W każdym razie Zagadkowi Agenci wakacje rozpoczęli od wyprawy do Włoch. Rodzice Ewy zaproponowali braciom Deryłom wycieczkę. Nie trzeba było ich długo namawiać. Wręcz przeciwnie - natychmiast wybuchnęli nieokiełznaną radością. Nie musieli się również przesadnie starać o zgodę swoich rodziców. Przecież we Włoszech na każdym kroku poznaje się zabytki, historię oraz kulturę. Takie wakacje to niemalże szkoła w pigułce! Eryk nie zdążył nawet użyć tego argumentu, a pan Józef już pomagał braciom w pakowaniu walizek.
- Niczego nie zapomnieliście? - zapytał, gdy chłopcy wsiadali do ogromnego samochodu rodziców Ewy. - Na pewno wszystko wzięliście?
- Tato... - Eryk westchnął. - Jedziemy do Włoch przez Czechy i Austrię. To nie jest wyprawa do dżungli amazońskiej czy na pustynię.
- Poradzą sobie - uspokajała męża pani Apolonia.
- Tak myślisz?
- Oczywiście.
A jednak na twarzach państwa Deryłów krył się delikatny niepokój. Jeszcze nigdy nie rozstawali się z dziećmi na tak długo.
Uściskom, machaniom i całusom nie byłoby końca, gdyby auto wreszcie nie odjechało. Tata Ewy to świetny kierowca, więc kolejne kilometry mijały w błyskawicznym tempie. Po całym dniu jazdy znaleźli się wreszcie nieopodal Wenecji.
- Pokonaliśmy ponad tysiąc kilometrów! - Pan Skalski przeciągnął się, kiedy weszli na prom. Ostatnią część trasy mieli przemierzyć laguną, płynąc prosto do położonego na wyspach miasta. Ruch kołowy był tam ograniczony, więc samochód zostawili na ogromnym parkingu.
- Bardzo zmęczeni?
- I głodni - mruknął Eryk. Rzeczywiście kiszki grały mu marsza i poczuł, że żołądek prawie przylepił się do żeber. W ciągu dnia zjedli jedynie lekki obiad na postoju pod Wiedniem.
- Ja tam karmię się emocjami - wtrącił Roman. - Jestem tak podekscytowany, że zapomniałem o głodzie. Nie musicie mi o nim przypominać.
- Pójdziemy na kolację - dodał stanowczo tata Ewy. Zerknął na swój niezwykle nowoczesny zegarek i wydał mu komendę nakazującą wyszukanie najbliższej dobrej restauracji.
Bracia wymienili ukradkowe spojrzenia. Ich rodzice byli przeciwni wszelkim nowinkom technicznym i uważali, że chłopcy są jeszcze zbyt młodzi na własne telefony komórkowe. Natomiast rodzice Ewy - przeciwnie. Zainteresowani najnowszą technologią, nakłaniali do jej zgłębiania również córkę. Zapewne w promieniu wielu kilometrów nie było nikogo w wieku dziewczynki, kto poruszałby się od niej lepiej w świecie komputerów oraz internetu. Eryk nawet nieco zazdrościł jej tych umiejętności, choć nigdy by się do tego nie przyznał. Romanowi było to obojętne. Tym bardziej że nowinki technologiczne pozwalały na błyskawiczne odnalezienie dobrej restauracji.
- Dziś wieczorem nabierzemy sił, a jutro rozpoczynamy zwiedzanie - oznajmił pan Skalski. Wchodzili właśnie do ogromnej marmurowej sali w jednym z weneckich pałaców. Z oddali dobiegał plusk wody oraz czyjś śpiew.
- Zresztą ta restauracja liczy sobie prawie czterysta lat. Od czterech stuleci dzięki niej turyści mają pełne brzuchy.
- Byle jedzenie było ciut świeższe - zażartował Roman.