Sekrety białej walizki
Biała walizka. Zwykle ciekawe opowieści o latach minionych wyczytać można na kartach historii. Są tam poukładane pod daty, mają kontekst i komentarz. Relacje tak przecedzone i dopracowane rzadko opisują uwarunkowania, a jeszcze rzadziej wszystkie wątki zdarzeń osobistych dawno już zapomnianych. W kolejnych dekadach nowego, dwudziestego pierwszego, wieku technologia umożliwiła zapisywanie w internetowej chmurze nieskończonej ilości informacji i opisów, w tym pamiętników i blogów. To będzie gratka dla przyszłych badaczy tego ludzkiego mrowiska. Inaczej było pół wieku przedtem i jeszcze wcześniej. Tamci ludzie korespondencje słali w wersji papierowej, ulotną pamięć utrwalali w pamiętnikach. Nie było chmury, były skrytki i stare walizki trafiające po latach wraz ze zmianą pokolenia na strych lub częściej na spalenie. Ta biała walizka miała szczęście trafić na stragan bazarowy, zawierała w sobie sekret jak duszę materii nieożywionej. Zestarzeć musiała się po latach nie mniej niż jej właściciel, stała się już nieprzydatna, skoro ktoś wystawił ją na sprzedaż bazarową za cenę pęczka zielonej pietruszki. Takie rekwizyty traktowane jak rupiecie nie mają zwykle szczęścia i szans na drugie życie, mało kiedy też nadają się do zagospodarowania użytkowego, to zawsze niosą w sobie jakąś historię. Ta porzucona biała stara walizka miała swoje sekrety. Będzie to opowieść autentyczna, zaczerpnięta z kartek ukrytych pod dnem porzuconej walizki. Autor cytuje zapisane tam słowa po odsianiu wątków nie nadających się do publikacji, zachowując umiar i dyskrecję. Tylko narracja wprowadzona przez autora będzie ubarwiać historię, dopełniać pominięty kontekst i okoliczności opisane w znalezionym tam też niekompletnym pamiętniku. Tak jak zwykle pamiętniki są recenzowane przez ich twórcę, tak też ten zawierał liczne ślady wydartych kartek. Wtedy wątki gubiły się, traciły wyrazistość. Chcąc dopełnić opowieść i spiąć ją w jedną fabułę autor z wyobraźni, niekiedy na podstawie własnej obserwacji, snuje narrację dopasowaną do zastanych wątków. Czytelnikowi należy doradzić, by historie tę czytał z przymrużeniem oka i nie szukał podobieństw. Dla bohatera tej opowieści, tak jak dla każdego czytelnika, raz tylko w historii świata był taki rok. Trzysta lat po tym jak sienkiewiczowska kometa pojawiła się na niebie zwiastując zarazę jaka wtedy miała paść na kraj. Wtedy szarańcza wyległa na dzikie pola, a niedługo granice Rzeczypospolitej nawiedziły klęski wojen. Gdy na niebie pojawiła się druga kometa bohater tej opowieści wkroczył w świat żywych ludzi i otworzywszy szeroko swoje oczy, nawet ich nie przecierając, wykrzyczał podobno swoje ego. Od razu zauważył umykający ogon komety. Już wtedy wiedział podświadomie, że trzeba było podczepić się pod jej warkocz, tak aby wędrując przez wszechświat odkryć w tej drodze samemu jego tajemnicę bezkresu świata, nawet wyciągnął podobno ręce ku niebu i wrzasnął donośnie. Nie zdążył. Podobno zaraz przyssał się do piersi, a potem zasnął. Ten wybór odcisnął się później na jego ścieżce życiowej wzdłuż linii daty. Ciekawość nieskończoności i beznadziei dociekań ludzkich w tej złudnej materii przesłoniły mu owe pierwsze smaki, a później warkoczyki, które nie sposób rozczesać do końca, wtedy tajemnicze dla niego jak ten wszechświat. Czasy były jeszcze niespokojne. Ludzie lizali powojenne rany, a już nowe wiatry historii pustoszyły dotychczasowy porządek w całej krainie, gdzie przyszło mu przyjść na świat. Na szczęście wiały górnolotnie to też omijały rubieże, oszczędzały małych jak on, wszystkich, którzy mieli nowy porządek świata w niepoważaniu i nie dali się sprowokować ułudą szczęśliwości powszechnej, jaka miała być przywiana tymi wiatrami od wschodu. To był jego mały świat. W pamięci zatarły się chwile i obrazy, pozostał sentyment jaki towarzyszy każdej młodości. Gdy nauczyli go pisać założył swój osobisty dziennik podróży przez życie, rodzaj pamiętnika, na kartach którego spisywał swoje spostrzeżenia i przemyślenia, często wklejał wycinki z gazet. Nie wszystkie strony zachowały się. Wydarte kartki skryły na zawsze tajemnice, z których prawdopodobnie po latach nie był zadowolony. Znikły też opisy z wątkami osobistymi zbyt śmiałe w narracji. Czytając strony wydawało się, że naprowadzają na trop, który zaraz potem ginie w grzbiecie wydartej kartki. W tej opowieści autor starał się zrekonstruować te ukryte wątki nie wnikając w szczegóły zapisu tak, aby uszanować decyzję walizkowego pamiętnikarza o ich wymazaniu z pamięci już na zawsze. Dopełnieniem zdarzeń mogą być zachowane w całości listy jakie otrzymywał nasz bohater od poznanych wówczas osób, z którymi nawiązał korespondencję. Ukrył je pod dnem za podszewką starej białej walizki, a potem najwyraźniej o nich zapomniał.