Sekrety Florencji i okolic - Katarzyna Nowacka

Kup ebooka

49.99 zł
36.40 zł (36,40 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Już w chwili, kiedy od­da­wa­łam do druku Se­krety Flo­ren­cji, mia­łam w gło­wie po­mysł na opo­wieść o se­kre­tach jej oko­lic. Za­wsze będę po­wta­rzać, że Flo­ren­cja jest za­chwy­ca­jąca, ale też uczci­wie mu­szę przy­znać, że - jak każde tak tu­ry­styczne miej­sce - jest rów­nież mia­stem wy­ma­ga­ją­cym, wy­ci­ska­ją­cym z czło­wieka ogrom ener­gii. Po­my­śla­łam więc, że warto by­łoby po­da­ro­wać przy­by­wa­ją­cym tu tu­ry­stom garść se­kre­tów zwią­za­nych z ci­chymi i mniej uczęsz­cza­nymi oko­li­cami to­skań­skiej sto­licy. Kilka po­my­słów i in­spi­ra­cji, które po­mo­głyby ode­tchnąć i za­pla­no­wać wy­cieczkę fu­ori porta (za mia­sto).

Je­stem prze­ko­nana, że na­wet naj­więksi wiel­bi­ciele sztuki po kilku dniach w tu­ry­stycz­nym ty­glu będą spra­gnieni odro­biny ci­szy, zie­leni i od­wie­dzin w mniej po­pu­lar­nych miej­scach. Opi­su­jąc oko­lice Flo­ren­cji, nie kie­ro­wa­łam się po­dzia­łem ad­mi­ni­stra­cyj­nym, choć pier­wot­nie taki był za­mysł. Osta­tecz­nie po­sta­no­wi­łam odejść od usta­lo­nych gra­nic. Po pierw­sze sporą część pro­win­cji Flo­ren­cja opi­sa­łam już w książce Nie­znane To­ska­nia i Ro­ma­nia. Gdzie Dante mówi do­bra­noc. Po dru­gie bar­dzo chcia­łam do­dać Prato, które choć jest już osobną pro­win­cją, leży prze­cież tylko dwa kroki od Flo­ren­cji. Po­nadto zna­lazł się tu wy­ci­nek pro­win­cji Arezzo, te te­reny bo­wiem także leżą nie­całą go­dzinę drogi od to­skań­skiej sto­licy i nie są jesz­cze po­pu­larne wśród tu­ry­stów.

Jedna z bram Mar­radi, Fi­renze

Zdaję so­bie sprawę, że za­bra­kło wielu słyn­nych miejsc, ale moim ce­lem nie było po­wie­la­nie opo­wie­ści o wy­pro­mo­wa­nych lata temu kie­run­kach, tylko po­ka­za­nie tej nie­oczy­wi­stej czę­ści, we­dług mnie, jed­nego z naj­pięk­niej­szych re­gio­nów świata.

Po­cząt­kowo moja trze­cia książka miała być spi­sem se­kre­tów z oko­lic Flo­ren­cji, jed­nak za­raz po tym, jak uka­zały się pierw­sze Se­krety..., od­kry­łam ko­lejny se­kret w sa­mym cen­trum, a po­tem na­stępny i jesz­cze je­den... Tak na­prawdę każdy mój wy­jazd do Fi­renze przy­no­sił nowe hi­sto­rie. Szybko więc do­szłam do wnio­sku, że nowa książka nie bę­dzie po­świę­cona tylko oko­li­com mia­sta, ale trzeba też do­pi­sać ciąg dal­szy pierw­szych Se­kre­tów... Kto wie, czy kie­dyś nie po­dejmę się na­wet do­pi­sa­nia ko­lej­nej czę­ści?

Dziś od­daję w wa­sze ręce zbiór w więk­szo­ści dzie­wi­czych opo­wie­ści (w więk­szo­ści, bo jed­nak garstka po­ja­wiła się na blogu, który pro­wa­dzę re­gu­lar­nie od 2012 r. (www.do­mz­ka­mie­nia.com) o miej­scach i lu­dziach, sztuce i ży­ciu, cza­sach nam bli­skich i o tych naj­daw­niej­szych. Za­biorę was znów na nie­spieszny spa­cer ulicz­kami Flo­ren­cji, ale też po Fie­sole i Set­ti­gnano, po­każę po­zo­sta­ło­ści po sta­rym mły­nie, zdra­dzę, która ka­pliczka w szcze­rym polu jest zwień­czona ko­pułą wzo­ro­waną na Santa Ma­ria del Fiore, opo­wiem o ta­jem­ni­czych ko­lum­nach, sta­rych for­te­cach, for­mach skal­nych, które za­in­spi­ro­wały wiel­kiego ma­la­rza, zdra­dzę, gdzie znaj­duje się naj­bar­dziej uro­kliwa to­skań­ska farma oraz opo­wiem o od­mła­dza­ją­cych źró­dłach. Będę znów ba­jać o Le­onar­dzie da Vinci, Mi­chale Aniele i o Cel­li­nim, za­biorę was do świata Etru­sków, cy­wi­li­za­cji Vil­la­nova i Rzy­mian; bę­dziemy drep­tać tro­tu­arem, spa­ce­ro­wać po ta­ra­sach, wę­dro­wać gór­skim szla­kiem i uno­sić się na skrzy­dłach fan­ta­zji, jak z Monte Ce­cero wzno­siła się do lotu pierw­sza la­ta­jąca ma­szyna Le­onarda. Roz­siądź­cie się wy­god­nie i po­zwól­cie się po­rwać w ko­lejną po­dróż po Flo­ren­cji i jej oko­li­cach.

Z To­skań­skich no­te­sów, li­piec 2022 r.

Tylko kilka go­dzin we Flo­ren­cji, a cały wo­rek no­wych se­kre­tów. Flo­ren­cja to stud­nia bez dna. Niech po­my­ślę... Je­den, dwa... Sie­dem! Tak, sie­dem no­wych se­kre­tów czeka na opi­sa­nie. Zro­bię to w od­po­wied­nim cza­sie jak na­leży, po­rząd­nie, z de­ta­lami... Jesz­cze nie te­raz, bo prze­cież wszystko ma swój mo­ment.

Ten mo­ment wła­śnie nad­szedł.

Za­rys hi­sto­ryczny, czyli cie­ka­wostki i plotki z daw­nych wie­ków oraz cza­sów cał­kiem bli­skich

Kul­tura Vil­la­nova

Więk­szość osób przy­by­wa­ją­cych do Flo­ren­cji ma świa­do­mość jej re­ne­san­so­wej świet­no­ści, wielu sły­szało o Etru­skach, ale pew­nie tylko nie­liczni wie­dzą, jak i kiedy to wszystko się za­częło - ja­kie były po­czątki mia­sta?

Aby za­tem jak na­leży za­cząć ko­lejną opo­wieść o Flo­ren­cji, na po­czą­tek po­dzielę się za­sły­sza­nymi, wy­czy­ta­nymi, wy­szpe­ra­nymi se­kre­tami z hi­sto­rii mia­sta. Mu­simy prze­nieść się w cza­sie o bli­sko 3 tys. lat.

Za­nim na te­re­nach obec­nej Flo­ren­cji osie­dlili się Rzy­mia­nie, a jesz­cze przed nimi Etru­sko­wie - choć oni trzy­mali się bar­dziej oko­lic dzi­siej­szego Fie­sole - za­miesz­ki­wał tu inny lud, o któ­rym wspo­mina się nie­zwy­kle rzadko. Uważa się, że ich kul­tura - Vil­la­nova lub wil­la­no­wiań­ska - miała bez­po­średni wpływ na ukształ­to­wa­nie się po­tem cy­wi­li­za­cji etru­skiej. Na­zwa po­cho­dzi od miej­sco­wo­ści le­żą­cej nie­opo­dal Bo­lo­nii - Vil­la­nova, gdzie w po­ło­wie XIX w. od­kryto jej pierw­sze ślady.

Osada na te­re­nie obec­nej Flo­ren­cji jest da­to­wana na IX, może na­wet na X w. p.n.e. Jej ślady od­kryto przy­pad­kiem pod ko­niec XIX stu­le­cia w cza­sie ro­bót dro­go­wych (dziś to oko­lice słyn­nej Hard Rock Caf?). To wła­śnie wtedy na­tra­fiono na po­zo­sta­ło­ści ne­kro­po­lii. Sza­cuje się, że cmen­tarz roz­cią­gał się na 4 tys. m? i le­żał kilka me­trów ni­żej wzglę­dem dzi­siej­szego. Oca­lały wazy z te­ra­koty słu­żące do po­chów­ków, znak roz­po­znaw­czy tej kul­tury.

Po la­tach ślady byt­no­ści sta­rej cy­wi­li­za­cji zo­stały za­sy­pane przez piach i przy­kryte gliną, tak że przy­byli kilka wie­ków póź­niej Rzy­mia­nie nie mieli po­ję­cia, na czym bu­do­wali swoje mia­sto. Gdyby mieli świa­do­mość, co znaj­duje się kilka me­trów ni­żej, ni­gdy nie za­ło­ży­liby osady na daw­nej ne­kro­po­lii - przede wszyst­kim z sza­cunku dla zmar­łych oraz dla­tego, że byli bar­dzo prze­sądni.

Część gro­bow­ców w cza­sie ro­bót, za które za­brano się bez na­leż­nej ostroż­no­ści, ule­gła - o zgrozo! - znisz­cze­niu. Na szczę­ście nie­które oca­lały, a wśród nich miej­sce po­chówku ma­łej dziew­czynki. Dziś wiele z tych pa­mią­tek można po­dzi­wiać w mu­zeum ar­che­olo­gicz­nym.

Co dziś wiemy o kul­tu­rze Vil­la­nova? Przede wszyst­kim mówi się, że jej człon­ko­wie byli mi­strzami w wy­twa­rza­niu ce­ra­miki i ob­róbce me­tali. Po­nadto zaj­mo­wali się ho­dowlą, my­śli­stwem i ry­bo­łów­stwem.

Rzy­mia­nie

Jed­nym z waż­niej­szych mo­men­tów w hi­sto­rii Flo­ren­cji jest oczy­wi­ście po­ja­wie­nie się Rzy­mian. To tak na­prawdę od nich wszystko się za­częło i do dziś spa­ce­ru­jąc po mie­ście, mo­żemy na­tknąć się na po­zo­sta­ło­ści z tam­tych cza­sów - od ka­mieni i in­nych de­ko­ra­cji po pa­miątki w to­po­gra­fii.

Naj­wię­cej re­lik­tów z cza­sów sta­ro­żyt­nych od­kryto we Flo­ren­cji pod ko­niec XIX w., kiedy ru­szyły ro­boty zwią­zane z prze­bu­dową mia­sta, jak choćby bu­dowa li­nii tram­wa­jo­wej.

Przede wszyst­kim na­leży za­zna­czyć, że to pod pa­no­wa­niem Ju­liu­sza Ce­zara - na jego wy­raźne ży­cze­nie - zro­biono po­rzą­dek z do­liną Arno. Wcze­śniej były tu głów­nie ba­gni­ska, te­reny pod­mo­kłe i nie­użytki. To dla­tego Etru­sko­wie osie­dlili się na wzgó­rzu - w dzi­siej­szym Fie­sole.

Ju­liusz Ce­zar ka­zał osu­szyć grunty i uczy­nił je na­da­ją­cymi się do za­sie­dle­nia, a na­stęp­nie od­dał je we­te­ra­nom. Sza­cuje się, że pierw­sza ko­lo­nia rzym­skich le­gio­ni­stów miała mniej wię­cej wy­miary 480 na 420 m i dziś by­łaby wy­zna­czona przez na­stę­pu­jące ulice: Via Cer­re­tani, Via Vec­che­rec­cia, Via del Pro­con­solo i Via Tor­na­bu­oni. Z cza­sem za­częła się roz­ra­stać: po­wstał akwe­dukt, fo­rum, termy i am­fi­te­atr, a w 123 r. pierw­szy most na rzece Arno.

Pa­miątka po rzym­skich cza­sach

Po­nie­waż Flo­ren­tia po­wstała dla we­te­ra­nów wo­jen­nych, dla­tego też zo­stała po­świę­cona Mar­sowi - bo­gowi wojny. O tym opo­wiem wię­cej w jed­nym z ko­lej­nych roz­dzia­łów. Mia­sto roz­wi­jało się w ga­lo­pu­ją­cym tem­pie: szybko z 2 tys. miesz­kań­ców zro­biło się 10. Aby za­dbać o ich bez­pie­czeń­stwo, mury oto­czono fosą, do któ­rej wpły­wały wody rzeki Mu­gnone. Pierw­sze for­ty­fi­ka­cje miały cztery bramy: Porta Pre­to­ria znaj­do­wała się tam, gdzie dziś jest San Lo­renzo; Porta De­cu­mana od po­łu­dnia, na obec­nej Via Ca­li­mala; od wschodu Porta Prin­ci­pa­lis De­xtera - dziś Borgo de­gli Al­bizi; ostat­nia, Porta Prin­ci­pa­lis Si­ni­stra - w miej­scu obec­nej Via de­gli Strozzi.

Flo­ren­cja roz­ra­stała się jed­nak nie tylko w ob­rę­bie mu­rów, ale też poza nimi - i tak na te­re­nie obec­nej dziel­nicy Santa Croce wy­bu­do­wano am­fi­te­atr. Je­śli bę­dzie wam dane spa­ce­ro­wać od Santa Croce w stronę Piazza della Si­gno­ria czy też od­wrot­nie, wy­bierz­cie trasę przez Via Torta. To nie­po­zorna, wą­ska uliczka, zde­cy­do­wa­nie mniej uczęsz­czana przez tu­ry­stów, która pro­wa­dzi wy­raź­nie po łuku. Jest to pa­miątka sprzed bli­sko 2 tys. lat, bo Via Torta wy­zna­cza pro­fil daw­nego rzym­skiego am­fi­te­atru.

Je­śli lu­bi­cie szu­kać daw­nych śla­dów, trzeba ko­niecz­nie wró­cić na Piazza della Re­pub­blica. Już w pierw­szych Se­kre­tach... pi­sa­łam o Co­lonna dell'Ab­bon­danza - było to cen­tralne miej­sce, bo tu znaj­do­wało się fo­rum. Warto też wie­dzieć, że rzym­ska Flo­ren­cja prze­ży­wała swoje złote lata w I i II w. To wła­śnie wtedy ka­mień, któ­rym był wy­ło­żony plac, za­mie­niono na naj­lep­szy mar­mur z Car­rary.

Ko­lej­nego waż­nego od­kry­cia do­ko­nano w ostat­nich la­tach XIX w. nie­mal do­kład­nie na styku Via del Bru­nel­le­schi i Via del Cam­pi­do­glio. Ro­bot­nicy na­tknęli się na schodki pro­wa­dzące ok. 5 m w głąb ziemi. Na ich końcu znaj­do­wała się stud­nia, która praw­do­po­dob­nie za­si­lała są­sied­nie termy. Tu­taj też zo­stała od­kryta pła­sko­rzeźba przed­sta­wia­jąca pół­na­gie bro­date bó­stwo z wień­cem na gło­wie, które w jed­nej ręce trzyma am­forę, z któ­rej wy­pływa woda, a w dru­giej ga­łązkę drzewa. Dziś zna­le­zi­sko mo­żemy po­dzi­wiać w mu­zeum ar­che­olo­gicz­nym, a na­ukowcy przy­pusz­czają, że bó­stwo jest zwią­zane z rzeką. Mógł być to Fons czy też Fon­tus - bóg źró­deł, ale mógł to też być bóg Arno, któ­rego czciła miej­scowa lud­ność - tak jak w Rzy­mie wiel­biono boga Ty­bru.

Ślady rzym­skiej Flo­ren­cji po­zo­stały rów­nież w na­zew­nic­twie ulic. Na przy­kład dzi­siej­sza Via di Ca­pac­cio wzięła na­zwę od Ca­put Aquae. Tu­taj znaj­do­wało się uj­ście akwe­duktu. Naj­wspa­nial­sze termy były tam, gdzie dziś prze­biega - no­men omen - Via delle Terme.

Śre­dnio­wie­cze

Około 1125 r. Flo­ren­cja stała się nie­za­leżną gminą, którą wła­dały naj­waż­niej­sze rody mia­sta. Mury przez wieki za­ta­czały co­raz szer­szą pę­tlę. Ko­lejny raz zo­stały prze­su­nięte mię­dzy 1172 i 1175 r. Gmina li­czyła wtedy ok. 40 tys. miesz­kań­ców, któ­rzy za­miesz­ki­wali też przy­le­głe bor­ghi w po­bliżu głów­nych bram. Do naj­waż­niej­szych na­le­żały: Borgo Al­bizi (w po­bliżu Via del Pro­con­solo), z któ­rego dziś za­cho­wały się wieża i pa­lazzo o tej sa­mej na­zwie, Borgo Ognis­santi, Borgo Al­le­gri, Borgo La Croce oraz Borgo Pinti. Mury ota­cza­jące gminę wcią­gnęły też San Lo­renzo i część Ol­trarno. Tym sa­mym po­wierzch­nia mia­sta z cza­sów rzym­skich - 24 ha - roz­ro­sła się do 75.

I taka cie­ka­wostka od­no­śnie do sa­mego słowa borgo, które by­wal­com Włoch na pewno nie­raz wpa­dło w oko. Osady przy­kle­jone do głów­nego mia­sta, ale znaj­du­jące się już poza mu­rami, na­zy­wały się tak na­prawdę sub­bor­ghi. Ter­min ten wziął się z ła­ciny i ozna­czał do­słow­nie sub urbe - czyli "poza mia­stem". Słowo borgo jest jego skró­tem.

Via Torta

Nie­całe 200 lat póź­niej mury znów prze­su­nięto, a na czele tego pro­jektu sta­nął Ar­nolfo di Cam­bio. Po­ma­gali mu Giotto i An­drea Pi­sano, któ­rzy nie­długo po­tem za­sły­nęli przy bu­do­wie kam­pa­nili. Mury były dłu­gie na 8 km. Po­dobno wzdłuż nich wzno­siło się po­nad 60 wież oraz wy­dzie­lono 12 bram z im­po­nu­ją­cymi wro­tami wy­so­kimi na ok. 35 m. Aż trudno to so­bie wy­obra­zić!

Gdy za­trzy­ma­cie się mię­dzy Ba­dią i Mu­seo del Bar­gello - Via del Pro­con­solo - spójrz­cie uważ­nie pod nogi. To tu po­zo­sta­wiono wkom­po­no­wany w po­sadzkę za­rys jed­nej z daw­nych wież. Tuż obok znaj­duje się ta­blica in­for­ma­cyjna ze szcze­gó­ło­wym pla­nem, który po­zwoli so­bie le­piej wy­obra­zić dawne mury.

Je­śli mowa o Flo­ren­cji śre­dnio­wiecz­nej, trzeba też choć w kilku sło­wach wspo­mnieć o Gu­el­fich i Ghi­bel­li­nich. Po­mię­dzy nimi wy­buchł je­den z naj­waż­niej­szych kon­flik­tów w hi­sto­rii mia­sta. Ci pierwsi po­pie­rali pa­pieża, ci dru­dzy im­pe­rium i Fry­de­ryka II, a póź­niej także jego syna Man­freda. Tak na­prawdę ro­dzin, które za­an­ga­żo­wały się w kon­flikt, było wię­cej. Uberti, Lam­berti, Ami­dei i Ghi­bel­lini sta­nęli prze­ciwko ro­dzi­nom Gu­el­fich, Bu­on­del­mon­tich i Paz­zich.

Kon­flikt miał pod­łoże czy­sto po­li­tyczne, jed­nak flo­ren­tyń­czycy ko­chają le­gendy i z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie za­częto po­wta­rzać opo­wieść o tym, że cały spór za­czął się od pew­nej hi­sto­rii mi­ło­snej. Czy le­genda jest rze­czy­wi­ście tylko le­gendą - dziś trudno osą­dzić. Hi­sto­rię tę przy­ta­cza na­wet Dante w Bo­skiej ko­me­dii, a zda­rze­nia miały po­dobno miej­sce w 1215 r.

W cza­sie jed­nej z fest roz­pę­tała się bójka, w którą zo­stał wcią­gnięty młody Bu­on­del­monti. Aby dać mło­do­cia­nemu za­wa­diace moż­li­wość re­ha­bi­li­ta­cji, za­pro­po­no­wano mu po­ślu­bie­nie dziew­czyny z rodu Ami­dei. Mło­dzik przy­stał na pro­po­zy­cję, co zo­stało po­dobno przy­pie­czę­to­wane na pi­śmie, z za­strze­że­niem, że gdyby przy­szły pan młody się wy­co­fał z umowy, czeka go grzywna. Cały układ, nie­stety, za­kłó­ciła jedna z ko­biet z rodu Do­na­tich, pod­sta­wia­jąc Bu­on­del­mon­tiemu swoją piękną córkę i de­kla­ru­jąc przy tym, że je­śli ten ją po­ślubi, ona bie­rze na sie­bie za­pła­ce­nie kary.

Bu­on­del­monti uległ po­ku­sie i w pe­wien zi­mowy dzień 1215 r. panna młoda z Ami­de­ich na próżno wy­pa­try­wała obie­ca­nego na­rze­czo­nego, sto­jąc przed oł­ta­rzem ko­ścioła Santo Ste­fano.

Ród Ami­dei nie mógł prze­łknąć ta­kiej znie­wagi. Za­sta­na­wiano się, jaka kara bę­dzie w tym wy­padku ade­kwatna i osta­tecz­nie za radą jed­nego z moż­nych po­sta­no­wiono Bu­on­del­mon­tiego za­bić. Tym moż­nym był Mo­sca dei Lam­berti, uza­sad­nia­jący swoją radę sło­wami, które po­tem na stałe we­szły do wło­skiego słow­nika: cosa fatta capo ha (co zna­czy, że jak coś się za­częło, to nie ma już od tego od­wrotu). Za to pod­ju­dza­nie, które osta­tecz­nie miało roz­pę­tać wojnę po­mię­dzy Gu­el­fimi i Ghi­bel­li­nimi, Mo­sca zo­stał w Bo­skiej ko­me­dii Dan­tego umiej­sco­wiony w jed­nym z krę­gów pie­kieł.

Bu­on­del­monti zo­stał za­bity w dniu swo­jego ślubu przed wieżą Ami­dei i tak oto za­czął się je­den z naj­więk­szych flo­renc­kich kon­flik­tów, w któ­rym naj­pierw po­ko­nani zo­stali Ghi­bel­lini, a na­stęp­nie do­szło do roz­łamu wśród Gu­el­fich.

Me­dy­ce­usze, Re­pu­blika i Wiel­kie Księ­stwo

Oczy­wi­ście dziś Flo­ren­cja ko­ja­rzy się przede wszyst­kim z re­ne­san­sem. Wszystko za­częło się wła­śnie tu. Po śre­dnio­wie­czu od­ra­dzały się sztuka, li­te­ra­tura i fi­lo­zo­fia, chęt­nie czer­piąc z an­tycz­nych źró­deł. Chyba wszy­scy się zgo­dzą, że w żad­nym in­nym miej­scu ani cza­sie nie ze­brało się tak wielu ge­niu­szy jak wła­śnie w To­ska­nii. Wy­star­czy wspo­mnieć ta­kie oso­bo­wo­ści, jak Mi­chał Anioł, Le­onardo da Vinci, Bru­nel­le­schi, Ma­sac­cio, Bot­ti­celli i wielu in­nych.

Trzeba też przy­po­mnieć, że Flo­ren­cja nie by­łaby pew­nie tym, czym dziś jest, gdyby nie rządy Me­dy­ce­uszy, które trwały przez bli­sko trzy wieki. Kto wie, jak po­to­czy­łyby się losy nie­któ­rych ar­ty­stów bez Lo­renza de Me­dici, zwa­nego Il Ma­gni­fico, czyli Waw­rzyńca Wspa­nia­łego.

Wy­wo­dzący się z Mu­gello ród wsła­wił się na wielu płasz­czy­znach - od me­ce­natu po fi­nanse i po­li­tykę. Oczy­wi­ście hi­sto­ria Me­dy­ce­uszy za­słu­guje na osobną opo­wieść i nie­zmien­nie po­le­cam, by z dzie­jami tego nie­zwy­kłego rodu za­po­znać się nieco wni­kli­wiej, je­śli chce się do­brze zro­zu­mieć Flo­ren­cję.

To za cza­sów re­pu­bliki pod rzą­dami Me­dy­ce­uszy po­wstały nie­które z naj­zna­mie­nit­szych bu­dowli w sa­mym mie­ście i poza nim oraz słynne do dziś dzieła sztuki: Pa­lazzo Me­dici Ric­cardi, Villa Ca­reggi, ogród ar­ty­stów na San Marco, Da­wid Mi­chała Anioła, Sa­lone dei Ci­nqu­ecento w Pa­lazzo Vec­chio i wiele in­nych.

Bar­dziej wni­kliwi być może za­py­tają - jak zwy­kły ród z flo­renc­kiej pro­win­cji, na­wet je­śli za­możny, stał się ro­dem ksią­żę­cym? Otóż pa­pież Kle­mens VII, by po­ło­żyć kres re­pu­bli­kań­skim za­pę­dom, nadał Alek­san­drowi Me­dy­ce­uszowi - który na­wia­sem mó­wiąc, był praw­do­po­dob­nie jego nie­ślub­nym sy­nem - ksią­żęcy ty­tuł, który po­tem był dzie­dzi­czony przez na­stęp­ców. Na sce­nie po­ja­wiły się wkrótce tak zna­mie­nite po­staci, jak Ko­sma I Me­dy­ce­usz oraz jego sy­no­wie Fran­ci­szek i Fer­dy­nand. Mia­sto roz­kwi­tło w tam­tym cza­sie jesz­cze bar­dziej. Gra­nice Wiel­kiego Księ­stwa to już nie tylko Flo­ren­cja, ale też To­ska­nia. Rządy Me­dy­ce­uszy trwały aż do 1737 r., po­tem na­stał czas dy­na­stii habs­bur­sko-lo­ta­ryń­skiej.

Sto­lica

XIX wiek to przede wszyst­kim zjed­no­cze­nie Włoch. Po­wsta­nie Kró­le­stwa Włoch ogło­szono wio­sną 1861 r., w związku z czym nie póź­niej niż w ciągu sze­ściu mie­sięcy sto­lica z Tu­rynu miała być prze­nie­siona do cen­tral­nej czę­ści kraju. Wśród pro­po­zy­cji po­ja­wiły się Flo­ren­cja, Bo­lo­nia i Ne­apol. Wy­grała - jak wia­domo - Flo­ren­cja i 3 lu­tego 1865 r. zo­stała ogło­szona nową sto­licą. Tę funk­cję peł­niła sześć lat.

Król przy­był do Flo­ren­cji po­cią­giem do­kład­nie tego sa­mego dnia, w któ­rym zo­stała ogło­szona sto­licą i zo­stał przy­jęty przez miesz­kań­ców z otwar­tymi ra­mio­nami. Jak wspo­mi­nają kro­ni­ka­rze - wi­wa­tu­jący tłum od­pro­wa­dził Wik­tora Ema­nu­ela II aż do Pa­lazzo Pitti, który stał się na ten czas kró­lew­ską re­zy­den­cją.

Wraz z władcą do Flo­ren­cji prze­niósł się rząd. Przez lata Sa­lone de Ci­nqu­ecento w Pa­lazzo Vec­chio był sie­dzibą sejmu i mi­ni­ster­stwa spraw ze­wnętrz­nych, w Uf­fizi urzę­do­wał se­nat, a w Pa­lazzo Me­dici mieli sie­dzibę urzęd­nicy mi­ni­ster­stwa spraw we­wnętrz­nych oraz pre­mier.

14 maja 1865 r. Flo­ren­cja hucz­nie świę­to­wała swoją nową po­zy­cję, co po­łą­czono z usta­wie­niem na placu Santa Croce po­mnika Dan­tego, od uro­dzin po­ety mi­nęło wtedy 600 lat.

Nowa rola mia­sta stała się przy­czyn­kiem do wielu mo­der­ni­za­cji. Po­wstał plan urba­ni­styczny, nad któ­rym spra­wo­wał pie­czę słynny w tam­tym cza­sie ar­chi­tekt Giu­seppe Poggi, już w pierw­szej czę­ści Se­kre­tów... po­ja­wiły się o nim wzmianki i po­ja­wią się rów­nież w ko­lej­nych roz­dzia­łach. Nie tylko wpro­wa­dził zmiany w cen­tral­nej czę­ści mia­sta, lecz rów­nież za­pro­jek­to­wał nowe dziel­nice - np. Le Cure.

Jedną z waż­niej­szych pa­mią­tek tam­tych zmian jest dziś Piazza della Re­pub­blica. Śre­dnio­wieczne po­zo­sta­ło­ści bied­nej dziel­nicy zo­stały wy­bu­rzone, a na ich miej­scu sta­nęły ele­ganc­kie pa­lazzi. To wła­śnie w tu­tej­szych ba­rach zbie­rała się po­tem śmie­tanka li­te­racka z ca­łego kraju. Na pa­miątkę tych zmian ar­chi­tekt Vin­cenzo Mi­cheli za­pro­jek­to­wał por­tyki i łuk trium­falny, które mo­żemy po­dzi­wiać do dziś. Na łuku zo­stał umiesz­czony na­pis: "L'an­tico cen­tro della citta da se­co­lare squ­al­lore a nu­ova vita re­sti­tu­ito" - "An­tyczne cen­trum mia­sta po wie­kach biedy zy­skało nowe ży­cie".

Ri­sa­na­mento - jak było na­zy­wane od­no­wie­nie Flo­ren­cji - nie każ­demu jed­nak przy­pa­dło do gu­stu. Wśród za­cię­tych kry­ty­ków no­wego planu urba­ni­stycz­nego był ma­larz, je­den z człon­ków ugru­po­wa­nia mac­chia­ioli - Te­le­maco Si­gno­rini, który wiele daw­nych za­uł­ków mia­sta uwiecz­nił na swo­ich płót­nach.

Tu­ry­ści i czasy współ­cze­sne

Kiedy Flo­ren­cja stała się jed­nym z wło­skich miast naj­chęt­niej od­wie­dza­nych przez tu­ry­stów? Kiedy za­czął się tu­ry­styczny boom? Kiedy na­ro­dziła się moda na Wło­chy, na To­ska­nię i wła­śnie na Flo­ren­cję?

Na­wet je­śli dziś tu­ry­styka jest głów­nym fi­la­rem eko­no­mii mia­sta, to prze­cież nie za­wsze tak było. Daw­niej ośro­dek sły­nął w Eu­ro­pie przede wszyst­kim z róż­nych ga­łęzi rze­mio­sła. Do­piero w po­ło­wie XIX w. wśród bo­ga­czy, przed­się­bior­ców, po­dróż­ni­ków i przede wszyst­kim ar­ty­stów na­stała moda na Wło­chy, w tym oczy­wi­ście na Flo­ren­cję. Ko­lebka re­ne­sansu na­gle stała się tu­ry­styczną mekką.

Oczy­wi­ście w tam­tych cza­sach nikt jesz­cze nie wie­dział, czym jest ni­sko­bu­dże­towe po­dró­żo­wa­nie - z za­ło­że­nia było ono wów­czas sym­bo­lem bo­gac­twa i pre­stiżu, przy­wi­le­jem, czymś tylko dla wy­bra­nych. Ów­cze­śni po­dróż­nicy czę­sto de­cy­do­wali się na dłu­gie ty­go­dnie, a na­wet mie­siące wy­na­jąć apar­ta­ment czy całą willę, co stało się modne zwłasz­cza wśród An­gli­ków. W pew­nym mo­men­cie było ich tak wielu, że słowo "an­glik" stało się sy­no­ni­mem słowa "tu­ry­sta" czy też "let­nik". Prze­czy­ta­łam kie­dyś aneg­dotę, bę­dącą cy­ta­tem z wy­po­wie­dzi pew­nego boya ho­te­lo­wego: "Przy­je­chali an­glicy, ale nie zro­zu­mia­łem, czy to są Niemcy, czy Ro­sja­nie".

Wi­dok Flo­ren­cji

Wśród przy­by­łych było wiele oso­bi­sto­ści ze świata li­te­ra­tury oraz in­nych dzie­dzin sztuki. Oprócz An­gli­ków przy­jeż­dżali Ame­ry­ka­nie, Ro­sja­nie, Szwaj­ca­rzy i Fran­cuzi. I tak oto nie­da­leko Pa­lazzo Pitti na Piazza San Fe­lice za­miesz­kali Eli­sa­beth i Ro­bert Brow­nin­go­wie, któ­rzy ze swo­jego lo­kum uczy­nili sa­lo­nik li­te­racki; Da­vid Her­bert Law­rence szu­kał in­spi­ra­cji do swo­ich po­wie­ści w oko­li­cach Scan­dicci, a Henry Ja­mes upodo­bał so­bie Bel­los­gu­ardo.

Po­nie­waż spo­łecz­ność bry­tyj­ska roz­ra­stała się co­raz bar­dziej, za­częły po­wsta­wać nowe sklepy. Pod nu­me­rem 28 na Via dei Vec­chietti otwarto Old En­gland Sto­res, w któ­rym można było ku­pić m.in. szkocką whi­sky, her­batę czy na­wet wełnę. Na­to­miast na Via Tor­na­bu­oni an­giel­ski che­mik i far­ma­ceuta - Henry Ro­berts - za­ło­żył la­bo­ra­to­rium, gdzie sprze­da­wał m.in. ko­sme­tyki, w tym bar­dzo po­żą­dane kremy upięk­sza­jące. To wła­śnie tu na­ro­dził się słynny dziś na ca­łym świe­cie Bo­ro­talco! Wię­cej o tej hi­sto­rii można prze­czy­tać w czę­ści Cie­kawe ad­resy.

Liczna spo­łecz­ność bry­tyj­ska stała się też przy­czyn­kiem do po­wsta­nia we Flo­ren­cji pierw­szego poza gra­ni­cami Wiel­kiej Bry­ta­nii In­sty­tutu Kul­tury Bry­tyj­skiej oraz dwóch waż­nych mu­zeów - Mu­seo Horne i Mu­seo Stib­bert. O tym dru­gim pi­sa­łam w po­przed­niej opo­wie­ści o se­kre­tach Flo­ren­cji, na­to­miast Mu­seo Horne w cza­sie zbie­ra­nia ma­te­ria­łów do książki było, nie­stety, cza­sowo za­mknięte.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki