Sekret Trevora. Seksedukacja. Część 1 - L. Sherman

Kup ebooka

9.99 zł
7.49 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

Mil­lieKie­dyś

- Rzu­cam ci wy­zy­wa­nie.

Po­woli unio­słam głowę i spoj­rza­łam Tre­vo­rowi pro­sto w oczy.

Stał na po­mo­ście z Ju­sti­nem, moim bra­tem. W mi­nio­nym roku szkol­nym obaj na­gle prze­stali być pa­ty­ko­wa­tymi na­sto­let­nimi chłop­cami. Jesz­cze nie prze­obra­zili się w męż­czyzn, ale z pew­no­ścią nie byli już dziećmi.

Uważ­nie, ze spo­ko­jem przy­glą­da­łam się Tre­vo­rowi, błą­dząc wzro­kiem po jego wą­skiej ta­lii i brzu­chu wi­docz­nym po­nad krót­kimi gra­na­to­wymi bo­jów­kami. Po­dzi­wia­łam ten so­lid­nie wy­rzeź­biony sze­ścio­pak i wy­raź­nie za­ry­so­wany kształt li­tery V. Chło­pak wspie­rał się o po­ręcz po­mo­stu i wpa­try­wał się we mnie wy­cze­ku­jąco. Zmierz­wione brą­zowe włosy przy­sła­niały mu czoło, a do tego gno­jek uśmiech­nął się zna­cząco. Tak, zo­sta­łam przy­ła­pana na tym, że po­że­ram wzro­kiem obiekt mo­jego fa­tal­nego za­uro­cze­nia, ale mia­łam to gdzieś. Nie­długo i tak prze­cież wy­jeż­dżał. To była więc moja ostat­nia szansa, aby zwró­cić na sie­bie uwagę.

- To jak bę­dzie, Mil­lie? - krzyk­nął Ju­stin. - Je­śli chcesz do nas do­łą­czyć wie­czo­rem, to le­piej bierz się do ro­boty.

Se­rio, nie mogę z tymi ty­pami! Od­kąd pa­mię­tam, rzu­ca­li­śmy so­bie wy­zwa­nia. Starsi o trzy lata, byli mo­imi bo­ha­te­rami, kiedy do­ra­sta­łam. By­łam upier­dliwą młod­szą sio­strą. De­spe­racko chcia­łam pójść wie­czo­rem na ogni­sko do Tre­vora. To był ostatni dzwo­nek, żeby do niego pod­bić, za­nim wy­je­dzie na uni­we­rek w An­glii. Mój brat też opusz­czał L.A., bo do­stał się do Ber­ke­ley. Per­spek­tywa ich wy­jazdu, a zwłasz­cza tego, że zo­sta­wią mnie samą, od ty­go­dni psuła mi na­strój.

Prze­rwa­łam kon­takt wzro­kowy z Tre­vo­rem i spoj­rza­łam na ta­flę prze­raź­li­wie zim­nej wody.

- Je­ste­ście po­pie­przeni - od­krzyk­nę­łam.

Roz­pię­łam białe spodenki i zsu­nę­łam je. Po­tem z ocią­ga­niem zdję­łam nie­bie­ski T-shirt. Jest już po mo­ich uro­dzi­nach, skoń­czy­łam szes­na­ście lat i w przy­szłym ty­go­dniu będę mo­gła w końcu zro­bić prawo jazdy - stanę się nie­za­leżna i będę mo­gła jeź­dzić, gdzie tylko za­pra­gnę. Za nic, kurwa, nie prze­pusz­czę tej oka­zji. Moje ciało się zmie­niło, tak samo jak ciała chło­pa­ków. Sta­li­śmy na kra­wę­dzi doj­rza­ło­ści, nie­cier­pliwi, by od­dać skok w do­ro­słe ży­cie. Zwle­ka­jąc jesz­cze, wsu­nę­łam stopę do zim­nej wody, aby ją wy­ba­dać.

- Nie ma ta­kiej opcji, że­bym sie­działa w domu, kiedy wy, dupki, bę­dzie­cie wie­czo­rem im­pre­zo­wać. Pro­szę bar­dzo! - krzyk­nę­łam do nich i rzu­ci­łam się do wody.

Tre­vor

Im­preza była sza­lona. Gdzie­kol­wiek spoj­rza­łem, lu­dzie cie­szyli się ostat­nim z bez­tro­skich wie­czo­rów, po­pi­ja­jąc al­ko­hol, pły­wa­jąc w ba­se­nie albo ob­ści­sku­jąc się z kimś. Dziew­czyny z mo­jej klasy, ubrane w skąpe bi­kini, po­ka­zy­wały wię­cej ciała, niż miały do­tąd w zwy­czaju. Wo­dzi­łem wzro­kiem po zgro­ma­dzo­nych, wy­pa­tru­jąc twa­rzy tej jed­nej osoby, którą naj­bar­dziej chcia­łem zo­ba­czyć. Mu­siała być gdzieś w tłu­mie ra­zem ze ekipą swo­ich przy­ja­ciół. Im­preza była prze­zna­czona dla uczniów ostat­niej klasy, ale lu­dzie z in­nych rocz­ni­ków też mo­gli wpaść. Ba­wi­li­śmy się w domu mo­ich ro­dzi­ców na plaży w Ma­libu. Nie było ich, więc po­sta­no­wi­łem zor­ga­ni­zo­wać epicką po­że­gnalną ba­langę. Wszystko to nie­długo sta­nie się mgli­stym wspo­mnie­niem. Zo­sta­wię to za sobą, by roz­po­cząć nowe ży­cie w Eu­ro­pie. Łyk­ną­łem piwa i od­sze­dłem od ba­senu w stronę plaży, gdzie pło­nęło ogni­sko. Ktoś grał na gi­ta­rze Your Body Is a Won­der­land Johna May­ora.

Zna­joma syl­we­tka w gru­pie osób sie­dzą­cych w po­bliżu ognia przy­cią­gnęła mój wzrok. Dziew­czyna swo­bod­nie ko­ły­sała bio­drami do rytmu, w ręce trzy­mała swoją ulu­bioną co­ronę z li­monką. Jej dłu­gie ciemne włosy fa­lo­wały wraz z resztą ciała w takt mu­zyki. Miała na so­bie nie­wiele za­sła­nia­jące let­nie ubra­nie: lniane szorty i zwy­kły T-shirt. Ale nie było w tym nic skrom­nego. Uśmiech­ną­łem się, wspo­mi­na­jąc wy­zwa­nie, które wcze­śniej tego dnia rzu­ci­li­śmy jej z Ju­sti­nem. Wy­daje mi się, że ni­gdy nie od­pu­ściła żad­nego. Dawno temu za­czę­li­śmy się tak ba­wić, bo Mil­lie za­wsze chciała cho­dzić tam, gdzie my. Ju­stin się wście­kał, że nie mógł się ni­g­dzie ru­szyć bez młod­szej sio­stry. Tym­cza­sem ja tak na­prawdę by­łem za­chwy­cony tym, jak się dro­czyli, i tym, że po­tra­fili rów­no­cze­śnie kłó­cić się i ko­chać jak nikt na świe­cie. Je­stem je­dy­na­kiem i od­kąd pa­mię­tam, po­do­bała mi się ich re­la­cja i cały układ ro­dzinny. Mieli wszystko, o czym ma­rzy­łem: two­rzyli szczę­śliwą, ko­cha­jącą się ro­dzinę i mo­gli wspólne spę­dzać wa­ka­cje, i ob­cho­dzić uro­dziny. Kiedy do­ra­sta­łem, moi ro­dzice byli wiecz­nie nie­obecni, tak jak i dziś - za­wsze mieli ja­kieś wy­jazdy zwią­zane z dzia­łal­no­ścią cha­ry­ta­tywną albo fun­da­cjami.

Wbi­łem spoj­rze­nie w Mil­lie. Kiedy się w niej za­ko­cha­łem? Od za­wsze była w moim ży­ciu. Młod­sza i nie­winna, nie pa­so­wa­li­by­śmy do sie­bie - od lat o tym wie­dzia­łem. Wró­ci­łem my­ślami do dzi­siej­szego po­po­łu­dnia, kiedy rzu­ci­li­śmy jej wy­zwa­nie, żeby wsko­czyła do lo­do­wa­tego oce­anu. Nie mo­głem ode­rwać od niej wzroku, gdy stała już w sa­mej bie­liź­nie. Brzegi sta­nika i maj­tek z gład­kiego bla­do­ró­żo­wego ma­te­riału zdo­biła dziew­częca ko­ronka. Ostat­nimi laty piersi Mil­lie uro­sły i były to naj­pięk­niej­sze cycki, ja­kie kie­dy­kol­wiek wi­dzia­łem, a na­oglą­da­łem się ich do tej pory bar­dzo dużo. Święty nie by­łem, ale do grzesz­ni­ków też ra­czej trudno mnie za­li­czyć. Się­ga­łem po to, czego chcia­łem i kiedy tego chcia­łem, nie my­śląc za wiele. Nad­szedł czas na mój ruch. Jej brat nie bę­dzie ani tro­chę za­do­wo­lony z tego, co chcę zro­bić, ale sam jest za­jęty z jedną z che­er­le­ade­rek gdzieś w domu. Mil­lie bę­dzie moja, wiem o tym od wielu ty­go­dni. Kurde, na­wet od kilku mie­sięcy. Do­kład­nie od dnia, w któ­rym otrzy­ma­łem list z in­for­ma­cją o tym, że do­sta­łem się na Oxford. W ży­ciu nie mógł­bym jej tak zo­sta­wić, w nie­pew­no­ści, sam nie wie­dząc, na czym stoję. Ostat­nio, kiedy spę­dza­li­śmy ra­zem czas, do­strze­ga­łem w jej oczach przej­mu­jący smu­tek. Szczę­śliwa i ła­godna uczen­nica li­ceum spo­waż­niała, jak gdy­by­śmy mieli przed sobą ostat­nie chwile ży­cia na tej pla­ne­cie. Ow­szem, opusz­czę ją. Na­sze ścieżki się ro­zejdą, ale nie mogę wy­je­chać, nie mó­wiąc jej o tym, że ja też coś do niej czuję. I niech mnie dia­bli, je­śli zo­sta­wię ją nie­roz­dzie­wi­czoną przy tym sta­dzie wy­głod­nia­łych psów, które tylko cze­kają, by ją po­siąść. Nikt inny, tylko ja będę jej pierw­szym.

Kiedy zbli­ża­łem się do jej paczki, mój kum­pel Nick za­kradł się do mnie i klep­nął mnie w ło­patki.

- To co, ziom? Się­gniesz w końcu po to, co przez tyle lat na cie­bie cze­kało?

Beł­ko­ta­łem do niego coś nie­zbyt mą­drego, kiedy Mil­lie, za­cie­ka­wiona na­głym po­ru­sze­niem w swoim oto­cze­niu, od­wró­ciła się. Po­woli ru­szy­łem w jej stronę, od­da­jąc bu­telkę z pi­wem Nic­kowi i sub­tel­nie po­ka­zu­jąc mu ręką, żeby się zmy­wał. W nie­biań­sko błę­kit­nych oczach Mil­lie tań­czyły iskry roz­ba­wie­nia. Ona też się do mnie przy­bli­żyła. Dzie­liła nas od­le­głość ręki, ale któ­reś z nas mu­siało zro­bić ten ostatni i jed­no­cze­śnie pierw­szy krok. Mil­lie ba­daw­czo pa­trzyła mi pro­sto w oczy. Była dziew­czyną z są­siedz­twa, która prze­ro­dziła się w sek­sowną sy­renę o cu­dow­nie za­okrą­glo­nych kształ­tach, pło­ną­cych ża­rem oczach i wy­dat­nych ró­żo­wych ustach, które pra­gną­łem sma­ko­wać. Była śred­niego wzro­stu, nie za ni­ska i nie za wy­soka. Miała mocno za­zna­czoną, wą­ską ta­lię i ob­fite bio­dra. Była za­bój­czo piękna już te­raz, w wieku szes­na­stu lat. Wo­la­łem nie my­śleć, jak bę­dzie dzia­łała na męż­czyzn, kiedy sta­nie się w pełni doj­rzałą ko­bietą. Ni­gdy się tego nie do­wiem, dla­tego te­raz mu­siało się stać to, co pla­no­wa­łem. Wpa­try­wa­li­śmy się w sie­bie w mil­cze­niu. Gdy wy­cią­gną­łem do niej rękę, dźwięki mu­zyki, od­głosy roz­mów i szum fal ude­rza­ją­cych o brzeg przy­ci­chły. Tej nocy cała bę­dzie moja, a i ja od­dam się jej cał­ko­wi­cie.