Sekret Trevora. Trójkąt. Część 4 - L. Sherman

Kup ebooka

9.99 zł
7.49 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

Mil­lie

Ubrana w krót­kie skó­rzane body i ko­zaki na ob­ca­sie szłam za Ja­me­sem zna­nym mi cał­kiem do­brze ko­ry­ta­rzem. Dzięki temu, że od­wie­dzi­łam klub Pia­cere za dnia, te­raz wy­da­wał mi się bar­dziej przy­ja­znym miej­scem.

Ko­lega za­trzy­mał się przed czar­nymi po­ły­sku­ją­cymi drzwiami i oparł się o ich fra­mugę. Ja­mes był rów­nie wy­soki jak Tre­vor i rów­nie do­brze zbu­do­wany, miał pra­wie czarne włosy i kil­ku­dniowy ciemny za­rost. Gdy­bym nie była po uszy za­ko­chana w Tre­vo­rze, to chęt­nie za­li­czy­ła­bym Ja­mesa albo za­ży­czy­ła­bym go so­bie jako Mi­strza na któ­rąś z roz­pust­nych nocy w klu­bie.

- Świet­nie wy­glą­dasz. O nic się nie martw. Tre­vor jest w to­bie na maksa za­ko­chany. Wiem, co mó­wię. W końcu znam go od stu­diów.

- Ja też go ko­cham, ale w tej chwili wy­szłam da­leko poza swoją strefę kom­fortu. Ni­gdy nie ro­bi­łam cze­goś ta­kiego. - Spu­ści­łam wzrok na skó­rzany strój, który miał pod­kre­ślać moją dzi­siej­szą rolę do­miny, choć zu­peł­nie nie czu­łam się na si­łach, żeby kim­kol­wiek wła­dać.

- Tre­vor wie, że to twoje pierw­sze do­świad­cze­nie z BDSM. Po­pro­wa­dzę cię przez całą se­sję, je­śli nie masz nic prze­ciwko, że­bym zo­stał z wami w po­koju.

- Zo­stań. Do­brze bę­dzie mieć pod ręką kon­sul­tanta. Pa­mię­taj, że da­łam so­bie za­wią­zać oczy i po­zwo­li­łam się ze­rżnąć na sali peł­nej lu­dzi...

- Lu­bię cię, Mil­lie. Je­steś od­ważna. - Ja­mes otwo­rzył drzwi i prze­pu­ścił mnie przed sobą. - Pro­szę przo­dem, mi­lady. - Pu­ścił do mnie oko.

We­szli­śmy do nie­wiel­kiego przed­sionka, w któ­rym oprócz krze­sła i stołu nie było żad­nych me­bli.

- Po­dejdźmy do stołu. Opo­wiem ci o ak­ce­so­riach na dzi­siej­szy wie­czór. Po­do­bny ze­staw znaj­dziesz w po­koju, gdzie bę­dzie wa­sza se­sja. Śmiało py­taj mnie o wszystko w trak­cie, gdy­byś miała wąt­pli­wo­ści.

Wzię­łam do ręki fio­le­towe piórko na pa­tyku i z za­do­wo­le­niem przez chwilę ob­ra­ca­łam je w pal­cach. Wy­obra­zi­łam so­bie, jak głasz­czę nim Tre­vora po za­głę­bie­niach jego wspa­nia­łego ciała, ła­sko­cząc jego skórę na sil­nych mię­śniach klatki pier­sio­wej i brzu­cha, i po­woli wę­druję co­raz ni­żej. Prze­szył mnie dreszcz pod­nie­ce­nia.

- Piórko mocno ła­sko­cze. Na sali znaj­dziesz kilka in­nych - wy­ja­śnił Ja­mes, wi­dząc moje za­in­te­re­so­wa­nie.

- Tre­vor ma straszne ła­skotki. Bę­dzie nie­zła za­bawa. - Ro­ze­śmia­łam się, żeby ukryć przed Ja­me­sem pod­nie­ce­nie. - Nie­zła ko­lek­cja kaj­da­nek - Kilka eg­zem­pla­rzy szcze­gól­nie zwró­ciło moją uwagę.

- Tre­vor bę­dzie przy­kuty, kiedy wej­dziesz do po­koju. W za­sa­dzie to już jest go­towy na twoje przyj­ście: ma za­sło­nięte oczy i skute ręce - po­wie­dział Ja­mes, nie skry­wa­jąc za­do­wo­le­nia.

- O, nie wie­dzia­łam. Po­ma­ga­łeś mu?

- Tak, sło­neczko. Nie za­ufałby ni­komu in­nemu. Tre­vor nie jest ule­głym ty­pem i nie był w ta­kiej roli od cza­sów, gdy sam ba­dał gra­nice swo­jej sek­su­al­no­ści, kiedy otwo­rzy­li­śmy nasz pierw­szy klub. Dla­tego dzi­siej­sza se­sja to dla niego duże wy­zwa­nie, ale też do­wód na to, że chce się otwo­rzyć. Dla cie­bie prze­szedłby przez pie­kło. Ale nie od­pusz­czaj mu ni­czego. Wiele znie­sie, a za­słu­żył na karę po tym, jaki nu­mer ci wy­wi­nął.

Prze­szłam na drugą stronę stołu i wzię­łam do ręki kom­plet kla­me­rek na sutki.

- Czy to boli?

- Mię­dzy bó­lem a przy­jem­no­ścią jest cienka gra­nica. Mo­żesz za­da­wać ból w przy­jemny spo­sób lub tak, żeby do­pro­wa­dzić ko­goś do mak­sy­mal­nej roz­ko­szy. Zde­cy­do­wa­nie ra­dził­bym użyć na nim kla­mer. Zna­cząco zwięk­szą jego do­zna­nia. Szcze­gól­nie kiedy je ode­pniesz chwilę przed tym, jak doj­dzie.

- Co to jest? - Zmarsz­czy­łam czoło, za­sta­na­wia­jąc się do czego może słu­żyć ak­ce­so­rium, które zwró­ciło moją uwagę.

- To jest kne­bel z dildo. Wkła­dasz kne­bel w usta part­nera.

- Ale ten sztuczny pe­nis jest w dziw­nym miej­scu.

- Part­ner może cię po­su­wać oral­nie, ale nie bę­dzie mógł nic po­wie­dzieć.

- Aha. - Odło­ży­łam ga­dżet na miej­sce. - Co po­le­casz do da­wa­nia klap­sów? - Spoj­rza­łam na Ja­mesa zna­cząco. - Tre­vo­rowi na­leży się po­rządne la­nie, prawda?

- Naj­lep­szy bę­dzie bicz.

Po­dał mi skó­rzane na­rzę­dzie. Wzię­łam miękką rę­ko­jeść w dłoń.

- Ból za­da­wany jest rów­no­mier­nie. Pejcz czy szpi­cruta wy­ma­gają więk­szej wprawy od chłosz­czą­cego. Jak się wam spodoba ta­kie od­gry­wa­nie ról, to chęt­nie oso­bi­ście cię wy­szkolę - kon­ty­nu­ował lek­kim to­nem.

- Świet­nie się ba­wisz, co?

- Że­byś wie­działa. Silny fa­cet spro­wa­dzony do par­teru przez fi­li­gra­no­wych roz­mia­rów ciem­no­włosą bo­gi­nię? - Ro­ze­śmiał się gło­śno. - Opo­wiem ci o po­zo­sta­łych ak­ce­so­riach i mo­żemy za­cząć. Tu masz ko­lek­cję pier­ścieni na pe­nisa, które zwięk­szają i wy­dłu­żają przy­jem­ność. W przy­pły­wie od­wagi nie­które z nich mo­żesz na­wet za­piąć. - Ja­mes trzy­mał w ręce prze­zro­czy­stą pla­sti­kową na­kładkę w roz­mia­rze wiot­kiego członka.

- Zmie­ści się tu? - Nie po­tra­fi­łam so­bie wy­obra­zić, że za­my­kam w ta­kim czymś wspa­niałą mę­skość Tre­vora. - Je­steś pe­wien, że to jest przy­jemne? - spy­ta­łam z po­wąt­pie­wa­niem w gło­sie.

- La­wi­ro­wa­nie na po­gra­ni­czu bólu jest przy­jemne. Go­towa, skar­bie?

Ja­mes za­trzy­mał się przed drzwiami do po­koju, a ja ner­wowo ma­ni­pu­lo­wa­łam przy zamku od skó­rza­nego stroju. Mia­łam na so­bie prze­słany przez Tre­vora ko­stium do­miny. Włosy upię­łam w wy­soki ku­cyk. Pa­znok­cie po­ma­lo­wa­łam na krwi­sto­czer­wony ko­lor, który pa­so­wał do ko­loru szminki. Wło­ży­łem też sia­tecz­kowe rajtki bez kroku, bo body także go nie miało. Kiedy szłam, chłodne po­wie­trze mu­skało moją ko­bie­cość, co mnie mocno po­bu­dzało.

- W imię mi­ło­ści - stwier­dził Ja­mes ci­cho.

Otwo­rzył drzwi i prze­kro­czył próg po­koju, a ja we­szłam tuż za nim.

Tre­vor

- Aua, dupku! Za mocno. Nie mogę mieć śla­dów na nad­garst­kach.

- Kto tu jest sługą? Chyba nie masz zbyt wiele do ga­da­nia, złotko - na­bi­jał się ze mnie mój tak zwany przy­ja­ciel.

- Chyba za do­brze się przy tym ba­wisz - ob­ru­szy­łem się. - W po­nie­dzia­łek będę mu­siał wło­żyć ko­szulę z wy­jąt­kowo dłu­gimi rę­ka­wami, prawda?

- Tak mi się wy­daje, stary. Na po­cie­sze­nie po­wiem, że wy­glą­dasz re­we­la­cyj­nie. Mil­lie do­sta­nie or­ga­zmu, jak tylko cię zo­ba­czy.

Sta­łem nagi jak mnie Pan Bóg stwo­rzył. Moje sze­roko roz­sta­wione nogi były przy­pięte kaj­dan­kami do za­mo­co­wa­nego na ścia­nie po­de­stu ob­ro­to­wego. Ręce też mia­łem spięte i roz­ło­żone na boki. Ani tro­chę nie mo­głem się ru­szyć. Ja­mes jesz­cze nie za­sło­nił mi oczu. W ogóle mi się to nie po­do­bało, a mój ku­tas skur­czył się do naj­mniej­szych moż­li­wych roz­mia­rów.

- Twoja pała pre­zen­tuje się że­nu­jąco - kon­ty­nu­ował swoje do­cinki mój kum­pel.

- Od­pier­dol się, gnojku.

- Pa­mię­taj, kto ma te­raz wła­dzę, ko­cha­siu. Może cię za­kne­blo­wać?

W tym mo­men­cie Ja­mes za­sło­nił mi oczy.

- Na­wet się nie waż. To wy­star­czy - ryk­ną­łem na niego.

- No do­bra, przy­ja­cielu. Je­steś przy­go­to­wany. Przy­pro­wa­dzić twoją ko­bietę?

- Tak. Pa­mię­taj o play­li­ście! - krzyk­ną­łem za nim, sza­mo­cząc się w kaj­dan­kach. - Niech to szlag, Mil­lie. Ro­bię to tylko dla cie­bie.

Od­da­wa­nie kon­troli to zu­peł­nie nie moja bajka. By­łem cał­ko­wi­cie bez­bronny i wy­sta­wiony na po­kaz jak ma­ne­kin w skle­po­wej wi­try­nie.

Mil­lie

W po­koju roz­brzmie­wały cięż­kie rytmy, a wo­ka­li­sta The Mam­mals wła­śnie śpie­wał pierw­szy wers pio­senki De­pra­ved. Ja­mes sta­nął z boku, po­zwa­la­jąc, że­bym ogar­nęła wzro­kiem całą prze­strzeń.

Po­kój był słabo oświe­tlony, a mroczny kli­mat pod­kre­ślały czar­no­gra­na­towe we­lu­rowe za­słony. Do­okoła roz­sta­wiono wy­godne fo­tele. Z su­fitu zwi­sał oka­zały ży­ran­dol. W każ­dym rogu sali usta­wiono sto­liki z kan­de­la­brami. Dłu­gie pło­mie­nie świec rzu­cały cie­płe świa­tło na ściany. Chcia­łam wchło­nąć jak naj­wię­cej szcze­gó­łów, ale mój wzrok przy­cią­gnął męż­czy­zna - MÓJ męż­czy­zna, który zo­stał wy­eks­po­no­wany dla mnie na sa­mym środku po­koju. Pre­zen­to­wał się wspa­niale: sam seks, i do tego był cał­ko­wi­cie zdany na moją ła­skę. Tre­vor mi za­ufał i mu­sia­łam mu udo­wod­nić, że na to za­słu­ży­łam. Zro­bi­łam kilka głęb­szych od­de­chów.

Po­de­szłam bli­żej do głów­nej atrak­cji wie­czoru, czyli do niego. Ak­ce­so­ria ero­tyczne, które dla nas przy­go­to­wano, na ra­zie świa­do­mie igno­ro­wa­łam.

- Czuję twoją obec­ność, ko­chana. - Głos Tre­vora prze­bił się przez gło­śną mu­zykę.

Na­sze ciała się do­tknęły, kiedy na­chy­li­łam się, żeby go po­ca­ło­wać.

- Spra­wię, że bę­dzie nam do­brze, naj­le­piej. Obie­cuję - szep­nę­łam.

- Mo­żesz py­tać Ja­mesa o wszystko. Da ci wska­zówki, moja ko­chana - do­da­wał mi otu­chy mój przy­stojny znie­wo­lony męż­czy­zna. - Może na­wet cię za­spo­koić, je­śli bę­dziesz chciała spraw­dzić, jak to jest z in­nym Pa­nem, za­nim zde­cy­du­jesz się na kon­ty­nu­owa­nie Sek­sE­du­ka­cji.

- Och, Tre­vor. Ra­czej nie sko­rzy­stam.

Po­gła­dzi­łam go po brzu­chu i klatce. Jego małe sutki od razu za­re­ago­wały na mój do­tyk. Za­czę­łam więc pie­ścić je ję­zy­kiem.

- Coś mi mówi, że mnie dziś wy­koń­czysz, Mil­lie - Tre­vor zro­bił długi i gło­śny wy­dech, ob­ra­ca­jąc przy tym głowę w bok.

Sko­rzy­sta­łam z tego i ugry­złam go we wraż­liwą skórę szyi. Dla zła­go­dze­nia bólu chwilę po­ssa­łam to miej­sce.

- Masz ochotę na odro­binę bólu?

Dło­nią ła­god­nie gła­dzi­łam jego czło­nek, który po­woli się na­prę­żał. Tre­vor jęk­nął. Mia­łam ogromną ochotę zło­żyć na­miętny i pe­łen mi­ło­ści po­ca­łu­nek na jego so­czy­stych ustach, ale z ukłu­ciem żalu po­wstrzy­ma­łam się przed tym.

- Za­raz wrócę. - Od­su­nę­łam się od Tre­vora i po­szłam po pierw­szy ga­dżet na wie­czór.

Ja­mes przy­su­nął so­bie krze­sło do stołu z za­baw­kami ero­tycz­nymi.

- Za­cznij ła­god­nie. My­ślę, że po tak czu­łym po­wi­ta­niu po­ra­dzi so­bie z klam­rami.

Ko­lega po­dał mi kla­merki na sutki i gra­na­towe piórko do gry wstęp­nej.

- Klamry za­kła­dasz w ten spo­sób. - Ja­mes po­ka­zał mi, jak otwie­rać i za­my­kać klipsy. - A tym po pro­stu po­ła­skocz na­szego ko­cha­sia.

Ski­nę­łam głową i wzię­łam przed­mioty od mo­jego do­radcy.

- Po­wie­dział mi, że mo­żesz mnie za­do­wo­lić, je­śli tego za­pra­gnę, - Spoj­rza­łam pro­sto w ciemne, nie­bie­skie oczy Ja­mesa.

- De­cy­zja na­leży do cie­bie, więc je­śli tego ze­chcesz, to z przy­jem­no­ścią speł­nię twoją prośbę - za­pew­nił mnie z uśmie­chem. - Na ra­zie będę stąd po­dzi­wiał twój po­kaz.

- Bę­dziesz się do­ty­kał? - za­cie­ka­wi­łam się.

- Je­śli mi po­zwo­lisz. - Ja­mes także od­dał mi pro­wa­dze­nie.

- Po­zwa­lam - oznaj­mi­łam.

- Dzię­kuję, pani. - Pu­ścił do mnie oko.

Sta­nę­łam mocno na no­gach i z pier­sią do przodu wró­ci­łam do Tre­vora.

Tre­vor

Włą­czył się ko­lejny utwór z play­li­sty. Te­raz Donna Sum­mer śpie­wała Love to Love You Baby. Wy­bra­łem ten szes­na­sto­mi­nu­towy ka­wa­łek, bo jego długi i stop­niowo na­ra­sta­jący po­czą­tek jest cho­ler­nie zmy­słowy. Mia­łem na­dzieję, że Mil­lie do­my­śla się mo­ich mu­zycz­nych in­ten­cji. Nie­zmier­nie cie­kawe jest to, że kiedy zo­sta­jesz od­cięty od zmy­słu wzroku, to po­zo­stałe zmy­sły się wy­ostrzają. Nie wi­dzia­łem Mil­lie ani Ja­mesa, ale do­sko­nale wy­czu­wa­łem, w któ­rej czę­ści po­koju się znaj­dują, i sły­sza­łem o czym ze sobą szep­czą. Za­sta­na­wia­łem się, czy Mil­lie zdo­bę­dzie się na od­wagę i po­zwoli, żeby Ja­mes do nas do­łą­czył i ją za­spo­koił. Dzie­le­nie się nie przy­cho­dziło mi ła­two, ale chcia­łem, żeby Mil­lie miała ja­sność, jak może wy­glą­dać na­sza przy­szłość. Uśmiech­ną­łem się, bo wy­dało mi się za­bawne, że my­ślę w ten spo­sób, kiedy sam wi­dzę tylko ciem­ność.

Po­czu­łem do­tyk zim­nego me­talu, a za­raz po­tem ostry ból prze­szył je­den z mo­ich sut­ków. Za­ci­sną­łem wargi. Do­zna­nie to stop­niowo zmie­niło się w tępy ucisk. Mil­lie po­ca­ło­wała mnie w usta i za­ci­snęła klamrę na dru­gim sutku. Fiut od razu mi sta­nął.

- O, po­doba ci się?

Mil­lie prze­bie­gła pal­cem od jed­nego do dru­giego sutka, aż w końcu za­częła li­zać na­piętą skórę wo­kół nich.

- Za­je­bi­ste uczu­cie. Szkoda, że nie mogę cię do­tknąć - wy­dy­sza­łem, szar­piąc rę­kami sku­tymi w kaj­danki.

- Nie mogę się do­cze­kać rżnię­cia, Trev, ale te­raz zaj­mu­jemy się tobą i grą wstępną.

Po­gła­skała mnie piór­kiem po brzu­chu i za­trzy­mała się przy moim członku, który już był w peł­nym wzwo­dzie.

- Mil­lie, mocne te piesz­czoty.

- Masz ła­skotki? - rzu­ciła w od­po­wie­dzi i po­now­nie do­tknęła mnie piór­kiem, prze­cią­ga­jąc nim po moim boku od bio­dra po pa­chę.

- Matko Bo­ska!!! - wy­krzyk­ną­łem na całe gar­dło.

- Pani Mil­lie wy­star­czy. Nie mam bo­skich mocy - od­parła.

- Chciał­bym wy­mie­rzyć ci za to kilka klap­sów - wy­ję­cza­łem.

- Nie mo­żesz, za to ja tak. Ja­mes, po­daj mi skó­rzany bat i po­dejdź do nas. Zdej­mij przy oka­zji ko­szulę. Ko­biety rzadko znaj­dują się w sy­tu­acji, kiedy dwóch przy­stoj­nia­ków jest na ich za­wo­ła­nie. Spodni jesz­cze nie ścią­gaj. Ręce mam na ra­zie za­jęte czym in­nym.

Wzięła w dło­nie mo­jego na­pię­tego fiuta i kilka razy prze­cią­gnęła po nim ręką w górę i w dół. Czyż­bym za­mie­nił moją słodką dziew­czynę w do­mi­nu­ją­cego de­mona seksu? Przy za­ło­że­niu, że cią­gle była moja.

- Pro­szę, pani - Ja­mes sta­nął obok mnie. - Naj­pierw wy­chło­staj go po po­ślad­kach. Ode­pniemy go od po­de­stu, od­wró­cimy ty­łem do cie­bie i przy­pniemy z po­wro­tem.

