Seks. Odwieczny problem Kościoła - Uta Ranke-Heinemann

Reflow text when sidebars are open.
Seks. Odwieczny problem Kościoła
Uta Ranke-Heinemann
Tłumaczenie: Marek Zeller (wyd. Uraeus 1995), Urszula Szymanderska, Sergiusz Lipnicki
Originally published in the German language as "Eunuchen für das Himmelreich. Katholische Kirche und Sexualität von Jesus bis Benedikt XVI"
Copyright ? 1988 by Hoffmann und Campe Verlag, Hamburg
Published by arrangement with Graal Ltd. All rights reserved.
This edition copyright ? Wydawnictwo RM, Poland 2015
Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl www.rm.com.pl
Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.
Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.
Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.
ISBN 978-83-7773-426-1 ISBN 978-83-7773-482-7 (e-Pub) ISBN 978-83-7773-483-4 (mobi)
Redaktor prowadzący: Agnieszka Trzebska-Cwalina Redakcja: Anna Czekanowicz (wyd. Uraeus 1995) Korekta: Paulina Potrykus-Woźniak Nadzór graficzny: Grażyna Jędrzejec Projekt okładki: Grażyna Jędrzejec Opracowanie wersji elektronicznej: Marcin Fabijański Weryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec
W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl
Spis treści
Przedmowa
Wstęp: Jezus sądu okręgowego
Rozdział 1: Niechrześcijańskie korzenie chrześcijańskiego pesymizmu seksualnego
Rozdział 2: Antyczne tabu krwi kobiecej i jego chrześcijańskie skutki
Rozdział 3: Nowy Testament i związane z nim nieporozumienia o narodzeniu z dziewicy, celibacie i ponownym małżeństwie osób rozwiedzionych
Rozdział 4: Ojcowie Kościoła do czasów Augustyna
Rozdział 5: Planowanie rodziny w czasach antycznych - dzieciobójstwo, przerywanie ciąży i jej zapobieganie
Rozdział 6: Augustyn
Rozdział 7: Rozwój celibatu
Rozdział 8: Strach celibatariuszy przed kobietami
Rozdział 9: Kobiety pod jarzmem celibatu
Rozdział 10: Uzakonnianie świeckich
Rozdział 11: Księgi pokutne i taryfy kar
Rozdział 12: Wczesna scholastyka - małżeństwa rozpustników i małżeństwa maryjne
Rozdział 13: Wczesna scholastyka - opozycja Abelarda i historia niedoli
Rozdział 14: Stosunek wstrzymywany - recepta na bezgrzeszny stosunek małżeński
Rozdział 15: Wiek XIII - złoty okres teologii - zniesławianie kobiet sięga szczytu
Rozdział 16: Tomasz z Akwinu - tytuł honorowy lumen ecclesiae, światło Kościoła
Rozdział 17: Zaostrzona walka przeciw antykoncepcji i jej kościelno-prawne skutki trwające do dziś
Rozdział 18: Kazirodztwo
Rozdział 19: Impotencja wywołana czarami i stosunki seksualne z diabłami, czarownice i podrzutki
Rozdział 20: Sobór trydencki i papież Sykstus Dalekosiężny
Rozdział 21: Luter i konsekwencje dla katolickiej moralności seksualnej
Rozdział 22: Janseniści i rozwiązła moralność jezuicka
Rozdział 23: Sposoby zapobiegania ciąży od 1500 do 1750 roku
Rozdział 24: Jan Paweł II i stosunek dla przyjemności
Rozdział 25: Wiek XIX i XX - epoka regulacji urodzeń
Rozdział 26: Usuwanie ciąży
Rozdział 27: Onanizm
Rozdział 28: Homoseksualizm
Rozdział 29: W sprawie teologii moralnej XX wieku
Rozdział 30: Przyczynek do mariologii
Rozdział 31: Moje największe rozczarowanie
Papież Jan Paweł II zawsze zajmował się umacnianiem wrogiego stanowiska Kościoła wobec kobiet i seksualności. Kiedy był jeszcze arcybiskupem w Krakowie i kierował Kołem Krakowskim, zainspirował swego poprzednika, papieża Pawła VI, do napisania encykliki Humanae vitae (tzw. encykliki pigułkowej). A gdy później sam został papieżem, sprowadził katolicyzm do wiary w celibat. W swoim liście apostolskim O godności i powołaniu kobiety (1988 rok) wyjaśniał, że sednem posłania Jezusa i faktyczną nowością, jaką przyniosło ze sobą chrześcijaństwo, było dziewictwo (rozdz. 20).
Po zakończeniu papieskiego wygnania kobiet, gdy chrześcijaństwo katolickie wskutek celibatu stało się w swej istocie strukturą monoseksualną, a Watykan zaczął funkcjonować jako idealny biotop dla homoseksualistów, Jan Paweł II postanowił zdeseksualizować również tychże homoseksualistów. W swoim Katechizmie Kościoła Katolickiego z 1992 roku zaintonował hymn na cześć czystego homoseksualisty. Opiera się w nim na starej, w najwyższym stopniu obraźliwej dla kobiet doktrynie maczystowskiej, że lepiej jest wydać własne córki na pastwę gwałtu niż dopuścić do "czynności homoseksualnych". Nie zażegnał jednak w ten sposób groźby, że konfesjonał stanie się skrzynką kontaktową dla homoseksualistów.
Dlatego papież Benedykt XVI wprowadził niebawem po objęciu swojego urzędu obowiązek denuncjowania homoseksualistów w seminariach duchownych (Barbara Hans w Spiegel-online 23.09.2005 roku). Donosy nie są niczym nowym w Kościele katolickim. Wzajemną denuncjację księży zalecił już synod w St. Pölten w 1284 roku. Chodziło wówczas o księży, którzy potajemnie utrzymywali konkubiny. W XXI wieku donoszenie dotyczy księży, którzy potajemnie utrzymują kontakty seksualne z partnerami - mężczyznami. Zanotować można postęp w Kościele katolickim, któremu wygnanie kobiet powiodło się całkowicie.
Książka Uty Ranke-Heinemann stara się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Kościół katolicki od zarania papiestwa po dzień dzisiejszy tak bardzo skupia się na płciowości człowieka i rości sobie prawo, by za wszelką cenę kontrolować, jak, gdzie i w jaki sposób ludzie uprawiają seks.
Wydawać by się mogło, że to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami sypialni, powinno być intymną sprawą pary kochanków. Nic bardziej mylnego. Z punktu widzenia Kościoła katolickiego życie erotyczne człowieka, jego seksualność i zmysłowość oraz czerpana z aktu miłosnego przyjemność to śmiertelne zagrożenia dla wiary i siedlisko grzechu.
Co ciekawe, karanie nierządników, a w szczególności kobiet uznawanych za burzycielki ładu moralnego, wydaje się katolickim instytucjom kościelnym ważniejsze niż piętnowanie oszustów, przestępców, morderców i wszystkich tych, którzy łamią pozostałe boskie przykazania.
A problemów we współczesnym katolicyzmie nie brakuje i wciąż przybywa. Autorka książki wnikliwie przygląda się poczynaniom kolejnych papieży i krytycznie ocenia kierunek zmian w Kościele katolickim.
Wstęp
Czternastego lipca 1981 roku sąd okręgowy w Hamburgu, wydział sto czterdziesty czwarty, skazał Henninga V., redaktora naczelnego pewnego czasopisma satyrycznego, na karę grzywny w wysokości czterdziestu stawek dziennych (stawka dzienna - osiemdziesiąt marek) za obrazę uczuć religijnych połączoną z obrazą instytucji kościelnych. W uzasadnieniu wyroku sąd wywodził: "Opierająca się na osobie Jezusa Chrystusa, jako na istotnej treści kredo Kościoła chrześcijańskiego, wiara chrześcijańska polega na przekonaniu, że w osobie Jezusa Chrystusa Bóg objawił się ludzkości. Jezus jest uważany za Zbawiciela, którego życie było wolne od wszelkiego grzechu i zmysłowej przyjemności". Jeśli nawet z teologicznego i gramatycznego punktu widzenia nie wszystko w tym sformułowaniu jest jasne, to przecież jednak trybunał "w imieniu narodu" rozstrzygnął, że Jezus był Zbawicielem całkowicie pozbawionym zmysłowych przyjemności.
Przypuszczalnie sąd słyszał, że dzwonią, ale nie wiedział, w którym kościele. Wolny od wszelkiego grzechu - w porządku, ale od wszelkiej zmysłowej przyjemności? Uczyniłoby to przecież z Jezusa jakiegoś zupełnego niedorajdę, a tego rodzaju twierdzenie sądu też mogłoby ranić uczucia religijne niejednego człowieka. Sąd odmówił wprawdzie Jezusowi wszelkich zmysłowych przyjemności, ale zapewne miał na myśli tylko jedną z nich, bynajmniej nie duchową, zwaną niekiedy radością, rozkosz cielesno-zmysłową. Ta ostatnia ma wszakże wiele odmian, od słuchania muzyki począwszy, poprzez skłonności do dobrego jedzenia i picia ("żarłokiem i pijakiem" nazywają Jezusa jego przeciwnicy: Mt 11, 19; Łk 7, 34; ten i inne cytaty z Biblii, poza wyodrębnionymi w przekładzie, za: Biblia Tysiąclecia, Poznań-Warszawa 1980), na ostatniej i najniższej - rozkoszy seksualnej - kończąc. Sąd, jak się zdaje, miał na myśli zaraz to najgorsze, czyli rozkosz seksualną. I właśnie w związku z tym twierdził: Jezus niczego takiego nie doświadczał. Jednocześnie sąd wymieniał rozkosz seksualną w tak ścisłym związku z pojęciem "grzechu", że jeszcze jedna sprawa winna tu zostać wyjaśniona: oto z prawnego punktu widzenia rozkosz seksualna nie jest niczym dobrym. Sąd zdaje się tym samym podzielać stary pogląd katolicki, zgodnie z którym rozkosz seksualna nie może być bezgrzeszna. Tak negatywna ocena oznacza jednocześnie wrogość wobec rozkoszy seksualnej; zresztą wedle żyjących w celibacie teologów Jezus istotnie zawsze był tego rodzaju Zbawicielem: bezpłciowym i wrogim wszelkiej rozkoszy seksualnej.
Ta wrogość wobec rozkoszy seksualnej miała dalekosiężne skutki, nie tylko i nie tyle dla wyżej wspomnianego oskarżonego, który wykręcił się czterdziestoma stawkami dziennymi. Wpłynęła ona na losy ogromnej rzeszy ludzi, niosąc ze sobą konsekwencje w większości wypadków znacznie poważniejsze, niekiedy dożywotnie, czasem śmiertelne. Na przykład artykuł sto trzydziesty trzeci kodeksu karnego (Peinlichen Gerichtsordnung) cesarza Karola V z 1532 roku zakazywał, pod karą śmierci, używania środków zapobiegania ciąży - oznaczały one wszak wyjęte przez Kościół spod prawa dążenie do rozkoszy. Jeszcze w naszym stuleciu, na przykład w czasach nazizmu, pobożna niechęć do rozkoszy seksualnej odegrała ważną rolę przy podejmowaniu decyzji o istotnym znaczeniu dla losów wielu ludzi. Pod jej wpływem postanowiono na przykład o sposobach traktowania osób obciążonych dziedzicznie. Wskazywano jak "w słusznej obronie koniecznej trzymać tych szkodników z dala od wspólnoty narodowej" (kardynał Faulhaber). W rozmowie z Hitlerem kardynał wypowiedział się przeciw planom sterylizacji "szkodników", uważając umieszczenie ich w obozach internowania, to znaczy koncentracyjnych, za lepsze rozwiązanie. Ale o tym później.
Wróćmy do początków, do Jezusa nieznającego przyjemności zmysłowej. Jezusowa niechęć do tego rodzaju radości najwcześniej wywarła wpływ na życie małżeńskie jego matki: Jezus już przed swym narodzeniem postawił pewne warunki, by Maryja w ogóle mogła zostać jego matką. Zgodnie z nauczaniem Kościoła, Jezus nie miałby jakiejkolwiek ochoty na całe to zbawienie, w ogóle nie zostałby człowiekiem lub znalazłby sobie inną matkę, gdyby na przykład Maryja przejawiała chęć urodzenia prócz niego jeszcze innych dzieci. Wyjaśniał to już papież Syrycjusz w IV wieku, twierdzą że w takim wypadku Jezus nie zaakceptowałby Maryi jako matki: "Jezus nie wybrałby sobie narodzin z dziewicy, gdyby musiał uważać ją za tak niewstrzemięźliwą, by to łono, w którym ukształtowało się ciało Pana, owa hala wiecznego króla, miało zostać splamione obecnością męskiego nasienia. Kto tak twierdzi, nie twierdzi niczego innego niż niewiara Żydów" (List do biskupa Anyzjusza z 392 roku). Rodzenie dzieci oznacza zatem niewstrzemięźliwość, popadnięcie w zmysłowość: poczęcie dziecka, chyba że z Ducha Świętego, jest splamieniem się i nieczystością. Że nie było to prywatne przekonanie jednego papieża, potwierdza katolicki dogmatyk Michael Schmaus, gdy powiada, że swymi twierdzeniami Syrycjusz dał "świadectwo pod jednomyślną doktrynę Kościoła" (Katholische Dogmatik, t. 5: Mariologie, 1955, s. 109; cyt. Mariologie).
Wrogość Jezusa wobec rozkoszy seksualnej wywarła wpływ także na widzenie przez teologów innych kobiet. Kobiety stały się upostaciowaniem stworzeń pośledniejszych, gdyż - jeśli nie dążyły do świętości poprzez dziewictwo - nadawały się tylko do rodzenia dzieci. A to ostatnie nie było możliwe bez aktywności seksualnej i oznaczało "splamienie męskim nasieniem". Niechęć Jezusa do rozkoszy seksualnej nie pozostała bez znaczenia dla małżeństw chrześcijańskich, z których Kościół usiłował w miarę możliwości eliminować pożądanie, posługując się nierzadko wizją wiecznych kar piekielnych.
Wywarła ona także wpływ na sposób życia duchownych; miało być ono wyniesione ponad niziny zwykłego ludzkiego bytowania. Postawa nacechowana wrogością do małżeństwa musiała, oczywiście, prowadzić do celibatu jako sposobu życia księży. W tej sytuacji nie może dziwić, że wielki mariolog i wróg małżeństwa, papież Syrycjusz, znalazł się na pierwszej linii frontu w walce przeciw małżeństwom księży. Jego stanowisko miało istotne znaczenie w rozwoju celibatu, gdy w swym liście do hiszpańskiego biskupa Tarragony, Himeriusa (385 rok) napisał, że zbrodnią (crimen) jest, gdy kapłan po otrzymaniu święceń utrzymuje stosunki seksualne z żoną. Taki stan rzeczy nazwał obscoena cupiditas, rozwiązłą lubieżnością. (U początków celibatu większość księży pozostawała jeszcze w związkach małżeńskich; zakaz zawierania małżeństw obowiązuje osoby duchowne dopiero od 1139 roku).
Inne pismo tego seksualnego neurotyka (z 390 roku) wymieniane było u Jowiniana, który uważał, że życie małżeńskie ma mniejszą wartość niż życie w dziewictwie. Około 388 roku Jowinian doszedł do prawie luterskich myśli o małżeństwie i dziewictwie. Właśnie w czasach Syrycjusza przybył do Rzymu i namówił wiele "poświęconych Bogu" dziewic i żyjących w ascezie mężczyzn, by wstąpili w związki małżeńskie. Postawił im przy tym pytanie: "Czyż jesteście lepsi niż Sara, Zuzanna, Anna i wiele innych świętych kobiet i mężczyzn w Biblii?". Co do dziewicy Maryi Jowinian uważał, że wprawdzie poczęła ona Jezusa jako dziewica, jednak nie urodziła jako dziewica, gdyż sam poród musiał oznaczać kres jej biologicznego dziewictwa. Zanegował on zatem tezę o tak zwanym "dziewictwie w porodzie", to znaczy zakwestionował twierdzenie, że hymen Maryi pozostał mimo porodu nienaruszony. Ale już nawet taka biologiczna oczywistość była w pobożnych uszach - zarówno wówczas, jak dziś - herezją. Kilku cieszących się szacunkiem i żyjących w ascezie świeckich zwróciło się do Syrycjusza z żądaniem potępienia heretyka. W rezultacie papież obłożył Jowiniana i jego ośmiu zwolenników ekskomuniką (391 rok).
Zatem już u Syrycjusza dostrzegamy cały zespół typowo katolickich postaw i poglądów: niechęć do rozkoszy seksualnej, która powoduje wrogość wobec małżeństwa, która z kolei prowadzi do celibatu - i zgodną z powyższym doktrynę o dziewiczym narodzeniu i wiecznotrwałym dziewictwie Maryi. Papież Syrycjusz pozostawił po sobie tylko siedem listów, w których nieustannie odzwierciedla się jego seksualny pesymizm. Ów niechętny małżeństwu i cielesności nonsens, wyrażany przez Syrycjusza i wielu innych, zdobył jednak tak przemożną pozycję w Kościele katolickim, że zda się, jakoby był sumą nauki chrześcijańskiej. Znalazło to wyraz w przedstawionym na wstępie wyroku niemieckiego sądu okręgowego.
Syrycjusz stanowi jeden z wielu kamieni milowych w długiej historii, która w chrześcijaństwie, jakim niegdyś było, czy może raczej być miało (a miało być zawsze miejscem osobistego doświadczenia otwartej dla wszystkich miłości Boga, gdzie cielesność ma swe naturalne i zgodne z bożą wolą miejsce), uczyniła panowanie kasty celibatariuszy nad rzeszą żonatych. Tym samym zostało zniekształcone dzieło Jezusa Chrystusa, od którego chrześcijaństwo wzięło swą nazwę. Wobec takiego Pana Kościoła, wobec istoty, która przestała ucieleśniać bliskość i miłosierdzie Boga dla człowieka, gdyż uczyniono z niej pozbawionego sensualnej radości i wrogo do zmysłów nastawionego Chrystusa, kontrolerów małżeńskiej alkowy i policjantów pożycia, człowiek przestaje się czuć istotą godną bożej miłości, przemieniając się (w swym przekonaniu) w indywiduum nieczyste i godne potępienia.
Rozdział 1
Nie jest tak, że to chrześcijaństwo narzuciło wesołemu, hołdującemu uciechom ciała i zmysłów pogaństwu ideał ascezy i panowania nad popędami. Niechęć do spraw ciała i pesymizm seksualny są raczej dziedzictwem antyku, dziedzictwem, które do dziś przechowuje zwłaszcza chrześcijaństwo. To nie chrześcijanie nauczali rozwiązłych i zdemoralizowanych pogan niechętnego stosunku do cielesnej rozkoszy i zalecali wstrzemięźliwość, to raczej poganie w pewnym momencie musieli przyznać, że pod tym względem chrześcijanie okazali się być niemal tacy sami jak oni. Poganin i lekarz osobisty cesarza Marka Aureliusza, Grek Galen (II wiek) uważał za pochwały godny fakt, że chrześcijanie, mimo niedostatków ich filozofii, realizowali tak cenione przezeń cnoty, jak dozgonna wstrzemięźliwość seksualna. Pisał: "Większość ludzi nie potrafi podążyć za spójnym wywodem logicznym; dlatego potrzebne im są przypowieści; z nich czerpią pożytek. Dzisiaj widzimy ludzi, nazywanych chrześcijanami, którzy z przypowieści i cudów czerpią swoją wiarę, a niekiedy postępują dokładnie tak samo jak ludzie żyjący zgodnie z filozofią. Pogarda, jaką żywią wobec śmierci i jej skutków, staje się dla nas z każdym dniem bardziej widoczna, tak samo jak ich seksualna wstrzemięźliwość. Są wśród nich nie tylko mężczyźni, lecz także kobiety, które przez całe życie czynią zadość seksualnej wstrzemięźliwości. Żyją wśród nich także jednostki, które w samodyscyplinie i panowaniu nad sobą w sprawach jedzenia i picia, a także w dążeniu do sprawiedliwości osiągnęli szczebel nie niższy niż prawdziwi filozofowie" (Richard Walzer, Galen on Jews and Christians, London 1949, s. 19 i dalej).
Pesymizm seksualny antyku wywodził się głównie z wyobrażeń i poglądów medycznych, a zatem miał on inne korzenie niż w chrześcijaństwie, gdzie jego fundamentem był grzech oraz związane z nim przekleństwo i kara. Mówi się o Pitagorasie (VI wiek przed Chrystusem), że nauczał, że mężczyzna winien prowadzić życie płciowe zimą, a nie latem i, ale już z większym umiarkowaniem, jesienią i wiosną, przy czym, niezależnie od pory roku, miało być to zawsze szkodliwe. Na pytanie zaś, kiedy jest najlepszy czas na miłość, odpowiadał: "Gdy człowiek pragnie się osłabić" (Diogenes Laertius, Żywoty i poglądy słynnych filozofów, VIII). Życie seksualne nie szkodziło natomiast kobietom, których przecież, odmiennie niż mężczyzn, nie dotyka utrata energii spowodowana wydaleniem nasienia. Akt seksualny był przedstawiany jako niebezpieczny, trudny do opanowania, szkodzący zdrowiu i wyniszczający. Tak to widzieli Ksenofont, Platon, Arystoteles i lekarz Hipokrates (IV wiek przed Chrystusem). Platon (zm. w 348/347 roku przed Chrystusem) pisał w swych Prawach o zwycięzcy igrzysk olimpijskich, Issosie z Tarentu: był ambitny i "miał w swej duszy umiejętność i siłę umiarkowania". Gdy poświęcał się treningowi, wtedy "nigdy, jak powiadają, nie zbliżył się do kobiety ani chłopca". Hipokrates zaś opisał losy młodego człowieka, który zmarł w obłędzie po trwającej dwadzieścia cztery dni chorobie, która zaczęła się od najzwyklejszego rozstroju żołądka. Wcześniej jednak młodzian ów zbyt intensywnie oddawał się rozkoszom cielesnym (Epidemie III, 18). Hipokrates uważał, że organizm mężczyzny skumuluje najwięcej energii życiowej dzięki zachowaniu nasienia; jego utrata prowadzi bowiem do uwiądu rdzenia kręgowego i w następstwie do śmierci. Aktywność seksualna oznacza zatem niebezpieczną utratę witalności. Także Soranus z Efezu (II wiek), osobisty lekarz cesarza Hadriana, traktował trwałą wstrzemięźliwość seksualną jako stan sprzyjający zdrowiu. Jego zdaniem jedynie potrzeba spłodzenia potomstwa usprawiedliwiała aktywność seksualną. Soranus przedstawiał szkodliwe skutki wszelkich ekscesów wykraczających poza potrzeby prokreacyjne.
Zmarły w 1984 roku Michel Foucault w swej Historii seksualności prześledził bliżej podobne wątki w poglądach myślicieli antycznych. Jego zdaniem w dwóch pierwszych wiekach naszej ery dokonała się deprecjacja aktywności seksualnej. Lekarze zalecali abstynencję i przedkładali dziewictwo nad dążność do zaspokajania zmysłów. Filozofowie szkoły stoickiej potępiali wszelką pozamałżeńską aktywność płciową i żądali dochowywania wierności małżeńskiej przez obie strony. Spadło pozytywne nastawienie do pederastii. W ciągu dwu pierwszych wieków po Chrystusie dało się zauważyć umacnianie więzi małżeńskich; dopuszczano stosunki seksualne tylko w ramach małżeństwa. Seksualizm i małżeństwo stopiły się w jedno. Grecki pisarz Plutarch (zm. około 120 roku), jeden z najważniejszych i najbardziej poczytnych autorów literatury światowej, chwalił Laeliusa, który w swym długim życiu obcował cieleśnie tylko z jedną kobietą, pierwszą i jedyną, którą poślubił (Żywoty równoległe, Katon Młodszy, 7).
Ta coraz surowsza ocena aktywności seksualnej i tendencja do jej redukowania w ciągu pierwszych dwóch stuleci po Chrystusie była wynikiem wpływów stoików, największej szkoły filozoficznej tamtych czasów, istniejącej od około 300 roku przed Chrystusem do około 250 roku po Chrystusie. Słowo "stoicki" po dziś dzień oznacza postawę obojętności i beznamiętności. O ile filozofowie greccy, ogólnie rzecz biorąc, duże znaczenie nadawali dążeniu człowieka do radości zmysłowej, w niej właśnie widząc ideał życia, o tyle stoicy - przede wszystkim w dwóch pierwszych wiekach istnienia chrześcijaństwa - zaprzestali głoszenia tego rodzaju poglądów i odrzucili postulat oddawania się radości zmysłowej. Jedynym pozytywnym skutkiem tego odrzucenia było koncentrowanie się na aktywności seksualnej w małżeństwie. Równolegle do procesu deprecjacji popędu seksualnego i radości zmysłowej w ogóle dokonywało się kwestionowanie wartości małżeństwa jako takiego; coraz większą rangę zyskiwać począł celibat. Małżeństwo zaczęło uchodzić za ustępstwo na rzecz tych, którzy nie potrafili poddać się rygorom wstrzemięźliwości seksualnej; rodzaj koncesji wobec wszystkich, którym sprawa zaspokojenia żądzy zmysłów wydawała się niezbędna do życia. Zapoczątkowane przez stoików konsekwentne wynoszenie stanu bezżennego i abstynencji seksualnej nad małżeństwo znalazło kontynuację i uwieńczenie w chrześcijańskim kulcie dziewictwa. Podejrzenie, jakie wzbudzało w stoikach dążenie do radości zmysłowej, prowadziło z jednej strony do przyznania, że aktywność płciowa w ramach małżeństwa ma wartość wyższą niż nieuporządkowane życie płciowe, z drugiej jednak wiodło do lekceważenia tegoż małżeństwa jako zbyt odległego od ideału totalnej rezygnacji z pożądania i namiętności.
Filozof szkoły stoickiej, Seneka, sprawujący od 50 roku rolę wychowawcy jedenastoletniego Nerona, a w 65 roku przez tegoż Nerona, już cesarza, zmuszony do popełnienia samobójstwa (z powodu rzekomego udziału w spisku), tak pisał w O małżeństwie: "Każda miłość do żony innego jest haniebna. Ale haniebna jest także miłość ponad miarę do żony własnej. W miłości do małżonki mędrzec kieruje się rozsądkiem, nie afektem. Stawia czoło burzy namiętności i nie spełnia gwałtownie aktu małżeńskiego. Nie ma nic wszeteczniejszego nad kochanie własnej małżonki jak nałożnicy. Ci jednak mężczyźni, którzy powiadają, że łączą się z żoną, by ze względu na państwo lub ród ludzki spłodzić z nią dziecko, powinni wziąć sobie za przykład choćby zwierzęta i gdy łono ich kobiety zaokrągli się, baczyć, by nie zniszczyć potomstwa. Winni się okazać wobec żon mężami, nie kochankami". (To znaczy: nie utrzymywać stosunków seksualnych z ciężarną.) Fragment ten tak bardzo podobał się wrogiemu wszelkiej zmysłowości Ojcu Kościoła Hieronimowi, że zacytował go w Przeciw Jowinianowi (I, 49), znanemu z odmiennych w tej materii poglądów. O cudzołóstwie z własną żoną mówi nawet papież Jan Paweł II. "Nie czynić nic dla rozkoszy" - było zasadą Seneki (Ep. X 8. 29). Współczesny mu, choć nieco młodszy Muzoniusz, działający w Rzymie jako nauczyciel filozofii stoickiej licznych Rzymian klasy panującej, głosił, że niemoralny jest stosunek płciowy, który nie służy zapłodnieniu. Jedynie seksualny akt małżeński skierowany na poczęcie jest - jego zdaniem - zgodny z naturą rzeczy. Człowiek spełniający ten akt, powodowany jedynie pragnieniem osiągnięcia rozkoszy, jest niemoralny, nawet jeśli ogranicza tę swoją aktywność do związku małżeńskiego. Tak więc stoicy wieku I zostali ojcami encykliki antykoncepcyjnej wieku XX. Muzoniusz zdecydowanie odrzucał antykoncepcję. Z tego względu zwracał się także przeciw homoseksualizmowi: akt seksualny miał być aktem zapłodnienia.
Oprócz celu prokreacyjnego stoicy przypisywali jednak małżeństwu, jako instytucji wzajemnej pomocy, pewną wartość (Muzoniusz, Reliquiae XIII). Gdy jeszcze Arystoteles mówił, że żadne więzy nie są ściślejsze niż więzy łączące rodziców z ich dziećmi, Muzoniusz najściślejszych więzi upatrywał w miłości między małżonkami (Reliquiae, XIV). Gdy Arystoteles podkreślał podporządkowanie kobiety mężczyźnie, jego wyższość w cnocie, dla Muzoniusza mężczyźni i kobiety byli jednakowo cnotliwi. Muzoniusz opowiadał się za równouprawnieniem kobiet i za ich edukacją. Ta myśl nie znalazła zbyt wielu naśladowców w szeregach katolickich hierarchów, choćby z powodu ich mentalności przywiązującej kobiety do dzieci, kuchni i garnka. Ale również chrześcijaństwo mówi o małżeństwie jako o "pomocy wzajemnej", z tym że tak naprawdę widzi tę sprawę jednostronnie, stawiając kobietę w roli podporządkowanej mężczyźnie: Ewa została stworzona ku pomocy Adamowi, a nie odwrotnie. Podporządkowanie kobiety ma zatem sankcje Pisma Świętego. W tej sytuacji nie może dziwić fakt, że od czasów Tomasza z Akwinu do godności prawie Ojca Kościoła w kwestii kobiecej został wyniesiony Arystoteles. Jednych i drugich, to znaczy stoików i chrześcijan, niezależnie od tego, czy ta "wzajemna pomoc" była traktowana w sensie równouprawnienia - jak u Muzoniusza - czy raczej podporządkowania kobiety - jak u chrześcijan - związało coś, co moglibyśmy nazwać odcieleśnieniem małżeństwa, a co polegało na wyizolowaniu zeń aspektu seksualnego i rozpatrywaniu go pod jednym tylko kątem: czy akt seksualny służy zaspokojeniu zmysłów, czy prokreacji. Akt małżeński pozostawał związany z pojęciem pożądliwości, nie udawało się go zintegrować, był napiętnowany nieufnością wobec wszystkich dążeń cielesnych mających na celu przeżycie rozkoszy. Wyobrażenie, że ma on być jedynie aktem służącym prokreacji, że w każdym innym wypadku powinien być łączony z obciążonym negatywną oceną hasłem "pożądliwość", a nie na przykład "miłość", wycisnęło trwałe piętno na chrześcijaństwie.
U Seneki odnajdujemy myśl, która później miała spowodować fatalne koncentrowanie się na płciowości w dziedzinie moralności chrześcijańskiej. Oto co Seneka pisał do swej matki, Helwii: "Jeśli zważysz, że żądza płciowa nie została dana człowiekowi dla przyjemności, lecz dla rozmnożenia jego gatunku, tedy, gdy pożądliwość nie dotknęła cię jeszcze swym zatrutym oddechem, przejdzie mimo ciebie, nie dotykając cię wcale, także każda inna żądza. Rozum powala jednako na ziemię nie poszczególne, lecz wszystkie występki. Zwycięstwo odnosi się raz i powszechnie". Zdania te znaczą przecież, że moralność to w swej istocie moralność seksualna. Okazać czujność w tej dziedzinie znaczy tyle, co ukazać czujność w ogóle.
Kult dziewictwa nie był pierwotnie ideałem chrześcijańskim. Cudotwórca Apolloniusz z Tyany (I wiek) - jak relacjonował jego biograf, Filostratos - złożył ślub czystości, którego dochował do końca życia. A przyrodnik Pliniusz Starszy, który zginął w 79 roku podczas wybuchu Wezuwiusza, za przykład wart naśladowania dawał słonia, który parzy się tylko co dwa lata (Historia naturalna 8, 5). Pliniusz uwzględniał w tym zaleceniu obowiązujący w jego czasach ideał, zaś u chrześcijańskich teologów i w nabożnej literaturze chrześcijańskiej cnotliwego pliniuszowego słonia czekała wielka przyszłość i długi żywot. Spotkamy go bowiem jeszcze u Ryszarda z St. Victor (zm. około 1173 roku), u Alana z Lilie (zm. w 1202 roku) i w anonimowej summie z XIII wieku (Codex latinus Monacensis 22233), a także u dominikanina Wilhelma Peraldusa (zm. przed 1270 rokiem). U biskupa genewskiego, Franciszka Salezego (zm. w 1622 roku) pojawił się w 1609 roku na kartach jego religijnego pouczenia zatytułowanego Philothea. We wszystkich tych pismach słoń przedstawiany był małżonkom jako wzór ze wszech miar godny naśladowania.
Franciszek Salezy pisał: "Jest on tylko niekształtnym zwierzęciem, a przecież najgodniejszym, jakie żyje na ziemi, i wyposażonym w najwięcej rozumu. Nigdy nie zmienia samicy i czule kocha tę, którą sobie wybrał, z którą jednak łączy się tylko raz na trzy lata i to tylko przez pięć dni, a tak się przy tym ukrywa, że podczas tego aktu nikt go nigdy nie ogląda; można go za to zobaczyć dnia szóstego, gdy kieruje się wprost do rzeki, w której myje całe swe ciało i nie wraca do stada, nim się całkowicie nie oczyści. Czyż nie jest to gatunek dobry i prawy?" (3, 39). Pełen zachwytu dla chrześcijańskiego ideału wstrzemięźliwości płciowej Franciszek Salezy przyznawał cnotliwemu słoniowi Pliniusza dodatkowy rok abstynencji. U Pliniusza czytamy bowiem: "Ze względu na uczucie wstydu, słonie parzą się tylko w ukryciu. Czynią to jedynie co dwa lata, ale mówi się, że nawet wtedy nie dłużej niż przez pięć dni. Szóstego dnia kąpią się w rzece. Wcześniej do stada nie wracają. Zdrady małżeńskiej nie znają" (Historia naturalna 8, 5).
W chętnie kupowanych w księgarniach katolickich i przez określone kręgi pobożnych czytelników z uwagą czytanych Opowieściach Anny Kathariny Emmerick o życiu Jezusa, zapisanych przez Clemensa Brentano ponownie napotykamy historię słonia, która staje się tam wręcz elementem nauczania Jezusa i pojawia się w licznych fragmentach wizji, na przykład: "Jezus mówił także o wielkim zepsuciu w rozmnażaniu się człowieka i o tym, że po poczęciu należy zachowywać wstrzemięźliwość, a na dowód tego, jak nisko pod tym względem stoją ludzie wobec szlachetniejszych zwierząt, przytoczył przykład czystości i wstrzemięźliwości słoni" (podyktowane 5 listopada 1820 roku). Młoda para odbywająca swe gody w Kanie była tą opowieścią głęboko poruszona. "Na zakończenie uczty podszedł jeszcze do Jezusa sam pan młody, bardzo pokornie z nim rozmawiał i oświadczył, jak wielką czuje niechęć do pożądliwości cielesnej, i że chętnie wraz z narzeczoną będzie żył wstrzemięźliwie, jeśli ona wyrazi taką chęć, a potem także i narzeczona przyszła do Jezusa i powiedziała to samo, a Jezus przywołał do siebie ich oboje i mówił z nimi o małżeństwie i o miłej Bogu czystości" (podyktowane 02.01.1822 roku). Katolicka "Offertenzeitung" z września 1978 roku tak pisała o Annie Katharinie Emmerick, zakonnicy, stygmatyczce i wizjonerce, która zmarła w 1824 roku: "Chyba trudno o większy kontrast wobec sposobu, w jaki używają tego świata nasi niemodlący się współcześni niż miłowanie, cierpienie i czynienie pokuty przez tę żyjącą wyłącznie Bogiem naśladowczynię Chrystusa". "Offertenzeitung" wyraziła nadzieję na "rychłą beatyfikację tej wielkiej służebnicy bożej".
Negatywna ocena seksualizmu, tak charakterystyczna dla szkoły stoickiej i pierwszych wieków nowej ery, została dodatkowo pogłębiona przez pesymizm, który na krótko przed narodzeniem Jezusa przywędrował ze Wschodu, przypuszczalnie z Persji, i stał się najniebezpieczniejszą konkurencją dla chrześcijaństwa. Przedstawiciele tego ruchu, który przyjął nazwę gnozy (poznania) uważali, że rozpoznali bezwartościowość i marność wszelkiego bytu, głosili potrzebę powstrzymywania się od małżeństwa, od spożywania mięsa i picia wina. Już w Nowym Testamencie pojawił się sprzeciw wobec gnozy i jej pogardy istnienia. Pierwszy List do Tymoteusza kończy się słowami: "O Tymoteuszu, strzeż depozytu, unikając światowej czczej gadaniny i przeciwstawnych twierdzeń rzekomej wiedzy (gnozy)". Ciało było dla gnostyka "ożywionym zmysłami trupem, grobem, który ze sobą dźwigasz". Nie od dobrego Boga pochodził świat, lecz od demonów. Jedynie dusza człowieka, to znaczy jego właściwe ja, jego esencja pojawić się tu mogła jak iskra światła z innego świata, pochwycona przez siły demonów i wrzucona do tego świata, który był światem ciemności. Dusza człowieka znajdowała się więc w obcym sobie, wrogim otoczeniu, przykuta do ponurego więzienia, jakim było ciało, zwiedziona hałasem i uciechami świata znalazła się w niebezpieczeństwie; groziło jej zgubienie drogi powrotnej do boga światła, od którego pochodziła. Demony bowiem próbowały ją otumanić, gdyż bez iskry światła, ten świat, twór demonów, popadłby na powrót w chaos i ciemności.
Gnoza stała się namiętnym protestem przeciw idei, że byt jest dobry. Była przeniknięta głębokim pesymizmem, przeciwstawianym późno antycznemu pojmowaniu życia. Wprawdzie Grecy dobrze znali koncepcję znikomej wartości materii - już Platon mówił o ciele jako więzieniu duszy (Gorgiasz 493 A) - ale kosmos (po polsku: piękno i porządek; por. "kosmetyka") stanowił przecież jednolitą strukturę, przechodzącą stopniowo od materii do ducha, bez zrywania ciągłości. Demonizowanie wszelkiej cielesności i wszelkiej materii nie występowało przed pojawieniem się gnozy. Nadejście gnostycznej negacji miało wszakże taką siłę, że było w stanie całkowicie odmienić antyczny sposób myślenia o życiu. Badania nad gnozą spowodowały, że radosny obraz antyku, malowany przez niemieckich klasyków, wymagać począł korekty. Neoplatonizm (tak ważny dla św. Augustyna), który ukształtował się w III wieku i był tak charakterystyczny dla atmosfery schyłkowej epoki antycznego sposobu myślenia w sprawach dotyczących pojmowania życia, ukształtował się w znacznej mierze pod wpływem gnozy i choć co prawda Plotyn (zm. w 270 roku) - twórczy duch neoplatonizmu - napisał dzieło skierowane przeciw gnostykom, to przecież on sam był mocno zarażony gnostycznym pesymizmem i myślami o ucieczce od spraw tego świata. "Wydawał się wstydzić tego, że miał ciało" - pisał jego biograf Porfiriusz (zm. w około 305 roku; O życiu, działalności i pismach Plotyna I). Neoplatonizm żądał od swych wyznawców życia wstrzemięźliwego, więcej, ascetycznego. Z neoplatonizmem stało się to samo, co z katolicyzmem: został zarażony gnostyczną wrogością wobec spraw ciała, mimo że od samego początku tak bardzo się gnozie przeciwstawiał.
Do czasu nastania gnozy (jej wpływy są widoczne na przykład w teorii i praktyce sekty z Qumran) asceza była obca judaizmowi. Świat i materia nie stanowiły zła. Przeciwstawienie się sprawom tego świata i negacja życia nie uchodziły w oczach żydów za dzieło pobożne. Dochowywanie przez wyznawców judaizmu wierności jednemu dobremu Bogu jako stwórcy wszelkiego stworzenia, osłabiło wpływ gnostycznego pesymizmu i negacji świata na sektę qumrańską. W judaizmie Starego Testamentu nie odnajdujemy też pesymizmu seksualnego. A przecież wielu katolików dostrzega go właśnie już w Starym Testamencie, mianowicie w Księdze Tobiasza, która powstała około dwustu lat przed Chrystusem. Tymczasem owo biblijne uzasadnienie ascezy seksualnej jest dziełem zmarłego w 419 lub 420 roku Ojca Kościoła, Hieronima. W swym tłumaczeniu Biblii na łacinę (Wulgata), przez Kościół katolicki do dziś traktowanym bez zastrzeżeń, Hieronim zmienił tekst oryginalny, dopasowując go do swego ideału dziewictwa. Leksykon katolicki Wetzera i Weltego (1882 rok) podaje, że w noc poślubną Tobiasz pozostał przy życiu "dzięki wstrzemięźliwości nowożeńców". Rzecz w tym, że jego oblubienica Sara straciła podczas swych poprzednich nocy poślubnych aż siedmiu mężów (a i dla Tobiasza grób także był już wykopany), Tobiasz zaś przeżył. O ile w tekście pierwotnym jest mowa o tym, że oboje spali ze sobą już owej pierwszej nocy, to Hieronim każe Tobiaszowi czekać trzy noce (nazwane później "Tobiaszowymi nocami") na połączenie się z Sarą. A kiedy wreszcie po trzech nocach spędzonych na modlitwie Tobiasz zbliża się do żony, wypowiedziane przezeń słowa: "A teraz nie dla rozpusty biorę tę siostrę moją za żonę, ale z miłości do potomstwa" (w Biblii Tysiąclecia: "dla związku prawego") (Tb 8. 7) są słowami Hieronima, nie zaś judaizmu. Te sfałszowane słowa Tobiasza są do dzisiaj cytowane przez wszystkich rygorystycznych teologów jako dowód na wyłączność prokreacyjnego celu małżeństwa. Pierwotne zdanie Tobiasza, które cytuje on za Księgą Rodzaju (2, 18): "Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam", mnich Hieronim po prostu opuszcza, by nie zamazać oczekiwanej wymowy. W nowszych katolickich przekładach Biblii te uzupełnienia i opuszczenia zostały pominięte. Dawno też minęły czasy, gdy biskup Amiens i proboszczowie z Abbeville żądali od nowożeńców zapłaty od dyspensy za chęć spółkowania już podczas pierwszej nocy i rezygnację z trzech "nocy Tobiaszowych". W tym miejscu wypada dodać, że zmarły w 1778 roku Wolter dopatrywał się związku między należnościami dla biskupa Amiens, a tak zwanym prawem pierwszej nocy (ius primae noctis), prawem feudała do spędzenia z żoną poddanego jej nocy poślubnej. Istotnie między wstrzemięźliwością pana młodego, praktykowaną ze względu na Boga, jak (piórem Hieronima) opowiada historia Tobiasza, i jego wstrzemięźliwością ze względu na panującego, której wyrazem jest prawo pierwszej nocy, a finansową odprawą dla biskupa za odstąpienie od tego prawa istnieje pewien związek. Myśl przewodnia jest ta sama: prawo do nocy poślubnej należy przede wszystkim osobie panującej, względnie Bogu. Na marginesie warto zauważyć, że w oczach ewangelików cała Księga Tobiasza (z "nocami Tobiaszowymi" czy bez nich) nie należy do Starego Testamentu, lecz do tak zwanych apokryfów (pism niekanonicznych).
Od czasu znalezisk w Qumran nad Morzem Martwym w 1947 roku potrafimy odtworzyć wyraźniejszy obraz owej pustynnej sekty z czasów Jezusa, znanej od starożytności pod nazwą Qumrańczyków. Wpływ gnozy i jej ascezy seksualnej, właściwie obcy judaizmowi jako takiemu, uwidaczniał się w obyczajach jej członków bardzo wyraźnie. Nie była ona co prawda regularną wspólnotą zakonną, gdyż należały do niej również osoby pozostające w związkach małżeńskich, ale wielki cmentarz położony na wschód od Qumran świadczy, że pełnoprawni członkowie o przywilejach przywódców byli mnichami. Już sam układ grobów dowodzi uprzywilejowania mężczyzn, nieznajdujących się w związkach małżeńskich i niskiej pozycji społecznej zarówno kobiet, jak i dzieci. (Osiedle zostało całkowicie zniszczone przez Rzymian w 68 roku).
Żydowska myśl o przepełnionym miłością stworzeniu przez jednego i dobrego Boga Stworzyciela uległa znacznym zniekształceniom pod wpływem gnozy. Świat według Qumran był ciemnością poddaną panowaniu szatana. Podobną w wymowie gnostyczną formę wyrazu znajdujemy w Ewangelii według św. Jana, bo przecież mimo wszelkiej polemiki z ideami gnostycznymi wpływ tego kierunku myślenia na Nowy Testament był bardzo znaczny, przy czym ani w Nowym Testamencie, ani w koncepcjach żydowskiej gminy z Qumran - myśl żydowska o jednym dobrym Bogu nigdy nie została zarzucona.
Na temat esseńczyków (sekty z Qumran) pisał żydowski historyk Józef Flawiusz (zm. około 100 roku): esseńczycy, "Żydzi od urodzenia odwracają się od radości życia jak od jakiegoś zła i traktują wstrzemięźliwość jako cnotę. Małżeństwo oceniają ujemnie. Jednakże biorą do siebie dzieci innych, dopóki są one jeszcze w wieku pozwalającym na ich kształtowanie. Strzegą się niestałości kobiet i są przekonani, że żadna z nich nie potrafi być wierna swemu mężowi. Ani krzyk ani jakikolwiek inny hałas nigdy nie zakłóca świętego spokoju budynku, ale ludziom na zewnątrz ta cisza wydaje się jakąś straszną tajemnicą. Cisza ta jest wynikiem stale przestrzeganego nakazu trzeźwości i zwyczaju przyjmowania posiłków i napojów tylko w ilości niezbędnej do nasycenia głodu i pragnienia. Są oni przekonani, co stale podkreślają, że ciało przemija, a materia jest nietrwała, że jednak dusze są nieśmiertelne i wieczne. Co do dusz to wierzą, że wyłoniły się one z najdelikatniejszego eteru. Gdyby zostały oswobodzone z okowów ciała, czułyby się jak uwolnione z długiego więzienia i ponownie wzniosłyby się w górę w błogiej radości. Ale istnieje jeszcze inna grupa esseńczyków. Twierdzą oni, że kto rezygnuje z małżeństwa, zaniedbuje ważne dzieło życia, mianowicie płodzenie potomstwa, to znaczy uważają, że gdyby wszyscy tak myśleli, oznaczałoby to rychły koniec rodzaju ludzkiego. Ale przez trzy lata wypróbowują oni swe żony, a gdy te okazują się zdolne do rodzenia, zawierają z nimi małżeństwo. Gdy są brzemienne, nie zbliżają się do nich cieleśnie, z czego wynika, że żenią się nie dla zaspokojenia zmysłów, lecz dla spłodzenia potomstwa (Wojna żydowska II, 8, 2-13).
Gdy pod wpływem nieżydowskiej gnozy żydowska sekta z Qumran zajmowała postawę skrajnie negatywną wobec małżeństwa, w dziele współczesnego Jezusowi Filona z Aleksandrii, filozofa żydowsko-greckiego, natrafiamy na syntezę myśli żydowskiej i greckiej. U progu ery chrześcijańskiej ten wykształcony Żyd zbudował pomost łączący judaizm z hellenizmem, wiarę żydowską z filozofią grecką i usiłował, pozostając pod silnym wpływem filozofów greckich, przybliżyć żydowską Biblię (Stary Testament) swym nieżydowskim współczesnym. Ta żydowsko-grecka (przede wszystkim stoicka) mieszanka miała taki wydźwięk, jakby Filon był już pierwszym chrześcijańskim Ojcem Kościoła, przynajmniej w ujęciu kwestii małżeństwa. Żydem pozostał on w tym, że nie ulegał rozwijającemu się we wczesnym chrześcijaństwie kultowi dziewictwa.
Wedle Filona egipski Józef miał powiedzieć do swej uwodzicielki, żony Putyfara: "My, potomkowie Hebrajczyków, mamy szczególne obyczaje i obrzędy. Zawierając małżeństwo, łączymy się czyści ze swymi czystymi oblubienicami i za cel stawiamy sobie nie rozkosz, lecz płodzenie legalnego potomstwa" (O Józefie, s. 43). W swej interpretacji prawa mojżeszowego, w punkcie dotyczącym cudzołóstwa, mówił Filon o "lubieżnikach, którzy w swej nieokiełznanej namiętności nazbyt rozpustnie obcują nie z obcymi, lecz swymi własnymi żonami" (O poszczególnych prawach 3, 2, 9). Filon uważał, że stosunek płciowy w małżeństwie winien się odbywać jedynie w nadziei na spłodzenie potomstwa, a nie ze względu na związaną z nim rozkosz seksualną. Dlatego chwalił małżeństwo Abrahama, gdyż nie było ono - jego zdaniem - rezultatem lubieżności, lecz wynikało z woli pomnożenia potomstwa. Ba, w swym przekonaniu, że celem i sensem małżeństwa jest jedynie prokreacja, poszedł Filon dalej niż poprzedzający go Żydzi i Grecy: jeśli ktoś wie o niepłodności kobiety w jej wcześniejszym małżeństwie, a mimo to pojmuje ją za żonę, "uprawia nieurodzajną i kamienistą rolę", kieruje się jedynie lubieżnością, przeto jest godzien potępienia. Jeśli jednak niepłodność kobiety wyjdzie na jaw dopiero po zawarciu małżeństwa, jest rzeczą wybaczalną, gdy mąż jej nie odprawi. Ostatnie przeżytki myślenia, że małżeństwo musi być wspólnotą przeznaczoną wyłącznie dla płodzenia dzieci, zostały usunięte z katolickiego prawa małżeńskiego dopiero w 1977 roku: dla zawarcia prawomocnego małżeństwa również mężczyzna nie musi być zdolny do zapłodnienia, wystarczy by był zdolny do odbycia stosunku seksualnego.
Filon ostro wypowiadał się przeciw antykoncepcji: "Ci, którzy podczas spółkowania powodują jednocześnie niszczenie nasienia, są niewątpliwie nieprzyjaciółmi natury" (O poszczególnych prawach 3, 36). A z powodu jałowości ich aktów seksualnych zdecydowanie potępiał też homoseksualistów: "Homoseksualista, jak zły rolnik, pozostawia odłogiem ziemię urodzajną, a dniem i nocą trudzi się na roli, po której w ogóle nie można się spodziewać jakiegokolwiek plonu". Filon, który w wielu sprawach myślał po grecku, w swej awersji do homoseksualistów był całkowicie żydem: "Wobec tych ludzi trzeba działać bezlitośnie, zgodnie z nakazem prawa, że zniewieściałego mężczyznę, który fałszuje naturę, należy bez wahania zabić, nie pozwalając mu żyć ani dnia, ani godziny nawet, gdyż hańbi on swój dom, swoją ojczyznę, cały ludzki rodzaj... iż ulega nienaturalnej pożądliwości i ze swej strony przyczynia się do pustoszenia i wyludniania miast... niszczy swoje nasienie" (O poszczególnych prawach 3, 37-42).