Historia Iluzji
Do poniższego rozdziału tak naprawdę bardziej pasowałaby nazwa "Bardzo krótki zarys historii iluzji", gdyż jest to temat tak bogaty, iż spokojnie mógłby być opisany w oddzielnej wielotomowej publikacji. Moim zamiarem było jednak ogólne przedstawienie początków i dziejów tej sztuki, tak aby umiejscowić w czasie wydarzenia, które są głównym tematem książki. Dzięki takiemu kontekstowi będzie łatwiej zrozumieć, co takiego przełomowego wnieśli do tej sztuki i jak ją zmienili opisani przeze mnie główni bohaterowie.
Na początku opowieści trzeba się przenieść w bardzo odległe czasy, jednak trudno określić konkretnie, do którego momentu w historii. Jakie są początki sztuki iluzji tak naprawdę ciężko powiedzieć, a kiedy miały one miejsce, odpowiedź jest jeszcze trudniejsza. Zgadzam się ze stwierdzeniem, które mówi, że iluzja towarzyszy ludzkości od samego początku jej istnienia. Można przypuszczać, że różnego rodzaju niewyjaśnione zjawiska w przyrodzie dla ówczesnych ludzi wydawały się wręcz magiczne, a w rzeczywistości były jedynie iluzjami mylącymi zmysły. Dziś również ulegamy takim złudzeniom, z tym że kiedy widzimy na przykład jakiś miraż, zwany również fatamorganą, wiemy, że jest to zjawisko fizyczne naukowo opisane i wyjaśnione.
Ludzie zaczęli wykorzystywać takie zjawiska, aby przekonywać innych o swoich nadprzyrodzonych mocach. Były to oczywiście proste, aczkolwiek zagadkowe eksperymenty, które w zupełności spełniały swoje zadanie, ponieważ dla ówczesnych ludzi bardzo wiele zdarzeń wydawało się niewyjaśnionych i magicznych. Wystarczyło sprawić, aby zapalone ognisko wytwarzało dym koloru czerwonego, zielonego czy też niebieskiego, a już przypisywano temu, kto tego dokonał, nadludzkie możliwości. Taka wiedza była bardzo często elementem manipulacji wykorzystywanym przez różnego rodzaju przywódców, szamanów i kapłanów. Były to osoby, dla których tworzenie złudzeń było zawodem, dlatego stwierdzenie, które mówi, że zawód iluzjonisty jest jednym z najstarszych zawodów na świecie, w takim kontekście jest jak najbardziej prawdziwe. Pierwsze dobrze opisane przykłady takiej "magicznej" działalności w bardzo rozbudowanej formie pochodzą ze starożytnego Egiptu, w którym mniej więcej cztery i pół tysiąca lat temu swoje umiejętności prezentował kapłan o imieniu Dedi.
Zgodnie z opisem Dedi miał sto dziesięć lat i każdego dnia zjadał duży kawał wołowiny, pięćset bochenków chleba oraz wypijał sto kufli piwa, a jego sława była na tyle duża, że do swojego pałacu zaprosił go sam faraon Cheops. Faraon, chcąc sprawdzić moc kapłana, wybrał na to spotkanie niewolnika, który miał być ścięty, a zadaniem Dediego było przywrócenie skazańca do życia. Dedi jednak stanowczo odmówił i oświadczył, że zabronione jest wykonywanie takiego efektu z udziałem człowieka. Zamiast tego zaprezentował inny, w którym to urwał gęsi głowę i następnie przyłożył ją z powrotem do tułowia, a ożywiony ptak zaczął gęgać. Taki sam wyczyn został następnie powtórzony z pelikanem oraz wołem. Mniej więcej w tym samym czasie w Egipcie prezentowano też efekt z kubkami i kulkami. Kulki w tajemniczy sposób przenikały przez dno kubków oraz znikały z jednego kubka, aby następnie w tajemniczy sposób pojawić się w innym.
Fascynujące w tych iluzjach jest to, że ich mechanizm wykonania przetrwał próbę czasu i pomimo upływu kilku tysięcy lat są niemal w niezmienionej formie prezentowane obecnie przez wielu iluzjonistów na całym świecie. Zwłaszcza efekt znany współcześnie pod nazwą "Gra w Trzy Kubki" lub po prostu "Trzy Kubki", niemalże w każdym okresie dziejów tej sztuki pojawia się w różnych formach i sposobach wykonania. Na jego ślad można natrafić w starożytnej Grecji, w której był prezentowany na stole, przed którym gromadzili się widzowie, czyli w takiej formie, jaka przeważnie stosowana jest również dzisiaj.
W czasach starożytnych zaczęto też konstruować automatony, czyli mechanizmy imitujące życie, o których można powiedzieć, że były pierwszymi robotami. Dla ludzi z tamtej epoki wiedza o funkcjonowaniu żywych organizmów była praktycznie żadna, a jeżeli już to bardzo znikoma, dlatego, gdy udało się stworzyć mechanizm imitujący człowieka lub jakieś zwierzę, to wydawał się on wręcz magiczny. I o ile w tych czasach niektóre z mechanicznych wynalazków, jak również zręcznościowe sztuczki, prezentowano już w celach wyłącznie rozrywkowych, to i tak najnowsze zdobycze wiedzy z różnych dziedzin nadal służyły do oszukiwania ludzi, głównie w religijnym aspekcie ich życia.
Wierzenia religijne w starożytnej Grecji oraz w Cesarstwie Rzymskim opierały się na przekonaniu, że bogowie władają siłami na niebie i ziemi oraz losem człowieka. Aby zapewnić sobie ich przychylność, ludzie musieli bezpośrednio się z nimi kontaktować i przekupywać poprzez składanie ofiar i darów w świątyniach im poświęconych. Ażeby jak najbardziej uwiarygodnić taki kontakt z bogami, świątynie były wyposażone w wiele pomysłowych mechanizmów, takich jak ruchome lub płaczące posągi albo systemy akustyczne tworzące złudzenie odpowiedzi dawanych przez samo bóstwo. Heron z Aleksandrii, fizyk, konstruktor i wynalazca wielu nowatorskich rozwiązań, w jednym ze swoich dzieł opisał dwa mechanizmy służące do automatycznego otwierania drzwi do świątyni, które działały dzięki wykorzystaniu właściwości zwiększania ciśnienia w zamkniętym naczyniu z wodą.
W niedużej odległości od świątyni był ustawiony ołtarz, na którym trzeba było rozpalić święty ogień, jednak pomimo tego, że palenisko wyglądało zupełnie zwyczajnie, było pod nim umieszczone naczynie z wodą. Na skutek parowania i zwiększania się ciśnienia w naczyniu woda wylewała się do innego, które było połączone za pomocą lin, przekładni i bloczków z podziemnym mechanizmem otwierającym drzwi. Kiedy drugie naczynie wypełniło się na tyle, że swoim ciężarem uruchamiało cały mechanizm, osoba składająca ofiarę była utwierdzana w przekonaniu, że drzwi do świątyni otwiera jej wszechmocne bóstwo.
Warto w tym momencie dodać, że sztuka tworzenia złudzeń rozwijała się niemalże równomiernie we wszystkich cywilizacjach, również na terenach Bliskiego i Dalekiego Wschodu. A dzięki wymianie handlowej lub też w mniej przyjemnej formie poprzez podboje kolejnych ziem, wiedza i wynalazki znajdowały nowych odbiorców. Spowodowało to, że podobne iluzje można było oglądać w Europie, jak również w Indiach i dalekich Chinach. W Europie ówcześni iluzjoniści nie mieli negatywnego odbioru i w niektórych przypadkach byli wręcz pożądani ze względu na cenną wiedzę, jaką posiadali. Wizerunek ten jednak zaczął zmieniać się wraz z nastaniem nowego tysiąclecia i stopniowym rozwojem wiary chrześcijańskiej.
Wiara ta w tamtym okresie nastawiona była na umartwianie ciała, życie w ubóstwie i ascezie. Asceza, czyli wyrzeczenie się przyjemności, miała na celu osiągnięcie czystości duchowej, a tym samym zbawienie nieśmiertelnej duszy w przyszłym życiu. Z tego powodu wiele dotychczas znanych rozrywek straciło na popularności, a niektóre zostały zakazane i były wręcz tępione. Oprócz iluzjonistów takie restrykcje dotknęły na przykład aktorów, żonglerów oraz błaznów, którzy mieli zakaz występowania, a nawet przebywania w wielu europejskich miastach. Jednak iluzjoniści byli zdecydowanie w gorszym położeniu ze względu na to, iż oprócz formy rozrywkowej ich prezentacje zawierały aspekt niedający się racjonalnie wytłumaczyć. Większość ludzi zaczęła więc sięgać po najprostsze i niestety nie zawsze mądre wyjaśnienia, przez co utrwaliło się twierdzenie, że to, co prezentowali iluzjoniści, możliwe jest dzięki ich kontaktom z szatańskimi siłami.
W tamtych czasach oskarżenie o czary było dosłownie śmiertelnie niebezpieczne i zdarzały się przypadki, że iluzjonistów ścigano, więziono, poddawano torturom, a nawet, po mało wiarygodnych procesach, palono na stosach. Oczywiście takie podejście nie dotyczyło wszystkich odbiorców pokazów iluzjonistycznych i zdarzali się widzowie, którzy doskonale wiedzieli, że prezentowane sztuczki nie mają nic wspólnego z siłami piekielnymi.
Jednym z nich był Reginald Scot, członek parlamentu i świadek wielu procesów, dzięki którym miał okazję przekonać się, jak niedorzeczne są tego typu oskarżenia oraz same procesy. Aby oskarżycielom wytrącić argumenty z ręki, po przestudiowaniu wielu tekstów i opisów oraz z pomocą iluzjonistów, w 1584 roku wydał książkę pod tytułem "The Discoverie of Witchcraft". W książce tej zdradził sekrety wielu drobnych iluzji z użyciem monet, chustek czy też kart, jak również bardzo znane i spektakularne, takie jak na przykład "Ścięcie Jana Chrzciciela".
W średniowieczu po raz pierwszy powstał efekt polegający na "odcięciu" głowy ludzkiej od ciała w taki sposób, że funkcje życiowe ciała, jak również głowy zostały zachowane. W książce Scota można znaleźć rysunki zdradzające, jak to jest możliwe, że na drewnianej platformie, na której wykonywano egzekucję, położona jest kilkadziesiąt centymetrów od tułowia żywa głowa skazańca. Taką iluzję tworzono dzięki zaangażowaniu dwóch osób, jedna leżąca na ławce chowała głowę, zginając ją jak najbardziej w stronę tułowia, natomiast druga, schowana pod platformą, wyciągała głowę przez wycięty otwór, co sprawiało wrażenie, jakby żywa głowa leżała na drewnianym podeście. Sekret ten był bardzo prosty i niezbyt skomplikowany, jednak wystarczająco nowatorski, aby u widzów z tamtej epoki wywołać szok i zdziwienie.
W tym samym czasie ukształtował się również wizerunek iluzjonisty nie tylko kontaktującego się z szatańskimi mocami, ale również zwykłego oszusta. O ile w pierwszej kwestii oskarżenia były zupełnie bezpodstawne, o tyle w tej drugiej iluzjoniści zawdzięczali złą sławę wyłącznie sobie. Na jednym z obrazów malarza i rysownika wczesnego renesansu Hieronima Boscha widać, jak iluzjonista wykonuje na stole dobrze już nam znany efekt o nazwie "Trzy kubki", a przed nim gromadzą się ludzie obserwujący pokaz. Na obrazie można też zobaczyć coś więcej; otóż widzowie zapatrzeni w niemożliwości, jakie oglądają przed sobą, są okradani z sakiewek przez złodzieja, który udawał jednego z widzów. Nie miało w takim wypadku znaczenia, czy wykonawca działał w zmowie ze złodziejem, ponieważ kiedy poszkodowani zauważyli, co się stało i tak bezpośrednio kojarzyli to z jego pokazem. Oczywiście takie zdarzenia miały zawsze miejsce, kiedy gromadził się tłum, jednak nie była to jedyna forma oszustwa z udziałem trików iluzjonistycznych.
Należy podkreślić, że w tym czasie określenie iluzjonisty nie było aż tak proste i jednoznaczne. Dużo dziedzin działalności zaliczano do tej kategorii, a osoby zajmujące się tą formą nazywano ogólnie kuglarzami. Swoje umiejętności w formie pokazów prezentowali ówcześni eksperymentatorzy w postaci fizycznych i chemicznych doświadczeń. Wiele takich pokazów z udziałem elektryczności, magnesów oraz substancji chemicznych dawało bardzo zagadkowe i niewytłumaczalne efekty wizualne. Często zdarzało się, że za sprawą takich eksperymentów oraz sztuczek iluzjonistycznych starano się przekonać ludzi, iż można dzięki odpowiednim miksturom zamienić dowolny metal w złoto, czy też w podobny sposób przekonywano do zakupienia lekarstwa, które rzekomo miało leczyć przeróżne choroby. Z pewnością nie wszyscy brali udział w tego typu praktykach, jednak nie zmienia to faktu, iż ukształtował się wizerunek iluzjonisty jako osoby, delikatnie to ujmując, mającej niezbyt uczciwe zamiary. Książka Reginalda Scota jest jednym z najbardziej znanych przykładów odmiennego spojrzenia na iluzję i jej sekrety. I pomimo prób jej niszczenia i blokowania przez przedstawicieli władzy oraz duchownych, temat ten będzie podejmowany w kolejnych publikacjach innych autorów.