokazały. Jedni grzecznie, inni mniej. Dopiero za trzecim razem poszło. Gośka dupą zaświeciła. No to ja: cycki na stół. I się zaczęło. Za mną na ulicy to się nigdy nikt nie oglądał. Co najwyżej w szkole złośliwości były, że jak wychodzę zza rogu, to pierwsze idą moje cycki, a ja za nimi. A tutaj? Zobaczcie, jestem królową. Uwielbiają mnie. Prawią mi komplementy. Do łóżka chcą mnie brać. Jak tego nie kochać?

Gośka: - Moja babcia zawsze powtarzała: "Dawaj mężowi zawsze, kiedy tego chce. To jedyny pewny sposób na dobre małżeństwo. Jak mu dasz, to będzie ci jadł z ręki". Większość kobiet obchodzi się bez seksu. Robią to z mężem raz na tydzień, raz na miesiąc, albo i rzadziej. Ale oni nie są bez winy. Jak baba ma mieć siłę i chęć, gdy jest zarobiona przy dzieciakach i jeszcze do roboty chodzi? Do tego gotowanie, sprzątanie. Chłopy, pomóżcie, a dostaniecie piękne podziękowanie. Powiem wam, że moja babcia mądra była. Nie mieliśmy żadnego kryzysu ze starym. Seks mamy nawet po dużej kłótni. Nie dziwię się, że tyle chłopów siedzi przed komputerem i nas ogląda. Żeby tylko kawałek piersi zobaczyć, a inne rzeczy to już spełnienie marzeń. Jakby w domu mieli wszystko, tobyśmy tylu widzów nie miały.

Mirka: - Nigdy nie byłam wstydliwa. Ciężko o wstyd, jak się od małego mieszka w małym domku, gdzie żyje osiem osób. Kąpaliśmy się razem, spaliśmy obok siebie. Widziałam wszystko. Nie to, co niektóre koleżanki w szkole. Gołego penisa nie widziały, a już miały po piętnaście lat. Mam taką młodą koleżankę w pracy. Dwoje dzieci ma. Osiem lat i jedenaście. Dziewczynki. I ona z nimi nawet o miesiączce nie rozmawia, a na kobiece organy mówi "psiapsioszka". No to jak te dziewczyny mają wejść w dorosłe życie bez wstydu, bez skrępowania? Przecież to rzutuje na całe ich życie seksualne. Nie mówię, że od razu mają się rozbierać przed kamerką. Ale udane życie łóżkowe w czterech ścianach jest bardzo ważne. Sama możesz decydować, co i z kim chcesz robić. Trzeba czuć się wolnym w tych sprawach. Zobaczcie nasze występy. Bawimy się jak nikt. Inni też mają z tego radość. Trzeba się dzielić szczęściem.

*

Klikam na chybił trafił. Ląduję u "Anusiaka", do tego "hot". Ma 166 centymetrów wzrostu, waży 50 kilogramów. Tak przynajmniej deklaruje i gdy patrzę na jej wysportowane ciało, to nie odnoszę wrażenia, że była ze mną nieszczera. Ze mną i z kilkudziesięcioma facetami, którzy ją w tej chwili obserwują. Blondynka z prostymi włosami do ramion. Pełne usta, ale nie te hialuronowe, napompowane "karpie". Sama pisze o sobie, że jest "kategoria MILF" ("mother I'd like to fuck" - przyp. aut.) i nie tylko przez grzeczność. Trudno mi zaprzeczyć. Oczy... o oczach za wiele wam nie powiem, nie było dane mi w nie spojrzeć. O wiele więcej mógłbym opowiedzieć o zakamarkach ciała, które, na co dzień skryte, teraz są widoczne dla wszystkich obserwatorów.

By skupić się na pracy, przenoszę wzrok z jej mocno eksponowanej kobiecości na opis występującej. Początek tradycyjny, bez polotu: "Lubię dobrą zabawę, przystojnych mężczyzn i spontaniczne sytuacje niekoniecznie związane z seksem, zboczuszki". No, ale dalej jest już pazur, wręcz pisarskie zacięcie! "Ważne! Nie jęczę, chyba że uderzę się w palec. Nie kwiczę jak zabijana świnia, nie stękam, chyba że mowa o polityce (wtedy stękanie jest na miejscu), nie wyję jak wilk do księżyca!".

Jest też opis i cennik oferowanych usług:

- Znasz mnie już dobrze albo tak bardzo ci się podobam, że chcesz ze mną spędzić całą godzinę. Obiecuję, że sprawię, że zapamiętasz to na długo - czas: 60 minut, cena: 4999 żetonów.

- Ja i 23-centymetrowe czarne dildo, mówiąc wprost: big black cock in my little pussy - czas: 8 minut, cena: 599 żetonów.

- Full hard fucking - palcóweczka obu dziurek, dildowanie obu dziurek, twix-dildo w cipce i dupci jednocześnie, głębokie gardło, dużo ślinki, a jak się uda: squirt wielokrotny (kobiecy wytrysk - przyp. aut.) - czas: 20 minut, cena: 2650 żetonów.

- Zdjęcie z twoim pseudonimem w moim profilu - cena: 2000 żetonów.

- Ocenka penisa/ciebie - czas: 3 minuty, cena: 300 żetonów.

Wybieram ostatnią usługę, bo trwa ona krótko, jest niezobowiązująca i przede wszystkim tania. Czterdziestu sześciu mężczyzn najprawdopodobniej wzdycha w tej chwili z rezygnacją, bo "Anusiak" wyłącza transmisję publiczną i przenosi się ze mną na kilkuminutowego priva. Oznacza to 300 żetonów mniej w wirtualnym portfelu. Za chwilę przekonam się, czy było to tego warte. - No ale pokaż się kociaku, jak mam cię teraz ocenić? - słyszę jej głos i pierwszy raz widzę jej twarz w zbliżeniu. Nerwowo szukam ustawień, po chwili i ja włączam wizję. - No fajny jesteś, ile masz latek? - pyta i uśmiecha się do mnie. - Serio faceci chcą z tobą rozmawiać o metryce? - odpowiadam zaczepnie. - No pewnie, że nie, no to pokazuj się - rzuca już tonem niemalże rozkazującym. Sprawdzam ustawienia, przecież już ją włączałem! - No, peniska pokazuj, bo czas leci - pogania mnie "Anusiak". Kiedy słyszę to zdrobnienie, przechodzi mi ochota na zabawę. "Anusiak" ocenia mnie więc, gdy jestem w stanie spoczynku. Dostaję 8 na 10, ale z jej słodką adnotacją, że "mocne". Czas się kończy i nasze spotkanie zostaje gwałtownie przerwane, a żeby je wznowić, musiałbym wykupić kolejny "bilet na priva". Za sakiewki chwytają jednak teraz mężczyźni czekający na transmisji publicznej. Za dwadzieścia żetonów mogą wykupić np. klapsa. Tego oczywiście sama sobie wymierza dziewczyna, ale jest jeszcze dodatkowa atrakcja. Klaps może być jeden, ale może być ich za tę samą cenę jeszcze więcej. Wszystko zależy od rulety, odpalanej w aplikacji w telefonie.

Palec kobiecej dłoni, zakończony na paznokciu długim tipsem, przesuwa wolno koło fortuny na ciekłokrystalicznym ekranie. Machina "rusza" z charakterystycznym stukotem, migają kolorowe pola na kole, ale liczb jeszcze nie da się odczytać. Wolno, wolniej. Już prawie zatrzymało się na 3, by przeskoczyć na wyczekiwane przez wszystkich pole zdefiniowane przez dwie 6. Ona odlicza na głos, my wszyscy odliczamy w myślach. Sześćdziesiąt sześć klapsów. - Wezmę tylko oliwkę - zaznacza i po wysmarowaniu sobie nią dłoni wymierza sobie soczyste uderzenia w jędrny pośladek, nie mając dla siebie litości. Po kilku razach na bladej skórze widać kształt dłoni, po kilkunastu razach czerwoną plamę, po kilkudziesięciu pojawia się lekka opuchlizna. - Ale się pobudziłam, no, kto dalej? Co robimy? - zachęca publikę "Hot_Anusiak".