Sekrety - E. Raj
14.74 zł
12.23 zł
(12,53 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Drogi Czytelniku/ Droga Czytelniczko, dziękuję, że kolejny raz dałeś/łaś szansę uniwersum Ucznia nekromanty.
Ta minipowieść jest szczególna, ponieważ została napisana jako część mojego zobowiązania, podjętego podczas zbiórki na korektę tomu II serii. Osoby, które wpłaciły najwięcej, otrzymały możliwość między innymi wyboru imienia, wyglądu i charakteru postaci, a dla wpłat powyżej kwoty 1000 zł także - otrzymanie ode mnie własnego opowiadania z wybranym przez siebie motywem osadzonym w uniwersum Ucznia.
Jeden ze Sponsorów wpłacił tak wysoką kwotę, że stanowiła ona niemal jedną trzecią wszystkich wpłat, dlatego uzyskał prawo do wyboru tematyki opowiadania. Na prośbę tej osoby napisałam opowiadanie zawierające bardzo lubiany przez nią wątek LGBT.
Szanując życzenie Sponsora, stworzyłam opowiadanie z tym elementem wplecionym pomiędzy ważnymi fabularnie wydarzeniami. Jednak nie jest on tutaj dominujący, najważniejsze są dramatyczne wydarzenia otaczające poczęcie i narodziny Norgala, a także śmierć króla Naramira II i następcy tronu, Vlemira. Poznacie tu także pewnego sympatycznego demona. :) To jednak nie koniec!
Opowiadanie realizuje także kolejne zobowiązanie, podjęte wobec innego Sponsora, który wymyślił postać Martiael - spotkacie ją w "Sekretach", ale także w II tomie serii.
Dla tych z Was, którzy już niebawem sięgną po tom drugi serii (premiera przypada w lipcu 2021 roku), prequel będzie szczególnie ważny, gdyż część zawartych w tym tomie wątków będzie kontynuacją wydarzeń z "Sekretów" (to być może najważniejszy z wszystkich innych dodatkowych materiałów w uniwersum Ucznia).
Minipowieść "Sekrety" stanowi prequel do całej serii. Warto także wiedzieć, że zawiera treści 18+.
Życzę Ci miłej lektury, koniecznie napisz do mnie ze swoimi wrażeniami, pozytywnymi i negatywnymi na adres e.raj@poczta.fm. Gdy zauważysz jakieś błędy czy literówki, także napisz :)
Inne materiały z uniwersum Ucznia, kolejność czytania:
1) "Plaga" tom I, 2) "Potwór", 3) "Król" 4) "Mavec", 5) "Dług", 6) "Dr Vuduun", 7) "Fascynacja" tom II. "Sekrety" mogą być czytane w dowolnej kolejności po tomie I.
DRZEWO GENEALOGICZNE znajduje się na końcu opowiadania.
9 miesięcy przed narodzinami Norgala, poranek
Mesja postukała smukłym palcem w zapisaną równym pismem kartkę i zmarszczyła brwi.
- Dwa błędy w koniugacji czasownika ?dveîrl. To odmiana nieregularna. W trzeciej osobie liczby mnogiej mamy ?nveîs, a nie ?dveeîn.
Rothgar[1] siedział obok Nerilli, bawiąc się dość nieuważnie nożem motylkowym. Królowa Mesja rzucała mu krzywe spojrzenia, bo nóż ten kojarzył jej się wyłącznie z ulicznikami, ale... Nerilla wydawała się zachwycona. Dziewczynie trudno było skupić się na nauce języka elfickiego, śledziła z przejęciem poczynania przyrodniego brata.
Mężczyzna zręcznie obrócił nóż między dwoma palcami i dodał:
- Żeby było zabawniej, nie ma tam akcentu cyrkumfleksowego. Wypowiada się po prostu: "?dveein", bez przeciągnięcia przy "i".