Ja­mes umie­jęt­nie roz­piął kaj­danki na mo­ich kost­kach i nad­garst­kach. Gdy tylko mia­łem wolne ręce, przy­cią­gną­łem Mil­lie do sie­bie. Mimo za­sło­nię­tych oczu wie­dzia­łem, gdzie stoi, bo czu­łem jej obec­ność.

- Po­doba ci się ta za­bawa, skar­bie? - szep­ną­łem, a po­tem, nie zo­sta­wia­jąc jej czasu na od­po­wiedź, po­ca­ło­wa­łem ją dra­pież­nie. Jej wargi i ję­zyk, który na­mięt­nie pe­ne­tro­wał wnę­trze mo­ich ust, zdra­dziły, jak bar­dzo mnie pra­gnie.

- Mil­lie, mo­żesz z nim zro­bić, co tylko ze­chcesz. - Ja­mes prze­rwał na­sze mi­ło­sne igraszki.

Mil­lie wy­rwała się z mo­ich ob­jęć. Nie pro­te­sto­wa­łem. W końcu to był jej wie­czór.

- Od­wróć się, Tre­vor. Unieś ręce w górę i oprzyj na ścia­nie. Roz­staw sze­rzej nogi.

Po­słusz­nie wy­ko­ny­wa­łem jej po­le­ce­nia. Mil­lie mi ufała. Uf­ność wzmac­niała jej pew­ność sie­bie, która bar­dzo jej pa­so­wała. Pra­gną­łem już w nią wejść. Mój wzwód był tak silny, że aż bo­lał. Na­pią­łem po­śladki i przy­go­to­wa­łem się na pierw­sze ude­rze­nie bi­cza.

- Ko­cha­nie, ude­rzę cię trzy razy w każdy z po­ślad­ków - nie­win­nym gło­sem wy­ja­śniła Mil­lie. Se­kundę póź­niej po­czu­łem pie­kące sma­gnię­cie na skó­rze. Wy­gią­łem się w łuk od ude­rze­nia.

- Czyż­byś się przy­go­to­wała z tego przed­miotu? Jak grzeczna uczen­nica? Obej­rza­łaś wcze­śniej Pięć­dzie­siąt twa­rzy Greya, kotku? - rzu­ci­łem iro­nicz­nie.

- Moż­liwe - do­po­wie­działa i za­dała drugi cios.

- Ja je­bię, Mil­lie. To bo­lało. Nie przy­zwy­cza­jaj się do tego. Ra­czej nie sta­nie się to na­szym ry­tu­ałem.

W od­po­wie­dzi za­dała mi trzeci cios i od razu za­częła chło­stać drugi po­śla­dek. Tym ra­zem przy­gry­złem wargi tak mocno, że aż po­lała się z nich krew.

- Czym jest odro­bina bólu w po­rów­na­niu z do­zgonną przy­jem­no­ścią, mój ko­chany?

Mil­lie przy­kuc­nęła za mną i po­ło­żyła dło­nie na mo­ich bio­drach. Li­zała mnie po za­czer­wie­nio­nej skó­rze po­ślad­ków. Po­tem wsu­nęła dłoń mię­dzy moje uda i de­li­kat­nie pie­ściła moje ją­dra. By­łem bli­ski wy­try­sku, a mój ku­tas ster­czał twardy od pod­nie­ce­nia.

- Ja­mes, od­wią­żesz go? Chcę mu zro­bić la­skę.

- Oczy­wi­ście, piękna. Stary, szkoda, że jej nie wi­dzisz. Praw­dziwa uczta dla oczu. Jest su­per­sexy w tym stroju. Body pod­kre­śla kształt jej cyc­ków, które prak­tycz­nie całe wy­stają po­nad jego górną czę­ścią.

- Ro­bi­cie coś beze mnie? - za­brzmia­łem jak mały opusz­czony chłop­czyk.

- Nie, ale mam ochotę ca­ło­wać i li­zać jej za­je­bi­ste sutki.

Ko­lega po­now­nie mnie roz­wią­zał i po­mógł się od­wró­cić przo­dem do środka po­koju. Mil­lie jed­nym szyb­kim ru­chem zdarła mi opa­skę z oczu. Mu­sia­łem dać oczom chwilę, żeby zła­pać ostrość i ogar­nąć wzro­kiem wi­dok, który mia­łem przed sobą.

Mil­lie stała obok mnie, a tuż za nią zo­ba­czy­łem Ja­mesa. Moja ko­bieta zmy­sło­wym ru­chem roz­pięła od góry za­mek swo­jego stroju, uwal­nia­jąc z niego swoje wspa­niałe cycki.

- Te­raz mo­żesz mnie do­tknąć. Rób, na co masz ochotę. - Po­pa­trzyła na Ja­mesa, da­jąc mu tym sa­mym zgodę na do­stęp do jej ciała. Pa­trząc, jak mój ko­lega obej­muje dłońmi piersi mo­jej dziew­czyny i ca­łuje jej sutki, po­wol­nymi ru­chami za­czą­łem prze­su­wać ręką wzdłuż swo­jego prą­cia.

- Mil­lie, czego so­bie ży­czysz? - spy­ta­łem, mocno już na­pa­lony.

- Chcę, że­by­ście wy prze­jęli kon­trolę i za­spo­ko­ili mnie.

Mil­lie

Po­czu­łam, że chcę prze­ka­zać wo­dze męż­czy­znom.

- Dla pew­no­ści, Mil­lie, je­steś go­towa na to, że­by­śmy oby­dwaj cię ze­rżnęli? Po­wiedz, czego chcesz. Czy Ja­mes ma uczest­ni­czyć na ta­kich sa­mych pra­wach, co ja? - Ja­mes dys­kret­nie od­szedł w od­le­głą część po­miesz­cze­nia, ro­biąc nam prze­strzeń do roz­mowy. Za­jął się na­le­wa­niem wina i wody dla nas.

- Nie bę­dziesz miał z tym pro­blemu? - Zła­pa­łam go za rękę.

- Oczy­wi­ście, że nie, słońce. Cho­dzi o twoją przy­jem­ność. Da­jemy ci lek­cję, prawda?

- Czym so­bie za­słu­ży­łam na tak otwar­cie my­ślą­cego chło­paka? - Za­rzu­ci­łam Tre­vo­rowi ręce na szyję, zbli­ży­łam się do niego i po­ca­ło­wa­łam pro­sto w usta.

- Wiesz, że chciał­bym cię tylko dla sie­bie, ale za­słu­gu­jesz na ta­kie do­świad­cze­nie. Prze­nie­śmy się na łóżko. Tam bę­dzie nam wy­god­niej. Po­zbądź się tego wdzianka. Chce cię zo­ba­czyć nagą, ko­cha­nie. - Tre­vor klep­nął mnie w ty­łek.

- Masz ochotę po­eks­pe­ry­men­to­wać z któ­rąś z za­ba­wek? - za­in­te­re­so­wał się Ja­mes.

- Ja­mes, wcho­dzisz do gry, więc wy­cią­gnij swo­jego wiel­kiego fiuta i do­łącz do nas.

- Je­ste­ście nie­moż­liwi! - Ja­mes ro­ze­brał się w eks­pre­so­wym tem­pie.

- Wska­kuj na łóżko i roz­łóż przed nami nogi.

Ja­mes usiadł mię­dzy mo­imi udami i jed­nym dłu­gim liź­nię­ciem prze­cią­gnął ję­zy­kiem po mo­jej cipce. Czuły do­tyk ję­zyka ob­cego fa­ceta na mo­jej po­bu­dzo­nej łech­taczce spo­wo­do­wał, że moje ciało się spięło. Na szczę­ście szybko udało mi się zre­lak­so­wać i w roz­luź­nie­niu opa­dłam na miękki ma­te­rac.

Tre­vor uklęk­nął obok łóżka na wy­so­ko­ści mo­jej głowy, tak że­bym miała do­stęp do jego członka. Ob­ró­ci­łam głowę w jego stronę i ob­ję­łam jego pe­nisa ustami, a dłońmi pie­ści­łam ją­dra.

- Mil­lie, do­pro­wadź mnie do wy­try­sku swo­imi pięk­nymi war­gami, w tym cza­sie Ja­mes da or­gazm to­bie.