Sekrety surowej diety - Frederic Patenaude

Kup ebooka

15.75 zł
12.60 zł (11,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od redakcji

Zdarza się, że dieta raw nie spełnia oczekiwań. Zamiast poprawy stanu zdrowia część osób zauważa pogorszenie swojej kondycji. Dla innych odmłodzenie, którego doświadczają, jest mniej spektakularne, niż się spodziewali. Niektórzy nie są w stanie utrzymać równowagi w dłuższej perspektywie czasowej. Wynika to wyłącznie z braku zrozumienia podstawowych zasad surowej diety: od powszechnej dezinformacji po rażące błędy w jej stosowaniu.

Frédéric Patenaude, autor tej książki, jest witarianinem z ponaddwudziestoletnim stażem. Swoją wiedzą opartą na doświadczeniu dzieli się z innymi w swoich licznych publikacjach oraz artykułach. Cieszymy się i jesteśmy dumni, że teraz, dzięki pierwszej polskiej edycji The Raw Secrets - najbardziej znanej książki o tematyce witariańskiej - także polskojęzyczna społeczność zwolenników surowej diety ma dostęp do tej rzetelnej wiedzy.

Trzydzieści jeden zwięzłych rozdziałów zawiera mnóstwo cennych informacji dla osób rozważających przejście na witarianizm. W Sekretach surowej diety znajdziesz dziesiątki wskazówek, które pomogą ci opracować prostą, zdrową i odżywczą dietę. Jeśli męczą cię te same nudne, powtarzające się rady znajdujące się w prawie każdej książce na temat surowej diety wegańskiej, niniejsza publikacja cię zaskoczy!

.

Wybór listów otrzymanych od czasu publikacji pierwszego wydania Sekretów surowej diety

"Kupiłam książkę Sekrety surowej diety wczoraj, a dziś czytałam ją przez cały dzień. Jest absolutnie genialna, a jednocześnie taka prosta!

Zaczęłam odżywiać się w stu procentach na surowo w styczniu tego roku. Nowa dieta rozwiązała problemy trapiące mnie od lat, ale wytrzymałam tylko trzy miesiące. Później pojawiło się wiele kłopotów, które opisujesz w książce... choć nawet nie byłam ich świadoma. Czułam, że dieta jest dobra, ale coś było nie tak. To było takie frustrujące i denerwujące!

Modliłam się, by Bóg otworzył mi oczy i pokierował mnie do właściwych źródeł informacji na ten temat (wszędzie jest tyle sprzecznych wiadomości). Tego samego dnia natrafiłam na Twoją stronę w Internecie. Po przeczytaniu na niej wielu artykułów zdecydowałam, że zamówię książkę Sekrety surowej diety. Jestem pod jej wrażeniem, inspiruje mnie i jest odpowiedzią na moje modlitwy!

Wiem, że przede mną jeszcze wiele nauki i eksperymentowania, ale Twoja książka bardzo pomogła mi zmierzać w dobrym kierunku!

Bardzo dziękuję za czas poświęcony na napisanie tej książki! Niech Bóg błogosławi Twoje wysiłki, gdy będziesz kontynuował poszukiwania, badania, eksperymenty i gdy będziesz dzielił się swoją wiedzą! Te informacje są niezwykłe... naprawdę niesamowite!"

Erica OrmondeBaker City, Oregon, USA

"Właśnie skończyłam czytać Twoją książkę i chcę Ci podziękować za jej napisanie. Zrobiłeś rozrastającemu się ruchowi witariańskiemu ogromną przysługę, wytykając błędy w postępowaniu i ujawniając błędne przekonania, które mogą doprowadzić do niepowodzenia".

Nora LenzBellevue, Waszyngton

"Cześć, dostałam książkę Sekrety surowej diety i bardzo mi się spodobała. Przeczytałam ją już dwukrotnie i żałuję, że nie wpadła mi w ręce dużo wcześniej. Próbowałam jeść na surowo przez około rok i napotkałam wszystkie problemy, jakie opisałeś w książce. Bardzo dziękuję, że ją napisałeś!"

Leatha Day

"Twoja ostatnia książka Sekrety surowej diety ukazała się na rynku w samą porę, by rozświetlić przede mną ścieżkę. Tonąłem w morzu dezinformacji".

Tom Szelagowski

"Właśnie skończyłam czytać Sekrety surowej diety, najlepszą książkę o witarianizmie, jaka kiedykolwiek wpadła mi w ręce. Świetna robota! Nie mogę się doczekać Twojej kolejnej książki!"

Joanne ScovillMiddletown

"To najlepsza i najbardziej rzeczowa książka dotycząca witariańskiego stylu życia, jaką kiedykolwiek czytałem. Zarówno ja, jak i moja dziewczyna przeczytaliśmy ją kilkakrotnie. Zdecydowanie będę ją wszystkim polecał".

Brian DallasTeksas

"Zamęt w społeczności witariańskiej jest ogromny. Dziękuję Ci za klarowność i dociekliwość".

Bill SeaberryMt. Shasta, Kalifornia

"Chciałem Ci napisać, jak bardzo spodobała mi się Twoja książka. Uważam, że zawarłeś w niej wiele użytecznych informacji o sprawach, o których pewnie nigdy bym się nie dowiedział".

Sharl Vermeulen

"Twoja książka Sekrety surowej diety była mi bardzo pomocna i chciałam Ci przekazać, że bardzo cenię Twoją pracę. Na początku byłam nastawiona sceptycznie, ponieważ jesteś tak młody (ja mam 55 lat), ale potem zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie masz dużo więcej doświadczenia w kwestii surowej diety niż ja, więc Twój wiek jest bez znaczenia. Uwielbiam dietę witariańską za jej prostotę i łatwość, ale Twoja książka dodała mi śmiałości i wyjaśniła wiele błędów, których teraz mogę unikać. Na tej planecie potrzeba więcej osób, takich jak Ty!"

L. Rebecca PerryHouston, Teksas

"Czytam Twoją nową książkę Sekrety surowej diety i bardzo mi się podoba, że za jej pomocą wprowadzasz rozsądek i rozwagę do ruchu witariańskiego".

Mark O'Connor Berkeley,Kalifornia

"Właśnie skończyłem czytać Twoją książkę, Sekrety surowej diety i chciałbym Ci powiedzieć, że jest to fantastyczna książka. Od 10 lat jestem frutarianinem/witarianinem i zrobiłem po drodze tak wiele błędów, niektóre nawet robię do dziś. Twoja książka daje mnóstwo okazji do zakrzyknięcia "Eureka!" i bardzo wiele spraw wyjaśnia".

Sidnumber

"Kilka dni temu skończyłam czytać Twoją książkę i jestem zachwycona! Jest bardzo motywująca. Jestem na surowej diecie od około trzech miesięcy i popełniłam niektóre błędy, o jakich piszesz".

Angela Brasler

"Otrzymałem książkę Sekrety surowej diety. Wiele wyjaśnia i wydaje mi się, jakby była pisana bezpośrednio do mnie. Naprawdę doceniam Twoje spostrzeżenia. Bardzo optymistycznie patrzę w przyszłość, dzięki temu, czego mnie ta książka nauczyła".

Brian

"Jestem właśnie w trakcie czytania Twojej książki Sekrety surowej diety. Muszę powiedzieć, że jestem poruszona, że ktoś jeszcze miał takie same doświadczenia jak ja i miał odwagę je upublicznić!"

Karen

"Zacząłem czytać Sekrety surowej diety i byłem pod wrażeniem, że dzielisz się swoimi słabościami i przeszłymi trudnościami związanymi z witarianizmem. Już sam ten fakt dostarcza czytelnikom bezcennych informacji.

Zgłębiam idee surowej diety od dłuższego czasu i ostatnio stwierdziłem, że muszę przeczytać Sekrety surowej diety, by potrafić odrzucić bzdury, a skupić się na sednie tego, co powinienem wiedzieć. Tak jak piszesz, "Jest to książka, którą sam chciałbym dostać do ręki sześć lat temu...". Pragnę wyrazić Ci moją wdzięczność, za to, że ją napisałeś i że już nie muszę mieć takich życzeń ;-)".

MarcusMontreal, Kanada

"Nazywam się Misgana Isaak. Właśnie kupiłam Twoją książkę i zakochałam się w niej. Czuję, jakbyś napisał ją właśnie dla mnie".

Misgana Isaak

"Bardzo się cieszę, że kupiłam Twoją książkę Sekrety surowej diety. Jest w niej tyle praktycznych wskazówek i porad, że wreszcie czytam na papierze to, co wcześniej sama instynktownie uważałam za istotne. Jest to tak niemainstreamowe, że czasami ciężko mi zawierzyć własnej intuicji! Ogromnie dziękuję. Niektóre fragmenty czytam już trzeci raz. Za każdym razem odnajduję w tekście nowe perełki".

Jayne Jubb

"Wczoraj dostałem Twoją książkę z Amazon.com i przeczytałem całą. Niesamowita. Od ponad roku czytam dużo książek, opanowuję logistykę zakupów jedzenia i przygotowuję plany żywienia. Bardzo się cieszę, że trafiłem na Twoją książkę. Dziękuję za praktyczne, prawdziwe i uczciwe informacje i za to, że pokazujesz, jak jest. Teraz już wiem, że dam sobie radę. Jesteś super. Tak trzymaj".

John Schmidt

Portland

.

Podziękowania z pierwszego wydania Sekretów surowej diety

Specjalne podziękowania dla Alberta Mossériego za to, że pozwolił mi przetłumaczyć swoje prace. Bez jego wiedzy powstanie tej książki nie byłoby możliwe.

Specjalne podziękowania również dla Andrew Durhama, który zredagował pierwsze wydanie Sekretów surowej diety. Bardzo dziękuję ci za spostrzeżenia, które pomogły uczynić zrozumiałymi wiele zagadnień zawartych w tej książce, a także za bezustanne wsparcie dla tego projektu.

Chciałbym podziękować wszystkim osobom, które bezpośrednio lub pośrednio przyczyniły się do urzeczywistnienia tej książki:

Marianne Moineau za jej wsparcie i wiarę w ten projekt, za długie rozmowy i eksperymenty, które pomogły mi sformułować myśli i pomysły, oraz za jej pomoc w realizacji tego przedsięwzięcia.

Olivierowi Magnanowi za zmotywowanie mnie i za pomysł, który doprowadził do powstania tej książki. C'était ton idée!

Fabie Reaume za niezbędne korekty.

Beacie Barinbam za końcowe uwagi krytyczne i za korektę.

Robertowi Harrisonowi za pomoc w korekcie tekstu.

Rodzinie Boutenko za witariańskie inspiracje w ostatniej chwili. Spasibo!

Davidowi Normanowi za wspieranie moich wysiłków przez te wszystkie lata.

Enrique'owi Candiotiemu za witariańskie inspiracje i pomoc w prowadzeniu czasopisma.

Paulowi Nisonowi, którego podejście do surowej diety pomogło mi sformułować wiele fragmentów tej książki.

Dr. Dougowi Grahamowi, którego badania pomogły mi wyjaśnić moje teorie w wielu częściach tej książki.