Mesja uniosła brwi i wbiła w niego srebrzystolazurowe oczy.
- Zawsze się zastanawiałam, Mistrzu, skąd tak dobrze znasz elficki. Takie niuanse! - mruknęła, powracając wzrokiem na kartkę.
Rothgar uśmiechnął się pod nosem, ale nie odpowiedział, oto bowiem dostrzegł zbliżającego się przez trawnik jakiegoś sługę. Cała trójka siedziała w zacisznej altance w głębi ogrodu, do której wiodła tylko wąska ścieżka wysypana białymi otoczakami.
- Wasza wysokość. - Sługa wykonał pośpieszny ukłon. - Jego wysokość prosi panią do siebie. Sprawa pilna. - Podejrzanie głośno przełknął ślinę.
Mesja obrzuciła go uważnym spojrzeniem. W przeciwieństwie do Nerilli i Rothgara nie nosiła blokady telepatycznej. Jako wyszkolona telepatka nie musiała bać się negatywnego wpływu otwartego używania tej sztuki. Jej policzki gwałtownie pobladły, zacisnęła usta.
Wstała i lekko kiwnęła głową.
- Przepraszam was. Muszę iść.
Gdy zdenerwowana kobieta się oddaliła, Nerilla rzuciła pióro na blat stolika i dosunęła swoje krzesło do krzesła nekromanty. Mag zmierzył ją wzrokiem, którego znaczenie trudno było odgadnąć. Dziewczyna rozejrzała się uważnie, ale ogród był pusty, a oni - osłonięci od cudzych spojrzeń ścianą zieleni. O tej godzinie wielu dworaków jeszcze spało. Większe słońce dopiero wznosiło się na niebie.
- Opowiedz mi o tej misji. Jesteś umówiony z Vanderglovenem w redakcji "Gazety Syllońskiej"? Co się tam dokładnie wydarzyło? Gnomy znów mają kłopoty? - mówiąc to, delikatnie przesunęła ręką po jego ramieniu, jednak on zignorował ten ruch.
- To już kolejna inwazja demonów w ciągu kilku lat. Ktoś wziął ich na cel. Niełatwo zorganizować taki atak, wymaga to demonologa na co najmniej siódmym poziomie talentu.
Nerilla słuchała go dość nieuważnie. Jej palce zawędrowały z jego rękawa na dłoń, ale mroczny mag błyskawicznie zareagował. Cofnął rękę i wyprostował się gwałtownie.
- Nie dotykaj mnie. - W tonie nekromanty nie brzmiała wrogość, a jedynie stanowczość.
Na moment zacisnęła powieki.
- To jedna z nielicznych chwil, gdy jesteśmy sami. Chciałam spytać, jak się ma Marell? Odwiedzałeś go? To już ponad miesiąc. Powiedz, proszę. - Jej głos lekko zadrżał.
Rothgar odwrócił głowę, unikając spoglądania w wilgotne oczy Nerilli.
- Nie mogłem go jeszcze odwiedzić. Miałem za dużo zleceń. Odkąd Rothanna została nadwornym alchemikiem, jestem sam we dworze, wszystko spoczywa na mnie.
Dziewczyna przez kilkanaście sekund milczała, a potem niespodziewanym i dość agresywnym ruchem podniosła się z miejsca. Przerzuciła nogę ponad jego kolanami, by usiąść na nich okrakiem.
Chciał ją odsunąć, jednak uchwyciła się go z naprawdę desperacką siłą. Musiałby pchnąć ją tak, że plecy Nerilli uderzyłyby boleśnie o stół, a na to nie mógł się zdobyć.
- Nerilla, błagam cię. Nie zażywałem ostatnio Nivelo[2], bo nie widywaliśmy się tak często po twoim porodzie. Musisz przestać, w tej chwili!
