Seks a Zasada Pareto, czyli historia jednego cuckoldu - Seweryn Blomberg

-
Proszę czekać

 

 

Wstęp

Co może dwoje ludzi tworzących heteroseksualną parę trwale połączyć: miłość, rodzina, przywiązanie czy układ biznesowy? Która z tych relacji jest najtrwalsza? Które natomiast są racjonalne, uwzględniając współczesne poglądy obowiązujące w społeczeństwie na partnerstwo czy wzajemną tolerancję płciową, również w sprawach seksu? Czy jednak wyłącznie pary heteroseksualne mogą tworzyć długotrwałe związki, nie tylko małżeńskie, ale – jak pokazują obecne czasy – coraz częściej partnerskie, niezwiązane oficjalnym ślubem? Jest to odwieczne pytanie filozoficzne, które na przestrzeni wieków posiadało różny wymiar i nabierało różnego sensu.

Miłość zajmuje ważną pozycję w tych rozważaniach, ze względu na wzniosłość uczuć, które łączą dwoje ludzi, najczęściej młodych, będących na starcie swojego dorosłego życia. Jest to okres pełen zachwytów i uniesień, pomijający problemy i niedostatki codzienności. Liczy się wtedy to, aby być razem, zachwycać się wspólnym życiem, zwłaszcza seksualnym. Wydaje się, że stan ten jest trwały i będzie trwał aż do wspólnej śmierci albo nawet wiecznie.

Jednak miłość, jak każde wzniosłe uczucie, nie jest odporna na działanie czasu. Wraz z jego upływem zakochana para zaczyna dostrzegać niedostatki i niedomagania swojego partnera, tak w sferze duchowej, jak i cielesnej oraz materialnej. Zaczyna zanikać wzajemny magnetyzm erotyczny, co powoduje, że dostrzega się ułomności i niedoskonałości partnera w życiu codziennym i w seksie, zwłaszcza jeśli chodzi o jego częstotliwość czy urozmaicenie. Partnerzy dostrzegają wówczas, czasami nawet z przerażeniem, że oprócz drugiej połowy ich stadła "po boisku seksualnym" biegają całkiem nowi, atrakcyjni, najczęściej młodsi zawodnicy. Staje się to powodem konfliktów w ich związku i bardzo często jest powodem jego rozpadu.

Antidotum na szybko rozpadające się współczesne związki dwóch osób może być pojawienie się nowo narodzonego dziecka, dzięki któremu – jeszcze na etapie wzajemnej fascynacji lub już w fazie "rozsądku" – tworzy się rodzina. W tym wypadku najczęściej potrzeby seksualne partnerów zostają podporządkowane konieczności rozwiązywania bieżących problemów życiowych i wychowawczych związanych z dzieckiem, i to niezależnie od jego wieku. Na jakiś czas pozwala to odsunąć problem pożycia płciowego na dalszy plan. Oczywiście potrzeby seksualne osób będących w związkach rodzinnych mogą być różne: od prawie całkowitego ich wygaszenia do utrzymania takiej samej częstotliwości stosunków seksualnych jak przed narodzeniem dziecka. Czasem jednak dochodzi do sytuacji konfliktowych, w których jeden z partnerów jest permanentnie niezaspokajany i szuka rozwiązania tego problemu w innych, nieformalnych układach, często zawiązywanych w miejscu pracy, gdzie przebywa ostatnio dłużej aniżeli we własnym domu. Jednak spora część związków, zwłaszcza małżeńskich, ogranicza wtedy swoją intensywność pożycia seksualnego, co jest spowodowane utratą atrakcyjności seksualnej partnera bądź koniecznością dostosowania się do realiów życia rodzinnego.

Takie układy partnerskie wchodzą w okres zwany przywiązaniem, który w zasadzie polega na akceptacji istniejącego status quo. Koncentrują się na rozwiązywaniu bieżących problemów materialnych i wychowawczych w swym związku. Seks i zadowolenie z niego wynikające stają się drugorzędnym elementem życia.

Oczywiście zmniejszenie intensywności pożycia seksualnego w związkach partnerskich jest wywołane również poczuciem upływających lat, samokrytycznym (najczęściej na wyrost) spojrzeniem na siebie, przekonaniem o malejącej atrakcyjności erotycznej, co staje się dużym problemem ludzi pomiędzy trzydziestym a czterdziestym rokiem życia. Jest to okres, kiedy kobieta i mężczyzna posiedli już sporo sztuczek i umiejętności w tym względzie, a równocześnie ich duże potrzeby są ograniczane przez więzy rodzinne oraz tabu społeczne.

Ostatnio coraz więcej uznania zdobywa sobie pogląd, w którym relacje seksualne w związkach partnerskich lub małżeńskich przyrównuje się do układów biznesowych, jak na przykład w spółkach handlowych typu z o.o. W tak pojętym związku ważne stają się wspólne działania, przynoszące korzyść spółce i dające szansę na jej dalszy rozwój. Znaczyłoby to, że partnerzy w takim związku (w spółce z o.o. są to udziałowcy) powinni być przede wszystkim lojalni względem siebie i przestrzegać ściśle zawartej "umowy spółki", czyli tworzą swoisty dwuosobowy układ. Taka umowa (a nie musi ona być notarialna) może być w każdym przypadku inna, w zależności od oczekiwań i wymagań partnerów. Może ona dotyczyć również postaw i wzajemnych zachowań seksualnych partnerów w tym związku. Układ taki może obejmować dodatkowo wzajemne obowiązki w wychowaniu dzieci, w pomnażaniu dochodów materialnych, w prowadzeniu domu oraz innego typu relacje. Taki układ wymusza na partnerach wzajemne zaufanie i tolerancję, w tym również seksualną, ponieważ współczesne otoczenie i życie tak się zseksualizowały, że często mimo woli stajemy się czynnymi uczestnikami takich zachowań erotycznych (na przykład w reklamach nasyconych erotyzmem, podczas firmowych wyjazdów integracyjnych), które w zasadzie nie są groźne dla naszej domowej spółki z o.o. Partnerzy w takich związkach dają sobie prawo do prowadzenia własnego życia seksualnego (najczęściej o ograniczonym zasięgu), nie rezygnując jednak z uprawiania seksu ze sobą, na zasadach uprzednio wspólnie ustalonych.

Problemy poruszone powyżej nie dopuszczają totalnej swobody seksualnej dla partnerów w takim związku, tak jak to bywa w układach libertyńskich, wymagają natomiast uczciwości i lojalności we wzajemnych relacjach, zwłaszcza seksualnych.

Pod koniec XIX wieku włoski socjolog i ekonomista, Vilfredo Pareto, na podstawie analiz danych statystycznych dochodów ludności we Włoszech, stwierdził, że 80 procent majątku Włoch jest w posiadaniu 20 procent mieszkańców kraju. Sformułowany przez niego wniosek – nazwany później przez amerykańskiego teoretyka zarządzania, Josepha Jurana, zasadą Pareto – mówi, że w statystycznym rozkładzie zasobów i zachowań ludzi występuje stosunek 80/20, co oznacza, że 80 procent obiektów jest związanych z 20 procentami zasobów. Zasadę Pareto, chociaż nigdy nie została ona udowodniona, rozciągnięto na wiele obszarów aktywności ludzkiej, na przykład 20 procent klientów przynosi 80 procent zysków, 20 procent kierowców powoduje 80 procent wypadków, 20 procent pracowników generuje 80 procent produktów. Na przełomie XIX i XX wieku uważano m.in. teorię ewolucji za szczególny przykład tej zasady. W drugiej połowie XX wieku uznano ją za uniwersalną, przyjmując, że 80 procent problemów jest powodowanych przez 20 procent przyczyn, i zaczęto ją z powodzeniem stosować w przemyśle motoryzacyjnym.

Czy w takim razie można przyjąć możliwość działania zasady Pareto w zachowaniach seksualnych, występujących w danych grupach społecznych? Moim zadaniem nie jest tu analiza lub podważanie wyników badań naukowych znanych na świecie seksuologów, jak Alfred Kinsey, a także innych, którzy w połowie XX wieku stwierdzili, że młodzież masowo współżyje przed ślubem, że większość małżeństw zdradza się, że zdradzają kobiety i mężczyźni, że prawie wszyscy się masturbują i mają odbiegające od uznawanej normy marzenia seksualne, ale w proporcjach 50/50, jeżeli chodzi o udział w tych działaniach mężczyzn i kobiet. Po rewolucji seksualnej z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, wyzwalającej społeczeństwo, a w szczególności kobiety, ze sztywnego gorsetu więzów w seksie, można założyć, że współcześnie również seksualność ludzka jest podzielona w tych samych proporcjach, o których mówi Pareto: 20 procent młodzieży zachowuje cnotę przed ślubem, 80 procent przed nim współżyje; 20 procent małżeństw jest sobie wiernych, 80 procent zdradza się nawzajem (w myślach lub czynnie); 20 procent par uprawia seks niekonwencjonalny, a 80 procent robi to standardowo ("po Bożemu"). Podziału takiego można dokonać arbitralnie, zakładając, że relacje seksualne występują tu w proporcjach Pareto, przy czym drobne odchylenia w górę czy w dół od granic tej zasady nie mają znaczenia, ważne są tendencje w rozkładzie statystycznym tych zjawisk.

Prześledźmy więc ewolucję seksualną jednej z par małżeńskich, przyjmując dla niej według zasady Pareto, że 80 procent ich problemów seksualnych można rozwiązać przez wprowadzenie 20 procent niekonwencjonalnego seksu, zmierzającego w kierunku tzw. cuckoldu, w którym jednego partnera w tym związku można by nazwać "świadomym rogaczem". Samo określenie cuckold, tak w języku polskim, jak i angielskim, ma pejoratywne zabarwienie, utożsamiane w świecie zdominowanym przez mężczyzn z poniżaniem drugiego partnera w związku seksualnym. Jest to jednak błędne założenie, ponieważ jeżeli dla obydwu partnerów ten układ jest satysfakcjonujący, uatrakcyjniający ich dotychczasowy związek, to nie ma w nim świadomego poniżania żadnego z nich. Pojęcie cuckold w swej definicji zakłada fizyczną obecność partnera/męża w czasie stosunku seksualnego z kochankiem. Nie jest to warunek konieczny dla takiego układu, wystarcza pełna świadomość, że taki akt seksualny się odbył, i to za zgodą partnera, poparty późniejszą pełną informacją odnośnie do szczegółów tego spotkania.

 

 

Rozdział I

Pierwsze doświadczenia

"Ja jestem noc czerwcowa, królowa jaśminowa..."

 

 

Moje pożycie seksualne z żoną Eriką, z którą byłem po ślubie już piętnasty rok, było "takie sobie", jak na nasz staż małżeński: mało urozmaicony i intensywny seks raz w tygodniu lub rzadziej, oparty w zasadzie na spełnianiu obowiązków małżeńskich. Ja, zapracowany, dobiegający pięćdziesiątki, często nieobecny w domu z powodu wyjazdów służbowych, najczęściej zagranicznych, wprowadzający nasz kraj na początku XXI wieku w branży elektrotechnicznej do Unii Europejskiej, uważałem mój seks małżeński za mało atrakcyjny, wręcz nudny. Stąd też nie stroniłem od pozamałżeńskich dyskretnych przygód seksualnych, zwłaszcza w podróżach zagranicznych, jednakże postrzegany byłem przez otoczenie, moich przyjaciół i znajomych, jako stabilny mąż i dobry ojciec dwójki dorastających dzieci. Pochodzę z pokolenia, które swe dojrzałe – alkoholowe i miłosne – doświadczenia przeżywało w rytmie kapel z Jarocina.

Moja żona – Erika (Eryka, tak brzmi oficjalnie jej popularne na Pomorzu imię), atrakcyjna blondynka tuż przed czterdziestką, jest równie zapracowaną businesswoman, prowadzi wspólnie ze swoją przyjaciółką z lat szkolnych butik z modną odzieżą i różnymi akcesoriami, nastawiony w szczególności na "małolaty". Erika po ukończeniu studiów technicznych na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku nie miała szans na znalezienie dobrze płatnej pracy w swojej branży, zwłaszcza przy braku uzdolnień w tym kierunku, a także zainteresowań praktycznych. Dlatego też, wykorzystując rodzinne powiązania, przy wsparciu kapitałowym swojej wspólniczki, otworzyła sklepik w dobrze położonym miejscu na Starym Mieście w Gdańsku. Żona, wiecznie zabiegana, miotająca się pomiędzy wychowywaniem dzieci, prowadzeniem domu i absorbującym biznesem, była jednak zadbaną i, jak zauważyłem, interesującą dla innych mężczyzn kobietą, zarówno pod względem urody, jak i intelektu. Podczas licznych przyjęć i spotkań towarzyskich, na których mimo zapracowania staraliśmy się jednak bywać, zauważyłem, że mężczyźni, ale również i kobiety, z uznaniem patrzą na nią, a w szczególności na jej biust. Starała się zawsze jakoś dyskretnie go wyeksponować, bądź poprzez cieniutki stanik, bądź przez jego brak pod obcisłym sweterkiem lub bluzką. Moją żonę "matka natura" wyposażyła w kręcone blond włosy, wąską talię i relatywnie szerokie biodra, co przy wzroście 170 centymetrów, przy odpowiednio dobranym ubraniu, zwłaszcza gdy założyła buty na szpilkach, tworzyło z niej kobietę podobną trochę do "wampów", znanych z filmów z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Jesteśmy rodzicami dwójki dorastających dzieci, czternastoletniego syna Mikołaja, ucznia lokalnego gimnazjum, oraz młodszej córki Ani – dziesięciolatki, uczęszczającej jeszcze do szkoły podstawowej.

Mikołaj to typ ambitnego chłopaka, nastawionego na bezkrytyczne pochłanianie wszelkiej wiedzy humanistycznej i technicznej, o niesprecyzowanych jeszcze zainteresowaniach (na przyklad co będzie w przyszłości studiował) oraz próbujący wszelkich dyscyplin sportowych, od tenisa do żeglarstwa. Byliśmy raczej z tego zadowoleni, ponieważ wyobrażamy sobie jego przyszłą karierę w bliskim nam biznesie, nie widząc przed nim spektakularnych sukcesów w żadnej z dyscyplin sportowych.

Natomiast Ania jest miłą, drobną blondyneczką o dziecinnym jeszcze wyglądzie. Nie sprawia na razie żadnych problemów wychowawczych. To ukochane dziecko mamuni i babci.

Przy naszych wielorakich zajęciach, powrotach do domu o różnych porach dnia i nocy, wychowywaniem dzieci praktycznie zajmowała się babcia, do której po szkole chodziły na obiady, u której odrabiały lekcje, a następnie spotykały się ze swoimi przyjaciółmi. Zjawiały się w domu jak w hotelu, późnym wieczorem. Ich relacje z babcią były chyba lepsze aniżeli z nami, ponieważ my byliśmy od wymagań i egzekwowania określonych obowiązków, babcia natomiast emanowała miłością i tolerancją, co stawiało ją w ich oczach znacznie wyżej niż nas. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie jesteśmy idealnymi rodzicami, jeżeli chodzi o czas poświęcony dzieciom, ale nasz status materialny oraz zaangażowanie babci w ich wychowanie dawały jakąś gwarancję, że nie pojawią się, przynajmniej na tym etapie, drastyczne problemy wychowawcze.