Dr. Fredowi Bisciemu, którego spostrzeżenia przyczyniły się do sformułowania wielu elementów tego tekstu.

Louiselle Houle pour avoir procuré un endroit o? rester durant les débuts de ce projet.[1]

Réalowi Patenaude'owi, qui m'a toujours encouragé dans mes projets.[2]

Sébastienowi Patenaude'owi, za wsparcie oraz za to, że był częścią moich pierwszych doświadczeń z witarianizmem (jak to dobrze mieć brata).

.

Podziękowania z drugiego wydania Sekretów surowej diety

Robowi Millerowi za redakcję drugiego wydania.

Eli za pomoc w redakcji drugiej edycji tej książki. Bardzo dziękuję!

Kathy Raine za pomoc w zredagowaniu końcowych poprawek niniejszego drugiego wydania.

Wstęp

Na surowo

Radykalne pomysły mają zawsze większą siłę przebicia niż oklepane rady głoszone bez entuzjazmu. W ich sile tkwi jednak niebezpieczeństwo. Tak jak z ładunkiem wybuchowym, z radykalnymi pomysłami należy obchodzić się ostrożnie.

Do takich pomysłów należy właśnie surowa dieta. Owszem, może ona ratować życie. Może pomóc organizmowi wyleczyć się z "nieuleczalnych" dolegliwości. Może sprawić, że będziesz czuć się świetnie. Pomoże ci odnaleźć radość życia. Może nadać twemu życiu zupełnie inny kierunek i wywrócić je do góry nogami.

Trudne jest jednak jej praktyczne zastosowanie. Przy przestrzeganiu zasad surowej diety można natknąć się na wiele pułapek. Wiele osób w takie pułapki wpadło - i inni będą w nie wpadać nadal do czasu, aż nauczą się je zauważać, identyfikować i ich unikać.

Niektórzy ludzie niszczą swoje zdrowie, stosując nieprawidłowo surową dietę. Przeważnie jest to spowodowane tym, że otrzymali kiepskie lub mylące wskazówki. Niniejsza książka jest moim antidotum na fałszywe informacje głoszone na temat surowej diety; informacje, które krzywdzą ludzi. Jest to taka książka, jaką chciałbym dostać na początku 1997 roku, kiedy zaczynałem swoją przygodę z tą dietą. Z zamierzenia nie jest to tekst wprowadzający do tematu, lecz raczej poszerzający go i skierowany do osób nim zainteresowanych.

Do napisania Sekretów surowej diety zmotywowały mnie liczne dietetyczne przejścia. Gdy tylko zacząłem stosować witarianizm, natychmiast odkryłem prawdziwą wartość tej diety, ale moje doświadczenia nie były od początku pozytywne. Ten sposób odżywiania jest jedną z najlepszych rzeczy, jakich kiedykolwiek się podjąłem, ale był też długą batalią. Zanim więc przedstawię moje odkrycia w tej materii, chciałbym podzielić się swoją historią.

Stałem się świadomy związku między sposobem odżywiania a zdrowiem w wieku szesnastu lat, gdy moja mama wprowadziła do domu wegetarianizm. Zdecydowała się na wprowadzenie zmian w diecie, by zgubić trochę zbędnych kilogramów. Z dnia na dzień w naszej lodówce pojawiły się chleb pełnoziarnisty, tofu i seitan oraz inne przedziwne produkty. Mięso powoli znikało.

Zainteresowania żywieniowe mamy szybko mi się udzieliły, gdy zacząłem czytać książki, które kupowała. Stopniowo stawałem się wegetarianinem, choć wcale nie określałem się jako taki. Kilka lat później przeczytałem książkę Diet For a New America (Dieta dla nowej Ameryki) Johna Robbinsa, która przyczyniła się do ostatecznej decyzji - przekonała mnie ona do zostania wegetarianinem i dała mi do tego dobre powody.

Wegetarianizm był dla mnie świetną zabawą. Pamiętam podekscytowanie, kiedy odkrywałem wszystkie nieznane mi wcześniej produkty, gdy po raz pierwszy robiłem zakupy w sklepach ze zdrową żywnością, uczyłem się przygotowywać nowe potrawy i przy każdej okazji próbowałem narzucić swoje nowe poglądy przyjaciołom i rodzinie. To było świetne. Ale wegetarianizm nigdy nie wywrócił mojego życia do góry nogami.

Zrobił to witarianizm.

Przypadkiem znalazłem książeczkę Herberta Sheltona pod tytułem Food Combining Made Easy (Łatwe łączenie pokarmów). Zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Shelton twierdzi, że ludzie, jak inne zwierzęta owocożerne, powinni jeść owoce, zieleninę, orzechy, pestki i nic poza tym. Jako wegetarianin, którego dieta opierała się głównie na zbożach, poczułem się, jakby wywiercono wielką dziurę w moim wygodnym, nowo odnalezionym wegetariańskim świecie. Wydawało mi się, że znalazłem dietę optymalną. Tymczasem pojawił się ten facet, który twierdził, że muszę zrezygnować nie tylko z mięsa i nabiału, ale też ze zbóż, strączków, olejów, soli, przypraw oraz ze wszystkiego gotowanego i przetwarzanego! Poczułem się, jakby ktoś mnie uderzył. Pomyślałem, że muszę się dowiedzieć więcej na ten temat, bo to niemożliwe, by Shelton miał rację.

Na tej samej półce, na której odkryłem książkę Sheltona, natrafiłem na dziwnie wyglądające dzieła w języku francuskim autora o nazwisku Albert Mosséri. Byłem w szoku, gdy odkryłem, że pisze on o tym samym. Nasza naturalna dieta powinna być skomponowana z warzyw i owoców z dodatkiem orzechów i pestek.

Poza powyższymi instrukcjami, co powinna zawierać dieta, książki na temat Higieny Naturalnej mówiły, że każdy z nas samodzielnie jest odpowiedzialny za własne zdrowie. Twierdziły, że wszystkie choroby, jakich doświadczamy, są wynikiem niewłaściwego trybu życia - przede wszystkim niewłaściwej diety. Poprzez powrót do prostej, surowej diety złożonej z owoców i warzyw, poszcząc (jeśli zajdzie taka potrzeba), możemy nie tylko wyleczyć się ze wszystkich dolegliwości, ale również powrócić do pierwotnego, naturalnego stanu - pełni energii i zdrowia.

Czytałem więc dalej na temat Higieny Naturalnej. Pamiętam jakie odczucia wzbudzała we mnie fotografia na okładce książki Mossériego. Na zdjęciu widniała misa z owocami, kilka orzechów włoskich i dziwnie wyglądający kabaczek. Wydawało mi się to bardzo ascetyczne, a jednocześnie pociągające. Pamiętam swój wewnętrzny konflikt: "Wiem, że to prawda. To, co piszą ci ludzie, ma sens. Ale rozpoczęcie takiej diety wymaga całkowitej zmiany w moim życiu i zwrócenia go w kierunku, w którym nie planowałem iść". Takie właśnie dylematy przechodził dwudziestoletni chłopak gdzieś w Quebecu w Kanadzie. Myślałem, że tylko mi się to przydarza.

Zacząłem więc tę przygodę sam i napotkałem wiele niepowodzeń. Wahałem się, brnąłem naprzód i zawracałem. Odżywiałem się chaotycznie i miałem mętlik w glowie, z którym nie potrafiłem sobie poradzić. Potrzebowałem poznać nowych ludzi, wyjechać w diabły z rodzinnego miasteczka i odkryć, co się dzieje gdzie indziej. Pewnego wieczoru odkryłem w Internecie książkę Nature's First Law: The Raw Food Diet (Pierwsze prawo natury: dieta witariańska) autorstwa Arlina, Diniego i Wolfe'a.

Książka mocno zmotywowała mnie do przejścia na stuprocentowo surową dietę. Skontaktowałem się z jej autorami w San Diego i umówiłem na spotkanie. Będąc w Kanadzie, zacząłem dietę witariańską na sześć miesięcy, zachęciłem do niej kilku przyjaciół, a w tym samym czasie pracowałem, by odłożyć trochę pieniędzy. Później spakowałem swoje rzeczy i, jako że potrzebowałem czasu, żeby to wszystko sobie przyswoić, wyruszyłem w 72-godzinną podróż z sześcioma postojami autobusem do Kalifornii.

W Kalifornii odkryłem, że ruch witariański jest świeży i młody, ale również zagubiony i pełen sprzeczności. Wtopiłem się w niego i brałem aktywny udział w jego wydarzeniach. Po drodze wpadłem na pomysł, że surowa dieta jest odpowiedzią na wszystko. Uznałem, że nie tylko rozwiąże wszystkie moje problemy, ale również na dłuższą metę rozwiąże wszystkie problemy ludzkości. Być może ten entuzjazm był mi potrzebny do rozpoczęcia działania (jak i na pewno wielu innym), ale był bardzo złudny.

Podczas mojego pobytu na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, choć próbowałem utrzymać postawę zrównoważoną i entuzjastyczną, moje zdrowie zaczęło się pogarszać. Wyjątkowo kiepsko jak na młodego faceta! Odkryłem, że bezustannie brakuje mi energii. Często czułem się nieswojo, nie mogłem się skoncentrować ani znaleźć w sobie siły na podstawowe codzienne aktywności. Myślałem, że przechodzę przez proces detoksykacji i że to niedługo minie, a wtedy wreszcie odczuję "rajskie zdrowie". Niestety ten dzień nie nadchodził. Detoks się nie kończył.

Tak naprawdę pestki i tłuszcze zaczęły przeważać w mojej diecie. Czasami jadałem pięć do sześciu awokado dziennie oraz dużo orzechów i pestek. Aby zaspokoić zachcianki, zacząłem używać oliwy, przypraw, soli, czosnku i innych produktów, których wcześniej w Kanadzie unikałem w zgodzie z zasadami Higieny Naturalnej. Ostatnią rzeczą, jaką chciałem, był powrót do gotowanego jedzenia, tworzyłem wszelkie możliwe zastępniki dla gotowanych potraw, na jakie miałem ochotę. Szalałem z przepisami na surowiznę: surowe ciasta, surowa czekolada, surowe lasagne, co tylko przyszło mi do głowy. Wszystko surowe. Wszystko organiczne. Wszystko zdrowe... prawda? Ale...

Po roku ciężko chorowałem przez cały miesiąc. Nikomu o tym nie powiedziałem, ponieważ byłem "tym znanym witarianinem", który powinien być niezwykle zdrowy. Nie powinien tak chorować. Schowałem się więc w domu i pościłem, aż poczułem się lepiej.

Po tym doświadczeniu rozjaśniło mi się w głowie. Zdałem sobie sprawę, że reżim diety witariańskiej nie może być przestrzegany na chybił trafił. Wciąż jednak nie miałem pojęcia, co robić. Wykluczenie orzechów z diety na jakiś czas po poście naprawdę pomogło, nadal jednak byłem daleki od "rajskiego zdrowia". Gdzie była ta pełnia energii do przetańczenia całej nocy? Gdzie zniknął mój wewnętrzny ogień?

Na dodatek pracowałem właśnie w Pierwszym Prawie Natury, "światowej siedzibie" diety witariańskiej. Zacząłem tam prowadzić mój własny witariański newsletter Just Eat An Apple (Po prostu zjedz jabłko) i zbierałem się do napisania książki z przepisami kulinarnymi, a przy okazji stałem się zupełnie niezłym witariańskim kucharzem.

Podczas tych kilku pierwszych lat nie zawsze byłem wyczerpany, ale sporo czasu spędzonego jako restrykcyjny witarianin w Kaliforni poświęciłem na rozgryzienie kwestii, dlaczego dieta nie działa na mnie tak, jak powinna według książek. I nie byłem z tym sam. Spotykałem mnóstwo osób przechodzących przez to samo. Ale opętani ideałami witarianizmu nie chcieliśmy przed sobą przyznać, co się dzieje.

Kiedy w 2000 roku przeprowadziłem się z powrotem do Kanady, miałem dość. Zacząłem znowu jeść gotowane jedzenie i - co niezwykłe - czułem się lepiej. Poczułem się lepiej, ponieważ odpuściłem ścisłe zasady witariańskie i mogłem spojrzeć na surową dietę trzeźwym okiem. Dostrzegłem, że jest ona narzędziem - narzędziem, które można wykorzystać w sposób kiepski albo odpowiedni. Po prostu dotąd jeszcze nie nauczyłem się stosować jej właściwie.

Jako że jestem skłonny do przesady, zacząłem ponownie odkrywać gotowaną żywność tak drobiazgowo, jak odkrywałem surową dietę. Powoli i ostrożnie testowałem gotowane potrawy na swoim organizmie. Próbowałem chleba. Próbowałem sera. Na randkach w restauracji piłem wino. Poczułem, jak to jest zamówić croissanta w paryskiej kafejce. Zdałem sobie sprawę, jak bardzo zmienił się mój organizm przez jedzenie surowizny - nie mogłem już jeść tego, co kiedyś, i czuć się "normalnie", jak "normalni ludzie". Mój organizm reagował silnie i odrzucał taki pokarm. Musiałem znaleźć jakiś sposób i to szybko, bo wiedziałem, że taki styl odżywiania nie jest dla mnie dobry.

Powróciłem do źródeł, ponownie odkryłem Higienę Naturalną. Uważnie przeczytałem po raz kolejny książki Mossériego i Sheltona, te które czytałem przed wyjazdem do Kaliforni. Książki te przewróciły moje życie do góry nogami i dały mi odwagę, by wyjechać z jedynie sześciuset dolarami na koncie i żyć gdzie indziej przez dwa i pół roku.

Zdobywszy sporo doświadczenia, mogłem teraz w pełni zrozumieć podstawowe zasady zdrowia nakreślone przez Mossériego. Dostrzegłem, jak działały we wszystkim, co przydarzyło się mnie i innym ludziom. Zauważyłem, co u mnie poszło nie tak i dlaczego. Z tą nową wiedzą wreszcie byłem w stanie naprawdę doświadczyć korzyści, jakie obiecywali mi pierwsi przywódcy ruchu witariańskiego.

Powrót do surowej diety przeprowadziłem drobnymi krokami. Najpierw odkryłem, że najważniejsze to jeść głównie to, co jest biologicznie właściwe dla ludzi - owoce, warzywa zielone i niewielkie ilości orzechów oraz pestek - a unikać zbóż, warzyw strączkowych oraz przypraw. Musiałem zwrócić uwagę na swój głód, łączenie produktów, ilość tłuszczu, pestek i orzechów w diecie. Zauważyłem też, że jedząc pieczone warzywa korzeniowe lub warzywa gotowane na parze, czuję się dużo lepiej, niż gdy jadłem skomplikowane dania witariańskie czy też dużo orzechów i pestek.

Niniejsza książka jest sumą odkrytych przeze mnie tajemnic. Każdy rozdział zawiera lekcję, wiadomość do mnie samego na temat, który pomógł mi spojrzeć na sprawę całościowo. Niektóre rozdziały odzwierciedlają stoczone przeze mnie wewnętrzne walki. Niektóre są bardziej pozytywne i pokazują spostrzeżenia, które poczyniłem.

Zrozumiałem, że surową dietę trudno jest wcielić w życie. Można nią bardzo łatwo zniszczyć sobie zdrowie, na początku wcale nie zdając sobie z tego sprawy. Jeśli dopiero zaczynasz, masz szczęście, że trafiłeś na tę książkę. Wokół można znaleźć mnóstwo porad wprowadzających w błąd i cieszę się, że udało ci się na początku znaleźć właściwy poradnik.

Moim głównym problemem przez wiele lat był brak energii. Często czułem się wyczerpany, choć jadłem najlepsze produkty na świecie. Długo zajęło mi rozszyfrowanie, dlaczego tak się dzieje. Niestety jedyną radą, jaką usłyszałem od witarian, było: "Jedz dalej surowo, aż przejdziesz przez detoks".

W czasie, gdy odżywiałem się w ten sposób, poznałem mnóstwo przeróżnych osób, od rozsądnych po fanatyków. Znam ludzi, którzy byli witarianami przez wiele lat, a potem wrócili do chleba i mięsa. Inni, którzy przysięgali na wszystko co surowe, że nigdy nie wrócą do gotowanych potraw, byli potem widywani, jak jedli bez cienia zażenowania gorące fasolowe burrito. Jak do tego doszło?

Niektórzy ludzie szybko rozpracowują temat sami. Zajmuje im cztery dni odkrycie tego, czego ja poszukiwałem cztery lata. Ich rozsądek i intuicja pracują doskonale. Ale niezrównoważeni albo ekstremistyczni ludzie (a takich jest wielu z nas) napotykają wiele trudności, szczególnie że naszymi jedynymi przewodnikami są nieliczne książki pełne niewłaściwych porad. Z przykrością stwierdzam, że większość dostępnych książek o witarianizmie pasuje do tego opisu. Proponuję wam Sekrety surowej diety jako dobry przewodnik po diecie witariańskiej.

Tak jak książka Fit For Life (W dobrej formie na całe życie) wprowadzała ludzi w błąd wiele lat temu, wmawiając im, że praktykują Higienę Naturalną tylko dlatego, że odpowiednio łączą chleb i kurczaka z innymi produktami, tak nowi witarianie wprowadzani są w błąd i myślą, że odżywiają się zdrową surową dietą, tylko dlatego, że potrawy, które jedzą, nie są podgrzewane.

Istnieje mnóstwo pomysłów i plotek, a brakuje faktów i mądrości. Zdecydowanie brakuje podstawowych zasad. Prowadzi to do poważnej dezorientacji. Gdy ludzie przybywają na witariańskie festiwale lub konferencje, wyjeżdżają z nich pełni inspiracji, ale i kompletnie zbici z tropu. Dlaczego? Ponieważ choć wszyscy przemawiający zachęcają do surowej diety, nie zgadzają się między sobą co do tego, z czego taka dieta ma się składać. Jeden mówi, że owoce są najlepszym pokarmem, drugi twierdzi, że owoce żywią wewnętrzne grzyby. Jedni promują suplementy, drudzy grzmią, że żadnych suplementów nie powinno się w ogóle przyjmować. Jeden facet poleca głodówki o samej wodzie, drugi mówi, że to niebezpieczne i powinniśmy pić soki. I tak dalej. Takie zamieszanie ma miejsce, ponieważ większość witarian - zarówno nauczycieli, jak i uczniów - nieświadoma jest podstawowych zasad zdrowotnych. Brak podstawowych zasad w jakiejkolwiek nauce doprowadzi do jej rozpadu. Braki te szczególnie wyraźnie widać w ruchu witariańskim, którego przywódcy między sobą nie mogą zdecydować, z czego składać się ma surowa dieta.

Niemniej takie podstawowe zasady istnieją. Odkryli je na nowo 170 lat temu higieniści naturalni w Stanach Zjednoczonych, a także członkowie niemieckiego ruchu powrotu do natury. W tej książce prezentuję kilka podstawowych zasad Higieny Naturalnej i jak stosować je w surowej diecie, tym samym podważając niektóre witariańskie mity.

Dla większości z nas jest to nowość i na pewno będziemy popełniali błędy i przesadzali, nawet w sposób drastyczny. Ale po popełnieniu błędu, przychodzi czas na ułożenie sobie wszystkiego w głowie i naprawienie go, jednak pierwszym etapem naprawiania jest posprzątanie śmieci.

Dla wielu osób witarianizm stał się religią, w której gotowane jedzenie jest złem, a surowe zbawieniem. W wielu książkach przesadnie zaznacza się korzyści płynące z surowej diety, natomiast nie opisuje się jej praktycznego zastosowania. Niektórzy witarianie myślą nawet, że cokolwiek surowego lepsze jest od czegokolwiek gotowanego. Uważają, że wszystko, co muszą robić, to jeść surowiznę i za wszelką cenę unikać gotowanego. Jednakże, jak wielu z nas przekonało się na własnej skórze, zdrowie i naturalna dieta nie są takie proste.

Stare powiedzenie mówi: "Lepsze jest wrogiem dobrego". W języku potocznym mówimy, że ktoś nie widzi lasu, bo mu drzewa zasłaniają. Próbując być zbyt perfekcyjnym, można postradać rozum. Wielu witarian, w tym także niegdyś ja, popiera koncept, który mój przyjaciel - dr Doug Graham - nazywa surową/niesurową filozofią. To uproszczenie wszystkich zasad zdrowotnych do jednego kryterium: "Czy to jest surowe?". Zamiast zastanawiać się, "Czy to jest dla mnie zdrowe?" lub "Czego doświadczy mój organizm, gdy to zjem?", niektórzy witarianie chcą tylko wiedzieć, czy coś jest surowe. Dla wegan takim pytaniem jest: "Czy to wegańskie?"

Zwolennik filozofii surowe/niesurowe unikałby na przykład zjedzenia gotowanych na parze warzyw, ale nie zawahałby się przed pochłonięciem w tydzień, czy nawet w jeden dzień, słoika surowego masła migdałowego. Odrzucałby potrawy gotowane, nie zastanawiając się, że niektóre jego nawyki "surowego" jedzenia, mogą być dla niego bardziej szkodliwe, niż dieta gotowana. Zatwardziały weganin unikał będzie wszelkich produktów odzwierzęcych, ale może spożywać sporo soli, tłuszczów, cukru i przetworzonego jedzenia prosto z fabryki, byle tylko było "wegańskie".

Żywienie naturalne wymaga więcej precyzyjności. Witarianizm to nie religia. To, jak się odżywiamy, powinno być oparte na zdroworozsądkowych zasadach fizjologii, a nie na jakiejś uproszczonej mantrze.

Witarianizm, jak i weganizm, jest słuszny i zdrowy, ale nie w sposób, w jaki czasami się go stosuje, szczególnie w czasach współczesnych. Z tej książki dowiesz się, jak odżywiać się na surowo w sposób zrównoważony, dający witalność oraz energię.

Frédéric PatenaudePaździernik, 2002 r. Poprawione w marcu 2006 r.Montreal, Quebec, Kanada

Dwie strony ruchu witariańskiego- po której z nich stoisz?

Nowicjusz w dziedzinie zdrowia naturalnego może czuć się zbity z tropu niezliczonymi dostępnymi filozofiami dietetycznymi, z których każda zdaje się przeczyć kolejnej. Co roku słyszymy o pojawieniu się jakiejś nowej diety, dołączającej do niekończącej się listy tych już istniejących: śródziemnomorska, South Beach, Atkinsa, zgodna z grupą krwi, makrobiotyczna i mnóstwo innych, o których już wszyscy dawno zapomnieli.

Kiedy ktoś zaczyna szukać informacji na temat diety witariańskiej, ma w głowie jeszcze większy mętlik! Na tym malutkim niszowym rynku zdrowia naturalnego osoby promujące surową dietę nie zgadzają się nawet pomiędzy sobą co do tego, co stanowi witarianizm.

Istnieje na przykład program Hipokratesa, który proponuje dietę składającą się głównie z kiełków, warzyw i odrobiny owoców.

Dieta tęczowa sugeruje całkowite odstawienie owoców na pewien okres, a koncentruje się na warzywach, wodorostach, spirulinie i innych "zieleninach".

Są jeszcze osoby promujące dietę zawierającą dużo "superpokarmów", takich jak olej kokosowy, ziarna kakaowca, maca w proszku czy inne tego typu egzotyczne składniki.

Mamy też ruch odżywiania instynktownego, który zaleca jedzenie surowych pokarmów w ich naturalnym stanie (bez wyciskania soków, blendowania czy mieszania), ale pozwala również na spożywanie surowego mięsa i ryb.

Niektórzy witarianie jadają surowy nabiał, ponieważ uważają, że potrzebujemy w naszej diecie pokarmów odzwierzęcych, by żyć zdrowo.

Są też tacy, którzy zalecają dietę opartą na owocach, a także nieliczni, którzy propagują jedzenie samych owoców.

Z kolei higieniści naturalni twierdzą, że spożywać należy pokarm w jego naturalnym stanie, unikając czynników drażniących, takich jak czosnek, pikantne papryczki, przyprawy czy sól.

Mamy też osoby, które uważają, że ludzie powinni jeść to "co najlepiej na nich działa" i co im odpowiada.

Tak więc nowicjusz napotykający te wszystkie odmienne filozofie dietetyczne zaczyna się zastanawiać, kto ma rację, a kto się myli. Wybranie "właściwej" diety wydaje się zadaniem na tyle niewykonalnym, że najlepszym wyjściem jest wypróbowanie każdego z tych sposobów po trochu i wypracowanie własnego realnego planu dietetycznego.

Z mojego doświadczenia wiem, że takie podejście prowadzi do wielkiej frustracji, a nawet do niepowodzenia. Sam tak robiłem przez wiele lat - wypróbowywałem każdą dietę po trochu w nadziei, że wreszcie wymyślę własną. Wreszcie jednak zrozumiałem, że wcale nie mamy tak wielu opcji wyboru. Przeróżne filozofie noszą różne nazwy, ale w zasadzie promują to samo.

Zanim przyjrzymy się surowym dietom, rzućmy okiem na inne popularne diety na świecie. Trzeba się zastanowić: przy tylu możliwościach, kto ma rację?

Model medyczny

Przez niemal 150 lat medyczny model dietetyki zalecał odżywianie wysokotłuszczowe, wysokobiałkowe, z małą zawartością węglowodanów. Stał się popularny w 1860 roku, kiedy londyńczyk William Banting stracił 25 kilogramów na wysokobiałkowej diecie opartej na suchym, pieczonym, chudym mięsie, jajkach na miękko i warzywach. W 1864 roku napisał on książkę pod tytułem Letters on Corpulence (Listy o otyłości), która natychmiast stała się bestsellerem.

Do 1880 roku dieta Bantinga stała się najbardziej znaną dietą odchudzającą w Ameryce. Krótko później inny lekarz o nazwisku James Salisbury wypromował dietę zdrowotną i odchudzającą składającą się głównie z gorącej wody i mięsnych kotletów mielonych (słynny stek Salisbury).

Kiedy w 1972 roku dr Atkins napisał swoją Diet revolution (Rewolucja dietetyczna), nie wymyślił niczego nowego. Po prostu dalej promował medyczny model diety odchudzającej, która zawsze opierała się na ograniczeniu spożycia kalorii za pomocą odżywiania wysokotłuszczowego i wysokobiałkowego.

Od tamtych czasów większość diet to tylko wariacje na ten sam temat, wprowadzające różne restrykcje i dodające jakiś nowy trik. Dieta strefowa, dieta South Beach czy nawet dieta zgodna z grupą krwi to tylko odmiany medycznego modelu dietetycznego.

Ci, którzy podważają założenia modelu medycznego, zalecają odżywianie niskotłuszczowe. Książki, które wydają, przeważnie nie są tak modne jak wyżej wymienione diety, ale za to oparte są na solidniejszych podstawach naukowych.

Jednym z orędowników diety niskotłuszczowej jest dr Dean Ornish. Dr Ornish jako pierwszy - na podstawie długotrwałych badań - udowodnił, że chorobę wieńcową można wyleczyć poprzez gruntowne zmiany w diecie i trybie życia, między innymi dzięki niskotłuszczowej diecie wegetariańskiej.

Kolejnym zwolennikiem diety niskotłuszczowej jest dr McDougall, który od dziesięcioleci ją zaleca, a jego wyniki badań są doskonale udokumentowane (www.drmcdougall.com).

W obozie zwolenników diety niskotłuszczowej znajdziemy też dr. T. Colina Campbella, który przeprowadził badania znane pod nazwą China Study (Badanie chińskie): najbardziej kompleksowy eksperyment w historii dotyczący odżywiania. Jest tu też większość lekarzy wegańskich i wegetariańskich, którzy napisali książki i przeprowadzali własne badania - dr Klaper, dr Neal Barnard, dr Joel Fuhrman i wielu innych.

Kiedy przyjrzymy się zagadnieniu modeli dietetycznych z punktu widzenia oficjalnego nurtu dietetyki i jeśli pominiemy drobne różnice dotyczące szczegółów, zobaczymy mniej więcej taki obraz:

Istnieje model medyczny, który jest promowany za pomocą większości "badań", o jakich czytamy w gazetach, magazynach i słyszymy w centrach fitnessu. Model ten zakłada dietę wysokotłuszczową, wysokobiałkową i redukcję spożywanych kalorii lub jakąś wariację na temat takiego założenia.

Z drugiej strony mamy model "alternatywny", promowany przez wielu lekarzy i poważnych naukowców, poparty ogromną ilością danych naukowych. Ten model zaleca opartą na pokarmie roślinnym dietę niskotłuszczową i wegetariańską.

Skupmy się na witarianizmie

Kiedy spojrzymy z zewnątrz na ruch witariański, może się nam wydawać, że jest w nim wiele różnych opcji, co również może być mylące dla nowicjusza.

Przyjrzawszy się bliżej różnym odmianom witarianizmu, zauważymy jednak, że istnieją dwie podstawowe jego gałęzie, a wszystkie pozostałe warianty znajdują się pomiędzy nimi.

1. Wysokotłuszczowa dieta witariańska. W tym podejściu promowane jest spożywanie przede wszystkim warzyw. Choć jej zwolennicy nie lubią się do tego przyznawać, jest to również dieta wysokotłuszczowa.

2. Oparta na owocach dieta niskotłuszczowa. To podejście bierze pod uwagę problem, jakim jest spożywanie zbyt dużych ilości tłuszczu, nawet jeśli tłuszcz ten pochodzi ze źródeł naturalnych, takich jak awokado, orzechy czy pestki. W tej diecie tłuszcz nie jest głównym źródłem kalorii, a są nim owoce.

W surowej diecie źródłem kalorii mogą być tylko dwa rodzaje pokarmu: owoce albo tłuszcz.

Dlaczego?

Faktem jest, że owoce są jedynym prawdziwym źródłem węglowodanów w diecie witariańskiej. Cukrów złożonych (takich jak te obecne w pieczywie, makaronach czy ziemniakach) raczej się unika. Choć większość warzyw zawiera węglowodany, nie można jednak ich uznać za główne źródło tychże w diecie. Są poza tym tak niskokaloryczne, że niemożliwością jest zjedzenie wystarczających ich ilości, by zaspokoić nasze potrzeby energetyczne. Do spożycia 2000 kilokalorii potrzebowalibyśmy 50 główek sałaty albo 75 surowych marchewek. Tak po prostu się nie da.

Alternatywą jest jedzenie tłustych produktów takich jak awokado, oliwa z oliwek, orzechy czy pestki. Kiedy witarianin stwierdza, że nie zaleca spożywania dużej ilości owoców, oznacza to automatycznie, że zaleca dietę wysokotłuszczową. Inaczej po prostu się nie da!

Po której jesteś stronie?

Kiedy już zrozumiesz, że wszystkie te dietetyczne podejścia można tak naprawdę ograniczyć do dwóch, musisz zdecydować, po której stronie chcesz stanąć.

Której odmiany surowej diety chcesz się trzymać? Wysokotłuszczowej czy "wysokoowocowej"?

Z własnego doświadczenia wiem, że próba znalezienia złotego środka jest dość frustrującym przedsięwzięciem. Świadczą o tym w zasadzie naukowe dane. Pozwól, że wyjaśnię.

Przy diecie wysokotłuszczowej zmniejsza się w dużym stopniu wrażliwość insulinowa, co oznacza, że cukry proste nie trafiają do celu (do komórek) wystarczająco szybko. Kiedy osoba na diecie wysokotłuszczowej zje dużo owoców (cukru), doznaje często objawów hipoglikemii, kandydozy, problemów z koncentracją i innych.

Równanie wygląda tak:

dieta wysokotłuszczowa + cukier = katastrofa

Na diecie niskotłuszczowej odkrywamy jednak, że wszystkie te symptomy znikają, pomimo konsumpcji dużej ilości owoców. Insulina sprawnie transportuje cukry proste do komórek. Wzrasta koncentracja, a poziom cukru we krwi jest stabilny.

Takie rezultaty są całkowicie zgodne z wynikami badań przeprowadzonych przez różnych wymienionych tu wcześniej lekarzy promujących dietę niskotłuszczową. Mieszanie różnych podejść dietetycznych może więc skończyć się katastrofą.

Czemu więc nie wybrać jednego i trzymać się go?

Pora zdecydować

Jeśli chcesz odżywiać się dietą witariańską, masz wybór pomiędzy owocową dietą niskotłuszczową albo dietą wysokotłuszczową. Wybór ten należy do ciebie, ale nie lekceważ wagi swojej decyzji.

Dla mnie odpowiedź jest oczywista. Dieta niskotłuszczowa jest najbardziej sensowna, najłatwiej ją zastosować w praktyce, ma najlepsze skutki zdrowotne, podnosi poziom energii i jest najbardziej zgodna z najnowocześniejszymi wynikami badań naukowych.

Według mnie, dieta wysokotłuszczowa jest jedynie odmianą medycznego modelu dietetycznego i diet odchudzających. Stosowanie jej jest pozbawione sensu, gdyż nie daje ona takich rezultatów, jakich spodziewalibyśmy się po dobrej diecie.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki