Sekrety Medycyny Starożytnej - Kamil Ligocki

Kup ebooka

38.47 zł
31.93 zł (32,70 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ponadczasowa wiedza Słowian z zakresu medycyny

"Kiedyś mówiono, że nasi przodkowie byli jak trawa. Wiatr przyciskał ich do ziemi, a gdy niebezpieczeństwo znikało, podnosili się. Nie budowali warowni, by w każdej chwili zniknąć, ich bogowie nie potrzebowali wyniosłych świątyń. Oddawali cześć w lesie, na polanie, na wyspie na jeziorze. Oni nie posiadali bogactw, nie cenili ich, bo jaki jest sens posiadania czegoś, czego nie można zabrać ze sobą do leśnego ostępu w chwili przerażenia? Kto nic nie ma, o nic się nie martwi"

Elżbieta Cherezińska, "Królowa".

Stąpając wśród drobin dowodów, które przetrwały do dnia dzisiejszego, świadczących o wybitnych zdolnościach medycznych naszych przodków, uświadamiam sobie, że tak niewiele z tych perlistych i światłych zapisów odnosi się bezpośrednio do zdolności moich przodków - Słowian. Nic dziwnego, że brakuje odpowiednich opracowań zagadnień, które są niezrozumiałe dla ludzi nie mających serca ulokowanego w naturze i elementach z niej pochodzących. Intryguje i zadziwia jednak fakt, że światłe gremia historyczne, które "prężnie" działają w Polsce, nie pochyliły się i nie raczyły przedstawić światu prawdy dotyczącej naszych wielkich przodków. Przyczyniło się to do dziwnego nauczania w szkołach podstawowych, które wyraźnie odbiega od tego, czego uczą ustalenia archeologów czy organizacji od lat badających konkretne starożytne społeczności. Ale nie o tym będzie mowa. Skupmy nasze umysły na starożytnych praktykach medycznych, które były wykonywane przez Słowian z wielkim sukcesem.

Las - zielone płuca ludzkości

Nawet dziecko wie, jak cenny jest las. Świeży, zapierający dech w piersiach zapach drzew. Echo ptaków latających nad tym gęstym ogromem. Stabilny klimat, zrównoważone, różnorodne życie i źródło kultury. A jednak lasy i inne ekosystemy wiszą na włosku, zagrożone przekształceniem w pola uprawne, pastwiska i plantacje. Czy możemy coś z tym zrobić?

Nasi przodkowie starali się przekazać nam wiedzę, jak żyć w zgodzie z naturą. Kupowanie produktów z naklejką "EKO" jest dziś bezsprzecznie najbardziej bezużytecznym argumentem w kwestii ochrony naszych pięknych lasów, pól, rzek, jezior i miejsc zielonych. Problem leży głębiej i ma dużo bardziej konkretne znaczenie. Dotyczy nas wszystkich, przyszłości naszych dzieci i wnuków oraz całej planety, po której stąpamy.

Aby zrozumieć istotę problemu, musimy pojąć potęgę samej natury. Lasy dostarczają nam surowców w postaci drewna, dostarczają nam cennych produktów, które możemy spożywać i zapewniają schronienie wielu zwierzętom. Łąki i pola obfitują w bogactwo roślin, w tym leczniczych i prozdrowotnych, takich jak zioła i dzikie owoce. Skały i formacje górskie są często bogate w różnego rodzaju minerały. Jaskinie, których w Polsce nie brakuje, obfitują w nieprzebrane ilości kamieni szlachetnych i innych cennych kruszyw. Górskie rzeki zapewniają zwierzętom i nam, ludziom, dostęp do wody, która buduje naszą strukturę.

Te i inne miejsca są skarbnicą życia, a jednocześnie stanowią zamknięty obieg harmonii współistnienia. Człowiek, z natury chciwy i tylko w niektórych momentach cnotliwy, od lat stara się coraz bardziej ograniczać tereny zielone na rzecz fabryk, wielkich aglomeracji czy utwardzonych nowoczesnych dróg. Zmierzamy nieuchronnie do ery zatracenia się w technologii, odrzucając naturę jako coś, co staje się abstrakcyjne. Zakłada się, że do 2050 roku wszystkie czynności wykonywane dziś przez zwykłego konsumenta mają zostać zastąpione aktywnością robotów. Mają za nas sprzątać, gotować, prać, jeździć samochodem, tankować, robić zakupy, wyprowadzać psa, umawiać spotkania czy pisać korespondencję. Taka procedura jest niewątpliwie wygodna. Nie tracimy czasu na takie błahostki jak sprzątanie czy zakupy. Możemy go tak pięknie spożytkować, na przykład idąc z psem na spacer do pięknego i cichego paru z betonu...

Aby uniknąć wizji wielu znanych artystów, którzy zakładali, że zatracimy się w technologii, musimy powrócić do natury i nie dać się zwieść. Właściwe myślenie uruchamia lawinę działań, jeśli ma zasadniczo dobrą strukturę. Sytuacje, które są z natury złe, potrzebują więcej czasu, aby wykiełkować. Niejednokrotnie pomoc, której potrzebują, by się urzeczywistnić, znajdują w energii dobrych uczynków, której trudno im znaleźć. Taki wampiryzm energetyczny jest znany każdemu z nas. Pomyśl o tym, czy nie znasz przynajmniej jednej osoby, która poczuła się lepsza i doceniona dzięki wyładowaniu się na kimś? Być może bezpośrednio dotknęło cię takie zachowanie kogoś? Niewątpliwie każdy z nas spotkał taką osobę. Unikanie takich osób nie wniesie nic pozytywnego. Czynienie dobra może jednak odwrócić ten zamknięty obieg wysysania energii i sprawić, że otwarty kurs życia, z akceptacją dobra i zła jako współzależnych elementów, poprawi sytuację, przynajmniej lokalnie, a to już jest pewien postęp. Zrozumienie, że "zło można pokonać dobrem" powinno być podstawą walki z wszechobecnym, bezprawnym niszczeniem natury i struktur, które dają nam życie i pochodzą bezpośrednio od Matki Ziemi.

Rozbudź w sobie ducha pożądania wiedzy oraz zachłanności życia Ogień jako wieczny aspekt energii

Ogień był ważnym elementem każdej starożytnej cywilizacji. W Grecji wieczny płomień przetrwał perturbacje czasu i do dziś pojawia się podczas inauguracji igrzysk olimpijskich. Dla Słowian miał on również wartość symboliczną. Wiązało się to z duchowością, tak jakby płomień i ledwo widoczne, ulatujące iskry były uosobieniem energii, którą emanowali zmarli. Zrozumienie pojęcia "energii" przez Słowian nie było jedynie symboliczne. Wiedzieli, że zarówno ciepło, jak i zimno, same w sobie jako temperatury, mają określoną wartość energetyczną. Używane przez nich runy były wyraźnie wartościowe. Podkreślam to, ponieważ Adolf Hitler, najbardziej przebiegły zbrodniarz i propagandysta XX wieku, używał ich w stosunku do swojej armii - głównie oddziały SS miały dziwne, nie-germańskie struktury geometryczne wyhaftowane na ubraniach, rękawicach, czapkach lub broni. Konotacje z "magią" i okultyzmem są równie interesujące, jak fakt, że dziś twierdzi się, że znaki te nic nie znaczą. Znaki Trzeciej Rzeszy są spłycane, jakby były zwykłymi logotypami. To skłania nas do pochylenia się nad tym tematem w konkretny i uzasadniony sposób, z punktu widzenia nas, poszukiwaczy prawdy, grzebiących w zwęglonych i spalonych elementach historii, w iskrach przeszłości, które unoszą się i iskrzą w głębinach zapomnienia.

Słowiańskie runy

Ogień przypomina nam o ulotności życia, jego kruchości i niestabilności. Kiedy patrzę w bulgoczący ogień, zdaję sobie sprawę, jakie emocje targały naszymi prarodzicami. Czy mieli takie same dylematy jak my? Czy oni również zastanawiali się nad życiem i śmiercią? Co widzieli w ogniu? Wciąż można poczuć niesamowitą energię w żarzących się iskrach. Połączenie występuje, ponieważ ogień jest niezmienny: oparty na tym samym materiale, a mianowicie drewnie z naszych drzew, i tej samej energii, która krzepnie i ogrzewa - a mianowicie promieniowaniu cieplnym.

Kim byli Słowianie? Błędnie sugeruje się pochodzenie nazwy ludów słowiańskich, jakoby była ona historycznie zawarta w słowie "Słowianin". Taki charakter został nam nadany historycznie, abyśmy żyli w paradygmacie niewolnictwa, ponieważ słowo "slave" z angielskiego i "sklave" z niemieckiego oznacza osobę zniewoloną, czyli niewolnika. W rzeczywistości przedrostek ten odnosił się do słowa "słowo" lub "słowa". Ludy słowiańskie do dziś posługują się trudną do podrobienia mową, która jest piękna w każdym zakątku Europy. Taka historyczna manipulacja jest tragiczna w skutkach, bo gubi piękno naszego języka, kultury i całej ówczesnej cywilizacji.

Muzyka była dla naszych przodków nie tylko ukojeniem dla duszy ale też pomostem łączącym świat żywych i umarłych