Sekret Wilhelma Storitza (wg rękopisu) - Juliusz Verne

Kup ebooka

15.60 zł
12.95 zł (12,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

 

Powieść Sekret Wilhelma Storitza jest drugą pozycją z minicyklu utworów Juliusza Verne'a przetłumaczonych na podstawie jego rękopisów. Została już wydana Latarnia na Krańcu Świata, a będą do niego należeć także: W Magellanii, Bolid, Piękny żółty Dunaj oraz Wulkan złota. Polscy czytelnicy zna­ją wszystkie te powieści, ale w wersji przerobionej przez Mi­chela Verne'a, syna pisarza, który wydał je już po śmierci ojca (pod jego nazwiskiem). W naszym kraju ukazały się pod następującymi tytułami: Tajemnica Wilhelma Storitza (Sekret Wilhelma Storitza); Ojczyzna Rozbitków (Rozbitki), choć poprawny tytuł brzmi: Rozbitkowie z "Jonathana"; Łowcy meteorów (W pogoni za meteorem, Pogoń), choć poprawny tytuł brzmi: Polowanie na meteor; Pilot dunajskich szlaków (Tajemniczy rybak, Tajemniczy pilot), poprawny tytuł: Dunajski pilot; Wulkan złota (Skarby wulkanu, Złoty wulkan). Jeśli chodzi o ten ostatni utwór, to w roku 1996 ukazała się jego ory­ginalna wersja (z rękopisu), zatytułowana Złoty wulkan, wydana przez Wydawnictwo Da Capo.

Michel Verne w różnym stopniu przetwarzał treść rękopisów, ale na ogół są to ingerencje dość poważne, zupełnie lub mocno zmieniające wymowę utworu, jak w Wulkanie złota, czy Rozbitkach z "Jonathana". Zmiany były wielorakiego ro­dzaju i polegały na przykład na: usuwaniu całych akapitów czy pojedynczych zdań, dodawaniu fragmentów napisanych przez siebie, wprowadzaniu lub usuwaniu bohaterów powieści, zmianie nazw geograficznych, nazwisk i imion, różnego rodzaju miar, miejsca i czasu akcji, dni, miesięcy i lat.

Czytelnicy będą mogli teraz zapoznać się z oryginalnymi tekstami, takimi, jakie stworzył je nasz ulubiony pisarz, dzię­ki temu, że w 1986 roku miasto Nantes za kwotę sześciu mi­lionów franków odkupiło od spadkobierców Julka rękopisy, spoczywające do tamtego czasu w rodzinnym sejfie.

Najważniejszą zmianą, jaką w Sekrecie Wilhelma Storitza wprowadził Michel Verne (pod wpływem wydawcy Hetzela - syna), było przeniesienie akcji z XIX do XVIII wieku. Wydawca uważał, że wydarzenia z pogranicza bajki i fantazji zupełnie nie pasują do realiów XIX wieku, wieku pary i elektryczności, jak określa się często tamtą epokę. Takie działanie oczywiście pociągnęło za sobą wiele zmian dotyczących prze­mieszczania się bohaterów, realiów życia publicznego i rodzinnego, zachowań bohaterów, odniesień do sytuacji politycznej (np. u Juliusza Verne'a wyraźnie jest zaznaczony akcent antyniemiecki). Zupełnej zmianie uległo także zakończenie powieści, jakie w swojej wersji przedstawił Michel Verne.

Ze względu na swój charakter i opisane wydarzenia można ten utwór zaliczyć, podobnie jak Zamek w Karpatach, do szeroko pojętej literatury fantasy.

Utwór został napisany w 1898 roku, po raz pierwszy wy­dany w roku 1985 przez francuskie Towarzystwo Juliusza Verne'a, a później, w roku 1999, przez wydawnictwo Stanké w Kanadzie. Nigdy nie był wydany z ilustracjami, jednak w wydaniu "Biblioteki Andrzeja" znalazły się ilustracje czarno-białe i w kolorze wykonane przez Damiana Christa.

 

Życzę przyjemnej lektury

Andrzej Zydorczak

Rozdział I

 

...I przybądź tutaj możliwie jak najszybciej, mój drogi Henry. Oczekuję Cię z wielką niecierpliwością. Poza tym kraina ta jest wspaniała, a inżynier znajdzie dużo rzeczy do oglądania w przemysłowym regionie Dolnych Węgier. Nie pożałujesz swojej podróży.

Twój z całego serca

Marc Vidal

 

Na pewno nie żałuję mojej wizyty, ale czy naprawdę powinienem o niej opowiadać? Czy nie jest to jedna z tych rzeczy, o których lepiej wcale nie mówić, a poza tym - kto da wiarę tej niewiarygodnej historii...?

Przyszło mi na myśl, że Prusak z Königsbergu1, Wilhelm Hoffmann2, autor Obmurowanych drzwi, Króla Trabacchio, Łańcucha przeznaczenia, Zagubionego refleksu nie śmiałby opublikować tej opowieści, a nawet sam Edgar Poe3 nie ośmieliłby się jej załączyć do zbioru swoich Opowieści nadzwyczajnych!

Mój brat Marc, mający w owym czasie dwadzieścia osiem lat, już odnosił wielkie sukcesy na salonach jako malarz portrecista. Sprawiedliwie przyznano mu złoty medal i rozetę Oficera Legii Honorowej4. Należał do najlepszych portrecistów swoich czasów i Bonnat5 mógł być dumny z tego, że zaliczał się do jego uczniów.

Łączyły nas najczulsze, najgłębsze uczucia. Ja darzyłem go miłością trochę ojcowską, gdyż byłem od niego starszy o pięć lat. Kiedy byliśmy jeszcze mali, straciliśmy ojca oraz matkę i to ja, starszy brat, musiałem się zająć edukacją Marca. Ponieważ wykazywał zadziwiający talent malarski, skierowałem go ku tej karierze, w której czekały go tak znaczne i tak zasłużone sukcesy.

Lecz oto Marc był w przededniu pojawienia się na tej jedynej drodze, na której człowiek czasami ryzykuje "ugrzęźnięciem", by użyć wyrażenia wziętego z nowoczesnej technologii. W końcu dlaczego ktoś miałby się temu dziwić, skoro taka metafora wyszła spod pióra inżyniera pracującego dla Kompanii Północnej6?

Rzeczywiście, chodziło o małżeństwo. Już od jakiegoś czasu Marc przebywał w Ragz7, znaczącym mieście południowych Węgier. Wiele tygodni spędzonych w Budapeszcie, stolicy, gdzie wykonał pewną liczbę bardzo udanych portretów, szczodrze opłaconych, pozwoliło mu docenić przyjęcie, z jakim spotykają się na Węgrzech artyści, zwłaszcza francuscy, których Węgrzy traktują jak braci. Po zakończeniu swego pobytu, zamiast pojechać linią kolejową z Pesztu8 do Segedynu9, która ma odgałęzienie łączące ją z Ragz, spłynął Dunajem do tego ważnego miasta komitatu10.

Wśród najważniejszych i najznamienitszych rodzin miasta wymieniano rodzinę doktora Rodericha, jednego z najbardziej renomowanych lekarzy w całych Węgrzech. Dziedzic znacznej fortuny, powiększył ją niebagatelnie dzięki uprawianiu swej profesji. Każdego roku poświęcał miesiąc na podróże do Francji, Włoch i Niemiec. Bogaci pacjenci z niecierpliwością oczekiwali na jego powrót, podobnie jak biedni, ponieważ nigdy nie odmawiał im pomocy, a jego miłosierdzie nie gardziło najuboższymi, co przysparzało mu u wszystkich szacunku.

Rodzina Roderichów składała się z doktora, jego żony, syna, kapitana Haralana, i córki Myry. Marc, odwiedzając ten gościnny dom, nie mógł pozostawać obojętny na wdzięk, uprzejmość oraz urok tej młodej panienki i to prawdopodobnie było przyczyną, dla której przedłużał swój pobyt w Ragz. Krótko mówiąc, jeżeli jemu spodobała się Myra Roderich, to nie będzie zbytnią przesadą powiedzieć, że i on podobał się Myrze Roderich. Należy zgodzić się ze mną, że na to zasługiwał! Tak! Był takim dzielnym młodzieńcem, wzrostu nieco powyżej przeciętnego, z jasnoniebieskimi, bystrymi oczyma, kasztanowatymi włosami, czołem poety, szczęśliwą fizjonomią człowieka, któremu życie ukazuje swe najweselsze strony, z łagodnym charakterem i temperamentem artysty, fanatycznego wielbiciela pięknych rzeczy. Ani na chwilę nie wątpiłem, że kierował nim pewny instynkt, kiedy wybrał tę śliczną, młodą, węgierską dziewczynę.

Znałem Myrę Roderich jedynie z odmalowania jej w namiętnych listach otrzymywanych od Marca, ale płonąłem pragnieniem poznania jej. Prosił mnie, bym jako głowa rodziny przyjechał do Ragz, i miał nadzieją, że mój pobyt potrwa co najmniej sześć tygodni. Jego narzeczona - nieustannie mi to powtarzał - życzyła sobie mnie poznać... Dopiero po moim przybyciu miała zostać ustalona data ślubu. Przedtem jednak Myra chciała na własne oczy zobaczyć przyszłego szwagra o którym, jak się wydawało, słyszała tyle dobrych rzeczy pod każdym względem... Wydaje się, że było to minimum, jakiego można się spodziewać po członkach rodziny, do której ma się zamiar wejść... Absolutnie nie wypowie owego sakramentalnego "tak", zanim Marc nie przedstawi jej Henry'ego... oraz tysiące życzeń podobnego rodzaju...!

Wszystko to z wielkimi emocjami przekazywał mi brat w swoich licznych listach, a już czułem się szalenie zakochany w pannie Myrze Roderich.

Powiedziałem, że znałem ją z pełnych entuzjazmu słów Marca. Jednak czy nie byłoby łatwiej, nieprawdaż, usadowić ją, ubraną w elegancki strój, jedynie na kilka chwil we wdzięcznej pozie przed obiektywem aparatu? Mógłbym podziwiać ją, że tak powiem, naocznie, gdyby Marc posłał mi jej fotografię... Ale nie! Myra tego nie chciała... Chciała po raz pierwszy ukazać się osobiście moim olśnionym oczom - tak twierdził Marc. Ponadto, tak sobie myślę, nie chciał nalegać, by udała się do fotografa...! Nie! To, czego się oboje domagali, to żeby inżynier Henry Vidal odłożył na bok swoje zajęcia i pojawił w salonach pałacu Roderichów, gdzie będzie najważniejszym z zaproszonych gości.

Czy naprawdę potrzebowałem tylu powodów, by się zdecydować? Oczywiście, że nie, i nie pozwoliłbym, żeby mój brat ożenił się bez mojej obecności na jego ślubie. W raczej krótkim czasie posłusznie pojawiłbym się przed Myrą Roderich, zanim, w imieniu prawa, stałaby się moją szwagierką.

Ponadto, jak to zasugerowano w liście, moja podróż do tamtego regionu Węgier, który już przyciąga tylu turystów, sprawiłaby mi wielką przyjemność i przyniosła duże korzyści. Była to w całym tego słowa znaczeniu madziarska kraina, z przeszłością bogatą w tyle bohaterskich czynów, i która, buntując się przeciw jakiemukolwiek mieszaniu się z rasami germańskimi, zajmuje ważną pozycję w historii Europy Środkowej.

Co do samej podróży, podaję tutaj, w jaki sposób postanowiłem ją odbyć: popłynąć w tamtą stronę Dunajem, a drogę powrotną pokonać koleją. Żeglugę po tej wspaniałej rzece podjąć zamierzałem w Wiedniu. Nawet jeśli nie miałem przepłynąć całych dwóch tysięcy siedmiuset dziewięćdziesięciu kilometrów jej biegu, przynajmniej zobaczyłbym jej najbardziej interesującą część, przemierzając Austrię i Węgry, poprzez Wiedeń, Preszburg11, Graz12, Budapeszt, do Ragz, położonego blisko serbskiej granicy. Tam będzie moja stacja końcowa, więc zabraknie mi czasu, by udać się do Semlinu13 i Belgradu. A przecież ile jeszcze wspaniałych miast oblewa Dunaj swymi potężnymi wodami, oddzielając Wołoszczyznę14, Mołdawię15 i Besarabię16 od królestwa Bułgarii, po przekroczeniu sławnych Żelaznych Wrót17: Widyń18, Nikopol19, Ruszczuk20, Silistrę21, Braiłę22, Gałacz23, Izmaił24 - aż do potrójnego ujścia do Morza Czarnego!

Wydawało mi się, że na zrealizowanie podróży, jaką sobie zaplanowałem, powinien wystarczyć sześciotygodniowy urlop. Na drogę z Paryża do Ragz zużyję dwa tygodnie. Myra Roderich zapewne nie będzie się zbytnio niecierpliwić i zechce przyznać ów czas podróżnikowi. Spędziwszy tyle samo czasu u boku mego brata, resztę urlopu poświęcę na drogę powrotną do Francji.

Złożyłem zatem podanie o urlop w biurze Kompanii Północnej i moja prośba została przyjęta. Po uporządkowaniu kilku pilnych spraw i dostarczeniu mi kilku papierów, których żądał Marc, zająłem się wyjazdem.

Nie wymagało to zbyt dużo czasu, gdyż nie obciążałem się bagażami. Wziąłem tylko podręczną walizkę, a na ramieniu zawiesiłem worek podróżny.

Nie musiałem się wcale niepokoić o języki mijanych krajów, przynajmniej o język niemiecki, który dość dobrze znałem od czasu podróży po północnych prowincjach. Co do języka węgierskiego, być może nie byłoby mi zbyt trudno go zrozumieć. Poza tym na Węgrzech mówi się biegle po francusku, przynajmniej w wyższych sferach, więc z tego powodu mój brat nigdy nie miał problemów poza granicami Austrii.

"Jest pan Francuzem, więc ma prawa obywatela Węgier" - powiedział pewien poseł z sejmu jednemu z moich rodaków, i w tym serdecznym zdaniu przejawiło się całe uczucie narodu madziarskiego wobec Francji.

Napisałem więc do Marca odpowiedź na jego list, prosząc, by oznajmił Myrze Roderich, że moja niecierpliwość dorównuje jej niecierpliwości i że przyszły szwagier pała pragnieniem poznania swojej przyszłej szwagierki, i tak dalej... Miałem wyruszyć niebawem, ale nie potrafiłem dokładnie określić dnia przybycia do Ragz, będąc na Dampschiffie25 uzależnionym od kaprysów pięknego modrego Dunaju, jak brzmi również nazwa słynnego walca26. W końcu obiecałem nie marnować czasu w drodze. Mój brat mógł na mnie liczyć, a jeżeli rodzina Roderichów tak tego pragnęła, mogła natychmiast wyznaczyć datę ślubu na pierwsze dni maja. Dodałem: "Proszę nie rzucać na mnie przekleństw, jeżeli podczas podróży każdy z etapów nie będzie oznaczony wysłaniem jednego listu, wskazującego na moją obecność w tym lub innym mieście. Napiszę od czasu do czasu, w sam raz by pozwolić pannie Myrze ocenić liczbę kilometrów, jakie mnie dzielą od jej rodzimego miasta... W każdym razie wyślę w odpowiednim czasie telegram, którego jasność będzie się równać zwięzłości. Jeżeli Dampfschiff nie będzie opóźniony, będę mógł określić, w którym dniu, o jakiej godzinie i minucie przybędę do Ragz".

Ponieważ dopiero w Wiedniu miałem wsiąść na statek pływający po Dunaju, poprosiłem sekretarza generalnego Kompanii Wschodniej27, by mi dostarczył regularny rozkład jazdy z przystankami na różnych stacjach pomiędzy Paryżem a austriacką stolicą. Takie usługi oddają różne spółki i moja prośba nie sprawiła żadnych trudności.

Czwartego kwietnia, w przeddzień mego wyjazdu, poszedłem do biura sekretarza generalnego pożegnać się z nim i odebrać mój rozkład jazdy. Kiedy go wręczył, pogratulował mi, mówiąc, iż wie, dlaczego udaję się na Węgry: że jadę na ślub mego brata, którego znał nie tylko jako malarza, ale też człowieka światowego.

 

- Ponadto wiem - dodał - że rodzina doktora Rodericha, do której wejdzie pański brat, jest jedną z najbardziej szanowanych familii w Ragzie.

- Mówiono panu o niej? - zapytałem.

- Tak, dokładnie wczoraj, na wieczorku w ambasadzie austriackiej, gdzie miałem okazję się znajdować.

- A od kogo się pan dowiedział...?

- Od oficera garnizonu w Budapeszcie, który poznał się z pańskim bratem podczas jego pobytu w węgierskiej stolicy i bardzo go wychwalał. Jego sukces był błyskotliwy, a przyjęcie, jakie mu zgotowano w Budapeszcie, powtórzyło się w Ragzie, co nie powinno ciebie zaskoczyć, mój kochany Vidal...

- Czy ten oficer był niemniej hojny w pochwały odnośnie do rodziny Roderichów...? - zapytałem.

- Oczywiście. Doktor jest uczonym w pełnym tego słowa znaczeniu. Cieszy się powszechnym uznaniem w całym cesarstwie austro-węgierskim. Otrzymał wszystkie możliwe godności, i w ogóle to dobrą partię robi pański brat, gdyż jak się wydaje, mademoiselle28 Myra Roderich jest bardzo piękną osobą...

- Mój drogi przyjacielu - odpowiedziałem - nie zaskoczę ciebie, jeżeli powiem, że Marc znajduje ją taką samą. Wydaje mi się, że jest w niej mocno zakochany!

- Tym lepiej, mój drogi Vidal, i zechciej przekazać bratu moje gratulacje. Ale... jest coś innego... nie jestem pewny, czy powinienem ci o tym mówić...

- Powiedzieć mi...? co...?

- Czy Marc nigdy ci nie napisał, że kilka miesięcy przed jego przybyciem do Ragz...

- Przed jego przybyciem...? - powtórzyłem.

- Tak... panna Myra Roderich... Przede wszystkim, mój drogi Vidal, możliwe, że twój brat o niczym nie wie...

- Proszę mówić jaśniej, drogi przyjacielu, gdyż nie jestem na bieżąco, a Marc nigdy w listach nie czynił do tego żadnej aluzji...

- Zatem wydaje się, co nie powinno zaskakiwać, że panna Roderich cieszyła się wielkim powodzeniem, szczególnie u pewnego osobnika, który przecież nie był pierwszym lepszym. Przynajmniej tak mi opowiadał urzędnik ambasady, który jeszcze przed trzema tygodniami znajdował się w Budapeszcie...

- A ów rywal...?

- Został wyproszony przez doktora Rodericha. Myślę więc, że w tym przypadku nie ma się czego obawiać...

- Istotnie, nie ma się czego obawiać, gdyż Marc napisałby mi o tym rywalu w swoich listach. Skoro jednak nie pisnął ani słowa, więc myślę, że nie należy przykładać żadnej wagi do tej rywalizacji...

- Nie, mój drogi Vidal, ponieważ pretensje tego osobnika do ręki panny Roderich spowodowały pewien szum w Ragzie, i lepiej by było, żebyś był o tym poinformowany...

- Oczywiście, i dobrze zrobiłeś, uprzedzając mnie, skoro nie chodzi tylko o czczą gadaninę...

- Nie, informacja jest bardzo poważna...

- Ale nie ma już sprawy - odpowiedziałem - i to najważniejsze!

Już chciałem wyjść, lecz jeszcze zapytałem:

- Przy okazji, mój drogi przyjacielu, czy urzędnik wymienił nazwisko tego rywala...?

- Tak.

- I on nazywa się...?

- Wilhelm Storitz.

- Wilhelm Storitz...? Syn chemika o tym samym nazwisku?

- Ten sam.

- Bardzo znanego uczonego dzięki jego fizjologicznym odkryciom...!

- Z którego Niemcy słusznie są bardzo dumni, mój drogi.

- Czy on nie żyje...?

- Tak, umarł kilka lat temu, ale żyje jego syn, a co więcej, według mojego informatora ten Wilhelm Storitz jest człowiekiem, któremu nie można ufać...

- I będziemy się go wystrzegać, mój drogi przyjacielu, aż mademoiselle Roderich zostanie madame29 Vidal.

Skończywszy na tym i nie przejmując się zbytnio informacją, sekretarz i ja wymieniliśmy serdeczny uścisk dłoni, a potem wróciłem do domu dokończyć przygotowania do wyjazdu.

 

 

 

 

1 Königsberg (obecnie Kaliningrad, polska nazwa Królewiec) - miasto w Federacji Rosyjskiej, położone u ujścia Pregoły do Bałtyku, w historycznej krainie Sambii.

2 Wilhelm Hoffmann, znany bardziej jako Ernst Theodor Amadeus Hoffmann (1776-1822) - niemiecki pisarz i kompozytor, jeden z prekursorów fantastyki grozy; autor m.in. baśni Dziadek do orzechów i Mysi król; ożenił się z Polką Michaliną Trzcińską i przez kilka lat mieszkał w Płocku.

3 Edgar Allan Poe (1809-1849) - amerykański poeta, nowelista i krytyk literacki; romantyk, prekursor symbolizmu; autor pesymistycznej liryki (Kruk), fantastyczno-sensacyjnych opowiadań przesyconych atmosferą grozy (Opowieści nadzwyczajne, Arabeski, Groteski), prac krytycznych i teoretycznych.

4 Legia Honorowa (Order Narodowy Legii Honorowej) - najwyższe odznaczenie nadawane przez państwo francuskie zarówno cywilom, jak i wojskowym, kobietom i mężczyznom, także cudzoziemcom, za szczególne osiągnięcia w działalności wojskowej i cywilnej; motto orderu: Honneur et Patrie (Honor i Ojczyzna); posiada pięć klas: Krzyż Wielki, Wielki Oficer, Komandor, Oficer, Kawaler.

5 Léon Bonnat (1833-1922) - francuski malarz, profesor École des Beaux-Arts w Paryżu, znany portrecista, nauczyciel wielu wybitnych artystów, takich jak: Thomas Eakins, Gustave Caillotte, Henri de Toulouse-Lautrec; do jego głównych prac należą portrety wybitnych postaci: Wiktora Hugo, Louisa Pasteura, Alexandre'a Dumasa i innych współczesnych Verne'owi.

6 Kompania Północna (pełna nazwa: Kompania Kolei Północnej) - francuska spółka kolejowa założona w 1845 roku przez bankiera Jamesa Rotschilda i jego współpracowników, obsługująca sieć kolejową w północnej Francji; działała do 1936 roku.

7 Ragz - węgierskie miasto wymyślone przez J. Verne'a, który użył tej nazwy także w powieści Piękny żółty Dunaj (przerobionej później przez Michela Verne'a i wydanej pośmiertnie w 1908 roku pt. Dunajski pilot); J. Verne pierwotnie zamierzał umieścić akcję w węgierskim mieście zwanym Wieg Varda (według listu, jaki napisał do Louisa Julesa Hetzela w marcu 1905).

8 Peszt (węg. Pest) - wschodnia, głównie mieszkalna, część Budapesztu, stanowiąca około 2/3 terytorium całego miasta; znajduje się na lewym brzegu rzeki Dunaj, która wyznacza granicę między nim a Budą.

9 Segedyn (węg. Szeged) - trzecie pod względem liczby ludności miasto Węgier, położone nad Cisą na południu kraju, na wschód od Dunaju, stolica komitatu Csongrád.

10 Komitat - jednostka administracyjna pierwszego rzędu w podziale administracyjnym Węgier oraz Chorwacji, odpowiadająca polskiemu województwu.

11 Preszburg - obecnie Bratysława.

12 Graz - u J. Verne'a: Gratz; miasto w południowo-wschodniej Austrii, stolica kraju związkowego Styria oraz powiatu Graz-Umgebung; nie leży nad Dunajem, lecz nad rzeką Mura.

13 Semlin - niemiecka nazwa Zemunu, obecnie dzielnicy Belgradu, portu położonego przy ujściu Sawy do Dunaju.

14 Wołoszczyzna - kraina historyczna w południowej Rumunii, pomiędzy Karpatami i Dunajem, dzieli się na część zachodnią - Oltenię i część wschodnią - Muntenię.

15 Mołdawia (hist. także Multany) - kraina historyczna w środkowo-wschodniej Europie, obecnie podzielona pomiędzy Rumunię, Mołdawię i Ukrainę.

16 Besarabia - kraina historyczna na pograniczu Mołdawii i Ukrainy, między rzekami Dniestr i Prut oraz wybrzeżem Morza Czarnego.

17 Żelazne Wrota (Żelazna Brama) - przełomowy odcinek doliny Dunaju, oddzielający Karpaty i Góry Wschodnioserbskie, stanowi granicę między Rumunią i Serbią; dawniej żeglugę poprzez Żelazne Wrota utrudniały progi skalne, wysadzone w latach 1890-1896; obecnie w tym rejonie znajduje się zapora wodna ze śluzą i hydroelektrownią.

18 Widyń (rum. i bułg. Vidin) - u J. Verne'a: Viding; miasto w północno-zachodniej Bułgarii, stolica obwodu Widyń i gminy Widyń, nad Dunajem, położone przy granicy z Rumunią i Serbią.

19 Nikopol - u J. Verne'a: Nicopoli; miasto w północnej Bułgarii, w obwodzie Plewen, położone na prawym brzegu Dunaju, liczące około 5 tys. mieszkańców; było świadkiem kilku historycznych bitew.

20 Ruszczuk (z tur., obecnie, od 1878 roku, Ruse) - miasto w północno-wschodniej Bułgarii, nad rzeką Dunaj, piąte pod względem liczby mieszkańców w kraju; największy port rzeczny Bułgarii.

21 Silistra - miasto w północno-wschodniej Bułgarii (Dobrudża), stolica obwodu Silistra, port nad Dunajem.

22 Braiła - miasto w południowo-wschodniej Rumunii, na Nizinie Rumuńskiej, nad Dunajem; 236 tys. mieszkańców (1991); duży port handlowy i rybacki.

23 Gałacz - u J. Verne'a: Galitz; miasto we wschodniej Rumunii, położone na lewym brzegu Dunaju, pomiędzy ujściami do niego Prutu i Seretu, stolica okręgu Gałacz.

24 Izmaił - miasto w południowo-zachodniej części Ukrainy, w obwodzie odeskim, na brzegu Kilii, głównego ramienia delty Dunaju, na granicy Ukrainy i Rumunii.

25 Dampschiff (niem.) - statek parowy.

26 Chodzi o utwór Nad pięknym modrym Dunajem (An der schönen blauen Donau, op. 314), walc Johanna Straussa II, skomponowany w 1867 roku; popularność zyskał dopiero w wersji instrumentalnej, a pierwsze takie wykonanie miało miejsce 18 lutego 1867 roku, pod dyrekcją samego kompozytora.

27 Kompania Wschodnia - skrócona nazwa Kompanii Kolei Wschodniej, powstałej w 1845 roku jako Kompania Kolei Paryż-Strasburg.

28 Mademoiselle (fr.) - panna.

29 Madame (fr.) - pani, dama.

Rozdział II

 

Opuściłem Paryż piątego kwietnia o siódmej czterdzieści pięć rano pociągiem numer 173 z Dworca Wschodniego. Za jakieś trzydzieści godzin miałem się pojawić w stolicy Austrii.

Na francuskim terytorium głównymi stacjami były Châlons-sur-Marne i Nancy. Przemierzając godną pożałowania Alzację-Lotaryngię30, pociąg zatrzymał się na krótko w Strasburgu, gdzie nawet nie wyszedłem z wagonu. Zbyt trudna była dla mnie niemożność poczucia się jak wśród rodaków31. Kiedy znalazłem się za miastem, wychyliłem się przez okno i zobaczyłem wysoką iglicę katedry32 całkowicie skąpaną w ostatnich promieniach słońca, które, w chwili gdy jego tarcza opadała na horyzont, nadpływały od strony Francji.

Noc przeminęła na toczeniu się wagonów, ich kołysaniu się na szynach, pośród tej monotonii, która kończy się uśnięciem nawet podczas zatrzymania się na stacji. Czasami, w nieregularnych odstępach, dochodziły do moich uszu nazwy miast: Oos33, Baden34, Karlsruhe35 i kilku innych, rzucane ostrym głosem przez konduktorów. Potem, w dniu szóstego kwietnia, zostawiliśmy za sobą niewyraźne sylwetki kilku miast, których nazwy zapisały się tak chlubnie w okresie napoleońskim: Stuttgart36 i Ulm37 w Wirtembergii, a w Bawarii Augsburg38 i Monachium. Następnie, w pobliżu austriackiej granicy, pociąg zatrzymał się na dłuższy postój w Salzburgu39. W końcu po południu zatrzymywaliśmy się w różnych punktach, między innymi w Wels40, a o piątej trzydzieści lokomotywa wydała ostatnie rżenie, które zmieszało się z gwizdkami na dworcu w Wiedniu.

W stolicy spędziłem zaledwie trzydzieści sześć godzin, w tym dwie noce, biorąc tylko przypadek za przewodnika. Zamierzałem zwiedzić ją dokładniej w drodze powrotnej. Etapy podróży powinno się układać według ich ważności, podobnie jak należy ustawiać pytania, o czym wiedzą członkowie rządu.

Dunaj ani nie przepływa przez Wiedeń, ani go nie opływa. Musiałem przejechać około czterech kilometrów samochodem, by dostać się na przystań statków parowych i jednym z nich popłynąć aż do Ragz. To już nie był rok 1830, czas początków żeglugi rzecznej, więc teraz usługi towarzystw żeglugowych nie pozostawiały nic do życzenia.

Na pokładzie "Macieja Korwina"41 było wszystkiego po trosze i słyszało się przedstawicieli narodowości z całego świata: Niemców, Austriaków, Węgrów, Rosjan, Anglików. Pasażerowie zajmowali tył statku, gdyż przód wypełniały towary i nikt tam już by się nie zmieścił. Dobrze szukając, pomiędzy tymi pasażerami niewątpliwie napotkałoby się też Polaków ubranych w stroje węgierskie, rozumiejących tylko język włoski, o których wspomina pan Duruy42 w swej relacji z podróży między Paryżem a Bukaresztem, jaką odbył w 1860 roku.

Dampfschiff szybko płynął z prądem, bijąc wielkimi kołami żółtawe wody pięknej rzeki, gdyż wydawały się one raczej zabarwione ochrą niż lazurytem43, o czym wspomina legenda. Mijaliśmy liczne statki wystawiające swe wydęte żagle na wiatr, wiozące towary, które pochodziły z okolicznych pól i wsi, ciągnących się aż po horyzont na obu brzegach. Przepływaliśmy również obok ogromnych tratew, drewnianych pociągów utworzonych chyba z całego lasu, na których postawiono pływające wioski, budowane na początku spławu, a rozbierane na końcu, które przypominały olbrzymie brazylijskie jangady44 na Amazonce45. Potem pojawiały się wyspy po wyspach, kapryśnie rozsiane, duże lub małe, w większości ledwie wynurzone i czasami tak niskie, że przybór wody zatapiał je na kilka cali46. Cieszyły wzrok swoją zielonością, swoją świeżością, liniami wierzb, osik i topoli, wilgotną trawą pikowaną kwiatami o żywych kolorach.

Mijaliśmy także nawodne wioski, zbudowane na samej krawędzi brzegów. Gdy płynęliśmy pełną prędkością, wydawało się, że parostatek powoduje ich kołysanie na podtrzymujących je palach. Następnie przepłynęliśmy pod liną zawieszoną między jednym a drugim brzegiem, ryzykując zaczepieniem o nią kominem. Była to lina promu, którą podtrzymywały dwie żerdzie z powiewającymi nad nimi austriackimi flagami z czarnym orłem.

Poniżej Wiednia wspomniałem o ważnym fakcie historycznym, o tej słynnej dacie szóstego lipca 1809 roku. Stało się to, kiedy zobaczyłem okrągłą wyspę mającą ponad ligę47 średnicy, zalesioną po brzegach, ale wewnątrz pokrytą równinnymi łąkami zrytymi przez odnogi, które czasem napełniają się podczas wezbrań rzeki. Była to wyspa Lobau, ów oszańcowany obóz, skąd sto pięćdziesiąt tysięcy Francuzów starało się przejść przez Dunaj, zanim Napoleon poprowadził ich do zwycięstw pod Essling48 i Wagram49.

W ciągu tego dnia straciliśmy z oczu Fischamend50 i Regelsbrunn51, a wieczorem "Maciej Korwin" stanął na postój przy ujściu Marchu52, lewego dopływu Dunaju, płynącego z Moraw, mniej więcej spod granicy królestwa węgierskiego. Tu spędziliśmy noc z ósmego na dziewiątego kwietnia i ponownie wyruszyliśmy o świcie, pociągani prądem przez tereny, gdzie w XVI wieku Francuzi i Turcy bili się z taką zaciekłością53. Następnie, po zawinięciu i wysadzeniu pasażerów w Petronellu54, Altenburgu55, Hainburgu56, po przebyciu przełomu Węgierskich Wrót57, po tym, jak otworzył się przed nim zwodzony most, Dampfschiff przybił do nabrzeża Preszburga.

Całodobowa przerwa po pokonaniu trzystu kilometrów od Wiednia, wymuszona przeładunkiem towarów, pozwoliła mi zwiedzić miasto, zasługujące na uwagę turystów. Naprawdę sprawia ono wrażenie, jak gdyby zostało zbudowane na cyplu. Nikt nie byłby bardzo zaskoczony, gdyby u jego stóp rozciągało się morze, albo gdyby jego fundamenty obmywały toczące się słone fale, zamiast spokojnych wód rzeki. Powyżej linii wspaniałych nabrzeży zarysowywały się sylwetki domów, zbudowanych z nadzwyczajną regularnością i w pięknym stylu. W górę rzeki, na samym krańcu tego cypla, którym wydaje się kończyć lewy brzeg, wznosiła się strzelista wieżyczka kościoła, a dalej w górę rzeki - druga iglica. Pomiędzy nimi zaokrąglało się ogromne wzgórze z przyczepionym do niego zamkiem.

Po zwiedzaniu katedry, która jest wspaniale zwieńczona złotą kopułą, podziwiałem liczne miejskie domy (czasami przypominające pałace), należące do węgierskiej arystokracji. Następnie wspiąłem się na wzgórze i zwiedziłem ogromny zamek zbudowany na planie czworoboku, z wieżami w każdym narożniku, jednak teraz prawie całkowicie będący w ruinie. Być może pożałowałbym tej wspinaczki, gdyby nie roztaczała się stąd szeroka panorama na wspaniałe okoliczne winnice i nieskończoną równinę, po której toczy swe wody Dunaj.

Preszburg, w którym niegdyś rezydowali królowie Węgier, jest oficjalną madziarską stolicą i siedzibą sejmu, Saupchtina, która znajdowała się w Budapeszcie aż do okupacji otomańskiej, trwającej ponad półtora wieku, między 1530 a 1686 rokiem58. Ale chociaż miasto liczy czterdzieści pięć tysięcy mieszkańców, wydaje się słabo zaludnione, nie licząc zapewne czasu obrad sejmu, kiedy napływają doń delegaci z całego królestwa.

Muszę jednak dodać, że dla Francuza nazwa "Preszburg" jest ściśle związana ze sławnym traktatem, podpisanym w 1805 roku, po bitwie pod Austerlitz59.

Przez całe przedpołudnie jedenastego kwietnia "Maciej Korwin" płynął z Preszburga w dół rzeki i około południa pojawił się w puszcie. Owa puszta, której ogromne połacie rozciągają się w całych środkowych Węgrzech, podobna jest zarazem do rosyjskiego stepu i amerykańskiej prerii. Jest to nadzwyczaj ciekawy teren z niekończącymi się pastwiskami, na których czasami można dostrzec niezliczone tabuny koni w dzikim galopie, a które żywią również stada wołów i bawołów liczące tysiące sztuk.

Stąd zaczyna się swymi licznymi zygzakami prawdziwy Dunaj węgierski. Zasilony już potężnymi dopływami zdążającymi z Małych Karpat60 i Alp Styryjskich61, nabiera odtąd wyglądu wielkiej rzeki i nie sprawia już wrażenia zwykłego dopływu, jak to było na terenie Austrii.

Nie mogłem zapomnieć, że rzeka bierze swój początek w Wielkim Księstwie Badenii62, prawie na francuskiej granicy, która odgraniczała naszą Alzację i Lotaryngię! W owym czasie opady nad Francją jeszcze dostarczały Dunajowi wody w początkowym jego biegu!

Wieczorem Dampfschiff przybył do Raabu63 i zacumował przy nabrzeżu na noc, następny dzień i kolejną noc. Wystarczyło mi dwanaście godzin, by zwiedzić tę miejscowość, którą Madziarzy zwą Győr, bardziej fortecę niż miasto, z dwudziestoma tysiącami mieszkańców, usadowioną sześćdziesiąt kilometrów od Preszburga, i tak doświadczoną podczas powstania węgierskiego w 1849 roku64.

Następnego dnia, jakieś dziesięć kilometrów poniżej Raabu, mogłem, nie zatrzymując się, obejrzeć sławną cytadelę Kromorn65, wybudowaną całkowicie w XV wieku przez Macieja Korwina, gdzie rozegrał się ostatni akt insurekcji.

W tej części węgierskiego terytorium nie mogłem uczynić nic lepszego, jak tylko poddać się prądowi Dunaju, jego kapryśnym meandrom, nagłym zakolom, które urozmaicają krajobraz, niskim, na pół zatopionym wyspom, powyżej których fruwały żurawie i bociany. To była puszta w całej swej okazałości, czasami z bujnymi łąkami, czasami z falującymi na horyzoncie pagórkami. Tutaj prosperowały winnice, dostarczając najlepszych produktów Węgier, kraju, który jest drugim po Francji producentem win, wyprzedzając w tym Włochy i Hiszpanię. Dwadzieścia milionów hektolitrów66, w których znaczny udział ma tokaj, ten trunek, jak się twierdzi, prawie w całości spożywany na miejscu. Nie zaprzeczę, że wypiłem kilka butelek w hotelach i na pokładzie Dampfschiffu. O tyle mniej pozostało dla madziarskich gardeł...

Należy powiedzieć, że w puszcie uprawy zwiększają się z roku na rok. Wykopano tutaj kanały nawadniające, które na przyszłość zapewnią niezwykłą urodzajność ziem. Zasadzono tu miliony akacji, a drzewa te - ułożone w długie i gęste pasy - ochraniają ziemię niczym zasłony przed złymi wiatrami. Niedaleki jest już czas, kiedy plony zbóż i tytoniu podwoją się, a nawet potroją.

Niestety, na Węgrzech własność nie jest jeszcze zbyt dobrze podzielona. Dobra leżące odłogiem są bardzo znaczne. Istnieje wiele posiadłości o powierzchni stu kilometrów kwadratowych, których właściciele nie zawsze są je zdolni eksploatować w całej rozciągłości, podczas gdy drobni rolnicy nie są posiadaczami nawet jednej trzeciej tego rozległego obszaru.

Ten stan rzeczy, tak szkodliwy do kraju, stopniowo się zmieni, jestem o tym przekonany, dzięki owej nieuniknionej logice, jaką posiada przyszłość. Ponadto węgierscy chłopi wcale nie są oporni na postęp, gdyż cechuje ich wiele dobrej woli, odwagi i inteligencji. Być może pozostają nazbyt z siebie zadowoleni, jednak nie aż do tego stopnia, jak chłopi niemieccy. Istnieje między nimi taka zasadnicza różnica, że o ile ci pierwsi uważają, że wszystkiego mogą się nauczyć, o tyle drudzy sądzą, iż już wszystko wiedzą.

Byliśmy na wysokości Granu67, miasta leżącego na prawym brzegu, kiedy zauważyłem zasadniczą zmianę krajobrazu. Równinna puszta zaczęła sukcesywnie ustępować kapryśnie zbudowanym wzgórzom, końcowym odgałęzieniom Karpat i Alp Noryckich68, które ściskały rzekę i zmuszały ją do przeciskania się wąskimi przełomami, jednocześnie powodując zwiększanie się głębokości koryta.

Gran jest siedzibą prymasa Węgier, a zarazem zapewne najbardziej pożądanym biskupstwem tego świata, o ile jego dobra mają jakiekolwiek znaczenie dla katolickich prałatów. Rzeczywiście, właściciel tej siedziby, którym niegdyś był kardynał, prymas, legat69, książę Cesarstwa70 i kanclerz królestwa, uzyskuje dochody, które mogą przekraczać milion franków.

Za Granem znów rozciąga się puszta. Trzeba przyznać, że natura jest wielką artystką. Stosuje prawo kontrastów, zresztą z rozmachem, jak wszystko, co ona czyni. Tutaj zechciała, kiedy rzeka płynie jeszcze na wschód, nim skieruje się pod niemal prostym kątem na południe - w głównym kierunku, od którego mimo krętego biegu się nie odchyla - otóż zechciała ona, by krajobraz, po tak zmiennych widokach między Preszburgiem i Granem, stał się smutny, przygnębiający, monotonny.

W tym miejscu "Maciej Korwin" musiał wybrać jedno z dwóch ramion okalających wyspę Świętego Andrzeja, obu zdatnych do żeglugi. Statek obrał ramię z lewej strony, co pozwoliło mi zobaczyć miasto Waitzen71, nad którym górowało z pół tuzina dzwonnic, a kościół, stojący wśród masy zieleni nad samym brzegiem, przeglądał się w wodzie.

Jeszcze dalej pejzaż znowu zaczął się zmieniać. Na równinie ukazały się pola uprawne w swej pierwszej świeżości; po rzece sunęły liczne łodzie. Spokój ustąpił miejsca ożywieniu. Było widoczne, że zbliżamy się do stolicy, i to jakiej stolicy! Podwójnej, jak niektóre gwiazdy, a jeśli te gwiazdy nie są nawet pierwszej wielkości, to przynajmniej w konstelacji węgierskiej błyszczą pełnym blaskiem.

Parostatek okrążył ostatnią zadrzewioną wyspę. Najpierw ukazała się Buda, następnie Peszt. Właśnie w tym podwójnym mieście od czternastego kwietnia aż do rana siedemnastego kwietnia spożyję kilka posiłków i zmęczę się ponad wszelką miarę, zwiedzając je niczym sumienny turysta.

 

Z Budy do Pesztu można przejść po wspaniałym wiszącym moście, który istotnie jest łącznikiem między miastem tureckim a miastem węgierskim. Tym pierwszym jest Buda, a tym drugim - Peszt. Pod łukami mostu przepływały flotylle barek tworzących transport rzeczny w dole i w górze rzeki, podobnych do galeot72, wyposażonych w jeden maszt z flagą na przedzie oraz szeroki ster, którego drąg wyciągał się poza rufę. Obie strony rzeki przekształcone są w nabrzeża, otoczone budynkami o ciekawej architekturze, ponad którymi wystrzelają smukłe wieżyczki i dzwonnice.

Buda jest położona na prawym, Peszt na lewym brzegu, a Dunaj, wszędzie usiany zielonym wyspami, tworzy cięciwę półokręgu, zajętego przez miasto węgierskie. Z jednej strony rozciąga się równina, na której miasto może się dowolnie rozwijać, z drugiej ciągną się ufortyfikowane wzgórza zwieńczone cytadelą.

Tymczasem z tureckiej, jaką była, Buda stała się węgierska, a jeśli dobrze się przypatrzyć, nawet austriacka. Jest to jednak oficjalna stolica Węgier i na trzysta sześćdziesiąt tysięcy mieszkańców obu miast w Budzie mieszka sto sześćdziesiąt tysięcy. Jest w większym stopniu wojskowa niż handlowa, i brak jej kupieckiego ożywienia. Nie należy się więc dziwić, że na ulicach i przy chodnikach rośnie trawa. Mieszkańcy to przeważnie żołnierze. Mówi się tu, że żyją oni w mieście będącym w stanie oblężenia. W wielu miejscach można zobaczyć flagi narodowe, których etamina73 w trzech barwach: zielonej, białej i czerwonej dumnie faluje na wietrze. W sumie miasto jest nieco martwe, czemu przeciwstawia się ożywiony Peszt. Można by powiedzieć, że w tym miejscu Dunaj przepływa między przyszłością i przeszłością.

Mimo że Buda posiada arsenał i nie brak w niej koszar, można tu również zwiedzać liczne pałace, które zachowały dawny świetny wygląd. Odczuwałem jakieś wzruszenie, stojąc przed starymi kościołami, przed katedrą, zamienioną na meczet pod panowaniem dynastii otomańskiej. Przemierzyłem szeroką ulicę, której domy, posiadające orientalne tarasy, otoczone są metalowymi parkanami. Przebiegałem sale Ratusza otoczonego pstrokatymi barierami w kolorze żółto-czarnym, o wyglądzie bardziej wojskowym niż cywilnym. Rozmyślałem nad grobowcem Gül-Baby74, odwiedzanym jeszcze przez tureckich pielgrzymów.

Jednak, jak to czyni większość cudzoziemców, znaczną część czasu poświęciłem na zwiedzanie Pesztu i możecie mi wierzyć, że nie był to czas stracony. To z wysokości Gellért-hegy, Blocksberg75, wzgórza znajdującego się na południe od Budy, na samym krańcu przedmieścia Tabán, mogłem podziwiać widok obejmujący dwa miasta. Między nimi płynął majestatyczny Dunaj, którego szerokość w najwęższym miejscu wynosi czterysta metrów. Nad nim przerzuconych jest kilka mostów, jeden szczególnie elegancko zawieszony, w przeciwieństwie do wiaduktu kolei żelaznej położonego powyżej Wyspy Małgorzaty. Wzdłuż nabrzeży Pesztu i wokół placów pałace i hotele ukazywały swój piękny układ architektoniczny. Dalej rozciągało się całe miasto, które na trzysta sześćdziesiąt tysięcy osób żyjących w podwójnym mieście, sobie może przypisać dwieście tysięcy. Od czasu do czasu zauważałem kopuły ze złotymi żebrami oraz wznoszące się zuchwale ku niebu iglice. Wygląd Pesztu jest niewątpliwie wspaniały i nie bez racji czasami przedkłada się go nad Wiedeń.

Podmiejska wieś usiana willami rozprzestrzeniała się w ogromną równinę Rákos, gdzie dawniej rycerstwo węgierskie odbywało swe hałaśliwe sejmiki narodowe.

Niestety, nie dość było poświęcić dwa dni na zwiedzanie węgierskiej stolicy, zacnego miasta uniwersyteckiego. Brakowałoby czasu. Nie można było przecież pominąć starannego zwiedzenia Muzeum Narodowego, obejrzenia płócien i posągów podarowanych przez rodzinę Esterházy76, między innymi wspaniałego obrazu Ecce Homo77, przypisywanego Rembrandtowi78, sal historii naturalnej i zabytków prehistorycznych, inskrypcji, monet, kolekcji etnograficznych o bezsprzecznej wartości. Następnie trzeba zobaczyć Wyspę Małgorzaty z jej zagajnikami, łąkami, kąpieliskami zasilanymi gorącymi źródłami, a także ogród publiczny Stadtwäldchen, oblewany małą rzeczką, po której pływały lekkie łódki, jego cieniste aleje, pawilony rozrywki, którym oddaje się żwawy, zuchowaty tłum, gdzie spotyka się moc godnych uwagi typów mężczyzn i kobiet w ubiorach o jaskrawych barwach!

W przeddzień mojego wyjazdu wszedłem do jednej z kawiarń w mieście, które najpierw oszałamiają was blaskiem swych pozłoceń, jaskrawo pomalowanymi blatami stolików, obfitością krzewów i kwiatów, zwłaszcza oleandrów79, którymi ozdobione są korytarze i sale. Ulubiony napój Madziarów, białe wino zmieszane z żelazistą wodą, przyjemnie mnie odświeżył. Już miałem ruszać dalej i niestrudzenie zwiedzać miasto, kiedy nagle wzrok mój zatrzymał się na rozpostartej gazecie. Wziąłem ją odruchowo do ręki. Był to numer "Wiener Extrablatt"80. Zobaczyłem artykuł poprzedzony tytułem napisanym dużymi gotyckimi literami: "Rocznica śmierci Storitza".

To nazwisko natychmiast przyciągnęło moją uwagę. To było nazwisko, które powiedział mi sekretarz Kompanii Wschodniej, nazwisko pretendenta ubiegającego się o rękę Myry Roderich, jak również tego sławnego niemieckiego alchemika. W tym względzie nie można było mieć żadnych wątpliwości.

Oto, co przeczytałem:

 

Za dwadzieścia dni, piątego maja, w Sprembergu81 będzie obchodzona rocznica śmierci Ottona Storitza i można się spodziewać, że ludność tłumnie zjawi się na cmentarzu jego rodzinnego miasta.

Jak wiadomo, ten nadzwyczajny uczony okrył sławą Niemcy dzięki swym wspaniałym pracom, zadziwiającym odkryciom, dzięki wynalazkom, które przyczyniły się do rozwoju nauk fizycznych.

 

Doprawdy, autor tego artykułu wcale nie przesadzał. Otton Storitz był rzeczywiście sławny w świecie naukowym, zwłaszcza z badań nad nowymi promieniami, obecnie zbyt dobrze znanymi, aby usprawiedliwiały ich pierwotną nazwę "promienie X"82.

Ale to, co najbardziej dało mi do myślenia, zawierało się kolejnych liniach artykułu:

 

Nikt nie zaprzecza, że za życia przez pewne umysły skłonne do wiary w rzeczy nadprzyrodzone Otton Storitz był uważany trochę za czarnoksiężnika. Trzy albo cztery stulecia wcześniej pewnie byłby ścigany za czary, zatrzymany, aresztowany, spalony na stosie w miejscu publicznym. Powinniśmy dodać, że po jego śmierci wielu ludzi, oczywiście skłonnych do łatwowierności, uznawało go tym bardziej za sprawcę czarów i zaklęć, posiadającego nadludzką wiedzę. Na szczęście, jak się mówi, większą część swoich sekretów zabrał do grobu i można mieć nadzieję, że syn nie odziedziczył supernaukowej mocy swego ojca. Nie można jednak liczyć na to, że tym poczciwym ludziom otworzą się kiedykolwiek oczy. Dla nich Otton Storitz zostanie zawsze kabalistą, magiem, a nawet opętańcem!

 

"Niech będzie, kim chce - pomyślałem. - Ważne jest to, że jego syn został definitywnie odprawiony przez doktora Rodericha i że już nie ma kwestii współzawodnictwa".

Reporter "Wienner Extrablatt" kontynuował swoją relację w takich zdaniach:

 

Należy więc przypuszczać, że na ceremonii rocznicowej będzie wielki tłum, tak jak w latach poprzednich, nie wspominając już o przyjaciołach, którzy pozostali wierni pamięci Ottona Storitza. Nie będzie przesadą stwierdzić, że bardziej zabobonna ludność Sprembergu oczekuje na jakiś cud i chce być tego świadkiem. Według tego, co powtarza się powszechnie na mieście, cmentarz może być sceną najbardziej nieprawdopodobnych i najbardziej zadziwiających zjawisk wyższego rzędu. Nie powinno wzbudzić zaskoczenia, gdyby wśród ogólnego przerażenia podniosła się nagrobna płyta kamienna i ten dziwaczny uczony został wskrzeszony w całej jego chwale. I kto wie? Być może jakiś kataklizm grozi miastu, które było świadkiem jego narodzin...!

Na zakończenie powiedzmy, że w opinii niektórych ludzi Otton Storitz wcale nie umarł i że w dniu pogrzebu urządzono fałszywą ceremonię. Dużo lat upłynie, zanim zdrowy rozsądek zwycięży takie niedorzeczne opowiastki.

 

Po lekturze tego artykułu nie mogłem się powstrzymać od kilku refleksji. Że Otton Storitz był absolutnie martwy, to nie ulegało żadnej wątpliwości. Że jego grobowiec otworzy się piątego maja, a on pojawi się na oczach tłumu jak nowy Chrystus - nie warto było ani przez chwilę się tym zajmować. Ale chociaż zgon ojca był niezaprzeczalny, nie było żadnych wątpliwości, że miał syna, żywego, i to dobrze żyjącego, Wilhelma Storitza, odrzuconego przez rodzinę Roderichów. Czy zatem coś mogło niepokoić Marca i stwarzać kłopoty na drodze do jego małżeństwa...?

- W porządku! - powiedziałem do siebie, odrzucając dziennik. - Ja chyba mówię od rzeczy. Wilhelm Storitz poprosił o rękę Myry... odmówiono mu... Potem więcej go nie widziano, a ponieważ Marc nie napisał mi nigdy ani słowa o tej sprawie, nie wiem, dlaczego miałbym do niej przywiązywać jakąkolwiek wagę!

Kazałem sobie przynieść papier listowy, pióro, atrament i napisałem do brata, by mu oznajmić, że następnego dnia opuszczam Peszt i że przybędę dwudziestego drugiego kwietnia wieczorem, ponieważ znajduję się nie dalej niż trzysta kilometrów od Ragz. Zaznaczyłem, że do tej pory podróż przebiegała bez żadnych incydentów i opóźnień oraz że nie widzę żadnych powodów, by nie miało tak być dalej. Nie zapomniałem przesłać wyrazów szacunku państwu Roderichom, a do tego dołączyłem zapewnienie o serdecznej sympatii do panny Myry, mając nadzieję, iż Marc zechce jej to przekazać.

Następnego dnia o ósmej rano "Maciej Korwin" odcumował od pomostu przystaniowego zamontowanego wzdłuż nabrzeża i ruszył z prądem rzeki.

Rozumie się samo przez się, że od kiedy opuściliśmy Wiedeń, na każdym postoju zachodziły zmiany w składzie pasażerów. Jedni wysiadali w Preszburgu, w Raabie, w Kromorn, w Granie, w Budapeszcie, a inni wsiadali w tychże miastach przed odpłynięciem. Było zaledwie pięciu lub sześciu, którzy płynęli parostatkiem od austriackiej stolicy, między innymi angielscy turyści, którzy przez Belgrad i Bukareszt udawali się aż nad Morze Czarne.

Tak więc i w Peszcie na pokład "Macieja Korwina" wsiadło kilku nowych pasażerów, a pomiędzy nimi był jeden, którego osoba szczególnie przyciągnęła moją uwagę, gdyż jego zachowanie wydawało mi się dość dziwne.

Był to mężczyzna mniej więcej trzydziestopięcioletni, wysoki, o włosach jasnoblond, surowej twarzy, władczym, twardym spojrzeniu, z wyglądu niezbyt sympatyczny. Jego postawa wskazywała, że był człowiekiem nieprzystępnym i okazującym innym pogardę. Wiele razy odzywał się do personelu pokładowego, co pozwoliło mi usłyszeć jego twardy, oschły, nieprzyjemny, szorstki głos, jakim zadawał pytania i wydawał polecenia.

Ponadto pasażer ten, jak się wydawało, nie chciał z nikim obcować. Mało mnie to obchodziło, gdyż dotąd odnosiłem się z wielką rezerwą do moich towarzyszy podróży. Kapitan "Macieja Korwina" był jedynym, do którego niekiedy się zwracałem, prosząc o informacje na temat naszej przeprawy.

Oceniając tego osobnika, miałem podstawy myśleć, że był to Niemiec, najprawdopodobniej pochodzący z Prus. Jeżeli się nie myliłem, nie przejawiałby chęci nawiązania ze mną znajomości, podobnie jak ja z nim, gdyby się dowiedział, że jestem Francuzem. Tak, był Prusakiem, to się czuło, jak powiadają, i wszystko w nim nosiło teutońską83 pieczęć. Byłoby niepodobieństwem pomylić go z dzielnymi Węgrami, tymi sympatycznymi Madziarami, prawdziwymi przyjaciółmi Francji.

Po opuszczaniu Budapesztu Dampfschiff płynął, nie starając się forsować prędkości, dlatego też bardzo łatwo można było dokładnie oglądać pejzaże, jakie roztaczały się przed naszymi oczami. Kiedy podwójne miasto było już kilka kilometrów za nami, "Maciej Korwin" wybrał jedną z odnóg rzeki, tę z lewej, biegnących wzdłuż wyspy Czepel.

W miarę jak od Pesztu statek parowy pokonywał swoją drogę w dół rzeki, puszta rozwijała przede mną, dając ciekawe efekty mirażu, swoje rozległe równiny, zieleniące się pastwiska, bardziej zwarte pola uprawne, bogatsze w sąsiedztwie wielkiego miasta. Na rzece nadal przesuwały się jak paciorki różańca płaskie wysepki ze sterczącymi wierzbami, których wierzchołki wynurzały się jak jasnoszare pękate kępy.

Po stu pięćdziesięciu kilometrach nawigacji - przerwanej na noc i powtórnie zaczętej rankiem - poprzez liczne skręty rzeki, przy niepewnej pogodzie, dającej więcej godzin dżdżystych niż słonecznych, Dampfschiff dopłynął dziewiętnastego kwietnia wieczorem do miasteczka Szekszárd84, którego zamglone zarysy zaledwie zdołałem wypatrzyć.

Następnego dnia rozpogodziło się i wyruszyliśmy w drogę z przekonaniem, że przed wieczorem dotrzemy do Mohacza85.

Około dziewiątej przed południem, w chwili gdy wracałem do rufówki86, niemiecki pasażer z niej wychodził i byłem zaskoczony osobliwym spojrzeniem, jakie na mnie skierował. Pierwszy raz przypadek sprawił, że znaleźliśmy się wtedy tak blisko jeden drugiego. Spojrzenie tego człowieka było nie tylko bezczelne, ale także pełne nienawiści.

Czego chciał ode mnie ten Prusak? Należało to tłumaczyć faktem, iż dowiedział się, że byłem Francuzem? Wtedy przyszła mi do głowy myśl, że mógł odczytać moje nazwisko z plakietki na torbie podróżnej, która leżała na jednej z ławek na rufówce - Henry Vidal, Paryż - i dlatego patrzył na mnie w ten sposób.

W każdym razie, chociaż znał moje nazwisko, ja wcale nie starałem się poznać jego godności, gdyż ten osobnik mało mnie interesował.

"Maciej Korwin" zawinął do portu w Mochaczu, ale na tyle późno, że z tego miasta o dziesięciu tysiącach mieszkańców dostrzegłem jedynie dwie strzeliste wieże nad ciemną bryłą budowli już zatopionej w ciemnościach. Niemniej jednak zszedłem na ląd i po godzinnej wycieczce powróciłem na pokład.

Następnego dnia, to jest dwudziestego pierwszego kwietnia, na statek wsiadło o świcie około dwudziestu nowych pasażerów i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Tego dnia kilka razy mijałem się na pokładzie ze wspomnianym osobnikiem, spoglądającym z wyrazem twarzy, który stanowczo mi nie odpowiadał. Jeśli ten impertynent miał mi coś do powiedzenia, to niechby to powiedział! W takich przypadkach nie rozmawia się oczyma, a jeśli nie znał francuskiego, mogłem mu swobodnie odpowiedzieć w jego języku!

Absolutnie nie lubię szukać zwady z ludźmi, ale też nie lubię, kiedy obserwuje się mnie z taką niegrzeczną natarczywością. W każdym razie, gdybym musiał zażądać wyjaśnień od Teutona, lepiej było dowiedzieć się zawczasu czegoś na jego temat.

Złapałem kapitana i zapytałem go, czy zna tego pasażera.

- Pierwszy raz go widzę - odpowiedział.

- Czy to Niemiec? - ciągnąłem.

- Nie ma wątpliwości, panie Vidal, i nawet myślę, że jest nim w dwójnasób, ponieważ musi też być Prusakiem...

- A to już o jednego za dużo! - odparłem, co jak się mi wydawało, posmakowało kapitanowi, który z urodzenia był Węgrem.

Przed południem Dampfschiff znalazł się na wysokości Zomboru87, ale miasto było zbyt oddalone od lewego brzegu rzeki, by można było je dostrzec. To jest ważne miasto, liczące nie mniej niż dwadzieścia cztery tysiące obywateli. Podobnie jak Szegedin88, jest położone na rozległym półwyspie utworzonym przez Dunaj i Theiss89, jeden z jego znaczniejszych dopływów, który wpływa do wielkiej rzeki pięćdziesiąt kilometrów przed Belgradem.

Następnego dnia "Maciej Korwin" skierował się przez liczne zakręty rzeki ku Vukovarowi90, miastu leżącym na prawym brzegu. Płynęliśmy więc wzdłuż granicy Slawonii91, gdzie rzeka zmienia swój południowy kierunek, by dalej podążać ku wschodowi. Tam leży także terytorium Pogranicza Wojskowego92. W pewnych odstępach widać było nieco oddalone od brzegu, liczne posterunki, połączone z sobą chodzącymi w tę i z powrotem wartownikami, którzy zajmowali drewniane chatki i budki wartownicze z gałęzi.

To terytorium pozostaje pod administracją wojskową. Wszyscy mieszkańcy, nazywani tu grenzer93, są żołnierzami. Prowincje, dystrykty, parafie usuwają się na bok, by ustąpić miejsca pułkom, batalionom i kompaniom tej szczególnej armii. Przygraniczne tereny wojskowe ciągną się od wybrzeży Adriatyku aż po góry w Siedmiogrodzie94 i zajmują powierzchnię sześciuset dziesięciu mil kwadratowych, ludność zaś, w liczbie ponad miliona stu tysięcy dusz, podlega surowej dyscyplinie. Instytucja ta ma swe początki w czasach jeszcze sprzed panowania Marii Teresy95, a jej racją bytu jest nie tylko obrona przed Turkami, lecz również służenie jako kordon sanitarny przed dżumą. To ostatnie warte jest tego pierwszego.

Po postoju w Vukovarze już więcej nie zobaczyłem Niemca na pokładzie. Niewątpliwie musiał wysiąść w tym mieście, więc zostałem uwolniony od jego nieznośnej obecności, co mi oszczędziło wszelkich wyjaśnień.

Teraz inne myśli krążyły mi po głowie. Za kilka godzin Dampfschiff przybędzie do Ragz. Co za radość z ponownego zobaczenia brata, którego nie widziałem od ponad roku, uściskania go, porozmawiania o interesujących rzeczach, zawarcia znajomości z jego nową rodziną!

Około piątej po południu na lewym brzegu rzeki, między rosnącymi tam wierzbami, powyżej zasłony topoli, zauważyłem kilka kościołów. Jedne z nich były zwieńczone kopułami, inne górującymi nad nimi wieżami, odcinającymi się na tle nieba, po którym pędziły obłoki.

Były to zarysy dużego miasta, to był Ragz. Za ostatnim zakrętem rzeki pojawił się w całej okazałości, malowniczo położony u stóp wysokich pagórków. Na jednym z nich stał feudalny zamek, tradycyjny akropol96 starych węgierskich miast.

Po kilkunastu obrotach kół Dampfschiff zbliżył się do przystani, i w tej chwili zdarzył się taki oto incydent...

Stałem przy parapecie97 lewej burty, patrząc na linię nabrzeży, podczas gdy większość pasażerów zmierzała w stronę trapu98, usytuowanego za osłonami kół. Przy wyjściu z pomostu przystankowego stały liczne grupy oczekujących i nie wątpiłem, że wśród znajduje się Marc.

Kiedy próbowałem go dostrzec, blisko mnie usłyszałem wyraźnie takie zdanie wypowiedziane po niemiecku:

"Jeżeli Marc Vidal poślubi Myrę Roderich, biada jej, biada jemu!".

Odwróciłem się raptownie... Byłem sam w tym miejscu, a przecież ktoś do mnie przemówił głosem podobnym do owego Niemca, którego nie było na pokładzie...!

Tymczasem nikogo, powtarzam: nikogo! Ewidentnie musiałem się pomylić i wydawało mi się, że usłyszałem te groźne słowa... Rodzaj halucynacji... nic więcej... Zszedłem więc na ląd z walizką w ręku, z torbą podróżną na ramieniu, pośród ogłuszających wybuchów pary ulatującej z boków parostatku.

 

 

 

 

30 Alzacja-Lotaryngia (niem. Reichsland Elsaß-Lothringen) - prowincja Cesarstwa Niemieckiego utworzona po wojnie francusko-pruskiej w 1871 roku, kiedy włączono do Niemiec większość terytorium Alzacji i część Lotaryngii.

31 Mowa tu o okresie, kiedy po wojnie francusko-pruskiej Alzacja i Lotaryngia została włączona do Niemiec.

32 Katedra Najświętszej Marii Panny w Strasburgu - najważniejsza świątynia katolicka miasta, cenny przykład średniowiecznej XIII-XV-wiecznej architektury, łączącej cechy późnego romanizmu z głównie wczesnym gotykiem francuskim i dojrzałym gotykiem niemieckim; na zewnątrz i w środku liczne cenne dzieła średniowiecznej rzeźby kamiennej, m.in. portale południowego ramienia transeptu, tzw. Filar Anielski.

33 Oos - dawniej wioska nad rzeką Oos, od 1844 roku ze stacją kolejową, w 1928 roku włączona w obręb miasta Baden-Baden.

34 Baden (od 1931 roku Baden-Baden) - uzdrowiskowe miasto na prawach powiatu położone w południowych Niemczech, w zachodniej części kraju związkowego Badenia-Wirtembergia, najmniejsze ze wszystkich dziewięciu miast na prawach powiatu w kraju związkowym; Baden-Baden wykazuje silne powiązania z północną Alzacją we Francji, do której należało, będąc pod zwierzchnictwem francuskim.

35 Karlsruhe - miasto na prawach powiatu w południowo-zachodnich Niemczech, w kraju związkowym Badenia-Wirtembergia; leży na Nizinie Górnoreńskiej, nad rzekami Alb i Pfinz, na wysokości 115 m.

36 Stuttgart - miasto na prawach powiatu w Niemczech, stolica i największe miasto kraju związkowego Badenia-Wirtembergia, siedziba rejencji Stuttgart oraz regionu Stuttgart; 1 stycznia 1806 roku staraniem Napoleona Bonaparte z księstwa Wirtembergii powstało suwerenne Królestwo Wirtembergii, istniejące do 1918 roku.

37 Ulm - uniwersyteckie miasto na prawach powiatu w południowych Niemczech, w kraju związkowym Badenia-Wirtembergia, nad Dunajem; w dniach 8-15 października 1805 roku oddziały francuskiej Wielkiej Armii pod dowództwem Napoleona stoczyły tu zwycięską bitwę z wojskami austriackimi, którym przewodził generał Karl Mack von Leiberich, co było punktem zwrotnym kampanii, która doprowadziła do zwycięstwa pod Austerlitz.

38 Augsburg - miasto na prawach powiatu w Niemczech, w kraju związkowym Bawaria, trzecie najludniejsze miasto Bawarii (po Monachium i Norymberdze); leży nad rzekami Lech i Wertach, na przedgórzu alpejskim na wysokości 494 m n.p.m.; jedno z najstarszych miast niemieckich, założone przez Rzymian; historyczna stolica Szwabii.

39 Salzburg (pol. hist. Solnogród) - miasto statutarne w północno-zachodniej Austrii, stolica kraju związkowego Salzburg; położone w pobliżu granicy z Niemcami w Alpach, nad rzeką Salzach, na wysokości 424 m n.p.m.

40 Wels - miasto statutarne w północnej Austrii, drugie pod względem liczby ludności miasto kraju związkowego Górna Austria; leży nad rzeką Traun (dopływ Dunaju), na południowy zachód od Linzu.

41 Maciej Korwin (zwany Sprawiedliwym, 1443-1490) - król Węgier, Chorwacji od 1458 i Czech od 1469 roku, drugi syn Jana Hunyady'ego, brat Władysława Hunyady'ego.

42 Victor Duruy (1811-1894) - francuski historyk i polityk, minister edukacji w latach 1863-1869; wprowadził naukę gimnastyki do szkół wyższych, założył państwowe szkoły żeńskie; oprócz dziejów starożytnej Grecji, Rzymu, i Francji zostawił po sobie Notes et souvenirs (1901); od 1884 członek Akademii Francuskiej.

43 Ochra - kolor żółtobrunatny, także glinka o żółtym lub brunatnym zabarwieniu służąca do wyrobu farb oraz farba otrzymywana z tej glinki; lazuryt - minerał o barwie ciemnoniebieskiej lub granatowej i szklistym połysku, ceniony w jubilerstwie.

44 Jangada - nazwa tratwy w Ameryce Południowej.

45 J. Verne pięknie opisał tę rzekę w swej powieści Jangada.

46 Cal - jednostka długości równa 1/12 stopy; w krajach anglosaskich cal (inch) wynosi 2,54 cm, we Francji cal (pouce) wynosił 2,71 cm.

47 Liga - francuska miara długości (lieue), po wprowadzeniu systemu metrycznego uznana za równą 4 km, także angielska (land league), równa 3 milom (4828 metrów), pierwotnie odległość pokonywana pieszo przez godzinę.

48 Bitwa pod Aspern, znana też jako Bitwa pod Essling - starcie zbrojne w dniach 21-22 maja 1809 roku pomiędzy wojskami napoleońskimi a oddziałami austriackimi w rejonie miejscowości Aspern i Essling (dzielnice dzisiejszego Wiednia), przegrane przez Napoleona.

49 Bitwa pod Wagram - jedna z największych bitew w kampaniach napoleońskich, stoczona 5-6 lipca 1809 roku wokół wyspy Lobau na Dunaju i w pobliżu wsi Wagram, 15 km na północny wschód od Wiednia; wojska francuskie pod dowództwem Napoleona Bonaparte pokonały wojska austriackie dowodzone przez arcyksięcia Karola Ludwika Habsburga; kluczową rolę w batalii odegrała artyleria.

50 Fischamend - u J. Verne'a: Fischamount; miasto w Austrii, w kraju związkowym Dolna Austria, w powiecie Wien-Umgebung, 5150 mieszkańców (2014).

51 Regelsbrunn - u J. Verne'a: Rigelsbrunn; wieś w Austrii, w gminie Schandorf, położonej nad Dunajem.

52 March - niemiecka nazwa rzeki Morawa, dopływu Dunaju, płynącej przez Morawy, wschodnią Austrię i zachodnią Słowację; długość 352 km, w tym 242 km w Czechach, 40 km jako granica czesko-słowacka i 70 km jako granica słowacko-austriacka; powierzchnia zlewni 26 658 km?.

53 W XVI wieku nie było znaczących starć zbrojnych między tymi państwami.

54 Petronell-Carnuntum - gmina targowa w Austrii, w kraju związkowym Dolna Austria, w powiecie Bruck na der Leitha; 1213 mieszkańców (1 stycznia 2014); Carnuntum - rzymski obóz wojskowy oraz stolica rzymskiej prowincji Panonia, a od II wieku Górnej Panonii (Pannonia Superior), położony nad Dunajem; obecnie znajduje się w północno-wschodniej Austrii, 10 km od granicy ze Słowacją; pierwotnie była to osada Celtów, od których Rzymianie przejęli nazwę.

55 Bad Deutsch-Altenburg - uzdrowiskowa gmina targowa w Austrii, w kraju związkowym Dolna Austria, w powiecie Bruck na der Leitha; 1495 mieszkańców (1 stycznia 2014).

56 Hainburg an der Donau - miasto w Austrii, w kraju związkowym Dolna Austria, w powiecie Bruck an der Leitha; 6 106 mieszkańców (1 stycznia 2014); leży nad Dunajem, pomiędzy Wiedniem a Bratysławą, bardzo blisko granicy słowackiej.

57 Brama Węgierska (inne nazwy: Hainburska, Devińska) - przełomowy odcinek doliny Dunaju między Kotliną Wiedeńską a Kotliną Panońską; przypada na odcinek rzeki, na którym tworzy ona granicę słowacko-austriacką, u ujścia Morawy, tuż na zachód od Bratysławy; w Bramie Węgierskiej dolina Dunaju oddziela Małe Karpaty (kulminacja Devínska Kobyla, 514 m n.p.m.) na północnym brzegu od alpejskich Wzgórz Hainburskich (kulminacja Braunsberg, 346 m n.p.m.) na południowym brzegu; na obu wzgórzach ruiny średniowiecznych twierdz: na brzegu słowackim - zamek w Devínie, na austriackim - zamek w Hainburg an der Donau.

58 Powinno być raczej do roku 1699, to znaczy do podpisania pokoju w Karłowicach.

59 Bitwa pod Austerlitz (zwana bitwą trzech cesarzy) - jedna z najważniejszych bitew wojen napoleońskich, decydująca bitwa wojny z III koalicją antyfrancuską, stoczona 2 grudnia 1805 między francuską Wielką Armią a połączonymi armiami austriacką i rosyjską; armia austriacko-rosyjska straciła około 16 tys. zabitych i rannych oraz 11,5 tys. wziętych do niewoli i 176 armat, Napoleon przy stracie około 9 tys. zabitych, rannych i wziętych do niewoli triumfował, a jego zwycięstwo historycy wojskowości określili jako drugie, po Kannach Hannibala, arcydzieło taktyczne w historii wojen; 4 grudnia cesarz austriacki Franciszek II Habsburg poprosił o rozejm; podpisany 26 grudnia 1805 roku traktat pokojowy w Preszburgu (obecnie Bratysława) zakończył wojnę z III koalicją antyfrancuską, a jego politycznym skutkiem był późniejszy rozpad Świętego Cesarstwa Rzymskiego.

60 Małe Karpaty - pasmo górskie w zachodniej Słowacji, najbardziej wysunięte na południowy zachód pasmo Centralnych Karpat Zachodnich.

61 Alpy Styryjskie - pasmo górskie w Centralnych Alpach Wschodnich, położone we wschodniej Austrii, na południowy wschód od obniżenia tektonicznego wykorzystywanego przez doliny Mury i Mörz; długość około 130 km; zbudowane głównie ze skał krystalicznych oraz w części z osadowych; składa się z kilku grup górskich o rzeźbie polodowcowej i miejscami krasowej, wznoszących się do 2186 m n.p.m. (Ameringkogel).

62 Wielkie Księstwo Badenii - państwo w południowo-zachodnich Niemczech, na prawym brzegu Renu, istniejące pomiędzy 1806 a 1918 rokiem.

63 Raab - niemiecka nazwa miasta Győr, położonego nad Dunajem i Rabą, na północnym zachodzie Węgier; siedziba władz komitatu Győr-Moson-Sopron, ośrodek administracyjny powiatu Győr; ośrodek przemysłowy, kąpieliska termalne, ogród zoologiczny.

64 Chodzi o Wiosnę Ludów, jak nazwano ruchy rewolucyjne w Europie w latach 1848-1849, skierowane przeciwko autorytarnej władzy; ich przyczyną były m.in.: dążenie do zjednoczenia kraju (Niemcy, Włochy), walka o ustrój republikański (Francja), dążność narodów do wyzwolenia się spod obcego panowania (północne Włochy, kraje monarchii habsburskiej, Wielkie Księstwo Poznańskie), konflikt nowej burżuazji ze starą, nierozwiązana sprawa uwłaszczenia chłopów (Niemcy, monarchia habsburska, ziemie polskie), dążenie do nadania nowej konstytucji (Niemcy, Prusy, monarchia habsburska); na problemy te nałożył się kryzys gospodarczy 1846-1848 oraz kilka lat nieurodzaju.

65 Kromorn (obecnie Komárom) - miasto nad Dunajem, w północnych Węgrzech, około 35 km na wschód od Győr; w 1920 roku w wyniku traktatu w Trianon zostało podzielone między Węgry i Czechosłowację (obecnie słowacka część funkcjonuje pod nazwą Komárno); zakłady przemysłowe (Nokia, browar Dreher), zabudowania obronne, kąpielisko termalne.

66 Hektolitr - jednostka objętości (pojemności) równa 100 litrom (100 dm3).

67 Gran - niemiecka nazwa miasta Esztergom (pol. Ostrzyhom), położonego w północnej części Węgier, nad Dunajem, 30 tys. mieszkańców (1991); ośrodek przemysłu ceramicznego, drzewno-papierniczego i precyzyjnego, uzdrowisko i ośrodek turystyczny; zabytki: domy mieszkalne starego miasta (XVIII w.), kaplica Bakócza (XVI w.) w katedrze (XIX w.) przebudowanej z romańskiego kościoła, zamek Arpadów (X w., wielokrotnie przebudowywany).

68 Alpy Noryckie - część Centralnych Alp Wschodnich położona na terytorium Austrii, pomiędzy doliną dolnej Drawy na południu i górnej Mury na północy, na wschód od Wysokich Taurów; ciągną się równoleżnikowo na przestrzeni około 130 km; zbudowane głównie ze skał krystalicznych i osadowych, w większości z wapieni; występuje tu szereg odrębnych masywów górskich (m.in.: Alpy Gurktalskie, Alpy Seetalskie, Saualpe, Koralpe) o rzeźbie alpejskiej, z licznymi formami polodowcowymi, oddzielonych od siebie głębokimi dolinami.

69 Legat - tu: legat papieski, wysoki rangą duchowny katolicki, będący wysłannikiem papieża do danego kraju w celu wypełnienia powierzonego mu zadania.

70 Książę Cesarstwa (książę Świętego Cesarstwa Rzymskiego, książę Rzeszy, łac. princeps imperii) - tytuł feudalny i arystokratyczny w Świętym Cesarstwie Rzymskim, będący wyższą formą księcia.

71 Waitzen - niemiecka nazwa miasta Vác, położonego nad Dunajem, na północy Węgier, 25 km od Budapesztu, 34,5 tys. mieszkańców.

72 Galeota - mały dwumasztowy statek żaglowy o wypukłych burtach i zaokrąglonej rufie, używany od XVI do początku XVIII wieku do przewozu towarów i ludzi.

73 Etamina - lekka przejrzysta tkanina z bawełny albo jedwabiu, o rzadkim, ażurowym splocie.

74 Gül Baba (Ojciec Róż) - u J. Verne'a: Gull-Baba; bektaszycki derwisz (walczący muzułmański zakonnik), który w 1541 roku przybył do Budy wraz tureckimi wojskami okupacyjnymi; zgodnie z legendą zmarł 2 września 1541 roku w czasie uroczystości dziękczynnych po zdobyciu miasta; zorganizowano mu uroczysty pogrzeb, w którym wziął udział sam sułtan Sulejman Wspaniały i według legendy dołączył nawet do niosących trumnę; türbe (turecki grobowiec mauzoleum, budowany dla prominentnych osobistości) wzniesione w latach 1543-1548 nad grobem Gül Baby przez Mehmeda Jahjapasazade, trzeciego budzińskiego paszę, stało się celem pielgrzymek wyznawców islamu i ulubionym miejscem tureckich turystów.

75 Gellért-hegy, Blocksberg - węgierska i niemiecka nazwa Góry Gellerta, o wysokości 235 m, znajdującego się w Budapeszcie, w I i XI dzielnicy (Tabán), na zachód od Wzgórza Zamkowego; nazwę zawdzięcza biskupowi Gellertowi, który miał tu zostać zamordowany przez pogan (według legendy spuszczono go ze szczytu w drewnianej beczce).

76 Esterházy (węg. Eszterházy) - nazwisko rodowe starej, znaczącej węgierskiej rodziny magnackiej.

77 Ecce Homo (łac. Oto Człowiek) - motyw w sztuce chrześcijańskiej przedstawiający ubiczowanego Chrystusa w koronie cierniowej; słowa "Oto Człowiek" miał wypowiedzieć Piłat, ukazując Chrystusa ludowi żydowskiemu.

78 Rembrandt van Rijn (1606-1669) - holenderski malarz, jeden z najwybitniejszych twórców w dziejach sztuki.

79 Oleander (Nerium) - rodzaj krzewów lub drzew z rodziny toinowatych; przedstawiciele (dwa gatunki) występują w stanie dzikim na obszarze śródziemnomorskim, podzwrotnikowym: Europa, Afryka, Azja, Japonia, często przy wysychających korytach strumieni.

80 "Illustrirtes Wienner Extrablatt" - "Ilustrowany Wiedeński Dodatek Nadzwyczajny", gazeta w dużym formacie, ukazująca się w Wiedniu w latach 1872-1928.

81 Spremberg (dolnołuż. Grodk; pol. hist. Gródek) - miasto we wschodnich Niemczech, w kraju związkowym Brandenburgia, nad Sprewą, około 24 tys. mieszkańców.

82 Chodzi tu o promienie Roentgena.

83 Teutoński - typowo niemiecki, zwykle w pejoratywnym znaczeniu; określenie od nazwy Teutoni (Teutonowie), oznaczającej lud germański zamieszkujący pierwotnie tereny nad Łabą, na południe od Półwyspu Jutlandzkiego i siedzib Cymbrów.

84 Szekszárd - miasto na południu Węgier, nad rzeką Sió, do połowy XIX wieku nad brzegiem Dunaju, stolica komitatu Tolna; tradycyjny ośrodek regionu winiarskiego; muzea, kąpielisko, zabytkowe piwniczki i tłocznie win, ślady osadnictwa celtyckiego (grobowce); ponad 33,7 tys. mieszkańców w I 2011 roku.

85 Mohacz - węgierskie miasto nad Dunajem, 185 km na południe od Budapesztu; w 1526 roku pod Mohaczem rozegrała się bitwa, w której imperium osmańskie pokonało wojska chrześcijańskie; w wyniku klęski Królestwo Węgier utraciło suwerenność i rozpadło się na trzy części; udział w bitwie wzięło także 1600 polskich rycerzy, co upamiętnia poświęcony im pomnik.

86 Rufówka - nadbudówka w rufowej (tylnej) części statku, rozciągająca się na całą szerokość pokładu, w której najczęściej znajdowały się kajuty pasażerów.

87 Zombor - węgierka i niemiecka nazwa miasta Sombor, położonego w północnej Serbii (Wojwodina), w pobliżu granicy z Węgrami, nad Kanałem Dunaj-Cisa-Dunaj.

88 Szegedin - niemiecka nazwa miasta Segedyn (węg. Szeged), położonego nad Cisą na południu kraju, na wschód od Dunaju, będącego trzecim co do wielkości miastem Węgier.

89 Theiss (Theiß) - niemiecka nazwa Cisy, rzeki w środkowej Europie, lewostronnego dopływu Dunaju; długość 966 km (201 km na Ukrainie, 597 km na Węgrzech, 168 km w Serbii; przed regulacją - 1419 km); powierzchnia zlewni - 157 218 km?.

90 Vukovar - miasto nad Dunajem, we wschodniej Chorwacji (w zachodniej części Sremu, zaliczanego niekiedy do Slawonii), przy granicy z Serbią; port rzeczny, ośrodek przemysłu włókienniczego i spożywczego.

91 Slawonia - kraina historyczna we wschodniej Chorwacji, w międzyrzeczu Sawy i Drawy; często zaliczany jest do niej także region Sremu; zajmuje południowy skraj Kotliny Panońskiej, a w jej skład wchodzą szerokie doliny Sawy i Drawy - Posawie i Podrawie - oraz leżąca między nimi równina, z której wyrastają wzniesienia panońskich gór wyspowych (najwyższe pasmo - góry Papuk, do 953 m n.p.m.); główne miasta i ośrodki przemysłowe: Osijek, Slavonski Brod, Vukovar (historyczny Srem), Borovo.

92 Pogranicze Wojskowe (łac. Confiniaria militaria) - buforowy region graniczny monarchii habsburskiej, znajdujący się pod administracją wojskową, istniejący od XVI do XIX wieku wzdłuż granicy Królestwa Chorwacji oraz Królestwa Węgier z osmańską Turcją.

93 Grenzer (niem.) - żołnierz wojsk pogranicza.

94 Siedmiogród (Transylwania) - kraina historyczna w środkowej Rumunii, na Wyżynie Siedmiogrodzkiej.

95 Maria Teresa (1717-1780) - arcyksiężna austriacka, królowa Czech i Węgier od 1740, cesarzowa od 1745; po śmierci ojca, Karola VI, zgodnie z jego wolą i traktatami objęła władzę w monarchii habsburskiej.

96 Akropol - w starożytnej Grecji część miasta położona na wzgórzu, początkowo warowna, później będąca ośrodkiem kultu religijnego.

97 Parapet - tu: lita, płaska poręcz obiegająca pokład statku ponad wierzchnią częścią burty.

98 Trap - różnego rodzaju schodki na statku, prowadzące z jednego pokładu na drugi; także schodki służące do schodzenia ze statku i wchodzenia na statek.