Ponowił próbę odepchnięcia jej, ale ona wczepiła się w jego ramiona i stoczyła prawdziwą walkę, by nie dać się odsunąć. Gdy mag na moment rozluźnił mięśnie, znienacka pochyliła się, chcąc go pocałować, lecz on był szybszy. Odwrócił się w bok, a jej usta zamiast dotknąć warg nekromanty, musnęły okolicę pod uchem.
Otoczyła szyję Rothgara, splatając ze sobą palce, uniemożliwiając mu łatwe zerwanie uścisku. Desperacja dodawała jej sił. Pomiędzy jego skórą a ustami dziewczyny pojawiło się coś jak malutkie wyładowanie elektryczne, ale on tego nie zauważył.
Zacisnął powieki, gdy wilgotne wargi Nerilli przesuwały mu się po szyi.
- Jak ładnie pachniesz... - mruknęła.
- Nerilla... błagam cię!
- Nie! To ja ciebie błagam, nie odpychaj mnie, ten jeden raz, jeszcze jeden raz, naprawdę ostatni. Obiecuję. Obiecuję!
7 miesięcy przed narodzinami Norgala
Fenril przypatrywał się swojej kuzynce, Martiael, która siedziała na kolanach Rothgara i szeptała mu coś do ucha. Mężczyzna odpowiedział wprawdzie, ale z umiarkowanym entuzjazmem, spoglądając ponad jej ramieniem w stronę księcia z taką miną, jakby liczył na jego wybawienie. Był pijany jak niemal codziennie od dwóch miesięcy, dlatego elf tylko wzruszył ramionami, dając do zrozumienia, że to nie jego zadanie, by odciągać od Rothgara piękne kobiety. Jednak po kolejnym spojrzeniu mrocznego maga, w końcu się zlitował i mruknął:
- A może pojechałabyś odwiedzić Seviel? Mówiła mi wczoraj, że rzadko do niej zaglądasz. Moja córka tak cię lubi! Chciała, byś poduczyła ją tańca. Ucieszy się, jak cię zobaczy. Ja mam pewne sprawy do obgadania z Rothgarem.
Martiael uniosła perfekcyjne łuki swoich brwi, ale podała trzymany w ręku kieliszek nekromancie i z westchnieniem wstała.
- No dobrze. Prawdę mówiąc, obiecałam jej, że wpadnę. Bawcie się dobrze...
Przesłała całusa Rothgarowi, spojrzała krzywo na Fenrila, po czym opuściła taras, na którym we troje wypoczywali.
Odkąd zwolniono ją ze służby u królowej Mesji, mieszkała w pałacu kuzyna, kompletnie nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Będąc córką wydziedziczonej ciotki księcia, polegała teraz niemal wyłącznie na jego życzliwości i protekcji, sama nie mając żadnego majątku.
W ostatnich dwóch miesiącach z połowicznym tylko sukcesem podrywała Rothgara, który chodził bezustannie odurzony alkoholem, zagłuszając w ten sposób przeraźliwe wyrzuty sumienia związane z sytuacją Nerilli. W tak fatalnym stanie było mu właściwie obojętne, co się dzieje z jego ciałem, dlatego kilka razy nawet odniosła sukces, mimo że sam nekromanta niewiele z tego wszystkiego pamiętał.
Mężczyzna wypił całe podane mu wino i odstawił naczynie na stół. To nie był jego pierwszy kieliszek i nie chciał, aby był ostatni.
- Nerilla nadal utrzymuje, że to on. Na dworze aż huczy od plotek. Możliwe, że czeka mnie kolejna rozmowa z moim najmłodszym braciszkiem. Po ostatniej, którą odbyliśmy dwa miesiące temu, nie śpieszno mi do tego... Kto wie, co wpadnie mu do głowy. - Nalał sobie kolejną porcję wina i od razu wlał całość w gardło.
- Spokojnie, Naramir nie czuje się pewnie. Mimo korzystnego dla siebie wyniku dochodzenia wie, że nie powinien rozgrzebywać tematu gwałciciela. To zbyt grząski grunt. Wątpię, czy powróci do tematu Inkwizycji w twoim kontekście. No i nie sądzę, by król tak gładko oddał cię Zamelnikonowi. Sam dał ci glejt ochronny, gdy uczyłeś się w Akademii.
Rothgar parsknął donośnym śmiechem.
- Fenril, mój ojciec byłby szczęśliwy, mogąc pozbyć się mnie z tego świata! Gdyby Inkwizycja wlekła mnie przez ulice Syllonu, wznosiłby toast...
- Ale to rzuciłoby cień także na niego. Na jego władzę. Na jego krew. Syn nekromanta? Nie sądzę, by chciał tak ryzykować.
- Naramir może to przeforsować, jeśli okaże się, że dziecko Nerilli jest moje. Byłem z nią kilkanaście godzin przed nim. Sytuacja mi nie sprzyja. Może być dostatecznie zdeterminowany, by na własną rękę dostarczyć Zamelnikonowi "niepodważalne" dowody.
Fenril pokręcił głową z powątpiewaniem.
Wstał i podszedł do Rothgara. Stanął nad nim i chwilę mu się przyglądał, następnie nieoczekiwanie... usiadł mu na kolanach.
Nekromanta znieruchomiał, a brwi podjechały mu niemal pod linię włosów.
Elf obserwował go ze zmrużonymi oczyma, ale - ku jego zdumieniu - mag zdał ten test. Nie zepchnął go z kolan ani nie odskoczył, jak być może zrobiłby to ktoś z niższą samooceną.
Po prostu pozwolił mu siedzieć na sobie i tylko się przyglądał.
Długie do bioder jedwabiste włosy księcia opadły na klatkę piersiową Rothgara. Ten pochylił się i z zaciekawieniem podniósł do oczu jedno z pasm.
- Hm. Masz włosy jak kobieta. Naprawdę imponujące. Wy, elfy, jesteście tacy... androgyniczni - powiedział lekko kpiącym tonem.
Jednak niezrażony Fenril uśmiechnął się pod nosem.
- Jesteśmy piękni, prawda? To chciałeś powiedzieć? Wy, ludzie, zawsze nas chwalicie za urodę. I chcecie nas pieprzyć.
Rothgar zaśmiał się szczerze. Przez chwilę z fascynacją bawił się pasmem włosów elfa, nawijając je sobie na palec. Były naprawdę niezwykłe, naprawdę przypominały płynny jedwab.
Przysunął sobie kosmyk pod nos i powąchał go z przyjemnością.
- Owszem, jesteście piękni. Nie zaprzeczę! Ale przyznam, że nigdy nie myślałem o tym, by was pieprzyć.
Fenril pochylił się, przysuwając usta do policzka Rothgara.
- Ale elfie kobiety pieprzysz. I to często.
- Tak, no. Ale to co innego. Lubię cycki.
Elf zachichotał i mrugnął okiem.
- Ja myślę, że to wszystko tylko kwestia czasu oraz otwartości.
Nekromanta ponad kolanami księcia sięgnął po kolejny kieliszek, by opróżnić go jednym haustem. Następnie oparł się wygodnie o sofkę i klepnął elfa w udo. Oczy miał lekko nieprzytomne.
- Chcesz, bym cię pieprzył, Fenril? - Zmrużył powieki.
Książę zamarł. A potem powoli się uśmiechnął.
- A dałbyś radę?
Rothgar wybuchnął śmiechem. Wydawał się autentycznie ubawiony, w charakterystyczny dla osób pod wpływem alkoholu, niemal rubaszny sposób.
- Dałbym radę pieprzyć trupa, Fenril! Mam tu tatuaż, który pozwala mi się usztywnić w każdej sytuacji. - Poklepał się po podbrzuszu - Pytanie jedynie, czy to dobry pomysł?
- Danie główne może poczekać. Najpierw pozwól mi na coś innego... Mała przystawka.
Nieoczekiwanie chwycił za brzeg spodni nekromanty i zaczął mu je powoli zsuwać z bioder. Rothgar obserwował to w zdumieniu, doznając swego rodzaju konfuzji. Był jednak zbyt pijany, by myśleć rozsądnie. Nic nie powiedział, z jeszcze jednego powodu; jeszcze mu się w życiu nie zdarzyło odmówić, gdy był przez kogoś rozbierany. To się nie mieściło w jego głowie. Za bardzo lubił efekt, jaki wywierał na innych, gdy widzieli go nago.
Uśmiechał się tylko, mając nadzieję, że Fenril nie będzie tu wyjątkiem.
Nie pomylił się. Książę zamarł i wbił zaszokowane spojrzenie w krocze mrocznego maga.
- Ach. No... Tak. To wszystko, co o tobie mówią, to jednak prawda.
- Tak. Nie sądzę, byś był gotów na taką zabawę. - Nekromanta mrugnął okiem.
Elf zagryzł usta, ale nie przestał się gapić. A potem nagle pochylił się i...
Nekromanta drgnął, zaskoczony tak rzutką inicjatywą. Zamarł przez moment. Następnie znowu się uśmiechnął. Postanowił skorzystać z mocy swojego erotycznego tatuażu. Odpowiadał on za aktywację seksualnego podniecenia w jego fizycznym wymiarze i nieraz już mu się przydawał w czasie nocnych maratonów ze swoimi dawnymi kochankami. Całkiem nieźle usuwał też zmęczenie.
Skupił się i energia popłynęła przez tatuaż, napełniając ciało maga. Elf szerzej otwarł oczy, widząc imponujący efekt jej działania.
Nie przerwał jednak swojej pracy.
Rothgar odgiął głowę do tyłu i przymknął powieki, zanurzając dłoń w pięknych włosach księcia. Pomyślał o Martiael i jej ustach, bo tak było mu łatwiej.
Po niedługim czasie cała akcja się zakończyła.
Gdy książę uniósł głowę, obcierając usta rękawem, Rothgar półleżał oparty o sofkę i powoli odpływał w pijacki sen. Elf nie sądził, by mag zbyt wiele pamiętał z tego, co miało miejsce. Mylił się jednak całkowicie.
Następnego dnia Rothgar przebudził się w innym nastroju. Zachowywał się normalnie, nie wspomniał nic o zaistniałej sytuacji. Nie pił już więcej, a dzień później ponownie przeprowadził się do swojego dworu.
Przyjął też kolejne zlecenia na wypędzanie demonów, które prześladowały stolicę i wrócił do pracy nad pogłębianiem swojej wiedzy na temat liczego przepoczwarzenia.
Przez parę następnych miesięcy odwiedzał wprawdzie Martiael w pałacu księcia, ale samego Fenrila traktował przy tym zwyczajnie, do tamtego wydarzenia nie powracając ani słowem. Książę był przekonany, że to wydarzenie solidnie Rothgara otrzeźwiło, być może nawet przestraszyło, gdy pijacki maraton pchnął go w kontrowersyjną sytuację.
Elf nie wiedział o tym, ale mylił się całkowicie w swojej interpretacji zachowania nekromanty, którego to, co się stało, zupełnie nie wzruszyło. Skorzystał po prostu z pretekstu, aby wyprowadzić się bez zbędnych tłumaczeń. Zarówno Martiael jak i Fenril uważali, że jest w zbyt kiepskim stanie psychicznym, by wrócić do swego dworu, lecz on zaczynał już tęsknić za swoją pracą. Wiedział, że książę dzięki temu nie będzie tak nalegał, by mag pozostał w jego pałacu jeszcze kilka dni, przekonany iż czuje on zbyt wielki dyskomfort.
Cała sytuacja wydawała się powoli odchodzić w zapomnienie...
2 dni po narodzinach Norgala
Rothanna stała nad kołyską, przypatrując się maleńkiemu noworodkowi zawiniętemu w biały kocyk. Powoli przesuwała dłonią po brodzie, a na jej czole widoczna była pionowa zmarszczka. Westchnęła głęboko, a potem przeniosła wzrok na szerokie łoże, na którym spoczywała jej uśpiona przyrodnia siostra - Nerilla, wymęczona tym, przez co przeszła w ostatnich dwóch dniach.
Podeszła do dziewczyny i jej także przypatrywała się nieodgadnionym wzrokiem, w jej oczach pojawił się jakiś dziwny cień.
Drzwi do komnaty skrzypnęły i wsunęła się przez nie postać maga śledczego, Vustiana. Mężczyzna szedł z ponurą miną, w ręku miał plik papierów oraz niewielki kuferek.
Prowadziła go stara niania królewskich dzieci, która opiekowała się Nerillą w czasie ciąży.
Słysząc stuk ich butów, Rothanna lekko drgnęła, jakby przyłapano ją na czymś zdrożnym. Cofnęła się o krok od łoża śpiącej siostry i skierowała wzrok na przybyłych. Mężczyzna nosił granatowy płaszcz, a jego ciemne włosy były mocno przylizane do czaszki. Wydawał się skwaszony i poirytowany. Alchemiczka tylko uśmiechnęła się pod nosem i powiedziała:
- Zanna, możesz odejść, ja zostanę z księżniczką na czas wizyty Vustiana.
Kobieta zawahała się, następnie cicho wyszła.
Mag śledczy zbliżył się do dziecka, spojrzał na nie obojętnie, następnie wyjął jakieś urządzenie z kuferka, podobne nieco do nakręcanego zegara, i zaczął coś na nim ustawiać.
Rothanna obserwowała go przez chwilę spod oka, następnie podeszła tak blisko, że poderwał głowę, zaskoczony tą nagłą inwazją w jego osobistą przestrzeń.
- Czekałam na ciebie, Vustian. Przyniosłam ci coś. Prezent! - szepnęła, pochylając się nisko nad jego karkiem, a ponieważ miała ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, górowała nad nim, co dodatkowo wzmacniało jej psychologiczną przewagę.
Mężczyzna uniósł brwi i przyglądnął się kobiecie z zaciekawieniem. Ona tymczasem kopnęła stopą torbę stojącą obok kołyski. Coś w niej charakterystycznie zagrzechotało.
Brwi Vustiana uniosły się jeszcze wyżej.
- Jesteś bardzo dobry w tym, co robisz, prawda, Vustian? Najlepszy. Magowie prawdziwego widzenia są rzadcy, cholernie rzadcy. W Syllonie nie ma kto weryfikować ich pracy, nieprawdaż? Ekspertem jesteś tylko ty.
Mag wydął usta, pogrążony w fałszywej dumie.
- Posiadam specjalne uprawnienia udzielone mi bezpośrednio przez Radę Magicznego Nadzoru, nikt... powtarzam, nikt nie musi po mnie niczego weryfikować. Jestem najlepszy na tym kontynencie!
- Słyszałam też, że jesteś bardzo wyrozumiały dla swoich klientów...
Mężczyzna nastroszył się i cofnął, jakby chciał uniknąć jej bliskości, ale mu nie pozwoliła. Chwyciła go za rękę, tak aby wejść w kontakt z jego skórą, i zamknęła oczy.
Chciał się wyrwać, ale nie dał rady. Jej dłoń była jak ze stali, a jakiś dziwny, zimny dreszcz sparaliżował jego system nerwowy. Rothanna, tak jak jej brat, była potężną nekromantką. Wprawdzie nigdy nie rozwijała swojego daru ponad zakres, w którym go potrzebowała, ale z racji wysokiego poziomu magii, była bardzo skuteczna w tym, co robiła.
- Czuję twoją energię. Jesteś bardzo silny, marnujesz się na Akademii!
Vustian także zamknął powieki. On również użył swojej magii. Na niej. Gdy je otworzył, tęczówki mu pociemniały. Drgnął silnie i tym razem udało mu się uwolnić z uścisku kobiety.
Przypatrywała mu się, drwiąco mrużąc oczy.
- Jesteś... bardzo... bardzo złą kobietą - wydukał, mając wrażenie, że jego głos stał się dziwnie piskliwy.
Wybuchnęła śmiechem, ale niezbyt głośnym. Najwyraźniej nie chciała obudzić położnicy i noworodka.
- Lepiej w to uwierz.
- Nie powinnaś mu służyć. To... prawdziwe zło. Nie jest jak Mor'tyr - zaczął mówić, wyrzucając z siebie słowa rwącym się głosem, ale ona gwałtownie ściągnęła brwi i syknęła:
- Nic o nim nie wiesz[1], więc się zamknij... I teraz posłuchaj mnie uważnie. Słyszałam o tobie bardzo dużo. Wiem, ile zapłacił ci mój słodki braciszek, Naramir, za ukrycie faktu, że to on zgwałcił Nerillę, bo sama mu to doradziłam. - Jej oczy wwiercały się w jego pobladłą twarz jak dwa ostrza. - W tej torbie znajdziesz dokładnie taką samą sumę. Wkrótce rozpocznie się nowe śledztwo w sprawie Naramira. Król podjął już pierwsze kroki. Pewne fakty nie mogą wyjść na jaw. Rozumiesz? Ukryjesz dla mnie pewną rzecz.
Szczęki Vustiana drżały. Spuścił wzrok na torbę. Była pękata. Zdumiało go, że Rothanna dała radę przynieść ją sama, z taką ilością dźwięczącego metalu.
- Jesteś nekromantką, co? To stąd ta siła. Jesteście fizycznie silniejsi niż inni?
Prychnęła pogardliwie.
- Owszem, mam talent do nekromancji. Ale nieszkolony. Za to jeszcze nikogo nie zaciągnęli do Inkwizytorium. Nie praktykuję.
Mag śledczy założył ramiona na piersi.
- Czego chcesz zatem? Masz świadomość, że gdy wezwą specjalistę z Vaseyu, nie będę w stanie nic zrobić? Tylko... się ewakuować z Syllonu. A moja reputacja legnie w gruzach.
Lekko pochyliła głowę, spoglądając na niego spod oka. Następnie znowu przysunęła się o krok i zaczęła szeptać do jego ucha. Vustian uniósł brwi, słuchając. Był wyraźnie zdumiony. Ale potem wzruszył ramionami i kiwnął głową.
- Ach. To prosta sprawa. Nie będzie problemu. - Wydawał się niemal zadowolony, że jej prośba dotyczy tak, jego zdaniem, błahej sprawy. Zaledwie pobocznie związanej z głównym śledztwem!
Jednak... pomylił się w całej rozciągłości.
Talent maga śledczego polegał na widzeniu tego, co teraz było prawdą. Ale nie był jasnowidzem i nie znał przyszłości.
Dlatego pochylił się nad jej torbą i zajrzał do niej, z przyjemnością odnotowując wydobywający się ze środka olśniewający błysk złota. Westchnął i mruknął coś z zadowoleniem pod nosem. Jego dar był nie mniej dochodowy niż dar Rudniczki. Nie bał się utraty pozycji i wykrycia jego oszustw. Zgromadził już taki majątek, że nie musiał martwić się o swoją przyszłość. Wcześniejsza emerytura nigdy go nie przerażała.
Wydobył stosowny formularz i rozpoczął jego wypełnianie.
Rothanna uśmiechnęła się. Miała dziwne przeczucie, że żaden niezależny ekspert z RMN nigdy się w Syllonie nie pojawi.