Pomiędzy mną a Eriką rzadko dochodziło do rozmów na temat naszych seksualnych potrzeb, fantazji lub wzajemnych oczekiwań. Sądzę, że ona była generalnie zawiedziona seksem ze mną, rzadko miewała podczas stosunku orgazm, najczęściej łechtaczkowy, stymulowany moimi ręcznymi pieszczotami, co jednak przy jej małym uprzednim doświadczeniu erotycznym z innymi partnerami (tak przypuszczam) dawało mi poczucie (chociaż nie pewność), że naszemu małżeństwu nie zagraża rozpad z powodu jej niewierności. Byłem przeświadczony i czułem się winny z tego powodu, że nasz wzajemny seks jest dla niej zbyt mało urozmaicony, a zwłaszcza za krótki, co czasami dawała mi odczuć, mówiąc, że mogłaby kochać się godzinami, ale niestety tracę bardzo szybko zainteresowanie jej cipką i natychmiast zasypiam, zwłaszcza gdy sam osiągnę wytrysk.

Jednakże w życiu każdego człowieka, w tym również w stabilnych małżeństwach, pojawiają się tzw. kamienie milowe, które z dnia na dzień całkowicie zmieniają nasze aktualne poglądy i postawy życiowe, dając początek nowemu spojrzeniu na otaczającą nas rzeczywistość.

Na początku czerwca zostaliśmy niespodziewanie zaproszeni na imieniny Leszka, znanego w okolicy potentata finansowego i biznesmena, o wdzięcznej ksywie Prezes, z którym poznałem się jeszcze w latach siedemdziesiątych na studiach na politechnice. Nie wypadało nie przyjąć takiego zaproszenia, było ono obligatoryjnym wezwaniem na ten bankiet. Ustawieni w bizantyjskiej kolejce z życzeniami, wraz tradycyjną butelką koniaku dla solenizanta, lustrowaliśmy współbiesiadników, złożonych z poślednich notabli politycznych i gospodarczych Trójmiasta, którzy nie załapali się na uroczystości imieninowe najważniejszego Lecha w Gdańsku. Dopchawszy się w końcu z życzeniami do zacnego solenizanta, z pewnym zdziwieniem odebrałem serdeczne przywitanie mnie przez żonę Prezesa, która zaraz na wstępie wypaliła:

– Pozdrowienia od mojej mamy. Podobno pracowaliście razem w czasach świetności gdańskiego przemysłu okrętowego, w tutejszym ośrodku badawczym.

– No, muszę ci, Roman, powiedzieć, że moja teściowa mówi o tobie w samych superlatywach i przedstawia cię jako niezwykle zdolnego i skutecznego menedżera. Takich ludzi nam teraz potrzeba. Jak kolejka z życzeniami się przewali, to sobie porozmawiamy spokojnie, przy kielichu, o wspólnych interesach. Podobno macie domek, tak jak my nad Jeziorem Raduńskim. Musicie koniecznie do nas kiedyś wpaść.

– Nie tak całkiem. Mamy domek przy małym jeziorku, będącym odnogą głównego jeziora. Ale dziękujemy za zaproszenie. Na pewno z niego skorzystamy.

Składam życzenia imieninowe oraz przekazuję wzajemne pozdrowienia dla pani Lidii i dopiero teraz zauważam olbrzymie podobieństwo żony Prezesa do mojej szalonej miłości, gdy miałem siedemnaście lat i kochałem się w osiemnaście lat starszej ode mnie szefowej, w mojej pierwszej pracy, w biurze konstrukcji okrętowych.

– A czy ja mam czapkę niewidkę na głowie, że oni mnie nie zauważyli? – mówi Erika, lekko obruszona tym, że solenizant oraz jego żona nie odezwali się do niej ani słowem.

Ale show must go on, już następni składają hołd dziękczynny lokalnemu bossowi, a my szukamy miejsca oraz znajomych, z którymi moglibyśmy wspólnie pogwarzyć, coś przekąsić i wypić drinka.

Przyjęcie odbywało się w sobotni wieczór w restauracji w pobliżu centrum miasta, jednak z zewnętrznym ogródkiem, co przy czerwcowych upałach okazało się bardzo praktyczne, ponieważ cała impreza, oprócz konsumpcji, tam się właśnie odbywała. Niestety, nie spotkaliśmy zbyt wielu znajomych, być może z powodu odbywającego się właśnie referendum akcesyjnego naszego kraju do Unii Europejskiej, a może z powodu różnorodności i wielopokoleniowości zaproszonych tam osób. Jedynymi spotkanymi znajomymi, z którymi wspólnie usiedliśmy przy stoliku, była para: ona – dawna znajoma z moich bujnych lat kawalerskich, zwana Benitą (miała wówczas męża Benia), natomiast jej partner Krzysztof, młodszy od niej, tak "na oko", z dziesięć lat, był nam osobą dotychczas w ogóle nieznaną.

Od wielu lat na różnego rodzaju przyjęciach i spotkaniach towarzyskich stosuję zasadę, że pierwszy i ostatni taniec należy do mojej żony, natomiast jako słaby tancerz unikam raczej wygibasów na parkiecie, koncentrując się na kuluarowych, przyjacielskich spotkaniach przy barze. I tam o północy namierzyła mnie lekko już wstawiona żona Prezesa, która z kieliszkiem wina w ręku podeszła do mnie, mówiąc mi, nie wiem dlaczego, na "ty":

– Słuchaj, Roman, czy pamiętasz, bo zapewne mama ci o mnie wtedy mówiła, że mam na imię Zoja? Jestem twoją fanką. Moja mama kochała się w tobie na zabój w czasach, gdy wspólnie pracowaliście. Wiesz, ona nie miała przede mną żadnych kobiecych tajemnic, mimo że byłam przecież jej córką. Nie miała komu się zwierzyć, ponieważ mój tata był ideologicznie zaślepionym działaczem partyjnym i nie miał czasu ani ochoty na przyziemne babskie problemy. A moja starsza siostra szybko opuściła dom, więc mama wyżalała się przede mną ze swych problemów sercowych. Wyobraź sobie, że jak miałam siedemnaście lat, to mi kiedyś powiedziała w przypływie szczerości, że ma dla mnie wspaniałego kandydata na męża, tylko że to małżeństwo jest absolutnie niemożliwe, bo ten facet jest wprawdzie wiekowo w sam raz dla mnie, ale aktualnie jest jej kochankiem. Napij się ze mną jako swoją niedoszłą żoną. – Nachyla się do mnie, odsłaniając śmiały dekolt, przypominający mi zabójcze cycki jej mamy, a chichocząc, dodaje tajemniczo: – Widziałam wasze nagie zdjęcia – śmieje się, gładząc mnie po twarzy.

Piję z nią drinka, proszę ją, o dziwo, sam do tańca, trzymam za kształtną pupę i czuję, jak fiut staje mi w spodniach. Chętnie bym ją "przeleciał", jak to z entuzjazmem przez wiele lat robiłem z jej mamą, zwłaszcza że wtula się we mnie jak kocica, czując moją nabrzmiałą męskość. A potem znów idziemy do baru na kolejnego drinka, gdzie lokalizuje mnie Erika, lekko naburmuszona tym, że tyle czasu baluję, wprawdzie z ważną personą, bo z żoną Prezesa, ale to ona przecież posiada wyłączność na moją osobę. Dołącza się do nas w końcu sam Prezes, ale już wiem, że nie będzie żadnych rozmów o biznesach, bo jest zalany w trupa. Mówi tylko do mnie, czkając:

– Romek. Mam w stosunku do ciebie pewne plany.

Erika zaciąga mnie z powrotem do naszego stolika, przy którym ledwo zagrzałem miejsce, mając do mnie pretensje, że ją zaniedbuję. Również już wstawiona, robi mi babskie wymówki:

– Co tak obtańcowujesz i obmacujesz żonę Prezesa? Mam tyle samo lat, co ona, i takie same, a może i ładniejsze od niej cycki.

Może i ładniejsze, ale te inne były cudze, a poza tym przypomniały mi cudowne przeżycia z lat mojej wczesnej młodości. Scena zazdrości, jaką zafundowała mi Erika, spowodowała, że bawiliśmy się już dalej praktycznie w czwórkę. Benita (również w wieku Eriki), lekarz pediatrii w miejskim szpitalu, zaciągnęła mnie do tańca, a wisząc na mnie, opowiedziała mi historię swojego dalszego życia, narzekając na swojego partnera, że pomimo jego trzydziestu lat nie poświęca jej tyle uwagi w łóżku, ile ona oczekuje, wspominając nasze wcześniejsze ekscesy seksualne. Wszyscy wypiliśmy sporo alkoholu, ja, chcąc nie chcąc, obtańcowywałem Benitę, natomiast Erika, obrażona na mnie, szalała na parkiecie z Krzysiem.

Około godziny drugiej nad ranem, gdy czuć było brzask wstającego poranka, a całe przyjęcie toczyło się już tylko w ogródku na zewnątrz, Benita zapowiedziała powolną ewakuację z imprezy, tłumacząc, że ma dzisiaj po południu dyżur w szpitalu, prosząc równocześnie Krzysia, aby przywołał taksówkę. Ja zaprotestowałem, mówiąc:

– Słuchajcie, idzie wspaniały, ciepły poranek, przecież mieszkamy bardzo blisko siebie, chodźmy lepiej do domu piechotą alejką parkową. Na drogę zabierzemy ze sobą jedną z pozostałych butelek oraz "zagrychę" w postaci coca-coli.

Benita zareagowała na to dosyć opryskliwie i gwałtownie:

– Nie będę się włóczyć po parku nocą, zwłaszcza że muszę się wyspać, mam być za kilka godzin w pracy.

Ale na takie stanowcze dictum Krzysiu niefrasobliwie odpowiedział:

– Mnie się tam wcale nie spieszy, ja chętnie przejdę się z wami do domu piechotą.

Benita, obrażona na cały świat, wsiadła do taksówki i pojechała sama do domu. My natomiast, a było trochę przed trzecią, zabraliśmy wódkę, colę, jedną szklankę i wyruszyliśmy, weseli, w drogę powrotną do domu. Idziemy tak już z pół godziny, żartując, przystając i popijając alkohol zmieszany z colą, i jest nam coraz weselej. Przy końcu alejki, biegnącej równolegle do pustej o tej porze drogi, "zaparkowaliśmy" nasze trochę chwiejne osoby na ławce niedaleko naszych domów. Usiedliśmy w trójkę, delektując się wstającym dniem i widocznym już brzaskiem na niebie. Z zielonych konarów drzew dochodził oszalały śpiew ptaków, a wokół unosił się intensywny, odurzający zapach, pochodzący z otaczających nas krzewów jaśminowych. Byliśmy rozmarzeni i zapewne pijani, ponieważ z zabranej z przyjęcia butelki wódki zostało już tylko trochę na dnie. Było cudownie. Trochę pijackimi głosami śpiewamy cichutko refren piosenki, znanej nam jeszcze z czasów rajdów studenckich:

 

Ja jestem noc czerwcowa,

królowa jaśminowa,

zapatrzcie się w moje ręce,

wsłuchajcie się w ptaków śpiew.

 

Erika siedziała pomiędzy nami, trzymając ręce rozpostarte na oparciu ławki, prawie nas obejmując. Odrzuciła głowę do tyłu, rozmarzona, jakby w półśnie, wyglądała w budzącym się poranku atrakcyjnie i ponętnie, wręcz posągowo w swej obcisłej bluzeczce. Wypięty biust był oszałamiający, zwłaszcza sterczące, duże jak czereśnie brodawki. Zapewne dokonał tego buzujący we mnie alkohol, ale zapomniałem o siedzącym obok Eriki Krzysztofie, rozpiąłem guziczki jej bluzki i zadarłem do góry cienki biustonosz. Przed moimi oczami wyłonił się sterczący biust oraz nabrzmiały sutek, w który natychmiast wpiłem się ustami. Erika w ogóle nie zareagowała. Nie wiadomo, czy to z powodu alkoholu, czy może i ją ogarnął błogi nastrój wywołany upajającym zapachem jaśminu bądź cudownym brzaskiem na niebie. Wsadziłem jej rękę pod spódnicę, prędko dosięgnąłem majteczek i zacząłem robić w jej cipce "palcówę", z satysfakcją czując obficie wydzielane stamtąd soki.

Jednak popełniłem tu poważny błąd. Otóż zadzierając Erice biustonosz do góry, odsłoniłem biust nie tylko z mojej strony, ponieważ wyskoczyły z niego obydwie jego półkule. Stwierdziłem to po jakimś czasie. Kiedy przestałem na chwilę ssać sutek jej cycka i podniosłem wzrok, to zobaczyłem, że drugi, z równie dużym zaangażowaniem, ssie Krzysiu. Wyglądało na to, że nikt na nikogo nie zwracał uwagi. Erika wciąż miała głowę odrzuconą do tyłu, a Krzysiu był tak zajęty cyckiem, który niespodziewanie pojawił się przy jego oczach, że ssał go jak opętany.

Tu pojawia się mój pierwszy "kamień milowy". Zamiast w tym momencie dać w głowę Krzysiowi (bądź go odepchnąć od biustu mojej żony), spojrzałem na to z pożądaniem i wyraźnie mnie to podnieciło. Zapragnąłem ją mieć teraz, już, natychmiast. Wstaję i nie patrząc na wessanego w sutek Eriki Krzysztofa, łapię ją za biodra i przesuwam jej pupę na skraj ławki. Zadzieram spódnicę i zdejmuję z niej majtki, w czym, jak się wydaje, wcale mi nie przeszkadza, raczej pomaga, delikatnie unosząc pupę. Z kolei ja rozpinam rozporek swoich spodni, wyjmuję fiuta, aby wejść do mokrej cipki Eriki. I tu spotyka mnie jeszcze większa niespodzianka. Mój penis, czy to z powodu nadmiaru alkoholu, czy nadmiernego podniecenia tą niesamowitą dla mnie sytuacją, okazuje się po wyjęciu ze spodni małym "flaczkiem", niezdatnym do jakiegokolwiek użytku. Jestem zaskoczony tą sytuacją (niestety, zapomniałem, że mam już 48 lat), idę więc za ławkę pod krzaczek jaśminowy, aby ręcznie uczynić go zdatnym do bzykania. Nie pamiętam już, jak długo trwało to usztywnianie mojego fiuta, może pięć minut, a może ciut dłużej, ale gdy powróciłem na ławkę, zastałem widok, który mnie totalnie zbulwersował. Otóż Erika była w tym samym stanie półuśpienia, co uprzednio: głowa odrzucona do tyłu i ręce rozciągnięte wzdłuż ławki, natomiast Krzysiu zarzucił jej nogi na swoje ramiona i jak opętany pompował jej cipkę swoim kutasem.

I tu pojawia się mój drugi "kamień milowy". Zamiast wtedy przylać z piąstki Krzysiowi (bądź przynajmniej odepchnąć go od cipki mojej żony), podnieciło mnie to maksymalnie i wtedy dopiero mój fiut naprawdę zesztywniał. Ale Krzysiu już kończył. Jeszcze kilka gwałtownych pchnięć i znieruchomiał, aby po paru sekundach, wzdychając, obrócić się i usiąść bez słowa, ze spodniami na kolanach, obok Eriki na ławce. A tymczasem ja już ledwo wytrzymywałem z podniecenia. Wtargnąłem w jej cipkę jak taranem i tłukłem ją, słuchając podniecającego mlaskania, wywołanego spermą Krzysztofa w pochwie Eriki oraz moim nabrzmiałym fiutem. Po niedługim czasie i ja wystrzeliłem spermą do jej cipki. Opadłem po tym zmachany na ławkę, na drugą stronę Eriki, która cały czas sprawiała wrażenie fizycznie nieobecnej podczas tego spektaklu. W jakimś pijackim i samczym samozadowoleniu, sięgnąłem ręką po resztę wódki w butelce i wypiłem ją "z gwinta" do dna. Wódka oraz to, że zwyczajowo po stosunku z Eriką obracam się na drugi bok i natychmiast zasypiam, spowodowała, że wydarzyło się to tak samo i teraz. Zasnąłem momentalnie.

Nie wiem, jak długo spałem, siedząc skulony na ławce, przypuszczalnie pół godziny, a może dłużej. W każdym razie po przebudzeniu zobaczyłem totalnie "dołującą" mnie scenę. Na ławce obok mnie klęczała Erika, z pupą wypiętą do góry, z głową przewieszoną poza ławkę, a od tyłu "posuwał" ją, już się nie spiesząc, Krzysztof. Widziałem, że zupełnie nie zwracają na mnie uwagi. Oniemiały, ale również potwornie skacowany, siedziałem cicho, udając śpiącego, i obserwowałem kątem oka sytuację. Zauważyłem, że kutas Krzysia jest sporych rozmiarów i że pupa Eriki współpracuje z jego ruchami. Może po pięciu minutach pupa Eriki zaczęła stopniowo przyspieszać, natomiast Krzysztof w tym momencie wstrzymał swoje ruchy tak, że ona zaczęła się sama nadziewać na jego olbrzymiego fallusa i po chwili rozpoczęła swój orgazm, który, jak zauważyłem, był dużo intensywniejszy i dłuższy niż ze mną. Normalny orgazm Eriki to szereg jej głośnych spazmów i zesztywnienie ciała, ale na krótką chwilę, przy towarzyszących temu podrzutach tułowia. Teraz Erika dodatkowo wydaje jakieś nieskoordynowane jęki i piski; nawet przez chwilę sądziłem, że dzieje się jej coś złego. Trwało to dosyć długo, ale po pewnym czasie uspokoiła się, odprężyła i "oklapła", zostając dalej z twardym kutasem Krzysia w pupie. Kiedy Krzysztof zorientował się, że Erika już osiągnęła swój orgazm, powoli wyjął fiuta z jej cipki, wytarł go z jej soków o pupę, obrócił ją do pozycji siedzącej na ławce i trzymając go w ręce przed jej oczami, powiedział do niej:

– A teraz mi go porządnie wyssij.

Ona zaczęła to robić bez najmniejszych oporów i sprzeciwu. Widać, że jest już potulna i "ujeżdżona". Dopiero teraz przekonałem się naocznie, że fallus Krzysia rzeczywiście jest solidnej długości i sporej średnicy. Erika, trzymając oburącz jego trzonek, ledwo potrafiła zmieścić żołądź w swoich ustach. A on wkładał go, za każdym pchnięciem coraz głębiej, aż do końca, do samego gardła, po prostu traktował jej usta jak pochwę. Była w tym niezwykle bohaterska, ponieważ mimo otwartych szeroko ust, dławienia się, łez cieknących jej z oczu nie odepchnęła fiuta i nie przestawała go z zapamiętaniem ssać. Widziałem u niej ogromną fascynację tym kutasem. Po jakimś czasie Krzysztof złapał za jej loki, wepchnął fiuta do końca jej gardła, naprężył się i zastygł na chwilę. Zaczęły nim targać drgawki, po czym strzelił nasieniem wprost do jej krtani. Erika w panice prychnęła nosem i zaczęła się dławić, ale po chwili usłyszałem już tylko odgłos połykanej przez nią spermy. Jeszcze chwilę possała końcówkę kutasa Krzysia, wstała, pocałowała go lekko w usta, po czym opadli zmęczeni na ławkę. Erika sięgnęła do torebki, leżącej pod ławką, wyjęła z niej chusteczkę i wytarła resztki spermy i śluzu, które miała wokół ust. Obtarła rozmazane łzami oczy, a następnie sięgnęła ręką po majtki, leżące pode mną na ławce. W końcu je wyszarpnęła i spokojnie, bez słowa się ubrała, znów pocałowała Krzysia w usta i usiadła obok. Krzysztof zaś wciągnął spodnie, następnie spojrzeli po sobie i zaczęli mną targać, nie wiedząc, że ja od dłuższego czasu już nie spałem i obserwowałem z napięciem i rozterką w duszy ich bzykanie.

Spojrzałem na zegarek. Była niedziela, piąta rano. Miasto powoli budziło się do życia, po ulicy jeździły już pierwsze samochody. Jaśmin jednak dla mnie teraz już tak intensywnie nie pachniał, a ptaszki na drzewach przycichły, chyba urządziły sobie sjestę po śniadaniu. Podczas tych dwóch godzin przeżyłem niesamowite doznania, intrygujące zachowanie mojej żony oraz ogromne podniecenie wywołane tym, że ona na moich oczach uprawiała seks z innym mężczyzną. Nie miałem pojęcia, że takie jej zachowanie może mnie podniecić, przecież większość mężczyzn zrobiłaby z tego powodu karczemną awanturę.

Pozbieraliśmy się w milczeniu, odprowadziliśmy spojrzeniem naszą ławkę i wyszliśmy na ulicę, mówiąc sobie "cześć". Każdy udał się w stronę swojego domu.

Bez słowa weszliśmy do naszego mieszkania, sprawdziliśmy, czy dzieci są w swoich pokojach, i po szybkim prysznicu położyłem się do łóżka, prawie natychmiast zasypiając. Obudziło mnie szarpanie za ramię. Była to Erika, również po kąpieli. Chciała ze mną jeszcze dokonać na gorąco podsumowania ostatnich wydarzeń. Usiadła na pościeli obok mnie i z poważną miną stwierdziła:

– Roman (tak mi na imię), obudź się i posłuchaj. Wszystko, co się dzisiaj wydarzyło na ławce w parku, było zainspirowane przez ciebie i działo się z twojej inicjatywy. Ja tylko posłusznie wykonywałam i spełniałam twoje fantazje seksualne. Przy czym, nie zaprzeczam, było to również bardzo ekscytujące doznanie dla mnie. Ale jeżeli kiedykolwiek będziesz mi robił wyrzuty lub miał pretensje o to, co się działo dzisiaj rano na tej ławce, to wiedz, że natychmiast się z tobą rozwiodę.

Mruknąłem coś, że zrozumiałem, i z powrotem zasnąłem kamiennym snem, nie zdając sobie sprawy, jak dalece zmieni się od dzisiejszego ranka nasze pożycie małżeńskie.

W niedzielę, po spełnieniu obywatelskiego obowiązku zagłosowania za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, siedzieliśmy pod wieczór na tarasie, w ciepełku zachodzącego słońca, wyspani i wypoczęci po nocnej balandze, popijając wino. Dzieci wyszły na swoje spotkania z przyjaciółmi, byliśmy więc sami i po otwarciu butelki czerwonego wina wróciliśmy do omawiania wydarzeń dzisiejszego wczesnego poranka. Rozmowa początkowo się nie kleiła, była pomiędzy nami w dalszym ciągu jakaś dziwna bariera wstydliwości, a także braku zaufania, i wzajemna obawa, że partner będzie chciał wykorzystać zaistniałą sytuację do działań, które mogą zagrozić naszemu związkowi. Erika, pomimo złożenia rano stanowczej deklaracji, że rozwiedzie się ze mną, jeżeli będę czynił jej wyrzuty o to, co robiła z Krzysztofem na ławce, nie była już taka pewna siebie. Była zażenowana i chciała raczej dyskutować o wydarzeniach na samym przyjęciu, o moim zbytnim zainteresowaniu żoną Prezesa, a nie o tym, co się działo później na ławce w parku. Było trochę drętwo i jak zwykle w takich sytuacjach pomógł alkohol. Po wypiciu paru kieliszków wina oraz mojej powtórnej deklaracji, że bardzo mi się podobało to, co robiliśmy w trójkę z Krzysiem, zapytałem ją ponownie, co ona o tym sądzi. Powtórzyła swoją poranną deklarację, że było to bardzo interesujące i ekscytujące doznanie dla niej, ale dodała, że czuje się teraz głupio względem mnie, ma wstręt do siebie i nie wie, jak się ma zachować, kiedy spotka się z Krzysztofem, który prowadzi podobny butik parę ulic dalej od jej sklepu i którego spotyka czasem na mieście, chociaż dotychczas osobiście go nie znała.

Drążę jednak ten temat i chcąc ją trochę ośmielić, pytam, czy naprawdę była nieświadoma tego, że ja i Krzysiu całowaliśmy jej cycuszki, czy może była tak bardzo pod wpływem alkoholu, że nie zdawała sobie sprawy z tego, co się z nią dzieje. Dłuższą chwilę myśli, co odpowiedzieć, obracając kieliszek z winem w ręce, po czym pyta:

– Roman, chcesz szczerej odpowiedzi, czy chciałbyś tylko zaspokoić swoje męskie ego i usłyszeć coś, co utwierdzi cię w poczuciu pewności siebie?

Odpowiadam jej w stanowczym tonie, ale tak, aby jej nie speszyć i nie zakończyć zbyt szybko interesującego początku naszych nowych wzajemnych relacji seksualnych:

– Mów wszystko jak na spowiedzi – mówię. – Wiesz dobrze, że okłamywanie się w takiej sytuacji jest najgorszym z możliwych rozwiązań. Kłamstwo może tylko pogłębić nasz wzajemny brak zaufania, dalsze ukrywanie swoich potrzeb, pragnień i fantazji, które chciałbym, aby po tych dzisiejszych przygodach się ujawniły. Musimy coś zmienić w naszym nudnawym nieco związku małżeńskim i, jak to się mówi, "wpuścić szczupaka do zastałego stawu".

Wypija łyk wina i z szelmowskim uśmiechem w kącikach ust zaczyna opowiadać:

– W takim razie wiedz, że nie byłam znów tak mocno pijana i że gdybym chciała, mogłabym nie dopuścić do sytuacji, która jednak po pewnym czasie wymknęła mi się całkowicie spod kontroli. Dopóki całowaliście moje cycki, ssaliście sutki, było bezpiecznie, miło i przyjemnie. Ale za chwilę wepchałeś paluchy do mojej cipki i zacząłeś mnie nimi gwałtownie stymulować, tak że zrobiłam się podniecona i mokra, przez to pragnęłam coraz więcej. Jak ściągnąłeś mi majtki, byłam pewna, że za chwilę wejdziesz we mnie, a po jakimś czasie (a miałam cały czas głowę odrzuconą do tyłu) poczułam w swojej cipce coś dużego, ogromnego, co mnie całą wypełniało, czegoś takiego, czego tam jeszcze w życiu nie miałam. Podniosłam głowę i zobaczyłam, że Krzysiu bzyka mnie jak karabin maszynowy, chcąc chyba zdążyć ze swoim wytryskiem, nim tobie za krzaczkiem fiut stwardnieje. I niewiele brakowało, by zdążył. Jednak ty powróciłeś szybciej i myślałam, znając ciebie, że dojdzie do przepychanki lub bójki między wami, ponieważ co innego macać cycki żony przyjaciela, a co innego bzykać ją na jego oczach. Jednakże zareagowałeś zupełnie inaczej, niż przypuszczałam, bo gdy kochałeś się po chwili ze mną, wyraźnie wyczułam twoje ogromne podniecenie sytuacją, co mnie uspokoiło, wyluzowało, ale dodatkowo podnieciło i pozwoliło mi nabrać pewności siebie.

W tym momencie Erika położyła swoją bosą nogę na moim kroczu i wyczuwając twardego fiuta, powiedziała:

– Rany boskie, Roman! Widzę, że cię to rzeczywiście rajcuje. Naprawdę ci się to podobało?

Bez słowa wstałem z fotela tarasowego, wziąłem ją za rękę i pociągnąłem do wnętrza mieszkania, po drodze odpinając jej stanik, a nim doszliśmy do tapczanu, ściągnąłem z niej majtki. Napaleni i rozgorączkowani, odbyliśmy wspaniały, wielopozycyjny stosunek, w którym obydwoje równocześnie szczytowaliśmy. Leżeliśmy, odpoczywając, na tapczanie, a ponieważ nie wszystkiego się dowiedziałem o sytuacji, która wydarzyła się rankiem, zaproponowałem, aby dokończyć na tarasie wspomnienia i butelkę wina. Po tak udanym bzykanku wino smakowało nam wybornie. Otworzyłem drugą butelkę. Równocześnie starałem się kontynuować inwigilację Eriki.

– No dobrze – mówię – ale co się działo, jak zasnąłem na ławce obok ciebie, zmożony alkoholem, seksem i zaistniałą tam sytuacją?

Był to mój test na prawdomówność Eriki, ponieważ nie powiedziałem jej, że obserwowałem od jakiegoś czasu ich bzykanie, a zwłaszcza to niesamowite wpychanie olbrzymiego kutasa Krzysztofa do ust Eriki, w szczególności wytrysk spermy wprost do jej gardła.

I tu spotkała mnie kolejna niespodzianka, ponieważ myślałem przez chwilę, że Erika opowie mi jakąś uproszczoną wersję zaistniałych na ławce wydarzeń, że zrobiła mi na złość za to, że na przyjęciu dowalałem się do żony Prezesa, lub bajeczkę o chwilowym wcześniejszym zapomnieniu się, a następnie o przegadaniu z Krzysiem prawie godziny w czasie, kiedy spałem obok nich snem sprawiedliwego. Upiwszy łyk wina, nalanego z nowej już butelki, Erika snuła dalej swoją przerwaną opowieść:

– A więc dalej szczerze jak na spowiedzi? Tylko się nie wkurzaj ani nie wnerwiaj tym, co ci teraz opowiem. Mnie też zależy na tym, aby w naszym małżeństwie pojawił się atrakcyjny seks i wzajemne pożądanie, chociaż wcale nie musi to być oparte na wymuszaniu na tobie częstszego bzykania, jeżeli nie masz na to ochoty. Jeżeli mnie pożądasz w sytuacjach seksualnych, w których ja jestem z innym mężczyzną, pomimo moich wątpliwości co do moralności takiego postępowania, to zastanówmy się, jak to wszystko zaaranżować, aby nie doprowadzić na tym tle do nieporozumień między nami lub do afery towarzyskiej. Nie wyobrażam sobie, żeby o tych sprawach dowiedziały się nasze dzieci lub znajomi.

Skinąłem głową, aprobując całkowicie jej pogląd na tę sprawę, a Erika kontynuowała:

– Po tym, jak ty skończyłeś we mnie, po opróżnieniu flaszki z resztek wódki, obróciłeś się na bok i zasnąłeś tak szybko, jak robisz to zwykle po stosunku ze mną. Siedziałam chwilę cicho na ławce, skonfundowana zaistniałą sytuacją, już w pozycji wyprostowanej, chciałam wyrwać spod ciebie moje majtki, by je ubrać, obudzić cię i pójść do domu. Kątem oka zauważyłam, że Krzysztof siedzi dalej obok mnie, ze spuszczoną głową, ze spodniami opuszczonymi na kolana i koszulą przykrywającą jego przyrodzenie. On również z boku spoglądał na mnie. Kiedy zmieszana zaczęłam spod ciebie wyszarpywać moje majtki, chwycił mnie za nadgarstek ręki, mówiąc, żebym pozwoliła ci trochę pospać. Wtedy objął mnie ramieniem, nachylił się i pocałował w szyję. Odsunęłam się gwałtownie od niego, prawie kładąc się na ciebie. Przyciągnął mnie z powrotem do pozycji pionowej, mówi, żebym nie przeszkadzała ci we śnie. Zaczął dotykać moich cycuszków, które pośpiesznie schowałam do biustonosza, nie zdążyłam jednak zapiąć guzików bluzki. Jednak stwierdziłam wtedy, że nie ma przecież już sensu bronić się specjalnie przed nim, uważając to, co teraz robi, za niewinny akces w stosunku do tego, co wydarzyło się przed chwilą na ławce. Była we mnie również chęć odegrania się za twoje dowalanie się na przyjęciu do żony Prezesa. Nie pozwoliłam sobie jednak włożyć ręki pod moją spódnicę, wstydziłam się, ponieważ miałam uda oblepione spermą po waszych fiutach. Byłam wściekła i zła na was obu, zwłaszcza na ciebie, śpiącego sobie obok snem sprawiedliwego. Otóż obaj zaspokoiliście swoje żądze w mojej cipce, nawet nie myśląc o zaspokojeniu moich potrzeb. Czułam się "rozbabrana", ze spermą ściekającą po wewnętrznych stronach ud. Kupiłeś dobre wino, Roman – rzekła nagle Erika, nalewając sobie następny kieliszek i kontynuując swój monolog: – Podjęłam świadomie dalszą grę z Krzysztofem, zakładając, że w zasadzie niczego już nie ryzykuję i w każdej chwili mogę ją przerwać, bez dalszych konsekwencji. Zaczęłam się z nim całować, najpierw ostrożnie, a po chwili spodobało mi się to na tyle, że sama zaangażowałam się w gorące pocałunki z wzajemną penetracją języków w naszych ustach. Muszę przyznać, że Krzysiu całował mnie raczej siłowo, by nie rzec, brutalnie, i widać, że bez specjalnego entuzjazmu. Traktował to raczej jako konieczną grę wstępną przed zasadniczym seksem. W pewnym momencie wstał, cały czas całując mnie to w szyję, to w usta, nachylił się nade mną tak, że poczułam na sobie jego twardego penisa, którym wgniatał się w mój brzuch, stojąc pomiędzy moimi rozsuniętymi kolanami. Napierał na mnie, powinnam go odepchnąć, ale nie miałam siły. Ciągnęło mnie do niego jakimś pierwotnym, zwierzęcym, zachłannym chciejstwem. Wtedy przypomniałam sobie, że trochę wcześniej do mojej cipki wepchał coś dużego, czego nie mogłam zarejestrować w swojej świadomości ze względu na bardzo szybko zakończony wytryskiem stosunek. On jakby wyczuł mój dylemat. Ujął moją prawą rękę za nadgarstek i wsunął ją pod swoją koszulę. Dopiero teraz zrozumiałam, co on mi wcześniej wepchnął do cipki. Poczułam w ręce dużego, twardego kutasa, którego trzonek u nasady ledwo mogłam objąć swoją dłonią. Mocno tym podniecona, poszłam już na całość. Pociągnęłam go w dół, obracając z powrotem do pozycji siedzącej na ławce, i zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Po chwili ukazał mi się sterczący na baczność olbrzymi penis o rozmiarach, na moje oko, mniej więcej 25 centymetrów, fiut, o którym podczas spotkań na babskich plotkach i pogaduszkach panie wymieniają się opiniami z wypiekami na policzkach. Klęknęłam przed nim na trawie, z wybałuszonymi oczami i zaczęłam wolno delektować się jego kutasem. Trzymając go oburącz u nasady, zafascynowana tym, co mam przed oczami, przesuwałam po nim rękami, następnie nieśmiało całowałam, delikatnie lizałam. Pomyślałam wtedy z pewną dozą masochizmu o twoim szesnastocentymetrowym członku, z którego jesteś taki dumny, a który rzadko bywa twardy i gruby. Powiedziałam mu wtedy: "Zazdroszczę Benicie faceta z takim fiutem". Odrzekł na to dosyć opryskliwie: "Nie rozmawiajmy tu o niej. To jest suka, która jest ze mną tylko dlatego, że ją codziennie dobrze pierdolę. W przeciwnym wypadku znalazłaby sobie zaraz jakiegoś doktorka w szpitalu i ode mnie odeszła".

Łyknąwszy wina, Erika kontynuowała swoją story:

– Bardziej już ośmielona, wzięłam żołądź jego olbrzymiego kutasa do szeroko otwartych ust. Pomyślałam wtedy, że moje szerokie usta mogą się też na coś przydać, nie tylko do gadania i plotkowania, ale również do sprawienia komuś przyjemności. Oburącz przesunęłam rękami po jego trzonku, równocześnie ssąc i liżąc z zapamiętaniem nabrzmiałą żołądź. Byłam tak napalona, że myślałam wtedy, że chyba wyssę cały szpik z jego kręgosłupa, tańcząc zapamiętale języczkiem po koniuszku jego kutasa. Krzysiu mruczał cały czas z przyjemności, trzymając dłonie na mojej głowie, bawiąc się moimi lokami. Klęczałam przed nim na trawie, liżąc lub ssąc z fascynacją jego ogromnego penisa, i wtedy zapragnęłam, nie przejmując się już specjalnie tobą, poczuć tego fiuta w sobie. Podniosłam wzrok do góry, a on jakby wyczuł moje pragnienie, wstał z ławki, podniósł mnie i powiedział: "Klęknij na ławce". Zrobiłam to bez słowa, rozchylając lekko nogi. Zadarł mi spódnicę wysoko w górę, odsłaniając mój goły tyłek. Mruknął coś pod nosem, że mam bardzo ładną i zgrabną pupę, zaczął ją głaskać, podnieciło mnie to, a jego słowa, jak każdej babie, sprawiły dużą frajdę. Stał teraz za mną tak blisko, że czułam promieniujące od niego ciepło i pożądanie, które rozgrzewało moją krew, rozgrzewało mnie całą. Zebrał moje włosy ręką, chwycił je w garść i pociągnął lekko do tyłu. Mięśnie w moim brzuchu kurczyły się zmysłowo, pożądliwie, czułam ssanie w pochwie. Po czym włożył najpierw jeden, a po chwili drugi palec do cipki, by stwierdzić, że jest mokra, w sam raz przygotowana do dobrego ruchania. "Obiecanki cacanki, zaczynaj i tyle nie gadaj" – powiedziałam niecierpliwie, odwracając głowę. Już nie mogłam się doczekać jego kutasa w mojej cipce. Zrobił to w końcu, powoli wpychając go aż do samego końca, do nasady. Poczułam koniec jego żołędzi w okolicach podbrzusza. Nigdy w życiu nie miałam w sobie tak dużego i grubego fiuta, ale z zadowoleniem odkryłam dodatkowo, czego dotychczas nie wiedziałam, że jestem taka głęboka. Czułam się całkowicie wypełniona, wyczuwając, że jego olbrzymi kutas rozpycha moją cipkę (za szeroką dla ciebie, tak mi się zawsze wydaje, kiedy masz stosunek ze mną), napierając i pocierając moją łechtaczkę. Zaskoczona, wyczułam również, że w głębi pochwy mam jakieś zgrubienie, jakby drugą łechtaczkę i że działa ona bardzo erogennie, kiedy fiut Krzysia pociera o nią. Krzysiu spojrzał na moją pupę z góry i stwierdził z satysfakcją: "Wiesz, mój kutas ma wymiar w sam raz dla ciebie, będziesz miała dużą frajdę z pierdolenia się ze mną. Tylko nie drzyj się za głośno, bo obudzisz nie tylko męża, ale i mieszkańców okolicznych domów". Trochę zdziwiła mnie jego obcesowość i język, ale w tym momencie myślałam tylko o tym, aby nareszcie zaczął mnie bzykać. Posuwał mnie, niezbyt się spiesząc, co było początkowo przyjemne, ale w miarę narastania we mnie podniecenia, chciałam więcej i szybciej, więc sama przyspieszyłam ruchy mojej pupy. W końcu zsynchronizowaliśmy ruchy jego fiuta i mojej pupy tak, że nadziewałam się na jego twardego kutasa, a on dobijał go do końca pochwy, do mojej drugiej łechtaczki. Po jakimś czasie, wyczuwając moje narastające podniecenie, przestał mnie posuwać, a ja już mocno nabuzowana, trzymam się górnej krawędzi ławki zaczynam sama przesuwać i odsuwać się pupą, na całej długości jego fiuta. Wkrótce zaczęłam odczuwać napięcie mięśni brzucha, początek mojego orgazmu, ale po chwili doszło do tego jakieś dodatkowe, nadzwyczajne uczucie euforii i rozedrganie całego ciała, czułam się nieważka, zatraciłam całkowicie świadomość, pojękiwałam, stękałam, wydawałam tłumione resztkami świadomości, jakieś nieskoordynowane okrzyki, a następnie zesztywniałam, nadziana na jego kutasie jak na grillu. Przeżyłam pierwszy raz w życiu podwójny orgazm: łechtaczkowy i pochwowy, taki megaorgazm w stosunku do tego, co miałam dotychczas. Trwało to chyba dość długo, a on cały czas trzymał w bezruchu moje pośladki, obserwując z satysfakcją moją reakcję.

Ta przydługa opowieść trochę zmęczyła Erikę, przestała na jakiś czas mówić, poszła do kuchni i przyniosła trochę pokrojonego sera. Następnie nalała sobie kolejny już kieliszek wina, które rozluźniło jej język, więc dalej śmiało i bez oporów opisywała swoje doznania seksualne.

– Doszłam w końcu do siebie – kontynuowała – i sądziłam, że po krótkim odpoczynku (bo przecież to ja w zasadzie się na nim pieprzyłam) będzie mnie posuwał dalej, może w innej pozycji, bo dalej czułam w swojej cipie jego twardego fiuta. Marzyłam, aby położyć go na trawie obok ławki, usiąść na niego na jeźdźca, tak abym poczuła jego wielkiego kutasa głęboko w sobie, żeby spuścił się do środka mojej cipki. Jednak mnie ubiegł, wyjął fiuta mokrego od soków mojej cipki, podniósł do pozycji siedzącej na ławce, tak że znów miałam go przed oczami w całej krasie i okazałości. Ale teraz to on przejął inicjatywę. Chwycił mnie za włosy i zaczął wpychać mi swojego ogromniastego kutasa do ust. Odpychałam go gwałtownie rękami, jednak instynktownie otwierałam usta najszerzej, jak potrafię, a on za każdym posunięciem wpychał mi go coraz głębiej, nie zważając na to, że się dławię, ślinię, a z oczu płyną mi strumieniami łzy. Trzymana za włosy, nie mogę się przez to ruszyć, więc staram się zharmonizować ruchy jego kutasa z moim oddechem, co w końcu mi się jakoś udaje, tak że przestaję już mieć odruchy wymiotne i mogę nawet zająć się jego dużymi jądrami, które wahały się cały czas przed oczami, że zaczęłam je uciskać i masować dłonią. Taka zgodna kooperacja: ust, gardła, rąk i fiuta trwała dobrych kilka minut, po czym zauważyłam, że Krzysiu zaczyna stękać, a jego ciało stopniowo sztywnieje. W ostatniej chwili nabrałam głęboko powietrza do płuc, kiedy wsadził swojego kutasa aż do samej nasady i po chwili wystrzelił w moje gardło obfity, gęsty, ciepły strumień spermy. Zaczęłam się nią dławić, odpychałam go gwałtownie od siebie, ale miał jeszcze trzykrotne wystrzały nasienia, ostatni już do środka otwartych ust, że mogłam poczuć jej lekko gorzkawy smak. Trzymał mnie cały czas kurczowo za włosy, nawet w trakcie spuszczania resztek spermy w moje usta, i dopiero po tym, jak zakończył, uspokoił się, puścił moją głowę, wyjął swojego kutasa, który wyglądał teraz jak kawał dużej, miękkiej kiełbachy. Wstałam, pocałowałam go lekko w usta resztą jego spermy i oszołomiona usiadłam obok niego na ławce. Wtedy wyszarpnęłam spod ciebie moje majtki i ubrałam je, Krzysiu też doprowadził się do porządku i zaczęliśmy cię budzić. Byłam tym wszystkim zaszokowana, ogłupiała, kręciło mi się w głowie, nie wiem, czy po alkoholu, ale myślę, że raczej nie. To ten zwariowany seks tak zachwiał moją równowagą, również psychiczną, że idąc już za wami do domu, na uginających się nogach, zataczałam się jak pijana i nie zamieniłam z wami ani słowa.

Rozlała resztę wina do kieliszków i spojrzawszy z uśmiechem na mojego fiuta, znów sterczącego pod spodenkami, zrobiła duże oczy.

– Boże, Roman, ty znów masz ochotę! To jest niesamowite! Jak może cię mój seks z innym mężczyzną tak rajcować? Czy ty naprawdę nie jesteś o mnie zazdrosny? Chodź, idziemy na bzykanko, mnie to moje opowiadanie również podnieciło, jestem cała mokra.

Było po dziewiątej wieczór, słońce powoli chyliło się ku zachodowi, w kierunku niewidocznego z naszego domu morza, a my trzeci raz w tym dniu, gorąco się bzykaliśmy. Pomyślałem sobie żartem, wchodząc na tapczanie od tyłu w mokrą cipeczkę Eriki, że chyba już wypełniłem moje miesięczne obowiązki małżeńskie. Trzymając ją oburącz od tyłu za cycuszki, twarde i chętne do pieszczot sutki, miarowo się z nią kochałem i wtedy wymyśliłem nowy diaboliczny plan, który wyszeptałem jej do ucha:

– Jeżeli Krzysiu jest takim dobrym samcem, to czy nie chciałabyś się z nim jeszcze raz spotkać na takie bzykanko?

Odwróciła gwałtownie głowę w moją stronę i odpowiedziała lekko wystraszonym głosem:

– Mój drogi, ale to już nie jest jednorazowy, nasz wspólny, zaistniały pod wpływem alkoholu wybryk seksualny. Ty namawiasz mnie teraz na to, abym świadomie zdradzała cię już tak na trzeźwo, za twoim przyzwoleniem. Naprawdę nie ma w tobie zazdrości? Zaskakujesz mnie. Nie boisz się tego? I co dalej? A jak mi się to spodoba? To co wtedy?

Odpowiedziałem natychmiast, bez chwili zastanowienia:

– Czy to jest zdrada, jeżeli ja o tym wiem, czy nie, to jest zagadnienie etyczne lub filozoficzne. Nie dyskutujmy tu o tym, jeżeli nas oboje to podnieca. A zawistny to jestem o to, co masz w swojej głowie, bo jeżeli wszystko będziemy robili wspólnie, a ty nie będziesz kombinowała na boku, to nie będę zazdrosny o twoje ciało, przecież cipka to nie mydło, nie wymydli się – zauważam z uśmiechem. – Odpowiedz mi szybko: tak lub nie. Czy chcesz się jeszcze raz z Krzysztofem spotkać w celach czysto seksualnych?

Widzę, że i ją również to podnieca, czuję, jak wierci się pupą na moim fiucie. Po chwili mówi, nie patrząc na mnie:

– Zgoda, ale tylko wtedy, jeżeli ty nie będziesz mi narzucał, jak mam to zrobić, oraz kiedy nie będziesz o to zazdrosny.

– Okej – mówię. – Jedyny mój warunek jest taki, że opowiesz mi wszystko, z najdrobniejszymi detalami, tak jak dzisiaj.

– Świetnie, taka rozmowa jest dla mnie równie ekscytująca i podniecająca jak samo bzykanie.

– Zadzwoń zaraz do Krzysztofa. Jeszcze nie ma dziesiątej, Benita nie wróciła jeszcze ze szpitala.

Sięgam ręką po telefon, ale tak, aby jej pupa nie wyśliznęła się z mojego członka, nerwowo wystukuję jego numer, przełączam na system głośnomówiący, daję słuchawkę Erice i po chwili odzywa się lekko zachrypnięty głos Krzysia:

– Halo.

– To ja, Erika, poznajesz?

– O kuźwa. Wiesz, byłem pewny, że zadzwonisz. Jak się czujesz po moim pierdoleniu? Masz ochotę na powtórkę? Tylko prędko, bo za chwilę wróci Benita, a muszę ją dzisiaj solidnie i porządnie wydupczyć. Zrobiła mi awanturę za mój poranny powrót do domu, tak że będę musiał jej dobrze dogodzić, aby puściła mi to w niepamięć.

Trochę zamurowała nas jego obcesowość, o której wspominała już wcześniej Erika. Ale może to taki facet typu macho, takie "ciacho", którym kobieta szybko się przeje i po krótkim czasie znudzi, nie przejmując się w łóżku jego obcesowością. Przecież Erika nie chce z nim brać ślubu, tylko się wybzykać, pal go licho.

Kocham ją dalej miarowo od tyłu, a ona z dużą determinacją, przyjmując jego styl wypowiedzi, odpowiada Krzysiowi do telefonu:

– Krzysiu, chcę, abyś mnie jeszcze raz porządnie wypierdolił, nie mogłam dzisiaj spać, cały dzień myślałam o twoim dużym i twardym kutasie.

– A gdzie jest twój mąż? – pyta, ciekawy.

– Roman pojechał z dziećmi do multikina, wróci za godzinę.

Buja jak stara kłamczucha. Ciekawe, co by Krzysiu powiedział, gdyby wiedział, że mój nabrzmiały fiut cały czas posuwa od tyłu jej pupę?

– W takim razie szybko, bo do przyjścia Benity jest już bardzo mało czasu. Przyjdź jutro do mojego sklepiku we Wrzeszczu, po jego zamknięciu, zaraz po godzinie osiemnastej. Wiesz, gdzie to jest. Mam tam warunki do dobrego pierdolenia. Będziesz zachwycona.

Rozłączył się, a ona odłożyła telefon, obróciła się na plecy i zaczęliśmy się namiętnie całować, bzykając się dalej. Po chwili, napalony jak młodzik, wyskoczyłem i spuściłem do ust Eriki trzecią dzisiaj, niestety niezbyt obfitą porcję mojego nasienia. Erika oblizała się lubieżnie i mówi z uśmiechem:

– Wiesz, twoja sperma jest smaczniejsza niż Krzysia, dużo mniej gorzka.

Spaliśmy całą noc, przytuleni do siebie jak świeżo zakochani.

 

 

Rozdział II

Fascynacja

"Czego się boisz, głupia..."

 

 

Patrzę krytycznie na odbijającą się w dużym lustrze łazienkowym opaloną górną część ciała. W dolnej części, w okolicy cipki, mam jaśniejszy pasek, mniej opalony ze względu na konieczność noszenia majtek podczas zażywania kąpieli słonecznych na otwartym terenie. Jestem fanką opalenizny, którą od wczesnej wiosny gromadzę na swoim ciele, wpierw zimą w solarium, a od pierwszego słonecznego, wiosennego dnia chodzę w topless po ogródku zakrytym wysokimi tujami, chroniącymi przed zimnymi powiewami wiatru od strony morza i ciekawskimi spojrzeniami sąsiadów, lub w weekendy w domku letniskowym, położonym nad malowniczym jeziorkiem w pobliżu Kartuz.

Stoję i patrzę na siebie, naga, po wymyciu i wyszczotkowaniu pod prysznicem, po wysuszeniu włosów, golę jeszcze nogi z meszku jasnego zarostu. Spoglądam na niesfornie kręcące się loki na głowie i oceniam kształty swojego ciała, dochodząc do minorowych wniosków. Niedługo skończę czterdzieści lat i na moim ciele widać już pierwsze oznaki nieuchronnego procesu starzenia się, choćby drobne linie zmarszczek pod oczami, które dają się jeszcze łatwo zamaskować makijażem. Tu i ówdzie mam trochę za dużo ciała, wprawdzie posiadam jeszcze płaski brzuch, ale pupa i cycki powiększyły ostatnio swoją objętość i masę. Pal licho, jeżeli chodzi o cycki, to raczej zaleta, że zamiast odważnie sterczącej trójeczki, kupuję teraz biustonosze o miseczkach numer cztery. Duże brodawki nawet lepiej i bardziej naturalnie prezentują się na większym biuście. Wypinając opalone piersi, stwierdzam jednak z zadowoleniem, że mężczyźni dalej wodzą oczami za moimi cyckami, kiedy odpowiednio je wyeksponuję, w obcisłej bluzce z dekoltem lub w sweterku, co zawsze sprawia mi dużą frajdę. Byłam parę razy na spotkaniach z mężem, na które, za jego namową, w ogóle nie założyłam stanika. Widziałam wtedy rozgorączkowane oczy chłopów na sobie, ale i zgorszenie oraz naganę w spojrzeniach będących tam kobiet, najczęściej moich rówieśniczek. Ale wiem, że mojemu mężowi się to podoba, jak mężczyźni obmacują mnie wzrokiem. Dowartościowuje mnie to tak, że nawet kupiłam sobie biustonosz, w którym wycięłam i sama obrobiłam wokół owalny otwór, z którego wychodziły na zewnątrz moje duże sutki. Ubierając go pod obcisły sweterek robiłam wrażenie, jakbym nie miała na sobie biustonosza. Efekt na chłopach, nawet tych młodych (dla mnie są to mężczyźni krótko przed trzydziestką lub tuż po niej), był piorunujący, chyba każdy omiatał wzrokiem moje cyce, ale dwie będące na tym przyjęciu panie w rozmowie na osobności stwierdziły z przekąsem:

– Erika, czy ty musisz tak wypinać swoje cycki? Nie stać cię na biustonosz?

Poczułam się głupio i, mimo że mąż uważał, że nie powinnam się przejmować złośliwymi uwagami durnych bab, postanowiłam tak odważne eksponowanie biustu zostawić sobie tylko na specjalne okazje.

Gorzej było z moją pupą. Wprawdzie nadal była twarda i jędrna (Roman mówił czasami ze śmiechem, że mogę, jak Jagienka z Krzyżaków Sienkiewicza, tłuc pupą orzechy na ławie), ale przy wzroście 170 centymetrów, relatywnie długich nogach i szczupłej talii robi ona wrażenie (tak mi się wydaje) zbyt dużej. Obiecuję sobie już od dłuższego czasu, że zabiorę się za systematyczne ćwiczenia, że znajdę czas na siłownię lub basen, ale przy moim zabieganiu i zajęciach w różnego typu interesach jest to tylko czysta teoria, praktycznie nie do zrealizowania. Myślałam sobie, marząc czasami, że gdyby mój mąż częściej i porządniej mnie bzykał, zmęczył mnie porządnie podczas seksu, to wypociłabym z pupy te zbędne kilogramy.

Odczuwam ostatnio ciągłe napięcie seksualne, przejawiające się w postaci nachodzących mnie wieczornych napływów gorąca lub niezbornych myśli, w których oddaję się obcym mężczyznom. Miewam marzenia senne, gdzie kocham się z młodymi chłopakami lub pieszczę z kobietami. Budzę się spocona, ale z mokrą i podnieconą cipką. Myśli te zabijam, pracując intensywnie cały dzień, ale dopadają mnie wieczorami, kiedy wiercę się sama na łóżku i nie potrafię zasnąć. Mąż jest często nieobecny w domu, nawet po kilka dni, ciągle przebywa w Polsce i na świecie, na różnych konferencjach i naradach zawodowych. Nawet jak bywał w domu, to zajęty zawodowymi sprawami, nie wykazywał zbytniego zainteresowania moją, ciągle potrzebującą seksu, cipką. Zwierzyłam się z tych problemów mojej wspólniczce w interesach, Czarnej Mambie, jak ją wszyscy wokół nazywają, ale ona tylko obcesowo stwierdziła:

– Weź sobie kochanka. Wszystkie twoje problemy natychmiast znikną.

Czarna Mamba, którą – jak mówią nasi znajomi – "majtki uwierają", posiada duże doświadczenie i obycie w swobodnym i nieskrępowanym seksie, z którym specjalnie się nie kryje, stając się przez to persona non grata w towarzystwie, w którym my się obracamy. Jednak Mamba poradziła mi, że jeżeli mam opory moralne przed zdradzaniem męża, to przynajmniej powinnam kupić sobie wibrator, aby rozładować coraz częściej nawiedzające mnie wieczorami i nocami napięcie seksualne.

Kupiłam więc ten wibrator, wchodząc z bijącym sercem i wypiekami na policzkach do sex shopu w sąsiednim mieście, czując na sobie zaciekawione spojrzenie znudzonego brakiem klientów sprzedawcy. Szybko, nie wybierając specjalnie, zdecydowałam się na sztucznego gumowego penisa, dużego i niezbyt grubego, takiego fiuta, jaki pojawiał się w moich marzeniach sennych, leżącego w szklanej gablotce pod ladą. Sprzedawca, kasując pieniądze, mruknął pod nosem:

– Dobry wybór. Wydaje się w sam raz dla pani. Dołożyć do niego drugi zestaw baterii?

Skinęłam głową, wybiegając w panice ze sklepu, ponieważ obawiałam się, że znudzony sprzedawca będzie chciał zająć się instruktażem w obchodzeniu się z tym wibratorem.

Wieczorem, już w domu, leżąc sama w łóżku, zaczęłam pieścić swoją cipkę zakupionym urządzeniem, cały czas z uwagą nadsłuchując, czy jego głośne brzęczenie nie obudzi moich dzieci, śpiących w pokojach na piętrze. Wkładałam go coraz głębiej, jednak nie sięgnęłam nim do końca pochwy, więc skupiłam się na stymulowaniu mojej łechtaczki. Doprowadziłam się w ten sposób szybko do orgazmu, jednak przeżycie to było dla mnie bardzo stresujące, bo wiedziałam, że muszę cały czas być czujna. Obawiałam się, że przyłapią mnie na tym dzieci lub mąż, którego własne ego byłoby mocno zawiedzione tym, że jego fiut jest zastępowany przeze mnie mechanicznym członkiem. Po kilku próbach stwierdziłam, że wibrator nie jest dobrym substytutem prawdziwego, żywego i gorącego fiuta, z którego zawsze na końcu stosunku można jeszcze wyssać chociaż trochę spermy.

A jestem fanką spermy, którą staram się zawsze przyjmować do ust i połykać, kiedy mąż kończy ze mną stosunek. Traktuję to jako drugi stopień zabezpieczenia antykoncepcyjnego, niezależnie od tabletek, które przyjmuję od czasu urodzenia drugiego dziecka, ponieważ nie chcemy mieć ich już więcej. Wiem również, że jest to najlepsza naturalna witamina, którą od tysiącleci dojrzałe kobiety używają do powiększania swej witalności oraz wcierając ją w skórę dla poprawy stanu swojej cery. Pamiętam świetny kalambur znanego reżysera filmowego, który w jednym z wywiadów powiedział: Każda czterdziestoletnia kobieta może jeszcze długo kwitnąć jak kwiat róży, pod warunkiem że będzie często i obficie podlewana – spermą.

Stoję teraz naga w łazience, nakładam sztuczne rzęsy i ostry makijaż na oczy, dalej oceniam siebie krytycznie i myślę jeszcze raz o tym, co wydarzyło się wczoraj na ławce w parku. Totalnie zaskoczyła mnie postawa mojego męża, który był zafascynowany tym, że pieprzyłam się przy nim z zupełnie obcym mężczyzną, bo przecież Krzysztof nie należy do grona naszych znajomych, a poza tym czy pieprzenie się ze znajomym mężczyzną nie byłoby jeszcze gorsze dla naszych małżeńskich relacji? Przecież Roman nie wykazywał w ogóle zazdrości, że bzyka mnie obcy facet, i to w dodatku na jego oczach. W mojej głowie panowały chaos i mętlik. Ale byłam również zaskoczona własnym zachowaniem na tej ławce. Po pierwszych objawach obawy i ostrożności, a nawet niechęci co do natarczywości Krzysztofa, moje obiekcje zniknęły, kiedy poczułam w ręce jego olbrzymiego fiuta. A kiedy wszedł we mnie i wypełnił moją cipkę swoim kutasem, zatraciłam się zupełnie, nie przejmując się już zupełnie Romanem, który spokojnie spał na ławce obok.

Na wspomnienie tego niesamowitego orgazmu, który tam przeżyłam, poczułam ssanie i ucisk w podbrzuszu, moja cipka dawała natarczywie znać o swoich potrzebach. Przygryzłam lekko wargę, gdyż znowu zalewała mnie fala pożądania, rozgrzewając moją krew, zbierając się poniżej talii. Czułam niepokój i lekkie drżenie ciała na myśl, że mogę to dzisiaj znów przeżyć, tylko może lepiej, pełniej, spokojniej, ale nie mogę się z moimi chuciami uzewnętrzniać, muszę zapanować nad własnym pożądaniem i szaleństwem cielesnym. Wiem, że Romanowi taki układ się podoba, ale na mnie jednak spadają wszelkie konsekwencje możliwych komplikacji, które mogą z tego wyniknąć, choćby reakcja Benity, która zapewne po jakimś czasie dowie się o moim związku z Krzysiem, lub że sprawa ta wyjdzie na jaw i dowiedzą się nasi znajomi. Wprawdzie większość pań z grona naszego towarzystwa miała swoich "przydupasów" i było to tajemnicą poliszynela, ale nigdy tych spraw oficjalnie nie dyskutowano podczas naszych spotkań. W grupie męskiej lub czysto damskiej było oczywiście omawiane, kto z kim na boku się bzyka, a o pikantnych szczegółach opowiadał mi Roman, ale częściej to ja jemu relacjonowałam te historie podczas bzykania się z nim, co dodawało pieprzyku naszym stosunkom seksualnym. Ot, taka mała obłuda współczesnych czasów.

Jeszcze jedna rzecz pchała mnie do tego dzisiejszego spotkania. Otóż miałam cichą satysfakcję z tego, że będę dupczyć się z facetem tej Benity, której serdecznie nie lubiłam, kiedy obtańcowywała i obściskiwała mojego męża na przyjęciu u Prezesa. Roman bzykał ją dawno temu, jeszcze w czasach kawalerskich, grubo przede mną, i teraz to on jej na pewno nie będzie miał, już ja go przypilnuję. Za to ja będę się pieprzyć z jej facetem. Pomyślę sobie o tym z przyjemnością w trakcie bzykania się z Krzysiem.

Był jeszcze problem pewnego nieokrzesania słownego Krzysztofa, który używał chamskiego, wulgarnego języka, zwłaszcza do określania spraw seksu, co nie dodawało mu uroku i powabu w moich oczach. Było to trochę dziwne, bo przecież ukończył studia wyższe na politechnice i powinna go cechować pewna kultura. Prawdopodobnie jednak jest to klasyczny typ męskiego macho, który osiąga przyjemność w poniżaniu pieprzących się z nim kobiet, ale ponieważ robi to dobrze, zapewne wszystkie wybaczają mu takie zachowanie. Stwierdziłam również, że lepiej nie przejmować się jego słownym grubiaństwem, przy powszechnie dziś używanych w rozmowach wulgaryzmach, zwłaszcza przez młodych ludzi, tak aby nie stwarzać sytuacji, że go poprawiam i czuję się od niego lepsza, po prostu przyjąć jego styl wypowiadania, zakładając, że cel (a jest nim porządne bzykanie) uświęca środki.

Była już piąta po południu. Czekałam, kiedy zjawi się wreszcie Roman. Wróciłam ze sklepu już po czwartej, mówiąc Czarnej Mambie, że muszę pójść wieczorem do lekarza. W pracy cały dzień biłam się myślami i rozważałam wczorajsze wydarzenia oraz scenariusz dzisiejszego spotkania, robiłam wrażenie trochę rozkojarzonej i nieobecnej myślami. Mamba, obserwując mnie ukradkiem, powiedziała przed moim wyjściem:

– Erika, masz kurwiki w oczach. Czy coś ci się na dzisiaj kroi? Powiedz, umieram z ciekawości.

Zmieszana jej przewidywalnością i dociekliwością, wykręciłam się odpowiedzią:

– To tylko babskie okresowe badania. Nothing special.

Stoję teraz przed lustrem w koronkowych, czarnych, wąskich majteczkach – biodrówkach i cieniutkim biustonoszu i podmalowuję tuszem oczy. Przezornie zmieniłam rodzaj tuszu na nierozpuszczający się podczas kontaktu z wodą (zabezpieczam się przed przypuszczalnym obciąganiem fiuta Krzysia, połączonym z wpychaniem mi go do gardła, co wywołuje u mnie wyciek strumieni łez z oczu). Byłby to straszny obciach, gdyby robienie mu "loda" zakończyło się strużkami płynących mi z oczu czarnych łez. Następnie zaczynam malować sobie na kolor czarny paznokcie u rąk i nóg.

W tej sytuacji zastaje mnie powracający z pracy mąż. Nie słyszałam jego wejścia do domu, tak że zaskoczona zauważyłam go dopiero, gdy stanął w drzwiach łazienki.

– Kuźwa, Erika, wyglądasz niesamowicie. Zazdroszczę temu palantowi Krzysiowi, że będzie cię zaraz miał. Jak wrócisz, to przygotuję kolację przy świecach oraz wspaniałe bzykanko.

– Choć, zrobię ci szybkiego "loda", żeby ci nie było żal. Mamy jeszcze kwadrans – powiedziałam.

Kucnęłam przy nim, palcami z niezaschniętym jeszcze lakierem na paznokciach rozpięłam ostrożnie zamek w jego spodniach i zaczęłam obciągać jego sztywnego fiuta. Stał oparty o framugę drzwi łazienkowych, mrucząc cicho z zadowolenia. Wtem podniósł mnie, obrócił tyłem tak, że miałam przed oczami lustro łazienkowe, na którym oparłam płasko dłonie palcami rąk, aby lakier mógł dalej swobodnie schnąć. Dłonią rozsunął moje nogi do rozkroku, odchylił lekko majteczki, wszedł we mnie od tyłu, dysząc mi do ucha:

– Muszę cię za każdym razem mieć przed nim, zanim pójdziesz na randkę.

– Należało przyjechać trochę wcześniej, nie musielibyśmy się tak ekspresowo bzykać.

Nic nie odpowiedział, tylko posuwał od tyłu moją wypiętą pupę. Sama byłam coraz bardziej podniecona. Taki stosunek w łazience, gdy ja byłam w samych majtkach i biustonoszu, zdarzył nam się ostatnio chyba w czasach narzeczeńskich. Zapomnieliśmy się nieco i gdy Roman skończył we mnie ostrym, acz niezbyt obfitym wytryskiem, spojrzałam na zegarek.

– O kurczę, jeszcze się spóźnię na pierwszą randkę.

Już kwadrans po szóstej. Nie mam czasu, ubieram szybko przygotowaną wcześniej krótką spódnicę jeansową z dużym rozcięciem z boku, sięgającym prawie do czarnych majteczek, wciągam opiętą białą, bawełnianą bluzkę bez rękawów z kołnierzem polo, nakładam szybko buty na wysokich szpilkach, całuję Romana w usta i błyskawicznie wybiegam z domu. Wyglądałam "wystrzałowo" w tej białej, obcisłej bluzce, z opalonymi na brązowo ramionami.

Jadąc samochodem na spotkanie z Krzysztofem, zawstydzona, stwierdzam, że może zbyt gorączkowo wybiegłam z domu, zostawiając dopiero co zaspokojonego męża, który może to interpretować jako moje nadmierne zaangażowanie emocjonalne w nowy, zaproponowany przez niego układ. A może on teraz żałuje, że pojechałam na randkę z innym? Nie wiem, co o tym sądzić. Jednak moja cipka daje mi cały czas znać, że i jej się coś należy, ponieważ Roman zaspokoił się we mnie, ale ja nie miałam podczas tego stosunku orgazmu. Był za krótki i nie zdążyłam się porządnie podniecić. Trochę uspokojona moją pokrętną argumentacją, pogłaskałam się tylko po brzuszku i pomyślałam sobie: "jeszcze chwileczka", dojeżdżając po kwadransie pod zamknięty już o tej porze sklep Krzysztofa.

Wbiegam szybko do sklepiku Krzysztofa, omiatam jego zawartość fachowym okiem, wchodzę do niewielkiego pokoiku biurowego na jego zapleczu, podczas gdy on zamyka zasuwę drzwi wejściowych. Patrzy na mnie z widoczną satysfakcją, ale zaraz mówi:

– Gdzie ty, kurwa, byłaś? Czekam na ciebie od pół godziny.

Jego zdenerwowanie szybko uciszam namiętnym pocałunkiem. Podchodzę do niego, obejmuję go lewą rękę za szyję, a prawą łapię za krocze, masując mu fiuta przez spodnie. Stoimy tak dłuższą chwilę, całując się gorąco. Nasze języki zaczęły walkę ze sobą, to w jednych, to w drugich ustach. Jęczę mu prosto do ust, gdy on pociąga mnie za włosy w trakcie namiętnego pocałunku. No, dzisiaj całuje się już dużo lepiej niż wczoraj na ławce w parku. Po tak namiętnym powitaniu Krzysiu umieszcza mnie na jedynym krześle przy biurku, będącym na wyposażeniu tego pokoiku, a on sam siada na nadmuchiwanym materacu, który wyciągnął zza regału z dokumentami. Rozglądam się wokół i z satysfakcją stwierdzam, że znajdujący się we Wrzeszczu, z dala od centrum miasta, sklepik z odzieżą na pewno nie jest konkurencją dla mojego butiku, położonego w centrum miasta, posiadającego dużo lepszy wystrój i sprzedającego markowe ciuchy. Mały pokoik bez okien, w którym się znajdujemy, jest połączony krótkim korytarzykiem, w którym Krzysiu rozłożył materac, z drugim pomieszczeniem, zaciemnionym, o otwartych drzwiach, spełniającym przypuszczalnie funkcję podręcznego magazynu.

Uspokojony pocałunkami Krzysztof rozpoczął tyradę, narzekając na swoją partnerkę życiową, Benitę:

– Ja już nie wytrzymuję z tą Benitą. Wiesz, musiałem ją wczoraj, po jej przyjściu z pracy, prawie dwie godziny dupczyć. Najgorsze jest to, że ona chce się pierdolić tylko w dwóch pozycjach: gdy biorę ją od tyłu oraz jak siedzi na mnie. Muszę ją dymać bardzo ostro, bo ona, nie zważając na moje potrzeby, ma co dziesięć minut orgazm i zaraz chce się pieprzyć dalej. I tak prawie codziennie, godzinę rano i wieczorem, aż się porządnie zmęczy. Po czym wieczorem odwraca się na drugi bok i natychmiast zasypia. Natomiast po rannym pierdoleniu zaraz leci do pracy, a jak ma popołudniową zmianę, jak w tym tygodniu, to zrzędzi dalej, aż ja się ewakuuję z domu przed dziesiątą, idąc do swojego sklepiku.

Pomyślałam z przekorą, że w moim małżeństwie jest podobnie, ja lubię te same pozycje w bzykaniu, co Benita, tylko u mnie to Roman zamienia się z nią rolą, zasypiając zaraz po zakończonym seksie. Poza tym on pieprzy mnie raz na tydzień, w odróżnieniu od ich intensywnego, codziennego pożycia seksualnego. Trochę zaniepokojona, zapytałam z przekąsem:

– To znaczy, że dzisiaj rano też ją dupczyłeś, a co będzie z dzisiejszym wieczorem? Też ją będziesz bzykał?

– Taki mój los. Nie mam innego wyjścia, bo mieszkam u niej, a nie da się ukryć, że ona wspiera finansowo mój niezbyt dochodowy sklepowy biznes.

Nie jestem pewna, czy Krzysiu w ogóle będzie chciał mnie wykochać, bo może boi się, że nie wypełni swoich dzisiejszych obowiązków seksualnych względem Benity. Postanowiłam jednak podjąć z nim grę, zakładając, że jestem dla niego świeżą "dupą", a seks ze mną jest dla niego na pewno atrakcyjniejszy aniżeli codzienne bzykanie Benity. Poza tym nie czułam się ani mniej atrakcyjna od niej, ani brzydsza. Trochę podenerwowana, kończę jego narzekania, podobnie jak on zrobił to wczoraj na ławce w parku.

– Nie rozmawiajmy tu o niej. To jest suka, która jest z tobą tylko dlatego, że ją codziennie dobrze pierdolisz. Ja nie po to tu dzisiaj przyjechałam, żeby słuchać twoich żalów i narzekań na Benitę.

Wstaję z krzesła, zapalam lampę na biurku, a następnie podchodzę do siedzącego na materacu Krzysia, popycham go lekko w ramię, tak że kładzie się na plecy.

– Rozbieraj się. Jeżeli ty porządnie mnie tu dzisiaj nie wybzykasz, to ci obiecuję, że ja wypierdolę ciebie, i to tak, że nie będziesz już miał wieczorem sił, by jeszcze zerżnąć Benitę.

Krzysiu bez słowa, siedząc na materacu, zaczyna zdejmować spodnie, mocując się z ciasnymi nogawkami. Podnoszę się z krzesła, staję przed nim wyprostowana, w małym rozkroku na skraju materaca i patrzę mu prosto w oczy. Zaczynam wolno odpinać zamek błyskawiczny spódnicy, która po chwili opada ze mnie na podłogę, tak że mogę nogą odrzucić ją do tyłu, do ciemnego pokoiku za mną. Nie odrywając od niego wzroku, zaczynam wolniutko ściągać przez głowę moją bluzkę, by potem powolnym, zamaszystym ruchem rzucić ją również do tyłu, za siebie. Stoję przed nim rozkraczona, w wypełnionym dużymi cyckami biustonoszu i seksownych koronkowych majteczkach. Wbijam w niego wzrok i obserwuję reakcję, po czym stwierdzam z satysfakcją, że po zdjęciu spodni spod koszuli Krzysia zaczyna wypiętrzać się sporych rozmiarów wzgórek. Zdejmuje swoje bokserki, przesuwa się po materacu w moją stronę, siedzi jedynie w koszuli na jego skraju i zaczyna dotykać wnętrza moich ud, głaszcze rękami pupę i brzuszek, mruczy jak kot.

– Masz wspaniałe ciało – stwierdza. – Benita ma sflaczałe cycki i dupę – dodaje.

– Mieliśmy tu o niej nie rozmawiać. Skoncentruj się na mojej pupie, skoro ci się tak podoba – mówię karcąco.

Obraca mnie do siebie tak, że mój tyłek w majtkach znajduje się na wysokości jego głowy. Ściąga palcami majteczki i zaczyna mnie całować po pupie, a po chwili lizać moją brązową drugą dziurkę. Co za wspaniałe doznanie. Wypinam pupę, aby swoim językiem mógł sięgnąć jak najgłębiej. Próbuje wsadzić palec w moją wypiętą pupę, ale gwałtownie uderzam go w rękę, mówiąc:

– Tak nie lubię, przestań.

– Jeszcze polubisz. Nie bój się. Będziesz mnie błagać, abym ci wsadził mojego kutasa w dupę.

– Zobaczymy. Ale na razie przestań.

Obraca mnie z powrotem do siebie, ściągając lekko w dół wsuniętymi kciukami przednią stronę moich majtek. Zaczyna oglądać i głaskać moją cipkę. Te delikatne jak na takiego macho pieszczoty bardzo mnie dziwią. Nie sądziłam, że stać go na takie czułości. A on po chwili mówi:

– Masz piękną i kształtną cipkę. Bardzo ładnie, że ją sobie wygoliłaś. Zarośnięta cipa, tak jak u Benity, tylko zasłania jej wywalone na zewnątrz wargi sromowe, nie tak jak na twojej kształtnej cipce. Widać po tobie, że jesteś kobietą o małym "przebiegu seksualnym". Powiedz mi, Erika, ilu miałaś już facetów, którzy cię dobrze wyjebali?

Rzeczywiście, moje wargi sromowe przy wejściu do pochwy są schowane do jej wnętrza (i tak, jest ona dla Romana zbyt obszerna, bo jak mówił lekarz po moim drugim porodzie, zszywając mnie, że założył mi o jeden szew za mało), na zewnątrz wystaje tylko ładnie ukształtowany wzgórek łonowy. Jestem dumna z kształtu mojej cipki, ale nie mam specjalnie gdzie jej eksponować, może jedynie podczas letnich wyjazdów weekendowych na plażę do Dąbek lub urlopów w Chorwacji, gdzie chodzimy z Romanem na plażę nudystów. Natomiast wkurzają mnie jego indagacje o liczbę moich kochanków, zwłaszcza że nie mam się czym specjalnie pochwalić. Pomijam więc milczeniem tę część jego pytania.

Jednak komplementy Krzysia działają jak miód na moje z rozhisteryzowane samopoczucie, związane z wyglądem mojego ciała. A może tak jest, że tylko ja jestem przeczulona na punkcie swojej pupy? Jak każda kobieta w tej sytuacji z zadowoleniem i satysfakcją słucham jego okrągłych, trochę głupawych komplementów.

W końcu ściąga mi majtki, rzuca je na ziemię i bezceremonialnie zaczyna wkładać swoje paluchy do mojej cipki, od razu dwa.

– O kurwa. Czuję, że masz mokro w cipie i chcesz się już pierdolić.

W tym momencie przypominam sobie, że bzykając się pospiesznie z Romanem w łazience, nie zdążyłam się podmyć, spiesząc się na spotkanie z Krzysiem. Pomyślałam z wyuzdaniem, że i takie sytuacje można zaliczyć na swoją korzyść, chociażby przez to, że sperma w mojej cipce pochodząca od zadowolonego Romana dawała równocześnie satysfakcję Krzysiowi, który sądzi, że tak mnie sobą podniecił, że jestem cała mokra. A więc potrafię dać radość i zadowolenie dwóm mężczyznom równocześnie. To stwierdzenie jest dla mnie równie ważne, ponieważ uświadamiam sobie, zwalczając dalej moje wewnętrzne opory moralne, że mogę posiadać kochanka (sex lovera, jak mówią teraz kobiety, używając modnej terminologii) i męża równocześnie, którzy nie będą czuli się zaniedbani seksualnie.

Stoję już tylko w samym biustonoszu przed siedzącym na materacu Krzysztofem. Zaczynam odpinać, nie spiesząc się zbytnio, mimo że moja cipka niecierpliwie daje mi znać o swoich potrzebach, guziczki rękawów jego koszuli, aby go całkiem rozebrać – do naga. Kiedy wszystkie są już rozpięte, ściągam mu koszulę z ramion i rzucam ją na podłogę.

– Kładź się – rozkazuję zdecydowanie.

Czyni to posłusznie, leży na plecach nagi, z twardo postawionym do góry kutasem. Siadam na nim, ale tak, że mam jego penisa za moimi plecami. Wpierw jednym ruchem ręki odpinam klamerkę biustonosza i teraz moje uwolnione z biustonosza cycki, wahając się przez chwilę, zwisają ciężko nad Krzysiem. Łapie je natychmiast rękami i wpija się ustami w lewy, podnosząc trochę głowę z pozycji leżącej. Wtedy ja sięgam prawą ręką za siebie, ujmuję jego fallusa w dłoń u samej nasady, podnoszę nieco pupę, celuję fiutem do wejścia mojej cipki i wolno zaczynam nadziewać się na jego ogromniastego chuja. Pozostawiona przez Romana sperma rzeczywiście jest tu pomocna jako naturalny smar, ponieważ bez problemu wkładam go tak, że dobijam kutasem Krzysia aż do końca mojej pochwy. Siedzę na nim wyprostowana, opierając się rękami o ściany wąskiego korytarzyka, w którym leży materac, przesuwam się miarowo do góry i dołu tak, że na fiucie Krzysia moja pupa wykonuje kilkunastocentymetrowy skok. Za każdym razem staram się dobijać do oporu, do końca pochwy, instynktownie czując, że tam znajdują się moje najlepsze receptory podniecenia. Nie trwa to zbyt długo. Wkrótce zaczynam odczuwać napięcie mięśni brzucha, tak jak na ławce w parku, a za chwilę dochodzi jeszcze jakieś uczucie euforii i rozedrganie całego ciała, rzeczywiście czuję się nieważka jak kosmonauta, zatracam całkowicie świadomość, pojękuję, stękam, krzyczę oraz wydaję jakieś nieskoordynowane okrzyki, po czym sztywnieję, czując przez długi czas jakąś nieziemską przyjemność, a w końcu opadam na Krzysia, wpijając się namiętnie w jego usta, i dziękuję mu bełkotliwie, że dostarczył mi takich przeżyć. Takie jak ten orgazmy chciałabym przeżywać zawsze, a może nawet bez przerwy.

W tym czasie, gdy ja przeżywałam swój gigantyczny orgazm, Krzysiu targał mnie za włosy, walił mnie dłonią po pupie i krzyczał:

– Powiedz, że ci jeszcze nikt tak nie dogodził. Nikt cię tak nie wyjebał. No powiedz.

Krzycząc i tarmosząc mnie, gdy byłam w stanie maksymalnego podniecenia, wymusza na mnie te głośne stwierdzenia.

– Tak, jeszcze nikt mnie tak nie zerżnął – wykrzyczałam.

– Chcę usłyszeć, że nikt cię dotychczas tak nie wyjebał i że będziesz robiła wszystko jak niewolnica, co tylko zechcę, abym cię chciał dalej pierdolić – powtarzał, krzycząc.

Ogłupiała intensywnym i długotrwałym orgazmem, krzyczę za nim:

– Tak, Krzysiu, nikt mnie jeszcze tak nie wyjebał i będę twoją niewolnicą.

Po jakimś czasie, gdy już doszłam do siebie, wyprostowałam się na nim, potrząsnęłam głową, poprawiłam rękami moje niesforne loki, które podczas stosunku i orgazmu opadły mi na twarz, i zapytałam go, po co mu takie deklaracje mojego oddania. Odpowiedział zdawkowo:

– Chcę wiedzieć, czy między nami ma być również taki układ, jak jest między Benitą i mną, w którym ona trzyma mnie w garści i wodzi za nos, czy my możemy stworzyć inny, lepszy związek.

Odpowiadam cicho, nie zdając sobie sprawy z wagi tego pytania:

– A jaki związek, Krzysiu, cię interesuje? Przecież nie możemy związać się na trwałe, mam już męża i dzieci i nie chcę rozbijać mojego małżeństwa. My możemy stworzyć, choć nie bardzo wiem, jak to powinno na dziś wyglądać, jakiś układ seksualny, w którym będziemy się spotykać, ale tylko na bzykanie. Jeżeli jednak odczuwasz potrzeby samczej dominacji, to mogę być w takim związku twoją niewolnicą podczas tych spotkań i spełniać wszystkie twoje fantazje seksualne, ponieważ są one również dla mnie ciekawe, atrakcyjne i sprawiają mi dużą frajdę. Ale myślę, że my za dużo tu gadamy, zamiast się dalej porządnie bzykać.

Leżę teraz na Krzysiu i zaczynam go delikatnie całować w usta, po twarzy i szyi, cały czas nadziana na jego twardym fallusie. Biorę do ust jego lewe ucho, zaczynam je ssać, lizać w środku małżowinę, a jednocześnie rozpoczynam powolne ruchy moją pupą do góry i w dół, stopniowo przyspieszając, starając się dobijać kutasem Krzysia do końca mojej pochwy, bo wiem już, że w ten sposób mogę osiągnąć najbardziej intensywne doznania. I teraz też nie muszę na nie zbyt długo czekać. Nie wiem, być może reaguję na kutasa Krzysia rzeczywiście tak jak jego Benita, ale po mniej więcej dziesięciu minutach, znów zaczynam szczytować. Cały ceremoniał mojego megaorgazmu powtarza się tak jak poprzednio, z tym że jest może mniej intensywny, ale za to przyjemność trwa dłużej. Dochodząc powoli do siebie, zdążyłam jeszcze pomyśleć, że zbyt silne orgazmy są chyba gorsze i destrukcyjne dla mojego ciała i psychiki, ponieważ wywołują natychmiastową chęć ponownego ich powtórzenia, co na pewno byłoby bardzo przyjemne dla mojej cipki, ale w głowie pozostawiają chaos myślowy, a w ciele zmęczenie fizyczne. Natomiast wydłużenie czasu trwania orgazmu, którego teraz doświadczam, pozwala na dłuższe delektowanie się nim, jest o wiele przyjemniejsze i w konsekwencji bardziej odprężające.

I tak jak przy pierwszym moim orgazmie, Krzysztof znów wali mnie głośno dłonią po pośladkach, żądając wygłaszania deklaracji mojego zadowolenia, że jestem dobrze pieprzona, oraz przyznania, że będę oddaną niewolnicą i będę wykonywała wszystkie jego polecenia. Pewna, że te deklaracje dotyczą tylko spraw czysto seksualnych, nie mam żadnych obiekcji, aby je składać (za każdym razem żąda głośnego powtarzania po nim jego słów).

Po moich dwóch orgazmach fiut Krzysztofa, tkwiący w mojej cipce, nadal jest twardy, a Krzysiu daleki od szczytowania, zapewne na skutek intensywnej eksploatacji przez Benitę. Przypuszczam, że jest to efekt pojawiający się u młodych mężczyzn, mających częste stosunki seksualne, efekt wydłużonej erekcji, ale relatywnie rzadszych wytrysków, ponieważ ich organizm nie nadąża z produkcją spermy po każdym stosunku. Pomyślałam sobie, wspominając rady mojej doświadczonej wspólniczki, Czarnej Mamby, która mówi, że kobieta ma wtedy najwięcej frajdy z bzykania, kiedy najpierw sama zaspokoi oczekiwania i potrzeby swojego męskiego partnera, a potem, jeżeli wykrzesze z niego dalsze zainteresowanie swoją cipką, może, sterując już stosunkiem, dalej bzykać się z nim, lub częściej na nim, tyle, ile ona potrzebuje. Ja natomiast odwróciłam tutaj jej zalecenia, najpierw sama się dwukrotnie zadowoliłam, zapominając zupełnie o oczekiwaniach, a może i fantazjach, Krzysia. Przecież on, według jego opowieści, nie ma nigdy fiuta wyssanego przez Benitę. Ona bzyka się z nim tylko w dwóch pozycjach, nie robiąc mu wcale "loda", co, jak zauważyłam wczoraj w parku, bardzo lubi. Ta cholerna Benita, cały czas jest pomiędzy nami, pomyślałam, nie mogę o niej zapomnieć nawet podczas bzykania z Krzysiem.

Tych przemyśleń dokonuję, siedząc dalej na Krzysztofie, ciesząc się, że spełniły się moje wczorajsze marzenia na ławce w parku, aby samej pobzykać się na nim. Ale w końcu schodzę już z jego fallusa, siadam obok niego, zmierzwiam mu dłonią jego włosy i mówię szeptem do jego ucha:

– A ty, czego pragniesz, Krzysiu? Kiedy skończysz? Może teraz ja ci pomogę? Chodź, wezmę ci do buzi, tak jak to robiliśmy wczoraj na ławce. Było ci przecież dobrze, nieprawdaż?

Wstaję, biorę go za rękę i podprowadzam do krzesła. Siada na jego skraju ze sterczącym do góry kutasem. Klękam przed nim na materacu, biorę zdecydowanym ruchem jego fiuta w dłoń, ściskam go, przesuwając jego napletek w dół, równocześnie wsuwam ostrożnie jego żołądź do buzi i ssę, mocno. Mhm, jaki pyszny.

Wydaje cichy jęk i cały się napina, wypuszczając świszczący oddech przez zaciśnięte zęby. Tworząc kombinację: lizanie wzdłuż trzonka, ssanie całej żołędzi oraz wysysanie śluzu z jego otworka, wytwarzam w moich ustach sporo śliny, która spływa mi po brodzie w dół. Następnie zabieram się za jego jądra. Biorę do ust jedno z nich i je oblizuję językiem, drugie mocno uciskam w palcach, a po chwili zamieniam jąderka. Powtarzam tę operację kilkakrotnie, słysząc coraz to głośniejsze jęki i stękania Krzysztofa. Przypuszczam, że już niedługo Krzysiu wystrzeli z siebie swoją porcję nasienia. Wyjmuję na chwilę jego fiuta z ust i mówię:

– Jeżeli chcesz, możesz skończyć w mojej buzi, tak jak wczoraj.

Wstaje bez słowa z krzesła, a ja dalej klęczę wyprostowana na materacu na wprost niego. Biorę jego nabrzmiałego kutasa do ust. Krzysztof łapie mnie za głowę, tak jak wczoraj w parku, wpycha mi go do gardła, do samej krtani i zaczyna nim poruszać jak w cipce. Po krótkim czasie zastyga na chwilę w bezruchu, zaczynają nim targać drgawki, by strzelić porcją spermy wprost do mojej krtani. Dzisiaj było już lepiej aniżeli wczoraj na ławce, już mniej się dławiłam i prychałam, z oczu ciekły mi wprawdzie jeszcze łzy, ale nie miałam już odruchów wymiotnych. Potrafiłam od razu zsynchronizować ruchy jego fiuta w ustach z moim oddechem (widać trening czyni mistrza). Spermy rzeczywiście nie jest zbyt wiele, bez problemu połykam ją za jednym razem. Ssę i liżę przez chwilę końcówkę fiuta Krzysia, potem wstaję i rozmarzona całuję go w usta, myśląc o bardzo udanym dziś seksie, oraz już kombinuję, w jaki sposób to kontynuować. Nie przypuszczałam, że mogę być taka swobodna, wyluzowana, wręcz wyuzdana z innym partnerem, w porównaniu z mężem, z którym bzykanie ogranicza się do kilku podstawowych pozycji.

Siedzę na materacu, odpoczywając, już odprężona, i przypominam sobie stary, pierwszy legalny firm pornograficzny z USA z Lindą Lovelace Głębokie gardło, która niespodziewanie odkryła u siebie łechtaczkę w gardle, tak że mogła mieć orgazm tylko wtedy, gdy partner wsuwał jej tam kutasa. Byłam w nieco podobnej sytuacji, co Linda, bo o porządny orgazm u mnie ciężko, z tym że zasadniczą łechtaczkę mam w prawidłowym miejscu, natomiast ta druga umiejscowiona jest głęboko w mojej pochwie, przy wlocie do szyjki macicy, która powstała chyba z problemów ginekologicznych przy urodzeniu drugiego dziecka (mogłabym się chyba nazywać "Głęboka cipka"). Jest ona trudno dostępna dla słabiej wyposażonych kochasiów, natomiast "głębokie gardło" nie sprawia mi żadnych problemów, mimo dużego i grubego fiuta Krzysia.

Sex-party trwało dalej i było cudownie. Moja cipeczka była zadowolona z intensywnego bzykania na pograniczu sadomasochizmu, czemu dawała znać miłym zaspokojeniem i znużeniem całego ciała, zwłaszcza kiedy czuła fiuta Krzysia, penetrującego głęboko moją pochwę. Jestem również pozytywnie zaskoczona brakiem specjalnych wulgaryzmów w języku Krzysztofa podczas naszego stosunku. Oprócz wymuszania jakichś idiotycznych deklaracji uległości w trakcie moich kolejnych orgazmów zachowywał się poprawnie, a zwłaszcza byłam zadowolona z komplementów, które mi prawił w czasie bzykania, co kobiecie w moim wieku sprawia szczególną satysfakcję.

– A co Roman powie, jak wrócisz do domu po dziewiątej? – pyta Krzysztof.

– Nie wiem nawet, czy będzie już w domu – kłamię. – Jego ciągle nie ma. Poza tym nie wiem, czy by zauważył, że mnie nie ma – mówię drwiąco. On czasami patrzy na mnie, jakbym miała na głowie czapkę niewidkę, jak na mebel w mieszkaniu.

– Czy on wie, żeśmy się wczoraj pieprzyli na ławce, gdy spał obok?

– Pytał mnie wieczorem, co się działo dalej na ławce. Odpowiedziałam, że cię ochrzaniłam za to, że bez mojego przyzwolenia wsadziłeś mi fiuta do cipki, że potem sobie trochę pogadaliśmy, a następnie zaczęliśmy go budzić. Powiedziałam mu, że jak on mocował się ze swoim miękkim fiutem, to ty, napalony, rzuciłeś się na mnie i zaraz po włożeniu swojego kutasa do cipki spuściłeś się.

– A co by było, gdyby dowiedział się o tym, że się teraz pierdolimy?

– Nie wiem. Przypuszczam, że nie byłby tym zachwycony – kłamię coraz bezczelniej. – Ale tracimy czas bezproduktywnie, weźmy się lepiej za jakąś robotę.

Siedzę na materacu, plecami odwrócona do spoczywającego na krześle Krzysztofa, opieram się nagimi plecami o jego genitalia. Pochyla się lekko nade mną, łapie mnie od tyłu za cycki i zaczyna w palcach miętosić moje brodawki, które momentalnie nabrzmiewają i stają się twarde jak kamień. Zaczynam się wiercić plecami na jego fiucie i czuję jego stopniowe twardnienie. Spoglądam ukradkiem na zegar zawieszony nad biurkiem i stwierdzam z zadowoleniem, że nie ma jeszcze dwudziestej i że możemy się jeszcze z godzinkę pobzykać, tak aby być z powrotem w domu około dziewiątej. Twardniejący fiut na to wskazuje, a ja jeszcze nie byłam dzisiaj brana przez Krzysia od tyłu. Zaczynam znów odczuwać ssanie w podbrzuszu i kiedy już chcę odwrócić się do niego, wyczuwa moje chęci i proponuje z uśmiechem:

– To teraz ja ci zrobię tak jak wczoraj na ławce, wiem, że ci się to również podobało. Wypnij pupę do góry.

Jestem zaskoczona jego wyczuciem moich zachcianek. Bez słowa klękam na materacu i wypinam mu pupę wysoko w górę, głowę opieram o materac, wiedząc, że mu się podoba moja pupa oraz bzykanie mnie w tej pozycji. Przez dłuższą chwilę spogląda na mnie z pewnego oddalenia, a potem mówi, śmiejąc się:

– Kształt twojej pupy jest rewelacyjny, mogłabyś na niej zrobić dobry biznes. Należy jeździć z nią po odpustach i pokazywać ją w kabince za pięć złotych, a za jej pomacanie brać po dziesięć złotych.

Nie bardzo zrozumiałam dowcip o mojej pupie, ale było mi przyjemnie. To jednak duża frajda, jeżeli można pokazać coś, co nas wkurza, a tu widzimy, że budzi w kimś ekscytację i go podnieca. Czuję się jak modelka na wybiegu, którą podziwia tłum zapatrzonych w nią i napalonych ludzi. Wprawdzie w roli tłumu występował tylko Krzysiu, ale co tam, jestem w siódmym niebie, kiedy wszedł od tyłu w moją cipkę, wypełniając ją całkowicie swym fiutem.

Bzykał mnie powoli, miarowo, dobijając za każdym pchnięciem do końca mojej pochwy, stymulował tam moją drugą łechtaczkę. Gdy już byłam odpowiednio nabuzowana, Krzysztof niespodziewanie wrócił do pytań, na które nie odpowiedziałam wcześniej.

– W takim razie powiedz mi w końcu, Erika, ilu miałaś w życiu facetów, którzy cię dobrze wyjebali?

– Co cię to tak ciekawi? Nie było ich wielu.

– Ale ilu? Chcę wiedzieć.

– Krzysiu – mówię – nie uwierzysz, tylko nie śmiej się ze mnie, ale jesteś pierwszym facetem, z którym naprawdę zdradziłam męża. Pierwszy raz po piętnastu latach małżeństwa.

– A co znaczy u ciebie to "naprawdę"?

– Po prostu raz obciągnęłam fiuta chłopakowi, z którym wcześniej chodziłam przez trzy lata na studiach. Zaszantażował mnie, że napisze do męża list, w którym wyjawi, że byłam na studiach dziewczyną, która wszystkim dawała. Żeby go ułagodzić i z obawy przed kłopotami, zrobiłam mu w samochodzie "loda". Było to miesiąc po moim ślubie.

– A to jest prawda, że wszystkim dawałaś?

– Skądże, to był taki idiota zawistnik. Na studiach technicznych, gdzie u mnie na roku było ponad stu studentów, w tym tylko pięć dziewcząt, studentka albo daje wszystkim, albo nikomu. Ja nie dawałam nikomu. To był jedyny chłopak, z którym chodziłam trzy lata na studiach, z nim straciłam cnotę, więc parę razy się z nim bzykałam. Potem poznałam na praktyce dyplomowej Romana i ta znajomość skończyła się po paru miesiącach naszym ślubem. Chłopak był mocno zawiedziony, że mnie utracił, ale takie jest życie.

– Ale ty rzeczywiście jesteś niewyjebaną dupą. Masz co nadganiać, Erika. Będę się musiał o to postarać.

Cieszę się, sądząc naiwnie, że będzie chciał mnie częściej, a może i intensywniej bzykać. Nie miałabym nic przeciwko temu. Wiedziałam, że Roman taki układ jakoś zaakceptuje. Przecież niezależnie od tego, że go to rajcuje, będzie miał w domu zaspokojoną żonę, która nie będzie ciągle zrzędzić i narzekać, że mąż ją zaniedbuje.

Krzysiu, trzymając mnie od tyłu za ramiona, posuwa dalej miarowo moją pupę, a potem, myślę, że trochę złośliwie, pochyliwszy się nade mną, nuci mi do ucha refren studenckiej piosenki rajdowej:

 

Czego się boisz, głupia,

czemu nie chcesz iść na całość,

możesz przecież też się upić,

to nie będzie już bolało.

 

Cała ta dyskusja o moich poprzednich partnerach seksualnych odbywa się w trakcie kochania mnie przez Krzysztofa, rozpraszając w ten sposób moją koncentrację na bzykaniu. Kiedy już prawie dochodzę i zaczynam odczuwać początek kolejnego orgazmu, przytrzymuje moją pupę nieruchomo i nagle, zupełnie niespodziewanie mówi twardym, zmienionym nie do poznania głosem:

– Widzę, że lubisz i chcesz się teraz dużo oraz porządnie pierdolić. Mogę twoje potrzeby w pełni zaspokoić. Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Pamiętaj, że obiecałaś mi bezwzględne posłuszeństwo, że będziesz robić to, co ja chcę, a wtedy możesz mieć tyle dupczenia, ile tylko zapragniesz.

Odwracam głowę, spoglądam na niego pytająco, oczekując szczegółów tej propozycji.

– Pójdziesz ze mną w najbliższy piątek na pokera, do mieszkania mojego przyjaciela w Sopocie, u którego spotykamy się z kilkoma kolegami regularnie co tydzień. Musisz tylko załatwić sobie u męża wychodne minimum do godziny dwunastej w nocy, ale znając ciebie, sądzę, że nie będziesz miała z tym kłopotów.

– Ale po co ci moja obecność na czysto męskim karcianym spotkaniu? Poza tym mogę tam spotkać osoby, które znam, a tego chciałabym za wszelką cenę uniknąć.

Odpowiada wolno, nie patrzy na mnie, cały czas mając fiuta w mojej cipce i trzymając mnie za pośladki:

– Chyba wiesz, że w pokera gra się w czterech. Dwóch nie ma co robić przez jakiś czas, aż do zmiany składu karcianej czwórki. Dotychczas polewali wódkę. Wymyśliliśmy, że należy przyprowadzić jakąś dupę, abyśmy mogli ją na zmianę pierdolić. Już wczoraj dzwoniłem do nich, mówiąc o tobie. Mówiłem, że jesteś taką "zdrową dupą", która, mimo że posiada dwójkę dzieci, jest totalnie niewyjebana, prawie jak prawiczka. Będziesz miała pięć godzin nieprzerwanego dupczenia. Pomyśl, zaliczysz w ciągu jednego wieczora sześciu zdrowych, jurnych facetów. Mówię ci, każdy z nich to zdrowy jebaka. Pamiętaj, że masz sporo do nadgonienia w dupczeniu.

Odpycham go od siebie i mówię gwałtownie:

– Czy ci rozum odebrało? Co ty mi proponujesz? Idź do diabła.

Jestem totalnie wzburzona, zaczynam gorączkowo szukać moich ciuchów i ubierać się. No, tego się po nim nie spodziewałam. Ale to jeszcze nie wszystko.

– Gdzie idziesz? Porozmawiajmy.

Już prawie ubrana, czerwona na twarzy ze złości, chcę natychmiast wyjść. Wtedy Krzysztof łapie mnie za ramię i z wściekłością wrzeszczy:

– Gdzie idziesz, kurwo?! Siadaj, muszę ci jeszcze coś pokazać. Wtedy na pewno zmienisz zdanie.

Zaskoczona, przystanęłam, a Krzysiu włączył komputer stojący na blacie biurka. Ekran monitora zamigotał i po chwili, po zalogowaniu, Krzysiu uruchomił jakiś plik. Oniemiałam. Na ekranie komputera pokazało się nagranie całego naszego spotkania z kamery monitoringu sklepowego. Spoglądam do góry, tak, tam jest ta kamera, w ogóle nie zwróciłam na to uwagi. Skąd ja miałam go o takie rzeczy podejrzewać? Po przesunięciu myszką paru scen do przodu mówi suchym głosem:

– To jest bardzo ładny pornos. – A następnie dodaje: – Mówiłem ci, że będziesz mi posłuszna. Potwierdzałaś to podczas dupczenia dzisiaj wiele razy, co widać i słychać wyraźnie na tym nagraniu. Jeżeli będziesz podskakiwać, prześlę kopię tej kasety Romanowi albo umieszczę film w Internecie, żeby wszyscy widzieli, jak fachowo się pierdolisz.

Nic nie odpowiadam, maksymalnie wzburzona, wybiegam ze sklepu do zaparkowanego obok samochodu. Myśli kłębią mi się w głowie. Co mam teraz zrobić? Muszę o wszystkim natychmiast opowiedzieć Romanowi. Niech on coś wymyśli, musi mi pomóc. Jadę do domu, półprzytomna, przejeżdżam czerwone światła na skrzyżowaniu, pędzę setką po ulicach miasta, dojeżdżając szybko do domu.

Gdy Roman widzi moją minę, natychmiast rozumie, że wydarzyło się coś nieprzewidzianego.

– Co się stało, Erika?

Przez dłuższą chwilę siedzę na kanapie, nie mogąc dojść do siebie. Nalewam sobie pełny kieliszek wina przygotowanego na nasze wieczorne romantyczne bzykanie, wypijam go jednym łykiem i mówię:

– Ten skurwiel nagrywał całe nasze spotkanie przez kamerę monitoringu sklepowego. Szantażuje mnie teraz, chcąc, abym chodziła z nim na jakieś spotkania pokerowe, na których mam się dupczyć z jego kolegami. Jeżeli tego nie zrobię, to prześle kasetę tobie oraz upubliczni ten film w Internecie.

– O kurwa, ale się zrobiła afera!

Roman zamyślił się chwilę, zaczął chodzić nerwowo po pokoju, następnie powiedział zdecydowanym tonem:

– Daj mi numer jego komórki.

Wybrał numer i po chwili odezwał się Krzysztof:

– Halo, kto mówi?

– Ty skurwielu. Erika wszystko mi przed chwilą opowiedziała. Jak nie chcesz mieć poważnych kłopotów, to za pięć minut wyjdź przed dom i czekaj tam na mnie.

Patrzę na zegar ścienny w pokoju. Jest dziewiąta. Nalewam sobie jeszcze jeden kieliszek wina na odwagę, modląc się w duchu, aby ta sprawa jakoś się załagodziła.

Roman wrócił mniej więcej po dwóch godzinach. Z satysfakcją pokazał mi małą kasetę z kamery filmowej oraz twardy dysk wyjęty z komputera Krzysztofa. Napełniam obydwa kieliszki winem i cicho mówię:

– Powiedz, jak to załatwiłeś.

Roman uśmiecha się, wypija duży łyk wina i mówi:

– Czekał już na dole, pod domem. Wsiadł butny do mojego samochodu i powiedział, że skoro już wiem, co się wydarzyło przed chwilą w jego sklepie, choć nie wie, co ty mi powiedziałaś, to on mi proponuje sprzedaż tej kasety za 30 tysięcy złotych. Potrzebuje pieniędzy, ponieważ musi spłacić długi sklepowe i karciane i że wówczas zapomnimy o tej sprawie. Wtedy mówię, aby posłuchał uważnie, co ja mam mu do powiedzenia: "Otóż wiedz, że Erika poszła do ciebie za moją zgodą i przyzwoleniem. Ale rozczarowałeś nas oboje. Natomiast jeżeli zaraz nie oddasz mi tej kasety, to zrobię następujące rzeczy: poczekam tu na Benitę i opowiem jej o tym, jak dupczyłeś dzisiaj Erikę. Na pewno będzie chciała zaraz obejrzeć sobie tę kasetę. Wierz mi, znam Benitę od lat i myślę, że ja jestem dla niej bardziej wiarygodny niż ty. Sądzę, że wyrzuci cię z domu na zbity pysk jeszcze dzisiaj, jak się o tym dowie, również o twoich karcianych długach. Jeżeli się nie dogadamy w sprawie kasety, to wykorzystam moje znajomości i układy. Jutro lub pojutrze będziesz miał w sklepie bardzo skrupulatną kontrolę skarbówki, która wykończy cię finansowo. Gdybyś się jednak zdecydował umieścić to nagranie w Internecie, wtedy, nie patrząc na konsekwencje, jakie dla nas z tego wynikną, zgłoszę tę sprawę do prokuratury, gdzie również uruchomię odpowiednie znajome sprężyny, aby cię posadzili za to do więzienia. Natomiast ja proponuję ci dwa tysiące złotych jako rekompensatę za utraconą kasetę, ale jedziemy zaraz do sklepu i tam załatwiamy całą sprawę". Pomyślał chwilę, postękał niepewnie, podrapał się po głowie, widocznie mój argument z Benitą był dla niego na tyle silny i decydujący, że powiedział: "Okej. Niech będzie. Jedziemy".

Roman chwilę odsapnął, również podekscytowany tą sprawą, upił łyk wina i kontynuował swoją opowieść:

– Przyjechaliśmy pod sklep. Wyłączył alarm i otworzył drzwi. Wszedłem za nim i sam podszedłem do komputera, załączyłem go. W międzyczasie wziąłem krzesło, wszedłem na nie i wyjąłem kasetę z kamery ulokowanej pod sufitem, w środku korytarza. "Zaloguj się" – wskazałem na komputer. Zrobił to bez słowa, a ja włożyłem kasetę do kieszeni odtwarzacza komputera. Kiedy na ekranie pojawił się sygnał do otwarcia pliku zewnętrznego dysku, kliknąłem na niego. Stwierdziłem, że jest to nagranie waszego bzykania. Dalej już nie oglądałem. Wyjąłem kasetę i schowałem ją do kieszeni, a potem, aby mieć pewność, że ta sesja nie nagrała się dodatkowo na twardym dysku, po prostu obróciłem komputer tylną ścianką i wyjąłem twardy dysk z szyn i zabrałem go ze sobą. Krzysiu cały czas milczał, nic nie mówił. Wyjąłem z portfela dwa tysiące i położyłem na stole. Wstając, powiedziałem jeszcze: "Mam nadzieję, że dotrzymasz słowa i będziesz dyskretny. To jest również w twoim interesie".

Roman na chwilę przerwał, ponieważ akurat w tym momencie do domu wróciły nasze dzieci ze swoich codziennych zajęć, więc nie było już warunków do dalszego szczegółowego roztrząsania tej afery. Przed pójściem do łóżka, robiąc sobie herbatę, powiedział:

– Erika, jutro lecę na trzy dni do firmy Siemens AG w Monachium. Wrócę w sobotę w południe. Ja tam przeanalizuję i opracuję strategię, jak się teraz zachować i co z tym fantem dalej zrobić. Pojedźmy po moim powrocie we dwójkę na weekend, ale bez dzieci, do Kartuz, to ustalimy wspólny plan działania. Nie będziemy teraz odwiedzać Prezesa, pomimo jego zaproszenia. Ale proszę cię, przez ten czas nie odbieraj telefonów od Krzysztofa. Zapomnij o nim. Ta sprawa musi być definitywnie zakończona. Najlepiej siedź w domu. A ja sobie obejrzę tego pornosa, z tobą w głównej roli, wieczorkiem w hotelu – dodał z uśmiechem.

Co miałam, biedna, robić, musiałam, nawarzywszy piwa, cierpliwie i grzecznie czekać, co wymyśli mój nieoceniony mąż. Byłam potwornie zmęczona wydarzeniami dzisiejszego dnia, dlatego kładąc się do łóżka, zasnęłam natychmiast jak zdmuchnięta na wietrze świeczka.