Wprowadzenie
Wiosną 2016 roku na kanale YouTube pojawiły się filmiki z penetracji
podziemi na Łysej Górze znajdujących
się w pobliżu tamtejszego klasztoru1. Ekipą eksploratorów w asyście zawodowych nurków kierował znany preppers i pasjonat
Słowiańszczyzny, śp. Adolf Kudliński, właściciel gospodarstwa w Orzechówce w Górach Świętokrzyskich, aktywista, społecznik, pomysłodawca
wielu inicjatyw.
Nagrywał on wówczas instruktażowe filmiki, pokazując, jak się
przygotować na złe czasy, w tym między innymi o zastosowaniu ziół,
budowie schronów, kompletowaniu niezbędnego ekwipunku, konserwowaniu
żywności oraz magazynowaniu wody pitnej. Aktywizował też okolicznych
mieszkańców do przysposobienia obronnego, tworząc z nich Armię Wolnych
Słowian. Przez swoich ludzi był tytułowany Majorem. Zachęcał innych do
tworzenia magazynów żywności i niezbędnych akcesoriów oraz tworzenia
osad Wolnych Słowian. Założył i prowadził Muzeum Siekier oraz fundację
Słowiańskie Powroty, której celem było sprowadzanie do Polski rodaków z Kazachstanu i Uzbekistanu. Planował zarejestrować partię Wolnych
Słowian.
Po lustracji podziemnych katakumb, do których jego ekipa dostała się
przez włazy wyglądające jak studzienki kanalizacyjne, wysunął
kontrowersyjną tezę, że są to krypty grobowe słowiańskich królów.
Jednak kilkanaście lat wcześniej Kudliński podejrzewał, że: ...były to
podziemne kaplice, które zlecili wybudować benedyktyni w XVI lub XVII
wieku. To były niespokojne czasy, dochodziło wtedy do najazdów
tatarskich i litewskich, a na Świętym Krzyżu kosztowności nie brakowało.
Na szczyt góry pielgrzymowało tysiące ludzi, w tym także królowie
Polscy, którzy zostawiali cenne wota. Niewątpliwie trzeba było pomyśleć
o ich zabezpieczeniu, by nie padły łupem grabieżców. Być może w podziemnych komorach jest też miejsce, gdzie złożono klejnoty. Nigdy
bowiem nie odnaleziono skarbu z klasztoru świętokrzyskiego2.
Innymi słowy, pierwszą tezą Kudlińskiego na temat tego miejsca, które
według relacji Anny Latos, kieleckiej dziennikarki, penetrował już w 2004 roku3, było uznanie tych podziemi za swego rodzaju skarbiec
klasztorny. Nie wiemy, czy uważał, że w takim właśnie celu te
pomieszczenia zostały wybudowane i kiedy, czy też zostały tylko
zaadaptowane do pełnienia takiej funkcji, a ich pierwotne przeznaczenie
było inne.
Anna Latos pisała kilkakrotnie o skarbie benedyktynów i zaangażowaniu
Kudlińskiego w jego odnalezienie, gdyż wierzył on, że oprócz tego, co
umieszczono na liście klasztornych kosztowności zrabowanych przez
Austriaków, część z nich została gdzieś ukryta w owych
podziemiach4.
Jak relacjonował mi Andrzej Słociński w korespondencji mailowej z 9
lutego 2025 roku: Ponieważ było wiadomo, że skarby z klasztoru
zrabowali Austriacy, Kudliński poszedł tym tropem i we współpracy z zakonnikami pojechał w habicie do Wiednia, gdzie znalazł wiele z opisanych skarbów eksponowanych na tamtejszym zamku. Później jeszcze
zlokalizował dwa kielichy w Rzymie, gdy był tam ochroniarzem. Sam mi o tym kiedyś opowiadał.
Inny ówczesny towarzysz Kudlińskiego zauważa, że będąc w Rzymie, wcale
nie był on w stroju zakonników, co potwierdzają też znane ze "Słowa"
zdjęcia z jego próby sforsowania straży papieskiej i przekazania do
kancelarii swojego pisma.
Bądź co bądź ta opowieść może tłumaczyć, dlaczego na początku Kudliński
otrzymywał zgody od oblatów na penetrację podziemi. O jego zaangażowaniu
w odzyskanie skarbu z łysogórskiego klasztoru, zagrabionego w 1796 roku
przez władze austriackie, donosiło nie tylko kieleckie "Słowo"5,
ale także media ogólnopolskie w 2005 roku6. Pod koniec XVIII
wieku Austriacy w skrytce urządzonej w ścianie klasztoru mieli znaleźć
dwie skrzynie zawierające: 3000 dukatów i 66 dużych złotych monet oraz
złote krzyże, łańcuchy, pierścienie, złote guziki, drogie kamienie,
kielichy, relikwiarze i inne ozdoby7.
Wygląda na to, że "polski Schliemann" sam do pewnego momentu wierzył, iż
może tam znaleźć jeszcze jakieś niezrabowane artefakty. Możliwe jednak,
że używał tego argumentu tylko jako pretekstu, by swobodnie eksplorować
klasztorne podziemia. Gdy nic nie znalazł, aby kontynuować badania,
zmienił narrację, strasząc zakonników ryzykiem zawalenia drogi nad
"cysternami", których kamienna konstrukcja pod wpływem wody ma
faktycznie, czy rzekomo, ulegać stopniowemu pękaniu i kruszeniu.
Sprawa zalanych podziemi na Łysej Górze wciąż jest nierozwiązana. Nie
przeprowadzono w nich badań archeologicznych, a akademicy i zakonnicy ze
Świętego Krzyża zdają się nie być specjalnie zainteresowani poznaniem
prawdy o tym miejscu. Na tę sprawę zwrócił uwagę śp. Adolf Kudliński,
który postawił tezę, że podziemne pomieszczenia na Łysej Górze mogą być
kryptami słowiańskich królów. Wywołało to wiele komentarzy w mediach
społecznościowych i niezależnych, a ekipie Kudlińskiego udało się nie
tylko wejść do krypt za oficjalnym pozwoleniem, ale także zorganizować
ich eksplorację przez kilku nurków.
Niestety, po jego tajemniczej śmierci temat ucichł, a tymczasem oblaci
przejęli teren z włazami wejściowymi do katakumb, co zablokowało
możliwości prowadzenia tam jakichkolwiek badań. Jednocześnie spuszczono
zasłonę milczenia na ten, zdaje się, niewygodny dla Kościoła temat.
Celem tego opracowania jest przypomnienie i analiza kilku wątków
związanych z tą sprawą. Przedstawiam dzieje Łysej Góry jako kultowego
miejsca pogańskich Słowian oraz krótki rys historyczny Klasztoru
Świętego Krzyża. Przypominam raport inżyniera Pulikowskiego, który badał
te podziemia w 1964 roku, kiedy je przypadkowo odkryto podczas budowy
wieży telewizyjnej i nowej drogi. Opisuję szczegółowo wnioski z penetracji
katakumb przez ekipę Kudlińskiego i inne osoby mu
towarzyszące nie tylko w kwestii funkcjonalności tych pomieszczeń, ale
także pochodzenia tamtejszych gołoborzy i wałów kultowych. Pokazuję
również efekt mojej pracy ze sztuczną inteligencją, dzięki której udało
się
zaproponować potencjalny wygląd tych podziemi jako miejsca kultu bogini
Diany (Dziewy -?Dziewanny), wzmiankowanego w źródłach. Nie wykluczam
możliwości, iż trzy komory zidentyfikowane przez inż. Pulikowskiego,
mogą być trzema komnatami poświęconymi każdemu z trzech słowiańskich
bogów (Lado, Boda, Leli).
Praca nad tą sprawą zajęła mi kilka lat. Swego rodzaju zmowa milczenia i trudności w uzyskaniu jakichkolwiek informacji nie ułatwiały zadania.
Dlatego też temat nie jest wyczerpany. Nadal nie mogę podać
jednoznacznych odpowiedzi na wiele pytań. Mimo tego zdecydowałem się na
publikację zebranych materiałów, by uporządkować informacje i zachęcić
innych do dalszego drążenia tej kwestii w celu ujawnienia prawdy, czym
tak naprawdę są i kiedy powstały podziemne komnaty pod Łysą Górą.
Wycinki artykułów prasowych z kieleckiego "Słowa" z 2005 roku pochodzą
ze zbiorów Świętokrzyskiej Biblioteki Cyfrowej (sbc.wbp.kielce.pl), a o ich digitalizacji i dostępności online poinformował mnie pracujący w tej instytucji Mariusz Stec, któremu jestem za to wdzięczny.
Kadry z filmików z eksploracji podziemi przez ekipę Adolfa Kudlińskiego
umieściłem za zgodą jego spadkobiercy, syna Rafała Adolfa Kudlińskiego,
za co również jemu serdecznie dziękuję.
Jestem bardzo zobowiązany mojemu informatorowi, pragnącemu zachować
anonimowość, za całą garść informacji i zdjęcia.
Szczególne podziękowania za okazaną pomoc oraz przekazanie informacji
i/lub materiałów istotnych do opracowania niniejszego tekstu kieruję
również na ręce następujących osób:
-?Bartek Bogucki
-?Grzegorz Buller
-?Krzysztof Kawa
-?Wiesław Kantor
-?Tomasz Konecki
-?Krzysztof Krogulec
-?Anna Latos-Paryska
-?Tomasz Markuszewski (alias Tleledrag T.S. Marski)
-?Janusz Prawdzic-Tell
-?Tadeusz Pruss Mroziński
-?Grzegorz Skwarek
-?Andrzej Słociński
-?Marek Strzelichowski
-?Franc Zalewski
-?Krzysztof Żołądek
Publikację dedykuję śp. Adolfowi Kudlińskiemu, by pamięć o jego
determinacji w dążeniu do odkrywania prawdy nie została zapomniana.
Tomasz J. Kosiński
22 maja 2025 roku
Rozdział I. Łysa Góra jako słowiańskie miejsce mocy
Rozdział I
Łysa Góra jako słowiańskie miejsce mocy
O Łysej Górze w źródłach pisanych możemy wyczytać najróżniejsze
historie, na których być może Adolf Kudliński oparł swoją tezę o kryptach słowiańskich królów. Jest w nich mowa o pogańskiej świątyni,
zamku Diany -?Wandy, która pokonała wojska Aleksandra Wielkiego, kulcie
trzech bóstw, zlotach czarownic, czyli ludności celebrującej słowiańskie
święto miłości w okresie przesilenia letniego -?Sobótki (sabaty). Mamy
też legendy o powstaniu gołoborza i najróżniejsze tezy o pochodzeniu
wałów kultowych, które według innych miały pełnić funkcje obronne.
Zamek i pogańska świątynia z kultem trzech bóstw
Łysa Góra, zwana Łyścem8, jest uważana przez ezoteryków i rodzimowierców za słowiańskie miejsce mocy. Jest ona drugim co do
wysokości szczytem w Górach Świętokrzyskich (593 m n.p.m.). Ma to być
tzw. "męska" góra, gdy tymczasem pobliska Łysica -?"żeńska" (614 m
n.p.m.). Potwierdzeniem takiego podziału może być istnienie na Łyścu
(Łysej Górze) męskiego klasztoru, a u podnóży Łysicy -?żeńskiego, nota
bene w miejscowości o jednoznacznie kobiecej nazwie Święta Katarzyna
(która jest zresztą patronką sanktuarium). Legendy świętokrzyskie mówią,
że między górami istnieje połączenie podziemnym tunelem. A niektórzy
żartują sobie nawet, że zakonnicy wykorzystują go potajemnie, by
odwiedzać na skróty "mniszki-Katarzynki".
Na Łysej Górze w czasach przedchrześcijańskich miały istnieć słowiańska
świątynia i zamek. Jest o nich mowa w źródłach pisanych. Na przykład w Powieści rzeczy istej... (1538) odnotowano, że w pogańskich czasach
istniał tam zamek9. Z tego przekazu wynika więc jednoznacznie, że
zakonnicy zbudowali swoją świątynię w miejscu i na fundamentach dawnej
pogańskiej budowli, najprawdopodobniej także o znaczeniu nie tylko
obronnym, ale także kultowym10.
O łysogórskim zamku pani każącej się czcić jako bogini Diana wspomina
XIII-wieczna Kronika Wielkopolska11. W takie zadufanie miała ona
popaść po pokonaniu wojsk Aleksandra Wielkiego, o czym pisał też
Wincenty Kadłubek12.
Tu należy wyjaśnić, że rzymska bogini Diana miała odpowiadać
słowiańskiej Dziewannie. Zresztą samo jej imię wygląda na zdrobnienie
(skrót) z prasłowiańskiego teonimu -?Di[ew]ana13.
O adaptacji na cele kościelne pogańskiej warowni mówi również dokument
związany z ufundowaniem na Łyścu opactwa Benedyktynów z lat 1376-86.
Zapisano w nim "in loco castri Calvimontis", czyli "w miejscu zamku
Łysogórskiego"14.
Relację o istnieniu na Łysej Górze zamku i pogańskiej świątyni
potwierdza także, ocenzurowany przez Kościół, kanonik Jan Długosz w swoich Rocznikach, w których zapisał:
Lubo zaś królestwo Polskie równo i płasko położone, i ztąd głównie
pierwiastkowo nazwane, mniej ma gór niż inne kraje, ma ich jednakże
niemało, tak skalistych, jako i ziemnych, z których celniejsze opiszemy.
Łysej górze (Kalwaryi) dla jej głośnej sławy pierwszeństwo damy, jako
przodkującej innym górom. Po niej pójdzie Wawel, przy nim bowiem i rządów skład najwyższy i królów stolica. Łysa góra, w ziemi
Sandomierskiej, blisko miasteczka Opatowa, wysoka, prawie zawsze zimnem
skrzepła, często zamglona, lub sypiąca śniegami albo deszczami; w wielu
miejscach wypuszcza z siebie krynice. Jeżeli wierzyć można staremu
podaniu gminnemu, sławna była niegdyś olbrzymami, którzy na niej
zbudowali zamek, jak świadczą ogromne kupy gruzów i głazów. [...] Nie
wiadomo który z olbrzymów i kiedy zbudował ów zamek z tak długiemi
ścianami, z tak ogromnych i niepożytych głazów i tak wielkim trudem.
Potwornych zwalisk tej olbrzymiej budowy, ogromnych kup gruzów i kamieni
ani ciernie, ani kolczyste rośliny, ani gęsto drzewa i mchy zakryć nie
mogły15.
Kronikarz ten podaje również istotną informację, że na Łysej Górze:
...znajdować się miała bożnica w bałwochwalstwie żyjących Słowian, gdzie
bożkom Lelum i Polelum ofiary czyniono i podług innych czczono tu
bożyszcza: Świst, Poświst, Pogoda16.
To dobitnie wskazuje, że mamy tu do czynienia z zamierzoną sakralizacją
pogańskich miejsc według zaleceń papieskich17. Warto też wiedzieć,
że klasztor na Łyścu (Łysej Górze) został zbudowany i poświęcony
najpierw św. Trójcy: ecclesie Sanctae trinitatis, monasterio videlice
ordinis sancti Benedicti de Lysech (1270)18. Taki
patronat z pewnością miał być nakładką chrześcijańską na istniejący w tym miejscu wcześniej kult trzech bóstw starosłowiańskich. Dopiero w XIV
wieku zmieniono intencję kościoła na Świętego Krzyża: abbas Caluimontis
sancte Crucis (1361)19, jakoby po otrzymaniu od węgierskiego
królewicza Emeryka relikwii Krzyża Świętego, na którym zginął
Jezus20.
Łysa Góra od dawien dawna była miejscem pielgrzymek zwłaszcza na święta
wiosny, kiedy urządzano tam masowe zebrania, zwane Stadem, o czym pisze
chociażby Jan Długosz:
Na ich cześć ustanawiane były i urządzane igrzyska w pewnych porach
roku, dla przeprowadzenia których nakazywano zbierać się w miastach
tłumom mieszkańców obojga płci ze wsi i osiedli. Odprawiano zaś je prze
bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się oraz inne miłosne pienia, klaskanie i uczynki
przy równoczesnym przywoływaniu wspomnianych bogów i bogiń z zachowaniem
rytuału. Obrządek tych igrzysk, raczej niektóre jego szczątki
[istnieją] u Polaków aż do naszych czasów, mimo że wyznają oni
chrześcijaństwo od 500 lat, powtarzane są co roku na Zielone Święta i przypominają dawne zabobony pogańskie dorocznym igrzyskiem, zwanym po
polsku "Stado", co tłumaczy się po łacinie grex, kiedy to stada narodu
zbierają się na nie i podzieliwszy się na gromady, czyli stadka w podnieceniu i rozjątrzeniu umysłu odprawiają igrzyska, skłonni do
rozpusty, gnuśności i pijatyki.21
Kler zdemonizował te pogańskie obrzędy, robiąc z nich sabaty czarownic,
które miały wówczas na tej diabelskiej górze spółkować z czartami. To
miał być też powód zbudowania tam klasztoru i świątyni katolickiej, by
odpędzić złe moce. Gdy wysiłki benedyktynów nie przynosiły rezultatów, a wszelkie zakazy organizowania biesiad na Łysej Górze przez kolejne lata
spełzły na niczym, próbowano także zaadaptować pogańskie święta, robiąc
z nich odpustowe uroczystości, zwane do dziś Zielonymi Świątkami.
Wymyślano też najróżniejsze, fantastyczne opowieści o tym, jakoby
pozostałości zburzonych wałów miały być kamieniami porzuconymi przez
diabły próbujące bezskutecznie zniszczyć święty klasztor22.
Na stronie klasztoru na Świętym Krzyżu czytamy: Ciekawą wzmiankę
umieścił O. Jabłoński pod rokiem 1686: Przed drzwiami kościoła naszego w boku skalę kując, trafunkiem napadli na miejsce, w którym znaleziono
bożyszcze dawne węglami osypane. Ks. Gacki w 1873 r. pisze, że za czasów
Staszica [1846 -?przyp. aut.] znajdowano tu popielnice. To stwierdza
też Gwiaździc i inni23.
O tym "bożyszczu", czyli najprawdopodobniej wizerunku pogańskiego
bóstwa, wspomina też w swych pamiętnikach Julian Ursyn Niemcewicz,
relacjonując wizytę w jasnogórskim klasztorze w 1811 roku. Powołując się
na Staszica, ubolewa, że zakonnik, który był przy wydobyciu kamiennego
bożyszcza kazał go kamieniarzowi od razu rozbić, a potłuczone kawałki
wykorzystać do murarki. Przypomina przy tym, że pierwszych benedyktynów
z Włoch lud polski wybił za niszczenie ich idoli i świętych miejsc, a dopiero po reakcji słowiańskiej dłużej tu osiedli benedyktyni czescy.
Podkreśla też pogański rodowód tego miejsca z kultem trzech bóstw: Na
górze, gdzie jest dziś świątynia, stały trzy pogańskie przodków naszych
zbory, każdy osobnym, kamiennym przedzielonym wałem; ostatni wałów tych
jeszcze rozeznać można. Bogowie ci byli: Pogwizd bóg wiatrów, Leda,
czyli Mars, bóg wojny, i bogi przyjaźni Leli-Poleli, to jest Castor i Pollux. Dalej opisuje sytuację niszczenia posągu pogańskiego idola
znalezionego w wykopie podczas budowy. Tamtejszy zakonnik miał kazać
kamieniarzowi natychmiast go rozbić, a pokruszone kawałki użyć do
murowania fundamentów24.
Drzewo żywota Raiu Jacka Jabłońskiego -?egzemplarz eksponowany w klasztorze na Świętym Krzyżu
(fot. K. Kawa)
Mając na uwadze przekaz o kulcie trzech słowiańskich bóstw,
niewykluczone, że pierwotnie to dla nich zbudowano te trzy podziemne
komory, które eksplorował Kudliński, a przed nim Pulikowski, o czym
więcej piszę w dalszej części publikacji. W każdej z nich stał być może
oddzielny posąg Lado, Boda i Leli. Byłaby to swego rodzaju podziemna
świątynia owych trzech bałwanów. Wiadomo przy tym, że chociażby Mitra
też był czczony w naturalnych lub wykutych jaskiniach. Zresztą wizerunki
Mitry znaleziono na kamieniach Hagenowa na Połabiu25.
Językoznawca, prof. Ignacy Pietraszewski, który jako pierwszy przełożył
z oryginału na polski pismo święte Persów -?Awestę -?w roku 1857
nazywając ją Zędasztą. Z tego tekstu dowiadujemy się, że prorok
Zororaster latał na wimanach między Persją a Lechistanem. W kraju Lecha
utworzył centrum kultu na górze Boga Łyskającego (czyli uderzającego,
grzmiącego albo świetlistego), zwanej Łyskaczem (Łysą Górą)26.
Paweł Szydłowski, kontrowersyjny vloger zajmujący się historią Słowian i analizami Biblii, uważa, że znajdują się tam pozostałości po świątyni
boga Słońca (naszego pierworodnego Boga), inaczej zwanego Chrystusem
kosmicznym. Książę Mieszko I zastosował taki chwyt, aby pogodzić stare i nowe wierzenia, ponieważ na przykład data i święto Bożego Narodzenia
wywodzi się od naszych pierwotnych wierzeń kultu perskiego Mitry, czyli
Słońca, a nie od narodzin Chrystusa. Chodziło tu o przesilenie zimowe.
Słońcem nazywany był wówczas Jezus przez Żydów27.
Maciej Miechowita pisał o pogańskim kulcie: Czczą oni Ledę, matkę
Kastora i Polluksa, i bliźnięta z jednego zrodzone jaja, Kastora i Polluksa, co się słyszy do dzisiaj ze śpiewających najdawniejsze pieśni
Łada, Łada, Ileli i Leli Poleli z klaskaniem i biciem w ręce. Ładą
przezywając -?jak poważam się twierdzić wedle świadectwa słowa żywego -
Ledę, nie Marsa, Kastora Leli, Poleli Polluksa28.
Powieść świętokrzyska odnotowała z kolei: był kościół trzech
bałwanów, które zwano Lada, Boda, Leli, do których prości ludzie
schadzali się pierwszego maja modłę im czynić i ofiarować29.
Także w "Nowych Atenach" (1745) Benedykta Chmielowskiego jest mowa o zamku Diany na Łyścu: Był tam niegdyś Polaków Asylum Forteca i Antemurał, jako z kamieni wielkich i murów trzech olim górę tę
otaczających łatwo wnosić. Tam bogata mieszkając Pani, a tryumfując z Nieprzyjaciół, udała się za Dianę Boginię, od pospólstwa odbierając
cultum30.
Józef Gacki za powieścią czeską podaje, że w dawnych czasach oprócz
świątyni pogańskiej stał na szczycie zamek, zw. Łyścem, bo bielał z daleka31. Od przymiotnika "łysy", w znaczeniu "góra łyskająca"
(połyskująca), "błyskająca" z białą plamą, tzn. gołoborzem, jako
świetlnym znamieniem, wywodzi tę nazwę prof. Krzysztof Bracha. Twierdzi,
że Łysiec dla czasów słowiańskich mógł być górą perunową, poświęconą
Perunowi, władcy nieba, błyskawic, gromów, burzy32.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki