Sekrety alchemii - Maja Iwaszkiewicz

Kup ebooka

39.90 zł
31.92 zł (30,72 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Ru­dolf prze­wró­cił się na lewy bok.

Jak co noc mę­czył go ten sam kosz­mar - jego znie­na­wi­dzony brat Ma­ciej przej­muje tron. Za każ­dym ra­zem sen przy­biera nieco inną formę - Ru­dolf jest przez Ma­cieja pod­stęp­nie truty, du­szony lub wrzu­cany do za­grody z lwami. I cho­ciaż za­wsze oka­zuje się, że był to tylko zły sen, to nie­zmien­nie po­wo­duje u ce­sa­rza przy­spie­szone bi­cie serca i dusz­no­ści, a łzy ci­sną mu się do sta­rych, po­marsz­czo­nych oczu. Taki kosz­mar na długo po­zo­staje w umy­śle Ru­dolfa, a po nie­spo­koj­nej nocy nie daje mu wy­tchnie­nia na­wet za dnia. Z tego po­wodu ce­sarz jest wiecz­nie zmę­czony, a jego umysł i or­ga­nizm nie znaj­dują czasu na re­ge­ne­ra­cję.

A wszystko to z po­wodu prze­po­wiedni.

Ru­dolf przyj­muje prze­po­wied­nie astro­lo­giczne za pew­nik, ich wy­peł­nie­nie się jest dla niego je­dy­nie kwe­stią czasu. Co gor­sza, au­to­rem tej naj­strasz­niej­szej, która za­bu­rza ce­sar­ski sen, jest sam Ty­cho Brahe - na­dworny astro­nom o świa­to­wej re­no­mie. Prze­ka­zał Ru­dol­fowi wy­raź­nie, że straci on ko­ronę na rzecz pra­wo­wi­tego spad­ko­biercy. Gwiazdy nie kła­mią. Te­raz, gdy ce­sarz jest w po­de­szłym wieku i ja­sne stało się, że nie do­czeka się (le­gal­nego) po­tom­stwa, jego spad­ko­bierca, a za­ra­zem naj­więk­szy wróg i sprawca wszyst­kich kosz­ma­rów jest tylko je­den - Ma­ciej.

Ru­dolf znów bu­dzi się ogar­nięty ata­kiem pa­niki. Z tru­dem siada na ce­sar­skim łożu i opiera się o je­dwabną po­duszkę ozdo­bioną przez naj­lep­szych haf­cia­rzy w Eu­ro­pie. Po­kry­wają ją sym­bole i znaki, które miały za­gwa­ran­to­wać ce­sa­rzowi spo­kojne noce, ale naj­wy­raź­niej nie dzia­łają tak, jak po­winny. Ru­dolf po­trze­buje dłuż­szej chwili, żeby uspo­koić od­dech i bi­cie serca. Dziś znów nie bę­dzie miał na nic siły i od­woła wszyst­kie ważne spo­tka­nia. Po­stara się jed­nak wstać i od­pra­wić swoje co­dzienne ry­tu­ały. Wie­rzy bo­wiem, że to one prze­dłu­żają jego ży­wot i choć na chwilę od­ga­niają de­mony ko­tłu­jące się w jego gło­wie od lat.

Wciąż oparty o po­duszkę zerka na bo­gato rzeź­bioną wło­ską skrzy­nię z drewna, sto­jącą obok jego łoża. Na­dal leży na niej otwarta księga - za­pi­sa­nych w niej za­klęć jesz­cze wczo­raj ka­zał swoim pod­wład­nym użyć prze­ciwko wła­snemu bratu. Pi­ca­trix - jedna z naj­star­szych ksiąg ma­gicz­nych w ko­lek­cji Ru­dolfa i z pew­no­ścią naj­cen­niej­sza z nich. Na­wet świa­do­mość, że księga znaj­duje się obok, spra­wia, że ce­sarz czuje w so­bie moc, która tli się gdzieś głę­boko w jego ciele. Po­przed­niego dnia z jed­nym ze swo­ich le­ka­rzy przy­bocz­nych rzu­cał z Pi­ca­trix wy­brane za­klę­cia, które miały spro­wa­dzić na Ma­cieja nie­szczę­ście. Ru­dolf po­przy­siągł so­bie bo­wiem, że do końca swo­ich dni bę­dzie ro­bił wszystko, żeby nie od­dać bratu tronu. Nie mógł po­zwo­lić na to, żeby to Ma­ciej prze­jął dzieło jego ży­cia. Nie­opo­dal skrzyni na pod­łogę spa­dło pa­wie pióro z ostro ściętą koń­cówką. Obok księgi le­żał kunsz­tow­nie zdo­biony dzwo­nek. Oba przed­mioty od­gry­wały ważną rolę we wczo­raj­szym rzu­ca­niu klątw za­pi­sa­nych w ma­gicz­nej księ­dze. Więk­szość kosz­tow­no­ści i cu­dow­no­ści z ko­lek­cji Ru­dolfa znaj­do­wała się w Kunst­ka­me­rze, jed­nak naj­cen­niej­sze rze­czy - te, które da­wały mu siłę do prze­trwa­nia ko­lej­nego dnia - trzy­mał za­wsze przy so­bie.

Wresz­cie wy­grze­bał się spod koł­dry i po­woli zsu­nął na pod­łogę obo­lałe, opuch­nięte nogi. Na­dal nie czuł się do­brze, ale zda­wał so­bie sprawę, że nie ma co li­czyć na do­bre sa­mo­po­czu­cie, kiedy od tylu lat jest się w tak złym sta­nie fi­zycz­nym i psy­chicz­nym jak on. Zresztą nikt tego nie zro­zu­mie. Bo czy ktoś jesz­cze musi się zma­gać z ży­ciem w cie­niu śmier­tel­nej klą­twy? Dzi­siaj Ru­dolf znów stawi czoła ko­lej­nemu dniu z na­dzieją, że nie bę­dzie on jego ostat­nim.

Krzy­wiąc się z bólu, sięga po złoty dzwo­nek i dzwoni po służbę. Na­tych­miast po­ja­wia się dwóch dwo­rzan, któ­rzy chyba przez całą noc mu­sieli czu­wać pod jego drzwiami. Na­leżą oni do nie­wielu osób oglą­da­ją­cych jesz­cze ob­li­cze ce­sa­rza. Ru­dolf od dawna nie przyj­muje bo­wiem po­słów ani in­nych waż­nych go­ści. Nie ma do tego głowy. Czymże są po­li­tyka i sprawy pań­stwowe, gdy jego ży­cie jest za­gro­żone?

Dwo­rza­nie za­czy­nają się zaj­mo­wać to­a­letą ce­sa­rza, tym­cza­sem na­dworny astro­nom Ty­cho Brahe lo­kuje się ze swo­imi in­stru­men­tami astro­no­micz­nymi przy oknie, aby jak co dzień po­sta­wić ce­sa­rzowi ho­ro­skop. Gar­de­ro­biany ubiera Ru­dolfa w bo­gaty czarny strój i sze­roki ka­pe­lusz, pod któ­rego ron­dem mo­nar­cha bę­dzie mógł się scho­wać przed cie­kaw­skimi spoj­rze­niami pod­da­nych. Na ko­niec słu­żący przy­mo­co­wuje ce­sa­rzowi sztuczną brodę: od nie­dawna za­sła­nia nią znie­kształ­ce­nie jego twa­rzy wy­ni­ka­jące ze scho­rze­nia ko­ści - to ko­lejna przy­pa­dłość, z którą się zmaga. Mo­głoby się wy­da­wać, że Ru­dolf ko­lek­cjo­nuje różne do­le­gli­wo­ści tak samo jak dzieła sztuki i rzad­kie przed­mioty.

Kiedy zna już swój ho­ro­skop i jest ubrany, od­pra­wia dwo­rzan. Ostat­nie po­prawki przed opusz­cze­niem kom­naty za­wsze robi sam. Nie chce, żeby kto­kol­wiek wie­dział, gdzie prze­trzy­muje swoje naj­cen­niej­sze ta­li­zmany. Ni­komu nie ufa.

Gdy tylko za­mkną się drzwi, Ru­dolf pod­waża ka­wa­łek mar­mu­ro­wej po­sadzki i z za­głę­bie­nia pod nim wyj­muje ko­rzeń man­dra­gory, do złu­dze­nia przy­po­mi­na­jący ma­łego czło­wieka, oraz szklaną am­pułkę za­wie­szoną na je­dwab­nym czer­wo­nym sznurku. Ko­rzeń chowa do we­wnętrz­nej kie­szeni bro­ka­to­wego du­bletu - za­pewni mu nie­ty­kal­ność. Sznu­rek z am­pułką wy­peł­nioną elik­si­rem ży­cia za­wią­zuje wo­kół szyi i wsuwa pod spodnią ko­szulę - w ra­zie nie­bez­pie­czeń­stwa czy oka­le­cze­nia bę­dzie jego ostat­nią de­ską ra­tunku. Na końcu pa­trzy na swój pa­lec opuch­nięty od cho­roby sta­wów. Wsuwa głę­biej piękny ema­lio­wany pier­ścień z przed­sta­wie­niami dwu­na­stu zna­ków zo­diaku, wy­ko­nany ze stopu sied­miu naj­cen­niej­szych me­tali. Za­da­niem pier­ście­nia jest od­stra­szać złe moce i chro­nić ce­sa­rza przed nie­któ­rymi bó­lami i przy­pa­dło­ściami. Bez swo­ich ta­li­zma­nów Ru­dolf nie prze­kro­czyłby na­wet progu ce­sar­skiej sy­pialni.

- - -

Okul­ty­styczne prze­ko­na­nia i za­in­te­re­so­wa­nia ce­sa­rza rzym­skiego Ru­dolfa II Habs­burga (1552-1612), uka­zane w po­wyż­szej fa­bu­la­ry­zo­wa­nej cha­rak­te­ry­styce, przez dłu­gie lata trak­to­wano w dys­kur­sie na­uko­wym jako ele­ment jego oso­bli­wej ma­nii prze­śla­dow­czej, opę­ta­nia i cho­rób psy­chicz­nych. Tym­cza­sem ezo­te­ryczne pa­sje oraz dzia­ła­nia, któ­rym od­da­wał się i które fi­nan­so­wał Ru­dolf II, oraz zwią­zane z nimi przed­mioty, które z ta­kim upodo­ba­niem ko­lek­cjo­no­wał, były nie­zwy­kle po­pu­larne na nie­mal wszyst­kich zna­czą­cych i wpły­wo­wych dwo­rach eu­ro­pej­skich od wieku XV aż po XVIII. Ze współ­cze­snych ba­dań wy­nika, że nie da się mó­wić o kul­tu­rze, sztuce i hi­sto­rii Eu­ropy no­wo­żyt­nej bez uwzględ­nie­nia kwe­stii al­che­mii i wie­dzy ta­jem­nej. Przed­sta­wione w tej książce opo­wie­ści z róż­nych kra­jów i róż­nych cza­sów, miesz­czące się jed­nak w gra­ni­cach epoki no­wo­żyt­nej i kon­ty­nentu eu­ro­pej­skiego, ukażą, jak po­wszechna była wów­czas al­che­mia i dla­czego nie spo­sób in­ter­pre­to­wać no­wo­żyt­nych wy­two­rów kul­tury i róż­nych wy­da­rzeń hi­sto­rycz­nych bez uwzględ­nie­nia jej wpływu.

Czym jest al­che­mia?

Al­che­mia, od po­czątku swego ist­nie­nia her­me­tyczna i ta­jem­ni­cza, do dzi­siaj po­zo­staje czymś nie­uchwyt­nym i wy­myka się ja­kim­kol­wiek de­fi­ni­cjom. Nic dziw­nego, gdyż do­piero w dru­giej po­ło­wie XX wieku roz­po­częto ba­da­nia aka­de­mic­kie nad ezo­te­ryką. Poza tym w róż­nych epo­kach, a czę­sto na­wet w ob­rę­bie jed­nej epoki, uży­wano słowa "al­che­mia" w od­mien­nych zna­cze­niach. Adepci al­che­mii za­zwy­czaj prak­ty­ko­wali w po­je­dynkę, nie dys­ku­to­wali na te­mat me­tod ani wy­ni­ków swo­ich prac w szer­szym gro­nie, dla­tego każdy z nich mógł two­rzyć spe­cy­ficzne teo­rie i zu­peł­nie inne dzia­ła­nia uzna­wać za al­che­miczne. Po­da­nie jed­nej de­fi­ni­cji al­che­mii jest więc w za­sa­dzie nie­moż­liwe. Za­leż­nie od po­dej­ścia z al­che­mią łą­czyły się zu­peł­nie różne za­ło­że­nia, teo­rie i prak­tyki, od­mien­nie opi­sy­wane w źró­dłach. W związku z tym, za­miast si­lić się na po­da­nie jed­nej kon­kret­nej de­fi­ni­cji, warto przy­wo­łać jak naj­wię­cej ob­sza­rów, które można z al­che­mią bez­po­śred­nio po­wią­zać, gdyż po­zwoli to na jak naj­szer­sze spoj­rze­nie na tę dzie­dzinę.

Pro­blem za­czyna się już przy pró­bie za­kla­sy­fi­ko­wa­nia al­che­mii do ja­kiejś kon­kret­nej ka­te­go­rii. Czy uznać ją za pro­to­naukę, pseu­do­naukę, pa­ra­naukę, a może po pro­stu na­ukę albo ra­czej wie­dzę, po­szu­ki­wa­nie i dą­że­nie do wie­dzy czy też fi­lo­zo­fię przy­rody? Pierw­sze okre­śle­nie od­nosi się oczy­wi­ście do za­ło­że­nia, że al­che­mia to wszel­kie dzia­ła­nia po­prze­dza­jące na­ro­dze­nie się che­mii i pro­wa­dzące do roz­woju tej na­uki, ale ta­kie tłu­ma­cze­nie jest nie­wy­star­cza­jące. Słow­niki i en­cy­klo­pe­die nie po­ma­gają, po­nie­waż można w nich zna­leźć różne wy­ja­śnie­nia tego po­ję­cia. Poza tym słow­ni­kowe de­fi­ni­cje al­che­mii do­ty­czą naj­czę­ściej je­dy­nie sta­ro­żyt­no­ści i śre­dnio­wie­cza, pod­czas gdy cała no­wo­żyt­ność była rów­nie prze­peł­niona al­che­micz­nymi roz­wa­ża­niami i prak­ty­kami, co po­każą ko­lejne roz­działy.

Naj­waż­niej­sze i naj­prost­sze dla okre­śle­nia, czym jest al­che­mia, wy­dają się wspólne cele jej adep­tów. Głów­nym przed­mio­tem sta­rań al­che­mi­ków od sa­mego po­czątku była trans­mu­ta­cja me­tali, czyli prze­miana me­tali nie­szla­chet­nych w szla­chetne, głów­nie w złoto. Wie­rzono, że można to osią­gnąć za po­mocą spe­cjal­nej sub­stan­cji - ka­mie­nia fi­lo­zo­fów. Wielu al­che­mi­ków pra­co­wało także nad wy­na­le­zie­niem uni­wer­sal­nego le­kar­stwa oraz środka prze­dłu­ża­ją­cego ży­cie (który po­noć po­sia­dał Ni­co­las Flam­me­lus - wła­ści­ciel ka­mie­nia fi­lo­zo­fów i ta­jem­ni­czego ma­nu­skryptu, dzięki któ­rym miał żyć od XIV wieku do 1700 roku). Z uwagi na to, że ka­mień fi­lo­zo­fów był ko­nieczny do prze­pro­wa­dze­nia trans­mu­ta­cji me­tali, ale by­wał też utoż­sa­miany z pa­na­ceum i elik­si­rem ży­cia, można uznać, że głów­nym ce­lem wszyst­kich al­che­mi­ków było zna­le­zie­nie bądź stwo­rze­nie owego ka­mie­nia, ale jest to da­leko idące uogól­nie­nie, gdyż by­wali i tacy al­che­micy, któ­rzy wcale go nie po­szu­ki­wali.

To fran­cu­scy en­cy­klo­pe­dy­ści, pi­sząc de­fi­ni­cję al­che­mii, utrwa­lili po­gląd, iż była ona przede wszyst­kim po­szu­ki­wa­niem ka­mie­nia fi­lo­zo­fów. Tym­cza­sem w pew­nych al­che­micz­nych tek­stach no­wo­żyt­nych w ogóle nie ma mowy o jego wy­ko­rzy­sty­wa­niu. Nie­któ­rzy al­che­micy dą­żyli je­dy­nie do osią­gnię­cia czy­sto­ści i bo­skiego po­zna­nia.

No­wo­żytni adepci pra­gnęli przede wszyst­kim zro­zu­mieć przy­rodę i po­znać za­cho­dzące w niej nie­wi­doczne pro­cesy. Chcieli udo­sko­na­lić je tak, aby coś, co zaj­muje na­tu­rze bar­dzo dużo czasu, mo­gli sa­mo­dziel­nie zro­bić znacz­nie szyb­ciej i le­piej w la­bo­ra­to­rium. Wła­śnie na tym ma­rze­niu o prze­ści­gnię­ciu na­tury oparte były próby stwo­rze­nia złota, które w przy­ro­dzie po­wstaje wolno, a przez al­che­mi­ków miało być two­rzone w mgnie­niu oka. To jed­nak nie wszystko.

Chciano po­znać też bu­dowę i ży­ciową ener­gię or­ga­ni­zmów, zro­zu­mieć ich dzia­ła­nie oraz to, jak po­szcze­gólne ele­menty na­tury na sie­bie od­dzia­łują. Prze­ja­wów ży­cio­wej ener­gii do­pa­try­wano się nie tylko w lu­dziach, zwie­rzę­tach i ro­śli­nach, ale także w mi­ne­ra­łach i me­ta­lach. Zro­zu­mie­nie funk­cjo­no­wa­nia przy­rody miało przy­nieść al­che­mi­kom moż­li­wość prze­ło­że­nia tych zja­wisk na dzia­ła­nia w la­bo­ra­to­rium i wy­ko­rzy­sta­nia ich do swo­ich ce­lów - two­rze­nia no­wych rze­czy i in­ge­ro­wa­nia w dzia­ła­nie wszech­świata. Ze względu na przy­ję­cie wie­dzy o świe­cie przy­rody za pod­stawę al­che­mii czę­sto na­zy­wano ją "fi­lo­zo­fią przy­rody". Na­turę al­che­micy nie­raz trak­to­wali jako coś bo­skiego, a słowa ją okre­śla­jące za­pi­sy­wali wielką li­terą. Nie­rzadko w tek­stach al­che­micz­nych można też zna­leźć in­wo­ka­cje do na­tury.

Al­che­mię można po­dzie­lić na teo­re­tyczną i prak­tyczną. Tę drugą na­zy­wano nie­kiedy "sztuką kró­lew­ską", ars re­gia (szcze­gól­nie w przy­padku po­łą­cze­nia al­che­mii z wol­no­mu­lar­stwem). W ra­mach al­che­mii teo­re­tycz­nej zgłę­biano wie­dzę, two­rzono ko­lejne za­wiłe i enig­ma­tyczne pi­sma z prze­pi­sami na osią­gnię­cie ta­jem­nych ce­lów, a póź­niej prze­kła­dano to na dzia­ła­nia prak­tyczne w la­bo­ra­to­riach. Od sa­mego po­czątku kształ­to­wa­nia się al­che­mii prze­pro­wa­dzano różne do­świad­cze­nia z ogniem - me­tale i inne sub­stan­cje ogrze­wano w ty­glach i ob­ser­wo­wano za­cho­dzące dzięki temu zmiany (barw, sta­nów sku­pie­nia itd.), które po­zwo­liły lu­dziom wie­rzyć, że przy wy­ko­rzy­sta­niu czte­rech ży­wio­łów (wody, ognia, po­wie­trza i ziemi) można zmu­sić przy­rodę do na­głych prze­mian. Al­che­miczne teo­rie i prak­tyki za­kła­dały moż­li­wość re­al­nego wpływu czło­wieka na ele­menty wszech­świata oraz jego dzia­ła­nie. Re­zul­taty, cele, a przede wszyst­kim tech­niki ta­kich eks­pe­ry­men­tów były za­zwy­czaj pil­nie strze­żone i znane tylko wta­jem­ni­czo­nym. Za­cho­wa­niu ta­jem­nicy słu­żył mię­dzy in­nymi her­me­tyczny ję­zyk, pe­łen sym­boli, ale­go­rii i me­ta­for.

Ła­two po­gu­bić się rów­nież w po­ję­ciach bez­po­śred­nio zwią­za­nych z al­che­mią i nie­kiedy uży­wa­nych jako jej sy­no­nim. Są to mię­dzy in­nymi słowa: "okul­tyzm", "her­me­tyzm", "ezo­te­ryka" i "ka­bała". Wszyst­kie one do­ty­czą fi­lo­zo­fii trans­cen­dent­nej i mi­stycz­nej - zwią­za­nej z do­świad­cze­niami po­za­zmy­sło­wymi. Na­ro­dziny al­che­mii i jej naj­waż­niej­szych teo­rii łą­czy się z po­wsta­niem tek­stów her­me­tycz­nych, któ­rych au­tor­stwo przy­pi­suje się mi­tycz­nemu Her­me­sowi Tri­sme­gi­sto­sowi. Są to pi­sma o cha­rak­te­rze fi­lo­zo­ficzno-re­li­gij­nym, astro­lo­gicz­nym, al­che­micz­nym i ma­gicz­nym. Tak na­prawdę tylko te pierw­sze po­winny być kla­sy­fi­ko­wane jako "her­me­tyczne", jed­nak w li­te­ra­tu­rze te po­ję­cia czę­sto się mie­szają. Her­me­tyzm za­kła­dał od­kry­wa­nie ta­jem­nic świata i kon­tem­plo­wa­nie ko­smosu w celu zbli­że­nia się do po­zna­nia istoty bo­skiej. Można się cza­sem spo­tkać z okre­śle­niem "al­che­mia uczona" - mowa wtedy o al­che­mii ści­śle opar­tej na jej ka­no­nicz­nych księ­gach. Ka­bała jest z ko­lei mi­stycz­nym nur­tem wy­kształ­co­nym w kul­tu­rze ju­da­istycz­nej, wie­dzą ta­jemną wy­wo­dzącą się z tra­dy­cji re­li­gij­nej. Wszyst­kie te ter­miny miesz­czą się na­to­miast w gru­pie po­ję­cio­wej zwią­za­nej z okre­śle­niem "ezo­te­ryka", łą­czo­nym sy­no­ni­micz­nie z dzie­więt­na­sto­wiecz­nym sło­wem "okul­tyzm". Nie­któ­rzy łą­czą ezo­te­rykę z teo­rią, a okul­tyzm z prak­tyką.

Nie bójmy się okre­śle­nia "okul­tyzm". Po­cho­dzi ono od ła­ciń­skiego oc­cu­lere, czyli "skry­wać", i jest sy­no­ni­mem wie­dzy ta­jem­nej i nauk ta­jem­nych. Za­kłada moż­li­wość po­zna­nia i opa­no­wa­nia rze­czy ukry­tych dla zmy­słów, ist­nie­nie po­ten­cjal­no­ści, mocy i sił spoza ra­cjo­nal­nego świata i re­al­nych do­świad­czeń, a także wszel­kich za­leż­no­ści i związ­ków mię­dzy wszyst­kimi ele­men­tami wszech­świata. Okul­ty­stycz­nymi można więc na­zwać za­równo zja­wi­ska ze świata du­cho­wego, jak i te wy­stę­pu­jące w ko­smo­sie czy we­wnątrz na­szych ciał, a mó­wiąc naj­pro­ściej: te, które są nie­wi­doczne dla ludz­kiego oka.

Do nauk ta­jem­nych oprócz al­che­mii za­li­czano także astro­lo­gię, ma­gię oraz wróż­biar­stwo, któ­rego tech­niki sto­so­wane w epoce no­wo­żyt­nej to mię­dzy in­nymi chi­ro­man­cja (wró­że­nie z dłoni), geo­man­cja (wró­że­nie z roz­sy­pa­nej ziemi, ka­mieni, pa­ty­ków), kry­sta­lo­man­cja (wró­że­nie z krysz­ta­łów, na przy­kład krysz­ta­ło­wej kuli), ka­top­tro­man­cja (wró­że­nie z lu­ster) i ne­kro­man­cja (zwana też psy­cho­man­cją, czyli wró­że­nie za po­mocą wy­wo­ły­wa­nia du­chów).

Wszyst­kie wy­mie­nione teo­rie i prak­tyki można wy­wo­dzić od pier­wot­nej ma­gii (ma­gii bia­łej, ma­gii na­tu­ra­lis) i sta­ro­żyt­nej gnozy (gr. gno­sis - wie­dza, po­zna­nie) - wie­dzy wy­ni­ka­ją­cej z do­świad­czeń po­za­zmy­sło­wych opar­tej na in­tu­icji, kon­tem­pla­cji i dą­że­niu do po­zna­nia bo­sko­ści, a nie na­uce. Bo­skość jest zresztą w al­che­mii nie­zwy­kle ważna. Ma­gię na­tu­ralną uwa­żano za umie­jęt­ność czy wie­dzę daną czło­wie­kowi z bo­skiej in­spi­ra­cji i czę­sto ma­jącą pro­wa­dzić adepta do Boga. Więk­szość no­wo­żyt­nych al­che­mi­ków to lu­dzie głę­boko wie­rzący, któ­rzy są­dzili, że je­żeli chcą po­znać Boga, mu­szą wpierw do­kład­nie po­znać wszystko, co zo­stało przez niego stwo­rzone. Wni­kliwa ob­ser­wa­cja na­tury miała też za sprawą przy­zwo­le­nia Boga dać szansę czło­wie­kowi na osią­gnię­cie bo­skiej spraw­czo­ści - mocy wpły­wa­nia na świat i two­rze­nia no­wych rze­czy.

Al­che­mię wią­zano z na­uką, fi­lo­zo­fią przy­rody, re­li­gią, ma­gią, ale także z me­dy­cyną. W XVI wieku za sprawą Pa­ra­cel­susa wy­od­ręb­niła się na­wet ga­łąź al­che­mii zwana ja­tro­che­mią, któ­rej główny cel sta­no­wiło wy­twa­rza­nie le­ków. Ważną rolę od­gry­wała przy tym wszyst­kim astro­lo­gia. Wi­dziano po­łą­cze­nia mię­dzy czło­wie­kiem, czyli mi­kro­ko­smo­sem, a wszech­świa­tem, czyli ma­kro­ko­smo­sem. Wie­rzono, że gwiazdy i ich uło­że­nie mają wpływ na sa­mo­po­czu­cie czło­wieka i na jego losy. Ob­ser­wo­wano więc układ gwiazd i spo­rzą­dzano ho­ro­skopy oraz ta­blice me­dyczne, na któ­rych znaki zo­diaku i pla­nety przy­pi­sane były okre­ślo­nym czę­ściom ludz­kiego ciała i od­po­wia­dały za ich funk­cjo­no­wa­nie. Astro­lo­gia była rów­nie ważna przy in­nych al­che­micz­nych dzia­ła­niach, na przy­kład w pro­ce­sie trans­mu­ta­cji me­tali, po­nie­waż układ ciał nie­bie­skich de­cy­do­wał, kiedy po­winno się roz­po­cząć prace.

Ba­da­cze Wolf-Die­ter Mül­ler-Jahncke i Ju­lian Pau­lus upo­rząd­ko­wali nieco kwe­stię de­fi­nio­wa­nia al­che­mii, wy­róż­nia­jąc cztery jej typy: al­che­mia trans­mu­ta­to­ria, czyli ta naj­pow­szech­niej ko­ja­rzona, zaj­mu­jąca się trans­mu­ta­cją me­tali, al­che­mia tech­nica, czyli prze­różne prak­tyki i in­struk­cje tech­no­lo­giczne, al­che­mia me­dica, czyli wy­twa­rza­nie elik­si­rów i le­ków, oraz al­che­mia my­stica - dą­że­nie do po­zna­nia Boga po­przez po­zna­wa­nie jego dzieła.

Kilka słów o hi­sto­rii al­che­mii

Ce­lem tej książki nie jest przed­sta­wia­nie za­wi­łej hi­sto­rii al­che­mii, która zo­stała już wie­lo­krot­nie wni­kli­wie opi­sana przez in­nych au­to­rów, ale opi­sa­nie tylko kilku naj­cie­kaw­szych przy­kła­dów z epoki no­wo­żyt­nej. Dla przy­zwo­ito­ści przy­to­czę jed­nak bar­dzo skró­coną wer­sję po­cząt­ków nauk ta­jem­nych i ich roz­woju w Eu­ro­pie. Tych, któ­rzy chcie­liby prze­czy­tać wię­cej o hi­sto­rii al­che­mii, od­sy­łam do po­zy­cji wy­mie­nio­nych w bi­blio­gra­fii. Ja sku­pię się je­dy­nie na okre­sie trwa­ją­cym od re­ne­sansu po oświe­ce­nie.

Po­cząt­ków wszyst­kich prak­tyk ezo­te­rycz­nych można upa­try­wać w pier­wot­nej ma­gii wy­stę­pu­ją­cej wśród lu­dów pre­hi­sto­rycz­nych. Mi­styczne wie­rze­nia i prak­tyki miały silny zwią­zek z do­świad­cze­niami oko­ło­re­li­gij­nymi oraz z po­strze­ga­niem przy­rody - ob­ser­wa­cją i próbą zro­zu­mie­nia za­cho­dzą­cych w niej prze­mian, kie­ru­ją­cych nią sił i miej­sca czło­wieka w świe­cie na­tury. W sta­ro­żyt­no­ści naj­więk­sze ośrodki roz­woju wie­dzy ta­jem­nej były zlo­ka­li­zo­wane na te­ry­to­riach naj­bar­dziej roz­wi­nię­tych cy­wi­li­za­cji Eu­ropy. Mie­szały się tam wpływy ma­gii egip­skiej, per­skiej i azja­tyc­kiej.

We­dług naj­więk­szej liczby źró­deł al­che­mia na­ro­dziła się w sta­ro­żyt­nym Egip­cie za sprawą ka­pła­nów prze­pro­wa­dza­ją­cych ta­jem­ni­cze do­świad­cze­nia w za­ci­szu świą­tyń. Z tego po­wodu można się spo­tkać z wcze­snym okre­śle­niem al­che­mii jako ars sa­cra, czyli świę­tej sztuki. Naj­waż­niej­sze dla al­che­mii pi­sma her­me­tyczne przy­pi­sy­wane są Her­me­sowi Tri­sme­gi­sto­sowi (Her­me­sowi Trzy­kroć Wiel­kiemu) i po­wstały wła­śnie tam, w Alek­san­drii, około II-III wieku na­szej ery. Her­mes Tri­sme­gi­stos to mi­tyczne bó­stwo uwa­żane za twórcę al­che­mii. Wy­wo­dzi się z re­li­gii hel­le­ni­stycz­nej łą­czą­cej wpływy egip­skie z grec­kimi, w któ­rej grec­kiego boga Her­mesa utoż­sa­miano z egip­skim bo­giem Tho­tem. Do Eu­ropy tek­sty ma­giczne i her­me­tyczne oraz prak­tyki em­pi­ryczne do­tarły w du­żej mie­rze w cza­sach pod­bo­jów Alek­san­dra Wiel­kiego.

Sta­ro­żytna Gre­cja była pełna wiary w to, co nie­wi­doczne. Wy­star­czy przy­wo­łać mi­ste­ria do­stępne tylko dla wta­jem­ni­czo­nych i po­wszechną uf­ność w słowa wy­roczni. Fi­lo­zo­fia rzym­ska rów­nież była głę­boko prze­siąk­nięta mi­sty­cy­zmem. Pi­sząc o sta­ro­żyt­nej ma­gii, mam na my­śli tylko ma­gię na­tu­ralną, gdyż tą de­mo­niczną, na­zy­waną czar­no­księ­stwem, prze­wi­du­jącą kon­takty z du­chami i so­ju­sze z de­mo­nami, już w an­tycz­nej Eu­ro­pie po­gar­dzano i za­bra­niano jej upra­wia­nia. Wie­dza ta­jemna łą­cząca al­che­mię i astro­lo­gię zmie­szana z ka­bałą roz­prze­strze­niła się w naj­bar­dziej zna­czą­cym stop­niu na na­szym kon­ty­nen­cie w śre­dnio­wie­czu, po opa­no­wa­niu czę­ści Hisz­pa­nii przez Ara­bów w VIII wieku, po tym jak w VII wieku pod­bili oni Egipt wraz z Alek­san­drią.

W śre­dnio­wie­czu al­che­micy na­zy­wali sie­bie za­zwy­czaj fi­lo­zo­fami przy­rody, al­che­mią zaś pa­rali się lu­dzie tak wy­bitni jak an­giel­ski uczony Ro­ger Ba­con, uwa­żany za tego, który po­ło­żył pod­wa­liny pod no­wo­żytną na­ukę em­pi­ryczną. W tej epoce po­wstał też ofi­cjalny i su­rowy po­dział na ma­gię na­tu­ralną upra­wianą przez fi­lo­zo­fów i czarną ma­gię, którą zaj­mo­wali się czar­no­księż­nicy i cza­row­nice. Od XII wieku za­częto sta­now­czo i okrut­nie ka­rać uży­wa­nie czar­nej ma­gii, co do­pro­wa­dziło do słyn­nych po­lo­wań na cza­row­nice i pro­ce­sów o czary, naj­licz­niej­szych w XV wieku. Na­to­miast ma­gią na­tu­ralną czy też ma­gią białą zaj­mo­wali się na­wet przed­sta­wi­ciele Ko­ścioła ka­to­lic­kiego, na przy­kład nie­któ­rzy fran­cisz­ka­nie. Są­dzono, że po­cho­dzi ona z bo­skiej in­spi­ra­cji i jest zwią­zana ze świa­tem przy­rody. Zwo­len­nicy i prak­tycy ma­gii na­tu­ral­nej wy­cho­dzili z za­ło­że­nia, że nie za­wsze po­tra­fimy do­strze­gać wszyst­kie związki przy­czy­nowo-skut­kowe, choć są one moż­liwe do po­zna­nia, a wie­dza o nich może zo­stać wy­ko­rzy­stana przez czło­wieka. Jako że al­che­mia łą­czy się głów­nie z ma­gią na­tu­ralną, nie pi­szę w tej książce o cza­row­ni­cach ani o czar­no­księż­ni­kach, choć sama myśl o ich po­wszech­no­ści może po­móc w zo­bra­zo­wa­niu so­bie ma­gicz­nego kli­matu, który kształ­to­wał się na prze­ło­mie śre­dnio­wie­cza i re­ne­sansu.

Śre­dnio­wieczni al­che­micy zaj­mo­wali się wie­loma za­gad­nie­niami, które dziś na­zwa­li­by­śmy pro­ce­sami che­micz­nymi. Dzięki nim ro­sła po­pu­lar­ność ba­dań em­pi­rycz­nych i do­świad­czeń jako me­tody na­uko­wej. Adepci al­che­mii trud­nili się wie­loma dzia­ła­niami prak­tycz­nymi: wy­ro­bem sztucz­nych ka­mieni szla­chet­nych, de­sty­lo­wa­niem wód za­pa­cho­wych i pro­duk­cją pro­chu strzel­ni­czego. Naj­waż­niej­sze po­szu­ki­wa­nia sku­pione były jed­nak poza świa­tem zwy­kłych che­micz­nych do­świad­czeń i po­zna­wa­niem uchwyt­nej rze­czy­wi­sto­ści, stąd drugi, bar­dzo ważny, mi­styczny kom­po­nent al­che­mii, który łą­czył ją ze sferą ma­gii.

Re­ne­sans al­che­mii w Eu­ro­pie

Wraz z na­sta­niem re­ne­sansu prze­no­simy się wresz­cie do epoki, która bę­dzie wy­zna­czała gra­nice cza­sowe dla opo­wie­ści znaj­du­ją­cych się w tej książce. Dla­czego wła­śnie no­wo­żyt­ność? Wy­daje się, że al­che­mia sta­ro­żytna i al­che­mia śre­dnio­wieczna są bar­dziej znane niż ta prak­ty­ko­wana w wie­kach póź­niej­szych, szcze­gól­nie tych uzna­wa­nych za "wieki ro­zumu". Trzeba przy­znać, że przy­wo­łany na po­czątku Ru­dolf II jest naj­lep­szym przed­sta­wi­cie­lem, a może wręcz am­ba­sa­do­rem no­wo­żyt­nych al­che­micz­nych po­szu­ki­wań i prak­tyk, ze względu na skalę jego przed­się­wzięć. Losy Ru­dolfa II są pew­nie znane w ogól­nych za­ry­sach, ale czy po­wszech­nie wia­domo, że nie był on wcale od­osob­nio­nym przy­pad­kiem? Roz­działy tej książki przy­bliżą kilka hi­sto­rii z róż­nych kra­jów i udo­wod­nią, że al­che­mia była na no­wo­żyt­nych eu­ro­pej­skich dwo­rach na­wet nie czę­sta, a po pro­stu wszech­obecna, choć na lek­cjach hi­sto­rii w szkole ra­czej się o tym nie uczy.

Re­ne­sans sta­ro­żyt­nych prak­tyk ezo­te­rycz­nych na­stę­po­wał rów­no­le­gle z od­ra­dza­niem się sztuki i na­uki oraz bez­po­śred­nio się z nimi wią­zał i prze­ni­kał. Wszyst­kie te spe­cjal­no­ści były zresztą fi­nan­so­wane przez tych sa­mych moż­nych, a ich gu­sta wpły­wały na to, co po­wsta­wało w krę­gach ich me­ce­natu. Pod­czas gdy o re­ne­san­sie sztuki i na­uki, a na­wet ich fun­da­to­rach pi­sze się i mówi w róż­nych źró­dłach dużo, kwe­stię no­wo­żyt­nej al­che­mii pra­wie za­wsze się po­mija. Tym­cza­sem bez po­sia­da­nia wie­dzy na ten te­mat nie jest moż­liwe pełne po­zna­nie i zro­zu­mie­nie kul­tury no­wo­żyt­nej Eu­ropy.

Od­ro­dze­nie al­che­mii na­stą­piło w XV wieku i trwało aż po wiek XVII, kiedy to za­częła wy­od­ręb­niać się che­mia, co wpły­nęło na spa­dek po­pu­lar­no­ści al­che­mii i po­szu­ki­wań ezo­te­rycz­nych, cho­ciaż w nie­któ­rych kra­jach cie­szyły się du­żym po­wo­dze­niem jesz­cze w XVIII wieku. Re­ne­sans prak­tyk her­me­tycz­nych wiąże się z wy­da­niem tłu­ma­cze­nia dzieła Cor­pus Her­me­ti­cum, na które skła­dały się pi­sma Her­mesa Tri­sme­gi­stosa, uwa­żane za pod­stawę al­che­mii. Prze­kładu na zle­ce­nie wiel­kiego me­ce­nasa eu­ro­pej­skiego, Ko­smy Me­dy­ce­usza, do­ko­nał Mar­si­lio Fi­cino po po­ło­wie XV wieku we Flo­ren­cji, a więc w miej­scu jed­no­znacz­nie ko­ja­rzą­cym się z eu­ro­pej­skim re­ne­san­sem.

Jak to się jed­nak stało, że ezo­te­ryczne po­szu­ki­wa­nia zy­skały tak dużą po­pu­lar­ność i trwale za­do­mo­wiły się na eu­ro­pej­skich dwo­rach? Pierw­szą przy­czyną był prze­klęty głód złota - auri sa­cra fa­mes. Władcy chcieli za wszelką cenę po­mno­żyć swoje bo­gac­twa, dla­tego ma­rzyło im się zna­le­zie­nie spo­sobu na two­rze­nie złota. Czło­wiek, któ­remu by się to udało, oprócz do­statku za­pew­niłby so­bie rów­nież pre­stiż i wieczną sławę. Nie tylko po­żą­da­nie złota mo­ty­wo­wało al­che­mi­ków oraz ich me­ce­na­sów. Po­szu­ki­wano rów­nież elik­siru nie­śmier­tel­no­ści i pa­na­ceum. Po­nadto al­che­mia da­wała do­stęp do nie­prze­nik­nio­nego do­tąd świata wie­dzy, który fa­scy­no­wał wtedy wszyst­kich na równi z eg­zo­tycz­nymi oka­zami, gro­ma­dzo­nymi w pa­ła­co­wych ko­lek­cjach. Chciano jak naj­wię­cej po­sia­dać i jak naj­wię­cej wie­dzieć. W końcu, jak po­wie­dział Fran­cis Ba­con: "Wie­dza to wła­dza".

Kró­lo­wie i ce­sa­rze no­wo­żyt­nej Eu­ropy go­towi byli prze­zna­czyć znaczne sumy, czas i po­kłady ener­gii, aby osią­gnąć wy­żej wy­mie­nione cele. Go­rączka złota nie omi­nęła i pol­skich dwo­rów. Al­che­mi­ków za­trud­niali mię­dzy in­nymi Zyg­munt Au­gust, Ste­fan Ba­tory i Au­gust II Mocny.

Wielu po­szu­ki­wa­czy me­tody stwa­rza­nia złota oka­zało się zwy­kłymi oszu­stami, ale byli wśród nich rów­nież na­prawdę zna­ko­mici na­ukowcy. Ważne jest zro­zu­mie­nie, że by­cie al­che­mi­kiem nie ozna­czało wy­łącz­nie zaj­mo­wa­nia się ma­gią i dą­że­nia do stwo­rze­nia bo­gactw. Cel sta­no­wiło przede wszyst­kim zdo­by­cie ca­łej wie­dzy, po­zna­nie wszyst­kich prawd i mocy przy­rody. Al­che­mik był zwy­kle po pro­stu świet­nie wy­kształ­co­nym eru­dytą.

Dzięki eks­pe­ry­men­tom al­che­micz­nym od­kryto wiele pier­wiast­ków i praw rzą­dzą­cych świa­tem na­tury oraz zmo­dy­fi­ko­wano tech­niki prze­pro­wa­dza­nia ba­dań la­bo­ra­to­ryj­nych, co przy­czy­niło się do roz­woju che­mii i in­nych nauk em­pi­rycz­nych. Al­che­mia, oprócz tego, że jest in­te­re­su­ją­cym te­ma­tem, była rów­nież waż­nym zja­wi­skiem dla hi­sto­rii kul­tury i na­uki, a jej roz­wój od XV do XVII wieku istot­nie na nie wpły­nął. Znaczna więk­szość za­cho­wa­nych i zna­nych nam tek­stów al­che­micz­nych po­cho­dzi wła­śnie z tych cza­sów.

Od­kry­wa­nie no­wo­żyt­nej hi­sto­rii al­che­mii bywa za­ska­ku­jące. Nie­zwy­kła oka­zuje się skala zja­wi­ska, ja­kim jest po­wszechna po­pu­lar­ność wie­dzy ta­jem­nej w no­wo­żyt­no­ści. Za­dzi­wia rów­nież ogromne za­an­ga­żo­wa­nie w al­che­mię lu­dzi zaj­mu­ją­cych się na­uką, czy też grup sil­nie zwią­za­nych z re­li­gią rzym­sko­ka­to­licką. Po­sta­no­wi­łam przed­sta­wić wszyst­kie opi­sane we wstę­pie kwe­stie na przy­kła­dzie kilku wy­bra­nych hi­sto­rii dzie­ją­cych się na zna­nych eu­ro­pej­skich dwo­rach w epoce no­wo­żyt­nej. Wy­daje się, że wy­nie­śli­śmy ze szkoły pod­sta­wową wie­dzę na te­mat tych lu­dzi i dwo­rów. O ileż cie­kaw­sze by­łyby tamte szkolne lek­cje, gdy­by­śmy po­znali na nich także kwe­stie z za­kresu al­che­mii i wie­dzy ta­jem­nej, które są nie­ro­ze­rwal­nie po­łą­czone z głów­nym bie­giem hi­sto­rii oraz toż­sa­mo­ścią opi­sy­wa­nych wład­ców. To wła­śnie rzą­dzący mieli wtedy znaczny wpływ na ro­dzące się trendy w sztuce, na­uce i in­nych dzie­dzi­nach. Je­śli więc nie po­znamy do­brze ich za­in­te­re­so­wań i upodo­bań, rów­nież tych ezo­te­rycz­nych, czy bę­dziemy mo­gli w pełni po­znać i zro­zu­mieć two­rzącą się wtedy kul­turę? Mam na­dzieję, że po lek­tu­rze tej książki oczy­wi­ste sta­nie się, że jest to py­ta­nie re­to­ryczne.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki